Przygoda LXXXVI
Mroczny Rycerz przybywa cz. IV
Serena siedziała w salonie swojej dawnej przyjaciółki i kuzynki Asha, panny Dawn Kyle. Dziewczyna była dość niską, jak też zdecydowanie bardzo niepozorną (a przynajmniej na pierwszy rzut oka) dziewczyną o ciemno-niebieskich oczach i włosach tej samej barwy. Ubierała się ona dosyć skromnie, ale po dziewczęcemu. Podobnie jak Serena nigdy nie nosiła spodni, nawet w takie dni jak te, czyli zimne i listopadowe. Uważała bowiem, że są może one i wygodne, ale również sztywne oraz za mało kobiece. Zwykle wolała spódniczki nie krępujące jej ruchów albo też sukienki pozwalające jej na swobodne poruszanie się, jakże inne od tych mocno przylegających do ciała. Czasami też nosiła spodenki lub rybaczki. Chociaż była niezwykle śliczna, to rzadko kiedy ubierała się elegancko. Zwykle wystarczała jej opinia szarej myszki, która zawsze stoi z boku i nie rzuca się niepotrzebnie nikomu w oczy.
- Muszę ci powiedzieć, kochana Serenko, że tracisz tylko niepotrzebnie czas - powiedziała Dawn do Sereny, częstując ją herbatą - Naprawdę... Mój drogi kuzyn miał zawsze więcej zaufania do ciebie niż do mnie, a więc jeżeli tobie czegoś nie powiedział, to mnie tym bardziej.
- Rozumiem, ale bardzo chciałabym wiedzieć, co go dręczy - odparła Serena smutnym tonem - Nie wiem, co się z nim dzieje. Niby wszystko w porządku, ale jak coś zaczynam mówić na temat przyszłości, to on nagle zmienia temat.
- Chodzicie ze mną? - spytała po chwili Dawn.
- Tak, już oficjalnie - odparła na to jej przyjaciółka - On wcale się mnie nie wstydzi publicznie. Przeciwnie, mówi wprost wszystkim, którzy nas zagadują, że jestem jego dziewczyną, jednak kiedy zaczynam z nim mówić o przyszłości, zaraz ucina temat.
- Ile już ze sobą chodzicie?
- No... Będzie tak z tydzień.
- Nie sądzisz zatem, że mówienie o przyszłości jest teraz nieco... Jakby to powiedzieć? Nie na miejscu?
- Nie na miejscu? - zdziwiła się Serena, popijając herbatę - Co masz na myśli?
- Widzisz... - Dawn postanowiła wyjaśnić to Serenie tak, żeby jej nie urazić - Chodzi o to, że zaangażowałaś się w to wszystko i on także, jednak chodzicie ze sobą od niedawna.
- Ale za to znamy się od bardzo dawna.
- Wiem o tym, ale przecież związek wasz trwa dopiero jakiś czas. Tak więc, nie możesz już teraz czegokolwiek z nim planować. Po prostu na to za wcześnie.
- Za wcześnie?
- Ano tak. Przecież dopiero co zaczęliście ze sobą chodzić. Nie możesz więc oczekiwać od niego, że od razu zacznie deklarować, iż zostanie z tobą do końca twoich dni. To jeszcze za wcześnie.
- W sumie masz nawet rację, jednak znasz mnie, Dawn... Ja się szybko w coś angażuję, a zwłaszcza w związki.
- Wiem o tym doskonale i nie uważam tego za wadę, jednak powinnaś dać mojemu kuzynowi tak nieco więcej czasu. On musi wszystko sobie na spokojnie przemyśleć. Pamiętaj, że świat, w którym on się porusza jest dosyć okrutny. Wiesz, biznes oraz te wszystkie żyjące w nim wielkie szychy... Zastanów się. Naprawdę chcesz wejść między takich drani?
- A czemu nie?
Dawn uśmiechnęła się do Sereny i powoli pogłaskała główkę swego Piplupa.
- Moim zdaniem zdecydowanie za dużo od niego oczekujesz. Za dużo naraz. Musisz spokojnie poczekać, aż będziecie na tyle długo w związku, aby otrzymać to, o czym marzysz.
- Może masz rację...
- Ja zawsze mam rację, Sereno.
Dziewczyny popatrzyły na siebie i parsknęły wesołym śmiechem.
- Dziękuję, pomogłaś mi. Naprawdę mi pomogłaś.
- Nie ma sprawy. Co jest, Piplup?
Pokemon zapiszczał delikatnie, pokazując na drzwi.
- Ach, prawda! - zawołała wesoło dziewczyna - Miałam przecież iść dzisiaj na zakupy. Kochana, wybacz mi, ale muszę cię już pożegnać, ponieważ wybieram się kupić sobie szampon do włosów i kilka innych kosmetyków.
- Poważnie? To może pójdę z tobą? Przy okazji, sama bym coś sobie kupiła.
Dawn nie miała nic przeciwko temu, dlatego też wyraziła swoją zgodę na propozycję przyjaciółki.
***
Chwilę później, obie dziewczyny w towarzystwie wiernego Piplupa poszły do supermarketu, aby dokonać niezbędnych dla siebie zakupów. Po drodze zauważyli, że chodzi za nimi jakiś Pokemon. Był to mały, uroczy, elektryczny gryzoń Pikachu. Udawał on, iż obserwuje wszystkie ulice naraz, w rzeczywistości jednak krążył wyraźnie wokół nich.
- Słuchaj... Albo się mylę, albo ten Pokemon od kilku minut za nami chodzi - powiedziała Serena do Dawn konspiracyjnym tonem.
Jej przyjaciółka popatrzyła na stworka uważnie i odparła:
- Być może, ale nie wydaje mi się, żeby nas śledził. Bo po co miałby to robić?
- Sama nie wiem... Po prostu tak myślę.
- Moim zdaniem przesadzasz - stwierdziła spokojnym tonem Dawn - Proszę cię, Sereno. I niby po co ten Pokemon miałby za nami chodzić? Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
- Może masz rację.
- Na pewno mam rację. Chodź i nie przejmuj się nim.
Obie chwilę później weszły do supermarketu i zauważyły, że stworek przestał za nimi chodzić, widocznie zajęty własnymi sprawami.
- Widzisz? A jednak za nami nie szedł - uśmiechnęła się lekko panna Kyle - Naprawdę nie ma co panikować.
Serena zdecydowanie daleka była od bycia przekonaną do słów przyjaciółki, ale ostatecznie skupiła się na zrobieniu zakupów wraz ze swoją przyjaciółką. Obie uważnie patrzyły na półki, aby móc zdecydować, co naprawdę ich interesuje, a co nie. Jednocześnie prowadziły przy tym wesołą rozmowę.
- Jak myślisz? Ten zapach spodoba się Ashowi? - zapytała Serena, pokazując Dawn pewne perfumy.
- Czy ja wiem? Pewnie tak - stwierdziła jej przyjaciółka - Jednak nie mogę ci tego zagwarantować, więc nie miej do mnie pretensji, jeśli będzie inaczej.
Nagle dziewczyny zauważyły jakiegoś Pokemona rozglądającego się uważnie po całym pomieszczeniu. Był to Mister Mime. Na widok Sereny położył on dłonie przed siebie tak, jakby między nią a nim była wielka, niewidzialna dla nikogo szyba. Dziewczyna parsknęła śmiechem, widząc to wszystko.
- Zabawne - powiedziała.
Chwilę później, Pokemon rzucił w górę coś, jakby jakiś proszek, który zaczął wydawać z siebie dźwięk podobny do strzelania. Ludzie wrzasnęli ze strachu, a niektórzy z nich padli na ziemię, zaś kilku z gości wyjęło nagle broń i wrzasnęło:
- Nie ruszać się! To jest napad! Trzymajcie wszyscy ręce na karkach i bez żadnych numerów!
Dawn i Serena szybko podniosły ręce do góry, a Piplup przerażony tym, co się działo aż zemdlał. Chwilę później, przez drzwi obrotowe wpadła jakaś osoba robiąca salta. Zrobiła ich kilkanaście, aż w końcu zatrzymała się, a oczom klientów ukazała się wysoka kobieta ubrana w czerwony kostium i czapkę błazeńską. Twarz miała wysmarowana białą pomadą, zaś oczy podkreślone czarnym tuszem.
- Puk-puk! Czy mogę tu zrobić zakupy z moim facetem?
Serena i Dawn patrzyły na nią przerażone, a zaraz potem zauważyły, że przez drzwi wchodzi do supermarketu Joker. Tym razem nie miał twarzy wymalowanej pomadą naśladującą naturalny kolor ludzkiej twarzy, ale swój makijaż wywołany przez upadek do kadzi z chemikaliami. Ubrany był on w fioletowy garnitur, żółtą koszulą i czerwony krawat, a także czarne lakierki.
- Witajcie, ludziska! - zawołał wesołym i lekkim tonem, tak jakby naprawdę przyszedł robić zakupy - Bardzo was wszystkich przepraszam, że przeszkodziłem wam w zakupach, ale cóż... Muszę zakupić tutaj kilka produktów, których to nie posiadam, a słyszałem o pewnej wielkiej promocji... Produkty za darmo.
Następnie podszedł do Jacoba i podał mu kartkę.
- Proszę... Tu masz listę produktów, które to musimy kupić. Znajdź wszystko i wychodzimy. Nie będziemy siedzieć tu za długo i przeszkadzać innym. W końcu, to byłoby niegrzeczna, prawda?
Jacob parsknął śmiechem, po czym szybko przeszedł z ludźmi do działania, inni z kolei pilnowali sprzedawców i innych kupujących, aby nie zrobili niczego głupiego. Natomiast dziewczyna w czerwonym stroju zaczęła wesoło skakać po całym markecie i oglądała różne przedmioty.
- Kochanie, a weźmiemy coś jeszcze? - spytała ona Jokera, patrząc na niego z miłością - Myślę, że przydałoby mi się jeszcze kilka przedmiotów.
- A co konkretnie? - zapytał Joker.
- Może jakiś krem do twarzy? Dzięki niemu będę posiadać jeszcze bardziej bladą cerę, odpowiednią do mojego stroju.
- Zdecydowanie to jest możliwe - zaśmiał się jej chłopak i zaczął chodzić po sklepie.
Nagle zobaczył on Serenę i Dawn.
- No proszę... Dwie urocze ślicznotki - powiedział wesołym głosem - Wiecie co? Nie będę ukrywać, że naprawdę bardzo mi się obie podobacie. To jest dopiero prawdziwe i naturalne piękno. Zwłaszcza ta urocza blondyneczka wydaje mi się nad wyraz słodka.
Dawn szybko zasłoniła Serenę swoją osobą.
- Zostaw ją w spokoju, ty świrze! - zawołała gniewnym głosem.
Piplup zapiszczał bojowo, stając przed swoją trenerką.
- Ojej... Dzielna, niebieskowłosa dziewczyna i jej mały pingwinek... Strasznie się boję. Wręcz trzęsę się ze strachu!
