wtorek, 28 kwietnia 2026

Przygoda 130 cz. V

Przygoda CXXX

Tytani, do akcji! cz. V


Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie zdradził go podczas wykonywania ich misji, bez najmniejszego wahania ruszyła szukać Trygona. Nie było trudno go odnaleźć. Ten przeklęty demon wybrał sobie za siedzibę miejsce w samym centrum miasta, żeby móc z tego miejsca podziwiać swoje arcydzieło, czyli zniszczony świat pełen pyłu, popiołu, ciemności i kurzu, nie mówiąc już o ludziach i Pokemonach zmienionych w kamień. Ten widok cieszył go i napawał prawdziwą dumą. Dodatkowo dawał mu niesamowicie ogromną satysfakcję. Tak długo przebywał uwięziony, tak długo był w zamknięciu w zaświatach, że teraz z przyjemnością napawał się widokiem cierpienia świata i tego, jak ciężki los go spotkał.
- Zasłużyli sobie na to - powiedział do siebie z mściwą satysfakcją - Więzili mnie w zaświatach, nie dawali mi żyć i być sobą. Niech teraz za to zapłacą! I co, zakonie Azarath? Na nic zdały się twoje sztuczki. Na nic zdały się twoje zaklęcia! Wielki Trygon powrócił i świat spotkał zasłużony los! A ja będę jego panem po wsze czasy!
- Nie, dopóki my mamy coś do powiedzenia! - odezwał się nagle czyiś głos.
Trygon zdumiony spojrzał przed siebie, ale nikogo nie dojrzał. Zniżył więc nieco swój wzrok i zauważył, że jakieś kilkanaście metrów przed nim, niedaleko jego stóp stoją Gwiazdka, Cyborg, Bestia i Terra wraz ze swoimi Pokemonami. Każde z nich miało na twarzy bojową minę wyrażającą gotowość do walki.
- Wy? - zdziwił się - Jakim cudem nie dotknęła was moja klątwa?!
- Widocznie twoje zaklęcia straciły już licencję! - rzucił złośliwie Bestia.
- Zobaczymy, pyskaty chłopaczku! - warknął Trygon, zrywając się ze swojego siedzenia, którym (co dopiero teraz drużyna zauważyła) była siedziba Młodych Tytanów.
Następnie machnął ręką, tworząc wielką falę lawy, która zalała drużynę i cała ich pokryła. Jednak, ku wielkiemu zdumieniu demona, gdy fala opadła, okazało się, że jego przeciwnikom nic się nie stało. Otaczała ich jakaś czerwona powłoka, przez którą ani lawa, ani żaden pocisk nie były w stanie się przedrzeć. Trygon zazgrzytał wściekle zębami, gdy to zobaczył, ale szybko zrozumiał przyczynę tej sytuacji.
- A więc użyliście pierścienia Azarath! - zawołał, dostrzegając ten przedmiot na palcu Gwiazdki - To pewnie prezent od mojego byłego sługi.
Zadowolony usiadł ponownie na swoim nowym tronie i powiedział:
- To nie ma znaczenia. Nie ja będę waszym katem.
Następnie oczy mu zabłyszczały złowrogo. W tej samej chwili członkowie drużyny i ich Pokemony poczuły, że coś parzy ich w stopy, a następnie przez ich nogi przechodzą jakieś ostre dreszcze, jakby prąd ich kopnął. Jęknęli z bólu, ale ten dosyć prędko minął, zmieniając się w dziwne uczucie pustki, jakby właśnie coś z nich wyszło i opuściło ich na zawsze. Następnie przewrócili się na ziemię, a gdy się podnieśli zauważyli, że przed nimi stoją jakieś cztery postacie. Były to istoty szaro-bure, pozbawione ludzkich naturalnych barw, z czerwonymi oczami oraz tak jadowitymi uśmiechami, jakich nigdy jeszcze nie widzieli. Co gorsza, okazało się, że postacie te były im doskonale znane. Te postacie... Były nimi! A właściwie nie tyle nimi, co ich mrocznymi kopiami, które Trygon stworzył, aby ich pokonały.
- Mogę być źródłem zła i ciemności, ale to wy jesteście swoimi najgorszymi wrogami - powiedział Trygon, zaśmiewając się przy tym do rozpuku.
Mroczny Cyborg wysunął się naprzód i powiedział:
- Nie tylko wasza Raven miała złe strony.
Następnie rzucił się na Cyborg. Obaj zaczęli się szarpać i bić. Chespin chciał ruszyć na pomoc swojego trenera, ale naprzeciwko niego pojawiła się smużka dymu, a z niej wyłonił się taki sam Pokemon jak on, z tą różnicą, że też był szary i pozbawiony jakiejkolwiek zwykłej barwy, poza czerwienią, którą mieniły się jego ponure oczy. Stworek zapiszczał groźnie, widząc swego sobowtóra i zaczął z nim walczyć.
Tymczasem mroczne wersje Gwiazdki, Terry oraz Bestii zaatakowały swoje oryginały, a mroczne wersje ich Pokemonów rzuciły się do walki z ich stworkami. Walka była zaciekła, jednak szybko okazało się, że drużyna Młodych Tytanów nie jest w stanie walczyć ze swoimi mrocznymi kopiami. Te sprawiały wrażenie bycia od nich silniejszymi, a do tego, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników, nie posiadały ich skrupułów. Zadawane przez nich ciosy miały za zadanie ich zranić, a nawet zabić. Podobnie się sprawa miała z ich Pokemonami. Walczyły one zaciekle ze swoimi mrocznymi kopiami, ale z powodu ich okrucieństwa i mroku, jaki od nich bił szybko zrozumiały, że ta walka jest z góry skazana na porażkę.
Ponadto, jakby tego wszystkiego było mało, mroczne kopie zaczęły sobie kpić ze swoich oryginałów.
- Martwisz się o swojego Robinka, co? - zapytała złośliwie do Gwiazdki jej mroczna kopia - Boisz się, że on zginie? A może o to, że nigdy nie odwzajemni twoich uczuć?
- Skąd ty to wiesz? - syknęła Gwiazdka przez zęby.
- Zapomniałaś, złociutka, że ja jestem tobą? - odpowiedziała mroczna kopia - Powstałam z ciebie, z twoich lęków i obaw. Z twoich wad i problemów, jakie masz i dlatego znam je wszystkie doskonale. Bo z nich właśnie się składam.
Po tych słowach, ta okrutna istota zaatakowała Gwiazdkę, która z trudem już odpierała jej ataki. Niewiele lepiej mieli Cyborg, Bestia i Terra. Cała trójka broniła się walecznie przed tymi łajdakami, podobnie jak ich dzielne Pokemony, które to próbowały w tej samej chwili odpierać ataki swoich mrocznych wersji. Jednak co by nie zrobili zarówno Młodzi Tytani, jak i ich dzielne stworki, wciąż przeciwnicy mieli nad nimi przewagę i wykorzystywali ją jak tylko najmocniej się dało, prócz tego szydząc sobie z przeciwników.
- Co? Nie polecisz z płaczem do mamusi? - zapytał Mroczny Cyborg swojego oryginału - A nie, zapomniałem. Ty już nie masz mamusi. Skamieniała razem z tatusiem.
- Nie umiesz wciąż poradzić sobie ze swoimi mocami, blondi? - pytała swoją oryginalną wersję Mroczna Terra - Może nadal potrzebujesz treningu?
- Co jest mały? Masz już dosyć? - pytał Mroczny Bestia prawdziwego Bestię - Straszny z ciebie słabeusz. Nic dziwnego, że Terra cię nie chce.
Mroczne wersje Młodych Tytanów dobrze wiedziały, co robią. Mówiły to, co najbardziej bolało i najbardziej raniło ich oryginały, wytrącając je w ten sposób z równowagi, gnębiąc i krzywdząc, pozbawiając wiary w siebie. Dodatkowo, jakby tego było mało, niemalże cały czas się uśmiechały, a ten okrutne uśmiechy jeszcze bardziej drażniły naszych bohaterów.
Pokemony miały trochę lżej. Ich kopie nie mówiły do nich nic, po prostu je atakowały i prowokowały złośliwymi minami, ale nie było to zdecydowanie zbyt wielkie ułatwienie, bo w żaden sposób nie zmieniało to warunków walki, która się wciąż wydawała przegrana dla Młodych Tytanów i ich stworków.

***


- Powiedz, po co to zrobiłeś? - zapytał Robin Slade’a, gdy wędrowali razem przez mroczny tunel pod ziemią - Dla pieniędzy? Prestiżu? Ciemnych mocy?
Slade nie odpowiedział mu. Nawet nie odwrócił się, aby na niego spojrzeć. Pokazał mu tylko, aby szedł za nim w kierunku, z którego zaczęła bić w ich stronę jakaś jasność. Robin nie znał jej pochodzenia, podobnie jak i Pikachu, wiernie się trzymający jego boku, ale poszli obaj za swoim przewodnikiem, aż dotarli nagle do wielkiej i długiej rzeki lawy. A więc to od niej biła ta jasność, którą dostrzegli.
- Wsiadajcie - powiedział Slade i wskazał dłonią na małą, kamienną łódź, która była przycumowana do brzegu.
Robin zdziwił się i już miał zapytać, skąd ta łódź się tutaj wzięła, jednak dość szybko uznał, że nie ma to jakiegoś większego znaczenia i wsiadł na jej pokład, a wraz z nim wierny Pikachu. Slade upewniwszy się, że obaj usadowili się nie tyle wygodnie, co bezpiecznie, sam również wsiadł i ujął znajdujące się w łodzi wielkie wiosło, następnie z jego pomocą odbił ich pojazd od brzegu, a gdy zaczęli płynąć z prądem, wsunął wiosło w lawę i zaczął nakierowywać łódź na właściwy kierunek.
- To jak? Dlaczego to zrobiłeś? - dopytywał się dalej Robin.
- Nie wszystko jest takie proste, Robinie - odpowiedział mu Slade, nie racząc jednak na niego spojrzeć.
- Doprawdy? - zakpił sobie Robin - Bo jak dla mnie, sprzedanie całego świata dla własnych korzyści brzmi bardzo prosto.
- Ze mną czy beze mnie, to i tak musiało się stać.
- Ale wziąłeś w tym udział. I jak zwykle, gdy coś robisz, ucierpieli na tym ludzie.
- To potrafię najlepiej - odparł Slade, po raz pierwszy od chwili, gdy wsiedli do łodzi, spojrzał na swojego rozmówcę.
Nagle coś przerwało ich dyskusję. Coś, co zaniepokoiło poważnie całą trójkę podróżników. Slade zatrzymał wówczas łódź i zaczął z uwagą przyglądać się tej ponurej okolicy, w jakiej się obecnie znajdowali. Nic nie mówili, ale czuli, że nie za długo będą mieli kłopoty.
Ich obawy okazały się uzasadnione, ponieważ nie minęło wiele czasu, a nagle z lawy wyskoczyły jakieś dziwne cienie. Wyglądały one jak ogniste Pokemony, a szczególnie jak Magmar, jednak coś wyraźnie wskazywało na to, że podróżnicy nie mieli do czynienia z prawdziwymi stworkami. Puste oczy, białe jak śmietana oraz pozbawione jakichkolwiek emocji. To najwyraźniej musiały być widma stworzone przez Trygona. Gdy tylko rzuciły się na łódź, Robin zwinnie wyskoczył z łodzi i zaczął za pomocą ciosów karate oraz broni, którą wziął ze sobą, zadawał ciosy jeden po drugim swoim przeciwnikom. Pikachu wiernie stał u jego boku, bijąc bez litości swoim ogonem jednego widmowego Pokemona po drugim. Slade też nie był bierny, uzbrojony we wiosło atakował zaciekle jednego przeciwnika po drugiej.
- Na szczęście, nie jest to coś, z czym by sobie nie poradziło dwoje przyjaciół, prawda? Co, Robin?
Robin jednak, walczący u jego boku, nie zgadzał się z tą kwestią. Mruknął jedynie:
- Nie jestem twoim przyjacielem.
- Nie sądzisz, że to teraz nieistotne? - burknął Slade.
Robin musiał przyznać, że to rzeczywiście prawda. W obecnej chwili nie miało to żadnego znaczenia, czy lubi swojego chwilowego kompana, czy też darzy go nienawiścią. Tym razem obaj mieli tych samych wrogów i musieli jakoś z nimi walczyć. Dlatego Młody Tytan i największy przeciwnik jego mentora po chwili kontynuowali walkę. Ramię w ramię zadawali jeden cios za drugim, nacierając na stworzone z lawy Pokemony, niszcząc je w drobny mak. Jeden porządny cios, a już po chwili każdy z tych łotrów rozpadał się na kawałki i już się nie pozbierał.
Walka była coraz bardziej zaciekła. Robin i Slade wspierani przez Pikachu nie mieli litości dla ognistych widm. Raz po raz rozbijali je ciosami rąk i nóg, bili tak ostro, że gdyby to byli autentyczni ludzie lub autentyczne Pokemony, to z całą pewnością dawno by one ich zabiły. A tak mieli pewną przewagę i wykorzystywali ją bezwzględnie.
Nagle jeden cios uderzył Slade’a tak mocno, że maska spadła mu z twarzy i mężczyzna odwrócił się lekko na bok, aby Robin nie widział jego twarzy. Jednak Młody Tytan zdążył zauważyć to, co jego kompan próbuje przed nim ukryć i aż go zmroziło. Włosy stanęły mu dęba, a przez ciało przeszły ciarki. Zobaczył, że Slade nie ma naturalnej ludzkiej głowy, ale czaszkę z poruszającymi się co jakiś czas oczami.
Robin jęknął na ten widok, a Slade mruknął wściekle, po czym rzucił się z dziką furią na lawowych przeciwników, którzy jeszcze zostali przy życiu, niszcząc ich wszystkich po kolei. Następnie podszedł do leżącej na ziemi swojej maski i od razu nałożył ją sobie ponownie na tę nędzną parodię twarzy, jaka stanowiła jego obecną fizjonomię.
- Pewnie strasznie się cieszysz, widząc mnie w takim stanie - mruknął Slade do Robina - Żałosny, słaby i bezbronny.
Pikachu, który też dostrzegł prawdziwą twarz Slade’a, wskoczył zwinnie na ramię swego trenera. Ten zaś pogłaskał go lekko po główce i odpowiedział:
- Przeciwnik, chociaż słaby, to nadal wróg. Ale nie, nie cieszy mnie to, co cię spotkało. Batman traktował cię jak przyjaciela, a ty wystąpiłeś przeciwko niemu. Byłeś mu jak brat, a potem go zdradziłeś. Myślisz, że to jest przyjemne dla mnie, widzieć, jak cierpisz? Może kiedyś by mnie to uradowało. Obecnie jakoś nie mam ochoty na to, aby się z czegokolwiek cieszyć. To co? Którędy teraz?
- Obawiam się, że to koniec naszej współpracy. Przynajmniej do czasu, aż ty i ja razem zmierzymy się z Trygonem - odpowiedział Slade.
Po tych słowach, wskazał na ścieżkę, która ukazała się im podczas walki, gdy dym bijący z rzeki lawy opadł.
- Znajdziesz swoją przyjaciółkę na końcu tej ścieżki.
- A co z tobą? - zapytał Robin, zaś Pikachu dodał do tego własne pytanie w swoim języku.
- To, czego ja szukam jest w innym miejscu - odparł Slade - Ja muszę iść w inną stronę.
To mówiąc, wskazał dłonią na ścieżkę biegnącą w przeciwnym kierunku i bez zbędnych słów, ruszył w jej kierunku.
- I co? To wszystko? - zdziwił się Robin - Nie oszukasz mnie? Nie będziesz mi groził?
Slade zatrzymał się i popatrzył na niego. Spod dziur w masce widać było, że jego oczy tryskają gniewem.
- Ja dotrzymuję danego słowa. Powinieneś być mi wdzięczny.
- Dotrzymałeś słowa, bo masz w tym własny interes - odparł Robin - Nie licz więc na to, że to cokolwiek zmienia. Jeżeli znowu się spotkamy na Ziemi już po tym wszystkim, to wiedz, że...
- Nie spodziewam się niczego innego - powiedział Slade i lekko zachichotał.
Chwilę później ruszył ponownie przed siebie i po około minucie zniknął z oczu Robina, który spojrzał na wiernego Pikachu, westchnął, a potem powoli oraz bardzo niepewnie ruszył ścieżką w swoją stronę. Nie wiedział, czego mógłby się spodziewać na jej końcu ani też, czy wyjdzie stamtąd żywy. Musiał jednak iść, bo czuł, że Raven rzeczywiście tam jest. A skoro tak, to musi ją uratować.
Szedł jakieś kilkanaście minut, rozglądając się dookoła i wypatrując jakiegoś zagrożenia, które w każdej chwili może wypaść na niego znienacka. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Przeszedł bezpiecznie w towarzystwie wiernego Pikachu, też niezwykle czujnego i rozglądającego się uważnie na wszystkie strony. Żaden atak nie nastąpił, żadne niebezpieczeństwo na nich nie czyhało, żadna pułapka nie była na nich zastawiona. Przeszli bezpiecznie, aż dotarli do jakiegoś domu. Chociaż, tak po prawdzie, trudno było to tak właściwie nazwać domem. Wyglądało to raczej jak resztki jakieś posiadłości, mroczne i ponure, jak wszystko tutaj.
- Coś mi mówi, że to tu - powiedział Robin.
- Pika-chu! - pisnął Pikachu niepewnie.
Obaj nie wiedzieli, czego mają się spodziewać, ale weszli do środka. Ruiny od wewnątrz wyglądały równie beznadziejnie, co od zewnątrz, a być może nawet i gorzej. W środku nie było żywego ducha, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Ale Robin czuł, że ktoś tu jest. Ktoś oprócz nich i ten ktoś ich uważnie obserwuje.
- Jest tu kto?! - zawołał Robin.
Nagle coś się poruszyło. Za jedną kupą cegieł, walających się tu z każdej ze stron, mignęła jakaś postać w pelerynie z kapturem. Robin i Pikachu ruszyli za nią i prędko ją dogonili. Postać początkowo próbowała im uciec, potem jednak opadła na ziemię i zaczęła szlochać. Robin ostrożnie podszedł do niej i niepewnie, gdyż nie miał pewności, czy to nie zasadzka, zerwał pelerynę z tej postaci. To, co ujrzał w tamtym momencie, zmroziło go. To była Raven, ale jakaś inna. Miała na sobie strój podobny do tego, który zwykle nosiła, ale biały. Co gorsza, nie była sobą. Była... Małym dzieckiem w wieku może ośmiu lat.
- Raven? - spytał przerażony Robin.
- Pika-pika? - dodał Pikachu, będąc w nie mniejszym szoku, niż jego pan.
- Kim jesteś? - zapytała dziewczynka, patrząc na nich obu z przerażeniem w oczach, z których nadal ciekły łzy.

