Przygoda CXXX
Tytani, do akcji! cz. V
Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie zdradził go podczas wykonywania ich misji, bez najmniejszego wahania ruszyła szukać Trygona. Nie było trudno go odnaleźć. Ten przeklęty demon wybrał sobie za siedzibę miejsce w samym centrum miasta, żeby móc z tego miejsca podziwiać swoje arcydzieło, czyli zniszczony świat pełen pyłu, popiołu, ciemności i kurzu, nie mówiąc już o ludziach i Pokemonach zmienionych w kamień. Ten widok cieszył go i napawał prawdziwą dumą. Dodatkowo dawał mu niesamowicie ogromną satysfakcję. Tak długo przebywał uwięziony, tak długo był w zamknięciu w zaświatach, że teraz z przyjemnością napawał się widokiem cierpienia świata i tego, jak ciężki los go spotkał.
- Zasłużyli sobie na to - powiedział do siebie z mściwą satysfakcją - Więzili mnie w zaświatach, nie dawali mi żyć i być sobą. Niech teraz za to zapłacą! I co, zakonie Azarath? Na nic zdały się twoje sztuczki. Na nic zdały się twoje zaklęcia! Wielki Trygon powrócił i świat spotkał zasłużony los! A ja będę jego panem po wsze czasy!
- Nie, dopóki my mamy coś do powiedzenia! - odezwał się nagle czyiś głos.
Trygon zdumiony spojrzał przed siebie, ale nikogo nie dojrzał. Zniżył więc nieco swój wzrok i zauważył, że jakieś kilkanaście metrów przed nim, niedaleko jego stóp stoją Gwiazdka, Cyborg, Bestia i Terra wraz ze swoimi Pokemonami. Każde z nich miało na twarzy bojową minę wyrażającą gotowość do walki.
- Wy? - zdziwił się - Jakim cudem nie dotknęła was moja klątwa?!
- Widocznie twoje zaklęcia straciły już licencję! - rzucił złośliwie Bestia.
- Zobaczymy, pyskaty chłopaczku! - warknął Trygon, zrywając się ze swojego siedzenia, którym (co dopiero teraz drużyna zauważyła) była siedziba Młodych Tytanów.
Następnie machnął ręką, tworząc wielką falę lawy, która zalała drużynę i cała ich pokryła. Jednak, ku wielkiemu zdumieniu demona, gdy fala opadła, okazało się, że jego przeciwnikom nic się nie stało. Otaczała ich jakaś czerwona powłoka, przez którą ani lawa, ani żaden pocisk nie były w stanie się przedrzeć. Trygon zazgrzytał wściekle zębami, gdy to zobaczył, ale szybko zrozumiał przyczynę tej sytuacji.
- A więc użyliście pierścienia Azarath! - zawołał, dostrzegając ten przedmiot na palcu Gwiazdki - To pewnie prezent od mojego byłego sługi.
Zadowolony usiadł ponownie na swoim nowym tronie i powiedział:
- To nie ma znaczenia. Nie ja będę waszym katem.
Następnie oczy mu zabłyszczały złowrogo. W tej samej chwili członkowie drużyny i ich Pokemony poczuły, że coś parzy ich w stopy, a następnie przez ich nogi przechodzą jakieś ostre dreszcze, jakby prąd ich kopnął. Jęknęli z bólu, ale ten dosyć prędko minął, zmieniając się w dziwne uczucie pustki, jakby właśnie coś z nich wyszło i opuściło ich na zawsze. Następnie przewrócili się na ziemię, a gdy się podnieśli zauważyli, że przed nimi stoją jakieś cztery postacie. Były to istoty szaro-bure, pozbawione ludzkich naturalnych barw, z czerwonymi oczami oraz tak jadowitymi uśmiechami, jakich nigdy jeszcze nie widzieli. Co gorsza, okazało się, że postacie te były im doskonale znane. Te postacie... Były nimi! A właściwie nie tyle nimi, co ich mrocznymi kopiami, które Trygon stworzył, aby ich pokonały.
- Mogę być źródłem zła i ciemności, ale to wy jesteście swoimi najgorszymi wrogami - powiedział Trygon, zaśmiewając się przy tym do rozpuku.
Mroczny Cyborg wysunął się naprzód i powiedział:
- Nie tylko wasza Raven miała złe strony.
Następnie rzucił się na Cyborg. Obaj zaczęli się szarpać i bić. Chespin chciał ruszyć na pomoc swojego trenera, ale naprzeciwko niego pojawiła się smużka dymu, a z niej wyłonił się taki sam Pokemon jak on, z tą różnicą, że też był szary i pozbawiony jakiejkolwiek zwykłej barwy, poza czerwienią, którą mieniły się jego ponure oczy. Stworek zapiszczał groźnie, widząc swego sobowtóra i zaczął z nim walczyć.
Tymczasem mroczne wersje Gwiazdki, Terry oraz Bestii zaatakowały swoje oryginały, a mroczne wersje ich Pokemonów rzuciły się do walki z ich stworkami. Walka była zaciekła, jednak szybko okazało się, że drużyna Młodych Tytanów nie jest w stanie walczyć ze swoimi mrocznymi kopiami. Te sprawiały wrażenie bycia od nich silniejszymi, a do tego, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników, nie posiadały ich skrupułów. Zadawane przez nich ciosy miały za zadanie ich zranić, a nawet zabić. Podobnie się sprawa miała z ich Pokemonami. Walczyły one zaciekle ze swoimi mrocznymi kopiami, ale z powodu ich okrucieństwa i mroku, jaki od nich bił szybko zrozumiały, że ta walka jest z góry skazana na porażkę.
Ponadto, jakby tego wszystkiego było mało, mroczne kopie zaczęły sobie kpić ze swoich oryginałów.
- Martwisz się o swojego Robinka, co? - zapytała złośliwie do Gwiazdki jej mroczna kopia - Boisz się, że on zginie? A może o to, że nigdy nie odwzajemni twoich uczuć?
- Skąd ty to wiesz? - syknęła Gwiazdka przez zęby.
- Zapomniałaś, złociutka, że ja jestem tobą? - odpowiedziała mroczna kopia - Powstałam z ciebie, z twoich lęków i obaw. Z twoich wad i problemów, jakie masz i dlatego znam je wszystkie doskonale. Bo z nich właśnie się składam.
Po tych słowach, ta okrutna istota zaatakowała Gwiazdkę, która z trudem już odpierała jej ataki. Niewiele lepiej mieli Cyborg, Bestia i Terra. Cała trójka broniła się walecznie przed tymi łajdakami, podobnie jak ich dzielne Pokemony, które to próbowały w tej samej chwili odpierać ataki swoich mrocznych wersji. Jednak co by nie zrobili zarówno Młodzi Tytani, jak i ich dzielne stworki, wciąż przeciwnicy mieli nad nimi przewagę i wykorzystywali ją jak tylko najmocniej się dało, prócz tego szydząc sobie z przeciwników.
- Co? Nie polecisz z płaczem do mamusi? - zapytał Mroczny Cyborg swojego oryginału - A nie, zapomniałem. Ty już nie masz mamusi. Skamieniała razem z tatusiem.
- Nie umiesz wciąż poradzić sobie ze swoimi mocami, blondi? - pytała swoją oryginalną wersję Mroczna Terra - Może nadal potrzebujesz treningu?
- Co jest mały? Masz już dosyć? - pytał Mroczny Bestia prawdziwego Bestię - Straszny z ciebie słabeusz. Nic dziwnego, że Terra cię nie chce.
Mroczne wersje Młodych Tytanów dobrze wiedziały, co robią. Mówiły to, co najbardziej bolało i najbardziej raniło ich oryginały, wytrącając je w ten sposób z równowagi, gnębiąc i krzywdząc, pozbawiając wiary w siebie. Dodatkowo, jakby tego było mało, niemalże cały czas się uśmiechały, a ten okrutne uśmiechy jeszcze bardziej drażniły naszych bohaterów.
Pokemony miały trochę lżej. Ich kopie nie mówiły do nich nic, po prostu je atakowały i prowokowały złośliwymi minami, ale nie było to zdecydowanie zbyt wielkie ułatwienie, bo w żaden sposób nie zmieniało to warunków walki, która się wciąż wydawała przegrana dla Młodych Tytanów i ich stworków.
***
- Powiedz, po co to zrobiłeś? - zapytał Robin Slade’a, gdy wędrowali razem przez mroczny tunel pod ziemią - Dla pieniędzy? Prestiżu? Ciemnych mocy?
Slade nie odpowiedział mu. Nawet nie odwrócił się, aby na niego spojrzeć. Pokazał mu tylko, aby szedł za nim w kierunku, z którego zaczęła bić w ich stronę jakaś jasność. Robin nie znał jej pochodzenia, podobnie jak i Pikachu, wiernie się trzymający jego boku, ale poszli obaj za swoim przewodnikiem, aż dotarli nagle do wielkiej i długiej rzeki lawy. A więc to od niej biła ta jasność, którą dostrzegli.
- Wsiadajcie - powiedział Slade i wskazał dłonią na małą, kamienną łódź, która była przycumowana do brzegu.