Następnie złapał Dawn za sukienkę i powiedział:
- Nie sprzeciwiaj mi się lepiej, moja słodka, bo inaczej przestanę być miły, a przecież tego nie chcesz, prawda?
Po tych słowach, odrzucił ją za siebie i spojrzał na jej Pokemona, który pisnął przerażony i podbiegł szybko do swojej trenerki.
- Wybacz mi tę mało uprzejme zachowanie, moja droga, ale nie umiem być spokojny wtedy, gdy mnie ktoś prowokuje - powiedział Joker, kłaniając się nisko Serenie - Ciekawi mnie, co też taka ślicznotka jak ty robi w takim miejscu jak to. Czyżby też zakupy?
- Jakbyś zgadł - mruknęła do niego panna Vale - I wiesz co? Właśnie miałam już wychodzić. Tak więc, gdybyś był teraz tak uprzejmy i wypuścił mnie oraz moją przyjaciółkę, to byłabym ci niewymownie wdzięczna.
- Poważnie? A gdybyś ty przyjęła moje zaproszenie na kolację, to bym ci był równie mocno wdzięczny.
- Kochanie... Chyba zapominasz, że dzisiejszą kolację miałeś zjeść ze mną, prawda? - odezwała się nagle dziewczyna w czerwieni, stając tuż obok niego.
- Ups... Niedobrze. Chyba właśnie podpadłem, prawda? - zachichotał Joker - Skarbie... Nie przesadzaj już z tą zazdrością. Przecież możemy zjeść ją w trójkę, co nie? Im nas więcej, tym weselej, prawda?
- Nie, nieprawda - powiedziała dziewczyna i spojrzała na Serenę - A ty lepiej zabieraj łapy od mojego faceta, bo inaczej sobie z tobą porozmawiam!
- Proszę wybaczyć mojej dziewczynie... Nazywa się ona Harley Quinn i jak już zdążyłyście zauważyć, zdecydowanie brakuje jej dobrych manier - powiedział Joker ironicznym tonem - Choć naprawdę robię, co tylko mogę, aby jakoś ją ich nauczyć. To chyba jednak niemożliwe, prawda?
Harley Quinn spojrzała na niego zawiedzionym wzrokiem, po czym powoli przeniosła swój wzrok na ludzi Jokera.
- Gotowi? To idziemy stąd!
- Pójdziecie, kiedy ja wam pozwolę! - usłyszeli nagle jakiś ponury głos.
Spojrzeli w kierunku, z którego on dobiegał i wówczas to ujrzeli przed sobą człowieka w czarnym stroju nietoperza. Na jego ramieniu siedział jakiś niewielki Pokemon, mający na sobie taki sam kostium.
- A niech mnie! Batman! - zawołała Dawn.
- Batman! - dodała radośnie Serena.
- Batman? - zapytał Joker - No proszę... Człowiek w stroju nietoperza. To się dobrze składa, bo mam z tobą pewne rachunki do wyrównania.
- Nie wyrównasz ich, Napier! - zawołał Batman.
Jego Pokemon zeskoczył mu z ramienia, po czym strzelił on dziko w Jokera elektrycznym atakiem, ale ten się w ostatniej chwili uchylił i atak otrzymała Harley Quinn, która skończyła cała w sadzy.
- To nie było wcale śmieszne - powiedziała gniewnym tonem.
- Dlaczego? - rechotał Joker - Mnie to się bardzo podobało! Z sadzą ci bardzo do twarzy, wiesz o tym?
- Naprawdę? - zapytała radośnie dziewczyna, poprawiając sobie lekko swoją czapkę - W sumie, to chyba masz rację. Naprawdę bardzo ładnie w niej wyglądam. Taki czarny makijaż pomaga na cerę.
- Brać go! - wrzasnął Jacob, wskazując ludziom Batmana.
Ci natychmiast rzucili się na niego, ale Mroczny Rycerz zaczął odpierać ataki za pomocą silnych ciosów swych rąk i nóg, natomiast dzielny Pokemon stojący przy jego boku również to robił, przy okazji strzelając w nich raz po raz swoimi mocami i paraliżując nimi ruchy przeciwników. Serena schowała się wtedy szybko za jedną z półek, po czym pociągnęła za sobą Dawn.
- Schowajmy się, kochana - powiedziała.
Następnie wyjęła aparat fotograficzny i zaczęła nim robić zdjęcia Batmana dzielnie odpierającego ataki przeciwników.
- Kochanie... Chyba pora już się zbierać - powiedział Joker do Harlery Quinn - Jacob, bierz zakupy i wynosimy się stąd.
- Tak, zdecydowanie zrobiło się tutaj zbyt tłoczno - odparła Harley.
- No i goście w głupich w kostiumach przeszkadzają nam w zabawie - dodał Joker - Zbierajmy się stąd!
Jacob pokiwał posłusznie głową, po czym złapał prędko koszyk z zakupami, który zostawił jeden z podwładnych Jokera, a następnie przerażony rzucił się do ucieczki.
- Hej! Ten drań ucieka! - krzyknęła Serena.
- Nie możemy mu na to pozwolić! Piplup, zatrzymaj go!
Natychmiast dzielny mały pingwinek skoczył do przodu i strzelił bąbelkami w jego kierunku. Jacob otrzymał wtedy cios prosto w rękę, przez co upuścił koszyk z produktami. Próbował go ponownie chwycić, jednak nie udało mu się to przez kolejny atak Piplupa. Musiał się więc wycofać.
Batman tymczasem całkowicie rozprawił się już z wszystkimi ludźmi Jokera. Kiedy rozejrzał się dookoła zauważył, że niestety nie ma tam ich szefa ani jego dziewczyny. Wykorzystali oni bowiem sytuację, iż nikt na nich nie patrzy i uciekli. Mroczny Rycerz nie był z tego zadowolony, ale również wiedział, że nie może dłużej czekać i musi spróbować znaleźć Jokera.
- Na co się tak patrzycie? - zapytał sprzedawców, którzy wciąż trzymali ręce do góry - Zadzwońcie na policję, zanim oni się obudzą.
Sprzedawcy szybko pokiwali głową na znak, że ma on rację, po czym złapali za telefon. Sam Batman natomiast powoli wyszedł z supermarketu, zabierając ze sobą swego pomocnika.
***
Policja szybko przyjechała na miejsce przestępstwa i natychmiast aresztowała wszystkich pokonanych przez Batmana bandytów Jokera. Tymi dzielnymi stróżami prawa dowodzili porucznik Clemont Gordon oraz porucznik Surge. Obaj nie byli zadowoleni z faktu obowiązku wzajemnej współpracy, ale skoro należało to do ich obowiązków, nie mogli protestować.
- No! Nieźle ten nasz bohater ich załatwił - powiedział zachwyconym głosem Gordon - Choć bardzo mnie ciekawi, skąd on się tak szybko tutaj wziął.
- Musiał wiedzieć o napadzie - stwierdził Surge - Jak na mój gust koleś jest w zmowie z tymi kreaturami i robi sobie w ten sposób reklamę. Liczy na to, że ludzie będą polegać na nim, a nie na policji.
- Jeśli mieszkańcy Gotham mają polegać na takich policjantach jak ty, Surge, to chyba rzeczywiście lepiej, aby liczyli na Batmana - mruknął nie bez złośliwości Gordon.
Nie zamierzał on ukrywać, że czuje wstręt do porucznika Surge’a za to, iż jest on brudnym gliną, na co niestety nie posiadał żadnych dowodów. Jego rozmówca oczywiście nie raczył zaszczycić tych słów żadną odpowiedzią i tylko mruknął coś gniewnie, po czym poszedł obejrzeć dokładniej miejsce zbrodni.
Tymczasem Gordon podszedł do swoich ludzi i zapytał:
- I co? Spisaliście zeznania ludzi?
- Spisujemy, panie poruczniku - odpowiedział mu jeden z nich - Ale wydaje się, że najwięcej widziały te panie.
To mówiąc, wskazał on Serenę i Dawn.
- On ma rację. Wszystko dokładnie widziałyśmy - rzekła pierwsza z nich.
- I możemy złożyć odpowiednie w tej sprawie zeznania - dodała druga.
- Złożycie je moim ludziom - odparł porucznik.
- Już składaliśmy, ale mamy tu też coś dla pana, panie poruczniku - rzekła Dawn i z najwyższą powagą wymalowaną na twarzy, wręczyła mężczyźnie koszyk z „zakupami“ zrobionymi przez Jokera.
- Co to takiego? - zdziwił się Gordon.
- Rzeczy, które próbował zabrać stąd Joker - wyjaśniła mu panna Kyle - Nie wiemy, na co mu one, ale mój Piplup na szczęście wytrącił to jednemu z nich z ręki, gdy próbował z nimi uciec.
- Rozumiem. Dziękuję pani za obywatelską postawę, panno Kyle - powiedział zadowolonym tonem porucznik - Tobie także, mój mały.
Piplup zasalutował mu wesoło, zaś policjant obejrzał uważnie produkty.
- Szampon do włosów... Odżywka... Perfumy firmy „La Amour“... Lakier do paznokci tej samej firmy... I jeszcze kilka podobnych drobiazgów. Ale na co mu to wszystko? Nie rozumiem tego.
Serena i Dawn również tego nie rozumiały, jednak sprawa wydawała im się naprawdę intrygująca.
- Niech no tylko Alexa to usłyszy - powiedziała cicho sama do siebie Serena - Będzie z pewnością zachwycona. Materiał na pierwszą stronę ma zapewniony.
***
Serena miała rację, gdyż Alexa była zachwycona nie tylko wiadomościami, jakie jej dostarczyła, ale jeszcze dołączonymi do nich zdjęciami.
- Piękne! Cudnie! Wprost genialne! - wołała radośnie dziennikarka, oglądając je razem ze swoim Helioptilem - To jest bomba, dziewczyno! Te wspaniałe ujęcia Batmana, kopiącego tyłki ludziom Jokera to majstersztyk! Ja wiedziałam, że mogę ci zaufać! Jesteś wręcz fenomenalna, moja droga. Mówię ci! Jeszcze kilka takich artykułów i zdjęć, a obie będziemy sławne na całe Gotham!
- Wolałabym już więcej nie natknąć się na Jokera - powiedziała na to Serena nieśmiałym tonem - Ten człowiek jest naprawdę niebezpieczny.
- Zupełnie jak i inni bandyci, których fotografowałaś, zanim tu przyjechałaś - odpowiedziała jej Knox zupełnie spokojnym tonem - A jednak nie bałaś się jakoś ich fotografować. Więc niby czemu teraz masz cykora?
- Wiesz, Alexa... Może się mylę, ale odniosłam wrażenie, że wpadłam w oko Jokerowi.
Alexa parsknęła śmiechem, słysząc te słowa.