***


Walka na ulicach zrujnowanego przez Trygona miasta trwała dalej. Dzielna drużyna Młodych Tytanów, wspierana przez swoje Pokemony, próbowała walczyć ze swoimi mrocznymi kopiami. Jednak z jakiegoś powodu, co odkryli po około tak godzinie walki, że nieważne, ile ciosów im zadają i nieważne, jak bardzo wysilali się, nie byli w stanie ich zniszczyć. Ich mroczne kopie tylko śmiały się z nich oraz kpiły w żywe oczy. Kopie ludzi robiły to w języku ludzkim, a pokemonie w mowie Pokemonów.
- Twój ból mnie rozśmiesza - śmiała się Mroczna Gwiazdka, unosząc się w powietrzu przed swoim oryginałem - Zakończenie twojej egzystencji będzie dla mnie takie cudowne.
Stojący na ziemi Mroczny Fennekin zachichotał i powiedział coś w swojej mowie do Fennekina Gwiazdki, który zapiszczał groźnie i choć wyraźnie był już osłabiony, nie sprawiał wrażenia, aby miał się poddać.
- A wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze, mała? - mówiła dalej Mroczna Gwiazdka - Że kiedy już cię zniszczę, twój Robin będzie tylko mój.
Gwiazdka zakipiała z wściekłości.
- On nigdy nie będzie twój! - krzyknęła, zaciskając bojowo pięści - To jeszcze nie jest koniec!
Po tych słowach, rzuciła się z furią w oczach na swoją mroczną kopię i tak mocno ją uderzyła, że ta poleciała kilkaset metrów do tyłu, ale zaraz szybko się pozbierała i ponownie zaatakowała, lecz tym razem Gwiazdka odparła jej cios i odrzuciła ją na ziemię. Fennekin w tym samym czasie bezlitośnie zaczął tłuc swoją mroczną kopię, gdy nagle rozległ się głośny śmiech Trygona.
- Jestem naprawdę pod wrażeniem - powiedział, uśmiechając się podle - Tak, nie doceniałem was. Jesteście naprawdę silni, a ja nie umiem odmówić wam tego, że godni z waszej grupy przeciwnicy. Ale zapominacie o jednym. Wasz trud jest daremny. Cokolwiek nie zrobicie, nie cofniecie już tego, co tu się stało. Pierścień Azarath chroni was na razie przed moim gniewem, ale to niczego nie zmienia, bo wkrótce zostaniecie unicestwieni przez własne demony, których jak widzicie, nie jesteście w stanie pokonać.
Tytani czuli, że demon ma rację. Jakkolwiek ponownie rozpoczęli walkę i z największą z możliwych zawziętością ją kontynuowali, nie byli w stanie walczyć ze swoimi demonami. Ich mroczne kopie atakowały ich mocami, których oni tak często używali w walce. Gdy nasi bohaterowie próbowali zaatakować w inny nieco sposób, ten sposób też został przez nich przejrzany. Dranie zdawali się wiedzieć z góry, co oni zrobi i jak odeprzeć ich atak, jaką formę strategi oni przyjmą i jakie im ciosy będą zadawać.
Kiedy zmęczeni opadli na ziemię, a ich mroczne kopie zaczęły śmiać się na całe gardło i kpić z nich jeszcze mocniej, Bestia załamany spojrzał na Gwiazdkę, przy której wylądował, po czym podniósł z ziemi swojego Mudkipa i zaczął mu opatrywać ranę na głowie.
- Z żalem muszę to przyznać, ale ten demon ma rację. Długo nie wytrzymam takiej walki. On zresztą też nie.
- Spójrzmy prawdzie w oczy - powiedziała Terra, opatrując Dedenne - To jest przegrana walka. Nieważne, co zrobimy, oni i tak zawsze nas przejrzą.
- A dziwi cię to? - zapytał Cyborg - Przecież to są nasze mroczne kopie. One są nami, w pewnym sensie. Powstały z nas i znają nas doskonale. Wiedzą z góry, co i kiedy zrobimy. Znają szablon naszej walki jak żadna inna istota na świecie.
- No właśnie. Jak chcesz ich niby pokonać? - jęknął Bestia - Nie wytrzymam tego dłużej.
- Musisz wytrzymać! - zawołała Gwiazdka.
Spojrzała potem na Fennekina i Piplupa, których czule pogłaskała po łebkach i dodała:
- Musimy powstrzymywać go jak najdłużej tylko się da.
- To prawda - zgodził się Cyborg - Tak długo, dopóki jego wszystko widzące oko skupia się na nas, nie dostrzeże Robina.
Terra spojrzała na Bestię, który zrozumiał, że przyjaciel ma rację i skinął jej lekko głową, a ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- Tak, musimy więc walczyć!
Dedenne, mimo tego, iż przed chwilą słaniał się z nóg, stanął na równe łapki i zapiszczał bojowo, gotowy do dalszej walki.
Nagle tuż przy uchu Trygona pojawiła się Mroczna Gwiazdka, która podle zachichotała i powiedziała:
- Słyszałam coś, co może cię zaciekawić, mój panie. Oni chcą odwrócić twoją uwagę od swojego przyjaciela, który...
Trygon machnął na nią ręką, jak na irytującą muchę i odgonił ją od siebie.
- Nie musisz mi tego mówić. Wiem o tym od początku.
Powiedział to tak głośno, aby wszyscy to usłyszeli. Także i Młodzi Tytani.
- On wie? - jęknął Bestia.
- To po co z nami walczy? - zapytała Terra.
- Tylko się z nami bawi - odparł Cyborg, który przejrzał sposób myślenia ich przeciwnika.
Trygon zaśmiał się podle i odparł:
- Wiedziałem o tej całej misji ratunkowej, zanim zrodziła się ona w waszych wątłych umysłach. Od początku również wiedziałem, że ten plan nie jest dla mnie zagrożeniem.
Po tych słowach, wstał na równe nogi i patrząc groźnie na Tytanów, dodał:
- Nie jesteście w stanie ogarnąć potęgi mojego umysłu. Tak jak nie jesteście w stanie pojąć tego, co się stało z moją córką. Może istnieje jeszcze jakaś jej cząstka, ale Raven, którą znaliście odeszła na zawsze.

***


Robin stał przed ubraną na biało dziewczynką, która kiedyś była Raven. Jej smutne, niebieskie oczy z przerażeniem i niepokojem wpatrywały się w niego oraz w jego Pikachu, który podszedł do niej powoli i delikatnie wysunął łapkę na znak powitania. Dziewczynka cofnęła się o krok, a Pikachu zapiszczał przyjaźnie, chcąc jej dać do zrozumienia, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Raven chyba nie do końca mu uwierzyła, bo wciąż trzymała wobec niego dystans.
- Nie bój się - powiedział Robin - Jesteśmy tu, żeby cię uratować.
Chłopak wykonał krok w jej kierunku, ale dziewczynka pisnęła przerażona i rzuciła się do ucieczki.
- Raven! - zawołał Robin.
Ruszył biegiem za dziewczynką, a Pikachu szybko do niego dołączył. Obaj biegli za Raven, która pędząc przed siebie opuściła teren starego domostwa, aby potem ruszyć pędem przez schody prowadzące na dół.
- Stój! Nie zrobię ci krzywdy! - zawołał Robin, będąc już coraz bliżej Raven.
Wykonał skok i znalazł się nagle przed dziewczynką.
- Proszę, posłuchaj mnie. Ja tylko...
Nie dokończył, ponieważ dziewczynka kopnęła go w kostkę, a potem od razu ruszyła biegiem przed siebie. Pikachu zapiszczał ze złością, gdy to zobaczył, po czym strzelił piorunem w jedną ze skał, która zawaliła się prosto na ścieżkę, w ten sposób odcinając Raven drogę ucieczki. Jednak ta wykonała zwinny skok w górę i wylądowała na kamieniach zagradzających jej drogę, ale podłoże, na którym się znalazła okazało się nie dość stabilne i dziewczynka wylądowała z powrotem na ziemi. Robin wykorzystał to, aby podejść bliżej, przezwyciężając ból w nodze.
- Nie bój się mnie, Raven - powiedział czułym tonem - To ja, Robin. Już mnie nie pamiętasz? Robin, twój przyjaciel. Nazywałaś mnie niekiedy braciszkiem, bo byliśmy do siebie bardzo podobni. Pamiętasz?
- Ja... Zabłądziłam - pisnęła Raven.
Robin ukucnął przed nią i powiedział życzliwie:
- Odnalazłem cię. Chcę ci pomóc. Nie musisz się niczego bać.
Wyciągnął do dziewczynki rękę i dodał:
- Tylko pozwól mi to zrobić. Dobrze?
Raven zawahała się przez chwilę, ale poczuła, że nie musisz się obawiać tego chłopaka. Ponadto w jego oczach wyczuła coś znajomego. Coś, co dobrze zna. Coś bardzo jej bliskiego i coś pewnego, dobrego i życzliwego. Wyciągnęła więc rękę w stronę Robina i położyła ją na jego dłoni. Robin ścisnął ją delikatnie palcami i po chwili podniósł się, pomagając jej jednocześnie wstać. Uśmiechał się do niej nadal i Raven zaczęła czuć w sercu poczucie bezpieczeństwa i ogromnej ulgi.

***


Bestia opadł na ziemię tuż obok Cyborga, masując sobie obolałą głowę.
- O matko! Nie wiedziałem, że pokonanie samego siebie będzie aż tak ciężkie - jęknął załamany.
- Nie żartuj - mruknął Cyborg - Ode mnie dostałbyś dużo mocniej.
- A może właśnie to powinieneś zrobić? - zapytała Gwiazdka, lądując tuż obok przyjaciół.
Ci spojrzeli na nią zdumieni, nie rozumiejąc, co dziewczyna ma na myśli.
- Jeśli nie możemy pokonać siebie, to może pokonamy się nawzajem.
- To się może udać! - zawołała Terra, stając obok niej - Niech każdy z nas walczy z kopią inną niż on sam. Wtedy wygramy!
Cyborg i Bestia spojrzeli na siebie z uśmiechem. Przybyli sobie piątkę, po czym głośno zawołali:
- Zamiana!
Następnie Bestia ruszył na Mrocznego Cyborga, zaś Cyborg na Mrocznego Bestię. Ich Pokemony, na ich znak, także zaatakowały inne kopie niż swoje własne i co ciekawe, zaczęły odnosić w ten sposób sukcesy. Chespin bez większego trudu powalił na ziemię Mrocznego Mudkipa, a Mudkip rozłożył na łopatki Mrocznego Chespina. Ich trenerzy także zaczęli sobie radzić, gdy zamienili się wrogami.
Dziewczyny i ich stworki także dokonały tego samego. Terra stanęła przeciw Mrocznej Gwiazdce, zadając jej ostre ciosy mocą ziemi. Istota nie z tej ziemi nie była w stanie ją pokonać. Wiedziała wszystko o sposobie walki swojego oryginału, ale Terra była jej kompletnie obca. Nie wiedziała, czego się po niej spodziewać i jak odeprzeć jej ataki. To samo działo się z Mroczną Terrą. Mimo, iż umiała bez większych trudności trzymać na dystans swój oryginał, nie umiała pokonać tego, o kim niczego nie wiedziała, czyli Gwiazdki. Dlatego zwycięstwo nagle przechyliło się na stronę Młodych Tytanów.
Fennekin dzielnie dopingował swoją trenerkę, samemu powalając na ziemię bez trudu Mrocznego Piplupa i Mrocznego Dedenne. Prawdziwy Piplup zaś, przy pomocy Dedenne, połączył moc wody z prądem elektrycznym, oszałamiając i w końcu nokautując Mrocznego Fennekina.
Kiedy w końcu wszyscy członkowie drużyny pokonali mroczne wersje siebie, a raczej swoich przyjaciół, te wersje nagle zaczęły się mienić. Przemieniły się one w wielkie, czerwone promienie, które uniosły się wysoko w górę, po czym każda z nich wylądowała na piersi tego, od kogo podchodziła. Gdy to się stało, od razu nagle Młodzi Tytani poczuli się tak, jakby odzyskali cząstkę siebie samych, którą na jakiś czas utracili.
- A nie mówiłem? Pokonałbym cię - zażartował sobie Cyborg, patrząc lekko dowcipnym wzrokiem na Bestię.
Chłopak już miał mu coś odpowiedzieć, kiedy nagle poczuli, że ziemia się zaczyna trząść od czyiś mocnych kroków. Zobaczyli wówczas, że ich w ich stronę Trygon.
- On tu idzie. To mi się nie podoba - jęknął Bestia.
Drużyna zebrała się w jednym miejscu, a ich Pokemony otoczyły ich kręgiem i zapiszczały groźnie, gotowe bronić swoich przyjaciół.
- Wasze zwycięstwo nie ma znaczenia - powiedział Trygon - W ten oto sposób tylko przedłużyliście swoje cierpienie. Wasze istnienie się skończyło! Ten świat należy do mnie!
To mówiąc, uderzył ręką o ziemię w miejscu, w którym przed chwilą stali. Tytani i ich Pokemony odskoczyli na bok, unikając ciosu. Jednak uderzenie ręką ze strony Trygona nie miało na celu uderzenie ich samych, ale rozcięcie ziemi, spod której nagle wyskoczyły wielkie ogniste demony. Spojrzały na Młodych Tytanów i kiedy tylko Trygon wydał im rozkaz, aby ich zniszczyły, bez wahania rzuciły się w ich kierunku.
- Uciekamy! - zawołał Cyborg.
Reszta drużyny bez najmniejszego wahania wykonała to polecenie.

***


Łódź, którą wcześniej Robin przybył razem ze Sladem, teraz przewiozła przez rzekę lawy Robina, Raven i Pikachu. Kiedy cała trójka była już na miejscu, Robin zszedł z łodzi i podał dłoń przyjaciółce.
- To tutaj - powiedział.
Raven przyjęła jego rękę i powoli wysiadła z łodzi. Zaraz za nią zwinnie z niej wyskoczył Pikachu, który zapiszczał radośnie i wskazał łapką na drogę, którą on i jego trener przybyli tu wcześniej.
- Pikachu wskazuje nam drogę - powiedział Robin, biorąc Raven na barana.
Ruszyli ścieżką w kierunku wyjścia, a Pikachu biegł przed nimi, co chwila się upewniając, że jego przyjaciele idą tuż za nim.
- Opowiedzieć ci bajkę? - zapytał Robin - Tak dla zabicia czasu.
Raven zgodziła się, więc chłopak zaczął mówić.
- To będzie opowieść o Raven. Była moją przyjaciółką. Była bardzo dzielna. I nie wiem, czy mi uwierzysz, ale razem walczyliśmy ze złem. Chroniliśmy miasto przed potworami i innymi wrogami. Mimo tego, że czyniła dobro, Raven obawiała się, że głęboko w środku była zła.
Pikachu zaczął wesoło wskakiwać na skałę, po której kilka godzin temu obaj z Robinem schodzili ze Sladem, gdy ruszali na akcję ratunkową. Robin uśmiechnął się na ten widok i poprawiając sobie lekko Raven na plecach, zaczął wspinać się ku górze, ku wyjściu z tego nieprzyjemnego miejsca.
- W dniu, w którym się urodziła, ludzie przepowiedzieli jej, że kiedyś stanie się coś strasznego.
Jakby na zawołanie, z rzeki lawy wyskoczyły nagle jakieś wielkie płomienie, które miały oczy, nosy i ponure uśmiechy. Zachichotały one i ruszyły w górę, co ciekawe, w ogóle nie zwracając uwagi na Robina i Raven ani na Pikachu, jednak to, co zrobiły i tak zaszkodziło naszym bohaterom, gdyż wylatując tak gwałtownie na powierzchnię roztrąciły mnóstwo kamieni, a te zaczęły prosto w dół, na głowy naszych bohaterów. Robin próbował trzymać się mocno skały, po której wspinał się na szczyt, ale nagle jeden z kamieni uderzył go w bok i poleciał na dół prosto w lawę. Chłopak utrzymał się w miejscu, w którym był, ale Raven nie zdołała tego zrobić i puściła niechcący jego szyję, po czym z krzykiem runęła w dół.
- Raven! - krzyknął przerażony Robin, patrząc z rozpaczą na niknącą coraz mocniej w oddali przyjaciółkę.
Nie wiedząc, co ma zrobić, puścił się skały i zaczął lecieć w kierunku Raven. Kiedy do niej doleciał, złapał ją mocno w ramiona. Dziewczynka objęła go mocno za szyję, po czym wtuliła się dziko w pierś chłopaka i przylgnęła niego z obawą, co się zaraz stanie. Jednak Robin prędko odpiął od paska spodni przedmiot, który nakierował w górę i wystrzelił z niego hak ze stalową linką. Ta owinęła się wokół jednej ze skał i sprawiła, że Robin i jego podopieczna wylądowali bezpiecznie na kamiennym płaskim moście łączącym dwie wielkie skały. Ten jednak zaczął się szybko walić na kawałki, więc chłopak przycisnął Raven mocno do piersi i ruszył biegiem przed siebie.
- Pika-pi! - zapiszczał zaniepokojony Pikachu, widząc to wszystko.
Zaczął strzelać piorunami w kierunku skał, które spadały na głowy przyjaciół.  Dzięki temu roztrzaskiwał je na kawałki i te nie stanowiły aż takiego zagrożenia dla Robina i Raven, gdyż spadały na nich jako małe skałki, które były uciążliwe, ale bynajmniej nie mogły im zagrozić.
Kiedy Robin znalazł się wreszcie w bezpiecznym miejscu, usiadł na skale, na której się znaleźli i posadził obok siebie Raven. Pikachu zwinnie przeskakiwał z jednej skały na drugą, po czym usiadł spokojnie koło swego trenera. Ten pogłaskał go czule po głowie i podziękował za pomoc.
- Cała jesteś? - zapytał Robin Raven - Nic ci się nie stało?
Dziewczynka popatrzyła na niego swoimi dużymi, niebieskimi oczami, po czym zapytała go:
- Robin, dlaczego ty to robisz?
- Robin? Wiesz, jak mam na imię? Przypomniałaś sobie wszystko?
Raven pokiwała potakująco głową.
- Historia, którą mi opowiadałeś... Ja to widzę... Jak przez mgłę, ale widzę... Przyjaciele... Mój ojciec... Jakby to był sen, ale nie dobry, tylko zły. Zły sen. Taki straszny koszmar. Cokolwiek jednak to było, minęło.
To mówiąc, dziewczynka spojrzała na rzekę lawę i zamilkła, pogrążając się we własnych myślach.
- Raven, wciąż jest szansa, żeby go pokonać - powiedział Robin, a Pikachu zapiszczał na znak, że się z nim zgadza.
- Nikt go nie powstrzyma - odparła Raven, kręcąc przecząco głową - To jest demon z innego świata. Jego moc jest potężniejsza niż kogokolwiek z nas. Tak, już teraz pamiętam, kim byłeś i kim byli moi przyjaciele. Wiem, że chcesz, abym wam pomogła, ale nie zdołam tego zrobić. Przyszedłeś tu nadaremno.
- Przyszedłem tu przede wszystkim po to, żeby cię uratować.
- Robin, zastanów się - dziewczynka odwróciła się przodem do niego - Kiedy mnie stąd zabierzesz, to dokąd potem pójdziemy? Świat przejął Trygon. Jest on już teraz wielką, wypaloną pustynią, na której nie da się żyć. Co zrobimy? Jaki ma to wszystko sens?
- Przyszedłem tu po ciebie i bez ciebie stąd nie odejdę. Zabiorę cię stąd.
Robin wyciągnął rękę w kierunku Raven, ale ta odsunęła się od niego, a w jej oczach zaszkliły się łzy.
- Po co?! - zawołała zrozpaczona - Ja nie pomogę! Energię czerpałam z niego! A kiedy już mnie wykorzystał, zabrał mi moje moce!
Dziewczynka opadła na kolana i zaczęła mówić:
- Było kiedyś proroctwo, które się spełniło. To koniec wszystkiego.
Robin położył jej dłoń na ramieniu i rzekł:
- Tak, to może koniec świata. Ale co z tego? Ciągle żyjemy. Ciągle walczymy. Ciągle mamy przyjaźń.
Raven spojrzała na niego, a widok zniekształcały jej łzy, które ciekły jej już strumieniami po policzkach.
- Spójrz na mnie, Robin! Żądasz ode mnie za dużo! Nie ma już nadziei!
- A zatem, muszę mieć nadzieję, która starczy dla nas dwojga! - odpowiedział jej Robin i delikatnie się uśmiechnął.
Wyciągnął do niej rękę i ścisnął nią obie jej maleńkie, dziecinne dłonie.