Robin zdziwił się i już miał zapytać, skąd ta łódź się tutaj wzięła, jednak dość szybko uznał, że nie ma to jakiegoś większego znaczenia i wsiadł na jej pokład, a wraz z nim wierny Pikachu. Slade upewniwszy się, że obaj usadowili się nie tyle wygodnie, co bezpiecznie, sam również wsiadł i ujął znajdujące się w łodzi wielkie wiosło, następnie z jego pomocą odbił ich pojazd od brzegu, a gdy zaczęli płynąć z prądem, wsunął wiosło w lawę i zaczął nakierowywać łódź na właściwy kierunek.
- To jak? Dlaczego to zrobiłeś? - dopytywał się dalej Robin.
- Nie wszystko jest takie proste, Robinie - odpowiedział mu Slade, nie racząc jednak na niego spojrzeć.
- Doprawdy? - zakpił sobie Robin - Bo jak dla mnie, sprzedanie całego świata dla własnych korzyści brzmi bardzo prosto.
- Ze mną czy beze mnie, to i tak musiało się stać.
- Ale wziąłeś w tym udział. I jak zwykle, gdy coś robisz, ucierpieli na tym ludzie.
- To potrafię najlepiej - odparł Slade, po raz pierwszy od chwili, gdy wsiedli do łodzi, spojrzał na swojego rozmówcę.
Nagle coś przerwało ich dyskusję. Coś, co zaniepokoiło poważnie całą trójkę podróżników. Slade zatrzymał wówczas łódź i zaczął z uwagą przyglądać się tej ponurej okolicy, w jakiej się obecnie znajdowali. Nic nie mówili, ale czuli, że nie za długo będą mieli kłopoty.
Ich obawy okazały się uzasadnione, ponieważ nie minęło wiele czasu, a nagle z lawy wyskoczyły jakieś dziwne cienie. Wyglądały one jak ogniste Pokemony, a szczególnie jak Magmar, jednak coś wyraźnie wskazywało na to, że podróżnicy nie mieli do czynienia z prawdziwymi stworkami. Puste oczy, białe jak śmietana oraz pozbawione jakichkolwiek emocji. To najwyraźniej musiały być widma stworzone przez Trygona. Gdy tylko rzuciły się na łódź, Robin zwinnie wyskoczył z łodzi i zaczął za pomocą ciosów karate oraz broni, którą wziął ze sobą, zadawał ciosy jeden po drugim swoim przeciwnikom. Pikachu wiernie stał u jego boku, bijąc bez litości swoim ogonem jednego widmowego Pokemona po drugim. Slade też nie był bierny, uzbrojony we wiosło atakował zaciekle jednego przeciwnika po drugiej.
- Na szczęście, nie jest to coś, z czym by sobie nie poradziło dwoje przyjaciół, prawda? Co, Robin?
Robin jednak, walczący u jego boku, nie zgadzał się z tą kwestią. Mruknął jedynie:
- Nie jestem twoim przyjacielem.
- Nie sądzisz, że to teraz nieistotne? - burknął Slade.
Robin musiał przyznać, że to rzeczywiście prawda. W obecnej chwili nie miało to żadnego znaczenia, czy lubi swojego chwilowego kompana, czy też darzy go nienawiścią. Tym razem obaj mieli tych samych wrogów i musieli jakoś z nimi walczyć. Dlatego Młody Tytan i największy przeciwnik jego mentora po chwili kontynuowali walkę. Ramię w ramię zadawali jeden cios za drugim, nacierając na stworzone z lawy Pokemony, niszcząc je w drobny mak. Jeden porządny cios, a już po chwili każdy z tych łotrów rozpadał się na kawałki i już się nie pozbierał.
Walka była coraz bardziej zaciekła. Robin i Slade wspierani przez Pikachu nie mieli litości dla ognistych widm. Raz po raz rozbijali je ciosami rąk i nóg, bili tak ostro, że gdyby to byli autentyczni ludzie lub autentyczne Pokemony, to z całą pewnością dawno by one ich zabiły. A tak mieli pewną przewagę i wykorzystywali ją bezwzględnie.
Nagle jeden cios uderzył Slade’a tak mocno, że maska spadła mu z twarzy i mężczyzna odwrócił się lekko na bok, aby Robin nie widział jego twarzy. Jednak Młody Tytan zdążył zauważyć to, co jego kompan próbuje przed nim ukryć i aż go zmroziło. Włosy stanęły mu dęba, a przez ciało przeszły ciarki. Zobaczył, że Slade nie ma naturalnej ludzkiej głowy, ale czaszkę z poruszającymi się co jakiś czas oczami.
Robin jęknął na ten widok, a Slade mruknął wściekle, po czym rzucił się z dziką furią na lawowych przeciwników, którzy jeszcze zostali przy życiu, niszcząc ich wszystkich po kolei. Następnie podszedł do leżącej na ziemi swojej maski i od razu nałożył ją sobie ponownie na tę nędzną parodię twarzy, jaka stanowiła jego obecną fizjonomię.
- Pewnie strasznie się cieszysz, widząc mnie w takim stanie - mruknął Slade do Robina - Żałosny, słaby i bezbronny.
Pikachu, który też dostrzegł prawdziwą twarz Slade’a, wskoczył zwinnie na ramię swego trenera. Ten zaś pogłaskał go lekko po główce i odpowiedział:
- Przeciwnik, chociaż słaby, to nadal wróg. Ale nie, nie cieszy mnie to, co cię spotkało. Batman traktował cię jak przyjaciela, a ty wystąpiłeś przeciwko niemu. Byłeś mu jak brat, a potem go zdradziłeś. Myślisz, że to jest przyjemne dla mnie, widzieć, jak cierpisz? Może kiedyś by mnie to uradowało. Obecnie jakoś nie mam ochoty na to, aby się z czegokolwiek cieszyć. To co? Którędy teraz?
- Obawiam się, że to koniec naszej współpracy. Przynajmniej do czasu, aż ty i ja razem zmierzymy się z Trygonem - odpowiedział Slade.
Po tych słowach, wskazał na ścieżkę, która ukazała się im podczas walki, gdy dym bijący z rzeki lawy opadł.
- Znajdziesz swoją przyjaciółkę na końcu tej ścieżki.
- A co z tobą? - zapytał Robin, zaś Pikachu dodał do tego własne pytanie w swoim języku.
- To, czego ja szukam jest w innym miejscu - odparł Slade - Ja muszę iść w inną stronę.
To mówiąc, wskazał dłonią na ścieżkę biegnącą w przeciwnym kierunku i bez zbędnych słów, ruszył w jej kierunku.
- I co? To wszystko? - zdziwił się Robin - Nie oszukasz mnie? Nie będziesz mi groził?
Slade zatrzymał się i popatrzył na niego. Spod dziur w masce widać było, że jego oczy tryskają gniewem.
- Ja dotrzymuję danego słowa. Powinieneś być mi wdzięczny.
- Dotrzymałeś słowa, bo masz w tym własny interes - odparł Robin - Nie licz więc na to, że to cokolwiek zmienia. Jeżeli znowu się spotkamy na Ziemi już po tym wszystkim, to wiedz, że...
- Nie spodziewam się niczego innego - powiedział Slade i lekko zachichotał.
Chwilę później ruszył ponownie przed siebie i po około minucie zniknął z oczu Robina, który spojrzał na wiernego Pikachu, westchnął, a potem powoli oraz bardzo niepewnie ruszył ścieżką w swoją stronę. Nie wiedział, czego mógłby się spodziewać na jej końcu ani też, czy wyjdzie stamtąd żywy. Musiał jednak iść, bo czuł, że Raven rzeczywiście tam jest. A skoro tak, to musi ją uratować.
Szedł jakieś kilkanaście minut, rozglądając się dookoła i wypatrując jakiegoś zagrożenia, które w każdej chwili może wypaść na niego znienacka. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Przeszedł bezpiecznie w towarzystwie wiernego Pikachu, też niezwykle czujnego i rozglądającego się uważnie na wszystkie strony. Żaden atak nie nastąpił, żadne niebezpieczeństwo na nich nie czyhało, żadna pułapka nie była na nich zastawiona. Przeszli bezpiecznie, aż dotarli do jakiegoś domu. Chociaż, tak po prawdzie, trudno było to tak właściwie nazwać domem. Wyglądało to raczej jak resztki jakieś posiadłości, mroczne i ponure, jak wszystko tutaj.
- Coś mi mówi, że to tu - powiedział Robin.
- Pika-chu! - pisnął Pikachu niepewnie.
Obaj nie wiedzieli, czego mają się spodziewać, ale weszli do środka. Ruiny od wewnątrz wyglądały równie beznadziejnie, co od zewnątrz, a być może nawet i gorzej. W środku nie było żywego ducha, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Ale Robin czuł, że ktoś tu jest. Ktoś oprócz nich i ten ktoś ich uważnie obserwuje.
- Jest tu kto?! - zawołał Robin.
Nagle coś się poruszyło. Za jedną kupą cegieł, walających się tu z każdej ze stron, mignęła jakaś postać w pelerynie z kapturem. Robin i Pikachu ruszyli za nią i prędko ją dogonili. Postać początkowo próbowała im uciec, potem jednak opadła na ziemię i zaczęła szlochać. Robin ostrożnie podszedł do niej i niepewnie, gdyż nie miał pewności, czy to nie zasadzka, zerwał pelerynę z tej postaci. To, co ujrzał w tamtym momencie, zmroziło go. To była Raven, ale jakaś inna. Miała na sobie strój podobny do tego, który zwykle nosiła, ale biały. Co gorsza, nie była sobą. Była... Małym dzieckiem w wieku może ośmiu lat.