- Poważnie? Mówisz to zupełnie serio? Ale numer! Naprawdę wpadłaś mu w oko?! To by było super! A gdyby tak ogłosić, że chcesz pójść z nim na randkę? On przybywa, a wówczas zjawia się oddział policji, który go łapie i aresztuje, po czym wsadza ponownie do celi w Arkham, skąd nigdy nie powinien był wychodzić. No co? To chyba nie jest taki zły pomysł, czyż nie?
Dziennikarka była zachwycona swoim planem, który to właśnie wymyśliła, w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki, patrzącej na nią groźnym wzrokiem. Knox na wskutek tego wzroku, bardzo szybko zrozumiała, że nieco przesadziła i od razu zachichotała delikatnie, stwierdzając:
- Masz rację. Nieco przesadziłam.
- Zdecydowanie przesadziłaś - mruknęła Serena - No, a poza tym, za kogo ty niby uważasz Jokera? On jest świrem, ale raczej nie idiotą. Myślisz, że dałby się on złapać na coś takiego? Od razu by się zorientował, że to podstęp.
- Być może masz rację, Sereno... Ale pomyśl tylko... Jaka sława cię czeka... Dziewczyna, która rozkochała w sobie Jokera i doprowadziła go do zagłady. To by dopiero było coś!
- Być może, ale ja nie zamierzam wystawiać się jako przynęta na okolicznych świrów, bo ty masz głupie pomysły - mruknęła dziewczyna - Lepiej mi powiedz, czy masz już coś na temat tego, o co cię prosiłam.
Alexa zaraz spoważniała i powiedziała:
- A owszem, mam. Trochę to trwało, bo to sprawa sprzed kilku ładnych lat. Na szczęście znalazłam te dane. Mam tylko nadzieję, że doceniasz moje starania.
- Docenię je w zależności od tego, co dla mnie znalazłaś.
Alexa Nox uśmiechnęła się delikatnie i pokazała Serenie swojego laptopa, na którym następnie włączyła kolejno kilka zdjęć.
- Proszę bardzo, Serenko... W tym oto miejscu, kilkanaście lat temu zostali zamordowani państwo Wayne...
- Josh i Delia! - jęknęła przerażona Serena - Tak coś czułam, że właśnie o to chodzi! Musiałam się jednak upewnić... Teraz już wszystko rozumiem.
Chwilę potem, dziewczyna zaczęła oglądać zdjęcia na komputera. Były one fotografiami ukazującymi strony gazet mówiących o tym smutnym fakcie.
- To dlatego on tam poszedł i zostawił róże - powiedziała smutnym głosem panna Vale - Wszystko już rozumiem. Chwileczkę...
Dziewczyna uważnie przyjrzała się artykułowi.
- Niedawno była rocznica ich śmierci. To dlatego był taki ponury tego dnia i dlatego wtedy tam pojechał. Dlatego nie chce rozmawiać o założeniu rodziny... Zbyt wiele bolesnych wspomnień ze stratą rodziców sprawia, że nie jest w stanie o tym spokojnie mówić. O Boże! Jakaż ja byłam głupia! Dziękuję ci bardzo, Alexa... Dziękuję ci!
- Drobiazg, nie ma sprawy, mała - powiedziała panna Knox, patrząc smutnym wzrokiem na przyjaciółkę.
Choć zrobiła wszystko, co miała zrobić dla Sereny, to mimo tego poczuła się okropnie przygnębiona z powodu tego, co odkryła. Nie były to wszak wiadomości pozytywne i dodatkowo pozostawiały obawy, jak dalej będą wyglądać relacje jej przyjaciółki z człowiekiem noszącym w sobie taką traumę.
***
Następnego dnia ogłoszono w gazecie artykuł na temat tego, co miało miejsce poprzedniego dnia. Dziennikarze szybko połączyli ze sobą napaść na supermarket z poprzednimi napaściami na inne sklepy i markety. Alexa Knox napisała w swoim artykule, iż podejrzewa Jokera o stworzenie czegoś niezwykle niebezpiecznego, a do tego powiązanego z chemią, jednak zaznaczała też, że nie wie, co to dokładniej może być. W ciągu kilku dni, dziennikarka napisała więcej artykułów na ten temat i zaopatrzyła w niezbędne informacje, jakie zdobyła badając miejsca poprzednich napaści. We wszystkich ginęły te same produkty. Nikt nie miał jednak pojęcia, na co one były Jokerowi, a on sam nie zamierzał bynajmniej tego ogłaszać.
- Ta sprawa naprawdę mnie niepokoi - powiedziała Serena do Asha, kiedy pewnego wieczoru siedziała wraz z nim w jego domu - Zastanawia mnie, na co Jokerowi to wszystko? Naprawdę, nie potrafię tego zrozumieć.
- Ja też tego nie rozumiem, ale ta sprawa budzi mój niepokój - odpowiedział jej Ash - Zdobyłaś te informacje na temat Napiera?
- Oczywiście - panna Vale pokiwała delikatnie głową, po czym wyjęła teczkę pełną dokumentów, a następnie podała ją Wayne’owi.
Ten obejrzał je sobie bardzo dokładnie, z wielką uwagą czytając jedną kartkę po drugiej i analizując jej treść.
- Kevin Napier był już od dziecka osobą niezwykle uzdolnioną, ale też i mało zdyscyplinowaną, a do tego bardzo nerwową - powiedział, czytając dalej dane od Sereny - Ojciec pijak pewnego razu w furii zabił matkę na oczach dziecka. Trafił za to do więzienia, a chłopiec do sierocińca, ale uciekł stamtąd w wieku zaledwie szesnastu lat i zajął się rozbojem. Aresztowany półtora roku później, trafił wtedy do poprawczaka, skąd wyszedł rzekomo zresocjalizowany. Potem zaś zajmował się pokątnym handlem, znowu wszedł w konflikt z prawem i wylądował w więzieniu na rok. Po tej sytuacji, trafił on do organizacji Giovanniego, gdzie po jakimś czasie został prawą ręką szefa.
- Właśnie, Giovanni - przerwała mu Serena - To dziwne, że tak nagle już nic o nim nie słychać, a sam Joker obecnie kieruje jego bandą.
- I nie tylko jego - powiedział Ash, patrząc na nią uważnie - On kieruje także ludźmi wspólników Giovanniego. Przecież ci, których złapano w supermarkecie... Wiesz, podczas tego ataku, którego osobiście byłaś świadkiem... To byli bandyci Tony’ego Visottiego, jednego z bandziorów robiących interesy z Giovannim.
- A ty skąd o tym wiesz?
- Od Gary’ego Denta. Widzisz, niedawno grałem z nim, Gordonem i Surgem w brydża. Prokurator był nadzwyczaj rozmowny, a zresztą mówił mi to, co nie jest wcale żadną tajemnicą.
- To ciekawe... - Serena patrzyła na niego uważnie - Siada do stołu z Surgem? Przecież wszyscy wiedzą, że to brudny glina i siedział w kieszeni Giovanniego.
- Tak, ale teraz Giovanni nagle umilkł, więc może Dent postanowił go jakoś dyskretnie wybadać, co on teraz kombinuje?
- Pewnie ciekawi go, gdzie się teraz podziewa Giovanni i czy dalej daje on w łapę Surge’owi.
- Być może, jednak nie mamy pewności, czy to prawda. Nie dowiedziałem się tego od niego i raczej nie dowiem. Dent ufa jedynie Clemontowi Gordonowi. Ale w sumie, co nas to wszystko obchodzi? Nie jesteśmy od prowadzenia prywatnego śledztwa. Zwłaszcza śledztwa, którego nie umie dokonać policja.
- A jednak interesujesz się tą sprawą i to równie mocno, jak ja.
- Owszem, ale interesuję się nią głównie ze względu na ciebie - rzekł na to Ash - Chcę ci pomóc zrobić karierę, a przy okazji niepokoi mnie ten szczegół, o którym mi mówiłaś.
- Jaki? Że wpadłam w oko Jokerowi?
- Tak, właśnie ten. Być może to tylko twoje domysły, ale jeśli nie, to...
Ash podszedł do dziewczyny i położył jej ręce na ramionach.
- Musisz mi obiecać, że będziesz ostrożna, Sereno. Proszę cię... Bardzo się o ciebie martwię.
- Rozumiem, kochanie, ale spokojnie. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze - uśmiechnęła się do niego dziewczyna uspokajającym tonem - Nie musisz być o mnie aż tak troskliwy. Doceniam twoją troskę, ale naprawdę przesadzasz. Jestem dużą dziewczynką i dam sobie radę.
- Mam nadzieję. Batman nie zawsze przybędzie ci na ratunek.
- Spokojnie... W razie czego, to ja chętnie również pomogę Batmanowi, jeżeli tylko zechce przyjąć moją pomoc.
Nagle Serena spojrzała na zegarek i westchnęła:
- O rany! Mam umówione spotkanie z Alexą! Wybacz mi, kochanie. Muszę już iść! Widzimy się wieczorem?
- Oczywiście, kochanie - odparł Wayne.
Dziewczyna bardzo czule pocałowała go w usta, a następnie wybiegła szybko z pokoju. Ash zaś popatrzył na jej znikającą za drzwiami postać, uśmiechając się przy tym delikatnie, po czym usiadł przy stole i zaczął ponownie uważnie oglądać zostawione przez nią dane na temat Jokera.
- Był nerwowy, a wręcz niezrównoważony, ale za to niezwykle utalentowany z chemii, fizyki i plastyki - przeczytał.
Nagle coś go tknęło.
- Z chemii... To wiele wyjaśnia - powiedział sam do siebie.
Następnie zadzwonił na Alfreda.
- Słucham, paniczu? - spytał kamerdyner, gdy wszedł do pokoju.
- Kupiłeś te produkty, o których ci mówiłem? - zapytał Wayne.
- Tak, proszę pana.
- Doskonale... Sprawdź je teraz bardzo dobrze. Muszę się dowiedzieć, czy nie zawierają one w sobie jakiś szczególnych składników, które to mogą być trujące. Dokonaj choćby miliona eksperymentów, jeżeli będzie trzeba, ale sprawdź to. Być może to jest klucz do rozwiązania tej sprawy.
- Oczywiście, proszę pana... Czy mogę w zamian zadać jedno pytanie?
- Proszę bardzo, Alfredzie.
- Czy panna Vale zna już prawdę?
- Jaką prawdę?
- No... Tę, o naszym małym sekrecie.
Wayne popatrzył uważnie na wiernego sługę i rzekł:
- Jeszcze nie...
- Pragnę zauważyć, paniczu, że pańska tajemniczość tylko podsyca ciekawość panny Vale. Prócz tego, wydaje się ona być uosobieniem dobroci oraz oddania, a do tego dyskrecji. Ten dom dzięki niej jest o wiele bardziej żywy. Ja zaś czuję się w jej towarzystwie znacznie lepiej.
- Poważnie? To może się z nią ożenisz, skoro to taki chodzący ideał? - rzucił mu złośliwie Ash.
Alfred Oak uśmiechnął się delikatnie.