***


Gwiazdka, Cyborg, Bestia i Raven wraz ze swoimi Pokemonami uciekali, co sił w nogach przed demonami ognia, które przywołał spod ziemi Trygon. Kiedy się zmęczyli, a ucieczka dalej była konieczna, wpadli na pewien pomysł. Postanowili lecieć. Gwiazdka uniosła się w powietrze, łapiąc swojego Fennekina w objęcia. Bestia zaś przemienił się w wielkiego Aerodactyla i zabrał na swoim grzbiecie Terrę i Cyborga oraz pozostałe Pokemony. Uciekali w ten sposób dalej, jednak demony wciąż deptały im po piętach.
- Nie odstępują nas! - zawołała Terra.
- Ale nie poddamy się bez walki! - krzyknął Cyborg i strzelił ze swojej ręki laserem w kierunku demonów.
Terra zaczęła używać swojej mocy, a Chespin, Dedenne, Mudkip oraz Piplup strzelały swoimi atakami w kierunku napastników.
Walka trwała w powietrzu, aż w końcu Młodzi Tytani trafieniami atakiem od jednego z demonów, upadli na ziemię. Spadli z dużej wysokości, ale przeżyli, bo na szczęście dla siebie, posiadali już doświadczenie w walce i to w trudnych dla nich warunkach. Podnieśli się więc szybko na nogi i ustawili w pozycji bojowej.
- Ognia w nich! - zawołał Cyborg i zaczął strzelać laserem ze swojej ręki.
Gwiazdka dołączyła do niego, ciskając we wrogów promieniami laserowymi z rąk i oczu. Terra podnosiła mocą kawały ziemi i rzucała nimi we wrogów. A co do Pokemonów, te też nie pozostawały bierne, używając swoich mocy do walki. Demony ognia uderzane tymi atakami rozpryskiwały się na kawałki, ale nic jakoś nie wskazywało na to, aby miało być ich z tego powodu mniej.
Nagle w górę poleciały, nie wiadomo skąd jakieś dyski, które eksplodowały w powietrzu i zniszczyły część demonów, przepędzając na chwilę resztę. Dołączyły do nich wystrzały elektryczne, które działały niesamowicie płoszące na każdego z napastników.
Młodzi Tytani odwrócili się i zauważyli, że kilkadziesiąt metrów od nich stoi Robin w pozycji bojowej, a koło jego boku Pikachu, także nastawiony bojowo.
- Coś mi mówi, że jesteśmy potrzebni! Oj, powieje grozą! - zawołał Robin.
- Robin! - zawołała radośnie Gwiazdka.
Podbiegła do chłopaka i rzuciła mu się na szyję. Ten uśmiechnął się do niej i objął ją mocno, głaszcząc pieszczotliwie jej włosy.
Cyborg, Bestia i Terra ze swoimi Pokemonami podbiegli do Robina i Pikachu, witając ich obu serdecznie i z radością. Widok ich lidera sprawił, że serca Tytanów napełniła radość i wiara we własne siły. Skoro on tu jest, wszystko musi skończyć się dobrze. Poza tym, poszedł do podziemi, ryzykując swoje życie i wrócił stamtąd cały i zdrowy, a więc sobie poradził. A skoro poradził sobie tam, to co dopiero tu, na powierzchni.
- Żyjesz, stary! - zawołał radośnie Bestia.
- Wiedziałam, że sobie dasz radę! - krzyczała wesoło Terra.
- A gdzie Raven? - spytał Cyborg.
Robin puścił z objęć Gwiazdkę, po czym popatrzył na przyjaciół smutno, a następnie bez słowa odsunął na bok swoją pelerynę, którą wcześniej zakrywał swą lewą nogę. Teraz zobaczyli, dlatego to zrobił. Do jego lewej nogi uczepiona była mała dziewczynka w białych bodach i białej pelerynce. Wygląd jej i sposób, w jaki na nich patrzyła nie pozostawiał wątpliwości, że widzą przed sobą...
- Raven?! - jęknął Cyborg.
Pozostali nic nie powiedzieli. Wpatrywali się jedynie w dziewczynkę, wprost nie mogąc uwierzyć w to, co widzą.


Robin zaś dokładnie opowiedział im wszystko, co się stało pod ziemią. Jego przyjaciele wysłuchali go uważnie, czując jednak, że oto nadzieja, którą poczuli na widok swego lidera, nagle zaczyna ich opuszczać.
- Nie ma już swojej mocy? - zapytał zdziwiony Cyborg.
- I nie może nam pomóc? - dodała Terra.
- Na szczęście mamy jeszcze Pierścień Azarath, więc Trygon nie może...
Bestia przerwał w pół słowa, kiedy Gwiazdka pokazała mu dłoń, na której do niedawna widniał wyżej wspomniany pierścień. Nie było go już tam, nie zdobił on już palca dziewczyny. Zamiast tego Gwiazdka ściskała w dłoni jego szczątki, które zostały z magicznego artefaktu po walce z demonami ognia.
- O raju! - jęknął Bestia.
- No dobra, czas na ostatni atak! - powiedział Robin, zaciskając dłoń w pięść - Teraz on albo my. Wszystko albo nic!
Tytani spojrzeli na niego i skinęli lekko głowami, aby pokazać, że zgadzają się z nim. I tak zresztą nie wyobrażali sobie innego rozwiązania. Albo podejmą z Trygonem walkę, albo zginą. Oczywiście, jeśli podejmą walkę, to też mogą zginąć, ale ostatecznie lepiej polec walcząc do samego końca niż dać się zabić, uciekając jak ostatni tchórz.
Raven, która od kilku minut czekała w pewnym oddaleniu, patrzyła na swoich przyjaciół i nie wiedziała, co ma zrobić. Robin podszedł do niej i położył jej dłonie na ramionach, mówiąc:
- To twoja opowieść, Raven. I nie wiem, co się może wydarzyć. Może to jest rozpaczliwe, ale wierzę, że gdy nadejdzie twój czas, będziesz wiedziała, co robić.
Nagle coś podniosło w górę głaz, za którym ukrywali się nasi bohaterowie. Tym czymś była wielka, czerwona ręka. Tytani odskoczyli na bok i zauważyli, że ręka ta należy do Trygona, który wpatruje się w nich z cynicznym uśmieszkiem.
- Jakieś robactwo zalęgło się pod głazem - zachichotał podle.
- Teraz! - krzyknął Robin.
Tytani skoczyli na swego przeciwnika, a ten zarechotał ponownie i rzekł:
- Znosiłem waszą obecność na tym świecie już zbyt długo.
Następnie machnął ręką i otoczył wszystkich członków drużyny wielką kulą energii, w której zostali uwięzieni. Raven, wciąż kryjąca się za skałą, patrzyła na to, co robi Trygon. Ten dostrzegł ją i powiedział groźnie:
- Twój świat się skończył. Twój świat przestał już istnieć.
Nagle nie wiadomo skąd wyskoczyła jakaś postać ubrana w zbroję. Trzymała w rękach wielki, posiadający dwa ostrza topór bojowy. Postać ta uderzyła Trygona w głowę owym toporem. Ten jęknął z bólu i przestał kontrolować kulę energii, w której uwięził Tytanów. Kula opadła na ziemię i pękła, a wówczas drużyna była już wolna. Stanęli w pozycji bojowej, aby walczyć dalej i zauważyli człowieka, który ich ocalił. Rozpoznali go.
- Slade? To ty?! - zdziwiła się Terra.
- Jak widzisz - odpowiedział mężczyzna, machając w ręku toporem.
- Wydajesz się silniejszy - zauważył Robin.
- Bo w zaświatach odzyskałem swoje siły i swoje ludzkie ciało - odpowiedział mu Slade - To było moim głównym celem, kiedy wyruszałem z tobą po Raven. Ty chciałeś odzyskać przyjaciółkę, a ja moje dawne ciało i moce. Byłem żywy, ale nie całkowicie, bo byłem żywym szkieletem pozbawionym wszystkich cech ludzi. A teraz mogę żyć w pełni tak, jak zawsze tego chciałem i mogę wyrównać rachunki z Trygonem.
- A więc nie traćmy czasu, bo czuję, że powieje tu grozą! - zawołał Robin i spojrzał na Pikachu, który pisnął bojowo i wskoczył mu na ramię.
Chłopak uśmiechnął się do niego i zawołał do przyjaciół:
- Tytani, wio!
Walka rozgorzała na nowo. Tytani raz za razem atakowali Trygona tym, czym tylko walczyć umieli. Gwiazdka i Cyborg strzelali w niego laserem, Terra rzucała w niego pociskami z ziemi, z Bestia atakował go pod różnymi postaciami, Robin i Slade zaś walczyli z nim, atakując demona posiadaną przez siebie bronią. Wraz z nimi walczyły Pokemony, ciskając w przeciwnika kolejnymi mocami raz za razem. Trygon ryczał z bólu przy każdym z tych ataków, próbując odepchnąć od siebie swoich przeciwników, jednak nie był w stanie poradzić sobie ze wszystkimi naraz. Przynajmniej początkowo i wszystko zaczęło wskazywać na to, że Młodzi Tytani i Slade, połączeni ze sobą sojuszem są w stanie z nim wygrać. Jednak nie trwało to długo. Trygon zraniony upadł i jęknął:
- Dość tego! Dość już!
Następnie strzelił z oczu wielkim, czerwonym promieniem, który powalił na ziemię najpierw Slade’a, a potem Młodych Tytanów. Ci upadli osłabieni na ziemię i poczuli, że cały ich wysiłek poszedł na marne. Jęcząc z bólu i cierpiąc nie tylko z powodu ciosów fizycznych, nie byli już w stanie się ruszyć. Czuli, że ponieśli już ostateczną porażkę i nic, cokolwiek by nie zrobili, nie zdołają już wygrać.
Raven obserwowała to wszystko z bezpiecznego miejsca, a kiedy zobaczyła, co spotkało jej przyjaciół, ruszyła biegiem w ich stronę, aby im pomóc. Podbiegła do każdego z nich, patrząc z rozpaczą na to, co ich spotkało. Następnie upadła na kolana tuż przed Robinem i zaczęła go szarpać.
- Wstawaj, proszę! Wstawaj, Robinie! Nie możesz się poddać! Nie możesz! Nie ty! Błagam, braciszku... Wstań! Wstań i walcz!
Robin jednak nie odpowiadał. Był na wpół przytomny, widział Raven, ale nie miał siły się ruszyć ani cokolwiek odpowiedzieć, podobnie jak leżący niedaleko niego dzielny Pikachu. Raven załamana zaczęła płakać czując, że to wszystko jej wina. Może gdyby uwierzyła wreszcie w siebie i nie stała spokojnie, gdy jej bliscy walczyli o świat i o nią, to nic takiego by się nie stało.


Nagle zobaczyła, że podchodzi do niej Trygon. Patrzył on na nią z pogardą i uśmiechając się podle, powiedział:
- Żegnaj, kochana córeczko!
Po tych słowach, wystrzelił z oczu wielkie, czerwone płomienie. Jednak stało się coś, czego nie przewidział. Dziewczynka wyciągnęła rękę w jego stronę, jakby chciała obronić się przed jego strzałem. Wówczas to, niespodziewanie wokół niej, Robina i Pikachu pojawiła się wielka powłoka ochronna, która z jakiegoś powodu nie przepuściła mocy Trygona. Ten zdumiał się, gdy to zobaczył, a z kolei Raven, także całkowicie zdumiona, spojrzała na swoje dłonie i jęknęła:
- Co? Jak to?!
- Możliwe, że posiadasz jeszcze cząstkę mojej mocy - powiedział ze złością w głosie Trygon - Ale nigdy nie będziesz dla mnie zagrożeniem, dziewczynko! To ja jestem twoim stwórcą! Twoim panem! Żyjesz tylko po to, żeby mi służyć! A teraz przetrwałaś tylko dlatego, że ja tak chciałem! Jaką możesz mieć nadzieję na to, że pokonasz swojego wszechpotężnego ojca?!
Raven opuściła głowę w dół i chciała znów się rozpłakać, jednak nie zrobiła tego. Zamiast tego, podniosła powoli głowę w górę, jej oczy zabłyszczały blaskiem jasnego światła, który zaczął otaczać jej całą postać.
- Możliwe, że mnie stworzyłaś... - powiedziała ze złością.
Podniosła się z ziemi, a następnie jasna poświata otoczyła ją całkowicie, aż oślepiła ona Trygona. Zasłonił on sobie oczy ręką, a kiedy ją opuścił, to zauważył przed sobą Raven, z której postaci jasność właśnie opadła. Ale nie była już ona dzieckiem. Była znowu sobą, dorosłą i piękną dziewczyną, odważną i dzielną tak, jak kiedyś.
- Ale nigdy nie byłeś moim ojcem! - zawołała bojowo i wyciągnęła obie ręce w kierunku Trygona.
Z dłoni poleciały jej białe promienie, które uderzyły w demona, osłabiając go i odpychając do tyłu.
Młodzi Tytani ocknęli się wtedy i powoli podnieśli głowy, aby zobaczyć, co się wokół niech dzieje. Ku swojemu wielkiemu zdumieniu, zauważyli, że Raven znowu jest sobą, a ponadto odważnie idzie w kierunku Trygona, strzelając w niego raz po raz promieniami białego, ostrego światła. Każde uderzenie wyraźnie było dla demona bolesne, czego dowodem były jego ciągłe krzyki bólu. Raven lekko się uśmiechnęła na ten widok i z ogromną satysfakcją, atakowała go raz po raz, głośno przy tym wołając:
- Ojciec jest miły! Ojciec się troszczy! Ojciec wspiera!
Trygona oplotło jasne światło niczym ogromne lasso. Próbował się wyrwać z jego uścisku, ale nic mu to nie dało. Raven patrzyła na to wyraźnie zachwycona, a pewna mściwa satysfakcja malowała się na jej twarzy. Zobaczyła kątem oka, że jej przyjaciele i ich Pokemony, w tym jej własny stają przy niej, aby ją wesprzeć. Jej twarz ozdobił uśmiech przyjaźni i życzliwości skierowany do nich, a potem znowu pojawiła się na niej wściekłość skierowana do Trygona.
- Troszczyli się o mnie mnisi z Azarath. A wspierali mnie przyjaciele!
Trygon upadł na kolana, jęcząc z bólu. Ściskały go mocno jasne promienie i żadne jego starania nic nie przynosiły. Raven patrzyła na to spokojnie, po czym ze złością powiedziała:
- To jest moja rodzina i to jest mój dom! Ty jesteś tu niepotrzebny!
Następnie Raven uniosła się w powietrze i wypowiedziała zaklęcie:
- Azarath Metron Zintos!
Ledwie to wypowiedziała, a jasność otaczająca Trygona nagle się od niego oderwała, po czym zawisła w powietrzu i zamieniła się w ogromny portal, który zaczął wsysać w swoje wnętrze Trygona. Ten ryknął z bólu i wściekłości, nie chcąc jednak się tak po prostu poddać. Zbyt dużo osiągnął i zbyt długo czekał na swój powrót do życia, aby teraz ulec. Złapał się mocno kilku budynków i próbował się wyszarpnąć z mocy wsysającej portalu. Nic mu to jednak nie dało. Portal do tego samego miejsca, w którym został już raz uwięziony, wsysał go ponownie i to tak silnie, że nie miał możliwości się z tego wyrwać. Wściekły ryknął i nagle machnął ręką tak, iż udało mu się przewrócić na ziemię Młodych Tytanów, po czym mocno chwycił dłonią Raven.
- Jeżeli mam zostać znowu uwięziony, to tylko z tobą! - ryknął.
Raven jęknęła i próbowała wyrwać się z dłoni ojca, jednak ten trzymał ją w swoim uścisku nazbyt mocno. Dziewczyna czując, że nic jej już nie pomoże, łatwo się poddała, ale przyjaciele nie zamierzali pozwolić na to, aby ponownie stracić Raven. Złapali mocno dłoń Trygona i zaczęli szarpać jej palce, aby zmusić ją do rozwarcia. Najmocniej szarpał Cyborg z Piplupem. Obaj nie zamierzali się poddać, choćby mieli przy tym zginąć.
- Cyborg, daj spokój! - zawołała Raven do przyjaciela - Nie warto! Mnie już i tak nic nie pomoże! Zostawcie, bo inaczej was też pochłonie portal!
- Nie ma mowy! - krzyknął Cyborg - Nie zamierzam cię znowu stracić! Już nigdy więcej! Nie po to cię odzyskałem, aby teraz cię stracić! Kocham cię, Raven! Kocham cię i nie oddam cię zaświatom! Nie dziś i nie teraz.
Raven spojrzała zdumiona na przyjaciela i jęknęła:
- Naprawdę? Kochasz mnie? Och, Cyborgu... Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
Cyborg nie odpowiedział, tylko szarpał dalej palce Trygona, aby w końcu je rozerwać i uwolnić ukochaną. Demon jednak nie zamierzał tego zrobić, ani też się nie zamierzał dać wessać do portalu. A ten wciągał go coraz mocniej i w końcu by musiał mu ulec, ale zamierzał pochłonąć przy tym swoją córkę z zemsty za to, że ta go pozbawiła wolności.