- Raven? - spytał przerażony Robin.
- Pika-pika? - dodał Pikachu, będąc w nie mniejszym szoku, niż jego pan.
- Kim jesteś? - zapytała dziewczynka, patrząc na nich obu z przerażeniem w oczach, z których nadal ciekły łzy.
***
Walka na ulicach zrujnowanego przez Trygona miasta trwała dalej. Dzielna drużyna Młodych Tytanów, wspierana przez swoje Pokemony, próbowała walczyć ze swoimi mrocznymi kopiami. Jednak z jakiegoś powodu, co odkryli po około tak godzinie walki, że nieważne, ile ciosów im zadają i nieważne, jak bardzo wysilali się, nie byli w stanie ich zniszczyć. Ich mroczne kopie tylko śmiały się z nich oraz kpiły w żywe oczy. Kopie ludzi robiły to w języku ludzkim, a pokemonie w mowie Pokemonów.
- Twój ból mnie rozśmiesza - śmiała się Mroczna Gwiazdka, unosząc się w powietrzu przed swoim oryginałem - Zakończenie twojej egzystencji będzie dla mnie takie cudowne.
Stojący na ziemi Mroczny Fennekin zachichotał i powiedział coś w swojej mowie do Fennekina Gwiazdki, który zapiszczał groźnie i choć wyraźnie był już osłabiony, nie sprawiał wrażenia, aby miał się poddać.
- A wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze, mała? - mówiła dalej Mroczna Gwiazdka - Że kiedy już cię zniszczę, twój Robin będzie tylko mój.
Gwiazdka zakipiała z wściekłości.
- On nigdy nie będzie twój! - krzyknęła, zaciskając bojowo pięści - To jeszcze nie jest koniec!
Po tych słowach, rzuciła się z furią w oczach na swoją mroczną kopię i tak mocno ją uderzyła, że ta poleciała kilkaset metrów do tyłu, ale zaraz szybko się pozbierała i ponownie zaatakowała, lecz tym razem Gwiazdka odparła jej cios i odrzuciła ją na ziemię. Fennekin w tym samym czasie bezlitośnie zaczął tłuc swoją mroczną kopię, gdy nagle rozległ się głośny śmiech Trygona.
- Jestem naprawdę pod wrażeniem - powiedział, uśmiechając się podle - Tak, nie doceniałem was. Jesteście naprawdę silni, a ja nie umiem odmówić wam tego, że godni z waszej grupy przeciwnicy. Ale zapominacie o jednym. Wasz trud jest daremny. Cokolwiek nie zrobicie, nie cofniecie już tego, co tu się stało. Pierścień Azarath chroni was na razie przed moim gniewem, ale to niczego nie zmienia, bo wkrótce zostaniecie unicestwieni przez własne demony, których jak widzicie, nie jesteście w stanie pokonać.
Tytani czuli, że demon ma rację. Jakkolwiek ponownie rozpoczęli walkę i z największą z możliwych zawziętością ją kontynuowali, nie byli w stanie walczyć ze swoimi demonami. Ich mroczne kopie atakowały ich mocami, których oni tak często używali w walce. Gdy nasi bohaterowie próbowali zaatakować w inny nieco sposób, ten sposób też został przez nich przejrzany. Dranie zdawali się wiedzieć z góry, co oni zrobi i jak odeprzeć ich atak, jaką formę strategi oni przyjmą i jakie im ciosy będą zadawać.
Kiedy zmęczeni opadli na ziemię, a ich mroczne kopie zaczęły śmiać się na całe gardło i kpić z nich jeszcze mocniej, Bestia załamany spojrzał na Gwiazdkę, przy której wylądował, po czym podniósł z ziemi swojego Mudkipa i zaczął mu opatrywać ranę na głowie.
- Z żalem muszę to przyznać, ale ten demon ma rację. Długo nie wytrzymam takiej walki. On zresztą też nie.
- Spójrzmy prawdzie w oczy - powiedziała Terra, opatrując Dedenne - To jest przegrana walka. Nieważne, co zrobimy, oni i tak zawsze nas przejrzą.
- A dziwi cię to? - zapytał Cyborg - Przecież to są nasze mroczne kopie. One są nami, w pewnym sensie. Powstały z nas i znają nas doskonale. Wiedzą z góry, co i kiedy zrobimy. Znają szablon naszej walki jak żadna inna istota na świecie.
- No właśnie. Jak chcesz ich niby pokonać? - jęknął Bestia - Nie wytrzymam tego dłużej.
- Musisz wytrzymać! - zawołała Gwiazdka.
Spojrzała potem na Fennekina i Piplupa, których czule pogłaskała po łebkach i dodała:
- Musimy powstrzymywać go jak najdłużej tylko się da.
- To prawda - zgodził się Cyborg - Tak długo, dopóki jego wszystko widzące oko skupia się na nas, nie dostrzeże Robina.
Terra spojrzała na Bestię, który zrozumiał, że przyjaciel ma rację i skinął jej lekko głową, a ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- Tak, musimy więc walczyć!
Dedenne, mimo tego, iż przed chwilą słaniał się z nóg, stanął na równe łapki i zapiszczał bojowo, gotowy do dalszej walki.
Nagle tuż przy uchu Trygona pojawiła się Mroczna Gwiazdka, która podle zachichotała i powiedziała:
- Słyszałam coś, co może cię zaciekawić, mój panie. Oni chcą odwrócić twoją uwagę od swojego przyjaciela, który...
Trygon machnął na nią ręką, jak na irytującą muchę i odgonił ją od siebie.
- Nie musisz mi tego mówić. Wiem o tym od początku.
Powiedział to tak głośno, aby wszyscy to usłyszeli. Także i Młodzi Tytani.
- On wie? - jęknął Bestia.
- To po co z nami walczy? - zapytała Terra.
- Tylko się z nami bawi - odparł Cyborg, który przejrzał sposób myślenia ich przeciwnika.
Trygon zaśmiał się podle i odparł:
- Wiedziałem o tej całej misji ratunkowej, zanim zrodziła się ona w waszych wątłych umysłach. Od początku również wiedziałem, że ten plan nie jest dla mnie zagrożeniem.
Po tych słowach, wstał na równe nogi i patrząc groźnie na Tytanów, dodał:
- Nie jesteście w stanie ogarnąć potęgi mojego umysłu. Tak jak nie jesteście w stanie pojąć tego, co się stało z moją córką. Może istnieje jeszcze jakaś jej cząstka, ale Raven, którą znaliście odeszła na zawsze.
***
Robin stał przed ubraną na biało dziewczynką, która kiedyś była Raven. Jej smutne, niebieskie oczy z przerażeniem i niepokojem wpatrywały się w niego oraz w jego Pikachu, który podszedł do niej powoli i delikatnie wysunął łapkę na znak powitania. Dziewczynka cofnęła się o krok, a Pikachu zapiszczał przyjaźnie, chcąc jej dać do zrozumienia, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Raven chyba nie do końca mu uwierzyła, bo wciąż trzymała wobec niego dystans.
- Nie bój się - powiedział Robin - Jesteśmy tu, żeby cię uratować.
Chłopak wykonał krok w jej kierunku, ale dziewczynka pisnęła przerażona i rzuciła się do ucieczki.
- Raven! - zawołał Robin.
Ruszył biegiem za dziewczynką, a Pikachu szybko do niego dołączył. Obaj biegli za Raven, która pędząc przed siebie opuściła teren starego domostwa, aby potem ruszyć pędem przez schody prowadzące na dół.
- Stój! Nie zrobię ci krzywdy! - zawołał Robin, będąc już coraz bliżej Raven.
Wykonał skok i znalazł się nagle przed dziewczynką.
- Proszę, posłuchaj mnie. Ja tylko...
Nie dokończył, ponieważ dziewczynka kopnęła go w kostkę, a potem od razu ruszyła biegiem przed siebie. Pikachu zapiszczał ze złością, gdy to zobaczył, po czym strzelił piorunem w jedną ze skał, która zawaliła się prosto na ścieżkę, w ten sposób odcinając Raven drogę ucieczki. Jednak ta wykonała zwinny skok w górę i wylądowała na kamieniach zagradzających jej drogę, ale podłoże, na którym się znalazła okazało się nie dość stabilne i dziewczynka wylądowała z powrotem na ziemi. Robin wykorzystał to, aby podejść bliżej, przezwyciężając ból w nodze.
- Nie bój się mnie, Raven - powiedział czułym tonem - To ja, Robin. Już mnie nie pamiętasz? Robin, twój przyjaciel. Nazywałaś mnie niekiedy braciszkiem, bo byliśmy do siebie bardzo podobni. Pamiętasz?
- Ja... Zabłądziłam - pisnęła Raven.
Robin ukucnął przed nią i powiedział życzliwie:
- Odnalazłem cię. Chcę ci pomóc. Nie musisz się niczego bać.
Wyciągnął do dziewczynki rękę i dodał:
- Tylko pozwól mi to zrobić. Dobrze?