- Niezupełnie to miałem na myśli, paniczu. Po prostu uważam, że pan Josh by tego chciał. Podobnie jak pani Delia. No i pan również tego chce, jestem pewien.
Ash milczał, wpatrując się ponuro w ścianę. Wiedział, że wierny sługa ma w tej sprawie rację i on sam znalazłby szczęście u boku Sereny, jedynej dziewczyny, która (jak to czuł) była w stanie go zrozumieć i przy której tak dobrze się czuł. Ale niestety, nie nastał jeszcze na to czas. Najpierw trzeba było pomóc miastu Gotham ogarnąć sytuację, w jakiej się znalazło. Dopiero potem będzie można mówić o tym, jak ułożyć sobie swoje życie prywatne. Jeżeli oczywiście nastanie jakieś „potem”.
***
W ciągu kilku następnych dni, doszło do następnych napaści na supermarkety, podczas których skradziono wiele rzeczy i to niezwykle podobnych do tych, jakie zabrano poprzednim razem. Sens tego wszystkiego jednak nadal pozostawał poza zasięgiem policji i dziennikarzy, którzy nie potrafili tego wszystko jakoś logicznie wytłumaczyć. Naprawdę to było dla nich bardzo trudne do zrozumienia. O co też chodziło Jokerowi i dlaczego kradł właśnie te przedmioty? Co niby chciał przez to osiągnąć, nie było wiadomo.
Podobnie tajemnicze było zniknięcie zarówno samego Giovanniego, jak też i wszystkich jego wspólników, którzy to nagle przestali się pokazywać publicznie, a ich gangami dowodził teraz Joker, chociaż co do tego ludzie mieli już swoją teorię, ale nie byli pewni, czy ona jest prawdziwa, tak więc woleli nie mówić jej na głos. W dodatku, w grę wchodziły tutaj mafijna porachunki, a przynajmniej wszystko na to wskazywało, a to nie był temat, o którym można było mówić swobodnie i bez choćby najmniejszego strachu.
Jednocześnie wraz z napaściami na supermarkety, doszło w mieście również do kilku dziwnych napaści. Zginął Orson Napier, czyli ojciec Kevina Napiera vel Jokera. Mężczyzna ten rok temu wyszedł z więzienia, gdyż skrócono mu wyrok za dobre sprawowanie. Gdy znaleziono go martwego, to na jego twarzy widniał dość dziwaczny uśmiech niezwykle podobny do tego, jaki miał na swojej twarzy Joker. W podobny sposób zginął także Jefferson Quinzel, ojciec Domino Quinzel, która to obecnie jako Harley Quinn pracowała dla Jokera. On również miał na twarzy dziwaczny, a wręcz przerażający uśmiech. Niestety, śledztwa w tych sprawach nie przyniosły żadnego wyjaśnienia poza tym, że z całą pewnością ta para szaleńców odpowiada za te zbrodnie. Nie było jednak żadnych dowodów na potwierdzenie ich winy. Dlatego też podczas pewnej konferencji prasowej porucznicy Gordon i Surge, prowadzący te sprawy, musieli jakoś wyjaśnić ludziom, dlaczego śledztwa zostały prędko umorzone. Konferencja odbyła się na świeżym powietrzu, tuż przed ratuszem, co nigdy wcześniej nie miało miejsca, jednak tym razem było inaczej, ponieważ miasto Gotham domagało się od policji wyjaśnień i policja zamierzała ich udzielić. Zebrały się tłumy, aby posłuchać wyjaśnień obu panów poruczników. Nie mogło na nich zabraknąć także Alexy Nox i Sereny Vale, które z zawodowej i prywatnej zarazem ciekawości, chciały wiedzieć, co funkcjonariusze powiedzą.
- Niestety, obie te sprawy musiały zostać przez nas umorzone, ponieważ nie posiadamy żadnych dowodów, wskazujących winnego - wyjaśnił ponurym głosem porucznik Gordon, wyraźnie niezadowolonym głosem - Jednak nie mamy żadnych wątpliwości, iż za tym wszystkim stoi dwójka szaleńców, która najwyraźniej od jakiegoś czasu dąży do zaprowadzenia w naszym mieście anarchii.
- Dokładnie tak - dodał porucznik Surge - Wszyscy wiemy, że mowa tutaj o ludziach nazywających siebie Joker oraz Harley Quinn. Możemy jednak państwa zapewnić o tym, iż ta podła dwójka wyląduje niedługo tam, gdzie ich miejsce, czyli w Azyl Arkham.
- Może być wam trudno spełnić tę obietnicę! - krzyknął nagle ktoś z tłumu.
Wszyscy spojrzeli w kierunku tej osoby, a wówczas zobaczyli, że jest nią sam Joker we własnej osobie. Przerażeni ludzie cofnęli się w panice przed nim, a on najspokojniej w świecie podszedł spokojnym krokiem do mównicy, przy której to stali obaj policjanci i powiedział:
- Będzie wam to trudno zrobić, bo przecież naprawdę macie problem nawet z tabliczką mnożenia, a co dopiero ze znalezieniem na mnie choćby najmniejszych dowodów. Chyba, że popełnię je na waszych oczach i jeszcze złożę obciążające mnie samego zeznania, które potem podpiszę tym oto piórem.
To mówiąc, Joker pokazał wszystkim długie, zielone pióro, głaszcząc je przy tym z uśmiechem na twarzy.
- Tak, to by chyba było dla nich najlepsze - zaśmiała się podle Harley Quinn, wyskakując nie wiadomo skąd - Ale coś mi mówi, że takie dzieciaki jak oni, to nawet tego nie załapią, prawda? Poza tym, dobry prawnik podważy każde pisemne przyznanie się do winy.
- Nie inaczej, złociutka - uśmiechnął się podle Joker - Inaczej mówiąc, jestem po prostu bezkarny, prawda? Zwłaszcza, że jak twierdzicie, jestem wariatem. No, a na tym świecie panuje przecież prawo, że wariat nie odpowiada za swoje czyny i nie może być za karany tak samo jak człowiek, który wariatem nie jest.
Policjanci nie wiedzieli, co mają powiedzieć ani co mają zrobić, a tymczasem szaleniec spojrzał uważnie na Surge’a, mówiąc:
- Cześć, Surge. Poznajesz mnie? To ja... Twój wujaszek clown... Widzę, że dalej nie myślisz o przyszłości, co? Nie myślisz, bo gdybyś myślał, to wiedziałbyś, że prędzej czy później nadejdzie taka chwila, prawda?
- Ty... Ty obłąkany świrze! - zawołał wściekle Surge.
Joker złapał się za serce i zaczął udawać, że zwija się z bólu.
- Och, przyjacielu! Jak mogłeś tak powiedzieć? Ugodziłeś mnie tymi słowami prosto w serce. Co ja teraz mam zrobić?
- Może ty też powinieneś go teraz czymś ugodzić? - zasugerowała mu Harley Quinn, śmiejąc się podle.
- Słuszna uwaga, mój skarbie - powiedział Joker, po czym nagle szybko się wyprostował i śmiertelnie spoważniał - Dość już zabawy, Surge... Czas wyrównać rachunki.
Dosłownie chwilę potem, szaleniec w stroju clowna, zanim ktokolwiek zdążył go powstrzymać, cisnął trzymanym w dłoni zielonym piórem w skorumpowanego policjanta, którego już tak długo musiał tolerować. Pióro trafiło go prosto w szyję, a więc tam, gdzie nie sięgała kamizelka kuloodporna. Widać było, że Joker się czegoś nauczył po ostatnim spotkaniu z Surgem. Porucznik jęknął z bólu i upadł na ziemię. Gordon i kilku ludzi podbiegło do niego, aby mu pomóc, ale nic nie zdołali zrobić. Mężczyzna był martwy. Pióro musiało być nie tylko ostre, lecz również i nasączone trucizną.
- Ponoć zemsta im dłużej odwlekana, tym lepiej nam smakuje - rzekła wesoło Harley Quinn - A prócz tego najlepsza jest na zimno, a dzisiaj jest zdecydowanie chłodno. Nie sądzisz, kochanie?
- O tak, jak najbardziej - odparł Joker i zwrócił się do tłumu, mówiąc do niego wesoło: - Pióro naprawdę jest potężniejsze od miecza.
Ludzie zaczęli przerażeni krzyczeć, a on tymczasem zwinnie doskoczył do tej mównicy, przy której przed chwilą stał Surge i zawołał przez mikrofon:
- I czego wy chcecie, ludziska? To był zwykły, skorumpowany glina! Brał on forsę od Giovanniego, który też już gryzie glebę, podobnie jak i jego wspólnicy! Naprawdę wam ich wszystkich żal?! Nie bądźcie żałośni! Przecież ja tylko oddaję wam przysługę. Oczyszczam to miasto z szumowin i sprawiam, że jest ono o wiele weselszym miejscem, a już niedługo wszyscy będziemy się z tego śmiać. Wszyscy, bez wyjątku! Mogę was zapewnić, że tak będzie. Zresztą, sami zobaczycie!
Następnie podbiegł do Harley Quinn i oboje zaczęli uciekać, ile tylko mieli sił w nogach przed próbującymi ich złapać policjantami. Chwilę później doleciał do nich wielki Fearow, który zabrał oboje ze sobą w przestworza, dzięki czemu, już po chwili oboje szaleńcy zniknęli z oczu ludziom zebranym przed ratuszem.
- Mam nadzieję, że cały czas robiłaś zdjęcia - powiedziała Alexa do Sereny, nie ukrywając swojego podniecenia tym wszystkim, co właśnie zobaczyła.
- Oczywiście, że robiłam - uśmiechnęła się panna Vale - Za kogo mnie masz? Za amatorkę?
***
Wiadomość o zabójstwie Surge’a i zapowiedzi Jokera, że sprawi on, iż całe miasto będzie się śmiać, obiegła Gotham lotem błyskawicy. Ludzie niepokoili się, a niektórzy wręcz drżeli ze strachu, ponieważ nie mieli pojęcia, co też może mieć miejsce następnym razem. Joker był przecież nieobliczalny, jak każdy szaleniec, tak więc wszelkie jego działania trudno było przewidzieć.
W końcu jednak wyjaśnienie jego zapowiedzi pojawiło się kilka dni później, kiedy wieczorem podczas wiadomości nagle studio telewizyjne zniknęło, a zamiast niego ukazał się Joker pędzący po jakimś supermarkecie razem z Harley Quinn. Oboje byli bardzo zadowoleni.
- Witajcie, moi kochani! - zawołał wesoło szaleniec - Mam dla was wspaniałą nowinę! Ci z was, którzy nie lubią robić zakupów, będą teraz bardzo szczęśliwi, bo dzięki mnie już je na zawsze polubią i podczas nich będą bardzo uśmiechnięci.
- Przedstawiamy państwu zupełnie nową oraz zupełnie nieznaną wam dotąd substancję - dodała Harley Quinn, skacząc dziko wokół Jokera i pokazując swojej widowni wielką butlę z napisem „Smilex“.