Przyjaciele wyczuli to i zrozumieli, że muszą szybko coś zrobić. Robin oraz Gwiazdka spojrzeli na siebie nagle i bez słowa zrozumieli się nawzajem. Poczuli, co powinno zrobić i skinęli sobie głowami na znak, że będą działać razem. Zanim się więc ktokolwiek zdążył zorientować, co się dzieje, oboje puścili dłoń Trygona i zaatakowali jego oczy. Robin strzelił w nie wybuchającymi dyskami, z kolei zaś Gwiazdka użyła swoich mocy. Pikachu i Fennekin dołożyli do tego swoje ciosy pioruna i ognia. Trygon ryknął z bólu i mimowolnie puścił budynek, którego wciąż się trzymał i w tej samej chwili poluzował uścisk dłoni trzymającej Raven. To już w zupełności wystarczyło dla Cyborga, Bestii i Terry, którzy w końcu rozerwali mu palce i uwolnili Raven. Ta szybko uleciała w górę, a następnie z bezpiecznej już odległości patrzyła, jak jej mroczny ojciec znika w portalu do zaświatów, tak głośno przy tym wrzeszcząc i krzycząc, jak to tylko było dla niego możliwe.
- Bądź przeklęta, wyrodna córko! - zdążył jeszcze krzyknąć.
Chwilę potem zniknął w portalu, a ten zamknął się na dobre, po czym zmienił się w wielki jasny blask, który przeniknął całe miasto i... przywrócił je do jego dawnego stanu. Ku zdumieniu Młodych Tytanów, blask będący wcześniej portalem przeszedł jak błyskawica przez całe miasto, a wszędzie, gdzie on dotarł, wszelkie zniszczenie, pustka i nicość zniknęły, a powróciły na ich miejsce wszystko to, co było wcześniej. Ludzie zamienieni w kamienie teraz znów ożywali, a miasto nie tylko znowu nabierało barw, ale wszelkie zniszczenia zniknęły, a budynki znowu były całe i nieuszkodzone. Powróciło słońce i jasny dzień, ciepły i przyjemny, a więc taki, jaki być powinien.
Tytani spojrzeli na siebie nawzajem, a potem na Raven, unoszącą się nad nimi w powietrzu i uśmiechającą się do nich życzliwie. Zadowolona opadła na ziemię, a następnie uściskała czule swojego Piplupa, kiedy ten wpadł jej w objęcia.
- Raven, zrobiłaś to! Wygrałaś! - zawołała zachwycona Gwiazdka.
- I to całkiem sama! - dodał Cyborg.
Raven odstawiła na ziemię Piplupa i odparła:
- O nie! Nie sama! Zrobiłam to dzięki wam. Bez was nigdy by mi się to nie udało. Wygrałam, bo ktoś we mnie uwierzył.
Po tych słowach, rzuciła się na szyję Robinowi i uściskała go serdecznie.
- Dziękuję ci, braciszku! Dziękuję!
Robin uśmiechnął się delikatnie i przytulił ją do siebie.
- Witaj w domu, Raven. Witaj z powrotem, siostrzyczko.


- Dobra, nic z tego nie rozumiem! - zawołał nagle Bestia, gdy Raven puściła już jego przyjaciela - Białe szaty i uśmiechy to już coś nowego, ale uściski?!
Spojrzał na Raven uważnie, po czym spytał:
- Czy ty jesteś aby na pewno sobą?
- Niebieski to nadal mój ulubiony kolor - odpowiedziała Raven, po czym już zupełnie poważnie i ponuro zarazem dodała: - Ale nie przyzwyczajaj się lepiej do uśmiechów, bo nadal nie jesteś zabawny.
Bestia zachichotał wesoło, wiedząc już doskonale o tym, że ma do czynienia z prawdziwą Raven. Zadowolony podskoczył w górę, klasnął w dłonie, a następnie mocno ją uściskał, wołając:
- Raven!
- Przestań! - jęknęła dziewczyna.
Chwilę potem uściskali ją kolejno wszyscy przyjaciele. Raven podziękowała im z całego serca za to, że byli z nią w tak trudnym dla niej momencie, a kiedy już to zrobiła, spojrzała na Cyborga i zapytała:
- Czy to, co mówiłeś podczas walki z Trygonem, to prawda?
- Że cię kocham? - spytał Cyborg - Tak, od dawna cię kocham, ale jakoś nie umiałem ci wcześniej tego powiedzieć. Nie wiem, co o tym sądzisz i wcale się o to nie obrażę, jeżeli nie zechcesz odwzajemnić moich uczuć, bo pewnie bardziej ode mnie lubisz Robina, więc ja nie będę...
Raven uśmiechnęła się do niego czule i dotknęła delikatnie jego policzka.
- Proszę cię. Nie słyszałeś? On jest mi jak brat i to się nie zmieni.
- On jest jak brat? A ja? - spytał Cyborg.
Dziewczyna przysunęła się do niego i pocałowała go czule w usta.
- Czy to wystarczy ci za odpowiedź?
Cyborg uśmiechnął się i przytulił mocno ukochaną. Raven wtuliła się w niego  i spojrzała kątem oka na Bestię i Terrę, którzy podeszli do siebie i chwycili się za ręce, chyba nie mając odwagi pocałować się w miejscu publicznym. Raven lekko się zaśmiała, widząc to, a potem skierowała swój wzrok na Robina i Gwiazdkę.
- Może wreszcie wy sobie to powiecie? - zapytała.
Robin i Gwiazdka popatrzyli na siebie. Nie musieli pytać, co Raven ma na myśli. Dobrze wiedzieli, o co chodzi. Ich wspólna rozmowa, zanim to wszystko się zaczęło, kontynuowana potem w jaskini, kiedy byli przez chwilę sami zrobiły już swoje i to, co już między nimi od dawna wisiało, zrobiło swoje.
- Wiesz, Gwiazdko... Zapytałaś mnie niedawno, kiedy byliśmy sami, czy ty i ja... To znaczy, czy mogłabyś moją dziewczyną. Chciałaś wiedzieć, czy chciałbym tego, tak jak i ty.
- Tak, chciałam to wiedzieć i dalej chcę - odpowiedziała mu Gwiazdka, czując przy tym, jak serce jej bije mocno w piersi.
- Widzisz... Bardzo chcę tego wszystkiego. To, że o mały włos nie straciliśmy tego świata zmusiło mnie do myślenia. Myślę sobie też, że się myliłem. Może ty i ja, to znaczy... Może my wszyscy, jako superbohaterowie mamy prawo do tego, aby się cieszyć życiem. Może jednak mamy prawo do miłości, do szczęścia i do wszystkiego, o czym marzymy. I myślę też, że...
- Robin?
- Tak?
- Przestań mówić.
Robin uśmiechnął się do Gwiazdki, po czym przytulił ją czule i pocałował w usta z miłością i namiętnością zarazem. Tak, jak zawsze o tym marzył.
- No, nareszcie - powiedział nieco złośliwie Cyborg.
- Już myślałem, że nigdy tego nie zrobią - dodał Bestia.
Pokemony zapiszczały radośnie i zaklaskały w łapki zachwycone. Zrobili to też i ludzie, którzy dostrzegli naszych bohaterów i cała rozmowa, jaka się między nimi toczyła, bardzo ich zainteresowała.
Wtem Terra rozejrzała się dookoła i zapytała:
- A gdzie jest Slade?
Pozostali Młodzi Tytani zapomnieli o tym, co właśnie robili i zaczęli bardzo uważnie rozglądać po ulicach ożywionego na nowo Jump City. Niestety, nigdzie nie dostrzegli nawet sylwetki swojego tymczasowego sojusznika w zbroi i masce na twarzy. Dotarło do nich wówczas to, co było gorzką pigułką w tej niesamowitej radości, jakiej doświadczyli. To, że Slade pomógł im pokonać Trygona, a kiedy już tego dokonali, skorzystał z ich chwilowej nieuwagi i uciekł. Co gorsza, miał teraz znowu ludzkie ciało i swoje dawne umiejętności.
- Uciekł nam - powiedział ze złością Cyborg.
- Spokojnie, dopadniemy go - odpowiedział Robin ponurym tonem - Nie dziś, to jutro, ale go dopadniemy. Żadna kryjówka go przed nami nie obroni.

***


Ponieważ świat został ocalony, Młodzi Tytani mogli zająć się już innymi, tak bardzo ważnymi dla nich sprawami. Najpierw zadbali o to, aby wyjaśnić, że Robin nie zabił nikogo, a wszystko to, o co został oskarżony to tylko intryga Slade’a, a jej celem było doprowadzenie do tego, aby przywódca Młodych Tytanów nie był mu w stanie przeszkodzić.
Na szczęście dokładne śledztwo, które było kontynuowana po uwolnieniu się świata od Trygona prędko wykazało, że to wszystko prawda, co potwierdziły także zeznania Terry. Wobec tego, Robin został oczyszczony ze wszystkich stawianych mu zarzutów i mógł dalej poruszać się po mieście jako wolny obywatel.
Świadomość o tym, że Trygon przejął władzę nie było powszechnie nazbyt świadome. Tylko część ludzi, zanim skamieniała widziała demona, który sprawia, że świat staje się jedną wielką pustynią chaosu i ciemności. Inni nie byli pewni, co widzieli i co się właściwie stało. Jednak najważniejsze stało się to, że co by jednak nie było, to Młodzi Tytani ponownie ocalili Jump City, jeśli nie cały świat. Imiona ich wszystkich krążyły z ust do ust po całym mieście, ludzie chwalili ich, bardzo podziwiali i wznosili okrzyki zachwytu na sam ich widok.
Dzielni nasi bohaterowie jednak nie zwracali na to większej uwagi. Nie to ich interesowało, aby pławić się w podziwie innych. Ale to, aby miasto było cały czas bezpieczne od wszelkiego zagrożenia i to, aby zwalczać kolejne zagrożenie, kiedy się ono pojawi, bo to, że się ono pojawi, to było dla nich więcej niż pewne.
Kiedy w końcu sprawa Robina została wyjaśniona, a cała drużyna znajdowała się ponownie w swojej kryjówce, Raven (ubrana już w swój stary kostium) wzięła Robina na stronę i powiedziała mu:
- Nie wiem, czy powinniśmy świętować. W końcu Slade gdzieś zniknął.
Robin jednak nie wyglądał na przejętego tym, co mu powiedziała:
- Jeśli kiedyś znowu się tu pokaże, będziemy gotowi.
- Jak ty to robisz, Robin? - spytała Raven.
- Co robię? - zdziwił się chłopak.
- Masz nadzieję - wyjaśniła dziewczyna i spojrzała przez okno, przy którym stali na horyzont - Po tym wszystkim, co się stało wciąż wierzysz. Po tym, co się stało i po tym, co ja zrobiłam, wciąż wierzysz. Skąd bierzesz nadzieję, że będzie dobrze?
- To dzięki tobie - odpowiedział jej Robin - Nie zdajesz sobie sprawy, że to ty właśnie masz w sobie tak dużo nadziei. Od dnia urodzenia mówili ci, że jesteś zła i stworzona do robienia złych rzeczy. Ale ty się nie poddałaś. Miałaś wciąż nadzieję, że unikniemy najgorszego.
Raven spojrzała ponownie przez okno, a potem na Robina i powiedziała:
- Myślałam, że to już koniec. A teraz nagle...
- A teraz masz całe życie przed sobą - dokończył Robin - Możesz sama już decydować o swoim przeznaczeniu.
- Zdaje się, że na końcu wcale nie ma końca, tylko nowy początek i to bardzo piękny początek - powiedziała Raven, uśmiechając się uśmiechem pełnym radości i szczęścia.


Wtem podeszli do nich pozostali członkowie drużyny. Robin uśmiechnął się z czułością do Gwiazdki i chwycił czule jej dłoń. Kosmitka obdarzyła go pełnym tak wielkiej miłości spojrzeniem, że poczuł, jak jego serce bije w piersi jak szalone.
- Ja też mam swój nowy początek - powiedział szczęśliwym tonem - I coś mi mówi, że ten początek zapowiada naprawdę piękną opowieść.
Gwiazdka czule położyła mu głowę na ramieniu, zaś Bestia i Terra, również się trzymając za ręce, zachichotali wzruszeni i popatrzyli na Cyborga, który czule ujął dłoń Raven, a ta popatrzyła na niego i powiedziała:
- Żałuję tylko jednego, że musiałam o mało nie zginąć, żebyś w końcu mi to, co tak ważne dla nas obojga, powiedzieć.
- Wiesz... Wcześniej brakowało mu do tego odwagi. Wydaje mi się, że chyba jest łatwiej walczyć ze złem niż wyznawać miłość.
- Ale skoro wreszcie wszyscy sobie wyznaliśmy to, co czujemy, może już się zaczniemy bawić? - zapytał Bestia.
- Właśnie, pora na zabawę! - zawołała radośnie Terra - Chodźmy do salonu! Nasze Pokemony już na nas czekają i nie mogą się doczekać imprezki! Nie każmy im czekać zbyt długo.
- Właśnie! - zawołał Bestia - Zwłaszcza, że dobra zabawa nigdy nie powinna czekać.
Już po chwili, wszyscy razem ruszyli w kierunku salonu, z którego dobiegały ich wesołe piski Pikachu, Piplupa, Chespina, Fennekina, Mudkipa i Dedenne. Gdy zaś tam się znaleźli, rozpoczęła się największa impreza, jaka kiedykolwiek miała miejsce w siedzibie Młodych Tytanów. Nigdy wcześniej jeszcze aż tak wielka i tak dobra zabawa nie odbyła się w tym salonie. Muzyka grała do bardzo późna, a nikt nie palił się do tego, aby iść spać. Tańczono, bawiono się, wygłupiano, żartowano i robiono wszystko, co tylko można robić wtedy, gdy się odnosi największy sukces ze wszystkich możliwych sukcesów.
Dopiero późno w nocy członkowie drużyny i ich Pokemony popadali po kolei ze zmęczenia i zasypiali, zwykle tam, gdzie stali. W końcu z całej kompanii zostali tylko Robin i Gwiazdka, którzy zanim poszli spać, usiedli jeszcze na dachu swojej siedziby i długo wpatrywali się w księżyc w pełni, widniejący na niebie. Gwiazdka czuła się szczęśliwa jak nigdy dotąd. Jej ukochany został jej chłopakiem, wyznał jej swoje uczucia, a do tego teraz siedział obok niej i ściskał jej dłoń w swojej, bez żadnej krępacji i żadnego zastanawia się, czy ma to sens i czy bohaterowie mają do czegoś takiego jak miłość prawo. Dodatkowo przypominała sobie wciąż słowa tej uroczej piosenki, którą w czasie zabawy śpiewał jej Robin.

Gwiazdka w górze lśni.
Pierwszym mym życzeniem jesteś ty.
Spadająca gwiazda spełnia sny,
W których główną rolę grasz ty.

Wiedziała, że te słowa kierowane są do niej, tak jak słowa innej piosenki o gwiazdce, którą w dniu, kiedy uformowała się ich drużyna śpiewał jej Robin. I też wiedziała o tym, jak wiele te słowa dla niej znaczą. Czuła też, że dla jej lubego to również nie są tylko słowa piosenki, ale wyznanie, iż jest mu bliska.
Robin natomiast czuł w sercu po raz pierwszy od bardzo dawna spokój i taką lekkość, o jakiej zawsze marzył, a którą, jak sądził wcześniej, nie miała jako stróż sprawiedliwości w Jump City czuć. Spojrzał na swoją ukochaną i powiedział:
- Pamiętam, jak rozmawialiśmy, zanim to się wszystko zaczęło o tym, co nam wolno czuć, a co nie. Myślałem, że nie mam prawa kochać. Sądziłem, że skoro już jesteśmy tym, kim jesteśmy, nie możemy pozwolić sobie na tak wielki przywilej, jakim jest miłość. Ale wiem już, że się myliłem. A wiesz co, Gwiazdeczko?
- Co, Robinku? - spytała Gwiazdka.
- Kiedy byłem tam w podziemi, by odnaleźć Raven, nie bałem się tyle tego, że nie zdołam stamtąd wyjść.
- A czego się bałeś?
- Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę i nie powiem, ile dla mnie znaczysz.
Gwiazdka uśmiechnęła się do niego, po czym oboje znów się pocałowali, a zarazem potem przytulili mocno i ponownie skupili wzrok na księżycu w pełni, ten zaś zdawał się jakby uśmiechać i mówić im, że wyznając sobie miłość i decydując się na to, aby sobie na nią pozwolić, podjęli najlepszą decyzję z możliwych.