Raven zawahała się przez chwilę, ale poczuła, że nie musisz się obawiać tego chłopaka. Ponadto w jego oczach wyczuła coś znajomego. Coś, co dobrze zna. Coś bardzo jej bliskiego i coś pewnego, dobrego i życzliwego. Wyciągnęła więc rękę w stronę Robina i położyła ją na jego dłoni. Robin ścisnął ją delikatnie palcami i po chwili podniósł się, pomagając jej jednocześnie wstać. Uśmiechał się do niej nadal i Raven zaczęła czuć w sercu poczucie bezpieczeństwa i ogromnej ulgi.
***
Bestia opadł na ziemię tuż obok Cyborga, masując sobie obolałą głowę.
- O matko! Nie wiedziałem, że pokonanie samego siebie będzie aż tak ciężkie - jęknął załamany.
- Nie żartuj - mruknął Cyborg - Ode mnie dostałbyś dużo mocniej.
- A może właśnie to powinieneś zrobić? - zapytała Gwiazdka, lądując tuż obok przyjaciół.
Ci spojrzeli na nią zdumieni, nie rozumiejąc, co dziewczyna ma na myśli.
- Jeśli nie możemy pokonać siebie, to może pokonamy się nawzajem.
- To się może udać! - zawołała Terra, stając obok niej - Niech każdy z nas walczy z kopią inną niż on sam. Wtedy wygramy!
Cyborg i Bestia spojrzeli na siebie z uśmiechem. Przybyli sobie piątkę, po czym głośno zawołali:
- Zamiana!
Następnie Bestia ruszył na Mrocznego Cyborga, zaś Cyborg na Mrocznego Bestię. Ich Pokemony, na ich znak, także zaatakowały inne kopie niż swoje własne i co ciekawe, zaczęły odnosić w ten sposób sukcesy. Chespin bez większego trudu powalił na ziemię Mrocznego Mudkipa, a Mudkip rozłożył na łopatki Mrocznego Chespina. Ich trenerzy także zaczęli sobie radzić, gdy zamienili się wrogami.
Dziewczyny i ich stworki także dokonały tego samego. Terra stanęła przeciw Mrocznej Gwiazdce, zadając jej ostre ciosy mocą ziemi. Istota nie z tej ziemi nie była w stanie ją pokonać. Wiedziała wszystko o sposobie walki swojego oryginału, ale Terra była jej kompletnie obca. Nie wiedziała, czego się po niej spodziewać i jak odeprzeć jej ataki. To samo działo się z Mroczną Terrą. Mimo, iż umiała bez większych trudności trzymać na dystans swój oryginał, nie umiała pokonać tego, o kim niczego nie wiedziała, czyli Gwiazdki. Dlatego zwycięstwo nagle przechyliło się na stronę Młodych Tytanów.
Fennekin dzielnie dopingował swoją trenerkę, samemu powalając na ziemię bez trudu Mrocznego Piplupa i Mrocznego Dedenne. Prawdziwy Piplup zaś, przy pomocy Dedenne, połączył moc wody z prądem elektrycznym, oszałamiając i w końcu nokautując Mrocznego Fennekina.
Kiedy w końcu wszyscy członkowie drużyny pokonali mroczne wersje siebie, a raczej swoich przyjaciół, te wersje nagle zaczęły się mienić. Przemieniły się one w wielkie, czerwone promienie, które uniosły się wysoko w górę, po czym każda z nich wylądowała na piersi tego, od kogo podchodziła. Gdy to się stało, od razu nagle Młodzi Tytani poczuli się tak, jakby odzyskali cząstkę siebie samych, którą na jakiś czas utracili.
- A nie mówiłem? Pokonałbym cię - zażartował sobie Cyborg, patrząc lekko dowcipnym wzrokiem na Bestię.
Chłopak już miał mu coś odpowiedzieć, kiedy nagle poczuli, że ziemia się zaczyna trząść od czyiś mocnych kroków. Zobaczyli wówczas, że ich w ich stronę Trygon.
- On tu idzie. To mi się nie podoba - jęknął Bestia.
Drużyna zebrała się w jednym miejscu, a ich Pokemony otoczyły ich kręgiem i zapiszczały groźnie, gotowe bronić swoich przyjaciół.
- Wasze zwycięstwo nie ma znaczenia - powiedział Trygon - W ten oto sposób tylko przedłużyliście swoje cierpienie. Wasze istnienie się skończyło! Ten świat należy do mnie!
To mówiąc, uderzył ręką o ziemię w miejscu, w którym przed chwilą stali. Tytani i ich Pokemony odskoczyli na bok, unikając ciosu. Jednak uderzenie ręką ze strony Trygona nie miało na celu uderzenie ich samych, ale rozcięcie ziemi, spod której nagle wyskoczyły wielkie ogniste demony. Spojrzały na Młodych Tytanów i kiedy tylko Trygon wydał im rozkaz, aby ich zniszczyły, bez wahania rzuciły się w ich kierunku.
- Uciekamy! - zawołał Cyborg.
Reszta drużyny bez najmniejszego wahania wykonała to polecenie.
***
Łódź, którą wcześniej Robin przybył razem ze Sladem, teraz przewiozła przez rzekę lawy Robina, Raven i Pikachu. Kiedy cała trójka była już na miejscu, Robin zszedł z łodzi i podał dłoń przyjaciółce.
- To tutaj - powiedział.
Raven przyjęła jego rękę i powoli wysiadła z łodzi. Zaraz za nią zwinnie z niej wyskoczył Pikachu, który zapiszczał radośnie i wskazał łapką na drogę, którą on i jego trener przybyli tu wcześniej.
- Pikachu wskazuje nam drogę - powiedział Robin, biorąc Raven na barana.
Ruszyli ścieżką w kierunku wyjścia, a Pikachu biegł przed nimi, co chwila się upewniając, że jego przyjaciele idą tuż za nim.
- Opowiedzieć ci bajkę? - zapytał Robin - Tak dla zabicia czasu.
Raven zgodziła się, więc chłopak zaczął mówić.
- To będzie opowieść o Raven. Była moją przyjaciółką. Była bardzo dzielna. I nie wiem, czy mi uwierzysz, ale razem walczyliśmy ze złem. Chroniliśmy miasto przed potworami i innymi wrogami. Mimo tego, że czyniła dobro, Raven obawiała się, że głęboko w środku była zła.
Pikachu zaczął wesoło wskakiwać na skałę, po której kilka godzin temu obaj z Robinem schodzili ze Sladem, gdy ruszali na akcję ratunkową. Robin uśmiechnął się na ten widok i poprawiając sobie lekko Raven na plecach, zaczął wspinać się ku górze, ku wyjściu z tego nieprzyjemnego miejsca.
- W dniu, w którym się urodziła, ludzie przepowiedzieli jej, że kiedyś stanie się coś strasznego.
Jakby na zawołanie, z rzeki lawy wyskoczyły nagle jakieś wielkie płomienie, które miały oczy, nosy i ponure uśmiechy. Zachichotały one i ruszyły w górę, co ciekawe, w ogóle nie zwracając uwagi na Robina i Raven ani na Pikachu, jednak to, co zrobiły i tak zaszkodziło naszym bohaterom, gdyż wylatując tak gwałtownie na powierzchnię roztrąciły mnóstwo kamieni, a te zaczęły prosto w dół, na głowy naszych bohaterów. Robin próbował trzymać się mocno skały, po której wspinał się na szczyt, ale nagle jeden z kamieni uderzył go w bok i poleciał na dół prosto w lawę. Chłopak utrzymał się w miejscu, w którym był, ale Raven nie zdołała tego zrobić i puściła niechcący jego szyję, po czym z krzykiem runęła w dół.
- Raven! - krzyknął przerażony Robin, patrząc z rozpaczą na niknącą coraz mocniej w oddali przyjaciółkę.
Nie wiedząc, co ma zrobić, puścił się skały i zaczął lecieć w kierunku Raven. Kiedy do niej doleciał, złapał ją mocno w ramiona. Dziewczynka objęła go mocno za szyję, po czym wtuliła się dziko w pierś chłopaka i przylgnęła niego z obawą, co się zaraz stanie. Jednak Robin prędko odpiął od paska spodni przedmiot, który nakierował w górę i wystrzelił z niego hak ze stalową linką. Ta owinęła się wokół jednej ze skał i sprawiła, że Robin i jego podopieczna wylądowali bezpiecznie na kamiennym płaskim moście łączącym dwie wielkie skały. Ten jednak zaczął się szybko walić na kawałki, więc chłopak przycisnął Raven mocno do piersi i ruszył biegiem przed siebie.
- Pika-pi! - zapiszczał zaniepokojony Pikachu, widząc to wszystko.
Zaczął strzelać piorunami w kierunku skał, które spadały na głowy przyjaciół. Dzięki temu roztrzaskiwał je na kawałki i te nie stanowiły aż takiego zagrożenia dla Robina i Raven, gdyż spadały na nich jako małe skałki, które były uciążliwe, ale bynajmniej nie mogły im zagrozić.
Kiedy Robin znalazł się wreszcie w bezpiecznym miejscu, usiadł na skale, na której się znaleźli i posadził obok siebie Raven. Pikachu zwinnie przeskakiwał z jednej skały na drugą, po czym usiadł spokojnie koło swego trenera. Ten pogłaskał go czule po głowie i podziękował za pomoc.
- Cała jesteś? - zapytał Robin Raven - Nic ci się nie stało?
Dziewczynka popatrzyła na niego swoimi dużymi, niebieskimi oczami, po czym zapytała go:
- Robin, dlaczego ty to robisz?
- Robin? Wiesz, jak mam na imię? Przypomniałaś sobie wszystko?
Raven pokiwała potakująco głową.
- Historia, którą mi opowiadałeś... Ja to widzę... Jak przez mgłę, ale widzę... Przyjaciele... Mój ojciec... Jakby to był sen, ale nie dobry, tylko zły. Zły sen. Taki straszny koszmar. Cokolwiek jednak to było, minęło.
To mówiąc, dziewczynka spojrzała na rzekę lawę i zamilkła, pogrążając się we własnych myślach.
- Raven, wciąż jest szansa, żeby go pokonać - powiedział Robin, a Pikachu zapiszczał na znak, że się z nim zgadza.
- Nikt go nie powstrzyma - odparła Raven, kręcąc przecząco głową - To jest demon z innego świata. Jego moc jest potężniejsza niż kogokolwiek z nas. Tak, już teraz pamiętam, kim byłeś i kim byli moi przyjaciele. Wiem, że chcesz, abym wam pomogła, ale nie zdołam tego zrobić. Przyszedłeś tu nadaremno.
- Przyszedłem tu przede wszystkim po to, żeby cię uratować.
- Robin, zastanów się - dziewczynka odwróciła się przodem do niego - Kiedy mnie stąd zabierzesz, to dokąd potem pójdziemy? Świat przejął Trygon. Jest on już teraz wielką, wypaloną pustynią, na której nie da się żyć. Co zrobimy? Jaki ma to wszystko sens?
- Przyszedłem tu po ciebie i bez ciebie stąd nie odejdę. Zabiorę cię stąd.
Robin wyciągnął rękę w kierunku Raven, ale ta odsunęła się od niego, a w jej oczach zaszkliły się łzy.
- Po co?! - zawołała zrozpaczona - Ja nie pomogę! Energię czerpałam z niego! A kiedy już mnie wykorzystał, zabrał mi moje moce!
Dziewczynka opadła na kolana i zaczęła mówić:
- Było kiedyś proroctwo, które się spełniło. To koniec wszystkiego.
Robin położył jej dłoń na ramieniu i rzekł:
- Tak, to może koniec świata. Ale co z tego? Ciągle żyjemy. Ciągle walczymy. Ciągle mamy przyjaźń.
Raven spojrzała na niego, a widok zniekształcały jej łzy, które ciekły jej już strumieniami po policzkach.
- Spójrz na mnie, Robin! Żądasz ode mnie za dużo! Nie ma już nadziei!
- A zatem, muszę mieć nadzieję, która starczy dla nas dwojga! - odpowiedział jej Robin i delikatnie się uśmiechnął.
Wyciągnął do niej rękę i ścisnął nią obie jej maleńkie, dziecinne dłonie.
***
Gwiazdka, Cyborg, Bestia i Raven wraz ze swoimi Pokemonami uciekali, co sił w nogach przed demonami ognia, które przywołał spod ziemi Trygon. Kiedy się zmęczyli, a ucieczka dalej była konieczna, wpadli na pewien pomysł. Postanowili lecieć. Gwiazdka uniosła się w powietrze, łapiąc swojego Fennekina w objęcia. Bestia zaś przemienił się w wielkiego Aerodactyla i zabrał na swoim grzbiecie Terrę i Cyborga oraz pozostałe Pokemony. Uciekali w ten sposób dalej, jednak demony wciąż deptały im po piętach.
- Nie odstępują nas! - zawołała Terra.
- Ale nie poddamy się bez walki! - krzyknął Cyborg i strzelił ze swojej ręki laserem w kierunku demonów.
Terra zaczęła używać swojej mocy, a Chespin, Dedenne, Mudkip oraz Piplup strzelały swoimi atakami w kierunku napastników.
Walka trwała w powietrzu, aż w końcu Młodzi Tytani trafieniami atakiem od jednego z demonów, upadli na ziemię. Spadli z dużej wysokości, ale przeżyli, bo na szczęście dla siebie, posiadali już doświadczenie w walce i to w trudnych dla nich warunkach. Podnieśli się więc szybko na nogi i ustawili w pozycji bojowej.
- Ognia w nich! - zawołał Cyborg i zaczął strzelać laserem ze swojej ręki.
Gwiazdka dołączyła do niego, ciskając we wrogów promieniami laserowymi z rąk i oczu. Terra podnosiła mocą kawały ziemi i rzucała nimi we wrogów. A co do Pokemonów, te też nie pozostawały bierne, używając swoich mocy do walki. Demony ognia uderzane tymi atakami rozpryskiwały się na kawałki, ale nic jakoś nie wskazywało na to, aby miało być ich z tego powodu mniej.
Nagle w górę poleciały, nie wiadomo skąd jakieś dyski, które eksplodowały w powietrzu i zniszczyły część demonów, przepędzając na chwilę resztę. Dołączyły do nich wystrzały elektryczne, które działały niesamowicie płoszące na każdego z napastników.
Młodzi Tytani odwrócili się i zauważyli, że kilkadziesiąt metrów od nich stoi Robin w pozycji bojowej, a koło jego boku Pikachu, także nastawiony bojowo.
- Coś mi mówi, że jesteśmy potrzebni! Oj, powieje grozą! - zawołał Robin.
- Robin! - zawołała radośnie Gwiazdka.
Podbiegła do chłopaka i rzuciła mu się na szyję. Ten uśmiechnął się do niej i objął ją mocno, głaszcząc pieszczotliwie jej włosy.
Cyborg, Bestia i Terra ze swoimi Pokemonami podbiegli do Robina i Pikachu, witając ich obu serdecznie i z radością. Widok ich lidera sprawił, że serca Tytanów napełniła radość i wiara we własne siły. Skoro on tu jest, wszystko musi skończyć się dobrze. Poza tym, poszedł do podziemi, ryzykując swoje życie i wrócił stamtąd cały i zdrowy, a więc sobie poradził. A skoro poradził sobie tam, to co dopiero tu, na powierzchni.
- Żyjesz, stary! - zawołał radośnie Bestia.
- Wiedziałam, że sobie dasz radę! - krzyczała wesoło Terra.
- A gdzie Raven? - spytał Cyborg.
Robin puścił z objęć Gwiazdkę, po czym popatrzył na przyjaciół smutno, a następnie bez słowa odsunął na bok swoją pelerynę, którą wcześniej zakrywał swą lewą nogę. Teraz zobaczyli, dlatego to zrobił. Do jego lewej nogi uczepiona była mała dziewczynka w białych bodach i białej pelerynce. Wygląd jej i sposób, w jaki na nich patrzyła nie pozostawiał wątpliwości, że widzą przed sobą...
- Raven?! - jęknął Cyborg.
Pozostali nic nie powiedzieli. Wpatrywali się jedynie w dziewczynkę, wprost nie mogąc uwierzyć w to, co widzą.
Robin zaś dokładnie opowiedział im wszystko, co się stało pod ziemią. Jego przyjaciele wysłuchali go uważnie, czując jednak, że oto nadzieja, którą poczuli na widok swego lidera, nagle zaczyna ich opuszczać.
- Nie ma już swojej mocy? - zapytał zdziwiony Cyborg.
- I nie może nam pomóc? - dodała Terra.
- Na szczęście mamy jeszcze Pierścień Azarath, więc Trygon nie może...
Bestia przerwał w pół słowa, kiedy Gwiazdka pokazała mu dłoń, na której do niedawna widniał wyżej wspomniany pierścień. Nie było go już tam, nie zdobił on już palca dziewczyny. Zamiast tego Gwiazdka ściskała w dłoni jego szczątki, które zostały z magicznego artefaktu po walce z demonami ognia.
- O raju! - jęknął Bestia.
- No dobra, czas na ostatni atak! - powiedział Robin, zaciskając dłoń w pięść - Teraz on albo my. Wszystko albo nic!
Tytani spojrzeli na niego i skinęli lekko głowami, aby pokazać, że zgadzają się z nim. I tak zresztą nie wyobrażali sobie innego rozwiązania. Albo podejmą z Trygonem walkę, albo zginą. Oczywiście, jeśli podejmą walkę, to też mogą zginąć, ale ostatecznie lepiej polec walcząc do samego końca niż dać się zabić, uciekając jak ostatni tchórz.
Raven, która od kilku minut czekała w pewnym oddaleniu, patrzyła na swoich przyjaciół i nie wiedziała, co ma zrobić. Robin podszedł do niej i położył jej dłonie na ramionach, mówiąc:
- To twoja opowieść, Raven. I nie wiem, co się może wydarzyć. Może to jest rozpaczliwe, ale wierzę, że gdy nadejdzie twój czas, będziesz wiedziała, co robić.
Nagle coś podniosło w górę głaz, za którym ukrywali się nasi bohaterowie. Tym czymś była wielka, czerwona ręka. Tytani odskoczyli na bok i zauważyli, że ręka ta należy do Trygona, który wpatruje się w nich z cynicznym uśmieszkiem.
- Jakieś robactwo zalęgło się pod głazem - zachichotał podle.
- Teraz! - krzyknął Robin.
Tytani skoczyli na swego przeciwnika, a ten zarechotał ponownie i rzekł:
- Znosiłem waszą obecność na tym świecie już zbyt długo.
Następnie machnął ręką i otoczył wszystkich członków drużyny wielką kulą energii, w której zostali uwięzieni. Raven, wciąż kryjąca się za skałą, patrzyła na to, co robi Trygon. Ten dostrzegł ją i powiedział groźnie:
- Twój świat się skończył. Twój świat przestał już istnieć.
Nagle nie wiadomo skąd wyskoczyła jakaś postać ubrana w zbroję. Trzymała w rękach wielki, posiadający dwa ostrza topór bojowy. Postać ta uderzyła Trygona w głowę owym toporem. Ten jęknął z bólu i przestał kontrolować kulę energii, w której uwięził Tytanów. Kula opadła na ziemię i pękła, a wówczas drużyna była już wolna. Stanęli w pozycji bojowej, aby walczyć dalej i zauważyli człowieka, który ich ocalił. Rozpoznali go.
- Slade? To ty?! - zdziwiła się Terra.
- Jak widzisz - odpowiedział mężczyzna, machając w ręku toporem.
- Wydajesz się silniejszy - zauważył Robin.
- Bo w zaświatach odzyskałem swoje siły i swoje ludzkie ciało - odpowiedział mu Slade - To było moim głównym celem, kiedy wyruszałem z tobą po Raven. Ty chciałeś odzyskać przyjaciółkę, a ja moje dawne ciało i moce. Byłem żywy, ale nie całkowicie, bo byłem żywym szkieletem pozbawionym wszystkich cech ludzi. A teraz mogę żyć w pełni tak, jak zawsze tego chciałem i mogę wyrównać rachunki z Trygonem.
- A więc nie traćmy czasu, bo czuję, że powieje tu grozą! - zawołał Robin i spojrzał na Pikachu, który pisnął bojowo i wskoczył mu na ramię.
Chłopak uśmiechnął się do niego i zawołał do przyjaciół:
- Tytani, wio!
Walka rozgorzała na nowo. Tytani raz za razem atakowali Trygona tym, czym tylko walczyć umieli. Gwiazdka i Cyborg strzelali w niego laserem, Terra rzucała w niego pociskami z ziemi, z Bestia atakował go pod różnymi postaciami, Robin i Slade zaś walczyli z nim, atakując demona posiadaną przez siebie bronią. Wraz z nimi walczyły Pokemony, ciskając w przeciwnika kolejnymi mocami raz za razem. Trygon ryczał z bólu przy każdym z tych ataków, próbując odepchnąć od siebie swoich przeciwników, jednak nie był w stanie poradzić sobie ze wszystkimi naraz. Przynajmniej początkowo i wszystko zaczęło wskazywać na to, że Młodzi Tytani i Slade, połączeni ze sobą sojuszem są w stanie z nim wygrać. Jednak nie trwało to długo. Trygon zraniony upadł i jęknął:
- Dość tego! Dość już!
Następnie strzelił z oczu wielkim, czerwonym promieniem, który powalił na ziemię najpierw Slade’a, a potem Młodych Tytanów. Ci upadli osłabieni na ziemię i poczuli, że cały ich wysiłek poszedł na marne. Jęcząc z bólu i cierpiąc nie tylko z powodu ciosów fizycznych, nie byli już w stanie się ruszyć. Czuli, że ponieśli już ostateczną porażkę i nic, cokolwiek by nie zrobili, nie zdołają już wygrać.
Raven obserwowała to wszystko z bezpiecznego miejsca, a kiedy zobaczyła, co spotkało jej przyjaciół, ruszyła biegiem w ich stronę, aby im pomóc. Podbiegła do każdego z nich, patrząc z rozpaczą na to, co ich spotkało. Następnie upadła na kolana tuż przed Robinem i zaczęła go szarpać.
- Wstawaj, proszę! Wstawaj, Robinie! Nie możesz się poddać! Nie możesz! Nie ty! Błagam, braciszku... Wstań! Wstań i walcz!
Robin jednak nie odpowiadał. Był na wpół przytomny, widział Raven, ale nie miał siły się ruszyć ani cokolwiek odpowiedzieć, podobnie jak leżący niedaleko niego dzielny Pikachu. Raven załamana zaczęła płakać czując, że to wszystko jej wina. Może gdyby uwierzyła wreszcie w siebie i nie stała spokojnie, gdy jej bliscy walczyli o świat i o nią, to nic takiego by się nie stało.
Nagle zobaczyła, że podchodzi do niej Trygon. Patrzył on na nią z pogardą i uśmiechając się podle, powiedział:
- Żegnaj, kochana córeczko!
Po tych słowach, wystrzelił z oczu wielkie, czerwone płomienie. Jednak stało się coś, czego nie przewidział. Dziewczynka wyciągnęła rękę w jego stronę, jakby chciała obronić się przed jego strzałem. Wówczas to, niespodziewanie wokół niej, Robina i Pikachu pojawiła się wielka powłoka ochronna, która z jakiegoś powodu nie przepuściła mocy Trygona. Ten zdumiał się, gdy to zobaczył, a z kolei Raven, także całkowicie zdumiona, spojrzała na swoje dłonie i jęknęła:
- Co? Jak to?!
- Możliwe, że posiadasz jeszcze cząstkę mojej mocy - powiedział ze złością w głosie Trygon - Ale nigdy nie będziesz dla mnie zagrożeniem, dziewczynko! To ja jestem twoim stwórcą! Twoim panem! Żyjesz tylko po to, żeby mi służyć! A teraz przetrwałaś tylko dlatego, że ja tak chciałem! Jaką możesz mieć nadzieję na to, że pokonasz swojego wszechpotężnego ojca?!
Raven opuściła głowę w dół i chciała znów się rozpłakać, jednak nie zrobiła tego. Zamiast tego, podniosła powoli głowę w górę, jej oczy zabłyszczały blaskiem jasnego światła, który zaczął otaczać jej całą postać.
- Możliwe, że mnie stworzyłaś... - powiedziała ze złością.
Podniosła się z ziemi, a następnie jasna poświata otoczyła ją całkowicie, aż oślepiła ona Trygona. Zasłonił on sobie oczy ręką, a kiedy ją opuścił, to zauważył przed sobą Raven, z której postaci jasność właśnie opadła. Ale nie była już ona dzieckiem. Była znowu sobą, dorosłą i piękną dziewczyną, odważną i dzielną tak, jak kiedyś.
- Ale nigdy nie byłeś moim ojcem! - zawołała bojowo i wyciągnęła obie ręce w kierunku Trygona.
Z dłoni poleciały jej białe promienie, które uderzyły w demona, osłabiając go i odpychając do tyłu.
Młodzi Tytani ocknęli się wtedy i powoli podnieśli głowy, aby zobaczyć, co się wokół niech dzieje. Ku swojemu wielkiemu zdumieniu, zauważyli, że Raven znowu jest sobą, a ponadto odważnie idzie w kierunku Trygona, strzelając w niego raz po raz promieniami białego, ostrego światła. Każde uderzenie wyraźnie było dla demona bolesne, czego dowodem były jego ciągłe krzyki bólu. Raven lekko się uśmiechnęła na ten widok i z ogromną satysfakcją, atakowała go raz po raz, głośno przy tym wołając:
- Ojciec jest miły! Ojciec się troszczy! Ojciec wspiera!
Trygona oplotło jasne światło niczym ogromne lasso. Próbował się wyrwać z jego uścisku, ale nic mu to nie dało. Raven patrzyła na to wyraźnie zachwycona, a pewna mściwa satysfakcja malowała się na jej twarzy. Zobaczyła kątem oka, że jej przyjaciele i ich Pokemony, w tym jej własny stają przy niej, aby ją wesprzeć. Jej twarz ozdobił uśmiech przyjaźni i życzliwości skierowany do nich, a potem znowu pojawiła się na niej wściekłość skierowana do Trygona.
- Troszczyli się o mnie mnisi z Azarath. A wspierali mnie przyjaciele!
Trygon upadł na kolana, jęcząc z bólu. Ściskały go mocno jasne promienie i żadne jego starania nic nie przynosiły. Raven patrzyła na to spokojnie, po czym ze złością powiedziała:
- To jest moja rodzina i to jest mój dom! Ty jesteś tu niepotrzebny!
Następnie Raven uniosła się w powietrze i wypowiedziała zaklęcie:
- Azarath Metron Zintos!
Ledwie to wypowiedziała, a jasność otaczająca Trygona nagle się od niego oderwała, po czym zawisła w powietrzu i zamieniła się w ogromny portal, który zaczął wsysać w swoje wnętrze Trygona. Ten ryknął z bólu i wściekłości, nie chcąc jednak się tak po prostu poddać. Zbyt dużo osiągnął i zbyt długo czekał na swój powrót do życia, aby teraz ulec. Złapał się mocno kilku budynków i próbował się wyszarpnąć z mocy wsysającej portalu. Nic mu to jednak nie dało. Portal do tego samego miejsca, w którym został już raz uwięziony, wsysał go ponownie i to tak silnie, że nie miał możliwości się z tego wyrwać. Wściekły ryknął i nagle machnął ręką tak, iż udało mu się przewrócić na ziemię Młodych Tytanów, po czym mocno chwycił dłonią Raven.
- Jeżeli mam zostać znowu uwięziony, to tylko z tobą! - ryknął.
Raven jęknęła i próbowała wyrwać się z dłoni ojca, jednak ten trzymał ją w swoim uścisku nazbyt mocno. Dziewczyna czując, że nic jej już nie pomoże, łatwo się poddała, ale przyjaciele nie zamierzali pozwolić na to, aby ponownie stracić Raven. Złapali mocno dłoń Trygona i zaczęli szarpać jej palce, aby zmusić ją do rozwarcia. Najmocniej szarpał Cyborg z Piplupem. Obaj nie zamierzali się poddać, choćby mieli przy tym zginąć.
- Cyborg, daj spokój! - zawołała Raven do przyjaciela - Nie warto! Mnie już i tak nic nie pomoże! Zostawcie, bo inaczej was też pochłonie portal!
- Nie ma mowy! - krzyknął Cyborg - Nie zamierzam cię znowu stracić! Już nigdy więcej! Nie po to cię odzyskałem, aby teraz cię stracić! Kocham cię, Raven! Kocham cię i nie oddam cię zaświatom! Nie dziś i nie teraz.
Raven spojrzała zdumiona na przyjaciela i jęknęła:
- Naprawdę? Kochasz mnie? Och, Cyborgu... Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
Cyborg nie odpowiedział, tylko szarpał dalej palce Trygona, aby w końcu je rozerwać i uwolnić ukochaną. Demon jednak nie zamierzał tego zrobić, ani też się nie zamierzał dać wessać do portalu. A ten wciągał go coraz mocniej i w końcu by musiał mu ulec, ale zamierzał pochłonąć przy tym swoją córkę z zemsty za to, że ta go pozbawiła wolności.
Przyjaciele wyczuli to i zrozumieli, że muszą szybko coś zrobić. Robin oraz Gwiazdka spojrzeli na siebie nagle i bez słowa zrozumieli się nawzajem. Poczuli, co powinno zrobić i skinęli sobie głowami na znak, że będą działać razem. Zanim się więc ktokolwiek zdążył zorientować, co się dzieje, oboje puścili dłoń Trygona i zaatakowali jego oczy. Robin strzelił w nie wybuchającymi dyskami, z kolei zaś Gwiazdka użyła swoich mocy. Pikachu i Fennekin dołożyli do tego swoje ciosy pioruna i ognia. Trygon ryknął z bólu i mimowolnie puścił budynek, którego wciąż się trzymał i w tej samej chwili poluzował uścisk dłoni trzymającej Raven. To już w zupełności wystarczyło dla Cyborga, Bestii i Terry, którzy w końcu rozerwali mu palce i uwolnili Raven. Ta szybko uleciała w górę, a następnie z bezpiecznej już odległości patrzyła, jak jej mroczny ojciec znika w portalu do zaświatów, tak głośno przy tym wrzeszcząc i krzycząc, jak to tylko było dla niego możliwe.
- Bądź przeklęta, wyrodna córko! - zdążył jeszcze krzyknąć.
Chwilę potem zniknął w portalu, a ten zamknął się na dobre, po czym zmienił się w wielki jasny blask, który przeniknął całe miasto i... przywrócił je do jego dawnego stanu. Ku zdumieniu Młodych Tytanów, blask będący wcześniej portalem przeszedł jak błyskawica przez całe miasto, a wszędzie, gdzie on dotarł, wszelkie zniszczenie, pustka i nicość zniknęły, a powróciły na ich miejsce wszystko to, co było wcześniej. Ludzie zamienieni w kamienie teraz znów ożywali, a miasto nie tylko znowu nabierało barw, ale wszelkie zniszczenia zniknęły, a budynki znowu były całe i nieuszkodzone. Powróciło słońce i jasny dzień, ciepły i przyjemny, a więc taki, jaki być powinien.
Tytani spojrzeli na siebie nawzajem, a potem na Raven, unoszącą się nad nimi w powietrzu i uśmiechającą się do nich życzliwie. Zadowolona opadła na ziemię, a następnie uściskała czule swojego Piplupa, kiedy ten wpadł jej w objęcia.
- Raven, zrobiłaś to! Wygrałaś! - zawołała zachwycona Gwiazdka.
- I to całkiem sama! - dodał Cyborg.
Raven odstawiła na ziemię Piplupa i odparła:
- O nie! Nie sama! Zrobiłam to dzięki wam. Bez was nigdy by mi się to nie udało. Wygrałam, bo ktoś we mnie uwierzył.
Po tych słowach, rzuciła się na szyję Robinowi i uściskała go serdecznie.
- Dziękuję ci, braciszku! Dziękuję!
Robin uśmiechnął się delikatnie i przytulił ją do siebie.
- Witaj w domu, Raven. Witaj z powrotem, siostrzyczko.
- Dobra, nic z tego nie rozumiem! - zawołał nagle Bestia, gdy Raven puściła już jego przyjaciela - Białe szaty i uśmiechy to już coś nowego, ale uściski?!
Spojrzał na Raven uważnie, po czym spytał:
- Czy ty jesteś aby na pewno sobą?
- Niebieski to nadal mój ulubiony kolor - odpowiedziała Raven, po czym już zupełnie poważnie i ponuro zarazem dodała: - Ale nie przyzwyczajaj się lepiej do uśmiechów, bo nadal nie jesteś zabawny.
Bestia zachichotał wesoło, wiedząc już doskonale o tym, że ma do czynienia z prawdziwą Raven. Zadowolony podskoczył w górę, klasnął w dłonie, a następnie mocno ją uściskał, wołając:
- Raven!
- Przestań! - jęknęła dziewczyna.
Chwilę potem uściskali ją kolejno wszyscy przyjaciele. Raven podziękowała im z całego serca za to, że byli z nią w tak trudnym dla niej momencie, a kiedy już to zrobiła, spojrzała na Cyborga i zapytała:
- Czy to, co mówiłeś podczas walki z Trygonem, to prawda?
- Że cię kocham? - spytał Cyborg - Tak, od dawna cię kocham, ale jakoś nie umiałem ci wcześniej tego powiedzieć. Nie wiem, co o tym sądzisz i wcale się o to nie obrażę, jeżeli nie zechcesz odwzajemnić moich uczuć, bo pewnie bardziej ode mnie lubisz Robina, więc ja nie będę...
Raven uśmiechnęła się do niego czule i dotknęła delikatnie jego policzka.
- Proszę cię. Nie słyszałeś? On jest mi jak brat i to się nie zmieni.
- On jest jak brat? A ja? - spytał Cyborg.
Dziewczyna przysunęła się do niego i pocałowała go czule w usta.
- Czy to wystarczy ci za odpowiedź?
Cyborg uśmiechnął się i przytulił mocno ukochaną. Raven wtuliła się w niego i spojrzała kątem oka na Bestię i Terrę, którzy podeszli do siebie i chwycili się za ręce, chyba nie mając odwagi pocałować się w miejscu publicznym. Raven lekko się zaśmiała, widząc to, a potem skierowała swój wzrok na Robina i Gwiazdkę.
- Może wreszcie wy sobie to powiecie? - zapytała.
Robin i Gwiazdka popatrzyli na siebie. Nie musieli pytać, co Raven ma na myśli. Dobrze wiedzieli, o co chodzi. Ich wspólna rozmowa, zanim to wszystko się zaczęło, kontynuowana potem w jaskini, kiedy byli przez chwilę sami zrobiły już swoje i to, co już między nimi od dawna wisiało, zrobiło swoje.
- Wiesz, Gwiazdko... Zapytałaś mnie niedawno, kiedy byliśmy sami, czy ty i ja... To znaczy, czy mogłabyś moją dziewczyną. Chciałaś wiedzieć, czy chciałbym tego, tak jak i ty.
- Tak, chciałam to wiedzieć i dalej chcę - odpowiedziała mu Gwiazdka, czując przy tym, jak serce jej bije mocno w piersi.
- Widzisz... Bardzo chcę tego wszystkiego. To, że o mały włos nie straciliśmy tego świata zmusiło mnie do myślenia. Myślę sobie też, że się myliłem. Może ty i ja, to znaczy... Może my wszyscy, jako superbohaterowie mamy prawo do tego, aby się cieszyć życiem. Może jednak mamy prawo do miłości, do szczęścia i do wszystkiego, o czym marzymy. I myślę też, że...
- Robin?
- Tak?
- Przestań mówić.
Robin uśmiechnął się do Gwiazdki, po czym przytulił ją czule i pocałował w usta z miłością i namiętnością zarazem. Tak, jak zawsze o tym marzył.
- No, nareszcie - powiedział nieco złośliwie Cyborg.
- Już myślałem, że nigdy tego nie zrobią - dodał Bestia.
Pokemony zapiszczały radośnie i zaklaskały w łapki zachwycone. Zrobili to też i ludzie, którzy dostrzegli naszych bohaterów i cała rozmowa, jaka się między nimi toczyła, bardzo ich zainteresowała.
Wtem Terra rozejrzała się dookoła i zapytała:
- A gdzie jest Slade?
Pozostali Młodzi Tytani zapomnieli o tym, co właśnie robili i zaczęli bardzo uważnie rozglądać po ulicach ożywionego na nowo Jump City. Niestety, nigdzie nie dostrzegli nawet sylwetki swojego tymczasowego sojusznika w zbroi i masce na twarzy. Dotarło do nich wówczas to, co było gorzką pigułką w tej niesamowitej radości, jakiej doświadczyli. To, że Slade pomógł im pokonać Trygona, a kiedy już tego dokonali, skorzystał z ich chwilowej nieuwagi i uciekł. Co gorsza, miał teraz znowu ludzkie ciało i swoje dawne umiejętności.
- Uciekł nam - powiedział ze złością Cyborg.
- Spokojnie, dopadniemy go - odpowiedział Robin ponurym tonem - Nie dziś, to jutro, ale go dopadniemy. Żadna kryjówka go przed nami nie obroni.
***
Ponieważ świat został ocalony, Młodzi Tytani mogli zająć się już innymi, tak bardzo ważnymi dla nich sprawami. Najpierw zadbali o to, aby wyjaśnić, że Robin nie zabił nikogo, a wszystko to, o co został oskarżony to tylko intryga Slade’a, a jej celem było doprowadzenie do tego, aby przywódca Młodych Tytanów nie był mu w stanie przeszkodzić.
Na szczęście dokładne śledztwo, które było kontynuowana po uwolnieniu się świata od Trygona prędko wykazało, że to wszystko prawda, co potwierdziły także zeznania Terry. Wobec tego, Robin został oczyszczony ze wszystkich stawianych mu zarzutów i mógł dalej poruszać się po mieście jako wolny obywatel.
Świadomość o tym, że Trygon przejął władzę nie było powszechnie nazbyt świadome. Tylko część ludzi, zanim skamieniała widziała demona, który sprawia, że świat staje się jedną wielką pustynią chaosu i ciemności. Inni nie byli pewni, co widzieli i co się właściwie stało. Jednak najważniejsze stało się to, że co by jednak nie było, to Młodzi Tytani ponownie ocalili Jump City, jeśli nie cały świat. Imiona ich wszystkich krążyły z ust do ust po całym mieście, ludzie chwalili ich, bardzo podziwiali i wznosili okrzyki zachwytu na sam ich widok.
Dzielni nasi bohaterowie jednak nie zwracali na to większej uwagi. Nie to ich interesowało, aby pławić się w podziwie innych. Ale to, aby miasto było cały czas bezpieczne od wszelkiego zagrożenia i to, aby zwalczać kolejne zagrożenie, kiedy się ono pojawi, bo to, że się ono pojawi, to było dla nich więcej niż pewne.
Kiedy w końcu sprawa Robina została wyjaśniona, a cała drużyna znajdowała się ponownie w swojej kryjówce, Raven (ubrana już w swój stary kostium) wzięła Robina na stronę i powiedziała mu:
- Nie wiem, czy powinniśmy świętować. W końcu Slade gdzieś zniknął.
Robin jednak nie wyglądał na przejętego tym, co mu powiedziała:
- Jeśli kiedyś znowu się tu pokaże, będziemy gotowi.
- Jak ty to robisz, Robin? - spytała Raven.
- Co robię? - zdziwił się chłopak.
- Masz nadzieję - wyjaśniła dziewczyna i spojrzała przez okno, przy którym stali na horyzont - Po tym wszystkim, co się stało wciąż wierzysz. Po tym, co się stało i po tym, co ja zrobiłam, wciąż wierzysz. Skąd bierzesz nadzieję, że będzie dobrze?
- To dzięki tobie - odpowiedział jej Robin - Nie zdajesz sobie sprawy, że to ty właśnie masz w sobie tak dużo nadziei. Od dnia urodzenia mówili ci, że jesteś zła i stworzona do robienia złych rzeczy. Ale ty się nie poddałaś. Miałaś wciąż nadzieję, że unikniemy najgorszego.
Raven spojrzała ponownie przez okno, a potem na Robina i powiedziała:
- Myślałam, że to już koniec. A teraz nagle...
- A teraz masz całe życie przed sobą - dokończył Robin - Możesz sama już decydować o swoim przeznaczeniu.
- Zdaje się, że na końcu wcale nie ma końca, tylko nowy początek i to bardzo piękny początek - powiedziała Raven, uśmiechając się uśmiechem pełnym radości i szczęścia.
Wtem podeszli do nich pozostali członkowie drużyny. Robin uśmiechnął się z czułością do Gwiazdki i chwycił czule jej dłoń. Kosmitka obdarzyła go pełnym tak wielkiej miłości spojrzeniem, że poczuł, jak jego serce bije w piersi jak szalone.
- Ja też mam swój nowy początek - powiedział szczęśliwym tonem - I coś mi mówi, że ten początek zapowiada naprawdę piękną opowieść.
Gwiazdka czule położyła mu głowę na ramieniu, zaś Bestia i Terra, również się trzymając za ręce, zachichotali wzruszeni i popatrzyli na Cyborga, który czule ujął dłoń Raven, a ta popatrzyła na niego i powiedziała:
- Żałuję tylko jednego, że musiałam o mało nie zginąć, żebyś w końcu mi to, co tak ważne dla nas obojga, powiedzieć.
- Wiesz... Wcześniej brakowało mu do tego odwagi. Wydaje mi się, że chyba jest łatwiej walczyć ze złem niż wyznawać miłość.
- Ale skoro wreszcie wszyscy sobie wyznaliśmy to, co czujemy, może już się zaczniemy bawić? - zapytał Bestia.
- Właśnie, pora na zabawę! - zawołała radośnie Terra - Chodźmy do salonu! Nasze Pokemony już na nas czekają i nie mogą się doczekać imprezki! Nie każmy im czekać zbyt długo.
- Właśnie! - zawołał Bestia - Zwłaszcza, że dobra zabawa nigdy nie powinna czekać.
Już po chwili, wszyscy razem ruszyli w kierunku salonu, z którego dobiegały ich wesołe piski Pikachu, Piplupa, Chespina, Fennekina, Mudkipa i Dedenne. Gdy zaś tam się znaleźli, rozpoczęła się największa impreza, jaka kiedykolwiek miała miejsce w siedzibie Młodych Tytanów. Nigdy wcześniej jeszcze aż tak wielka i tak dobra zabawa nie odbyła się w tym salonie. Muzyka grała do bardzo późna, a nikt nie palił się do tego, aby iść spać. Tańczono, bawiono się, wygłupiano, żartowano i robiono wszystko, co tylko można robić wtedy, gdy się odnosi największy sukces ze wszystkich możliwych sukcesów.
Dopiero późno w nocy członkowie drużyny i ich Pokemony popadali po kolei ze zmęczenia i zasypiali, zwykle tam, gdzie stali. W końcu z całej kompanii zostali tylko Robin i Gwiazdka, którzy zanim poszli spać, usiedli jeszcze na dachu swojej siedziby i długo wpatrywali się w księżyc w pełni, widniejący na niebie. Gwiazdka czuła się szczęśliwa jak nigdy dotąd. Jej ukochany został jej chłopakiem, wyznał jej swoje uczucia, a do tego teraz siedział obok niej i ściskał jej dłoń w swojej, bez żadnej krępacji i żadnego zastanawia się, czy ma to sens i czy bohaterowie mają do czegoś takiego jak miłość prawo. Dodatkowo przypominała sobie wciąż słowa tej uroczej piosenki, którą w czasie zabawy śpiewał jej Robin.
Gwiazdka w górze lśni.
Pierwszym mym życzeniem jesteś ty.
Spadająca gwiazda spełnia sny,
W których główną rolę grasz ty.
Wiedziała, że te słowa kierowane są do niej, tak jak słowa innej piosenki o gwiazdce, którą w dniu, kiedy uformowała się ich drużyna śpiewał jej Robin. I też wiedziała o tym, jak wiele te słowa dla niej znaczą. Czuła też, że dla jej lubego to również nie są tylko słowa piosenki, ale wyznanie, iż jest mu bliska.
Robin natomiast czuł w sercu po raz pierwszy od bardzo dawna spokój i taką lekkość, o jakiej zawsze marzył, a którą, jak sądził wcześniej, nie miała jako stróż sprawiedliwości w Jump City czuć. Spojrzał na swoją ukochaną i powiedział:
- Pamiętam, jak rozmawialiśmy, zanim to się wszystko zaczęło o tym, co nam wolno czuć, a co nie. Myślałem, że nie mam prawa kochać. Sądziłem, że skoro już jesteśmy tym, kim jesteśmy, nie możemy pozwolić sobie na tak wielki przywilej, jakim jest miłość. Ale wiem już, że się myliłem. A wiesz co, Gwiazdeczko?
- Co, Robinku? - spytała Gwiazdka.
- Kiedy byłem tam w podziemi, by odnaleźć Raven, nie bałem się tyle tego, że nie zdołam stamtąd wyjść.
- A czego się bałeś?
- Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę i nie powiem, ile dla mnie znaczysz.
Gwiazdka uśmiechnęła się do niego, po czym oboje znów się pocałowali, a zarazem potem przytulili mocno i ponownie skupili wzrok na księżycu w pełni, ten zaś zdawał się jakby uśmiechać i mówić im, że wyznając sobie miłość i decydując się na to, aby sobie na nią pozwolić, podjęli najlepszą decyzję z możliwych.
KONIEC
