- Dokładnie tak! - śmiał się dalej w szalony sposób Joker - Oto jest Smilex. Wspaniała, niesamowita substancja używana jako zagęszczacz spożywczy i mająca szereg innych zastosowań. Jest ona dodawana do wielu waszych produktów, które jecie na śniadania i kolację.
- Chcecie wiedzieć, jakie to produkty? - spytała Harley - Odpowiem wam... Guzik was to obchodzi! Ważne, że Smilex działa bez zarzutu.
- Dowody na potwierdzenie naszych słów znajdziecie już wkrótce w porannej prasie lub w wiadomościach - mówił dalej Joker - I możecie się tylko domyślać, jakie produkty spożywcze otrzymały Smilex, jednak nigdy tego nie zgadniecie. To może być dosłownie wszystko, co wy jecie... Wasz chlebuś, wasza marmolada, a nawet wasze podeszwy od butów. Dzięki temu jednemu produktowi, każde danie smakować będzie o wiele lepiej, a po nim już nigdy w życiu nie przestaniecie się uśmiechać. Nabierzecie ładnej, jasnej cery, a wasze usta zalśnią krwią. Te barwy na waszej twarzy będą tak naturalne, iż prawdziwe znać będzie jedynie wasz grabarz.
- Zapewne chcecie wiedzieć, gdzie można kupić taki produkt - dodała Harley rozbawiona do łez żartami Jokera - No cóż, nie jest on na sprzedaż, ale znajduje się jako dodatek w wielu produktach dostępnych w całym Gotham.
Joker odepchnął ją dość brutalnie ręką na bok, aby mu nie wchodziła w kadr, po czym rzucił:
- Ale najbardziej dowcipne w tym wszystkim jest to, moi kochani, że pewnie już te produkty kupiliście, lecz wasze biedne główki o tym nie wiedzą. Ha ha ha! Pamiętajcie: grunt, to poczucie humoru!
Następnie Joker zaczął się histerycznie śmiać, a jego dziwna reklama została zakończona.
Ludzie po obejrzeniu tego spotu byli przerażeni. Nie wiedzieli, co mają zrobić ani jak zapobiec temu, o czym mówił ten szaleniec. Przecież to oznaczało, że ich żywność była zatruta. Ale jaka dokładniej żywność została skażona trucizną Jokera i co dokładniej groziło ludziom, kiedy ją niechcący zażyją? Na te pytania szybko jednak znaleziono odpowiedź, kiedy to w ciągu tygodnia zmarło kilkunastu ludzi. Wszyscy mieli te same objawy: przed zgonem dostawali oni nagle histerycznego śmiechu, po czym dość szybko umierali, a na ich twarzach, po śmierci pojawiał się dziwaczny i nienaturalny uśmiech podobny do blizn Jokera.
Miasto ogarnęła ogromna panika, natomiast policja mimo usilnego śledztwa nie wiedziała, co ma robić. Wielu ludzi wyjeżdżało poza miasto, aby tam zakupić niezbędne do życia produkty żywnościowe. Sam Alfred Oak także nabył ich wiele dla panicza Wayne’a oraz jego bliskich. Jednocześnie, na polecenie swego pana, w tajemnicy prowadził poszukiwania trucizny. Było to możliwe dzięki tajemniczej pomocy z zewnątrz. Nikt bowiem nie zauważył małego i bardzo uroczego Pikachu przybywającego na każde miejsce zbrodni Jokera, oglądającego je z dokładnością godną rasowego detektywa i słuchającego z wielką uwagą tego, co mówią na temat tych wszystkich wydarzeń policjanci oraz lekarze. Dzięki zdobytym w ten sposób informacjom, Alfred wiedział, jakie to produkty należy dokładnie sprawdzać i już po jakimś czasie dokonał on kilku naprawdę ciekawych odkryć, o których jednak ani on, ani tym bardziej Ash nie mówili nikomu, nawet Serenie. Obaj wychodzili bowiem z założenia, iż lepiej jest niczego jeszcze nie ogłaszać, póki nie zyskali już całkowitej pewności, co do tego, czy mają rację.
Sam zaś Joker miał prawdziwy ubaw widząc, jak całe miasto ogarnia panika, która to niezmiernie go bawiła. Jednocześnie wysłał Jacoba, aby zdobył dla niego informacje na temat tej dziewczyny, którą widział podczas pierwszego napadu w supermarkecie i która robiła zdjęcia Batmanowi. Jego wierny i zaufany człowiek dość łatwo wykonał to zadanie, także w krótkim czasie dostarczył mu zdjęcia jego obiektu zainteresowań, połączone z niezbędnymi informacjami.
- Nazywa się Serena Vale - powiedział Jacob, podając Jokerowi jej zdjęcia - Jest fotoreporterką i robi zdjęcia dla Alexy Knox... Tej od artykułów na nasz temat.
- I oczywiście na temat Batmana... Człowieka, który mnie stworzył - dodał Joker, oglądając zdjęcia - To będzie coś bardzo ciekawego. Połączę przyjemne z pożytecznym. Umówię się z panną Vale, a przy okazji dowiem się czegoś o moim nemezis. Bo zakładam, że coś o nim wie.
- Chyba się z tobą nie umówi. Chodzi z niejakim Waynem - zauważył ponuro Jacob.
Joker nie specjalnie się tym przejął.
- Zaraz więc zmieni chłopaka - odparł i chwycił nożyczki, po czym ostrożnie zaczął wycinać jej postać z otrzymanych zdjęć - Muszę uważać, co robię. Nie chcę jej uszkodzić. Będę miał nową dziewczynę.
- A co z Harley Quinn? - spytał Jacob - Podejrzewam, że raczej nie spodoba się jej to, że planujesz ją zdradzić.
- Ja rządzę miastem, a nie Harley - zauważył cierpko Joker - A zresztą, kto powiedział, iż nie mogę mieć kilku dziewczyn naraz, co?
- Nikt, szefie.
- Właśnie... Załatw więc wszystko tak, jak to wcześniej zaplanowałem. Nasze ponowne spotkanie z panną Vale musi być przeprowadzone z klasą.
Jacob odszedł wykonać zadanie, zaś Joker wpatrywał się wręcz zachwycony w postać Sereny. Nie umiał ukryć faktu, że dziewczyna go zachwyciła. A może nie tyle nie umiał, co po prostu, nie chciał.
- Ślicznotko... Będziesz miała nowego chłopaka. Cieszysz się? Bo ja bardzo. Ha ha ha! Ja strasznie się cieszę! Ha ha ha!
***
Następnego dnia, Serena Vale otrzymała telefonicznie uroczyste zaproszenie na wystawę sztuk pięknych w miejscowym muzeum. Miała się tam wybrać razem z Ashem, który ją zaprosił poprzez Alfreda Oaka, gdyż to on zadzwonił do niej z zaproszeniem. Dziewczyna z radością je przyjęła, ale niestety, w pracy trochę jej się przedłużyło i przekazała telefonicznie, że przyjdzie na spotkanie, ale niestety nie punktualnie, gdyż będzie nieco spóźniona. Alfred Oak, który odebrał telefon, obiecał przekazać tę wiadomość paniczowi, zaś zadowolona dziewczyna zajęła się swoją pracą, nie mogąc się już doczekać chwili, aż wyjdzie z pracy i zadowolona pojedzie do domu. Ta chwila wreszcie nadeszła, a dziennikarka mogła wreszcie pognać na spotkanie ze swoim chłopakiem. Nie wiedziała jednak, że ten o niczym nie wie i bardzo był zaskoczony, gdy Alfred przekazał mu, że panna Vale będzie na umówionym spotkaniu, ale nieco spóźniona.
- Na jakim spotkaniu? - zdziwił się - Przecież nie byliśmy dziś umówieni.
Alfred zmieszał się, gdy to usłyszał, a Ash poczuł, że coś jest nie tak i zadrżał ze strachu na myśl o tym, kto mógłby zaprosić w jego imieniu Serenę do muzeum.
Ale o tym wszystkim, biedna panna Vale nie miała pojęcia. Po zakończeniu swoich obowiązków w pracy, pognała szybko do domu, przebrała się tak szybko, jak tylko potrafiła, zakładając na siebie najbardziej elegancki strój, jaki tylko miała w szafie. Następnie, niewiele się zastanawiając, pognał na miejsce spotkania.
Gdy przybyła do muzeum, były tam tłumy ludzi. Tak wielkie, że bała się, iż nie znajdzie wśród nich Asha. Niestety, ukochany nie powiedział jej tego, gdzie dokładnie będzie na nią czekał, dlatego też musiała go poszukać. Przeciskała się więc przez tłum ludzi, jednak nigdzie nie mogła wypatrzeć swego wybranka.
- Niedobrze - powiedziała sama do siebie - On tu na mnie czeka, a ja nawet nie umiem go wypatrzeć spośród tłumu. Niezła jestem, nie ma co.
Nagle poczuła, że ktoś dotyka jej ramienia. Radośnie odwróciła się w stronę tej osoby licząc, iż jest to Ash, ale niestety, był to tylko Mister Mime, trzymający w dłoniach jakieś małe pudełeczko owinięte jak prezent.
- To dla mnie? - spytała Serena.
Pokemon pokiwał twierdząco głową i szybko odbiegł.
- Od kogo to?! - zawołała dziewczyna.
Oczywiście nie usłyszała odpowiedzi, bo przecież Pokemon nie umiał mówić. Nie zadając więc więcej pytań, jednak będąc wciąż bardzo zdziwiona, otworzyła paczuszkę i zauważyła, że znajduje się w niej niewielka maska przeciwgazowa oraz karteczka z napisem „Lepiej szybko to załóż“. Nie wiedziała, co ma myśleć o tym wszystkim, gdy nagle zauważyła sporego Spearowa przelatującego nad ludźmi z jakimś przedmiotem w szponach. Z tego przedmiotu zaczął się wydobywać jakiś zielony dym. Serena przerażona szybko zrozumiała, co się tu święci i przycisnęła maseczkę do twarzy. Potem wpatrywała się w szoku, jak ludzie wokół niej padają nieprzytomni na ziemię. Wkrótce jedyną przytomną osobą została tylko ona, a w muzeum zapanowała cisza jak makiem zasiał.
Chwilę później drzwi do muzeum otworzyły się z hukiem, a następnie weszła przez nie grupka ludzi z Jokerem na czele. Sam Joker miał twarz wymalowaną pomadą koloru ludzkiej skóry.
- Panowie... Czas poszerzyć sobie nieco horyzonty! - zawołał bardzo wesoło szaleniec, po czym dał znak jednemu ze swoich ludzi, który targał ze sobą wielki gramofon.
Chwilę później, z instrumentu poleciała wesoła muzyka, a kilku ludzi Jokera, ze swoim szefem, zaczęło wesoło tańczyć po całym muzeum i dewastować dzieła sztuki. Rzeźby były tłuczone lub też malowane, zaś na obrazach zostawiono kilka odcisków dłoni lub wielkie plamy farby. Joker osobiście brał w tym wszystkim udział aż do chwili, kiedy go to znudziło i podszedł do Sereny.
- Chłopcy, dość zabawy... Pora zacząć pracę! - zawołał.
Jeden z jego ludzi natychmiast postawił przed Sereną Vale okrągły, niewielki stolik, drugi ustawił na nim szampana, trzeci świecznik, a czwarty sztućce, piąty zaś jakieś przekąski. Z kolei szósty na sam koniec położył wazonik z kwiatami. Chwilę później siódmy dołożył jeszcze dwa krzesła, aby było na czym siedzieć.
- Możesz już zdjąć maskę - powiedział Joker do Sereny.
Dziewczyna nie wiedziała, czy powinna to zrobić, ale w końcu, wciąż mocno drżąc ze strachu, odsunęła maskę od twarzy i gdy szaleniec pokazał jej dłonią, że ma usiąść, zrobiła to. On z kolei usiadł naprzeciwko niej chwilę później.
- Jesteś piękna, w taki tradycyjny sposób... Ale możemy unowocześnić twój styl, gdy nadejdzie na to pora.
Następnie jego ludzie zapalili świecznik i nalali im szampana, po czym ten, który trzymał gramofon, zmienił w nim płytę, aby leciała z niej bardzo przyjemna, spokojna melodia.
- Doskonale! Wszystko jest tak, jak to sobie zaplanowałem - uśmiechnął się do Sereny szalony mężczyzna - Miło mi, że przyszłaś. Bałem się tylko, iż poznasz moje małe oszustwo z moim zaproszeniem na tę wystawę.
- To ty mnie tutaj zaprosiłeś, a nie Ash Wayne?
- Oczywiście! Wiem... Myślałaś, że to on i dlatego tak chętnie tutaj przyszłaś, co mnie osobiście smuci, bo w końcu nie jestem wcale gorszy od niego, ale cóż... Są gusta i guściki. Ale tak czy siak, jeszcze cię do siebie przekonam, moja droga. Wiesz... To wielka szkoda, że dopiero teraz zdobyliśmy możliwość się ponownie spotkać, ale sama rozumiesz... Służba, nie drużba.
Serena Vale milczała, patrząc z coraz większym przerażeniem na człowieka, przed którym drżało obecnie całe Gotham.
- Wyglądasz na przerażoną - powiedział Joker - Pewnie to moje blizny tak na ciebie działają. Prawda? Wiem, że tak... A czy wiesz może, skąd je mam? To długa historia, ale chętnie ci ją opowiem. Wiesz, miałem kiedyś żonę. Była nawet dość podobna do ciebie. Całkiem urocza i miła. Niestety, żyliśmy w biedzie i przez to ona przestała się uśmiechać. Nie wiedziała już, co to znaczy się uśmiechać. A ja... Ja również o tym zapomniałem. W końcu, chciałem ją rozbawić, a ponieważ sam tego nie umiałem, więc pomyliło mi się to i owo, dlatego pewnego razu wziąłem nóż kuchenny i rozszerzyłem nim sobie usta. Chciałem, aby moja droga ukochana wiedziała, że zawsze będę się do niej uśmiechał. Niestety, ona nie doceniła mojego talentu i wiesz co? Odeszła ode mnie! He he he! Widać nie miała wcale poczucia humoru. Nie to, co ja, prawda? Ja, jak widzisz, wciąż się uśmiecham.
Serena milczała, słuchając z politowaniem to, o czym szaleniec jej opowiada, a tymczasem Joker mówił dalej:
- Ale dość już o osobach nieobecnych. Skupmy się na nas. Wiesz... Kiedyś w czasie kąpieli zrozumiałem, czemu jestem wręcz skazany na wielkość. Wiesz, jaką ludzie przywiązują wagę do wyglądu. To jest dla nich ładne, a to nie. Ale ja już nie mam tego problemu i dlatego też jestem wielki, bo nie muszę się przejmować tym wszystkim. Mam własną filozofię twórczości artystycznej. Tworzę, aż ktoś umrze, rozumiesz mnie? Jestem pierwszym w dziejach artystą przestępcą.
Panna Vale wpatrywała się coraz uważniej w swojego rozmówcę. Mimo jego wyraźnego szaleństwa, nie umiała powiedzieć, że nie posiada on w sobie niczego interesującego. Był szalony, straszny, ale też na swój sposób ciekawy.
- Do czego dążysz? Czego chcesz? - zapytała go po chwili.
- Być na banknocie jednodolarowym - rzucił wesoło Joker.
- Chyba żartujesz.
- A czy wyglądam na żartownisia? - zapytał szaleniec śmiertelnie poważnie.
- Nie - odparła szybko panna Vale z obawą, że go rozdrażniła.
Joker na szczęście, ponownie się uśmiechnął i powiedział spokojnie:
- Posłuchaj mnie, Sereno... Nie porównujmy się do zwykłych ludzi, bo oboje jesteśmy artystami w tym, co robimy. Dla przykładu weź me pierwsze prawdziwe dzieło... Widziałaś Harley Quinn, prawda?
- Widziałam - odparła ponuro Serena.
- Właśnie... Widziałaś, jaka ona jest. A wiesz może, dlaczego taka jest? Zabiła ordynatora Arkham, w którym siedziałem, po czym uciekła ze mną. Schroniliśmy się w starej fabryce chemikaliów Axis. I tam właśnie podałem jej taki jeden środek z miejscowych chemikaliów. Ciekawiło mnie, czy to ją zabije, czy nie. Przeżyła, ale cóż... Odbiło jej i to nieźle i teraz biedactwo jest chorobliwie o mnie zazdrosna. Nie jest zadowolona z tego, że ciebie tutaj zaprosiłem. I dlatego obiecałem jej, że będziecie mogły rozstrzygnąć między sobą, która z was będzie moją dziewczyną.
- Nie rozumiem.
- Ależ to bardzo proste. Obie się o mnie pobijecie. Ta, która nie zginie w tej walce, wygra. Chyba uczciwe, prawda? Hi hi hi!
Serena chciała coś powiedzieć, ale nagle do sali weszła Harley Quinn. Miała ona na sobie swój tradycyjny strój, jednak była związana. Wprowadził ją Jacob.
- Jake... Możesz spuścić naszą panią ze smyczy - rzekł wesołym głosem Joker - I niech nasze panienki pokażą, na co je stać.
Jacob rozwiązał Harley Quinn, a ta rzuciła się na Serenę, która ledwie zdążyła wstać z krzesła. Wówczas obie padły na podłogę, a panna Quinn próbowała udusić swoją przeciwniczkę.
- Ja ci dam przystawiać się do cudzych facetów! - zawołała groźnie, próbując ją udusić.
- Ależ ja go nie chce! Zostaw mnie, świrusko! - wrzeszczała Serena, próbując ją z siebie jakoś zrzucić.
W końcu uderzyła przeciwniczkę pięścią pomiędzy oczy. Udało jej się w ten sposób zamroczyć ją na chwilę, po czym zerwała się na równe nogi. Harley jednak doskoczyła do niej i zaczęła atakować Serenę rękami i nogami. Serena z trudem unikała ich, jednak czuła, że za chwilę może to już nie być takie proste. W końcu złapała za krzesło i zaczęła się nim zasłaniać. Jednak kilka silnych ciosów nogą od panny Quinn wystarczyło, a owo narzędzie obrony poszło w drzazgi. Przerażona Serena padła na podłogę, ale bardzo szybko się z niej zerwała, unikając w ostatniej chwili ciosu. Nie wiedziała, czym teraz może się zasłonić. W końcu, złapała wazon z kwiatami i chlusnęła jego zawartością w Harley. Ta jednak odsunęła się i wodą oberwał w twarz Joker, który natychmiast złapał się dłońmi za swoją facjatę, po czym wrzasnął tak, jakby czuł niesamowity ból:
- Ratunku! Rozpuszczam się! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
Obie panie przerwały walkę i zaniepokojone podeszły do niego. Mimo swego strachu, którym wciąż napawał ją ten szaleniec, Serena poczuła, że musi mu jakoś pomóc. Zbliżyła się do niego ostrożnie i złapała go za ramiona. Wówczas jednak Joker odsłonił twarz i pokazał, że jego makijaż częściowo się zmył, a on sam ma w większości białą jak kreda twarz.
- Buu! Hi hi hi! - zawołał rozbawiony Joker - Myślałaś może, że jestem Złą Czarownicą z Zachodu i naprawdę się rozpuszczę?
Wtem jedno z okien pod sufitem poszło w drzazgi, kiedy coś wielkiego przez nie wpadło do środka. Tym kimś był Batman, który doskoczył do Jokera i jednym ciosem pięści powalił go na ziemię. Zaraz za nim, wskoczył do środka tajemniczy mały Pokemon w stroju nietoperza, który piorunem poraził Harley oraz kilku ludzi Jokera. Sam Batman złapał szybko Serenę dłonią w pasie, przycisnął ją do siebie i wyjął jakieś urządzenie, coś jakby pistolet. Wystrzelił on z niego hak z liną, która wbiła się w sufit tuż przy rozbitym oknie.
- Trzymaj się! - powiedział Batman do Sereny, po czym nadstawił lewe ramię, aby Pokemon na nie wskoczył.
Gdy tylko cała trójka była gotowa do lotu, to z pomocą swojego niezwykłego urządzenia, Batman wraz z Sereną i Pokemonem poleciał po linie prosto do okna, przez które razem wyskoczyli. Następnie wyskoczyli przez nie i wylądowali na grzbiecie wielkiego Noiverna, a ten zabrał ich ze sobą w siną dal.
- Skąd on bierze te cudowne zabawki? - zapytał zachwyconym głosem Joker, patrząc wręcz z podziwem na uciekającego przeciwnika.
Następnie spojrzał na swoich ludzi z irytacją i ryknął:
- Na co się tak gapicie?! Idźcie i zapytajcie go!
- Wszystko w porządku, koteczku? - zapytała Harley Quinn z troską w głosie, delikatnie dotykając ramienia Jokera.
- Nie... Ale będzie w porządku, kiedy już załatwię tę latającą mysz - mruknął na to jej chłopak.
***
Mimo pościgu, ludzie Jokera nie znaleźli Batmana i Sereny, ponieważ ci wraz z tajemniczym Pokemonem polecieli na grzbiecie Noiverna wysoko w przestworza i odczekali jakiś czas, po czym wylądowali na ziemi tam, gdzie był zaparkowany wielki, czarny samochód przypominający ogromną głowę nietoperza.
- Wsiadaj do Batmobilu - powiedział Batman.
- To się nazywa Batmobil? - spytała Serena i mimo poważnej sytuacji, lekko zachichotała - Ciekawa nazwa, chociaż nieco przewidywalna.
Widząc dosyć groźną minę swojego obrońcy, dziewczyna szybko zamilkła i wskoczyła do samochodu. Tajemniczy Pokemon usiadł jej na kolanach, po czym cała trójka ruszyła w drogę.
- Co z Noivernem? - spytała Serena.
- Spokojnie... Wróci bezpiecznie do domu - wyjaśnił je Batman.
Następnie spojrzał on na drogę i już nie odzywał, skupiając całą swoją uwagę na jeździe do celu, którym to była przeogromna jaskinia z wejściem otwieranym i zamykanym na pilota. Gdy się już tam znaleźli, to Batman szybko zamknął bramę, a następnie pojechał z Sereną jeszcze przez chwilę, aż dotarli do wielkich schodów. Tam zatrzymał pojazd i wysiadł z niego.
- Chodź - powiedział niemalże rozkazującym tonem.
Serena i Pokemon wysiedli razem z Batmobilu, po czym powoli ruszyli oni przed siebie po schodach zaraz za Batmanem, który poprowadził ich do ogromnej groty. Tam znajdowało się coś w rodzaju panelu sterowania z wielkim komputerem i fotelem stojącym naprzeciw niego. Batman usiadł w nim, po czym powiedział:
- Policja popełnia poważny błąd, ponieważ szuka we wszystkich produktach jednej, konkretnej trucizny, tymczasem Joker dodał do żywności różne elementy chemiczne, wydobyte ze skradzionych przez niego kosmetyków i tworzące ze sobą Smilex.
- Co to oznacza? - zapytała Serena, rozglądając się po całej grocie.
Wokół wisiały Zubaty i Noibaty pogrążone w głębokim śnie. Coś to Serenie przypomniało, ale nie umiała sobie powiedzieć, co takiego.
- Długo wraz z moim wiernym przyjacielem próbowaliśmy to jakoś logicznie wyjaśnić, ale w końcu się nam to udało - rzekł Batman.
Następnie nacisnął coś na klawiaturze, a ekran ukazał im obojgu różne wyniki chemiczne.
- To wbrew pozorom jest niezwykle proste. Do różnych produktów są dodane składniki Smilexu. Chleb, który posmarowano zatrutym masłem nie jest groźny dla życia, ale jeżeli dodasz do niego zatrutą marmoladę, wtedy tworzy niewykrywalną truciznę. To tylko jeden z przykładów tego, jak ta trucizna działa.
- Czyli, że wszyscy umrzemy? - spytała Serena.
- Niekoniecznie - odrzekł Batman - Wiem już, jakie produkty mają trucizny. To mleko, margaryna, marmolada, dżem, wszelkie powidła, a także jogurty, kefiry, serki, mleko, keczup i sosy. Smilex posiadają również sól i pieprz.
- Rozumiem. A więc są to typowe produkty, bez których trudno sobie jakoś wyobrazić życie.
- No właśnie.
Człowiek nietoperz powoli wstał z fotela i nacisnął coś na klawiaturze.
Chwilę później jego komputer wydrukował długą listę zatrutych produktów oraz wyjaśnienie, jak działa trucizna Jokera.
- Daj to dziennikarzom, a zwłaszcza Alexie Knox. Ja zaś wyślę kopie tego do Gary’ego Denta oraz porucznika Clemonta Gordona. Niech szybko opublikują te wiadomości w gazecie oraz w telewizji.
- Dobrze... Zrobię to - powiedziała Serena - Ale wyjaśnij mi jedno... Skąd wiedziałeś, że potrzebuję pomocy?
Batman uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Zadajesz za dużo pytań. Kiedyś cię to zgubi.
Następnie zakrył dziewczynę swoją peleryną.
***
Serena obudziła się rano w swoim mieszkaniu. Była ubrana w ten sam strój, który miała poprzedniego wieczoru. Na łóżku, obok niej leżała teczka z danymi wydrukowanymi jej przez Batmana. A zatem to wszystko było prawdą i ona sobie tego wymyśliła. Tym lepiej, bo dzięki temu będzie można ocalić Gotham.
Panna Vale, kiedy tylko to sobie uświadomiła, szybko złapała ręką za telefon i zadzwoniła do Alexy.
- Cześć, Serena - zawołała wesoło dziennikarka po drugiej stronie słuchawki - Zabalowałaś czy co? Czemu cię nie ma w pracy?
- Mam pilną sprawę - odpowiedziała Serena, lekceważąc jej dowcipny ton - Wiadomości, które natychmiast muszą zostać opublikowane.
- Jakie wiadomości?
- Na temat trucizny, którą truje nas Joker. Pomożesz mi?
Pomimo tego, że Serena nie widziała swojej rozmówczyni, to łatwo domyśliła się do tego, iż Alexę wyraźnie zainteresował ten temat. Podniecenie i zachwyt aż nadto pobrzmiewały w jej głosie.
- Pewnie, że tak! - zawołała Alexa - Kiedy się zjawisz?
- Już wsiadam do auta. Niedługo będę.
Po tych słowach, Serena zakończyła rozmowę i wybiegła szybko z domu, a następnie wsiadła do swego samochodu, którym udała się do redakcji. Nie ujechała jednak daleko, gdy nagle zauważyła, że goni ją jakiś samochód. W jego dachu było niewielkie okienko, przez które wychyliła się powoli Harley Quinn. Miała na sobie swój tradycyjny strój, a w dłoniach trzymała pistoletem maszynowym w dłoniach.
- Boże! - wrzasnęła przerażona Serena, przyciskając gaz do dechy.
Dziewczyna Jokera tymczasem zaczęła do niej strzelać. Jakimś cudem, żadna z kul nie dosięgła celu, a jedynie jego samochodu, gdyż panna Vale pochyliła się najmocniej, jak tylko mogła i zaczęła mocniej przyciskać stopą pedał gazu. Chciała jak najszybciej uciekać przed szaloną kobietą, co jednak nie było wcale łatwe. W drobiazgi poszła jej przednia oraz tylna szyba i lusterko, zaś cały samochód został mocno podziurawiony, jednak nie o to chodziło napastniczce. Ta chciała bowiem dopaść pannę Vale. Po jej zachowaniu można było się domyślić, jak bardzo jest wściekła i jak bardzo zdeterminowana w osiągnięciu swojego celu.
Wreszcie przed Sereną pojawił się niebezpieczny zakręt. Dziewczyna zwinnie zakręciła kierownicą, zwolniła nieco i przejechała go w bezpieczny sposób, z kolei kierowca Harley Quinn już nie miał tyle szczęścia. Stracił on łatwo panowanie nad samochodem i uderzył nim w lampę uliczną. Ponieważ uderzył w nią z rozpędu, to auto Harley zostało niemal całkowicie skasowane. Dalszy pościg był więc w takiej sytuacji całkowicie niemożliwy, dzięki czemu fotoreporterka mogła spokojnie i całkiem bezpiecznie dojechać do siedziby redakcji gazety „Gotham Express“. Gdy tylko się tam znalazła, odetchnęła z ulgą, otarła sobie pot z czoła i wbiegła szybko do środka.
C.D.N.














O widzę, że pojawiła się Dawn, która jest tutaj kuzynką Asha. Ona i Serena z pewnością przyjaźniły się od dzieciństwa i teraz odnowiły tę przyjaźń. Serena bardzo poważnie traktuje związek z Ashem. Do tego stopnia, że chciałaby spędzić z nim resztę życia. On jednak nie jest jeszcze gotowy na takie deklaracje. W końcu tak długo się nie widzieli, a są ze sobą zaledwie od tygodnia. No i trzeba przyznać, że Serena jest bardzo odważna, skoro zdołała zachować przy Jokerze zimną krew, choć z pewnością się go bała. W końcu trudno się nie przestraszyć takiego szaleńca. Harley już zaczyna mu urządzać sceny zazdrości, bo wyraźnie draniowi wpadła w oko Serena, choć trudno mu się dziwić. A Pikachu z pewnością śledził Dawn i Serenę na polecenie Asha, który obawia się o ich bezpieczeństwo i chce je chronić. W końcu po tym co przeżył, trudno się dziwić, że może być przeczulony na tym punkcie, tym bardziej że Serena i Dawn są dla niego najbliższymi osobami. On słusznie obawia się o ich bezpieczeństwo, skoro w mieście, w którym mieszkają, aż roi się od bandytów, a odkąd Joker zaczął działać, jest jeszcze bardziej niebezpiecznie.
OdpowiedzUsuńClemont podejrzewa Surge'a o bycie wtyką Giovanniego, choć nie ma na to żadnych dowodów, jednak bardzo nie lubi z nim współpracować. A Serena dostrzegła to, że wpadła w oko Jokerowi, dlatego tym bardziej się go obawia, choć w ogóle nie okazała przed nim strachu. Z kolei Alexa ma zwariowane pomysły, ale jest dobrą przyjaciółką i myślę, że dobro i bezpieczeństwo Sereny byłoby dla niej ważniejsze od sławy i kariery. I Serena dobrze się domyśliła, że Ash upamiętnił śmierć swoich rodziców, zostawiając róże w miejscu, gdzie zostali zamordowani.
OdpowiedzUsuńJak to możliwe, że policjanci nie zdołali schwytać Jokera i Harley? Czyżby nie mieli przy sobie broni? Naprawdę są aż tak tępymi i bezmyślnymi nieudacznikami? Szkoda mi Surge'a, bo jego akurat polubiłem. Liczyłem na to, że po śmierci Giovanniego przejdzie na właściwą stronę i zostanie przyjacielem Gary'ego i Clemonta, a wcześniej do wszystkiego się przyzna. Szkoda, że nie było mu to dane, bo ten skurwiel mu na to nie pozwolił. Już nie mogę się doczekać chwili, kiedy Batman się z nim rozprawi. I jaką to tajemnicę miał na myśli Oak? Czyżby jako jedyny wiedział, że to Ash jest Batmanem?
OdpowiedzUsuńJakim cudem Joker zdołał włamać się do telewizji i wsypać do żywności ten zabójczy środek? I jak to możliwe, że on nadal pozostaje bezkarny? Jak to możliwe, że policja nie potrafi go schwytać, skoro on się w ogóle nie ukrywa, tylko cały czas grasuje po mieście i robi, co mu się tylko podoba? Przecież policja tego miasta jest całkowicie bezużyteczna, skoro nie robi kompletnie nic, aby go schwytać. A on tymczasem doprowadza do śmierci coraz więcej ludzi. A gdyby nie Batman, to Serena zostałaby zabita przez Harley, bo przecież Jokerowi nie zależy na żadnej z nich. Harley pomogła mu uciec, a on zrobił z niej królika doświadczalnego, żeby sprawdzić czy te chemikalia, które ją ogłupiły, są na tyle trujące, by spowodować śmierć. Ale to jest naprawdę żałosne, że policja nie robi kompletnie nic, żeby go powstrzymać, tylko siedzi i czeka z założonymi rękami, pozwalając mu na coraz to większą bezkarność. Chyba najwyższy czas, żeby Gary i Clemont wzięli sprawy w swoje ręce, bo wydaje mi się, że oni mogliby coś zdziałać, bo nie wyglądają na tępaków. Tak czy inaczej, oni powinni w końcu zacząć coś robić, bo póki co to wszystko wygląda tak, jakby w tym mieście nie było żadnych stróżów prawa i każdy może w nim robić, co tylko zechce. W filmach o Batmanie też tak było, że ta policja nie podejmowała żadnych działań, czy to Ty postanowiłeś zrobić z nich takich tępaków, żeby pozostawić Batmamowi większe pole do działania? Bo z tego wynika, że tylko on próbuje coś tu zdziałać, choć póki co nie udaje mu się powstrzymać Jokera, ale to jest tylko kwestia czasu, bo przecież on nie może patrzeć na to wszystko, co się tu wyrabia.
OdpowiedzUsuńWiesz, jeśli chodzi o Jokera, to nie wiadomo dokładnie, w jaki sposób Joker włamał się do telewizji, ale najprawdopodobniej po prostu nagrał to wszystko w swojej kryjówce, a następnie za pomocą własnej aparatury nadał to nagranie w telewizji publicznej. Nie wiem, jak zatruł tych wszystkie produkty, ale cóż... Prawdopodobnie jego ludzie to wszystko załatwili, a on sam nie ruszał się z kryjówki. W filmach o Batmanie było podobnie, że Joker był niemal bezkarny i tylko Batman umiał z nim skutecznie walczyć, zaś ograniczeni swoimi paragrafami policjanci nie umieli się za niego porządnie wziąć, bo w sumie nawet nie wiedzieli, gdzie mają go szukać. Owszem, w historiach o Batmanie jedynie niewielu policjantów i to zwykle wyższych stopniem, takich jak komisarz James Gordon wiedziało, jak się porządnie zabrać za przestępców, ale głównie dlatego, że współpracowali z Batmanem. Ale sam przyznasz, że w naszym świecie policja też specjalnie skuteczna nie jest w walce z przestępczością, a zwłaszcza z terroryzmem. Zobacz, ile było zamachów bombowych przez tych świrów islamskich dokonanych i co? Ilu złapali?
UsuńRozdział naprawdę rewelacyjny. Mamy najpierw w nim naturalny, życiowy dialog, czyli rozmowę Sereny i Dawn, która brzmi bardzo autentycznie. Dawn idealnie odgrywa rolę tej „zdroworozsądkowej” przyjaciółki, która potrafi sprowadzić na ziemię, ale robi to z ogromną empatią i wyczuciem. Dynamika między dziewczynami - od smutku, przez zrozumienie, aż po wspólny śmiech na końcu - jest poprowadzona bardzo płynnie. Mamy też wprowadzenie motywu „okrutnego świata biznesu” i „wielkich szych”, w którym obraca się Ash, świetnie rezonuje z lekcją o sile pieniądza z poprzedniego fragmentu. To pokazuje, że fanfik ma spójne uniwersum, gdzie bogactwo i wpływy stanowią realne zagrożenie lub barierę dla bohaterów. Dobrze jest tu też zarysowany kontrast postaci: Serena jawi się jako osoba emocjonalna, romantyczna i szybko angażująca się w relacje (co sama przyznaje), podczas gdy Dawn to obserwatorka - skromna „szara myszka”, która jednak ma trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość.
OdpowiedzUsuńMamy potem bardzo widowiskową scenę, która świetnie miksuje popkulturę z Twoimi własnymi postaciami. Czuć tu klimat komiksów o Batmanie z lat 90. lub filmów animowanych.
Kompaktowa i szybka akcja, która ma dobre tempo, idealne dla starcia rodem z komiksu. Dużo dzieje się jednocześnie (Batman walczy, Serena robi zdjęcia, Joker ucieka, Dawn posyła Pokemona do zatrzymania przestępcy). Oddanie charakteru Jokera i Harley zaś to perełka tej historii. Ich dialogi świetnie pasują do tych postaci. Tekst o „gościach w głupich kostiumach” (mówiony przez Jokera w pełnym makijażu) ma świetny, ironiczny wydźwięk. Podoba mi się też aktywna rola bohaterek: Dawn i Serena nie są tylko biernymi obserwatorkami. Serena dokumentuje starcie, a Dawn wykazuje się odwagą, powstrzymując Jacoba przed kradzieżą. To mi się szczególnie podoba.
Świetnym pomysłem jest tu zrobienie z porucznika Surge’a (w oryginale lidera elektrycznego Gymu z uniwersum Pokémon) skorumpowanego, „brudnego” gliny z Gotham to absolutny strzał w dziesiątkę! Doskonale pasuje on swoim surowym, militarnym wizerunkiem do realiów brudnego policyjnego świata komiksów o Batmanie. Świetnie kontrastuje z nim uczciwy, klasyczny porucznik Clemont Gordon (którego imię i postawa uroczo łączą komisarza Jima Gordona z Clemontem z Pokémon). Klasyczny, komiksowy konflikt, czyli starcie światopoglądowe między Gordonem a Surge'em jest dynamiczne i mięsiste. Jeden reprezentuje wiarę w Batmana i sprawiedliwość, drugi - policyjny cynizm i prawdopodobnie układy z półświatkiem. Taka chemia między postaciami od razu buduje napięcie wewnątrz komisariatu GCPD.
Genialne żonglowanie popkulturą też mi się tu podoba. Mamy tu połączenie traumy Asha (jako Bruce'a Wayne'a) z uniwersum Gotham i postacią Sereny jest spektakularne. Zmiana imion rodziców Wayne'ów na Josha i Delię to kapitalny smaczek dla fanów Pokémonów, który natychmiast wyjaśnia motywację głównego bohatera. Świetnie zarysowana dynamika między przyjaciółkami też mnie zachwyca. Kontrast między profesjonalną, ale nieco cyniczną i żądną sensacji Aleksą (Knox), a wrażliwą, emocjonalną i ostrożną Sereną wyszedł bardzo naturalnie. Dialogi między nimi są żywe i dynamiczne. No i potem mamy moment, w którym Serena odkrywa tajemnicę przeszłości ukochanego, jest poruszający. Jej poczucie winy („O Boże! Jakaż ja byłam głupia!”) oraz zrozumienie jego lęku przed założeniem rodziny nadają opowiadaniu bardzo dojrzały, dramatyczny ton.
OdpowiedzUsuńJest tu też bardzo udany humor i ironia: Propozycja Aleksy, by wystawić Serenę na randkową przynętę dla Jokera, jest cudownie absurdalna i świetnie pasuje do postaci nieco zwariowanej dziennikarki z komiksowego Gotham.
Dobrze też, że zaznaczono tutaj, iż Batman został ukazany także jako detektyw. Motyw analizowania chemikaliów i szukania trucizny w celu rozwiązania sprawy świetnie pasuje do archetypu „Najlepszego Detektywa Świata”. Znakomicie zarysowana została tu też relacja Batmana z jego wspólnikiem i kamerdynerem, ta rozmowa między paniczem a kamerdynerem to najsilniejszy punkt tekstu. Alfred reprezentuje tu głos rozsądku, ciepło i domowe ognisko, będąc jedyną osobą, która potrafi skłonić głównego bohatera do chwili refleksji nad własnym życiem [opcja: "nasz mały sekret"]. No i ten wewnętrzny konflikt bohatera, który doskonale tu pasuje. Genialny monolog wewnętrzny Asha dobrze obrazuje jego tragizm. Przekonanie, że musi najpierw uratować Gotham, a dopiero potem zająć się własnym szczęściem, to esencja rygoru moralnego, jaki sam na siebie nałożył.
Joker zaś jest tu idealny - od błazna do psychopaty. Wprowadzenie Jokera w scenie zabicia Surge'a, to podręcznikowy pokaz tego, jak powinno się pisać tę postać. Jest tu obecna teatralność i cynizm. Reakcja Jokera na nazwanie go „obłąkanym świrem” - chwytanie się za serce i udawanie bólu - to klasyczny, czarny humor Księcia Zbrodni. On kocha dramatyzm i traktuje morderstwo jak spektakl. A potem nagła zmiana tonu: Przejście od błazenady do „śmiertelnego spoważnienia” w ułamku sekundy buduje niesamowite napięcie. Pokazuje, że pod maską klauna kryje się kalkulujący, bezwzględny drapieżnik.
A potem jest ta mroczna, acz rewelacyjna scena z wycinaniem postaci Sereny nożyczkami. Jest ona niezwykle filmowa i plastyczna. Pokazuje Jokera jako postać infantylną, a przez to jeszcze bardziej przerażającą - traktuje ludzi jak papierowe lalki, którymi może sterować według własnego widzimisię. Słowa „Nie chcę jej uszkodzić” budują genialne, ciarki powodujące napięcie.
Wiarygodna kreacja Jokera w scenie w muzeum, która nawiązuje do filmu Burtona. Pierwsza sekwencja z rzekomym „rozpuszczaniem się” i nawiązaniem do Czarnoksiężnika z Krainy Oz świetnie oddaje teatralny i nieprzewidywalny charakter złoczyńcy. Joker bawi się strachem innych, a jego finałowa, ikoniczna kwestia („Skąd on bierze te cudowne zabawki?” - cytat z filmu Batman z 1989 roku) to świetne puszczenie oka do fanów. Dynamika i tempo akcji godne starego, dobrego kina. Wejście Batmana, szybka neutralizacja przeciwników prądem oraz natychmiastowa ewakuacja za pomocą linki z hakiem trzymają w napięciu. Opis jest plastyczny i łatwy do zwizualizowania. Relacja Harley i Jokera porusza. Końcowa wymiana zdań w scenie w muzeum, między tą parą jest bardzo naturalna i zgodna z ich tradycyjnym wizerunkiem w komiksach - Harley jest troskliwa, a Joker skupiony wyłącznie na swojej obsesji na punkcie Batmana, która to obsesja tylko rośnie.
OdpowiedzUsuńWprowadzenie wątku ze Smilexem to bezpośrednie i bardzo wierne nawiązanie do filmu z 1989 roku. Twój opis działania trucizny idealnie oddaje to, co wymyślił Burton: Joker nie zatruł jednego produktu, ale stworzył śmiertelną kombinację składników ukrytych w codziennej chemii i żywności (w filmie były to kosmetyki: szampony, dezodoranty, szminki). Przeniesienie tego na produkty spożywcze pierwszego rzędu (mleko, chleb, sól, pieprz) potęguje stan zagrożenia. Sprawiasz, że trucizna staje się bliska i przerażająca dla każdego zwykłego mieszkańca - nikt nie jest bezpieczny przy własnym stole śniadaniowym. Batman błyszczy tutaj jako genialny chemik i detektyw, który robi to, czego bezradna policja nie potrafiła.
Muszę powiedzieć, że Twoje opowiadanie to świetnie napisany, klimatyczny thriller detektywistyczny z elementami fantastyki. Doskonale budujesz napięcie poprzez wyliczanie zatrutych produktów i świetnie prowadzisz dialogi, które zachowują idealny balans między powagą Batmana a niewinnością Sereny.