KONIEC

środa, 11 lutego 2026

Przygoda 130 cz. IV

Przygoda CXXX

Tytani, do akcji! cz. IV


Robin powoli otworzył oczy i poczuł, jak ostry ból przechodzi przez całą jego głowę. Złapał się za nią dłonią i jęknął załamany.
- Boże, ale łeb mnie boli! Nie możecie jechać ostrożniej?
Wtem rozejrzał się dookoła siebie i zobaczył, że nie znajduje się już w karetce więziennej. Leżał na trawie, na jakieś łące, chyba z dala od miasta, bo ani jednego człowieka nie dojrzał nawet na horyzoncie. Spojrzał w bok i zauważył, że tuż przy nim leży Pikachu. Był nieprzytomny, ale pierś unosiła mu się delikatnie i opadała ponownie w dół, co oznaczało, że oddycha. Robin westchnął z ulgą i dotknął lekko jego głowy, mówiąc:
- Pikachu, przyjacielu! Obudź się! Nie wiesz może, gdzie jesteśmy?
Pokemon początkowo nie zareagował na jego słowa i dotyk, gdy jednak jego trener potrząsnął go trochę mocniej, powoli otworzył oczy, spojrzał na niego, po czym zapiszczał z radością, choć osłabionym głosem. Robin uśmiechnął się na ten widok i powiedział:
- Żyjesz, przyjacielu! Jak to dobrze! Cieszę się, że żyjesz. I ja też żyję.
Po tych słowach, powoli usiadł i znowu złapał się ręką za głowę, bo ta wciąż go bolała.
- Oj, wciąż mnie boli! Ciebie pewnie też, prawda?
Pikachu potwierdził, powoli podnosząc się z trawy i lekko piszcząc przy tym z bólu. Widać też nie czuł się najlepiej, podobnie jak jego trener.
- Niesamowite. Gdzie my w ogóle jesteśmy? - spytał sam siebie Robin - I jak my się tutaj dostaliśmy? Pamiętasz cokolwiek, przyjacielu? Bo ja tylko tyle, że nas zabrali z aresztu, mieli wieźć do więzienia i nagle bum, coś głośno eksplodowało, a ja straciłem przytomność i obudziłem się dopiero tutaj. A ty, Pikachu?
Pokemon zapiszczał smętnie na znak, że on też tyle pamięta. Robin zrozumiał to i już miał coś jeszcze powiedzieć, kiedy nagle usłyszał głośny ryk. Spojrzał na bok i dostrzegł zmierzającego w ich stronę Ursaringa. Podnosił przednie łapy dość wysoko w górę i wydawał z siebie przerażające dźwięki. Zdecydowanie nie miał on wobec nich dobrych zamiarów.
Robin nie zamierzał czekać na to, aż Pokemon ich zabije. Powstał szybko z miejsca, ale poczuł wówczas gwałtowny ból w głowie, złapał się za nią lewą ręką i opadł na jedno kolano. Pikachu widząc to, zapiszczał przerażony i pomimo tego, że sam czuł się słaby, doskoczył do Robina i stanął pomiędzy nim, a jego groźnym przeciwnikiem. Ursaring, gdy to zobaczył, zachichotał tylko podle i zamachnął się przednią łapą, aby zadać cios. Nie zdążył tego jednak zrobić, ponieważ nagle coś świsnęło i jakiś zielony promień uderzył go w plecy. Potwór upadł na ziemię, już nie zdolny do dalszej walki, a ktoś niespodziewanie doskoczył do niego, złapał go za tylne łapy, okręcił go dookoła własnej osi i wyrzucił daleko za siebie.
Pikachu przyjrzał się osobie, która właśnie ocaliła im życie i zapiszczał czule na jej widok. Robin wówczas również spojrzał w kierunku ich wybawcy i wtedy dostrzegł, że jest to Gwiazdka w swoim tradycyjnym stroju. Dziewczyna patrzyła na nich obu z czułością i troską, ale też jakby jakimś smutkiem.
- Gwiazdko, to ty?! Jak to dobrze! - zawołał radośnie Robin, powoli wstając i podchodząc do dziewczyny.
Ta jednak zrobiła krok do tyłu, po czym bezbarwnym tonem powiedziała:
- Witam cię, mój znajomy Ziemianinie. Cieszę się, że nie jesteś ranny.
Robin zdziwił się tym, co powiedziała dziewczyna oraz tonem, w jakim to zrobiła. A jeszcze bardziej zaskoczyło go to, że obeszła go jakby obojętna na to, co się z nim dzieje, po czym podeszła do Pikachu i sprawdziła, co z nim. Gdy już się upewniła, że nic mu nie jest, powiedziała:
- Powinniśmy niezwłocznie stąd odejść. Pościg policji może cię niedługo tu znaleźć, więc nie możemy tu zostawać zbyt długo.
- Gwiazdko, o czym ty mówisz? Pościg policyjny? - zdziwił się Robin i nagle coś do niego dotarło - Zaraz, moment! To ty mnie odbiłaś z karetki więziennej?
- A niby kto? - odparła ironicznie Gwiazdka.
- I zrobiłaś to sama, czy może z resztą naszej drużyny?
- Sama, oni o tym nie wiedzą. Nie uznaliby, że to mądre. Powiedzieliby, że ci narobię jeszcze więcej kłopotów. Wiem, że zapewne mają oni rację, ale musiałam to zrobić.
Nagle zza krzaków wyskoczył jej Fennekin, który piszcząc podbiegł do swej trenerki i zaczął wykonywać ruchy łapkami, wskazując na coś za sobą. Gwiazdka uważnie spojrzała we wskazanym kierunku i powiedziała:
- Musimy stąd iść. Niedługo tu będzie policja. Lepiej, żeby cię tu nie znaleźli, mój dobry znajomy Ziemianinie.
- Gwiazdko, ale dlaczego tak do mnie mówisz? Co ci się stało?
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i prychnęła z kpiną, po czym wstała i wzięła Pikachu (wciąż mocno osłabionego ostatnimi wydarzeniami) w ramiona, a następnie spojrzała na Robina i dodała:
- Lepiej już chodźmy.


Młodzieniec zrozumiał, że niczego się obecnie od niej nie dowie, dlatego też poszedł za nią. Szli razem w milczeniu przez dłuższy czas, przechodząc przez las i jego okolice. W końcu jednak powszechna cisza zaczęła drażnić Robina, dlatego postanowił ją przerwać i zapytał:
- Słuchaj, dlaczego nagle tak dziwnie do mnie mówisz? I zachowujesz się tak, jakbyś uciekała przede mną?
Gwiazdka odwróciła się do niego i rzuciła:
- No cóż, nie zawracam ci głowy sprawami uczuć. Czy nie tego zażądałeś, gdy ostatnio rozmawialiśmy na temat uczuć? Że bohaterowie nie mają na nie czasu i nie mogą sobie nimi zawracać głowę?
Po tych słowach, szła dalej. Robin, który odzyskał już część osłabionych sił, poczuł się nagle nieprzyjemnie. Rzeczywiście, mówił jej coś takiego, ale przecież nie chciał jej urazić w żaden sposób. Biegł więc w kierunku dziewczyny i rzekł:
- A ty ciągle myślisz o tamtym? Gwiazdko, przecież jesteśmy teraz oboje w nieznanym sobie terenie i do tego ściga nas policja.
Gwiazdka popatrzyła na niego groźnie, zatrzymując się w miejscu i pytając:
- Więc co? Myślałeś może, że aresztowanie cię za morderstwo, którego nie popełniłeś, zatrzymanie cię w areszcie i potem zamieszanie z odbiciem cię przeze mnie sprawi, że o tym zapomnę, tak?
Robin lekko się zmieszał, westchnął delikatnie i odparł:
- No... Tak.
Gwiazdka ponownie prychnęła i ruszyła ponownie przed siebie z Pikachu na rękach. Fennekin szedł obok niej. Jednak Robin zastąpił im drogę i spytał:
- Możesz się zatrzymać i ze mną porozmawiać?
Gwiazdka przyjrzała mu się uważnie i spytała groźnym tonem:
- Czy to oznacza, że jesteś gotów wyjaśnić mi wreszcie, dlaczego nie jestem dziewczyną?
Robin zmieszał się ponownie i złapał lekko za kołnierz, który nagle zrobił się dla niego zdecydowanie za ciasny.
- Wygląda na to, że nie masz mi nic do powiedzenia - rzuciła ze złością w głosie Gwiazdka i znów ruszyła przed siebie.
Robin westchnął ponuro i poczuł, że chyba wolałby znaleźć się w więzieniu niż odpowiadać na tak niewygodne dla siebie pytania. Opuścił więc głowę w dół i załamany ruszył za nią.
Minęło trochę czasu, aż w końcu przemógł się i powiedział:
- Gwiazdko, poczekaj.
Złapał ją delikatnie za rękę i rzekł czule:
- Słuchaj... To nie jest tak, że cię nie lubię. Wręcz przeciwnie. Chodzi tylko o to, że...
I tu zabrakło mu nagle słów. Gwiazdka zaś spojrzała na niego groźnie, jakby spodziewała się czegoś nieprzyjemnego i dodała:
- To znaczy, że mnie nie lubisz, bo nie jestem dziewczyną?
- Co? - zdziwił się Robin - Słuchaj, ty chyba mnie źle zrozumiałaś. Na naszej planecie „dziewczyna”, to znaczy...
- Kobieta, z którą łączy cię miła i wyjątkowa więź, włączając w to dzielenie się codziennymi przyjemnościami i okazyjne kupowanie specjalnych kwiatowych upominków, tak?
Robin westchnął lekko.
- No dobra, chyba mnie zrozumiałaś.
Gwiazdka spojrzała na niego już nieco łagodniejszym wzrokiem.
- Więc co stoi na przeszkodzie, żebym ja mogła być dla ciebie kimś takim? A może po prostu ci się nie podobam? Możesz mi powiedzieć, ja się nie obrażę.
- Nie! Oczywiście, że nie! Wcale nie! Wręcz przeciwnie! - zawołał Robin, tak jakby przerażony tym, co właśnie usłyszał.
- No to w czym problem? - spytała Gwiazdka.
Robin nie wiedział, co ma jej powiedzieć, kiedy nagle Fennekin spojrzał w górę i zapiszczał niespokojnie. Pikachu zaś zrobił podobnie, po czym pisnął i od razu wskazał łapką w górę. Robin i Gwiazdka spojrzeli od razu we wskazanym im kierunku i zauważyli, że na niebie zbierają się chmury.
- Zanosi się na deszcz - powiedział Robin.
- Znajdźmy jakieś schronienie - odparła Gwiazdka.
Po czym, przytulając mocno Pikachu do piersi, ruszyła biegiem przed siebie. Robin i Fennekin biegli niedaleko niej. Niestety, nim znaleźli jakiekolwiek miejsce schronienia, deszcz zaczął na nich gwałtownie padać. Robin zdjął więc z pleców swoją pelerynę i zarzucił ją niczym płachtę nad głową Gwiazdki. Ta lekko się do niego uśmiechnęła, gdyż spodobał się jej ten ruch. Jednak biec tak długo nie mogli, deszcz lał coraz mocniej, a im groziło przemoknięcie do suchej nitki. Nagle oboje zauważyli jaskinię. Niewiele myśląc, wbiegli do niej i usiedli zadowoleni. Chociaż w jaskini było dosyć chłodno, to przynajmniej nie padał na nich deszcz. Oni zaś mogli chociaż przez chwilę odpocząć i zastanowić się, co robić dalej.
Ponieważ w jaskini rosło kilka roślin i gałęzi, Robin zdołał je odłamać, zaś Fennekin rozpalił swoimi mocami ognisko. Od razu zrobiło się jakoś lepiej. A w każdym razie, tak się wydawało.
- Jak się czujesz, Gwiazdeczko? - spytał po chwili Robin.
- Nie najlepiej - odpowiedziała mu Gwiazdka.
- Martwisz się o policję? Oni nas nie zabiją. Chociaż mogą nas aresztować, ale tylko wtedy, kiedy nas złapią, a to nie pójdzie im tak łatwo.
- Policja mnie nie martwi.
- Więc pewnie ten, co mnie wrobił w morderstwo. Ja też próbuję się nad tym zastanawiać, ale nie wiem, kto i jak to zrobił.
- Tak, to mnie też martwi i to bardzo, Robinie, ale najbardziej martwisz mnie ty. Bo nie mogę zrozumieć nas.


Robin spojrzał na nią zaintrygowany, a dziewczyna kontynuowała:
- Najpierw była ta nasza rozmowa o uczuciach, której nie potrafię zrozumieć, a potem to, co powiedział Cyborg. Od kiedy powiedział o mnie „dziewczyna”, to wszystko się między nami zmieniło.
- To jakieś nieporozumienie - zaprotestował Robin - Wszystko jest dobrze.
- Nic nie jest dobrze - odparła Gwiazdka i wstała, powoli przechadzając się po jaskini - Zostałeś oskarżony o morderstwo, ściga cię policja, ja nie wiem, jak mogę ci pomóc i wytropić tego, kto cię wrobił, a do tego jeszcze nie wiem, co ty czujesz do mnie. Jak widzisz, nie jest dobrze, a zwłaszcza między nami.
- Gwiazdko, ja...
- Nie, Robinie. Chciałeś wiedzieć, co się dzieje, to ci mówię. Między nami nie jest dobrze i obawiam się, że już nigdy nie będziesz.
To mówiąc, Gwiazdka odwróciła się plecami do Robina, aby nie widział, jak po policzkach ciekną jej łzy.
- A ty sam nie mówisz mi, co czujesz.
Robin spojrzał w ognisko, potem na Gwiazdkę i powiedział:
- Nie mówię, bo to dla mnie bardzo trudne.
Z miejsca przypomniał sobie swoje relacje z Batgirl i dosyć skomplikowany związek, który ich łączył, kiedy on mieszkał jeszcze w Gotham City. Kiedy już je opuścił, to myślał o tym, że nigdy nie zdoła się zakochać, ale to się zmieniło. I to w chwili, gdy poznał tę wyjątkową dziewczynę, z którą właśnie zrozumiał. Ale co jej miał powiedzieć? Co miał myśleć i czuć? Czy powinien zaufać własnym uczuciom i spróbować zaryzykować? Zwłaszcza, że nie miał gwarancji na to, aby udało mu się uzyskać prawdziwą miłość i szczęście z nią związane. Nie miał żadnej, ale to żadnej pewności, że tym razem wszystko potoczy się tak, aby był szczęśliwy, ani też nie miał pewności, że zdoła dać szczęście komukolwiek. Ani też nie wiedział, czy ma prawo do prywatnych uczuć, zwłaszcza teraz, w takiej sytuacji, w jakiej się obecnie znalazł.
Gwiazdka powoli otarła łezkę w oku i odwróciła się do Robina, pytając:
- Czy ziemscy chłopcy mają jakąś instrukcję obsługi?
Robin zachichotał, istotnie rozbawiony tym, co usłyszał.
- Tak byłoby dużo łatwiej.
- To skąd mam wiedzieć, co ty o mnie myślisz? - spytała Gwiazdka, powoli się do niego zbliżając.
Robin westchnął delikatnie zmieszany, ale uznał, że musi w końcu przyznać się do tego, co czuje i powiedział:
- Gwiazdko... Uważam, że jesteś miłą i naprawdę bardzo ładną dziewczyną.
Kosmitka spojrzała na niego wzrokiem pełnym miłości. Wszelka złość już jej minęła, zastąpiona przez radość i euforię wywołane tym, co właśnie usłyszała.
- Tak? Mów dalej.
- I jak na dziewczynę, jesteś też miła, mądra i naprawdę silna. Walczyć z tobą u mego boku z różnymi draniami, to prawdziwa przyjemność.
- Więc myślisz, że mogłabym być twoją dziewczyną? - spytała Gwiazdka, w tej samej chwili stając tuż przy ukochanym, niemal stykając się z nim twarzą w twarz.
- Moją dziewczyną? - zapytał wesoło Robin i złapał ją za dłonie - Wiesz, tak szczerze mówiąc, to nie marzę o niczym innym. Tylko widzisz...
Nie dokończył, ponieważ Pikachu i Fennekin, którzy w przeciwieństwie do naszych zakochanych zachowali czujność, pisnęli niespokojnie, patrząc przy tym w kierunku wejścia do jaskini. Robin i Gwiazdka zrozumieli, że to musi być jakieś ostrzeżenie z ich strony, więc ustawili się w pozycji bojowej, gotowi do walki. Ale przez chwilę nic się nie pojawiło. Słychać było tylko jakieś dziwne odgłosy, jakby łopot skrzydeł, a po chwili do miejsca pobytu naszych bohaterów wleciał wielki Golbat, większy niż zwykle Pokemony tego rodzaju, a co ważniejsze, cały zielony. Jego widok sprawił, że Robin i Gwiazdka odetchnęli z ulgą i zawołali niemalże jednocześnie:
- Bestia!
Golbat popatrzył na nich i uśmiechnął się radośnie.
- Robin! Gwiazdka! To wy?! Tak czułem, że możecie tu być! Okoliczne Poki was widziały, jak wchodzicie do tej jaskini, więc pomyślałem, że was tu znajdę! Ale się reszta ucieszy!
Następnie wyleciał z jaskini, nawołując resztę drużyny. Chwilę później wrócił do Robina i Gwiazdki, ale tym razem w ludzkiej postaci. Towarzyszyli mu Cyborg i Terra, a także ich wierne Pokemony: Mudkip, Chespin i Dedenne. Stworki od razu doskoczyły do Pikachu i Fennekina, a ich trenerzy do swoich przyjaciół, czule ich ściskając i witając z radością. Czułość ta trwała dość długo i zapewne trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nagle Gwiazdka nie zauważyła coś, co ją zaniepokoiło.
- A gdzie jest Raven?
Radość natychmiast opuściła drużynę. Wszyscy nagle posmutnieli, a Terra z rozpaczą opuściła głowę w dół i rzekła:
- Robinie, Gwiazdko... Chyba musimy wam coś wyjaśnić, a szczególnie ja.
Głos jej brzmiał tak przygnębiająco, że Gwiazdka poczuła, jak znowu się jej zbierają łzy w oczach, choć tym razem z innego powodu. Przeczuwała, że usłyszy teraz najgorsze z możliwych wiadomości. Jednakże to, co miała im do przekazania ich przyjaciółka, było zdecydowanie gorsze od wszystkich najgorszych przeczuć tak Gwiazdki, jak i Robina.

