środa, 11 lutego 2026

Przygoda 130 cz. IV

Przygoda CXXX

Tytani, do akcji! cz. IV


Robin powoli otworzył oczy i poczuł, jak ostry ból przechodzi przez całą jego głowę. Złapał się za nią dłonią i jęknął załamany.
- Boże, ale łeb mnie boli! Nie możecie jechać ostrożniej?
Wtem rozejrzał się dookoła siebie i zobaczył, że nie znajduje się już w karetce więziennej. Leżał na trawie, na jakieś łące, chyba z dala od miasta, bo ani jednego człowieka nie dojrzał nawet na horyzoncie. Spojrzał w bok i zauważył, że tuż przy nim leży Pikachu. Był nieprzytomny, ale pierś unosiła mu się delikatnie i opadała ponownie w dół, co oznaczało, że oddycha. Robin westchnął z ulgą i dotknął lekko jego głowy, mówiąc:
- Pikachu, przyjacielu! Obudź się! Nie wiesz może, gdzie jesteśmy?
Pokemon początkowo nie zareagował na jego słowa i dotyk, gdy jednak jego trener potrząsnął go trochę mocniej, powoli otworzył oczy, spojrzał na niego, po czym zapiszczał z radością, choć osłabionym głosem. Robin uśmiechnął się na ten widok i powiedział:
- Żyjesz, przyjacielu! Jak to dobrze! Cieszę się, że żyjesz. I ja też żyję.
Po tych słowach, powoli usiadł i znowu złapał się ręką za głowę, bo ta wciąż go bolała.
- Oj, wciąż mnie boli! Ciebie pewnie też, prawda?
Pikachu potwierdził, powoli podnosząc się z trawy i lekko piszcząc przy tym z bólu. Widać też nie czuł się najlepiej, podobnie jak jego trener.
- Niesamowite. Gdzie my w ogóle jesteśmy? - spytał sam siebie Robin - I jak my się tutaj dostaliśmy? Pamiętasz cokolwiek, przyjacielu? Bo ja tylko tyle, że nas zabrali z aresztu, mieli wieźć do więzienia i nagle bum, coś głośno eksplodowało, a ja straciłem przytomność i obudziłem się dopiero tutaj. A ty, Pikachu?
Pokemon zapiszczał smętnie na znak, że on też tyle pamięta. Robin zrozumiał to i już miał coś jeszcze powiedzieć, kiedy nagle usłyszał głośny ryk. Spojrzał na bok i dostrzegł zmierzającego w ich stronę Ursaringa. Podnosił przednie łapy dość wysoko w górę i wydawał z siebie przerażające dźwięki. Zdecydowanie nie miał on wobec nich dobrych zamiarów.
Robin nie zamierzał czekać na to, aż Pokemon ich zabije. Powstał szybko z miejsca, ale poczuł wówczas gwałtowny ból w głowie, złapał się za nią lewą ręką i opadł na jedno kolano. Pikachu widząc to, zapiszczał przerażony i pomimo tego, że sam czuł się słaby, doskoczył do Robina i stanął pomiędzy nim, a jego groźnym przeciwnikiem. Ursaring, gdy to zobaczył, zachichotał tylko podle i zamachnął się przednią łapą, aby zadać cios. Nie zdążył tego jednak zrobić, ponieważ nagle coś świsnęło i jakiś zielony promień uderzył go w plecy. Potwór upadł na ziemię, już nie zdolny do dalszej walki, a ktoś niespodziewanie doskoczył do niego, złapał go za tylne łapy, okręcił go dookoła własnej osi i wyrzucił daleko za siebie.
Pikachu przyjrzał się osobie, która właśnie ocaliła im życie i zapiszczał czule na jej widok. Robin wówczas również spojrzał w kierunku ich wybawcy i wtedy dostrzegł, że jest to Gwiazdka w swoim tradycyjnym stroju. Dziewczyna patrzyła na nich obu z czułością i troską, ale też jakby jakimś smutkiem.
- Gwiazdko, to ty?! Jak to dobrze! - zawołał radośnie Robin, powoli wstając i podchodząc do dziewczyny.
Ta jednak zrobiła krok do tyłu, po czym bezbarwnym tonem powiedziała:
- Witam cię, mój znajomy Ziemianinie. Cieszę się, że nie jesteś ranny.
Robin zdziwił się tym, co powiedziała dziewczyna oraz tonem, w jakim to zrobiła. A jeszcze bardziej zaskoczyło go to, że obeszła go jakby obojętna na to, co się z nim dzieje, po czym podeszła do Pikachu i sprawdziła, co z nim. Gdy już się upewniła, że nic mu nie jest, powiedziała:
- Powinniśmy niezwłocznie stąd odejść. Pościg policji może cię niedługo tu znaleźć, więc nie możemy tu zostawać zbyt długo.
- Gwiazdko, o czym ty mówisz? Pościg policyjny? - zdziwił się Robin i nagle coś do niego dotarło - Zaraz, moment! To ty mnie odbiłaś z karetki więziennej?
- A niby kto? - odparła ironicznie Gwiazdka.
- I zrobiłaś to sama, czy może z resztą naszej drużyny?
- Sama, oni o tym nie wiedzą. Nie uznaliby, że to mądre. Powiedzieliby, że ci narobię jeszcze więcej kłopotów. Wiem, że zapewne mają oni rację, ale musiałam to zrobić.
Nagle zza krzaków wyskoczył jej Fennekin, który piszcząc podbiegł do swej trenerki i zaczął wykonywać ruchy łapkami, wskazując na coś za sobą. Gwiazdka uważnie spojrzała we wskazanym kierunku i powiedziała:
- Musimy stąd iść. Niedługo tu będzie policja. Lepiej, żeby cię tu nie znaleźli, mój dobry znajomy Ziemianinie.
- Gwiazdko, ale dlaczego tak do mnie mówisz? Co ci się stało?
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i prychnęła z kpiną, po czym wstała i wzięła Pikachu (wciąż mocno osłabionego ostatnimi wydarzeniami) w ramiona, a następnie spojrzała na Robina i dodała:
- Lepiej już chodźmy.


Młodzieniec zrozumiał, że niczego się obecnie od niej nie dowie, dlatego też poszedł za nią. Szli razem w milczeniu przez dłuższy czas, przechodząc przez las i jego okolice. W końcu jednak powszechna cisza zaczęła drażnić Robina, dlatego postanowił ją przerwać i zapytał:
- Słuchaj, dlaczego nagle tak dziwnie do mnie mówisz? I zachowujesz się tak, jakbyś uciekała przede mną?
Gwiazdka odwróciła się do niego i rzuciła:
- No cóż, nie zawracam ci głowy sprawami uczuć. Czy nie tego zażądałeś, gdy ostatnio rozmawialiśmy na temat uczuć? Że bohaterowie nie mają na nie czasu i nie mogą sobie nimi zawracać głowę?
Po tych słowach, szła dalej. Robin, który odzyskał już część osłabionych sił, poczuł się nagle nieprzyjemnie. Rzeczywiście, mówił jej coś takiego, ale przecież nie chciał jej urazić w żaden sposób. Biegł więc w kierunku dziewczyny i rzekł:
- A ty ciągle myślisz o tamtym? Gwiazdko, przecież jesteśmy teraz oboje w nieznanym sobie terenie i do tego ściga nas policja.
Gwiazdka popatrzyła na niego groźnie, zatrzymując się w miejscu i pytając:
- Więc co? Myślałeś może, że aresztowanie cię za morderstwo, którego nie popełniłeś, zatrzymanie cię w areszcie i potem zamieszanie z odbiciem cię przeze mnie sprawi, że o tym zapomnę, tak?
Robin lekko się zmieszał, westchnął delikatnie i odparł:
- No... Tak.
Gwiazdka ponownie prychnęła i ruszyła ponownie przed siebie z Pikachu na rękach. Fennekin szedł obok niej. Jednak Robin zastąpił im drogę i spytał:
- Możesz się zatrzymać i ze mną porozmawiać?
Gwiazdka przyjrzała mu się uważnie i spytała groźnym tonem:
- Czy to oznacza, że jesteś gotów wyjaśnić mi wreszcie, dlaczego nie jestem dziewczyną?
Robin zmieszał się ponownie i złapał lekko za kołnierz, który nagle zrobił się dla niego zdecydowanie za ciasny.
- Wygląda na to, że nie masz mi nic do powiedzenia - rzuciła ze złością w głosie Gwiazdka i znów ruszyła przed siebie.
Robin westchnął ponuro i poczuł, że chyba wolałby znaleźć się w więzieniu niż odpowiadać na tak niewygodne dla siebie pytania. Opuścił więc głowę w dół i załamany ruszył za nią.
Minęło trochę czasu, aż w końcu przemógł się i powiedział:
- Gwiazdko, poczekaj.
Złapał ją delikatnie za rękę i rzekł czule:
- Słuchaj... To nie jest tak, że cię nie lubię. Wręcz przeciwnie. Chodzi tylko o to, że...
I tu zabrakło mu nagle słów. Gwiazdka zaś spojrzała na niego groźnie, jakby spodziewała się czegoś nieprzyjemnego i dodała:
- To znaczy, że mnie nie lubisz, bo nie jestem dziewczyną?
- Co? - zdziwił się Robin - Słuchaj, ty chyba mnie źle zrozumiałaś. Na naszej planecie „dziewczyna”, to znaczy...
- Kobieta, z którą łączy cię miła i wyjątkowa więź, włączając w to dzielenie się codziennymi przyjemnościami i okazyjne kupowanie specjalnych kwiatowych upominków, tak?
Robin westchnął lekko.
- No dobra, chyba mnie zrozumiałaś.
Gwiazdka spojrzała na niego już nieco łagodniejszym wzrokiem.
- Więc co stoi na przeszkodzie, żebym ja mogła być dla ciebie kimś takim? A może po prostu ci się nie podobam? Możesz mi powiedzieć, ja się nie obrażę.
- Nie! Oczywiście, że nie! Wcale nie! Wręcz przeciwnie! - zawołał Robin, tak jakby przerażony tym, co właśnie usłyszał.
- No to w czym problem? - spytała Gwiazdka.
Robin nie wiedział, co ma jej powiedzieć, kiedy nagle Fennekin spojrzał w górę i zapiszczał niespokojnie. Pikachu zaś zrobił podobnie, po czym pisnął i od razu wskazał łapką w górę. Robin i Gwiazdka spojrzeli od razu we wskazanym im kierunku i zauważyli, że na niebie zbierają się chmury.
- Zanosi się na deszcz - powiedział Robin.
- Znajdźmy jakieś schronienie - odparła Gwiazdka.
Po czym, przytulając mocno Pikachu do piersi, ruszyła biegiem przed siebie. Robin i Fennekin biegli niedaleko niej. Niestety, nim znaleźli jakiekolwiek miejsce schronienia, deszcz zaczął na nich gwałtownie padać. Robin zdjął więc z pleców swoją pelerynę i zarzucił ją niczym płachtę nad głową Gwiazdki. Ta lekko się do niego uśmiechnęła, gdyż spodobał się jej ten ruch. Jednak biec tak długo nie mogli, deszcz lał coraz mocniej, a im groziło przemoknięcie do suchej nitki. Nagle oboje zauważyli jaskinię. Niewiele myśląc, wbiegli do niej i usiedli zadowoleni. Chociaż w jaskini było dosyć chłodno, to przynajmniej nie padał na nich deszcz. Oni zaś mogli chociaż przez chwilę odpocząć i zastanowić się, co robić dalej.
Ponieważ w jaskini rosło kilka roślin i gałęzi, Robin zdołał je odłamać, zaś Fennekin rozpalił swoimi mocami ognisko. Od razu zrobiło się jakoś lepiej. A w każdym razie, tak się wydawało.
- Jak się czujesz, Gwiazdeczko? - spytał po chwili Robin.
- Nie najlepiej - odpowiedziała mu Gwiazdka.
- Martwisz się o policję? Oni nas nie zabiją. Chociaż mogą nas aresztować, ale tylko wtedy, kiedy nas złapią, a to nie pójdzie im tak łatwo.
- Policja mnie nie martwi.
- Więc pewnie ten, co mnie wrobił w morderstwo. Ja też próbuję się nad tym zastanawiać, ale nie wiem, kto i jak to zrobił.
- Tak, to mnie też martwi i to bardzo, Robinie, ale najbardziej martwisz mnie ty. Bo nie mogę zrozumieć nas.


Robin spojrzał na nią zaintrygowany, a dziewczyna kontynuowała:
- Najpierw była ta nasza rozmowa o uczuciach, której nie potrafię zrozumieć, a potem to, co powiedział Cyborg. Od kiedy powiedział o mnie „dziewczyna”, to wszystko się między nami zmieniło.
- To jakieś nieporozumienie - zaprotestował Robin - Wszystko jest dobrze.
- Nic nie jest dobrze - odparła Gwiazdka i wstała, powoli przechadzając się po jaskini - Zostałeś oskarżony o morderstwo, ściga cię policja, ja nie wiem, jak mogę ci pomóc i wytropić tego, kto cię wrobił, a do tego jeszcze nie wiem, co ty czujesz do mnie. Jak widzisz, nie jest dobrze, a zwłaszcza między nami.
- Gwiazdko, ja...
- Nie, Robinie. Chciałeś wiedzieć, co się dzieje, to ci mówię. Między nami nie jest dobrze i obawiam się, że już nigdy nie będziesz.
To mówiąc, Gwiazdka odwróciła się plecami do Robina, aby nie widział, jak po policzkach ciekną jej łzy.
- A ty sam nie mówisz mi, co czujesz.
Robin spojrzał w ognisko, potem na Gwiazdkę i powiedział:
- Nie mówię, bo to dla mnie bardzo trudne.
Z miejsca przypomniał sobie swoje relacje z Batgirl i dosyć skomplikowany związek, który ich łączył, kiedy on mieszkał jeszcze w Gotham City. Kiedy już je opuścił, to myślał o tym, że nigdy nie zdoła się zakochać, ale to się zmieniło. I to w chwili, gdy poznał tę wyjątkową dziewczynę, z którą właśnie zrozumiał. Ale co jej miał powiedzieć? Co miał myśleć i czuć? Czy powinien zaufać własnym uczuciom i spróbować zaryzykować? Zwłaszcza, że nie miał gwarancji na to, aby udało mu się uzyskać prawdziwą miłość i szczęście z nią związane. Nie miał żadnej, ale to żadnej pewności, że tym razem wszystko potoczy się tak, aby był szczęśliwy, ani też nie miał pewności, że zdoła dać szczęście komukolwiek. Ani też nie wiedział, czy ma prawo do prywatnych uczuć, zwłaszcza teraz, w takiej sytuacji, w jakiej się obecnie znalazł.
Gwiazdka powoli otarła łezkę w oku i odwróciła się do Robina, pytając:
- Czy ziemscy chłopcy mają jakąś instrukcję obsługi?
Robin zachichotał, istotnie rozbawiony tym, co usłyszał.
- Tak byłoby dużo łatwiej.
- To skąd mam wiedzieć, co ty o mnie myślisz? - spytała Gwiazdka, powoli się do niego zbliżając.
Robin westchnął delikatnie zmieszany, ale uznał, że musi w końcu przyznać się do tego, co czuje i powiedział:
- Gwiazdko... Uważam, że jesteś miłą i naprawdę bardzo ładną dziewczyną.
Kosmitka spojrzała na niego wzrokiem pełnym miłości. Wszelka złość już jej minęła, zastąpiona przez radość i euforię wywołane tym, co właśnie usłyszała.
- Tak? Mów dalej.
- I jak na dziewczynę, jesteś też miła, mądra i naprawdę silna. Walczyć z tobą u mego boku z różnymi draniami, to prawdziwa przyjemność.
- Więc myślisz, że mogłabym być twoją dziewczyną? - spytała Gwiazdka, w tej samej chwili stając tuż przy ukochanym, niemal stykając się z nim twarzą w twarz.
- Moją dziewczyną? - zapytał wesoło Robin i złapał ją za dłonie - Wiesz, tak szczerze mówiąc, to nie marzę o niczym innym. Tylko widzisz...
Nie dokończył, ponieważ Pikachu i Fennekin, którzy w przeciwieństwie do naszych zakochanych zachowali czujność, pisnęli niespokojnie, patrząc przy tym w kierunku wejścia do jaskini. Robin i Gwiazdka zrozumieli, że to musi być jakieś ostrzeżenie z ich strony, więc ustawili się w pozycji bojowej, gotowi do walki. Ale przez chwilę nic się nie pojawiło. Słychać było tylko jakieś dziwne odgłosy, jakby łopot skrzydeł, a po chwili do miejsca pobytu naszych bohaterów wleciał wielki Golbat, większy niż zwykle Pokemony tego rodzaju, a co ważniejsze, cały zielony. Jego widok sprawił, że Robin i Gwiazdka odetchnęli z ulgą i zawołali niemalże jednocześnie:
- Bestia!
Golbat popatrzył na nich i uśmiechnął się radośnie.
- Robin! Gwiazdka! To wy?! Tak czułem, że możecie tu być! Okoliczne Poki was widziały, jak wchodzicie do tej jaskini, więc pomyślałem, że was tu znajdę! Ale się reszta ucieszy!
Następnie wyleciał z jaskini, nawołując resztę drużyny. Chwilę później wrócił do Robina i Gwiazdki, ale tym razem w ludzkiej postaci. Towarzyszyli mu Cyborg i Terra, a także ich wierne Pokemony: Mudkip, Chespin i Dedenne. Stworki od razu doskoczyły do Pikachu i Fennekina, a ich trenerzy do swoich przyjaciół, czule ich ściskając i witając z radością. Czułość ta trwała dość długo i zapewne trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nagle Gwiazdka nie zauważyła coś, co ją zaniepokoiło.
- A gdzie jest Raven?
Radość natychmiast opuściła drużynę. Wszyscy nagle posmutnieli, a Terra z rozpaczą opuściła głowę w dół i rzekła:
- Robinie, Gwiazdko... Chyba musimy wam coś wyjaśnić, a szczególnie ja.
Głos jej brzmiał tak przygnębiająco, że Gwiazdka poczuła, jak znowu się jej zbierają łzy w oczach, choć tym razem z innego powodu. Przeczuwała, że usłyszy teraz najgorsze z możliwych wiadomości. Jednakże to, co miała im do przekazania ich przyjaciółka, było zdecydowanie gorsze od wszystkich najgorszych przeczuć tak Gwiazdki, jak i Robina.

***


Przyjaciele usiedli wokół ogniska, a kiedy już to się stało, Robin i Gwiazdka od reszty członków swojej drużyny usłyszeli, co miało miejsce w bazie pod ich nieobecność. Szok, jakiego doznali na wieść o tym był tak wielki, że nie umieliby go opisać słowami, gdyby oczywiście chcieli tego dokonać. Gwiazdka załamana zasłoniła sobie usta dłońmi i jęknęła, a Robin z szoku poczuł, jak serce mu wręcz podchodzi do gardła. Pikachu i Fennekin także byli porażeni tymi rewelacjami.
- Slade... A więc on żyje - powiedział załamanym głosem Robin - A więc to jego widziała Raven w swoich snach. To jego się tak obawiała.
- A ty z nim pracowałaś? - spytała Gwiazdka, patrząc na Terrę - Dlaczego?
Terra opuściła głowę w dół, podwinęła kolana niemal pod podbródek i objęła je mocno rękami, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Co? Nie jesteś w stanie odpowiedzieć?! - zawołała Gwiazdka, rozzłoszczona jej reakcją - Zdradziłaś nas, oszukałaś, wrobiłaś Robina w morderstwo, którego jak widzę, wcale nie było, wydałaś Slade’owi Raven i teraz nawet nie masz odwagi, aby cokolwiek nam powiedzieć?
Terra pokornie zniosła słowa Gwiazdki i wpatrując się w płomienie ogniska, odpowiedziała smutnym tonem:
- Nie wiecie, jaka kiedyś byłam. Samotna, opuszczona, obawiająca się ludzi, którzy mnie się obawiali z powodu moich mocy, których nie kontrolowałam. To było okropne. Byłam postrachem wszystkich. Nie umiałam użyć swoich mocy w taki sposób, aby nikogo nie skrzywdzić. Wtedy właśnie zjawił się on, Slade. Był dla mnie nauczycielem, mentorem i ojcem. Nauczył mnie, jak mam korzystać z moich mocy, jak właściwie się nimi obchodzić. Był moim pierwszym przyjacielem i pierwszą osobą, której mogłam zaufać.
- Ładny mi przyjaciel - burknął Cyborg - Widzisz, jak cię potraktował?
- Widzę i nie jestem z tego powodu zadowolona - odparła Terra - Mówił mi, że jestem dla niego jak córka. Mówił, że mogę mu ufać. Chciał tylko, abym mu pomogła was pokonać. Początkowo zgodziłam się na to, bo nie znałam was. Ale potem wszystko się zmieniło. Poznałam was i chciałam być wam przyjaciółką.
- No i zostałaś - powiedziała ironicznie Gwiazdka - Przyjaciółką, która wbija swoim przyjaciołom nóż w plecy.
- Tak, zasłużyłam na takie słowa - odpowiedziała smutno Terra - Poznałam was lepiej i zrozumiałam, że nie chcę was skrzywdzić. Ale on zmusił mnie do tego. Groził, że jeżeli mu nie pomogę, to was skrzywdzi o wiele bardziej.
- A więc zrobiłaś to z miłosierdzia, tak? - rzuciła wściekle Gwiazdka.
- Uwierzcie mi, żałuję tego, co się stało, ale czasu już nie cofnę - powiedziała Terra, patrząc załamanym wzrokiem w ognisko i obserwując ruchy płomieni, które się w nim poruszały.
Przez chwilę zapanowała ponura cisza. Nikt nie wiedział, co ma zrobić i co ma teraz powiedzieć. W końcu Bestia przerwał milczenie.
- Słuchajcie, przecież to się nie może tak skończyć!
Zerwał się z miejsca i zawołał:
- Kochani, jesteśmy przecież drużyną Młodych Tytanów! A oni nigdy, ale to nigdy się nie poddają! Nie ważne, co się stanie, my się nigdy nie poddajemy! Tak zawsze było i tak nadal powinno być! Walka do samego końca!
Mudkip zachwycony jego słowami, doskoczył do swojego trenera i piszcząc okazał mu swoją aprobatę. Jednak reszta drużyny nie wyglądała na tak pewną tego, co on powiedział.
- Bestio, daj spokój - powiedział ponuro Cyborg - O co ty niby chcesz teraz walczyć, co?
- Jak to, o co? - zdziwił się Bestia - O Raven, a niby o kogo? Przecież chyba nie zostawimy ją w łapach Slade’a?
- A w jaki niby sposób chcesz ją uwolnić, co? Nawet nie wiemy, gdzie ona jest i co zamierza zrobić z nią Slade.
- Mówisz tak, jakby ci na niej nie zależało!
Cyborg zerwał się z miejsca i popatrzył groźnie na przyjaciela, machając mu palcem przed oczami.
- Nie waż się mówić, że mi na niej nie zależy!
Gwiazdka popatrzyła najpierw na Cyborga, a potem na Robina, który lekko się uśmiechnął, jakby chciał powiedzieć, że dawno się zaczął tego domyślać. Ona też się wówczas uśmiechnęła, ponieważ zrozumiała, iż jej obawy wobec uczucia, jakie żywi wobec Raven Robina były bezpodstawne. Była ona bliska Robinowi, ale nie jako ukochana. Na pewno nie mogłaby być jego ukochaną. Nie po tym, co Robin powiedział jej teraz, zanim przyjaciele ich znaleźli. Oczywiście, nie wyznał jej miłości, ale na pewno by to zrobił, gdyby reszta ich drużyny im nie przerwała. To było pewne. A co czuje Raven? Tego nie była pewna, ale raczej nie mogła być obojętna na uczucia Cyborga. Musiałaby być bez serca, gdyby było inaczej.
- Nam wszystkim na niej zależy - rzekła po chwili Gwiazdka - I dlatego też musimy ją uratować.
- Ale w jaki sposób? - zapytał Cyborg, patrząc na nią - Przecież nie wiemy, dokąd Slade ją zabrał.
Chespin potwierdził to, piszcząc załamanym głosem i chociaż zwykle był on pełen energii, teraz dzielił przygnębienie swojego trenera.
- Ależ wiemy - powiedziała Terra.


Przyjaciele spojrzeli na nią zaintrygowani tym, co właśnie od niej usłyszeli, a ona tymczasem uśmiechnęła się lekko i powiedziała:
- Slade traktował mnie jak swoją córkę, a przynajmniej tak myślałam i z tego też powodu nie miał przede mną zbyt wielu sekretów. Wiem, gdzie on teraz może być. Uprzedzam jednak, że nie mam stu procentowej pewności, że tam właśnie zabrał Raven, ale...
- To nie jest ważne! - zawołał Cyborg - Nie ważne, czy masz stuprocentową pewność! Jeżeli wiesz, gdzie oni mogą teraz być, powiedz nam!
- Właśnie, Terra! Powiedz nam! - dodał Bestia - Jeżeli jest szansa, to musisz nam powiedzieć!
Chespin i Mudkip poparli swoich trenerów, piszcząc w kierunku dziewczyny, jakby też chcieli płakać o to, aby im powiedziała, co wie. Terra więc nie dała się długo prosić.
- Slade ma swoją siedzibę za miastem, w starej opuszczonej posiadłości swej rodziny. Nikogo tam nie ma, poza nim i jego Pokemonami, które jej pilnują. Ale co to dla nas, prawda?
Spojrzała na swojego Dedenne, który pisnął wesoło i bojowo pomachał łapką.
- Właśnie, co to dla nas?! - zawołał radośnie Bestia, patrząc na przyjaciół - To na co my jeszcze czekamy? Ruszajmy!
- Chwileczkę! - zawołał nagle Robin, dotąd bez słowa przysłuchujący się z uwagą słowom przyjaciół - Zanim cokolwiek zrobimy, wolałbym najpierw jeszcze się czegoś dowiedzieć. Co dokładniej planuje Slade? Wspominaliście coś wszyscy o Trygonie, ale nie mówiliście zbyt dokładnie.
Przyjaciele trochę się zmieszali, jak dzieci przyłapani na gorącym uczynku. Zwłaszcza dotyczyło to Cyborga, Terrę i Bestię. Gwiazdka, która nie była obecna podczas pojawienia się Slade’a w bazie Tytanów, nie miała pojęcia, o co chodzi, ale poczuła się trochę głupio z tego powodu, że nawet nie pomyślała o czymś tak poważnym jak ustalenie, co ich przeciwnik planuje. A przecież było to tak ważne i tak istotne, że jako pierwsza rzecz powinna ją interesować.
- Nie jesteśmy do końca pewni, jak mamy rozumieć to, co Raven nam mówiła o tej sprawie - powiedział Cyborg - Bo naprawdę mówiła jakby od rzeczy.
- No, nie wiem, czy tak od rzeczy - odparł na to Bestia - Jak dla mnie, to były słowa bardzo poważne i bardzo prawdziwe.
- Ale sam pomyśl! Jakiś demon Trygon powracający z zaświatów? I Raven, która ma się zmienić w magiczny portal, przez który on ma przejść? To przecież nie ma za grosz sensu!
- A dlaczego nie? Przecież Slade od dawna powinien już nie żyć, a jednak żyje. Twierdzi, że go przywrócił do życia ten cały Trygon, aby ten porwał Raven i zmusił ją do zamiany w magiczny portal, przez który on chce przejść do naszego świata! Jeżeli Slade zginął, a mimo to znowu żyje, to jak dla mnie jego opowieść o Trygonie brzmi bardzo prawdziwie.
- A poza tym, sama Raven też to mówiła - dodała Terra - A jej słowom chyba możemy wierzyć, w przeciwieństwie do moich.
Dziewczyna opuściła głowę w dół, a Dedenne dotknął łapką jej dłoni, jakby chciał ją pocieszyć.
- Terra, daj spokój! To wszystko teraz nie ma znaczenia! - powiedział Bestia życzliwym tonem - Nie ma to naprawdę sensu, aby wypominać sobie to wszystko, co było. Musimy się skupić na tym, co jest i co będzie.
- Bestia ma rację - zgodziła się Gwiazdka - Teraz musimy się skupić na tym, aby uratować Raven i nie dopuścić do realizacji planu Slade’a. Prawda, Robinie?
Spojrzała na Robina, który siedział pogrążony we własnych myślach, jakby coś sobie układał właśnie w głowie i przyglądał się swojemu Pikachu, który teraz nie odrywał od niego wzroku.
- Mam naprawdę złe przeczucia, moi kochani - powiedział po chwili - Raven skrywała to wszystko przed nami i chyba rozumiem, dlaczego. Uważała, że to, o czym mówicie jest nieuniknione. Nie chciała naszej pomocy, bo stwierdziła, że i tak jej nie pomożemy. Może naprawdę nie zdołamy tego zrobić? Może naprawdę nie możemy jej pomóc? Może to wszystko jest nieuniknione?
Jego przyjaciele chcieli już coś powiedzieć, kiedy nagle Robin podniósł rękę na znak, żeby nic nie mówili, po czym wstał i rzekł:
- Nie wiem, czy tak jest, ale jeśli nawet, to wiem, co zrobiłby mój nauczyciel i przybrany ojciec, gdyby był na naszym miejscu. Stanąłby do walki mimo wszystko i albo by zwyciężył, albo by zginął, próbując tego dokonać. I ja tak właśnie zrobię! Będę walczył do samego końca!
Przyjaciele patrzyli na niego z podziwem oraz zachwytem, bo takich właśnie słów spodziewali się po swoim liderze. Uśmiechnęli się i od razu zaczęli głośno deklarować, że Robin może na nich liczyć, chociaż Bestia dodał zaraz potem:
- Ale słuchajcie... Jeżeli to wszystko jest prawdą i temu nie da się zapobiec, to oznacza, że Trygon pojawi się na tym świecie. I co wtedy się stanie? Walka z takim demonem nie jest wcale prosta.
- To prawda, nie jest - potwierdził Robin - I sam się boję, co będzie dalej, jeśli nie zdołamy powstrzymać Slade’a przed sprowadzeniem Trygona. Ale nie możemy się teraz wycofać.
- Nie, nie możemy - zgodził się z nim Cyborg - Jesteśmy przecież Młodymi Tytanami! Jeżeli walczymy, to tylko do samego końca! Nawet jeśli w perspektywie mamy walkę z demonem z piekła rodem.
- I nie tylko z nim, bo przypominam wam, że Robin wciąż jest poszukiwany przez policję - zauważyła Gwiazdka - A to może nam nieco utrudnić sprawę.
- Siedziba Slade’a jest poza miastem, a tam nie będzie policji - powiedziała Terra.
- Nie byłabym tego taka pewna - odparła Gwiazdka.
- Słuchajcie, wszystko bardzo fajnie, ale kiedy my tu gadamy, to Slade może przez ten przeprowadza plan zniszczenia świata - zauważył Bestia.
Terra pokręciła przecząco głową i odpowiedziała:
- Nie, jeszcze nie teraz. Przemiana musi nastąpić w odpowiednim czasie, a ten nastanie tej nocy o północy, gdy księżyc wejdzie w znak Wodnika. Wiem o tym, bo Slade wspominał mi o tym. Nie podał mi szczegółów, ale często mówił o znaku Wodnika i mówił o dzisiejszej dacie i o północy. Jestem pewna, że nie mówił tego bez powodu. Ciągle mnie ponaglał, abym mu pomogła zrealizować jego cele, bo już czas się zbliża i wspominał dzisiejszą datę, północ i księżyc w znaku Wodnika. To musi być więc ten czas, kiedy Raven przemieni się w portal dla Trygona.
Robin skinął głową, zgadzając się z nią.
- A więc mamy jeszcze czas. Może zdążymy zaatakować i odbić Raven, nim będzie za późno.
- A jeśli nie zdołamy temu zapobiec, co wtedy? - spytała Terra.
- Wtedy zginiemy, walcząc do końca - odpowiedział jej Robin - Bo wolę już to, niż żebym miał czekać na śmierć. Jeśli mam zginąć, to chociaż w walce. Tylko tak, nie inaczej.
Po tych słowach, spojrzał on na swojego Pikachu, który zapiszczał radośnie i stanął u boku swojego trenera, gotowy do walki i pełen zapału do niej. Gwiazdka, Cyborg, Bestia i Terra stanęli obok siebie i patrząc uważnie na swojego lidera, z uśmiechem oznajmili:
- Jesteśmy z tobą, przyjacielu! Do samego końca!
Ich Pokemony także się z tym zgodziły. A zatem sprawa była prosta. Trzeba było ruszyć na ratunek Raven!

***


Ponieważ Terra wiedziała, gdzie jest siedziba Slade’a, poprowadziła swoich przyjaciół do tego miejsca. Wycieczka nie była jednak prosta, gdyż wbrew temu, co podejrzewali Młodzi Tytani, policja szukała Robina poza miastem, również w okolicach posiadłości Slade’a. Dostanie się do celu podróży bohaterów było więc o wiele trudniejsze niż sądzili. Musieli uważać, aby nie wpaść w ręce stróżów prawa, bo przecież, gdyby tak się stało, byliby zmuszeni walczyć z nimi, a na to nie mieli najmniejszej ochoty. Ponadto, takie coś tylko utrudniłoby im wykonanie ich misji i zaszkodziłoby światu, który chcieli uratować. Tego jeszcze im brakowało, walczyć z policjantami w momencie, gdy świat mógł zostać unicestwiony przez działania Slade’a i Trygona. Musieli więc uważać, musieli starać się nie zostać zauważonym przez stróżów prawa i nie wpaść w ich ręce.
- Wiecie, jedno tylko mnie martwi - powiedział cicho Bestia, kiedy on i jego przyjaciele siedzieli ukryci w krzakach i czekali na to, aż policjanci krążący po tej okolicy znikną im z oczu - Jak już uratujemy Raven, powstrzymamy Trygona i już będzie po wszystkim, jak udowodnimy, że Robin jest niewinny, żeby policja go nie ścigała?
Robin popatrzył na niego i lekko parsknął śmiechem.
- Co cię tak bawi?
- A nic. Tylko to, że myślisz o takich sprawach teraz, kiedy jeszcze żadne z nas nie wie, czy wygramy i czy uratujemy świat.
Bestia zastanowił się nad tym i doszedł do wniosku, że to rzeczywiście dosyć zabawne.
- Dobra, dosyć żartów. Mamy świat do ocalenia - odezwał się Cyborg.
Przyjaciele przyznali mu rację, po czym wykorzystali okazję, że policjanci, którzy patrolowali tę okolicę, zniknęli im chwilowo z oczu i pobiegli przed siebie, w kierunku siedziby Slade’a. Zgodnie z tym, co mówiła Terra, znajdowała się ona w starej posiadłości jego rodziny. Był to piękny, stary dwór przypominający nieco z wyglądu dwór szlachecki z przełomu XVIII i XIX wieku. Był duży, ponury, a do tego, pomimo dosyć zwyczajnego wyglądu, biła z niego jakaś tajemnicza aura. Tak ponura, że trudno było jej nie poczuć, wpatrując się w to samotne miejsce.
- Och, jak tu ponuro! - jęknęła Gwiazdka, biorąc na ręce swojego Fennekina, który pisnął zaniepokojony.
- W tej posiadłości od lat nikt nie mieszka - powiedziała Terra - Stała pusta od chwili, gdy Slade zginął. Ale teraz do niej wrócił i sprowadził ze sobą zło. Czyste zło w najgorszej możliwej postaci. Trudno więc, żeby nie było tu ponuro.
Robin uśmiechnął się nieco złośliwie i odparł:
- Oj, powieje grozą.
- Jak dla mnie, to już powiało - rzucił niespokojnym tonem Bestia.
Jego Mudkip cofnął się lekko przerażony, gdyż tajemnicza i bardzo ponura aura, która otaczała tę posiadłość, choć nie była widoczna do oczu, to wdzierała się głęboko w serca każdego, kto obserwował to miejsce. A ponieważ wiadomo jest i to nie od dziś, że Pokemony posiadają bardziej wrażliwe serca niż ludzie i widzą więcej swoimi zmysłami niż ludzie oczami, on musiał odczuć to, czego nie czuli, a w każdym razie nie w pełni jego przyjaciele z drużyny. Pozostałe stworki także to poczuły, a ich trenerzy, mimo braku zmysłów Pokemonów, poczuli w sercach jakiś niepokój, którego obecności nie umieli w pełni zrozumieć, a który mimo to był dla nich czymś tak silnym, że mimowolnie zadrżeli. Żadne z nich nigdy nie czuło aż tak wielkiego lęku i obawy przed porażką, jak w tamtym momencie. Czuli, że musi to mieć coś związek z Trygonem i siłami z zaświatów, jakie sprowadził tutaj na ten świat Slade. Wiedzieli jednak, że nie mogą się wycofać, gdyż za daleko zaszli, aby to zrobić.
- Czy powiało, czy nie, to już za późno, aby się wycofać - powiedział Robin i zrobił krok naprzód - Musimy walczyć. Choćby to miała być nasza ostatnia walka.
Pikachu, choć drżał ze strachu, a jego serduszko biło mu w jego małej piersi jak szalone, przełamał swój lęk i stanął u boku swojego trenera. Jego postawa była tak bohaterska, że wszyscy pozostali od razu uczynili tak samo. Choć wciąż wielki niepokój wdzierał się w ich serca, świadomość, że są razem sprawiała, iż byli w stanie poradzić sobie z niepokojem i ruszyć do walki. Nawet pomimo tego, że ta walka była mało możliwa do wygrania.
Z tą myślą w sercu, weszli do środka posiadłości. Przeszli spokojnie przez hol ciemny i opuszczony, nie dostrzegając tam nikogo. Ze ścian zwisały pajęczyny, a wszystkie wiszące na ścianach obrazy czy stojące na postumentach rzeźby pokryte były grubą warstwą kurzu. Widok ten nie zaskoczył Robina. Domyślał się, że ich wróg nie po to wrócił z zaświatów, aby sprzątać rodzinny dom. Na pewno, siedząc w nim i knując swoje nikczemne plany, z pewnością nie zamierzał tu sprzątać. Tak więc obecność bałaganu w posiadłości wcale nie była niczym niezwykłym. Ale ta świadomość bynajmniej ich nie uspokajała. Spodziewali się, że Slade lub ktoś też ktoś z jego podwładnych może w każdej chwili wyskoczyć na nich z dowolnego kąta tego ponurego miejsca. Dlatego rozglądali się dookoła, gdy szli przed siebie i szukali miejsca, w którym przebywali Slade i Raven. Nikogo jednak długo nie byli w stanie odnaleźć. Nikt też ich nie zaatakował, nikt im nie zaszkodził, nikt też na nich nie czekał. Wydawało się, jakby posiadłość była całkowicie opuszczona i nie było w niej ani ich wroga, ani ich przyjaciółki.
- Jesteś pewna, że to tutaj Slade ma swoją kryjówkę? - spytał Cyborg Terrę, gdy już minęło nieco czasu i przeszukiwanie posiadłości zaczęło męczyć Młodych Tytanów.
- No właśnie. Przecież tutaj nikogo nie ma - zauważyła Gwiazdka.
Terra spojrzała niespokojnie na swoich przyjaciół i rozłożyła bezradnie ręce, mówiąc przy tym:
- Nic z tego nie rozumiem. Przecież jeszcze wczoraj był tu Slade. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem może go tu nie być.
- Cud nie ma tu nic do rzeczy - powiedział Robin - Coś mi mówi, że nasz wróg jest od nas sprytniejszy. Domyślił się, że przyjdziemy po Raven i zdążył się na to przygotować.
- Chcesz powiedzieć, że przeniósł się gdzie indziej, aby zrobić to, co sobie postanowił? - zapytał Bestia.
- To niemożliwe. On nie ma innych kryjówek - zauważyła Terra - On tu musi być! Po prostu musi!
- Jak widać, nie ma go tutaj - odparł ponuro Cyborg i spojrzał na dziewczynę z grozą w oczach - Słuchaj, jeżeli nas znowu oszukujesz, to przysięgam ci...
- Mówię prawdę! On na pewno tu jest! - zawołała Terra przerażona, a jej oczy wyrażały ogromny strach i zdumienie jednocześnie.
Bestia stanął z Mudkipem obok niej i skinął lekko głową na znak, że wierzy przyjaciółce, a potem dodał:
- Ona na pewno mówi prawdę. Jestem tego pewien. Jeżeli Slade’a tu nie ma, to nie jest to jej wina. Ona nas nie oszukuje.
- A jaką masz pewność, że tak jest? - spytał z kpiną Cyborg - Nie mamy, jak już wiemy powodów, aby jej wierzyć.
- Przecież ją znamy! Nie oszukałaby nas!
- Rusz głową, Bestia! Ona już to zrobiła! Dlaczego nie miałaby tego zrobić po raz drugi?!
Bestia spojrzał groźnie na przyjaciela i był już gotów bronić ukochanej, a jego Pokemon zawarczał lekko na Pokemona Cyborga, gdy nagle Gwiazdka kazała im się wszystkim uspokoić.
- Ja wierzę, że Terra mówi prawdę - powiedziała - Ale widzę też, że Slade’a tu nie ma i Raven także. Musimy więc szukać ich gdzie indziej.
- Ale gdzie? - spytał Cyborg.
- Bliżej niż nam się wydaje - odezwał się nagle Robin.
Stał on właśnie przed wielkim oknem wychodzącym na ogród i wpatrywał się w coś, co się na nim znajdowało. Gwiazdka zaintrygowana podeszła do niego i gdy tylko stanęła tuż przy chłopaku, zauważyła widok, który tak bardzo przykuł jego uwagę. Gdy go tylko ujrzała, serce jej w piersi zabiło z całej siły. Dostrzegła, że w ogrodzie znajduje się jakaś postać w charakterystycznym płaszczu z kapturem. Tak dobrze jej znanym płaszczu. Stała do nich tyłem, ale Gwiazdka nie miała nawet grama wątpliwości, że wie, kim jest ta osoba.
- To Raven! - zawołała.


Przyjaciele podbiegli z zainteresowaniem do okna i przykuli twarze do szyby. Oni również zauważyli swoją przyjaciółkę i natychmiast ruszyli wszyscy razem biegiem w kierunku wyjścia. Chwilę potem dołączył do nich Robin, który ruszył nieco później niż oni na spotkanie z Raven. Nie dlatego, żeby nie ucieszył się na jej widok, ale po prostu dlatego, że miał jak najgorsze obawy.
Minęło zaledwie kilka minut, zanim bohaterowie wybiegli na ogród. Kiedy zaś to się stało, zauważyli swoją przyjaciółkę siedzącą plecami do nich po turecku na trawie, jak unosi ręce w górę i mamrocze coś pod nosem. Zawołali ją głośno po imieniu, nawet na nich nie spojrzała. Ruszyli więc biegiem w jej stronę, ale ledwie zrobili kilka kroków, a spod ziemi wyskoczyły wielkie cienie, które wyglądały tak porażająco, jak nigdy nie wyglądały upiory i inne strachy z filmów, jakie uwielbiał Bestia. Ich ciała były mgliste i przypominały kłęby dymu, ale od dymu odróżniały te bestie wielkie, czerwone oczy, które każde z nich posiadało. Zasyczały na naszą drużynę groźnie, po czym przybrały postacie najgroźniejszych Pokemonów, jakie chodzą po tym świecie i rzuciły się na Młodych Tytanów. Ci bronili się wraz ze swoimi Pokemonami dzielnie, jednak była to bezcelowa walka, gdyż każdy cios zadany przez nich sprawił, że potwory rozpryskiwały się na kawałki, po czym, jak na zawołanie, składały się ponownie ze sobą w całość i przyjmowały tym razem o wiele gorsze formy niż poprzednio.
Wtem nagle Raven odwróciła się w kierunku przyjaciół i machnęła dłonią, a kiedy to zrobiła, widma zniknęły. Rozpłynęły się w powietrzu, jakby nigdy ich tam nie było.
- Raven! - zawołał Robin, kiedy byli już bezpieczni.
- Po co tu przyszliście? - zapytała Raven, wstając z ziemi i patrząc uważnie na przyjaciół.
- Przyszliśmy cię uratować.
- Mnie nie można uratować, Robinie - powiedziała Raven, zdejmując kaptur z głowy i patrząc na przyjaciela wzrokiem pełnym smutku - Koniec już się rozpoczął i tego, co byś musi zatrzymać się nie da.
- Zamierzasz się poddać z powodu jakieś przepowiedni? - spytał Robin.
On i reszta drużyny podeszli do przyjaciółki, licząc jeszcze na to, że przybyli w samą porę, aby jej pomóc.
- To nie jest jakaś przepowiednia, przyjacielu. To przepowiednia dotycząca mnie.
- Ta przepowiednia może się mylić.
- Robin... Wiem, jaka jest prawda. Jestem córką Trygona, demona, który mnie po to tylko stworzył, abym otworzyła mu drogę do tego świata. Tylko dlatego i po nic więcej żyłam. Moje istnienie nie ma innego sensu.
- Ja w to nie wierzę! Raven, ty też nie powinnaś w to wierzyć! Uważam, że to nie ma znaczenia, kto nas stworzył. Nasze życie może mieć większy sens, jeżeli o to sami zadbamy! I ty też możesz sprawić, że twoje życie będzie mieć sens!
Raven opuściła głowę w dół i pokręciła nią przecząco.
- Całe życie wiedziałam, że ten dzień nadejdzie. Próbowałam zapanować nad tym, kim jestem. Próbowałam opanować tę ciemność, która czai się w moim sercu. Próbowałam być dobra w nadziei na to, że zdołam w ten sposób choć częściowo wynagrodzić światu to, do czego jestem przeznaczona.
- Nikt nie zna swojego przeznaczenia! Są rzeczy, których nie można i nie da się przewidzieć! - zawołał Robin.
- Tak, to prawda - powiedziała smutno Raven, podnosząc głowę w górę, a gdy to zrobiła, okazało się, że ma w nich łzy - Są rzeczy, których nie da się przewidzieć i jedną z nich było spotkanie z wami. Nigdy nie sądziłam, że spotkam tak dobrych i wspaniałych przyjaciół jak wy.
Gwiazdka westchnęła załamana czując, że serce jej pęka na kawałki. Czuła, że wszystko wskazuje już na to, iż nie mogą pomóc Raven, choćby bardzo tego chcieli, a główną tego przyczyną jest to, że ona sama już w tę pomoc nie wierzy.
- Raven, proszę... Pozwól nam ci pomóc - rzekł Bestia, który wciąż nie był w stanie przyjąć do wiadomości tego, co inni powoli zaczynali rozumieć.
- Mnie nie możecie pomóc, Bestio - odpowiedziała załamanym głosem Raven i lekko zamknęła oczy z rozpaczy.
Po policzkach zaczęły cieknąć jej łzy, a przyjaciele patrzyli na ten widok tak załamani, jakby miał właśnie nadejść kres wszystkiego, co miało dla nich sens na tym świecie.
- Przecież musi być jakiś sposób na to, żeby ci pomóc! Przecież jeszcze nic się nie stało! - zawołał Cyborg z nadzieją w głosie, chcąc tę nadzieję jednak tchnąć bardziej w swoje serce, nie w Raven.
- Stało się - odparła smutno dziewczyna - Rozpoczął się proces i nic nie jest już w stanie go powstrzymać. Doceniam to, że chcieliście mi pomóc, ale co byście teraz nie zrobili, nic już tego nie zmieni. Trygon nadejdzie, a ja muszę mu w tym pomóc. Wasz trud był daremny. Niepotrzebnie tu przychodziliście. Nie chciałam, żebyście mnie widzieli w takim stanie. Nawet Piplupa odesłałam, żeby nie widział tego, w co się zamienię. Wy też nie powinniście tego widzieć.
- A gdzie jest Slade? - spytała nagle Terra, rozglądając się dookoła.
Raven uśmiechnęła się delikatnie.
- On nie był już potrzebny. On też został odesłany. Trygon nagrodził go za to zło, które wam wyrządził, spychając go w cień, z którego wyszedł. Jeśli głupiec ten sądził, że cokolwiek dostanie od mojego ojca za wszystko, co dla niego zrobił, to był w błędzie. On nigdy nie dotrzymuje danej obietnicy. On nie ceni nikogo ani niczego prócz siebie. Mnie też nie ceni. Jestem mu po prostu potrzebna i dlatego wciąż żyję.
Po tych słowach, Raven spojrzała za siebie w kierunku nieba i dodała:
- Ale to też już nie potrwa długo.
- Nie, Raven! - zawołała Gwiazdka i sama zaczęła płakać - Przecież musi być jakieś wyjście!
- Nie ma wyjścia, Gwiazdko. Próbowałam je znaleźć, ale nie zdołałam. To już jest koniec. To musi tak się skończyć. A wy musicie stąd iść. Nic tu po was. Tego, co się stać musi, nie zatrzymacie.
- Nie! Nie odejdziemy! - zawołał Robin i podszedł bliżej przyjaciółki - Tak się ta historia nie może skończyć!
- On ma rację! Będziemy walczyć do samego końca! - dodał Cyborg.
Wszyscy skinęli głowami, a ich Pokemony skinęły lekko łepkami.
- Ale po co? Po co chcecie walczyć? - spytała zdumiona Raven.
Robin podszedł do niej i ujął jej ręce w swoje.
- Bo od tego są przyjaciele.
Raven spojrzała na niego wzruszonym wzrokiem, ale po chwili wyrwała mu dłonie z jego dłoni i zawołała:
- Nie! To zbyt niebezpieczne dla was! Musicie pozwolić mi odejść!
Po tych słowach, Raven machnęła ręką i nagle między nią, a jej przyjaciółmi pojawiła się jakaś przeźroczysta bariera. Robin i Pikachu skoczyli naprzód, ale się okazało, że przejście przez tę osłonę było niemożliwe. Próbowali ją staranować i to z całej siły, na jaką tylko było stać ich ciała. Nic to jednak nie dało. Reszta paczki wraz ze swoimi Pokemonami próbowała im pomóc, ale ich wysiłki nie zdały się na nic. Bariera jak stała, tak stała. Raven zaś opuściła smutno głowę, patrząc na to, co robią jej przyjaciele i wyszeptała tylko:
- Wybaczcie.
Następnie odwróciła się do nich plecami i wyciągnęła ręce w górę, mrucząc pod nosem jakieś zaklęcia.


- Walcie z całej siły! Może puści! - zawołał Robin do przyjaciół.
Gwiazdka i Terra uderzały w barierę swoimi mocami, Cyborg strzelał w nią ze swojej broni umocowanej w rękach, Bestia przemieniał się w różne Pokemony i jako każdy z nich atakował innymi mocami barierę. Stworki drużyny bynajmniej też nie traciły czas, strzelając w powłokę ochronną stworzoną przez Raven każdy taką mocą, jaką posiadał. Niestety, wszystko, co robili, chociaż nie ustawali wciąż w swoich wysiłkach, nie przynosiło najmniejszego nawet rezultatu.
- Guzik, nic z tego! - jęknął Bestia, opadając jako pierwszy na ziemię, będąc obecnie pod postacią Kabutopsa - Możemy tak walić i walić w to paskudztwo i nawet go nie zarysujemy.
- Nie! - krzyknął Cyborg - Nie wolno nam się poddać! Nie możemy stracić Raven! Nie możemy jej stracić!
W jedynym swoim naturalnym oku miał łzę, a przyjaciele nawet nie pytali go, dlaczego taki twardziel jak on teraz płacze. Jego uczucia do Raven były dla nich aż nadto jasne, a gdyby nawet nie były, to w tamtej chwili na pewno stałyby się nimi na pewno.
Gwiazdka i Terra też w końcu zmęczone przestały atakować i patrzyły tylko z bezsilnością, jak Raven wypowiada magiczną kantatę i nagle zaczyna unosić się w powietrzu, a jej ciało otoczyła blada powłoka.
- Nie! - krzyknął Robin, próbując jeszcze ostatkiem sił atakować powłokę tym wszystkim, co tylko miał pod ręką, czyli kamieniem podniesionym z ziemi oraz swoimi pięściami.
W końcu i on jednak musiał odpuścić widząc, że do niczego to nie zmierza. Tak jak wszyscy, patrzył zrozpaczony, jak ich przyjaciółka powoli unosi się coraz wyżej i wyżej, stając się coraz bardziej blada, a światło, które ją otacza, staje się z każdą chwilą jaśniejsze i jaśniejsze.
- My ją... tracimy - szepnęła załamanym głosem Terra.
- Raven! - krzyknęła Gwiazdka, nie potrafiąc na to wszystko dłużej patrzeć i wpadając prosto w ramiona Robina, w które to wtuliła się zachłannie, szukając w nich czegoś, czego chłopak bardzo chciał jej dać, a czego dać jej nie mógł, bo sam teraz tego nie posiadał.
Robin przytulał mocno Gwiazdkę do siebie, patrząc pozbawionym już nadziei i wiary w zwycięstwo na to, co się działo dalej z Raven. Widział teraz, podobnie jak i inni jego przyjaciele z drużyny, że dziewczyna stopniowo znika w ogromnej, białej poświacie, która pochłania ją w całości. Znikając, wydała z siebie głośny i dziki krzyk bólu, po czym zniknęła. Blada powłoka zaś, znajdująca się teraz tam, gdzie ona przed chwilą lewitowała, opadła na ziemię i w tej samej chwili z tejże powłoki wyleciały płomienie.
- Co tu się dzieje? - spytał Bestia, przyjmując ponownie swoją postać.
- Portal się otworzył - odpowiedziała mu Terra - Trygon przybywa.
Cyborg, Gwiazdka i Robin spojrzeli na nią, a potem na białą poświatę na ziemi, z której wciąż wylatywały płomienie, lecz po około minucie wyskoczyło coś jeszcze. Ogromny stwór o czerwonej skórze, wielki i przerażający, z przepaską na biodrach i wielkimi rogami podobnymi do jelenich na głowie. Jego włosy były długie i białe. Powiewały na wietrze, który nagle się rozpętał. Jego oczy zaś były czarne, ale mieniły się ponurym światłem i sprawiały wrażenie, jakby wszystko za ich pomocą widział. Gdy tylko przeszedł on przez poświatę, podniósł ręce wysoko w górę i zawołał:
- Ziemia jest moja!
Z postaci tej ponurej istoty zaczęły bić wielka czerwona poświata, która nagle wystrzeliła na wszystkie strony świata. Młodzi Tytani patrzyli na to wszystko tak bardzo przerażeni, jak jeszcze nigdy im się nie zdarzyło. Nie wiedzieli, co się teraz dzieje, ale jednego byli pewni: to nie wróżyło niczego dobrego.
Nagle demoniczna postać zaśmiała się okrutnie i zniknęła w blasku wielkiego czerwonego błysku, a drużyna dzielnych bohaterów poczuła, jak uderza w nich coś dziwnego, jakby fala uderzeniowa bijąca od postaci Trygona, po czym upadli na ziemię i stracili przytomność.

***


Kiedy się ocknęli, nie było już w ogrodzie nikogo. Ani Raven, ani Trygona, ani nikogo kompletnie. Poza nimi i ich Pokemonami, które kolejno zbierały się z ziemi, łapiąc się łapkami za głowę. Widać było, że wciąż są oszołomione tym, co się stało.
Robin jako pierwszy z całej kompanii podniósł się i rozejrzał dookoła. Kiedy zobaczył swoich przyjaciół, podbiegł do nich, aby sprawdzić, co z nimi i zaczął ich powoli cucić. Udawało mu się to bez trudu, choć najtrudniej poszło mu z biedną Gwiazdką. Dziewczyna była nieprzytomna i obudzenie jej wymagało bardzo wiele wysiłku ze strony Robina, gdy jednak w końcu tego dokonał, Gwiazdka czule się do niego uśmiechnęła.
- Robin, ty żyjesz!
To mówiąc, rzuciła mu się na żyję i mocno się do niego przytuliła. Robin się zdziwił, gdy to zrobiła, ale spodobało mu się to do tego stopnia, że objął ją czule i pogłaskał powoli jej włosy.
- I ty też żyjesz. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
Gwiazdka obdarzyła go promiennym uśmiechem, a Robin oddał go jej, czując przy tym, że chociaż sytuacja nie wyglądała za wesoło, to jednak oboje byli w niej razem i mogli na siebie liczyć nawzajem. To zawsze było w pewnym sensie dosyć podnoszące na duchu. Zawsze przecież lepiej jest razem radzić sobie z problemami w tym życiu wtedy, gdy wspiera cię ktoś bliski niż wtedy, kiedy jesteś z nimi sam.
- A więc żyjemy wszyscy, ale co dalej? - zapytał Bestia.
Młodzi Tytani rozejrzeli się dookoła i poczuli, że stało się coś złego. Pozornie nie wyglądało, żeby cokolwiek się zmieniło, jednak przy bliższym poznaniu dość szybko dostrzegli, że w ogrodzie są poważne zmiany. Trawa, liście i drzewa, które tam rosły wydawały się jakieś inne. Jakby ponure, ciemne i przede wszystkim... Nie były zielone, lecz szare. Dodatkowo, chociaż wciąż był jasny wieczór, kiedy znaleźli Raven, teraz wydawało się, jakby nadeszła ciemna i ponura noc i do tego zupełnie inna niż zwykle. Nie było na niebie żadnych gwiazd, niebo też nawet w ogóle nie wyglądało jak niebo, tylko jak jakaś ciemna plansza nałożona na niebo.
- Co tu się stało? - zapytał Cyborg.
Terra uklękła na trawie i zaczęła ją uważnie oglądać. Wzięła jedno źdźbło do ręki i obejrzała je, powąchała, a potem rzekła:
- Niedobrze. Ta trawa jest martwa.
Następnie podeszła do jednego drzewa, obejrzała je uważnie i dodała:
- Ono też jest martwe. Wygląda na to, że wszystko tutaj jest martwe.
Drużyna spojrzała na nią przerażona, a potem rozejrzała się uważnie dookoła siebie, starając się dostrzec jakiekolwiek żywe stworzenie lecące po niebie, choćby zwykłą muchę. Nic jednak takiego nie zauważyli.
- Co się tu stało? - spytała przerażona Gwiazdka.
- Musimy to sprawdzić. Chodźcie! - zawołał Robin.
Wyszli z posiadłości Slade’a i skierowali swoje kroki w kierunku miasta. Po drodze mijali wiele szarych drzew, kwiatów i liści, które wyglądały dokładnie tak, jak rośliny w ogrodzie, czyli całkowicie martwe. Kiedy zaś dotarli do miasta, to ich oczom ukazał się jeszcze gorszy widok. Wszystko wyglądało jak jedna wielka ruina z filmu o mrocznej wizji przyszłości, które tak lubili swego czasu oglądać. Ale jakkolwiek filmy te niekiedy tylko lekko ich przerażały, to nigdy nie zmroziły im krwi w żyłach, tak jak zrobił to widok ich ukochanego Jump City pogrążonego w niebycie. A obrazu rozpaczy dopełniał jeszcze widok mieszkańców tego miasta zamienionych w kamienne posągi. Wszyscy oni stali tam, gdzie byli akurat w tym momencie, w którym na cały świat przyszła wielka fala mroku wystrzelona z ciała Trygona. Stali zamieni w posągi, nie do końca rozumiejąc, co tu się stało, ale dość dobrze rozumiejąc w momencie zamarcia, że oto nadchodzi coś strasznego, czego nie umieli pojąć, ale czego moc przeraziła ich niemiłosiernie. Krótko mówiąc, nie zdawali sobie sprawę z tego, co ich atakuje, ale wiedzieli, że coś niedobrego, czego dowodem były chociażby ich przerażone miny, w których zastygli.
Robin podszedł do jednego z tych posągów, w którym rozpoznał komendanta policji, tego samego, który go niedawno aresztował, ale wierzył mu, że jest z całą pewnością niewinni i to się jeszcze jakoś uda udowodnić. Załamany dotknął dłonią twarzy policjanta i opuścił smutno głowę w dół. Gwiazdka poczuła, że serce jej się kraje, gdy to widzi. Podeszła do chłopaka i kładąc dłoń na jego ramieniu, rzekła:
- Tak mi przykro, Robin.
- Pika-pika-chu - pisnął smutno Pikachu, stając przy niej.
Fennekin również zapiszczał, z rozpaczą zwieszając swój łepek w dół.
- On we mnie wierzył - powiedział ponuro Robin, patrząc z rozpaczą na pełną przerażenia skamieniałą twarz komendanta - Wierzył, że jestem niewinny. Mówił mi, że zdołamy to udowodnić. Nie był złym człowiekiem. Wykonywał jedynie to, co do niego należało. Nie zasłużył na taki los. Dlaczego to go spotkało?
- I nie tylko jego. Spotkało to tak wielu ludzi - powiedziała Terra - Możliwe, że nie tylko tych z Jump City. Możliwe, że to samo stało się z całym światem.
- Ale dlaczego nas to nie spotkało? - zapytał Bestia - My i nasze Pokemony jesteśmy wciąż żywi. Jakim cudem?
- To musiała być Raven - powiedział Robin i spojrzał na przyjaciół - Wiem, że to brzmi dziwnie, ale zanim zniknęła, to usłyszałem w głowie jej słowa. Coś jakby „Bądźcie bezpieczni”.
- Ja też to usłyszałam - powiedziała Gwiazdka.
- I ja też - dodał Cyborg.
Bestia i Terra także to usłyszeli, a Pokemony zapytane o to, czy coś słyszały, skinęły potakująco łepkami.
- A zatem ona do nas przemówiła - stwierdził Robin - Ochroniła nas w jakiś sposób swoimi mocami. Nie wiem, w jaki, ale to zrobiła. To dzięki niej żyjemy. To jej moce sprawiły, że nie jesteśmy posągami jak ci ludzie tutaj. Musiała coś zrobić, co sprawiło, że wciąż możemy żyć.
- Jakby miało to jakiekolwiek znaczenie - mruknął Cyborg - Lepiej rozejrzyj się dookoła. Nic tutaj nie ma. Żadnego życia. Żadnego istnienia. Jesteśmy sami na tym świecie. Sami w jednej wielkiej apokalipsie.
- On ma rację - powiedziała Terra - Raven dała nam życie, ale co to za życie? Wśród ruin wszystkiego, co kochaliśmy. Nie ma już nikogo z naszych bliskich, do kogo moglibyśmy się udać. Zostaliśmy sami. Co nam pozostało?
- Nadzieja. To nam pozostało - odpowiedział jej Robin i spojrzał po kolei na wszystkich swoich przyjaciół - Dopóki żyjemy, wciąż mamy szansę zwyciężyć i dlatego właśnie będziemy walczyć.
Po tych słowach, Robin wyciągnął rękę w kierunku przyjaciół i powiedział:
- Za Raven.
Gwiazdka jako pierwsza podeszła do niego i z uśmiechem położyła swoją dłoń na jego, mówiąc:
- Za Raven.
Cyborg jako kolejny uczynił to samo, a po nim Bestia i Terra. Pokemony jako jedyne, ze względu na swój mały wygląd nie były w stanie tego uczynić, ale każde z nich stanęło tuż przy swoim trenerze i wydało pisk w swoim języku na znak, że też są gotowe walczyć za Raven.
- A więc co robimy? - zapytał Bestia, patrząc z nadzieją na Robina.
Gdy Robin przyjął pytającą minę, chłopak powtórzył pytanie, dodając:
- Słuchaj, ty jesteś naszym liderem. Zawsze to ty decydujesz, co powinniśmy robić i jak to powinniśmy robić. Jeżeli ktoś ma nas poprowadzić do zwycięstwa, to tylko ty. Powiedz więc, co mamy robić, a my to zrobimy.
- Chętnie bym wam powiedział, ale nie wiem, co mamy robić - odpowiedział mu ponuro Robin - Wiem, że musimy walczyć z Trygonem i musimy znaleźć jakiś sposób na to, aby go pokonać.
- Och, gdyby tylko Raven była dalej z nami. Ona na pewno by wiedziała, jak go pokonać. W końcu to jej ojciec - zauważyła Gwiazdka.
- Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że ona zginęła - jęknęła Terra.
- A ja nie wiedzieć czemu czuję, że ona jednak nie odeszła z tego świata, a w każdym razie nie tak, jak nam się to wydaje - powiedział Robin - Tylko nie wiem, skąd u mnie to przeczucie.
- To dlatego, że nie odeszła - odezwał się nagle czyiś męski, mroczny głos.
Przyjaciele spojrzeli w kierunku, z którego dobiegły ich tajemnicze słowa i w tej samej chwili zauważyli, że z cienia jednej z uliczek wychodzi dobrze im znany mężczyzna w zbroi i masce na twarzy. Ten, który tak mocno namieszał ich w życiu i przyczynił się do ich obecnych cierpień.
- Slade! - zawołał Robin.


I zanim się ktokolwiek zorientował w tym, co on zamierza zrobić, chłopak ze zwinnością podskoczył w górę i rzucił w przeciwnika kilkoma bumerangami. Te wbiły się w ziemię i lekko eksplodowały, jednak nie uczyniły Slade’owi zbyt wiele krzywdy. Chwilę później Pikachu i Dedenne zaatakowały go swoimi mocami i tak mocno go osłabiły, że Chespin zdołał bez trudu skrępować go pnączami. O dziwo jednak, Slade nawet nie próbował się bronić. Pokornie zniósł to wszystko, nawet nie podnosząc wzroku na Młodych Tytanów.
- Co z tobą, Slade? Już się poddajesz? - zapytał Robin.
- Nie przyszedłem tu, żeby walczyć, tylko aby wam pomóc - odparł Slade.
- Uważaj, bo ci uwierzymy! - zawołała Terra.
- Nawet jeżeli, to nie potrzebujemy cię! - krzyknął Bestia.
- Jasne, pewnie - mruknął złośliwie Slade, patrząc na niego z kpiną w oczach, które przebijały się przez otwory w masce - Wszystko macie pod kontrolą, co? Bo jakoś mi się nie wydaje.
To mówiąc, Slade naprężył wszystkie siły i rozerwał na kawałki pnącza, które go trzymały, po czym powiedział spokojnie:
- Możemy się tak bić, aż się pozabijamy nawzajem albo zrobić coś mądrego. Posłuchajcie mnie lepiej uważnie. Raven wciąż można ocalić.
Gwiazdka podbiegła do niego, złapała go za część zbroi i przycisnęła dziko do ściany jednego z budynków, krzycząc:
- Nie będziesz używał imienia naszej przyjaciółki do swoich sztuczek!
- Nie ściemniaj, koleś! My tego nie kupujemy! - dodał Cyborg.
Slade popatrzył na nich groźnym wzrokiem i odparł:
- Myślcie sobie o mnie co chcecie, ale nawet ja nie życzyłem temu światu tego, co zrobił z nim Trygon.
- Trochę chyba za późno na przepraszam, co nie?
- Mylisz moje wyrachowanie z żalem, Cyborgu. Ja proponuję wam pomóc, bo tak mi jest na rękę. Bo chcę się zemścić na Trygonie.
- A za co? Zdradził cię? - spytała złośliwie Terra, krzyżując ręce na piersi.
- Jakbyś zgadła - odparł Slade - Gdy tylko dostarczyłem mu Raven, to wtedy bez wahania odebrał mi moje moce i pozostawił mnie na pastwę losu.
Terra prychnęła z kpiną.
- A co? Liczyłeś na to, że dostaniesz część świata we władanie? Chyba byłeś naiwny, tak jak ja, kiedy mówiłeś mi, że jestem ci jak córka.
- No cóż... Jak widzę, zdrada jest u was powszechna - dodał Robin - Terra nas zdradziła na twoje polecenie, ty zdradziłeś Terrę, a Trygon ciebie. Krąg się zamyka i koniec.
- Jeszcze nie, bo Raven żyje - odparł Slade.
- Ale przecież widzieliśmy, jak Raven stała się portalem. Ona zginęła - rzekła załamanym głosem Gwiazdka, opuszczając Trygona na ziemię.
- Raven wypełniła przeznaczenie, dla którego została stworzona - powiedział Slade - Ta część jej życia jest już skończona. Ale inna część ciągle jest żywa. A wy możecie ją ocalić.
- Dlaczego chcesz nam pomóc? Co z tego będziesz miał? - spytał Robin.
- Widocznie coś z tego będę miał. Co za różnica? Ważne jest chyba to, że ja wam mogę pomóc - burknął Slade.
- Powiedz nam po prostu, gdzie ona jest, a my już po nią pójdziemy - rzekł na to Cyborg.
- Nie da się, żebyście szli tam wszyscy razem - powiedział na to Slade - To jest podróż tylko dla jednego z was.
- Nic z tego, koleś! Albo idziemy wszyscy, albo nikt! - zawołał Bestia.
- A więc skażecie ją na wieczne zapomnienie - odpowiedział ponuro Slade - Trygon potrafi czytać w myślach i przewidywać poczynania wszystkich. Jego tak potężny i silny umysł, którego moce są niezgłębione, może być wszędzie, nawet w waszych głowach. Żeby więc ocalić Raven, musicie odwrócić jego uwagę, a ktoś z was pójdzie ze mną ją uwolnić, gdy reszta będzie walczyć.
- A niby jak mamy to zrobić? - spytał Cyborg - Skoro jest tak potężny, to niby jak mamy go pokonać?
- To przecież walka o losy świata. Spodziewałeś się, że będzie łatwo? - zakpił sobie Slade - Możecie nie wygrać tego starcia, ale powinniście wytrwać chociaż do tej chwili, w której ja i jedno z was wrócimy z Raven. A z jej pomocą możemy już odnieść sukces.
Drużyna zaczęła zastanawiać się nad tym, co właśnie usłyszała. Nie mieli ani grama pewności, co do tego, czy mogą zaufać Slade’owi. Z drugiej jednak strony w obecnej sytuacji nie mieli większego wyboru i musieli mu zaufać, chociaż jego obecność tutaj w momencie, gdy wszyscy inni ludzie zamarli w bezruchu też im się wydawała co najmniej dziwna. Mimo to przeczuwali, że sami nie poradzą sobie z Trygonem. Więc może pomoc Slade’a jednak jest im potrzebna?
- A zatem, jak będzie? Zaufacie mi? - spytał po chwili Slade.
- Nie myśl, że tak po prostu uwierzymy, że przestałeś być naszym wrogiem - powiedział Cyborg.
- Wcale tego od was nie oczekuję - odparł Slade - I nie będę udawał, że nim już nie jestem. Po prostu mamy wspólnego wroga do pokonania, więc nie ma sensu walczyć między sobą. Przynajmniej chwilowo. Nie musicie wierzyć w moje dobre intencje, bo ich nie mam. Ale możecie uwierzyć w to, że tak jak i wy, chcę ocalić świat i zniszczyć Trygona. Więc jak będzie? Czy któryś z was ze mną pójdzie po Raven?
- Ja z tobą pójdę! - odezwał się Robin, a jego Pikachu wskoczył mu na ramię, lekko przy tym piszcząc, jakby chciał oznajmić, że gdzie idzie jego trener, tam też idzie i on.
- Robin, nie! - pisnęła z rozpaczą w głosie Gwiazdka.
Bała się o chłopaka i nie chciała, aby ten ryzykował swoje życie w momencie, gdy jakimś niezwykłym sposobem je ocalili i mogli je mądrze wykorzystać w celu uratowania planety z rąk Trygona. Ponadto wciąż nie ufała Slade’owi i mimo tego, że wierzyła w jego chęć zemsty na demonie, który go oszukał, to nie wierzyła w to, iż nie zrobi on Robinowi krzywdy.
- Muszę to zrobić - powiedział Robin, patrząc na Gwiazdkę poważnym, ale też i pełnym smutku wzrokiem - Jeżeli jest jakaś szansa na ocalenie Raven, to czy mamy jakiś wybór?
- Masz rację, nie mamy innego wyboru - powiedział Cyborg, kręcąc głową ze smutkiem na znak przygnębienia - Nie możemy jej tak zostawić. Ona by nas tak nie zostawiła. My też nie możemy jej zostawić. Ja nie mogę.
Nikt nie analizował sensu jego słów, bo wszyscy domyślali się, co on ma na myśli. Zresztą, to nie był odpowiedni czas na jakiekolwiek analizy.
- Podróż do tego świata pochłonęła większość mocy Trygona - odezwał się po chwili milczenia Slade - Z tym może uda wam się przeżyć.
To mówiąc, wyciągnął prawą rękę w kierunku drużyny i otworzył ją, a oczom Młodych Tytanów ukazała się złota obrączka wygrawerowana w jakieś czerwone znaki o nieznanym im pochodzeniu.
- To Pierścień Azarath, wykuty przez ten sam zakon, który uwięził przed laty Trygona w zaświatach - mówił dalej Slade - Przekonałem się już o tym, że działa i jest skuteczny. Weźcie go i użyjcie mądrze.
Terra wzięła z dłoni dawnego nauczyciela pierścień i obejrzała go dokładnie pod każdym kątem, po czym podała go Gwiazdce. Ta również mu się przyjrzała i skinęła lekko głową, jakby chciała potwierdzić słowa Slade’a, że zrobią z tego przedmiotu właściwy użytek.
- Na pewno wam się uda - powiedział do niej Robin.
Gwiazdka uśmiechnęła się do niego czule i objęła go za szyję, mocno się do chłopaka przytulając. Ten objął ją równie mocno, a Pikachu zeskoczył mu nagle z ramienia, nie chcąc w tej czynności przeszkadzać. Drużyna i Slade patrzyli na to w milczeniu.
- Obiecaj mi tylko, że będziesz na siebie uważać - powiedziała Gwiazdka.
- Obiecuję, ale ty też mi to obiecaj - odparł czule Robin.
- Obiecuję ci to.
- Wasze pożegnanie jest naprawdę wzruszające, ale robota czeka - mruknął po chwili Slade i popatrzył uważnie na Robina - Idziemy, chłopaczku!
Robin jeszcze raz spojrzał czule na Gwiazdkę, jakby chciał coś jej powiedzieć i wahał się, czy to zrobić, ale ostatecznie tego nie zrobił, po czym spojrzał jeszcze na resztę przyjaciół, pożegnał ich spojrzeniem, a kiedy Slade zaczął zmierzać do wyjścia z miasta, ruszył za nim. Jednak jeszcze raz się odwrócił, spojrzał na swych przyjaciół i powiedział:
- Sprowadzę ją tutaj. Obiecuję.
Następnie ponownie ruszył za Sladem, a wierny Pikachu szedł tuż przy nim. Już po chwili cała trójka zniknęła z oczu drużyny.


C.D.N.

poniedziałek, 8 września 2025

Przygoda 130 cz. III

Przygoda CXXX

Tytani, do akcji! cz. III


Gdy Robin zniknął między ulicami miasta, ścigając Paula lub osobę bardzo do niego podobnego, przyjaciele byli tak tym zdumieni, że przez chwilę w ogóle nie mieli pojęcia, co mogliby o tym myśleć. Większość z nich nie zdołała przyjrzeć się zbyt dobrze twarzy osoby, którą zaczął ścigać ich lider. Jedynie Gwiazdka stała w szoku w miejscu, uważnie układając sobie w głowie to, co przed chwilą ujrzała. A co mianowicie ujrzała? Człowieka, którego miała już nadzieję nigdy nie widzieć. Tego łajdaka Paula. Nie było najmniejszych wątpliwości, że to było on. Żadne z Młodych Tytanów nigdy go nie miało okazji zobaczyć, ale ona widziała go i to wiele razy. Zbyt wiele razy, jeśli by ktoś zapytał ją o zdanie. I dlatego mogła bez trudu rozpoznać tego drania. Nie mogła pomylić go z nikim innym. To był on! Ale jakim cudem się tutaj zjawił? Przecież został pokonany przez Robina i zmuszony do tego, aby zostawił ją w spokoju. Czyżby postanowił złamać swoją obietnicę? A może znalazł jakiś sposób na to, aby jednak obejść własne słowo honoru? W końcu nie było to chyba znowu aż takie trudne dla kogoś takiego jak on, wymyślić jakiś podstęp i powrócić tutaj pomimo tego, że dał słowo, iż tego nie zrobi. I co on teraz kombinuje? Czy chciał skrzywdzić Robina? I jak ten biedak sobie z nim poradzi?
W głowie Gwiazdki panował jakiś tumult myśli, a ona sama stała porażona tym, co zobaczyła i nie czuła najmniejszej nawet siły, aby się ruszyć, choć w głębi serca miała ogromną ochotę, aby popędzić za Robinem i pomóc mu w walce z tym draniem Paulem. Zapomniała już, a przynajmniej chwilowo o tym, że jej ukochany zasugerował wyraźnie, że nie jest ona dziewczyną i uraził ją w ten sposób. Nie, w tej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia. Liczyło się jedynie to, aby jakoś mu pomóc. Niestety, szok i strach spowodowany obecnością tego, którego miała już nadzieję nigdy więcej nie zobaczyć, sparaliżował jej ruchy. Reszta drużyny nie rozumiała, co się z nią dzieje. I nic dziwnego, nie znali Paula, nie widzieli go nigdy na oczy i chociaż opowiadała im o nim, to jednak nie widzieli go i nie umieliby go rozpoznać na ulicy. Teraz też tak się stało. Zdziwiło ich zachowanie Robina, ale nie zareagowali na to z niepokojem, gdyż ich liderowi nieraz zdarzały się już podobne sytuacje. Nie przybywali mu wtedy z pomocą, bo wiedzieli, że on woli wtedy być sam i zawsze sobie sam radził. Gdy potrzebował ich pomocy, wołał ich hasło, a oni wkraczali do akcji całą drużyną. Jego zachowanie zatem nie wzbudziło w nich ani grama niepokoju, choć reakcja Gwiazdki na tę sytuację już tak.
- Gwiazdko, wszystko dobrze? - zapytała zaniepokojonym głosem Terra.
- Nie wyglądasz najlepiej - dodała równie przejęta jej stanem Raven.
Cyborg i Bestia także wpatrywali się w przyjaciółce niepewnym wzrokiem, nie wiedząc, co mają o tym wszystkim myśleć i czy powinni się martwić, czy też jednak nie. Gwiazdka uznała, że musi im powiedzieć prawdę. W końcu przecież nie chodziło tutaj jedynie o coś prywatnego, co dotyczy jedynie jej, ale o coś, co dotyczyło także i Robina.
- Ten chłopak, za którym pognał Robin, to był Paul - powiedziała po chwili.
Przyjaciele spojrzeli na siebie nawzajem przerażeni tym, co właśnie usłyszeli i zaczęli jeden po drugim zadawać pytania:
- Paul? Ten Paul z kosmosu?
- Twój niedoszły mąż?
- Ten, z którym Robin się o ciebie pojedynkował?
- I to jeszcze na szpady?
- Tak, to właśnie ona - potwierdziła Gwiazdka.
- Ale zaraz, chwila! Przecież on dał wam słowo, że zostawi was w spokoju! - zauważył Bestia.
- Widocznie postanowił je złamać - stwierdził Cyborg.
- Albo po prostu obejść - zauważyła Gwiazdka - Uwierzcie mi, on potrafi w sposób doskonały odpowiednio interpretować swoje własne słowo. Myślę, że teraz też znalazł sposób na to, aby naruszyć własną obietnicę bez narażania na szwank swojego honoru i wrócił tutaj, żeby wyrównać rachunki.
- Wyrównać rachunki? - jęknęła Terra i zasłoniła sobie dłońmi usta.
Reszta ekipy też była poważnie zaniepokojona.
- Jeżeli tak, to na co my jeszcze czekamy?! Musimy mu pomóc i to szybko! - zawołał Bestia, wymachując przy tym bojowo ręką nad głową.
Wszyscy zgodzili się z nim i popędzili prędko w kierunku, w którym zniknął im przed chwilą z oczu Robin. Okazało się jednak, że nie mogą go nigdzie znaleźć. Choć minęło może ledwie kilka minut od chwili, w której ich lider pobiegł ścigać Paula, to jednak zdążył odbiec na tyle daleko, iż teraz nie byli w stanie nigdzie go wypatrzeć. Nawet bystry wzrok ich Pokemonów, które im towarzyszyły nie był w stanie teraz pomóc.
- No i co? Gdzie mamy go teraz szukać? - zapytała Raven.
Bestia jednak nie zamierzał odpuszczać. Z natury nie lubił się poddawać, a już na pewno nie wtedy, kiedy w grę wchodziło bezpieczeństwo jego bliskich. Tak więc szybko przemienił się w Pidgeota o zielonym upierzeniu, po czym wzniósł się wysoko w niebo, aby wypatrzeć Robina. Miasto było jednak spore, więc szukanie w nim jednego człowieka nie należało do łatwych zadań. Co prawda, człowiekowi temu towarzyszył jego wierny Pikachu, ale kto mógł wiedzieć, ile osób z takim oto właśnie Pokemonem przebywa obecnie na ulicach Jump City? Bestia przekonał się, że kilku takich zauważył, ale szybko ocenił, że żaden z nich nie może być tym, którego szuka, ponieważ Robin z całą pewnością jeszcze biegnie za Paulem i na pewno nie będzie chodził po ulicy spacerowym krokiem. On zatem musi wyłapać kogoś, kto biegnie właśnie tak, jakby kogoś ścigał. Na szczęście, biorąc pod uwagę te proporcje, zdołał w końcu zauważyć Robina. U jego boku biegł Pikachu, a tuż przed nimi pędził jakiś niewiele starszy od nich facet. Bestia nie znał go, ale jego wygląd idealnie pasował do opisu Paula. Zauważył, że koleś ten wbiega nagle po drabince na dach jednego z budynków, a Robin z Pikachu nie odpuszcza i wbiega tam za nim.
- I jak?! Widzisz ich?! - zawołał Cyborg.
- Widzę! Robin gania za jakimś kolesiem po dachach! To chyba ten cały Paul czy jak mu tam! - odpowiedział im Bestia.
- A który to dach?! - zapytała Terra.
- Wskażę wam drogę! - zawołał Bestia i zaczął lecieć w kierunku dachu, na którym właśnie swój pojedynek toczyli Robin i Paul.
Gwiazdka, Cyborg, Raven i Terra ruszyli biegiem za nim. Bestia wciąż będąc pod postacią Pidgeota leciał w kierunku miejsca walki, jednocześnie starając się, aby przyjaciele nie stracili z nim kontaktu wzrokowego. Nagle jednak Bestia ujrzał coś, co go zmroziło. Przerażony stanął w miejscu i jęknął przerażony, choć z jego dzioba (chwilowo bowiem nie miał ust, tylko dziób) wydobył się dźwięk podobny do skrzeczenia ptaka.
- Co się dzieje? - zapytała Raven, stając w miejscu.
Reszta ekipy zrobiła to samo, patrząc z niepokojem na Bestię, który patrzył w szoku na dach budynku, będącego właśnie świadkiem pojedynku obu adwersarzy i powiedział pełnym przerażenia głosem:
- Nie uwierzycie! Paul spadł z dachu na ziemię! Chyba się zabił!
- Jak to, spadł? - zdziwiła się Raven.
- Normalnie. Spadł i już - odparł Bestia.
- Robin go zepchnął? - spytała Terra.
- Nawet tak nie mów! - zawołała oburzona Gwiazdka - Robin nie zabija, a jak już, to tylko wtedy, gdy akurat musi.
- Może teraz musiał? - zasugerowała Terra.
Gwiazdka już miała jej coś odpowiedzieć i to raczej coś niemiłego, gdy nagle Bestia udzielił im wyjaśnień.
- Nie, nie zepchnął go z dachu. Paul sam z niego spadł.
Gwiazdka złapała się za serce i odetchnęła z ulgą.
- Uff! Jak to dobrze!


Bestia jednak nie miał dla niej i dla reszty dobrych wiadomości.
- Zbiera się policja. Obawiam się, że Robin może mieć spore kłopoty.
- Kłopoty? - zdziwiła się Gwiazdka - Ale za co, skoro nic nie zrobił?
- Obawiam się, że nasza kochana policja inaczej będzie na to patrzeć - rzekł, nie kryjąc swojego niezadowolenia Cyborg.
Drużyna, dalej naprowadzana przez Bestię, dobiegła w końcu na miejsce akcji i doznała ogromnego szoku widząc, jak Robin skuty kajdankami jest prowadzony do radiowozu. Członkowie Młodych Tytanów zaniepokojeni i zrozpaczeni patrzyli na to, nie wiedząc, co mają powiedzieć. Widok swojego lidera będącego w takiej sytuacji sparaliżowała ich niemal. Jedynie Gwiazdka odzyskała siły na tyle, aby się zerwać z miejsca i ruszyli biegiem w kierunku radiowozu, do którego to właśnie został wpakowany Robin. Niestety, tłum reporterów był zbyt wielki, aby mogła się przez niego przedrzeć. Mogła jedynie patrzeć z rozpaczą w oczach, jak Robin jest zabierany na komisariat. Ich wzrok przez chwilę spotkał się ze sobą, a Gwiazdka wówczas zobaczyła w oczach ukochanego rozpacz i smutek. Nie wiedziała, co ma zrobić i poczuła się nagle niesamowicie bezsilna. Załamana patrzyła, jak radiowóz z Robinem odjeżdża i znika za rogiem, a reporterzy rozchodzą się, wyraźnie jej nie zauważając. Dziewczyna był im za to wdzięczna, bo gdyby zwrócili na nią uwagę i zaczęli zadawać jej pytania, nie miałaby pojęcia, co mogłaby im odpowiedzieć. W tej chwili wszystko, co jej kołatało w głowie, to myśli pełne rozpaczy i cierpienia. Nie dość, że nie wiedziała, czy jej ukochany odwzajemnia jej uczucia, to jeszcze teraz była świadkiem jego aresztowania z powodu jakiego bzdurnego zarzutu. On nie zabił Paula, tego była pewna. Zresztą, gdyby było inaczej, Bestia by im to bez wahania powiedział. Byłby w ogromnym szoku, widząc coś takiego, ale na pewno by powiedział o czymś takim. Nie ukrywałby tego przed nimi. Pewnie nawet by chciał w taki czy inny sposób wytłumaczyć ich przyjaciela i zrozumieć jego oraz jego zachowanie podczas walki z Paulem. Skoro tego nie robił, to najwidoczniej tak było, jak mówił, że Paul sam spadł z dachu. Dlaczego zatem Robina zabrała policja? Przecież to było bez sensu!
Załamana i rozgoryczona Gwiazdka upadła na kolana, patrząc z rozpaczą w kierunku, w którym odjechał radiowóz z Robinem. W kompletnym szoku, niczego wokół siebie nie słysząc, nawet przyjaciół podbiegających do niej i wołających do niej coś, aby ją pocieszyć. Nie zwracała również uwagi na ich zachowanie, na to, że chcą jej pomóc i próbujących podnieść ją z ulicy. Wciąż patrzyła jedynie w ten róg ulicy, w którym widziała jeszcze przed kilkoma minutami radiowóz z Robinem i nic nie mówiła. Nie miała siły, czuła bowiem, że serce jej pęka rozdarte na milion kawałków.
- Gwiazdko, ocknij się! Gwiazdko, wszystko dobrze?! - dotarły do niej tak po chwili pytania jej przyjaciół, połączony z pełnym niepokoju piskiem Fennekina.
Powoli podniosła głowę i spojrzała na Młodych Tytanów, oddychając głęboko i ponuro zarazem.
- Nie, to się nie dzieje naprawdę. Powiedzcie mi, że to się nie dzieje naprawdę - powtarzała jak w amoku.
- Obawiam się, że to jednak prawda - powiedziała ponuro Raven, spoglądając tajemniczym wzrokiem w kierunku, w którym zniknął radiowóz z Robinem.
Nikt z jej przyjaciół, nawet wierny Piplup nie byli w stanie pojąć, co oznacza to spojrzenie i jaki tabun myśli krąży jej obecnie po głowie. Gdyby jednak mogli to odkryć, prawdopodobnie zadrżeliby ze strachu.

***


- Nie, to się przecież nie dzieje naprawdę! - jęknął Robin, kiedy siedział już na krześle w gabinecie komisarza, który usadowiony naprzeciwko niego, zapalił papierosa i wyciągnął w jego kierunku paczkę.
- Zapal sobie, to ci dobrze zrobi - powiedział policjant.
- Wiesz, że nie palę - odpowiedział Robin.
Komisarz wzruszył ramionami, odłożył paczkę i zaciągnął się dymem.
- Słuchaj, ty naprawdę wierzysz, że zabiłem tego kolesia? - spytał po chwili lider Młodych Tytanów.
- Posłuchaj, to nie ma znaczenia, w co ja wierzę, a w co nie - odparł mu na to komisarz, chuchając w jego kierunku dymem papierosa - Znaczenie ma jedynie to, co mówią dowody. A dowody są takie, że widziało waszą walkę sporo ludzi i to, że on przebity twoją szpadą spadł z dachu. Zatem, co mam niby myśleć, co? Może ty mi powiesz, co?
Robin załamany opuścił głowę w dół, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć.
- Fakt, przyczyniłem się do jego śmierci, ale nie zrzuciłem go z dachu. On sam z niego spadł!
- Co do tego, to świadkowie mają bardzo różne opinie na ten temat.
- Jak zwykle. Setka ludzi patrzy na to samo, ale każde z nich widzi co innego.
- No właśnie. Chyba sam więc rozumiesz, że póki nie ustalimy jednego i tak całkowicie spójnego ze sobą obrazu, to nie mogę cię wypuścić. Muszę zatrzymać cię aż do wyjaśnienia sprawy.
- Muszę iść do aresztu?
- Spokojnie, dam ci osobną celę. Dla twojego własnego dobra. Możesz u nas jeszcze natknąć się na jednego z kolesi, których niedawno wsadziłeś. Lepiej, żebyś się z nimi nie został sam na sam.
- Jakiś ty łaskawy - burknął Robin.
Komisarz pominął jego komentarz milczeniem i podniósł telefon, przez który wezwał natychmiast sierżant Jenny. Ta weszła do gabinetu szefa wraz z kilkoma ludźmi, którym towarzyszyły Pokemony psy.
- Zabierzcie go do aresztu. Tylko dajcie mu osobną celę.
Jenny skinęła głową i podeszła do Robina.
- Wybacz mi. Muszę wykonywać rozkazy.
- Nie mam do was żalu. Choć byłoby mi miło, gdybyście bardziej we mnie wierzyli - odpowiedział ponuro Robin, patrząc to na nią, to na komisarza.
Jenny nic na to nie odparła, zaś komisarz prychnął złośliwie i rzucił:
- Gdybyśmy mieli się opierać na wierze, a nie na poszlakach, to musiałbym tutaj postawić konfesjonał, a to byłby kościół, a nie komisariat.
Policjantka Jenny westchnęła tylko, czując, że jak tak dalej pójdzie, to zrobi się z tego niezła draka i zabrała ze sobą Robina, a za nimi wyszli policjanci i ich Pokemony. Gdy znaleźli się na korytarzu, natknęli się na Pikachu, który doskoczył do Robina i wpadł mu w ramiona, piszcząc ze smutkiem. Robin objął go mocno do siebie i zaczął głaskać stworka po główce. Jenny patrzyła na tę scenę w milczeniu, nie przeszkadzając jej, jednak jej podwładni próbowali wyrwać aresztantowi z rąk jego Pokemona, on jednak zapiszczał groźnie w ich kierunku, a z policzków mu poszły iskierki, co sprawiło, że odskoczyli wszyscy do tyłu, a ich psy zawarczały groźnie.
- Szefowo, ten elektryczny szczur nie zamierza go puścić!
Jenny popatrzyła na nich groźnie i rzekła:
- Robin może zabrać ze sobą Pikachu do aresztu. Niech ma towarzystwo.
- Ale pan komisarz...
- Pan komisarz tego nie zabronił. A skoro coś nie jest zabronione, to jest ono dozwolone. To chyba proste, prawda?
Policjanci nie byli tak do końca przekonani tymi słowami, ale ostatecznie nie chcieli się sprzeczać z elektrycznym gryzoniem i odpuścili sobie. Odprowadzili więc obu do celi i zostawili ich tam.
- Spokojnie, nie zostaniesz tu długo. Niedługo wszystko się wyjaśni i zaraz wrócisz do ganiania za bandytami - powiedziała Jenny, próbując przybrać wesoły ton, choć nie do końca jej to wyszło.
Robin opuścił głowę w dół i nie odpowiedział. Gdy policjantka już odeszła, usiadł na pryczy obok Pikachu i rzucił:
- Nie zostanę tu długo. Podziwiam jej optymizm.
- Pika-pika - zapiszczał smętnie Pikachu.

***


Młodzi Tytani spędzili tę noc niemal bezsennie. Żadne z nich nie umiało w żaden sposób zasnąć, ani skupić się na czymkolwiek innym niż na tym, co spotkało Robina. Każde z nich było tym przejęte tak mocno, że chwilami ich nosiło. Bestia chciał zamienić się w jakieś groźne zwierzę i zaatakować komisariat, aby odbić ich lidera. Reszta drużyny z trudem mu to wyperswadowała, słusznie uznając, że takie coś nie tylko nie pomoże Robinowi, ale jeszcze mu zaszkodzi.
- Zrozum, jeżeli chcemy mu pomóc, to musimy działać zgodnie z prawem, a nie mieszać w jego życiorysie jeszcze bardziej - powiedział Cyborg.
- A to można jeszcze bardziej mu namieszać w życiorysie? - zapytał z kpiną w głosie Bestia, krzyżując ręce na piersi.
- Owszem. Jak zamiast jakiegoś niskiego wyroku dostanie dożywocie - rzekła złośliwym tonem Raven.
- On nie może dostać żadnego wyroku! - zawołała Gwiazdka.
- Oczywiście, że nie dostanie żadnego wyroku, bo jest niewinny - powiedziała Terra, stając za nią i kładąc jej dłoń na ramieniu.
- Dokładnie i tego się trzymajmy! - zgodził się Cyborg.
- Ale musimy coś zrobić! - krzyknął Bestia, niemal biegając po całym salonie i gestykulując przy tym mocno rękami - Ja muszę coś zrobić! Nie mogę siedzieć z założonymi rękami! To nie w moim stylu!
- To nie jest w stylu nikogo z nas - powiedziała Terra - Ale Cyborg ma rację. Nie możemy wariować. Jeszcze narozrabiamy i narobimy Robinowi problemów.
- On już ma problemy i co? Chcesz mu dołożyć więcej? - spytała Raven.
Bestia spojrzał na nią wściekle, już chcąc jej coś odpowiedzieć, coś bardzo zgryźliwego, jednak ostatecznie westchnął i opuścił głowę w dół.
- Tak, macie rację. Macie wszyscy rację. Ale nie możemy tego tak zostawić.
- I nie zostawimy! - zawołała Gwiazdka, machając bojowo ręką - Jutro rano idziemy do komisarza i będziemy go męczyć tak długo, aż w końcu wypuści on na wolność Robina albo chociaż zostawi nam jakąś wskazówkę, jak mamy mu pomóc i udowodnić jego niewinność!
Cyborg i Raven spojrzeli na siebie wymownie, a ich spojrzenie mówiło, że nie wydaje im się to takie proste, jak ich przyjaciółka to sobie wyobrażała, jednak nie chcieli tego powiedzieć na głos z obawy, że zranią Gwiazdkę. Terra myślała w podobny sposób, ale uśmiechnęła się zadowolona z tego, iż wreszcie wiedzą, co powinni zrobić. Bestia natomiast zaczął skakać z radości, złapał Terrę za ręce i jak wariat wirował z nią po całym pokoju.
- No i to są Młodzi Tytani, których uwielbiam! O tak! Właśnie tak! Takie coś mi się podoba! - wołał radośnie.
Z powodu tej radości, nie umiał zasnąć w nocy. Reszta przyjaciół także jakoś miała problem z zaśnięciem, choć z nieco innych powodów. Jedni martwili się o Robina, inni obawiali się, że nie są w stanie mu pomóc, a inni z kolei bali się tego, co nadejdzie jutro rano.
Gdy ranek nadszedł, Tytani zjedli prędko śniadanie, po czym pognali prędko na komisariat, gdzie poprosili o rozmowę z komisarzem. Ten początkowo nie palił się do tego, aby ich przyjąć, w końcu jednak ustąpił i zaprosił ich do gabinetu. Nie musiał nawet pytać, co ich sprowadza, ponieważ doskonale się tego domyślił.
- Wiem, po co przyszliście - powiedział - I niestety, muszę was rozczarować. Nie możecie się z nim jeszcze zobaczyć. Śledztwo dopiero się toczy, jeszcze nie wszystko tu jest jasne. Dodatkowo, jakby tego było mało, ktoś usunął z kostnicy ciało naszego tragicznie zmarłego.
- O kim mówisz? - zapytała Raven.
- O kolesiu, którego podobno zabił Robin - odpowiedział komisarz - Ktoś był w kostnicy i gwizdnął z niej jego ciało. Nie wiem, po co ani kto to był, ale to nam nie ułatwia śledztwa. Dodatkowo, od razu pojawiły się na temat winowajcy różne podejrzenia. Chyba nie muszę wam mówić, jakie.
Młodzi Tytani spojrzeli na siebie zaniepokojeni, nie wiedząc, co mają myśleć o tym, co usłyszeli, aż w końcu Bestia oburzony zawołał:
- Że co?! Uważasz, że to niby my?!
Komisarz popatrzył na niego z politowaniem i odparł:
- Wyjaśnijmy sobie coś, chłopaczku. Nie uważam, że to wy. Ja tylko mówię wam o tym, że ludzie od razu was o to podejrzewają. Nawet tu, na komisariacie są ludzie, którzy uważają, że powinniście wylądować w jednej celi z Robinem.
- To byłaby jakaś alternatywa - zachichotał Bestia, ale dostał sójkę w bok od Raven.
- Nie wierzę w waszą winę, ale wierzę, że ktoś chce, abym w nią uwierzył - odpowiedział komisarz - Zrozumcie, ktoś chce wam zaszkodzić i to bardzo. Nie wiem, kto to taki, ale wiem, że naprawdę się na was uwziął. Jak dotąd, poza policją i pracownikami prosektorium nikt jeszcze nie wie, że ciało denata zniknęło. Ale to wkrótce przestanie być tajemnicą. Jak sądzicie, co ludzie powiedzą, gdy tylko się dowiedzą o tym wydarzeniu? Od razu posądzą was o to. Pomyślą, że pozbyliście się dowodów rzeczowych przeciwko swojemu liderowi, aby go ratować, bo jeżeli nie będzie dowodów, on będzie wolny.
- Wiesz dobrze, że tacy nie jesteśmy! - zawołał Cyborg.
- Wiem doskonale, ale tu się nie liczy, co ja myślę, tylko co myślą ludzie i co mówią tzw. dowody - wyjaśnił ponuro komisarz - I dlatego, dla własnego dobra, lepiej trzymajcie się od tego wszystkiego z daleka. Przynajmniej na razie. Jeżeli ktoś się dowie, że interesujecie się śledztwem, to tylko sobie pogorszycie sytuację i Robinowi także.
Gwiazdka chciała już zaprotestować, ale Raven ją powstrzymała.
- On ma rację. Waląc głową o mur nie pomożemy Robinowi. A dodatkowo uznają nas za współwinnych. Jego nie ocalimy, a sobie narobimy problemów.


Kosmitka chciała jej coś odpowiedzieć, ale stojący u jej nóg Fennekin smutno zapiszczał i pokręcił przecząco łepkiem. Członkowie drużyny również nie widzieli sensu w dalszym protestowaniu przeciwko decyzji komendanta. To już kompletnie dobiło dziewczynę, która zawołała:
- Przecież musimy coś zrobić!
- Jedyne, co możecie teraz zrobić, to nie mieszać się do tego. Przynajmniej na razie - odpowiedział jej komendant - Będę was informował na bieżąco, czego się dowiedziałem i jak idzie śledztwo. Ale proszę was, nie róbcie nic głupiego.
Gwiazdka spiorunowała go wściekłym wzrokiem i choć wiedziała, że ma on rację, miała wielką ochotę wygarnąć mu i rzucić kilka obelżywych słów. Odpuściła sobie to jednak, doskonale rozumiejąc, że nic to nie da. Załamana wybiegła prędko z komisariatu, a Fennekin pognał za nią. Bestia chciał ją zatrzymać, ale Raven mu zagrodziła drogę, wyciągając w jego kierunku rękę w geście protestu.
- Zostaw ją. Niech się uspokoi - powiedziała.
- Wszyscy musimy się uspokoić - stwierdził Cyborg - Im szybciej to zrobimy, tym lepiej.
Chwilę później czwórka Młodych Tytanów z wiernymi Pokemonami u boku, powoli wyszła z komisariatu, czując przy tym, jak niesamowicie ciążą im głowy od ciężaru smutku i bezsilności, jakie ich dopadły. Chcieli pomóc, a nie umieli nic zrobić. Dobijało ich to i wykańczało. Wiedzieli, że komendant ma rację w tym, co im radzi, ale nie zgadzało się to z ich charakterem. Chcieli walczyć, chcieli pomóc, chcieli coś robić. Cokolwiek, byle tylko coś robić, a nie siedzieć bezczynnie. To poczucie bezczynności ich męczyło i sprawiało, że po raz pierwszy od chwili, gdy założyli swoją drużynę, poczuli się jak banda zwariowanych dzieciaków, która się chciała bawić w ratowanie świata.
Załamani i w milczeniu powrócili oni do swojej siedziby, w której zamierzali odpocząć i przemyśleć dalsze działania. Stawiali powoli kroki, nie spiesząc się, bo i nie mieli po co się spieszyć. Wszystko teraz nie miało dla nich żadnego znaczenia czy jakiekolwiek wartości. Gdyby nawet rozległ się nagle alarm wzywających ich na pomoc miastu, prawdopodobnie by na niego nie zareagowali. Teraz Jump City straciło dla nich znaczenie. Zresztą niby jak mieliby go bronić, gdyby było trzeba? Bez Robina? Bez ich lidera, który zawsze umiał ich prowadzić do zwycięstwa i tak dobrze zawsze wymyślał strategie ich potyczek z przestępcami? Przecież bez niego nie mieli szans na to, aby z kimkolwiek wygrać.
Z takimi myślami, weszli powoli do salonu, gdzie zamierzali usiąść i chociaż trochę pozbyć się tych ponurych myśli, gdy nagle zauważyli w nim coś, czego się w żaden sposób nie spodziewali. Fotel Robina, ustawiony przed komputerem, z którego to wiele razy ich lider obserwował miasto, planował strategie działania i kontaktował się z nimi, gdy oni byli w terenie, a on nie, był przez kogoś zajęty. Ktoś na nim siedział. Młodzi Tytani zdumieli się tym, co ujrzeli, ale ich zdumienie szybko przemieniło się w przerażenie, kiedy tylko zobaczyli, kim jest tajemniczy nieznajomy w fotelu. To był wysoki mężczyzna w czymś jakby zbroi, czarnej, ale z lekkimi dodatkami ze złota. Na twarzy miał metalową maskę zasłaniającą mu całą twarz i mają niewielkie otwory na oczy.
- Witajcie - powiedział ponurym głosem mężczyzna - Cieszę się, że łaskawie już powróciliście. Udał się spacerek?
Cyborg i Bestia jęknęli zaniepokojeni, rozpoznając nieznajomego, którego nie widzieli co prawda nigdy wcześniej na żywo, ale widzieli go na zdjęciach, a poza tym pasował on idealnie do opisu złożonego im przez Robina i Raven. Ale gdyby mieli jeszcze jakieś wątpliwości, to rozwiałyby się one na widok zachowania ich przyjaciółki i stojącego przy jej nogach Piplupa, który zapiszczał niespokojnie na znak, że wyczuwa w nim kogoś groźnego. Raven zaś niemal sparaliżowało na sam widok tego osobnika. Przez chwilę bała się odezwać, aż w końcu wydusiła z siebie tylko jedno słowo.
- Slade.
- Jak miło, że mnie jeszcze pamiętasz - powiedział dowcipnie Slade - Może i nie ukazywałem ci się ostatnio w twoich snach, ale jak widzę, zapadłem ci w twoją uroczą pamięć na tyle mocno, że nie zapomniałaś o tym, jak ja wyglądam.
- Czego od niej chcesz?! - zawołał wściekle Bestia, a jego Mudkip zapiszczał groźnie, przyjmując pozycję bojową.
- I jakim cudem tu wlazłeś, co?! - krzyknął Cyborg - Nasze zabezpieczenia nie da się tak po prostu obejść!
Slade zaśmiał się cynicznie i splatając ze sobą palce obu dłoni, odpowiedział:
- Czego chcę od waszej przyjaciółki? To chyba oczywiste. Chcę, aby wreszcie się dopełniło jej przeznaczenie.
- Przeznaczenie? Jakie przeznaczenie? - zapytał Cyborg.
Slade spojrzał na Raven i zachichotał.
- Nie powiedziała wam, co? W sumie, nie dziwię się. To nie jest coś, czym się można tak po prostu chwalić. Bycie dzieckiem demona, owocem krzywdy, którą to jedna istota wyrządziła drugiej i do tego narodzić się jedynie po to, aby sprawić, że jej ojciec, starożytny demon przejmuje władzę nad światem, chyba nie jest czymś, czym można by się chwalić. Prawda, Raven?
Raven opuściła ponuro głowę w dół, nie odpowiadając nic na to, co właśnie usłyszała, ale też nie protestując temu. Cyborg i Bestia patrzyli na nią w szoku, a Terra załamana obserwowała ją, choć w przeciwieństwie do przyjaciół w ogóle nie wyrażała najmniejszego nawet zdumienia rewelacjami, które właśnie usłyszała.
- Raven, o czym on mówi? - zapytał Cyborg.
- Właśnie! Co on bredzi? - dodał Bestia.


Raven spojrzała na nich smutno i odpowiedziała:
- On nie bredzi. Moim ojcem jest starożytny demon Trygon. Moja matka była kapłanką wierząca w niego i należącą do jego czcicieli. Gdy przywołała go na ten świat, bo mogła to zrobić na krótki czas, ten zmusił ją do bliskości z nim, abym w ten sposób ja się narodziła.
Cyborg i Bestia wraz ze swoimi Pokemonami, wpatrywali się w kompletnym szoku w postać swojej przyjaciółki, nie do końca wiedząc, co powinni teraz zrobić i jak na to zareagować. Wieść o tym wszystkim przeszyła ich niczym pocisk i tak wielki im zadała ból, że nie umieliby tego wyrazić słowami. A więc to Raven przez cały ten czas przed nimi ukrywała. Nie zadawali pytań, dlaczego to zrobiła, bo aż za dobrze zrozumieli, że sami, będąc na jej miejscu, zrobiliby tak samo. Ale to, co odkryli o jej tożsamości ich przeraziło. Zatem przyjaciółka, z którą przeżyli tyle niesamowitych przygód, okazała się być córką demona, wielkiej starożytnej bestii sprzed wielu lat. Czy to dlatego miała niekiedy taką mroczną naturę, której nawet nie starała się ukrywać? Ale przecież to wciąż była ich kochana Raven. Ich dobra i wspaniała Raven, która nienawidziła zła ponad wszystko i walczyła ze złem, kiedy tylko je zobaczyła. Nie mogła zatem być podła, nie mogła także stanowić dla nich żadnego zagrożenia.
- Raven - odezwał się po chwili Cyborg - To nie ma żadnego znaczenia, kim się urodziłaś ani kim byli twoi rodzice. Jesteś naszą przyjaciółką, jesteś moją drogą przybraną siostrą, z którą tworzymy wspaniałą drużynę.
- Właśnie tak! - wtrącił się Bestia - Nie ma znaczenia, kim są twoi rodzice ani jak się urodziłaś. Ważne jest to, kim jesteś.
Chespin i Mudkip poparli ich, piszcząc wesoło, podobnie zrobił Piplup.
- Niestety, mylicie się - odpowiedziała ponuro Raven - W tym wypadku ma to ogromne znaczenie.
- Olbrzymie - zaśmiał się podle Slade - Powiedz im wszystko, Raven. Chyba twoim przyjaciołom należy się nieco szczerości na pożegnanie.
- Na pożegnanie? Jakie pożegnanie? - zdziwił się Bestia.
- A i owszem - odpowiedział złośliwie Slade i popatrzył na Raven - Powiedz im wszystko. No powiedz. Chyba coś się należy twoim tzw. przyjaciołom. Poza tym, z przyjemnością popatrzę sobie na ich cierpienie, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Uwielbiam widok cierpienia dzieciaków o poranku.
Raven spojrzała na niego wściekłym spojrzeniem. Gdyby tylko mogła, bez wahania skoczyłaby draniowi do gardła. Zbyt mocno jednak była przejęta tym, co się stało, aby to zrobić, a poza tym czuła, że i tak niewiele by to dało. Odwróciła się więc do przyjaciół i powiedziała:
- Mój ojciec był wielkim i groźnym demonem, który terroryzował cały świat. Chciał go zamienić w wielką pustynię, którą by mógł rządzić. Kapłani z zakonu Azarath i wspierające ich kapłanki, posiadacze ogromnej wiedzy o demonach nie z tego świata, zdołali odkryć sposób na to, aby uwięzić Trygona w zaświatach. To było trudne, ale udało się. Trygon został uwięziony. Jednak moja matka należała do czcicielek tego potwora. W wyniku rytuału, który odprawiła, przywołała go na ten świat jeden jedyny raz i to na krótki czas. Wystarczyło to jednak, abym narodziła się ja. A ja narodziłam się po to, aby w odpowiednim momencie zamienić się w wielki portal, przy który Trygon powróci do tego świata.
Cyborg i Bestia patrzyli na przyjaciółkę w szoku, a ona skinęła ponuro głową i powiedziała ponuro:
- Tak, dobrze słyszeliście. Urodziłam się jedynie po to, aby zamienić się w wielki portal, przez który przejdzie Trygon, żeby opanować ten świat.
- Dokładnie tak - potwierdził Slade, bawiąc się wesoło swoimi palcami - I po to właśnie ja powróciłem z zaświatów. Po tym, jak zginął w walce z Batmanem i Robinem, zostałem jak wszyscy zmarli uwięziony w zaświatach bez możliwości, aby tu powrócić i się zemścić. Ale Trygon dał mi tę szansę. Pozwoli mi rządzić tą częścią świata, którą sobie wybiorę i da mi tylu ludzi pod moje rozkazy, ilu tylko zechcę. I oczywiście będę żył wiecznie. Chyba sami rozumiecie, że to cena warta wierności, czyż nie?
- Na twoim miejscu nie miałabym zaufania do Trygona - powiedziała Raven - Mój ojciec to potwór, nikczemna i fałszywa kreatura. Oszuka cię, gdy tylko będzie miał ku temu okazję. Jeżeli mu ufasz, to jesteś bardzo głupi.
- Nie ja jestem głupi, tylko ty i twoi przyjaciele - odparł na to Slade, a jego głos przybrał jeszcze bardziej kpiący ton - Ufacie tym osobom, którym nigdy nie powinniście byli zaufać. Zapytaliście mnie przed chwilą, jakim cudem wszedłem do waszej siedziby pomimo zabezpieczeń, jakie zostawiliście. No cóż... Każde na świecie zabezpieczenie da się obejść. Zwłaszcza, gdy ma się kogoś, kto wyłączy je w odpowiednim momencie. Mam rację, Terro?
Cyborg, Bestia i Raven spojrzeli zdumieni na swoją blond przyjaciółkę, która schowała ręce za plecami i opuściła lekko głowę w dół.
- Wybaczcie mi. Nie miałam wyjścia - powiedziała Terra.
- Nie miałaś wyjścia? - zapytał zdumiony i oburzony zarazem Bestia - On jest naszym wrogiem i dąży do zniszczenia nas wszystkich, a ty mi wciskasz kit, że nie miałaś wyjścia?
- Jak mogłaś? - spytał załamanym głosem Cyborg.
- Sądziłam, że jesteśmy przyjaciółmi - dodała Raven.
- Bo nimi jesteśmy. Ale wy nie rozumiecie - odpowiedziała Terra.
- Czego nie rozumiemy? - warknął Bestia i wykonał krok w jej stronę.
Dedenne stanął mu na drodze i zapiszczał, a z policzków poleciały mu iskry, co dało chłopakowi do zrozumienia, że lepiej, aby się uspokoił.
- Slade, kiedy został przywrócony do życia przez Trygona, zaopiekował się mną. Dał mi wsparcie i pomoc w trudnych chwilach. Wszyscy się mnie bali, gdyż miałam moce, których inni nie zrozumieli. Uważali mnie za dziwadło, obawiali się mnie, bo nie umiałam kontrolować swoich mocy. Chcieli mnie zabić. Slade mnie ocalił i sprawił, że opanowałam swoje moce. Stałam się silna i skuteczna w swoich działaniach. Nie musiałam się już nikogo bać. Nie musiałam się obawiać o swoje życie. Dlatego właśnie zaczęłam dla niego pracować. Stał mi się on ojcem. Ojcem, którego nigdy nie miałam.
- Więc dlaczego wstąpiłaś do naszej drużyny? - zapytał Bestia.
- Wysłałem ją do was, żeby wam pomogła pokonać Pana Moli - odpowiedział mu Slade - Chciałem, żeby zdobyła wasze zaufanie. Wiedziałem, że nie zaufacie jej tak po prostu, więc musiała zrobić wszystko, abyście wiedzieli, iż możecie na niej polegać. I udało jej się to. Udało się jej, a mnie udało się w ten sposób ułatwić mi schwytanie Raven.
- A po co chciałeś, żeby ona do nas dołączyła? - zdziwił się Cyborg - Skoro chciałeś mieć od początku tylko Raven, po co ci te wszystkie sztuczki? Mogłeś ją porwać przy każdej okazji, kiedy ona walczyła u naszego boku z przestępcami.
Slade zachichotał i zaczął jeszcze mocniej bawić się palcami.
- To prawda, mogłem to zrobić. Jednak oprócz planów Trygona, mam swoje własne plany i musiałem je zrealizować. Sam bym tego nie zrobił, ale z moją małą wtyczką w waszych szeregach już zdołałem tego dokonać.
- Jakie to plany? - zapytał Cyborg.
Nagle Raven się zaczęła czegoś domyślać. Jęknęła przerażona i zawołała:
- Boże! Robin!
Cyborg i Bestia spojrzeli na nią zdumieni, nie do końca jeszcze rozumiejąc, o co chodzi ich przyjaciółce. Ta jednak nie kazała im czekać na wyjaśnienia.
- Nie rozumiecie? To, co spotkało Robina, to aresztowanie i wszystko inne, to sprawka tego łajdaka!
To mówiąc, wskazała palcem na Slade’a, który zaśmiał się najpodlej, jak to tylko było możliwe.
- Wreszcie się tego domyśliłaś! Brawo, moja słodka! Naprawdę podziwiam twoją inteligencję. Nie inaczej, to wszystko moja sprawka.
Po tych słowach, wstał z krzesła i dodał:
- A myślałaś, że powracając do życia, aby wykonać misję od twojego ojca, to nie zechcę przy okazji wyrównać własnych rachunków? O nie! To przez waszego przyjaciela i jego mentora zginąłem i na długi czas skończyłem w zaświatach. Co? Myślicie, że tam jest tak przyjemnie? Może i jest, ale nie dla takich jak ja. Bo dla takich jak ja, czeka tam tylko cierpienie i ból. Sądziliście, że tak po prostu wybaczę to Robinowi? O nie! Wybaczenie jest dla słabeuszy! A zemsta dla odważnych, bo tylko odważni mają odwagę, aby wyrównać swoje rachunki.
Cyborg, Bestia i Raven patrzyli wściekli na Slade’a, ale potem ich wzrok się skierował ku postaci Terry, która wpatrywała się w nich wzrokiem pełnym dzikiej rozpaczy i ogromnego poczucia winy.
- I ty brałaś w tym wszystkim udział? Pomagałaś mu zrealizować ten cel? - spytał oburzony Bestia.
- Nie chciałam tego - odpowiedziała Terra, a z jej oczu pociekły łzy - Ale on był moim ojcem. Ocalił mnie i przygarnął, kiedy nikt mnie nie chciał. Nie mogłam inaczej postąpić. Slade stworzył kopię księcia Paula, a potem ja naprowadziłam go na Robina, wezwałam policję i reporterów, aby byli obecni na miejscu walki, aby byli świadkowie zbrodni.
- Jak mogłaś?! - wrzasnął na nią Bestia, a z oczu ciekły mu łzy, które już łykał ze złości, tak było ich wiele - Jak ty mogłaś?! Robin jest naszym przyjacielem i nigdy nie był wobec ciebie zły! A ty go zdradziłaś! I to dla kogo?! Dla naszego wroga?! Dla człowieka, który jest czystym złem?!
- On ma rację - powiedziała spokojnym, ale ponurym głosem Raven - On nie jest człowiekiem, któremu można zaufać. To zło w najczystszej postaci. Podobnie jak Trygon. Obaj są podli i niegodziwi. Nie można im ufać. Zdrada i krzywda, to jedyne, czym się kierują. Zobaczysz, nie jesteś dla niego nikim więcej niż tylko narzędziem w ręku. Zdradzi cię, gdy tylko przestaniesz mu być potrzebna.
Następnie spojrzała na Slade’a i dodała:
- Ty także nie powinieneś być pewny swego jutra. Jesteś taki pewny siebie, bo służysz mojemu ojcu? Nie znasz go tak dobrze, jak ja. Nie wiesz, do czego on jest zdolny. I co on potrafi. Nikogo nie kocha, nikogo nie szanuje, nikogo nie ceni. I nigdy nie dotrzymuje danego słowa. Zmusiłeś Terrę do tego, aby nas zdradziła, ale nie ciesz się swoim triumfem. Trygon ciebie też zdradzi, gdy tylko przestaniesz mu być potrzebny. Dostanie tego, czego chce i cię zdradzi.


- Milcz, głupia - warknął Slade, a ton jego głosu wskazywał na to, że słowa Raven bardzo mocno go ubodły - On mnie sprowadził z zaświatów. Dzięki niemu ponownie mogę poczuć, że żyję. Skoro dał mi to, to dlaczego miałby nie dać mi tego, co mi obiecał? Ale nic ci do tego, głupia dziewczyno. Swoje rachunki już wyrównałem. Terra wrobiła Robina w morderstwo, a wychodząc dzisiaj z wami na policję, wyłączyła zabezpieczenia tej waszej zakichanej wieży, żebym mógł tutaj wejść. Wykonałaś swoje zadanie, dziewczyno. Jestem z ciebie bardzo dumny.
Terra załamana roniła raz po raz łzy, a te spływały jej potokiem po policzkach tak mocno, że gdyby było ich więcej, byłyby w stanie stworzyć morze łez. Biedna dziewczyna padła na kolana i ukryła twarz w dłoniach. Widok jej cierpienia był aż tak bolesny, że Raven wzruszyła się, Cyborg złagodniał, a i Bestia poczuł, że jest mu bardzo żal dziewczyny, która początkowo wzbudziła w nim niechęć i wstręt tym, co zrobiła, jednak teraz umiała wywołać u niego jedynie współczucie. Cała ich nienawiść z kolei skupiła się na sprawcy tego wszystkiego. Sprawca ten zaś stał dalej i patrzył na nich w milczeniu. W końcu jednak odezwał się ponownie.
- Ale dość już tego gadania. Swoje rachunki już wyrównałem. Robin pozna, co to znaczy cierpieć i być traktowanym jak śmieć. Ale pocieszcie się tym, że jego cierpienie będzie w porównaniu z moim o wiele krótsze i dużo bardziej łagodne. Bo już niedługo Trygon przejmie władzę nad światem i podporządkuje go sobie. Świat stanie się wielką pustynią, na której ludzie, aby żyć, będą musieli słuchać się jego, a z nim i mnie. Nie będzie więc czasu na to, aby prowadzić sądy, śledztwa i procesy. Będzie tylko wola Trygona. I wola moja, jego wiernego sługi. A zatem, pora na ciebie, Raven. Pora na to, abyś wypełniła swoje przeznaczenie.
Raven patrzyła na mężczyznę z nienawiścią w oczach, ale wiedziała, że nie może walczyć z tym, co zostało jej przeznaczone jeszcze przed jej narodzinami. Z tego powodu wykonała już jeden krok w kierunku Slade’a, kiedy nagle Cyborg i Bestia wraz ze swoimi Pokemonami stanęli przed nią, a z nimi także i Piplup. Oni wszyscy przybrali bojowe pozy i zagrodzili Slade’owi drogę do przyjaciółki.
- Jeśli chcesz ją stąd zabrać, musisz najpierw nas pokonać! - zawołał Cyborg.
Slade zaśmiał się ironicznie i odparł:
- Skoro tak chcecie.
To mówiąc, machnął ręką na prawo i nagle jakaś wielka moc, jakaś ogromna i niewidzialna zarazem siła rzuciła ich na prawo niczym szmacianymi lalkami. Szok spowodowany tym, co się stało był tak wielki, że Młodzi Tytani nie byli w stanie początkowo nic zrobić. Jakim cudem Slade to zdołał zrobić? Przecież był zwykłym śmiertelnikiem. Nie mógł mieć takich mocy. To było niemożliwe. Jednak szok ich nie trwał dłużej niż to było konieczne. Ocknąwszy się z niego, powstali i na lekko chwiejących się nogach, stanęli do dalszej walki.
Widząc to, Slade zaczął się śmiać.
- To po prostu zabawne. Dalej chcecie ze mną walczyć? Widzieliście, co ja potrafię, a mimo to jeszcze chcecie się ze mną bić? Jesteście żałośni.
Po tych słowach, machnął on ponownie rękami. Cyborg poleciał wówczas do tyłu na ścianę, a Bestia pofrunął ku sufitowi czując, jak jakaś niewidzialna siłą go ścisnęła za gardło. Chespin, Piplup i Mudkip zostali zaś przygnieceni do podłogi.
- Żałośni głupcy! Naprawdę sądziliście, że możecie mnie pokonać?! - spytał z kpiną w głosie Slade.
Nagle jednak coś go uderzyło w pierś. To był cios pioruna wymierzony przez Dedenne. Cyborg i Bestia opadli na podłogę, a moce, które w nich uderzyły nagle jakby zanikły. Dodatkowo Terra ze łzami i wściekłością w oczach, wyczarowała wielki promień ze swoich dłoni i cisnęła nim w Slade’a. Ten jednak sparował ten atak i odrzucił go na sufit. Promień walnął w niego i oderwał od niego sporą część tynku.
- A więc to tak? - spytał wściekle Slade - Ty też występujesz przeciwko mnie?Ty, moja córka, moja wychowanica? Ośmielasz się stanąć przeciwko swemu panu i władcy, opiekunowi, który dał ci możliwość godnego życia?
- Zostaw moich przyjaciół! - wysyczała wściekle Terra.
- Chcesz ich bronić po tym, jak sama ich zdradziłaś? - zakpił sobie Slade - I co niby chcesz w ten sposób osiągnąć? Myślisz, że zostaniesz przyjęta do drużyny ponownie po tym wszystkim? A gdyby nawet, to niby co? Powstrzymasz to, co się stać musi? Powstrzymasz przeznaczenie?
- Obiecałeś, że Robin trafi do więzienia, ale wyjdzie z niego. Obiecałeś mi, że nie skrzywdzisz reszty drużyny. Obiecałeś mi, że ich nie zabijesz!
- Nie chciałem ich zabijać, ale oni stoją mi na drodze, głupia dziewczyno. To musi się stać. Kto stoi mi na drodze, ten musi zginąć. Takie są prawa tego świata. Kto ich nie przestrzega, ten będzie ofiarą. A ja nie zamierzam być ofiarą. A ty co? Chcesz być ofiarą?!
- Dałeś mi słowo, że oszczędzisz ich! Że wyrównasz rachunki i nic więcej im nie zrobisz!
- Oni sami są sobie winni. Po co mi przeszkadzają?! To, co się stać musi, tego nikt nie zatrzyma. Więc ci, co próbują stać na drodze przeznaczeniu, muszą za to zapłacić. Muszą umrzeć.
- Więc i mnie zabij, bo nie pozwolę na to, żebyś bezkarnie ich zabił na moich oczach! - zawołała Terra i cisnęła w Slade’a kolejnym promieniem.
Ten jednak złapał go w dłoń bez żadnych trudności, zachichotał i rzekł:
- Jak chcesz. Umrzesz razem z nimi.
To mówiąc, machnął ręką, a Terra poczuła, jak jakaś moc porwała ją dziko w górę i ścisnęła ją dziko za gardło, podobnie jak wcześniej Bestię, który na wpół już przytomny patrzył na to, co się dzieje.
- Terra! - jęknął, wyciągając rękę w jej stronę, nie mając jednak siły na to, aby się ruszyć i pomóc dziewczynie.
- Wystarczy! - krzyknęła Raven, stając przed Sladem w bojowej pozie - Puść ją! Zostaw moich przyjaciół! Zostaw ich wszystkich! Pójdę z tobą dobrowolnie i nie będę próbowała uciekać. Ale zostaw ich w spokoju!
- Zostawić ich? - spytał złośliwie Slade - Wszystkich? Nawet tę zdrajczynię, która wrobiła Robina w morderstwo? Ją też mam zostawić w spokoju?
- Powiedziałam ci, wszystkich moich przyjaciół zostaw w spokoju! - rzuciła Raven - Bo jeśli tego nie zrobisz, to przysięgam ci, że zrobię wszystko, nim odejdę z tego świata, abyś spalił się żywcem i umierał w bólach i męczarniach!
- Nie zdołasz tego zrobić.
- Jesteś tego pewna? Uważaj, Slade! Nie lekceważ moich mocy, bo nawet nie wiesz, do czego zdolna jest córka Trygona! Wypełnię swoje przeznaczenie, ale od ciebie zależy, czy zdołasz na tym skorzystać, czy też nie.
Slade popatrzył na nią, a oczy widziane przez otwory maski wyraźnie straciły w jednej chwili całą swoją pewność siebie. A jeżeli ta smarkula mówi prawdę i jest w stanie to zrobić? W końcu to córka Trygona. Może lepiej nie ryzykować? Z tego więc powodu zaczął powoli opuszczać ręce, ale zapytał:
- Ale naprawdę wszystkich mam zostawić w spokoju? Nawet tę zdrajczynię? Przecież ona was zdradziła. Przez nią Robin ma kłopoty. Przez nią cierpicie. I co? I tak po prostu chcesz ją teraz ocalić?
- Powiedziałam: „WSZYSTKICH”.
Slade opuścił więc dłonie, a Terra spadła na podłogę i wylądowała niedaleko Bestii, który powoli powstał i podszedł do niej, chwytając ją w ramiona. Dobiegł do niego Dedenne, także niespokojny o los swojej trenerki.
- Niech więc tak będzie. A zatem idziemy, Raven.
Raven załamana spojrzała na swoich przyjaciół, nie mających już siły, aby dalej walczyć, pożegnała ich smutnym spojrzeniem i wyszła razem ze Sladem.

***


Robin siedział w celi, nieświadomy tego, co się stało w bazie jego drużyny, a za jego towarzysza miał wiernego Pikachu, który co prawda często umiał go jakoś rozbawić lub poprawić mu humor, lecz nie tym razem. Tym razem był on równie smutny, co jego trener. Obaj mieli równie wisielcze humory i bynajmniej żaden z nich nie zamierzał na siłę tego zmieniać. Siedzieli jedynie w milczeniu, wpatrując się ponuro w ścianę, a każdy z nich był pogrążony w świecie własnych myśli.
Nagle ciszę przerwał dźwięk otwieranych drzwi od celi. Robin i Pikachu od razu oderwali się od swojego marazmu i spojrzeli w kierunku, z którego dobiegł ich ten dźwięk. Zauważyli wtedy komisarza, który wszedł do środka. Na jego twarzy malował się smutek i przygnębienie.
- Czego chcesz? - zapytał ponuro Robin.
- Dostałem rozkazy od swoich przełożonych - odpowiedział komisarz - Nie możesz tu przebywać. Na czas zbadania całej sprawy, masz trafić do więzienia.
Widać było, że słowa te z trudem wydostają mu się z ust. Załamany opuścił w dół głowę i powiedział:
- Przykro mi. Nie mogłem nic zrobić.
Chwilę później, do celi weszło kilku policjantów. Podeszli oni do Robina, po czym wyjęli kajdanki, aby je założyć Tytanowi. Pikachu zapiszczał groźnie, zaś z jego policzków pociekły iskierki. Futerko na grzbiecie zjeżyło mu się jak zawsze, gdy się szykował do walki.
- Odpuść, Pikachu - powiedział Robin smutnym tonem - Oni tylko wykonują swoje obowiązki.
Pokemon niechętnie odpuścił, ale widać było, że gdyby tylko jego trener dał mu inne polecenie, to bez trudu by wszystkich policjantów powalił na ziemię. Tak jednak musiał obserwować biernie, jak Robin zostaje zakuty w kajdanki, a zaraz potem wyprowadzony z celi na zewnątrz, po czym zapakowany do wielkiej karetki więziennej, takiej samej, w jakiej niejeden raz wywożony bandytów zatrzymanych przez Młodych Tytanów. Świadomość tego była dla Robina upokarzająca, ale nic nie mógł zrobić. Nie miał ochoty uciekać. Wiedział doskonale, że nic mu to nie da, a jedynie pogorszy sytuację. Poza tym, dokąd miał uciekać? I po co? Żeby go jego dawni znajomi z policji ścigali jak zwierzę? Jak pospolitego przestępcę? Nie, to nie miało najmniejszego sensu.
Jedyną pociechą dla niego było to, że był z nim wierny Pikachu. Wierzył też w to, że policja szybko wyjaśni sprawę, a on zostanie uwolniony i uniewinniony. Tylko, czy to naprawdę stanie się szybko? A jeśli sprawa się przeciągnie? To nie było przecież takie niemożliwe. A wtedy on sobie trochę posiedzi, zanim wszystko się wreszcie wyjaśni.
Z takimi myślami jechał karetkę więzienną w towarzystwie Pikachu i dwóch policjantów, siedzących naprzeciwko niego, aby go pilnować. Nie wiedział, jak już długo jadą, choć podejrzewał, że trochę czasu minęło od chwili, gdy odjechali spod komisariatu.
Nagle dziki huk wstrząsnął drogą, którą jechali. To jakaś nieznana siła, która wystrzeliła z nieba, walnęła z impetem w szosę, robiąc w niej wielką dziurę, a w tę dziurę wjechała karetka. Kierowca nie zdążył skręcić, wpadł prosto w jej środek i pojazd przez to przewrócił się na bok. W środku pojazdu więzień i pasażerowie się przewrócili na jedną ze ścian, która teraz robiła za podłogę. Robin uderzył się tak niefortunnie w głowę, że stracił przytomność. Strażnicy mieli więcej szczęścia, bo nie stracili przytomności, a nawet zdołali otworzyć drzwiczki karetki, aby z niej wyskoczyć i zobaczyć, co się stało. Jednak w tej samej chwili jakieś promienie na nich spadły i ogłuszyły. Na ziemi wówczas wylądowała Gwiazdka. Była jakaś inna niż zwykle. Oczy miała zielone tak mocno, że nie było widać jej gałek ocznych. To był ewidentny znak, iż jest strasznie zirytowana, jak nigdy dotąd. Czuła, że chociaż reszta członków drużyny stoi z boku i rozkłada bezradnie ręce, ona tego nie może zrobić. Postanowiła uwolnić Robina, a gdy zobaczyła, że ten ma być wywieziony do więzienia, nie wahała się ani przez chwilę. Zaatakowała i kiedy już się upewniła w tym, że strażnicy są nieprzytomni, wskoczyła do karetki więziennej i wyciągnęła z niej nieprzytomnego Robina. Chwyciła go mocno w ramiona i wybiegła z nim na zewnątrz. Za nimi wyskoczył na drogę Pikachu. Gwiazdka chwyciła go jedną ręką, a drugą ukochanego i odleciała z nimi daleko.
Jakieś pół godziny później na miejscu tego zdarzenia zjawił się komisarz z kilkoma ludźmi. Przesłuchał strażników, którzy odzyskali już przytomność, a także świadków tego zdarzenia. Z ich opisu łatwo wywnioskował, kto tego wszystkiego dokonał. Załamany pokręcił głową, spojrzał w niebo i powiedział:
- Oj, Gwiazdko. A prosiłem, bez żadnych głupot. I co? Nie posłuchałaś i teraz wszyscy będziecie mieli kłopoty. I po co wam to było?
Biedny ten człowiek nie wiedział jeszcze, że prawdziwe kłopoty dopiero mają nadejść i Młodzi Tytani będą jedynymi osobami, którzy mogą je powstrzymać.


C.D.N.

Przygoda 130 cz. IV

Przygoda CXXX Tytani, do akcji! cz. IV Robin powoli otworzył oczy i poczuł, jak ostry ból przechodzi przez całą jego głowę. Złapał się za ni...