***


Przyjaciele usiedli wokół ogniska, a kiedy już to się stało, Robin i Gwiazdka od reszty członków swojej drużyny usłyszeli, co miało miejsce w bazie pod ich nieobecność. Szok, jakiego doznali na wieść o tym był tak wielki, że nie umieliby go opisać słowami, gdyby oczywiście chcieli tego dokonać. Gwiazdka załamana zasłoniła sobie usta dłońmi i jęknęła, a Robin z szoku poczuł, jak serce mu wręcz podchodzi do gardła. Pikachu i Fennekin także byli porażeni tymi rewelacjami.
- Slade... A więc on żyje - powiedział załamanym głosem Robin - A więc to jego widziała Raven w swoich snach. To jego się tak obawiała.
- A ty z nim pracowałaś? - spytała Gwiazdka, patrząc na Terrę - Dlaczego?
Terra opuściła głowę w dół, podwinęła kolana niemal pod podbródek i objęła je mocno rękami, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Co? Nie jesteś w stanie odpowiedzieć?! - zawołała Gwiazdka, rozzłoszczona jej reakcją - Zdradziłaś nas, oszukałaś, wrobiłaś Robina w morderstwo, którego jak widzę, wcale nie było, wydałaś Slade’owi Raven i teraz nawet nie masz odwagi, aby cokolwiek nam powiedzieć?
Terra pokornie zniosła słowa Gwiazdki i wpatrując się w płomienie ogniska, odpowiedziała smutnym tonem:
- Nie wiecie, jaka kiedyś byłam. Samotna, opuszczona, obawiająca się ludzi, którzy mnie się obawiali z powodu moich mocy, których nie kontrolowałam. To było okropne. Byłam postrachem wszystkich. Nie umiałam użyć swoich mocy w taki sposób, aby nikogo nie skrzywdzić. Wtedy właśnie zjawił się on, Slade. Był dla mnie nauczycielem, mentorem i ojcem. Nauczył mnie, jak mam korzystać z moich mocy, jak właściwie się nimi obchodzić. Był moim pierwszym przyjacielem i pierwszą osobą, której mogłam zaufać.
- Ładny mi przyjaciel - burknął Cyborg - Widzisz, jak cię potraktował?
- Widzę i nie jestem z tego powodu zadowolona - odparła Terra - Mówił mi, że jestem dla niego jak córka. Mówił, że mogę mu ufać. Chciał tylko, abym mu pomogła was pokonać. Początkowo zgodziłam się na to, bo nie znałam was. Ale potem wszystko się zmieniło. Poznałam was i chciałam być wam przyjaciółką.
- No i zostałaś - powiedziała ironicznie Gwiazdka - Przyjaciółką, która wbija swoim przyjaciołom nóż w plecy.
- Tak, zasłużyłam na takie słowa - odpowiedziała smutno Terra - Poznałam was lepiej i zrozumiałam, że nie chcę was skrzywdzić. Ale on zmusił mnie do tego. Groził, że jeżeli mu nie pomogę, to was skrzywdzi o wiele bardziej.
- A więc zrobiłaś to z miłosierdzia, tak? - rzuciła wściekle Gwiazdka.
- Uwierzcie mi, żałuję tego, co się stało, ale czasu już nie cofnę - powiedziała Terra, patrząc załamanym wzrokiem w ognisko i obserwując ruchy płomieni, które się w nim poruszały.
Przez chwilę zapanowała ponura cisza. Nikt nie wiedział, co ma zrobić i co ma teraz powiedzieć. W końcu Bestia przerwał milczenie.
- Słuchajcie, przecież to się nie może tak skończyć!
Zerwał się z miejsca i zawołał:
- Kochani, jesteśmy przecież drużyną Młodych Tytanów! A oni nigdy, ale to nigdy się nie poddają! Nie ważne, co się stanie, my się nigdy nie poddajemy! Tak zawsze było i tak nadal powinno być! Walka do samego końca!
Mudkip zachwycony jego słowami, doskoczył do swojego trenera i piszcząc okazał mu swoją aprobatę. Jednak reszta drużyny nie wyglądała na tak pewną tego, co on powiedział.
- Bestio, daj spokój - powiedział ponuro Cyborg - O co ty niby chcesz teraz walczyć, co?
- Jak to, o co? - zdziwił się Bestia - O Raven, a niby o kogo? Przecież chyba nie zostawimy ją w łapach Slade’a?
- A w jaki niby sposób chcesz ją uwolnić, co? Nawet nie wiemy, gdzie ona jest i co zamierza zrobić z nią Slade.
- Mówisz tak, jakby ci na niej nie zależało!
Cyborg zerwał się z miejsca i popatrzył groźnie na przyjaciela, machając mu palcem przed oczami.
- Nie waż się mówić, że mi na niej nie zależy!
Gwiazdka popatrzyła najpierw na Cyborga, a potem na Robina, który lekko się uśmiechnął, jakby chciał powiedzieć, że dawno się zaczął tego domyślać. Ona też się wówczas uśmiechnęła, ponieważ zrozumiała, iż jej obawy wobec uczucia, jakie żywi wobec Raven Robina były bezpodstawne. Była ona bliska Robinowi, ale nie jako ukochana. Na pewno nie mogłaby być jego ukochaną. Nie po tym, co Robin powiedział jej teraz, zanim przyjaciele ich znaleźli. Oczywiście, nie wyznał jej miłości, ale na pewno by to zrobił, gdyby reszta ich drużyny im nie przerwała. To było pewne. A co czuje Raven? Tego nie była pewna, ale raczej nie mogła być obojętna na uczucia Cyborga. Musiałaby być bez serca, gdyby było inaczej.
- Nam wszystkim na niej zależy - rzekła po chwili Gwiazdka - I dlatego też musimy ją uratować.
- Ale w jaki sposób? - zapytał Cyborg, patrząc na nią - Przecież nie wiemy, dokąd Slade ją zabrał.
Chespin potwierdził to, piszcząc załamanym głosem i chociaż zwykle był on pełen energii, teraz dzielił przygnębienie swojego trenera.
- Ależ wiemy - powiedziała Terra.


Przyjaciele spojrzeli na nią zaintrygowani tym, co właśnie od niej usłyszeli, a ona tymczasem uśmiechnęła się lekko i powiedziała:
- Slade traktował mnie jak swoją córkę, a przynajmniej tak myślałam i z tego też powodu nie miał przede mną zbyt wielu sekretów. Wiem, gdzie on teraz może być. Uprzedzam jednak, że nie mam stu procentowej pewności, że tam właśnie zabrał Raven, ale...
- To nie jest ważne! - zawołał Cyborg - Nie ważne, czy masz stuprocentową pewność! Jeżeli wiesz, gdzie oni mogą teraz być, powiedz nam!
- Właśnie, Terra! Powiedz nam! - dodał Bestia - Jeżeli jest szansa, to musisz nam powiedzieć!
Chespin i Mudkip poparli swoich trenerów, piszcząc w kierunku dziewczyny, jakby też chcieli płakać o to, aby im powiedziała, co wie. Terra więc nie dała się długo prosić.
- Slade ma swoją siedzibę za miastem, w starej opuszczonej posiadłości swej rodziny. Nikogo tam nie ma, poza nim i jego Pokemonami, które jej pilnują. Ale co to dla nas, prawda?
Spojrzała na swojego Dedenne, który pisnął wesoło i bojowo pomachał łapką.
- Właśnie, co to dla nas?! - zawołał radośnie Bestia, patrząc na przyjaciół - To na co my jeszcze czekamy? Ruszajmy!
- Chwileczkę! - zawołał nagle Robin, dotąd bez słowa przysłuchujący się z uwagą słowom przyjaciół - Zanim cokolwiek zrobimy, wolałbym najpierw jeszcze się czegoś dowiedzieć. Co dokładniej planuje Slade? Wspominaliście coś wszyscy o Trygonie, ale nie mówiliście zbyt dokładnie.
Przyjaciele trochę się zmieszali, jak dzieci przyłapani na gorącym uczynku. Zwłaszcza dotyczyło to Cyborga, Terrę i Bestię. Gwiazdka, która nie była obecna podczas pojawienia się Slade’a w bazie Tytanów, nie miała pojęcia, o co chodzi, ale poczuła się trochę głupio z tego powodu, że nawet nie pomyślała o czymś tak poważnym jak ustalenie, co ich przeciwnik planuje. A przecież było to tak ważne i tak istotne, że jako pierwsza rzecz powinna ją interesować.
- Nie jesteśmy do końca pewni, jak mamy rozumieć to, co Raven nam mówiła o tej sprawie - powiedział Cyborg - Bo naprawdę mówiła jakby od rzeczy.
- No, nie wiem, czy tak od rzeczy - odparł na to Bestia - Jak dla mnie, to były słowa bardzo poważne i bardzo prawdziwe.
- Ale sam pomyśl! Jakiś demon Trygon powracający z zaświatów? I Raven, która ma się zmienić w magiczny portal, przez który on ma przejść? To przecież nie ma za grosz sensu!
- A dlaczego nie? Przecież Slade od dawna powinien już nie żyć, a jednak żyje. Twierdzi, że go przywrócił do życia ten cały Trygon, aby ten porwał Raven i zmusił ją do zamiany w magiczny portal, przez który on chce przejść do naszego świata! Jeżeli Slade zginął, a mimo to znowu żyje, to jak dla mnie jego opowieść o Trygonie brzmi bardzo prawdziwie.
- A poza tym, sama Raven też to mówiła - dodała Terra - A jej słowom chyba możemy wierzyć, w przeciwieństwie do moich.
Dziewczyna opuściła głowę w dół, a Dedenne dotknął łapką jej dłoni, jakby chciał ją pocieszyć.
- Terra, daj spokój! To wszystko teraz nie ma znaczenia! - powiedział Bestia życzliwym tonem - Nie ma to naprawdę sensu, aby wypominać sobie to wszystko, co było. Musimy się skupić na tym, co jest i co będzie.
- Bestia ma rację - zgodziła się Gwiazdka - Teraz musimy się skupić na tym, aby uratować Raven i nie dopuścić do realizacji planu Slade’a. Prawda, Robinie?
Spojrzała na Robina, który siedział pogrążony we własnych myślach, jakby coś sobie układał właśnie w głowie i przyglądał się swojemu Pikachu, który teraz nie odrywał od niego wzroku.
- Mam naprawdę złe przeczucia, moi kochani - powiedział po chwili - Raven skrywała to wszystko przed nami i chyba rozumiem, dlaczego. Uważała, że to, o czym mówicie jest nieuniknione. Nie chciała naszej pomocy, bo stwierdziła, że i tak jej nie pomożemy. Może naprawdę nie zdołamy tego zrobić? Może naprawdę nie możemy jej pomóc? Może to wszystko jest nieuniknione?
Jego przyjaciele chcieli już coś powiedzieć, kiedy nagle Robin podniósł rękę na znak, żeby nic nie mówili, po czym wstał i rzekł:
- Nie wiem, czy tak jest, ale jeśli nawet, to wiem, co zrobiłby mój nauczyciel i przybrany ojciec, gdyby był na naszym miejscu. Stanąłby do walki mimo wszystko i albo by zwyciężył, albo by zginął, próbując tego dokonać. I ja tak właśnie zrobię! Będę walczył do samego końca!
Przyjaciele patrzyli na niego z podziwem oraz zachwytem, bo takich właśnie słów spodziewali się po swoim liderze. Uśmiechnęli się i od razu zaczęli głośno deklarować, że Robin może na nich liczyć, chociaż Bestia dodał zaraz potem:
- Ale słuchajcie... Jeżeli to wszystko jest prawdą i temu nie da się zapobiec, to oznacza, że Trygon pojawi się na tym świecie. I co wtedy się stanie? Walka z takim demonem nie jest wcale prosta.
- To prawda, nie jest - potwierdził Robin - I sam się boję, co będzie dalej, jeśli nie zdołamy powstrzymać Slade’a przed sprowadzeniem Trygona. Ale nie możemy się teraz wycofać.
- Nie, nie możemy - zgodził się z nim Cyborg - Jesteśmy przecież Młodymi Tytanami! Jeżeli walczymy, to tylko do samego końca! Nawet jeśli w perspektywie mamy walkę z demonem z piekła rodem.
- I nie tylko z nim, bo przypominam wam, że Robin wciąż jest poszukiwany przez policję - zauważyła Gwiazdka - A to może nam nieco utrudnić sprawę.
- Siedziba Slade’a jest poza miastem, a tam nie będzie policji - powiedziała Terra.
- Nie byłabym tego taka pewna - odparła Gwiazdka.
- Słuchajcie, wszystko bardzo fajnie, ale kiedy my tu gadamy, to Slade może przez ten przeprowadza plan zniszczenia świata - zauważył Bestia.
Terra pokręciła przecząco głową i odpowiedziała:
- Nie, jeszcze nie teraz. Przemiana musi nastąpić w odpowiednim czasie, a ten nastanie tej nocy o północy, gdy księżyc wejdzie w znak Wodnika. Wiem o tym, bo Slade wspominał mi o tym. Nie podał mi szczegółów, ale często mówił o znaku Wodnika i mówił o dzisiejszej dacie i o północy. Jestem pewna, że nie mówił tego bez powodu. Ciągle mnie ponaglał, abym mu pomogła zrealizować jego cele, bo już czas się zbliża i wspominał dzisiejszą datę, północ i księżyc w znaku Wodnika. To musi być więc ten czas, kiedy Raven przemieni się w portal dla Trygona.
Robin skinął głową, zgadzając się z nią.
- A więc mamy jeszcze czas. Może zdążymy zaatakować i odbić Raven, nim będzie za późno.
- A jeśli nie zdołamy temu zapobiec, co wtedy? - spytała Terra.
- Wtedy zginiemy, walcząc do końca - odpowiedział jej Robin - Bo wolę już to, niż żebym miał czekać na śmierć. Jeśli mam zginąć, to chociaż w walce. Tylko tak, nie inaczej.
Po tych słowach, spojrzał on na swojego Pikachu, który zapiszczał radośnie i stanął u boku swojego trenera, gotowy do walki i pełen zapału do niej. Gwiazdka, Cyborg, Bestia i Terra stanęli obok siebie i patrząc uważnie na swojego lidera, z uśmiechem oznajmili:
- Jesteśmy z tobą, przyjacielu! Do samego końca!
Ich Pokemony także się z tym zgodziły. A zatem sprawa była prosta. Trzeba było ruszyć na ratunek Raven!

***


Ponieważ Terra wiedziała, gdzie jest siedziba Slade’a, poprowadziła swoich przyjaciół do tego miejsca. Wycieczka nie była jednak prosta, gdyż wbrew temu, co podejrzewali Młodzi Tytani, policja szukała Robina poza miastem, również w okolicach posiadłości Slade’a. Dostanie się do celu podróży bohaterów było więc o wiele trudniejsze niż sądzili. Musieli uważać, aby nie wpaść w ręce stróżów prawa, bo przecież, gdyby tak się stało, byliby zmuszeni walczyć z nimi, a na to nie mieli najmniejszej ochoty. Ponadto, takie coś tylko utrudniłoby im wykonanie ich misji i zaszkodziłoby światu, który chcieli uratować. Tego jeszcze im brakowało, walczyć z policjantami w momencie, gdy świat mógł zostać unicestwiony przez działania Slade’a i Trygona. Musieli więc uważać, musieli starać się nie zostać zauważonym przez stróżów prawa i nie wpaść w ich ręce.
- Wiecie, jedno tylko mnie martwi - powiedział cicho Bestia, kiedy on i jego przyjaciele siedzieli ukryci w krzakach i czekali na to, aż policjanci krążący po tej okolicy znikną im z oczu - Jak już uratujemy Raven, powstrzymamy Trygona i już będzie po wszystkim, jak udowodnimy, że Robin jest niewinny, żeby policja go nie ścigała?
Robin popatrzył na niego i lekko parsknął śmiechem.
- Co cię tak bawi?
- A nic. Tylko to, że myślisz o takich sprawach teraz, kiedy jeszcze żadne z nas nie wie, czy wygramy i czy uratujemy świat.
Bestia zastanowił się nad tym i doszedł do wniosku, że to rzeczywiście dosyć zabawne.
- Dobra, dosyć żartów. Mamy świat do ocalenia - odezwał się Cyborg.
Przyjaciele przyznali mu rację, po czym wykorzystali okazję, że policjanci, którzy patrolowali tę okolicę, zniknęli im chwilowo z oczu i pobiegli przed siebie, w kierunku siedziby Slade’a. Zgodnie z tym, co mówiła Terra, znajdowała się ona w starej posiadłości jego rodziny. Był to piękny, stary dwór przypominający nieco z wyglądu dwór szlachecki z przełomu XVIII i XIX wieku. Był duży, ponury, a do tego, pomimo dosyć zwyczajnego wyglądu, biła z niego jakaś tajemnicza aura. Tak ponura, że trudno było jej nie poczuć, wpatrując się w to samotne miejsce.
- Och, jak tu ponuro! - jęknęła Gwiazdka, biorąc na ręce swojego Fennekina, który pisnął zaniepokojony.
- W tej posiadłości od lat nikt nie mieszka - powiedziała Terra - Stała pusta od chwili, gdy Slade zginął. Ale teraz do niej wrócił i sprowadził ze sobą zło. Czyste zło w najgorszej możliwej postaci. Trudno więc, żeby nie było tu ponuro.
Robin uśmiechnął się nieco złośliwie i odparł:
- Oj, powieje grozą.
- Jak dla mnie, to już powiało - rzucił niespokojnym tonem Bestia.
Jego Mudkip cofnął się lekko przerażony, gdyż tajemnicza i bardzo ponura aura, która otaczała tę posiadłość, choć nie była widoczna do oczu, to wdzierała się głęboko w serca każdego, kto obserwował to miejsce. A ponieważ wiadomo jest i to nie od dziś, że Pokemony posiadają bardziej wrażliwe serca niż ludzie i widzą więcej swoimi zmysłami niż ludzie oczami, on musiał odczuć to, czego nie czuli, a w każdym razie nie w pełni jego przyjaciele z drużyny. Pozostałe stworki także to poczuły, a ich trenerzy, mimo braku zmysłów Pokemonów, poczuli w sercach jakiś niepokój, którego obecności nie umieli w pełni zrozumieć, a który mimo to był dla nich czymś tak silnym, że mimowolnie zadrżeli. Żadne z nich nigdy nie czuło aż tak wielkiego lęku i obawy przed porażką, jak w tamtym momencie. Czuli, że musi to mieć coś związek z Trygonem i siłami z zaświatów, jakie sprowadził tutaj na ten świat Slade. Wiedzieli jednak, że nie mogą się wycofać, gdyż za daleko zaszli, aby to zrobić.
- Czy powiało, czy nie, to już za późno, aby się wycofać - powiedział Robin i zrobił krok naprzód - Musimy walczyć. Choćby to miała być nasza ostatnia walka.
Pikachu, choć drżał ze strachu, a jego serduszko biło mu w jego małej piersi jak szalone, przełamał swój lęk i stanął u boku swojego trenera. Jego postawa była tak bohaterska, że wszyscy pozostali od razu uczynili tak samo. Choć wciąż wielki niepokój wdzierał się w ich serca, świadomość, że są razem sprawiała, iż byli w stanie poradzić sobie z niepokojem i ruszyć do walki. Nawet pomimo tego, że ta walka była mało możliwa do wygrania.
Z tą myślą w sercu, weszli do środka posiadłości. Przeszli spokojnie przez hol ciemny i opuszczony, nie dostrzegając tam nikogo. Ze ścian zwisały pajęczyny, a wszystkie wiszące na ścianach obrazy czy stojące na postumentach rzeźby pokryte były grubą warstwą kurzu. Widok ten nie zaskoczył Robina. Domyślał się, że ich wróg nie po to wrócił z zaświatów, aby sprzątać rodzinny dom. Na pewno, siedząc w nim i knując swoje nikczemne plany, z pewnością nie zamierzał tu sprzątać. Tak więc obecność bałaganu w posiadłości wcale nie była niczym niezwykłym. Ale ta świadomość bynajmniej ich nie uspokajała. Spodziewali się, że Slade lub ktoś też ktoś z jego podwładnych może w każdej chwili wyskoczyć na nich z dowolnego kąta tego ponurego miejsca. Dlatego rozglądali się dookoła, gdy szli przed siebie i szukali miejsca, w którym przebywali Slade i Raven. Nikogo jednak długo nie byli w stanie odnaleźć. Nikt też ich nie zaatakował, nikt im nie zaszkodził, nikt też na nich nie czekał. Wydawało się, jakby posiadłość była całkowicie opuszczona i nie było w niej ani ich wroga, ani ich przyjaciółki.
- Jesteś pewna, że to tutaj Slade ma swoją kryjówkę? - spytał Cyborg Terrę, gdy już minęło nieco czasu i przeszukiwanie posiadłości zaczęło męczyć Młodych Tytanów.
- No właśnie. Przecież tutaj nikogo nie ma - zauważyła Gwiazdka.
Terra spojrzała niespokojnie na swoich przyjaciół i rozłożyła bezradnie ręce, mówiąc przy tym:
- Nic z tego nie rozumiem. Przecież jeszcze wczoraj był tu Slade. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem może go tu nie być.
- Cud nie ma tu nic do rzeczy - powiedział Robin - Coś mi mówi, że nasz wróg jest od nas sprytniejszy. Domyślił się, że przyjdziemy po Raven i zdążył się na to przygotować.
- Chcesz powiedzieć, że przeniósł się gdzie indziej, aby zrobić to, co sobie postanowił? - zapytał Bestia.
- To niemożliwe. On nie ma innych kryjówek - zauważyła Terra - On tu musi być! Po prostu musi!
- Jak widać, nie ma go tutaj - odparł ponuro Cyborg i spojrzał na dziewczynę z grozą w oczach - Słuchaj, jeżeli nas znowu oszukujesz, to przysięgam ci...
- Mówię prawdę! On na pewno tu jest! - zawołała Terra przerażona, a jej oczy wyrażały ogromny strach i zdumienie jednocześnie.
Bestia stanął z Mudkipem obok niej i skinął lekko głową na znak, że wierzy przyjaciółce, a potem dodał:
- Ona na pewno mówi prawdę. Jestem tego pewien. Jeżeli Slade’a tu nie ma, to nie jest to jej wina. Ona nas nie oszukuje.
- A jaką masz pewność, że tak jest? - spytał z kpiną Cyborg - Nie mamy, jak już wiemy powodów, aby jej wierzyć.
- Przecież ją znamy! Nie oszukałaby nas!
- Rusz głową, Bestia! Ona już to zrobiła! Dlaczego nie miałaby tego zrobić po raz drugi?!
Bestia spojrzał groźnie na przyjaciela i był już gotów bronić ukochanej, a jego Pokemon zawarczał lekko na Pokemona Cyborga, gdy nagle Gwiazdka kazała im się wszystkim uspokoić.
- Ja wierzę, że Terra mówi prawdę - powiedziała - Ale widzę też, że Slade’a tu nie ma i Raven także. Musimy więc szukać ich gdzie indziej.
- Ale gdzie? - spytał Cyborg.
- Bliżej niż nam się wydaje - odezwał się nagle Robin.
Stał on właśnie przed wielkim oknem wychodzącym na ogród i wpatrywał się w coś, co się na nim znajdowało. Gwiazdka zaintrygowana podeszła do niego i gdy tylko stanęła tuż przy chłopaku, zauważyła widok, który tak bardzo przykuł jego uwagę. Gdy go tylko ujrzała, serce jej w piersi zabiło z całej siły. Dostrzegła, że w ogrodzie znajduje się jakaś postać w charakterystycznym płaszczu z kapturem. Tak dobrze jej znanym płaszczu. Stała do nich tyłem, ale Gwiazdka nie miała nawet grama wątpliwości, że wie, kim jest ta osoba.
- To Raven! - zawołała.


Przyjaciele podbiegli z zainteresowaniem do okna i przykuli twarze do szyby. Oni również zauważyli swoją przyjaciółkę i natychmiast ruszyli wszyscy razem biegiem w kierunku wyjścia. Chwilę potem dołączył do nich Robin, który ruszył nieco później niż oni na spotkanie z Raven. Nie dlatego, żeby nie ucieszył się na jej widok, ale po prostu dlatego, że miał jak najgorsze obawy.
Minęło zaledwie kilka minut, zanim bohaterowie wybiegli na ogród. Kiedy zaś to się stało, zauważyli swoją przyjaciółkę siedzącą plecami do nich po turecku na trawie, jak unosi ręce w górę i mamrocze coś pod nosem. Zawołali ją głośno po imieniu, nawet na nich nie spojrzała. Ruszyli więc biegiem w jej stronę, ale ledwie zrobili kilka kroków, a spod ziemi wyskoczyły wielkie cienie, które wyglądały tak porażająco, jak nigdy nie wyglądały upiory i inne strachy z filmów, jakie uwielbiał Bestia. Ich ciała były mgliste i przypominały kłęby dymu, ale od dymu odróżniały te bestie wielkie, czerwone oczy, które każde z nich posiadało. Zasyczały na naszą drużynę groźnie, po czym przybrały postacie najgroźniejszych Pokemonów, jakie chodzą po tym świecie i rzuciły się na Młodych Tytanów. Ci bronili się wraz ze swoimi Pokemonami dzielnie, jednak była to bezcelowa walka, gdyż każdy cios zadany przez nich sprawił, że potwory rozpryskiwały się na kawałki, po czym, jak na zawołanie, składały się ponownie ze sobą w całość i przyjmowały tym razem o wiele gorsze formy niż poprzednio.
Wtem nagle Raven odwróciła się w kierunku przyjaciół i machnęła dłonią, a kiedy to zrobiła, widma zniknęły. Rozpłynęły się w powietrzu, jakby nigdy ich tam nie było.
- Raven! - zawołał Robin, kiedy byli już bezpieczni.
- Po co tu przyszliście? - zapytała Raven, wstając z ziemi i patrząc uważnie na przyjaciół.
- Przyszliśmy cię uratować.
- Mnie nie można uratować, Robinie - powiedziała Raven, zdejmując kaptur z głowy i patrząc na przyjaciela wzrokiem pełnym smutku - Koniec już się rozpoczął i tego, co byś musi zatrzymać się nie da.
- Zamierzasz się poddać z powodu jakieś przepowiedni? - spytał Robin.
On i reszta drużyny podeszli do przyjaciółki, licząc jeszcze na to, że przybyli w samą porę, aby jej pomóc.
- To nie jest jakaś przepowiednia, przyjacielu. To przepowiednia dotycząca mnie.
- Ta przepowiednia może się mylić.
- Robin... Wiem, jaka jest prawda. Jestem córką Trygona, demona, który mnie po to tylko stworzył, abym otworzyła mu drogę do tego świata. Tylko dlatego i po nic więcej żyłam. Moje istnienie nie ma innego sensu.
- Ja w to nie wierzę! Raven, ty też nie powinnaś w to wierzyć! Uważam, że to nie ma znaczenia, kto nas stworzył. Nasze życie może mieć większy sens, jeżeli o to sami zadbamy! I ty też możesz sprawić, że twoje życie będzie mieć sens!
Raven opuściła głowę w dół i pokręciła nią przecząco.
- Całe życie wiedziałam, że ten dzień nadejdzie. Próbowałam zapanować nad tym, kim jestem. Próbowałam opanować tę ciemność, która czai się w moim sercu. Próbowałam być dobra w nadziei na to, że zdołam w ten sposób choć częściowo wynagrodzić światu to, do czego jestem przeznaczona.
- Nikt nie zna swojego przeznaczenia! Są rzeczy, których nie można i nie da się przewidzieć! - zawołał Robin.
- Tak, to prawda - powiedziała smutno Raven, podnosząc głowę w górę, a gdy to zrobiła, okazało się, że ma w nich łzy - Są rzeczy, których nie da się przewidzieć i jedną z nich było spotkanie z wami. Nigdy nie sądziłam, że spotkam tak dobrych i wspaniałych przyjaciół jak wy.
Gwiazdka westchnęła załamana czując, że serce jej pęka na kawałki. Czuła, że wszystko wskazuje już na to, iż nie mogą pomóc Raven, choćby bardzo tego chcieli, a główną tego przyczyną jest to, że ona sama już w tę pomoc nie wierzy.
- Raven, proszę... Pozwól nam ci pomóc - rzekł Bestia, który wciąż nie był w stanie przyjąć do wiadomości tego, co inni powoli zaczynali rozumieć.
- Mnie nie możecie pomóc, Bestio - odpowiedziała załamanym głosem Raven i lekko zamknęła oczy z rozpaczy.
Po policzkach zaczęły cieknąć jej łzy, a przyjaciele patrzyli na ten widok tak załamani, jakby miał właśnie nadejść kres wszystkiego, co miało dla nich sens na tym świecie.
- Przecież musi być jakiś sposób na to, żeby ci pomóc! Przecież jeszcze nic się nie stało! - zawołał Cyborg z nadzieją w głosie, chcąc tę nadzieję jednak tchnąć bardziej w swoje serce, nie w Raven.
- Stało się - odparła smutno dziewczyna - Rozpoczął się proces i nic nie jest już w stanie go powstrzymać. Doceniam to, że chcieliście mi pomóc, ale co byście teraz nie zrobili, nic już tego nie zmieni. Trygon nadejdzie, a ja muszę mu w tym pomóc. Wasz trud był daremny. Niepotrzebnie tu przychodziliście. Nie chciałam, żebyście mnie widzieli w takim stanie. Nawet Piplupa odesłałam, żeby nie widział tego, w co się zamienię. Wy też nie powinniście tego widzieć.
- A gdzie jest Slade? - spytała nagle Terra, rozglądając się dookoła.
Raven uśmiechnęła się delikatnie.
- On nie był już potrzebny. On też został odesłany. Trygon nagrodził go za to zło, które wam wyrządził, spychając go w cień, z którego wyszedł. Jeśli głupiec ten sądził, że cokolwiek dostanie od mojego ojca za wszystko, co dla niego zrobił, to był w błędzie. On nigdy nie dotrzymuje danej obietnicy. On nie ceni nikogo ani niczego prócz siebie. Mnie też nie ceni. Jestem mu po prostu potrzebna i dlatego wciąż żyję.
Po tych słowach, Raven spojrzała za siebie w kierunku nieba i dodała:
- Ale to też już nie potrwa długo.
- Nie, Raven! - zawołała Gwiazdka i sama zaczęła płakać - Przecież musi być jakieś wyjście!
- Nie ma wyjścia, Gwiazdko. Próbowałam je znaleźć, ale nie zdołałam. To już jest koniec. To musi tak się skończyć. A wy musicie stąd iść. Nic tu po was. Tego, co się stać musi, nie zatrzymacie.
- Nie! Nie odejdziemy! - zawołał Robin i podszedł bliżej przyjaciółki - Tak się ta historia nie może skończyć!
- On ma rację! Będziemy walczyć do samego końca! - dodał Cyborg.
Wszyscy skinęli głowami, a ich Pokemony skinęły lekko łepkami.
- Ale po co? Po co chcecie walczyć? - spytała zdumiona Raven.
Robin podszedł do niej i ujął jej ręce w swoje.
- Bo od tego są przyjaciele.
Raven spojrzała na niego wzruszonym wzrokiem, ale po chwili wyrwała mu dłonie z jego dłoni i zawołała:
- Nie! To zbyt niebezpieczne dla was! Musicie pozwolić mi odejść!
Po tych słowach, Raven machnęła ręką i nagle między nią, a jej przyjaciółmi pojawiła się jakaś przeźroczysta bariera. Robin i Pikachu skoczyli naprzód, ale się okazało, że przejście przez tę osłonę było niemożliwe. Próbowali ją staranować i to z całej siły, na jaką tylko było stać ich ciała. Nic to jednak nie dało. Reszta paczki wraz ze swoimi Pokemonami próbowała im pomóc, ale ich wysiłki nie zdały się na nic. Bariera jak stała, tak stała. Raven zaś opuściła smutno głowę, patrząc na to, co robią jej przyjaciele i wyszeptała tylko:
- Wybaczcie.
Następnie odwróciła się do nich plecami i wyciągnęła ręce w górę, mrucząc pod nosem jakieś zaklęcia.


- Walcie z całej siły! Może puści! - zawołał Robin do przyjaciół.
Gwiazdka i Terra uderzały w barierę swoimi mocami, Cyborg strzelał w nią ze swojej broni umocowanej w rękach, Bestia przemieniał się w różne Pokemony i jako każdy z nich atakował innymi mocami barierę. Stworki drużyny bynajmniej też nie traciły czas, strzelając w powłokę ochronną stworzoną przez Raven każdy taką mocą, jaką posiadał. Niestety, wszystko, co robili, chociaż nie ustawali wciąż w swoich wysiłkach, nie przynosiło najmniejszego nawet rezultatu.
- Guzik, nic z tego! - jęknął Bestia, opadając jako pierwszy na ziemię, będąc obecnie pod postacią Kabutopsa - Możemy tak walić i walić w to paskudztwo i nawet go nie zarysujemy.
- Nie! - krzyknął Cyborg - Nie wolno nam się poddać! Nie możemy stracić Raven! Nie możemy jej stracić!
W jedynym swoim naturalnym oku miał łzę, a przyjaciele nawet nie pytali go, dlaczego taki twardziel jak on teraz płacze. Jego uczucia do Raven były dla nich aż nadto jasne, a gdyby nawet nie były, to w tamtej chwili na pewno stałyby się nimi na pewno.
Gwiazdka i Terra też w końcu zmęczone przestały atakować i patrzyły tylko z bezsilnością, jak Raven wypowiada magiczną kantatę i nagle zaczyna unosić się w powietrzu, a jej ciało otoczyła blada powłoka.
- Nie! - krzyknął Robin, próbując jeszcze ostatkiem sił atakować powłokę tym wszystkim, co tylko miał pod ręką, czyli kamieniem podniesionym z ziemi oraz swoimi pięściami.
W końcu i on jednak musiał odpuścić widząc, że do niczego to nie zmierza. Tak jak wszyscy, patrzył zrozpaczony, jak ich przyjaciółka powoli unosi się coraz wyżej i wyżej, stając się coraz bardziej blada, a światło, które ją otacza, staje się z każdą chwilą jaśniejsze i jaśniejsze.
- My ją... tracimy - szepnęła załamanym głosem Terra.
- Raven! - krzyknęła Gwiazdka, nie potrafiąc na to wszystko dłużej patrzeć i wpadając prosto w ramiona Robina, w które to wtuliła się zachłannie, szukając w nich czegoś, czego chłopak bardzo chciał jej dać, a czego dać jej nie mógł, bo sam teraz tego nie posiadał.
Robin przytulał mocno Gwiazdkę do siebie, patrząc pozbawionym już nadziei i wiary w zwycięstwo na to, co się działo dalej z Raven. Widział teraz, podobnie jak i inni jego przyjaciele z drużyny, że dziewczyna stopniowo znika w ogromnej, białej poświacie, która pochłania ją w całości. Znikając, wydała z siebie głośny i dziki krzyk bólu, po czym zniknęła. Blada powłoka zaś, znajdująca się teraz tam, gdzie ona przed chwilą lewitowała, opadła na ziemię i w tej samej chwili z tejże powłoki wyleciały płomienie.
- Co tu się dzieje? - spytał Bestia, przyjmując ponownie swoją postać.
- Portal się otworzył - odpowiedziała mu Terra - Trygon przybywa.
Cyborg, Gwiazdka i Robin spojrzeli na nią, a potem na białą poświatę na ziemi, z której wciąż wylatywały płomienie, lecz po około minucie wyskoczyło coś jeszcze. Ogromny stwór o czerwonej skórze, wielki i przerażający, z przepaską na biodrach i wielkimi rogami podobnymi do jelenich na głowie. Jego włosy były długie i białe. Powiewały na wietrze, który nagle się rozpętał. Jego oczy zaś były czarne, ale mieniły się ponurym światłem i sprawiały wrażenie, jakby wszystko za ich pomocą widział. Gdy tylko przeszedł on przez poświatę, podniósł ręce wysoko w górę i zawołał:
- Ziemia jest moja!
Z postaci tej ponurej istoty zaczęły bić wielka czerwona poświata, która nagle wystrzeliła na wszystkie strony świata. Młodzi Tytani patrzyli na to wszystko tak bardzo przerażeni, jak jeszcze nigdy im się nie zdarzyło. Nie wiedzieli, co się teraz dzieje, ale jednego byli pewni: to nie wróżyło niczego dobrego.
Nagle demoniczna postać zaśmiała się okrutnie i zniknęła w blasku wielkiego czerwonego błysku, a drużyna dzielnych bohaterów poczuła, jak uderza w nich coś dziwnego, jakby fala uderzeniowa bijąca od postaci Trygona, po czym upadli na ziemię i stracili przytomność.

***


Kiedy się ocknęli, nie było już w ogrodzie nikogo. Ani Raven, ani Trygona, ani nikogo kompletnie. Poza nimi i ich Pokemonami, które kolejno zbierały się z ziemi, łapiąc się łapkami za głowę. Widać było, że wciąż są oszołomione tym, co się stało.
Robin jako pierwszy z całej kompanii podniósł się i rozejrzał dookoła. Kiedy zobaczył swoich przyjaciół, podbiegł do nich, aby sprawdzić, co z nimi i zaczął ich powoli cucić. Udawało mu się to bez trudu, choć najtrudniej poszło mu z biedną Gwiazdką. Dziewczyna była nieprzytomna i obudzenie jej wymagało bardzo wiele wysiłku ze strony Robina, gdy jednak w końcu tego dokonał, Gwiazdka czule się do niego uśmiechnęła.
- Robin, ty żyjesz!
To mówiąc, rzuciła mu się na żyję i mocno się do niego przytuliła. Robin się zdziwił, gdy to zrobiła, ale spodobało mu się to do tego stopnia, że objął ją czule i pogłaskał powoli jej włosy.
- I ty też żyjesz. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
Gwiazdka obdarzyła go promiennym uśmiechem, a Robin oddał go jej, czując przy tym, że chociaż sytuacja nie wyglądała za wesoło, to jednak oboje byli w niej razem i mogli na siebie liczyć nawzajem. To zawsze było w pewnym sensie dosyć podnoszące na duchu. Zawsze przecież lepiej jest razem radzić sobie z problemami w tym życiu wtedy, gdy wspiera cię ktoś bliski niż wtedy, kiedy jesteś z nimi sam.
- A więc żyjemy wszyscy, ale co dalej? - zapytał Bestia.
Młodzi Tytani rozejrzeli się dookoła i poczuli, że stało się coś złego. Pozornie nie wyglądało, żeby cokolwiek się zmieniło, jednak przy bliższym poznaniu dość szybko dostrzegli, że w ogrodzie są poważne zmiany. Trawa, liście i drzewa, które tam rosły wydawały się jakieś inne. Jakby ponure, ciemne i przede wszystkim... Nie były zielone, lecz szare. Dodatkowo, chociaż wciąż był jasny wieczór, kiedy znaleźli Raven, teraz wydawało się, jakby nadeszła ciemna i ponura noc i do tego zupełnie inna niż zwykle. Nie było na niebie żadnych gwiazd, niebo też nawet w ogóle nie wyglądało jak niebo, tylko jak jakaś ciemna plansza nałożona na niebo.
- Co tu się stało? - zapytał Cyborg.
Terra uklękła na trawie i zaczęła ją uważnie oglądać. Wzięła jedno źdźbło do ręki i obejrzała je, powąchała, a potem rzekła:
- Niedobrze. Ta trawa jest martwa.
Następnie podeszła do jednego drzewa, obejrzała je uważnie i dodała:
- Ono też jest martwe. Wygląda na to, że wszystko tutaj jest martwe.
Drużyna spojrzała na nią przerażona, a potem rozejrzała się uważnie dookoła siebie, starając się dostrzec jakiekolwiek żywe stworzenie lecące po niebie, choćby zwykłą muchę. Nic jednak takiego nie zauważyli.
- Co się tu stało? - spytała przerażona Gwiazdka.
- Musimy to sprawdzić. Chodźcie! - zawołał Robin.
Wyszli z posiadłości Slade’a i skierowali swoje kroki w kierunku miasta. Po drodze mijali wiele szarych drzew, kwiatów i liści, które wyglądały dokładnie tak, jak rośliny w ogrodzie, czyli całkowicie martwe. Kiedy zaś dotarli do miasta, to ich oczom ukazał się jeszcze gorszy widok. Wszystko wyglądało jak jedna wielka ruina z filmu o mrocznej wizji przyszłości, które tak lubili swego czasu oglądać. Ale jakkolwiek filmy te niekiedy tylko lekko ich przerażały, to nigdy nie zmroziły im krwi w żyłach, tak jak zrobił to widok ich ukochanego Jump City pogrążonego w niebycie. A obrazu rozpaczy dopełniał jeszcze widok mieszkańców tego miasta zamienionych w kamienne posągi. Wszyscy oni stali tam, gdzie byli akurat w tym momencie, w którym na cały świat przyszła wielka fala mroku wystrzelona z ciała Trygona. Stali zamieni w posągi, nie do końca rozumiejąc, co tu się stało, ale dość dobrze rozumiejąc w momencie zamarcia, że oto nadchodzi coś strasznego, czego nie umieli pojąć, ale czego moc przeraziła ich niemiłosiernie. Krótko mówiąc, nie zdawali sobie sprawę z tego, co ich atakuje, ale wiedzieli, że coś niedobrego, czego dowodem były chociażby ich przerażone miny, w których zastygli.
Robin podszedł do jednego z tych posągów, w którym rozpoznał komendanta policji, tego samego, który go niedawno aresztował, ale wierzył mu, że jest z całą pewnością niewinni i to się jeszcze jakoś uda udowodnić. Załamany dotknął dłonią twarzy policjanta i opuścił smutno głowę w dół. Gwiazdka poczuła, że serce jej się kraje, gdy to widzi. Podeszła do chłopaka i kładąc dłoń na jego ramieniu, rzekła:
- Tak mi przykro, Robin.
- Pika-pika-chu - pisnął smutno Pikachu, stając przy niej.
Fennekin również zapiszczał, z rozpaczą zwieszając swój łepek w dół.
- On we mnie wierzył - powiedział ponuro Robin, patrząc z rozpaczą na pełną przerażenia skamieniałą twarz komendanta - Wierzył, że jestem niewinny. Mówił mi, że zdołamy to udowodnić. Nie był złym człowiekiem. Wykonywał jedynie to, co do niego należało. Nie zasłużył na taki los. Dlaczego to go spotkało?
- I nie tylko jego. Spotkało to tak wielu ludzi - powiedziała Terra - Możliwe, że nie tylko tych z Jump City. Możliwe, że to samo stało się z całym światem.
- Ale dlaczego nas to nie spotkało? - zapytał Bestia - My i nasze Pokemony jesteśmy wciąż żywi. Jakim cudem?
- To musiała być Raven - powiedział Robin i spojrzał na przyjaciół - Wiem, że to brzmi dziwnie, ale zanim zniknęła, to usłyszałem w głowie jej słowa. Coś jakby „Bądźcie bezpieczni”.
- Ja też to usłyszałam - powiedziała Gwiazdka.
- I ja też - dodał Cyborg.
Bestia i Terra także to usłyszeli, a Pokemony zapytane o to, czy coś słyszały, skinęły potakująco łepkami.
- A zatem ona do nas przemówiła - stwierdził Robin - Ochroniła nas w jakiś sposób swoimi mocami. Nie wiem, w jaki, ale to zrobiła. To dzięki niej żyjemy. To jej moce sprawiły, że nie jesteśmy posągami jak ci ludzie tutaj. Musiała coś zrobić, co sprawiło, że wciąż możemy żyć.
- Jakby miało to jakiekolwiek znaczenie - mruknął Cyborg - Lepiej rozejrzyj się dookoła. Nic tutaj nie ma. Żadnego życia. Żadnego istnienia. Jesteśmy sami na tym świecie. Sami w jednej wielkiej apokalipsie.
- On ma rację - powiedziała Terra - Raven dała nam życie, ale co to za życie? Wśród ruin wszystkiego, co kochaliśmy. Nie ma już nikogo z naszych bliskich, do kogo moglibyśmy się udać. Zostaliśmy sami. Co nam pozostało?
- Nadzieja. To nam pozostało - odpowiedział jej Robin i spojrzał po kolei na wszystkich swoich przyjaciół - Dopóki żyjemy, wciąż mamy szansę zwyciężyć i dlatego właśnie będziemy walczyć.
Po tych słowach, Robin wyciągnął rękę w kierunku przyjaciół i powiedział:
- Za Raven.
Gwiazdka jako pierwsza podeszła do niego i z uśmiechem położyła swoją dłoń na jego, mówiąc:
- Za Raven.
Cyborg jako kolejny uczynił to samo, a po nim Bestia i Terra. Pokemony jako jedyne, ze względu na swój mały wygląd nie były w stanie tego uczynić, ale każde z nich stanęło tuż przy swoim trenerze i wydało pisk w swoim języku na znak, że też są gotowe walczyć za Raven.
- A więc co robimy? - zapytał Bestia, patrząc z nadzieją na Robina.
Gdy Robin przyjął pytającą minę, chłopak powtórzył pytanie, dodając:
- Słuchaj, ty jesteś naszym liderem. Zawsze to ty decydujesz, co powinniśmy robić i jak to powinniśmy robić. Jeżeli ktoś ma nas poprowadzić do zwycięstwa, to tylko ty. Powiedz więc, co mamy robić, a my to zrobimy.
- Chętnie bym wam powiedział, ale nie wiem, co mamy robić - odpowiedział mu ponuro Robin - Wiem, że musimy walczyć z Trygonem i musimy znaleźć jakiś sposób na to, aby go pokonać.
- Och, gdyby tylko Raven była dalej z nami. Ona na pewno by wiedziała, jak go pokonać. W końcu to jej ojciec - zauważyła Gwiazdka.
- Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że ona zginęła - jęknęła Terra.
- A ja nie wiedzieć czemu czuję, że ona jednak nie odeszła z tego świata, a w każdym razie nie tak, jak nam się to wydaje - powiedział Robin - Tylko nie wiem, skąd u mnie to przeczucie.
- To dlatego, że nie odeszła - odezwał się nagle czyiś męski, mroczny głos.
Przyjaciele spojrzeli w kierunku, z którego dobiegły ich tajemnicze słowa i w tej samej chwili zauważyli, że z cienia jednej z uliczek wychodzi dobrze im znany mężczyzna w zbroi i masce na twarzy. Ten, który tak mocno namieszał ich w życiu i przyczynił się do ich obecnych cierpień.
- Slade! - zawołał Robin.


I zanim się ktokolwiek zorientował w tym, co on zamierza zrobić, chłopak ze zwinnością podskoczył w górę i rzucił w przeciwnika kilkoma bumerangami. Te wbiły się w ziemię i lekko eksplodowały, jednak nie uczyniły Slade’owi zbyt wiele krzywdy. Chwilę później Pikachu i Dedenne zaatakowały go swoimi mocami i tak mocno go osłabiły, że Chespin zdołał bez trudu skrępować go pnączami. O dziwo jednak, Slade nawet nie próbował się bronić. Pokornie zniósł to wszystko, nawet nie podnosząc wzroku na Młodych Tytanów.
- Co z tobą, Slade? Już się poddajesz? - zapytał Robin.
- Nie przyszedłem tu, żeby walczyć, tylko aby wam pomóc - odparł Slade.
- Uważaj, bo ci uwierzymy! - zawołała Terra.
- Nawet jeżeli, to nie potrzebujemy cię! - krzyknął Bestia.
- Jasne, pewnie - mruknął złośliwie Slade, patrząc na niego z kpiną w oczach, które przebijały się przez otwory w masce - Wszystko macie pod kontrolą, co? Bo jakoś mi się nie wydaje.
To mówiąc, Slade naprężył wszystkie siły i rozerwał na kawałki pnącza, które go trzymały, po czym powiedział spokojnie:
- Możemy się tak bić, aż się pozabijamy nawzajem albo zrobić coś mądrego. Posłuchajcie mnie lepiej uważnie. Raven wciąż można ocalić.
Gwiazdka podbiegła do niego, złapała go za część zbroi i przycisnęła dziko do ściany jednego z budynków, krzycząc:
- Nie będziesz używał imienia naszej przyjaciółki do swoich sztuczek!
- Nie ściemniaj, koleś! My tego nie kupujemy! - dodał Cyborg.
Slade popatrzył na nich groźnym wzrokiem i odparł:
- Myślcie sobie o mnie co chcecie, ale nawet ja nie życzyłem temu światu tego, co zrobił z nim Trygon.
- Trochę chyba za późno na przepraszam, co nie?
- Mylisz moje wyrachowanie z żalem, Cyborgu. Ja proponuję wam pomóc, bo tak mi jest na rękę. Bo chcę się zemścić na Trygonie.
- A za co? Zdradził cię? - spytała złośliwie Terra, krzyżując ręce na piersi.
- Jakbyś zgadła - odparł Slade - Gdy tylko dostarczyłem mu Raven, to wtedy bez wahania odebrał mi moje moce i pozostawił mnie na pastwę losu.
Terra prychnęła z kpiną.
- A co? Liczyłeś na to, że dostaniesz część świata we władanie? Chyba byłeś naiwny, tak jak ja, kiedy mówiłeś mi, że jestem ci jak córka.
- No cóż... Jak widzę, zdrada jest u was powszechna - dodał Robin - Terra nas zdradziła na twoje polecenie, ty zdradziłeś Terrę, a Trygon ciebie. Krąg się zamyka i koniec.
- Jeszcze nie, bo Raven żyje - odparł Slade.
- Ale przecież widzieliśmy, jak Raven stała się portalem. Ona zginęła - rzekła załamanym głosem Gwiazdka, opuszczając Trygona na ziemię.
- Raven wypełniła przeznaczenie, dla którego została stworzona - powiedział Slade - Ta część jej życia jest już skończona. Ale inna część ciągle jest żywa. A wy możecie ją ocalić.
- Dlaczego chcesz nam pomóc? Co z tego będziesz miał? - spytał Robin.
- Widocznie coś z tego będę miał. Co za różnica? Ważne jest chyba to, że ja wam mogę pomóc - burknął Slade.
- Powiedz nam po prostu, gdzie ona jest, a my już po nią pójdziemy - rzekł na to Cyborg.
- Nie da się, żebyście szli tam wszyscy razem - powiedział na to Slade - To jest podróż tylko dla jednego z was.
- Nic z tego, koleś! Albo idziemy wszyscy, albo nikt! - zawołał Bestia.
- A więc skażecie ją na wieczne zapomnienie - odpowiedział ponuro Slade - Trygon potrafi czytać w myślach i przewidywać poczynania wszystkich. Jego tak potężny i silny umysł, którego moce są niezgłębione, może być wszędzie, nawet w waszych głowach. Żeby więc ocalić Raven, musicie odwrócić jego uwagę, a ktoś z was pójdzie ze mną ją uwolnić, gdy reszta będzie walczyć.
- A niby jak mamy to zrobić? - spytał Cyborg - Skoro jest tak potężny, to niby jak mamy go pokonać?
- To przecież walka o losy świata. Spodziewałeś się, że będzie łatwo? - zakpił sobie Slade - Możecie nie wygrać tego starcia, ale powinniście wytrwać chociaż do tej chwili, w której ja i jedno z was wrócimy z Raven. A z jej pomocą możemy już odnieść sukces.
Drużyna zaczęła zastanawiać się nad tym, co właśnie usłyszała. Nie mieli ani grama pewności, co do tego, czy mogą zaufać Slade’owi. Z drugiej jednak strony w obecnej sytuacji nie mieli większego wyboru i musieli mu zaufać, chociaż jego obecność tutaj w momencie, gdy wszyscy inni ludzie zamarli w bezruchu też im się wydawała co najmniej dziwna. Mimo to przeczuwali, że sami nie poradzą sobie z Trygonem. Więc może pomoc Slade’a jednak jest im potrzebna?
- A zatem, jak będzie? Zaufacie mi? - spytał po chwili Slade.
- Nie myśl, że tak po prostu uwierzymy, że przestałeś być naszym wrogiem - powiedział Cyborg.
- Wcale tego od was nie oczekuję - odparł Slade - I nie będę udawał, że nim już nie jestem. Po prostu mamy wspólnego wroga do pokonania, więc nie ma sensu walczyć między sobą. Przynajmniej chwilowo. Nie musicie wierzyć w moje dobre intencje, bo ich nie mam. Ale możecie uwierzyć w to, że tak jak i wy, chcę ocalić świat i zniszczyć Trygona. Więc jak będzie? Czy któryś z was ze mną pójdzie po Raven?
- Ja z tobą pójdę! - odezwał się Robin, a jego Pikachu wskoczył mu na ramię, lekko przy tym piszcząc, jakby chciał oznajmić, że gdzie idzie jego trener, tam też idzie i on.
- Robin, nie! - pisnęła z rozpaczą w głosie Gwiazdka.
Bała się o chłopaka i nie chciała, aby ten ryzykował swoje życie w momencie, gdy jakimś niezwykłym sposobem je ocalili i mogli je mądrze wykorzystać w celu uratowania planety z rąk Trygona. Ponadto wciąż nie ufała Slade’owi i mimo tego, że wierzyła w jego chęć zemsty na demonie, który go oszukał, to nie wierzyła w to, iż nie zrobi on Robinowi krzywdy.
- Muszę to zrobić - powiedział Robin, patrząc na Gwiazdkę poważnym, ale też i pełnym smutku wzrokiem - Jeżeli jest jakaś szansa na ocalenie Raven, to czy mamy jakiś wybór?
- Masz rację, nie mamy innego wyboru - powiedział Cyborg, kręcąc głową ze smutkiem na znak przygnębienia - Nie możemy jej tak zostawić. Ona by nas tak nie zostawiła. My też nie możemy jej zostawić. Ja nie mogę.
Nikt nie analizował sensu jego słów, bo wszyscy domyślali się, co on ma na myśli. Zresztą, to nie był odpowiedni czas na jakiekolwiek analizy.
- Podróż do tego świata pochłonęła większość mocy Trygona - odezwał się po chwili milczenia Slade - Z tym może uda wam się przeżyć.
To mówiąc, wyciągnął prawą rękę w kierunku drużyny i otworzył ją, a oczom Młodych Tytanów ukazała się złota obrączka wygrawerowana w jakieś czerwone znaki o nieznanym im pochodzeniu.
- To Pierścień Azarath, wykuty przez ten sam zakon, który uwięził przed laty Trygona w zaświatach - mówił dalej Slade - Przekonałem się już o tym, że działa i jest skuteczny. Weźcie go i użyjcie mądrze.
Terra wzięła z dłoni dawnego nauczyciela pierścień i obejrzała go dokładnie pod każdym kątem, po czym podała go Gwiazdce. Ta również mu się przyjrzała i skinęła lekko głową, jakby chciała potwierdzić słowa Slade’a, że zrobią z tego przedmiotu właściwy użytek.
- Na pewno wam się uda - powiedział do niej Robin.
Gwiazdka uśmiechnęła się do niego czule i objęła go za szyję, mocno się do chłopaka przytulając. Ten objął ją równie mocno, a Pikachu zeskoczył mu nagle z ramienia, nie chcąc w tej czynności przeszkadzać. Drużyna i Slade patrzyli na to w milczeniu.
- Obiecaj mi tylko, że będziesz na siebie uważać - powiedziała Gwiazdka.
- Obiecuję, ale ty też mi to obiecaj - odparł czule Robin.
- Obiecuję ci to.
- Wasze pożegnanie jest naprawdę wzruszające, ale robota czeka - mruknął po chwili Slade i popatrzył uważnie na Robina - Idziemy, chłopaczku!
Robin jeszcze raz spojrzał czule na Gwiazdkę, jakby chciał coś jej powiedzieć i wahał się, czy to zrobić, ale ostatecznie tego nie zrobił, po czym spojrzał jeszcze na resztę przyjaciół, pożegnał ich spojrzeniem, a kiedy Slade zaczął zmierzać do wyjścia z miasta, ruszył za nim. Jednak jeszcze raz się odwrócił, spojrzał na swych przyjaciół i powiedział:
- Sprowadzę ją tutaj. Obiecuję.
Następnie ponownie ruszył za Sladem, a wierny Pikachu szedł tuż przy nim. Już po chwili cała trójka zniknęła z oczu drużyny.


C.D.N.

Przygoda 130 cz. V

Przygoda CXXX Tytani, do akcji! cz. V Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie...