niedziela, 7 stycznia 2018

Przygoda 076 cz. IV

Przygoda LXXVI

Z jak zemsta cz. IV


Opowiadanie Magie Ravenshop c.d:
Serena Pulido poszła spać do swojego pokoju bardzo przejęta tym wszystkim, o czym opowiedział Clemont Pinkerton. Oczywiście całym sercem stała po stronie zamaskowanego banity, a co za tym idzie zaniepokoiło ją to, że tego dnia o mały włos nie został on złapany przez detektywa. Dziękowała w duchu Bogu, iż również i tym razem Zorro zdołał zbiec. Nie chciałaby go widzieć na szubienicy.
Senorita przebrała się w nocną koszulę i spojrzała na swoje odbicie w lustrze, po czym zaczęła mówić sama do siebie (co ostatnio dość często jej się zdarzało):
- Ja wiem, że Ash jest w głębi serca wciąż tym samym dobrym oraz bardzo uroczym chłopcem, jakim był wtedy, kiedy go poznałam. Wiem też, że gdybym za niego wyszła, to z całą pewnością zdołałabym rozwinąć w nim to jego dawne „ja“, jednak nie mogę tego zrobić, gdyż moje serce należy do innego. Mimo wszystko powinnam iść za głosem rozsądku, lecz cóż mogę poradzić na to, iż to moje głupie serce rwie się w zupełnie innym kierunku?
- A czy wolno mi wiedzieć, jaki to kierunek? - odezwał się nagle czyiś męski i przyjemny głos.
Serena odwróciła się przerażona w stronę, z której dobiegł on ją i zauważyła wówczas Zorro stojącego sobie spokojnie na balkonie jej pokoju. Uśmiechał się tak, jakby to była zupełnie normalna sytuacja, a w dłoni trzymał różę.
- Dobry wieczór, senorita Pulido - powiedział.
Dziewczyna pisnęła przerażona, po czym szybko złapała za szlafrok i równie prędko naciągnęła go siebie.
- Senor Zorro! A cóż to za maniery?! - zapytała gniewnym tonem - Jak pan śmie zakradać się nocą do pokoju panny z dobrego domu?!
- Przykro mi, że muszę złamać zasady dobrego wychowania, lecz nie mam innego wyjścia - odpowiedział jej wesoło Zorro z figlarnym uśmiechem na twarzy - Musiałem bowiem senoritę zobaczyć. Ostatnim razem widzieliśmy się kilka dni temu, kiedy miałem tę przyjemność ocalić pani życie.
- Wiem i dziękuję panu z całego serca za ten uczynek.
- Ja zaś dziękuję za to, iż miałem możliwość uratowania pani.
Po tych słowach, Zorro podszedł powoli do Sereny i uprzejmym ruchem ręki podał jej różę. Dziewczyna, pomimo pewnych oporów, przyjęła kwiat, a następnie powąchała go wzruszona.
- Jest piękna - szepnęła.
- Dziękuję ci, senorita - odpowiedział Zorro - Chociaż jestem zdania, że i tak blednie ona przy uroku, jaki pani roztaczasz swoją osobą.
Serena spojrzała na niego z delikatną ironią w oczach.
- Ile kobiet uraczył pan już tą śpiewką, senor Zorro?
- Nie wiem. Po setnej straciłem rachubę.
Panna Pulido wściekła cisnęła w niego poduszką.
- Spokojnie, senorita. Tylko żartowałem - zachichotał wesoło przestępca - Nie chciałem w żadnym razie panny urazić. To był tylko żart.
- To był żart w bardzo złym guście.
- Proszę zatem o wybaczenie.
Serena uśmiechnęła się delikatnie do bandyty w masce. Był bowiem on tak uroczy i sympatyczny, że nie umiała długo się na niego gniewać.
- Przebaczam panu, ale proszę już stąd iść. Detektyw Clemont Pinkerton jest w tym domu i bardzo chce pana schwytać.
- Miałem dzisiaj wątpliwą przyjemność spotkać tego osobnika. Stanął mi on na drodze, gdy salwowałem się ucieczką, ale prawdę mówiąc, to nie uważam, aby mógł on mnie wydać władzom.
- Jeszcze się senor może poważnie pomylić względem niego. On jest oddany gubernatorowi Giovanniemu! Proszę, uciekaj stąd, senor Zorro!
- A dlaczego?
- Bo inaczej ktoś może tu pana zobaczyć i złapać.
- Umarłbym wtedy patrząc na panią, senorita.
- Nie! Ja nie chcę, żebyś umarł!
- Dlaczego?
- Bo... Bo ja... Ja...
Zorro podszedł do niej bliżej, wciąż się figlarnie uśmiechając.
- Ty mnie kochasz, Sereno?
- Nie... Nie mogę... Nie wolno mi przecież kochać bandyty, a do tego jeszcze tak bezczelnego jak pan, senor.
- Doprawdy? A jednak mnie pani kochasz.
- Nie! Nie kocham.
- Kochasz.
- Nie.
- Tak.
- Nie!
- Ależ tak.
- Ależ nie!
- Och, losie - uśmiechnął się delikatnie Zorro - Chyba muszę zatem przejść do czegoś, do czego nie chciałem przejść. Jednak skoro senorita zamierzasz nadal kłamać, to nie mam wyboru.
Po tych słowach, objął on dziewczynę w pasie i pocałował ją czule w usta. Serena początkowo chciała go odepchnąć od siebie, jednak bardzo szybko zmieniła zdanie i zarzuciła mu ręce na szyję, oddając pocałunek.
- Kochasz mnie, Sereno?
- Tak, Zorro! Kocham cię! Kocham cię od pierwszej chwili, gdy cię ujrzałam! Kocham cię! Ale proszę, właśnie w imię mojej miłości do ciebie bardzo proszę, abyś uciekał, póki jeszcze czas.
- No dobrze, senorita, ale jutro wypatruj mnie podczas zabawy! Zamierzam zatańczyć z panią choć jeden taniec.
Wypowiedziawszy te słowa, Zorro uśmiechnął się z miłością do Sereny, po czym podbiegł do balkonu i wyskoczył przez niego w mrok nocy.

***


Tej nocy nie tylko Serena Pulido miała u siebie gościa. Miała go także Bonnie Pinkerton. Dziewczynka spała spokojnie w swoim łóżku, kiedy to nagle poczuła, że ktoś gładzi jej twarz. Obudziła się i ku swemu zdumieniu zobaczyła, iż tym kimś jest Mały Zorro, a czynność tę wykonuje czerwoną różą.
- To ty! - pisnęła głucho dziewczynka - Co ty tutaj robisz?
- Odwiedzam najpiękniejszą pannę, jaka kiedykolwiek stąpała po tej ziemi - odpowiedział bandyta.
Bonnie usiadła na łóżku i spojrzała na niego groźnie.
- A musiałeś to robić w nocy?
- Wybacz mi tę nieuprzejmość, senorita, ale w dzień przyjść tutaj nie mogłem. Twój brat by mnie aresztował, gdybym próbował to zrobić.
- Racja - zgodziła się dziewczynka - Ale czemu tu przyszedłeś?
- Aby dać ci ten kwiat i zaprosić cię na tańce, które to mają się jutro odbyć z okazji święta miasta.
To mówiąc, Mały Zorro wręczył dziewczynce różę. Ta przyjęła ją z radością, choć w miarę możliwości próbowała ukryć swoją euforię.
- Ale jak niby chcesz się zjawić jutro na zabawie? Przecież będą tam obecni żołnierze. Rozpoznają cię i zostaniesz schwytany.
- Nie ma takiej możliwości, gdyż zamierzam zachować ostrożność.
- W tym stroju za bardzo rzucasz się w oczy.
- Pojawię się tam zatem w najlepszym kamuflażu na całym świecie. W swojej prawdziwej tożsamości.
- Niby jakiej?
- Tego ci nie mogę powiedzieć, ale możesz być pewna, o pani, że mnie mimo wszystko rozpoznasz.
Mały Zorro uśmiechnął się figlarnie do dziewczynki, następnie zaś zeskoczył z krzesła, na którym właśnie siedział i rzekł:
- Nie chcę dłużej zakłócać ci snu, senorita, ale muszę też wyjaśnić, że wtedy na drodze musiałem cię pocałować. Wiem, że to było karygodne zachowanie i zasługuję na potępienie, jednak wiedz również, iż nie żałuję wcale swego czynu.
- Doprawdy? No, kto by pomyślał? - burknęła złośliwie Bonnie.
Bandyta zachichotał, po czym podszedł do niej i powiedział:
- Pamiętaj... Jutro na tańcach.
Następnie pocałował dziewczynkę w usta. Panna Pinkerton zapiszczała wtedy gniewnie i zamierzała dać temu zuchwalcowi w twarz, ale Mały Zorro przytrzymał jej dłoń, chichocząc przy tym lekko.
- Tym razem byłem czujny. Adios, senorita!
Chwilę później wybiegł on przez okno i zniknął w mroku nocy.
- Cóż to za bezczelny drań! - pisnęła oburzona Bonnie - Ale z drugiej strony tak cudownie całuje!

***



Następnego dnia odbywała się w samym centrum Alabastii zabawa z okazji święta miasta. Wszyscy mieszkańcy tego jakże pięknego miejsca przybyli tłumnie do oberży Brocka Wandstorfa i jego rudowłosej żony Misty, aby u nich świętować, choć prawdę mówiąc niewielu z nich miało teraz jakiekolwiek powody do tego, aby się cieszyć. W końcu większość ludzi była gnębiona wysokimi podatkami, jak również i wyjątkowo okrutnymi rządami Jego Ekscelencji gubernatora, którego to reprezentowali tutaj ten nikczemnik, kapitan James Monastario oraz jego siostra, porucznik Jessie Monastario. Na zabawę jednak przybyły tłumy czując, że jeżeli tego nie zrobią, to wtedy podły komendant Alabastii nie omieszka im tego kiedyś wypomnieć w typowy dla siebie sposób - poprzez areszt i baty.
Kapitan James Monastario doskonale zdawał sobie z tego sprawę, co myślą o nim ludzie, więc oczywiście wielką przyjemność sprawiło mu to, że takie tłumy pojawiły się na zabawie. On sam również tam przybył i choć rany zadane mu przez Zorro na policzkach i szyi były nadal widoczne, to jednak dość dobrze zatuszował je bardzo grubą warstwą pudru. Jego siostra nie brała udziału w zabawie, gdyż to, że Zorro po raz kolejny zrobił z niej idiotkę był dla niej zbyt bolesny, aby mogła się pokazać publicznie. Czuła, że jeśli to zrobi, to narazi się na pośmiewisko oraz złośliwe komentarze ze strony ludzi. Podziwiała brata za to, iż był w stanie wziąć udział w zabawie i zaryzykować narażenie się na szyderstwa obywateli. Ona nie była na to gotowa i dlatego wolała sobie odpuścić bawienie się w gospodzie. Nie umiał jednak sobie tego odmówić sierżant Garcia. Miał ochotę dobrze się bawić i potańczyć z pięknymi pannami, choć prawdę mówiąc, bardziej niż tańce ciekawił go bufet, z którym od razu zawarł bliższą znajomość.
Oczywiście na zabawie nie mogło zabraknąć też rodziny de La Vega, która przybyła razem ze swoimi gośćmi, czyli rodzeństwem Pinkerton oraz donną Pulido i jej córką. Serena i Bonnie musiały przyjść na tę wesołą zabawę razem z Ashem i Maxymiliano, co niezbyt im odpowiadało, ponieważ obaj nie byli zbyt dobrymi tancerzami, czego dowiedli podczas pierwszego tańca depcząc im notorycznie po palcach. Obie panny z tęsknotą oraz niepokojem oczekiwały przybycia do gospody swoich zamaskowanych adoratorów, którzy im to wczoraj w nocy obiecali.
Dawn w przeciwieństwie do nich bawiła się doskonale, tańcząc z każdym, kto ją o to poprosił. Budziła tym samym zazdrość Clemonta, który wyglądał uważnie Zorro i Małego Zorro. Spodziewał się, że ci dwaj nędznicy w końcu się tu pojawią, ponieważ są na tyle bezczelni, aby to uczynić, ale wciąż nie było ich widać, a tymczasem wybranka jego serca tańcowała z różnymi kawalerami, co bardzo go rozpraszało. Krótko mówiąc, zazdrość odbierała mu czujność.
Tymczasem Ash odprowadził Serenę na bok, gdy oboje skończyli już tańczyć. Senorita Pulido musiała przyznać, że pomimo początkowych trudności w końcu sobie dał on radę uniknąć deptania jej po palcach, a prócz tego, gdy po cichu dała mu na ucho kilka drobnych wskazówek, to nawet wykazał się jako tancerz. Ale cóż... Niestety, to nie był Zorro, na którego ona czekała, więc kiedy młody de La Vega zaczął jej opowiadać o swoich uwagach na temat tańca, to Serena szybko go zbyła, mówiąc:
- Tak bardzo chce mi się pić. Możesz przynieść mi lemoniady?
- No dobrze... Oczywiście, moja droga.
Ash poszedł do bufetu po wyżej wzmiankowany napój. Wówczas to Serena odetchnęła z ulgą i zaczęła się wachlować trzymanym w ręku wachlarzem.
- Może chociaż na chwilę przestanie gadać - powiedziała - Choć nie powiem, tańczy całkiem dobrze. Mógłby się jednak trochę podszkolić.
Nagle podszedł do niej kapitan James Monastario. Skłonił się przed Sereną, uśmiechnął się w sposób bardzo drażniący i powiedział:
- Czy wolno panią prosić do tańca?
- Przykro mi, jednak ten taniec obiecałam już komuś innemu - odparła Serena dumnym tonem.
Już wolała tańczyć z Ashem niż tym łajdakiem.
- Więc pani odwoła swego tancerza i zatańczy ze mną - rzekł Monastario.
Jego ton brzmiał bardziej jak rozkaz niż prośba.
- Nie ma mowy, kapitanie! - zawołała Serena.
- Ośmiela mi się pani sprzeciwiać?
- Owszem i nawet więcej! Żądam, aby zostawił mnie pan w spokoju!
To mówiąc, Serena zamierzała odejść, jednak kapitan złapał ją mocno za rękę i brutalnie przyciągnął do siebie.
- Uważasz, że jesteś tak ważna, seniorita? Że możesz mi się wiecznie opierać? Dowiedz się zatem, że tak nie jest! Twoja matka już teraz ma bardzo złą opinię u Jego Ekscelencji. Pomyśl więc tylko, jaką będzie miała opinię, gdy doniosę panu gubernatorowi o tym, że jej córka zadaje się z przestępcami!
- Nie rozumiem, o czym pan mówi - warknęła Serena.
- Doskonale to wiesz, moja słodka - uśmiechnął się podle mężczyzna - Wiem dobrze, że jesteś zakochana w tym bandycie Zorro.
- Niby skąd pan to może wiedzieć?
- Z obserwacji oraz tego, co mi mówił senor Pinkerton.
Przeklęty gaduła, pomyślała ze złością Serena. Nawiasem mówiąc, z niego jest naprawdę dobry detektyw, skoro bez trudu odgadł jej uczucia.
- Pan Pinkerton nie zawsze wie, co mówi - rzekła bezczelnie na głos Serena.
Monastario zachichotał ironicznie.
- Poważnie? Jak dla mnie, jego słowa brzmią niezwykle przekonująco. A więc pomyśl tylko, senorita, co się stanie z twoją biedną matką, gdy tylko doniosę Jego Ekscelencji o twoich sympatiach? Oczywiście nie uczynię tego, bo przecież nie robi się takich rzeczy przyszłej teściowej, ale musisz mi zacząć okazywać swoje zainteresowanie i względy. Tylko wtedy możesz liczyć na moją dyskrecję.
- Ach tak! - wysyczała przez zęby Serena - Więc jeśli nie mogłeś pan miłością zdobyć mego serca, to zamierzasz zrobić to siłą?
- Skoro nie mam innego wyjścia, to muszę stosować takie metody. Więc jak? Zatańczysz ze mną, senorita?
Serena ze złości kopnęła go w kostkę.
- Oto moja odpowiedź.
James Monastario na chwilę wypuścił dziewczynę, po czym zaczął masować sobie obolałą nogę. Szybko jednak podbiegł do Sereny, która zdążyła się od niego odsunąć i brutalnie złapał ją za rękę.
- Chwileczkę, moja droga! Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy!
- Ja już ją skończyłam! - zawołała Serena.
W tej samej chwili padł strzał i kapelusz zleciał z głowy kapitana. Muzyka natychmiast ucichła, a wzrok wszystkich skupił się na oknie znajdującym się tuż pod sufitem. Siedział w nim Mały Zorro z pistoletem w dłoni, z którego to lufy unosiła się stróżka dymu.
- Senorita chyba powiedziała, że ma pan ją zostawić, kapitanie.
- To ty! - zawołał Monastario wściekłym głosem - Żołnierze, brać go!
- Nie tak prędko! - komendant usłyszał nagle za sobą znajomy głos.
To był Zorro, który stanął tuż za nim i przyłożył mu szpadę do pleców.


- Nie umie pan postępować z damami, kapitanie - uśmiechnął się ironicznie bandyta - Najwidoczniej ta wczorajsza lekcja, którą panu dałem, niczego pana nie nauczyła. Muszę zatem zadać panu inną.
- Żołnierze... Sierżancie Garcia! - zawołał James.
- Nie radzę! - powiedział groźnie Mały Zorro, który schował pistolet za pas i wyjął zza niego drugi, oczywiście nabity - A teraz mała powtórka wczorajszych przygód, kochani! Jeżeli zrobicie choć jeden krok do przodu, to zastrzelę waszego komendanta! I zapewniam was, że tym razem naprawdę to zrobię!
- Właśnie! - uśmiechnął się Zorro - Wobec tego wszyscy żołnierze są proszeni o oddanie broni i złożenie jej w kącie. A następnie o opuszczenie tego miejsca na godzinę i ani sekundę krócej.
- Co mamy zrobić, kapitanie? - zapytał Meowth Garcia.
James Monastario pocił się na całej twarzy, zastanawiając się, co powinien zrobić. Wiedział, że jest na z góry przegranej pozycji i zanim zdąży wydać rozkaz żołnierzom, ten mały diabeł w oknie go zastrzeli. Musiał więc ulec.
- Róbcie, co wam każą - powiedział.
Sierżant rozłożył bezradnie ręce. Skoro komendant każe im się poddać, to oni muszą go słuchać. Zresztą, nie pałał zbyt wielką sympatią do swego dowódcy i nie miał wielkiej ochoty go ratować. Z tym większą chęcią złożył więc broń w kącie, a jego podwładni (w większości podzielający jego zdanie) zrobili to samo. Następnie wszyscy wyszli z gospody.
- Doskonale. A teraz dam panu lekcję dobrych manier, panie kapitanie - rzekł Zorro.
Po tych słowach, wymierzył on komendantowi Jamesowi Monastario bardzo silnego kopniaka w pośladki. Mężczyzna w wyniku tego ciosu poleciał przez całą salę, a potem uderzył się głową o kontuar i stracił przytomność.
- Doskonale - uśmiechnął się Zorro i schował szpadę.
Następnie spojrzał on na Serenę, ujmując jej dłoń oraz mówiąc:
- Mówiłem, senorita, że przyjdę.
Mały Zorro zaśmiał się wesoło, widząc poczynania swojego przyjaciela, po czym schował sobie pistolet za pas, wskoczył na żyrandol, rozbujał się na nim i wylądował zwinnie na ziemi obok Bonnie, patrzącej na niego z zachwytem.
- Muzykanci, flamenco! - zawołał młodociany bandyta.
Muzykom nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Ledwie usłyszeli oni to polecenie, a od razu zaczęli grać. Wówczas to Mały Zorro porwał do tańca Bonnie. Zorro zaś zaczął radośnie tańczyć z Sereną.
- No nie! Moja córeczka tańczy z bandytą! - jęknęła załamana Grace - Choć prawdę mówiąc, ma on wspaniałe wyczucie rytmu.
- To fakt - uśmiechnął się Josh - Wielka szkoda, że mój syn go nie posiada.
Clemont patrzył oburzony, jak jego siostra śmiga radośnie po parkiecie razem z zamaskowanym banitą. Wściekły ruszył w jej kierunku, aby to przerwać, jednak wówczas drogę zastąpiła mu Dawn.
- Panie wybierają! - zawołała radośnie.
Następnie porwała do tańca bystrego detektywa, który to początkowo chciał zaprotestować, ale szybko zmienił zdanie, widząc uroczy uśmiech swojej partnerki i pozwolił, aby nogi same poprowadziły go do tańca. Zanim się więc obejrzał, już całkowicie zatracił się w tym, co robił. Przestał mieć dla niego znaczenie Zorro oraz wszystko, co było z nim związane. Istniała już dla niego tylko panna Dawn, jak i ten wspaniały taniec.
Zabawa trwała w najlepsze, a trzy niesamowite pary taneczne śmigały po parkiecie jak szalone w tańcu pełnym miłości i romantyzmu. Niestety... Wszystko, co dobre musi mieć kiedyś swój kres i ta sytuacja, jakkolwiek bardzo piękna, także musiała się zakończyć. Miało to miejsce wtedy, gdy kapitan Monastario odzyskał przytomność i zobaczył, co się dzieje. Wówczas to wściekły zerwał się z miejsca, porwał za szpadę i rzucił się z na Zorro, aby go przebić ostrzem swej broni od tyłu. Serena zauważyła to jednak i pisnęła ostrzegawczo. Zamaskowany bandyta czując, że coś mu zagraża, odsunął zwinnie na bok siebie i swoją partnerkę, dlatego też szpada kapitana uderzyła w próżnię.
- Bardzo jest pan odważny, kapitanie, skoro atakuje pan wyłącznie od tyłu - zachichotał Zorro, po czym uderzył Jamesa pięścią w twarz.
Oficer upadł na ziemię, masując sobie obolałą szczękę.
- Żołnierze, do mnie! Brać ich! - krzyknął.
Ledwie to zrobił, a Mały Zorro podszedł do niego, wyjął pistolet zza pasa i przyłożył mu jego lufę do czoła.
- Mówił pan coś, komendancie? - zapytał złośliwie.
- Żołnierze... Nie musicie się spieszyć - jęknął kapitan Monastario, który oto zmienił prędko zdanie.
- Ale my chyba musimy się spieszyć - powiedział Mały Zorro - Bo inaczej ci dranie za drzwiami zaraz nas złapią i powieszą.
- Niestety, to prawda - odpowiedział jego starszy kolega - Jakoś mi się nie spieszy na szubienicę.
Następnie ucałował on dłoń Sereny, mówiąc:
- Dziękuję bardzo za ten jakże wspaniały taniec. Nie mogę się już doczekać kolejnego. Adios, senorita.
Młodszy z bandytów także pożegnał swoją uroczą tancerkę, choć on był dużo bardziej bezceremonialny, ponieważ pocałował ją bezczelnie w usta i to jeszcze na oczach wszystkich, po czym bardzo z siebie zadowolony dołączył do Zorro i razem opuścili gospodę przez jedno z okien.
Chwilę później do oberży wparowali żołnierze, których to kapitan Monastario ponownie wezwał. Rozbiegli się oni we wszystkich kierunkach, szukając Zorro i jego wspólnika. Obaj jednak przepadli, jakby wcale ich tu nie było.
Serena westchnęła głęboko. Żałowała, że tak wspaniała zabawa w tak smutny sposób musiała się skończyć. Nagle poczuła, iż ktoś chrząka tuż za jej plecami. Obejrzała się prędko za siebie, może w nadziei, że zobaczy tam Zorro, jednak ku swojemu smutkowi ujrzała tylko Don Asha, uśmiechającego się do niej wesoło i trzymającego w dłoni szklankę z lemoniadę.
- Twój napój, Sereno - powiedział młody de La Vega.
Dziewczyna westchnęła zasmucona. To nie był rycerz jej marzeń.

***


Kapitan James Monastario był wręcz oburzony poniżeniem, jakie go spotkało ze strony Zorro. Wiedział, że musi teraz jak najszybciej zmazać tę plamę na swoim honorze. Wściekły w rozmowie z Clemontem dał upust swojej złości i oświadczył, że jeszcze dziś każe aresztować donnę Pulido i jej córkę.
- Pod jakim zarzutem? - zapytał Pinkerton.
- Coś się znajdzie - odpowiedział mu James - Powód zawsze można znaleźć.
- Kapitanie, nie uważa pan, że to już przesada? - zapytał detektyw, nie kryjąc  swojego niezadowolenia - Przecież wszyscy będą wiedzieli, dlaczego pan kazał je aresztować. Śmiem wątpić, aby Jego Ekscelencja pana za to pochwalił.
- To bez znaczenia... Mój honor został splamiony i nie zamierzam tego tak po prostu zostawić!
- A zatem, kapitanie, niech pan aresztuje tego, kto jest naprawdę winien tym wszystkim nieszczęściom, które pana spotkały. Niech pan aresztuje Zorro.
- Niby jak? Przecież nawet nie wiem, kim on jest.
- Ale ja wiem.
Monastario spojrzał uważnie na swego rozmówcę, gdy tylko to usłyszał.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz, człowieku?! - krzyknął.
- Wcześniej nie miałem pewności, ale wczoraj już jej nabrałem - odparł na to ze stoickim spokojem detektyw.
- Więc mów! Kto to taki?!
- To Don Ash de La Vega.
James Monastario parsknął śmiechem, słysząc te słowa.
- Don Ash de La Vega jest Zorro! Nie rozśmieszaj mnie, Pinkerton! Przecież nie ma osoby bardziej nie pasującej do bycia Zorro niż on.
- No właśnie! - powiedział Clemont Pinkterton niezwykle poważnym tonem - Ten człowiek celowo udaje idiotę, aby nikt go o nic nie podejrzewał. Dlatego też od razu wzbudził moje podejrzenie. Jego gra była doskonała i to chyba aż nazbyt. To właśnie go zgubiło, podobnie jak fakt, że za każdym razem, gdy Zorro miał się pojawić, to Don Ash de La Vega znikał, po czym niespodziewanie powracał, ale dopiero wtedy, gdy ten bandyta już zdążył się ulotnić. Nikt nigdy nie widział ich razem. No i jeszcze jedno. Zraniłem niedawno tego łotra w lewą skroń. Młody de La Vega ma na skroni taką samą ranę jak ta, którą otrzymał ode mnie Zorro. Zatem wszystko do siebie pasuje.
Kapitan Monastario przemyślał sobie przez chwilę słowa detektywa, po czym uznał, że brzmią one sensownie. Następnie złapał za dzwonek leżący na biurku i głośno zadzwonił. Do jego gabinetu wszedł wówczas sierżant Meowth Garcia.
- Wzywał mnie pan, kapitanie?
- Tak. Masz jechać do hacjendy de La Vegów i aresztować Don Asha.
- Don Asha?! - zawołał przerażony Meowth Garcia - A pod jakim zarzutem, panie komendancie?!
- Pod zarzutem działania jako Zorro - padła odpowiedź.
Sierżant Garcia wpatrywał się w swego dowódcę tak, jakby się spodziewał, że ten zaraz powie, iż to tylko dowcip i czeka na to, aż jego podwładny go już pojmie. Kiedy jednak tak się nie stało, żołnierz zrozumiał, że komendant mówi poważnie.
- A więc pan uważa, że Don Ash to Zorro? - zapytał.
Po czym, nie czekając na odpowiedź, ryknął gromkim śmiechem.
- Z czego się śmiejesz, idioto?! - krzyknął rozzłoszczony jego reakcją kapitan.
- Przepraszam, panie komendancie, ale to brzmi jak jakiś żart - odpowiedział mu Garcia, jeszcze łudząc się, że to naprawdę tylko dowcip.
- A czy ja ci wyglądam na żartownisia?
- Nie, panie komendancie.
- No widzisz. I zapewniam cię, że nigdy nie byłem równie poważny, co teraz.
- Ale panie kapitanie... W całej Alabastii... Ba! Nawet w całym regionie Kanto nie znajdzie pan osoby mniej podejrzanej niż Don Ash. Więcej panu powiem. Nie znam nikogo, kto by mniej pasował na bycie Zorro niż Don Ash de La Vega.
Monastario uśmiechnął się do niego podle.
- Otóż to, sierżancie. Otóż to. I właśnie dlatego go aresztujesz.

***


Sierżant Meowth Garcia nie miał wyboru. Musiał zebrać żołnierzy i pojechać do hacjendy de La Vegów, a następnie aresztować Don Asha. Oczywiście, zrobił to bardzo niechętnie, czego bynajmniej nie ukrywał. Równie oczywiste było to, że wzbudził tym czynem zdumienie wszystkich mieszkańców domu.
- Panie sierżancie! To musi być jakaś pomyłka! - zawołała załamanym głosem donna Delia.
- Mój syn jest ostatnią osobą, którą można podejrzewać o bycie Zorro - rzekł oburzonym tonem Don Josh.
- Ash nie jest Zorro! To na pewno nie on! - wołała Serena.
- Jestem pewien, seniorita, że ma pani rację, ale niestety komendant i senior Pinkerton są innego zdania - powiedział załamanym tonem Garcia.
- Mój brat jest więc skończonym idiotą, skoro posądza Asha o bycie Zorro! - zawołała Bonnie, niemal opluwając się z wściekłości.
- Nie rozumiem, dlaczego ktoś podejrzewa mojego przyjaciela o bycie tym bandytą - rzekł Maxymiliano, poprawiając sobie lekko palcem okulary na nosie - Liczę jednak, że sprawa prędko się wyjaśni.
- Ash ma swoje wady, ale nie jest przestępcą! - stwierdziła pewnym siebie tonem Dawn.
Sierżant ze smutkiem opuścił głowę w dół, westchnął, po czym odrzekł:
- Ja również jestem pewien, że to jest jakaś pomyłka, ale cóż... Mam rozkaz i muszę go wykonać. Ale proszę być spokojnym, proszę państwa. Z całą pewnością wszystko się niedługo wyjaśni.
- Spokojnie, moi kochani - rzekł spokojnym tonem Ash - Sierżant ma rację. Wszystko się wyjaśni, a wtedy wrócę do was cały i zdrowy.
Jego bliscy mieli obawy, że będzie inaczej. Delia nawet mocno objęła syna i nie chciała go puścić, ale w końcu musiała to zrobić. Meowth Garcia skrępował Ashowi dłonie i zabrał go ze sobą na siedziby kapitana Jamesa Monastario, który zaraz zaczął przesłuchiwać swojego więźnia w towarzystwie porucznik Jessie i Clemonta Pinkertona.
- Ten upór ci szkodzi, Zorro - powiedziała Jessie, dotykając zwiniętym batem podbródka aresztanta - Myślisz może, że się wymigasz od szubienicy, jak będziesz udawać idiotę?
- A jeśli nie udaję? - zapytał wesoło Ash.
Jessie Monastario wzięła zamach ręką i już chciała uderzyć aresztanta, jednak zanim zdążyła to zrobić, Clemont Pinkerton podbiegł do niej i złapał ją za dłoń.
- Uspokój się, kobieto! Don Ash jest jak dotąd tylko podejrzany, nie winny! - przypomniał pani porucznik - A nawet, gdyby był winy, nie możesz nikogo bić na przesłuchaniu. A zwłaszcza kogoś tak wysoko postawionego jak członek rodu de La Vega!
- On ma rację, Jessie. Panuj nad sobą - rzekł komendant surowym tonem.
Pani porucznik prychnęła z gniewem, zaś Monastario zaczął chodzić wokół Asha i zaczął mówić:
- Wiemy już doskonale o twojej grze, która to była przykrywką dla twojej prawdziwej tożsamości. Muszę przyznać, że bardzo sprytnie to sobie wymyśliłeś. Niestety, to przebranie było zbyt dobre. Wszystkich pan nabrał, z wyjątkiem mnie i seniora Pinkertona.
- Doprawdy? A może tylko seniora Pinkertona? - zapytał dowcipnie Don Ash.
Następnie wziął do ręki leżącą na stole książkę, otworzył ją i zerknął na jedną z pierwszych stron.
- To pana, komendancie? Muszę powiedzieć, że ma pan bardzo kiepski gust, podobnie zresztą, jak maniery.
- Uważaj, cwaniaczku! Ja za mniejsze rzeczy spuszczałam więźniom łomot! - wrzasnęła porucznik Jessie.
- Mógłby pan uspokoić swoją siostrzyczkę, komendancie? - zapytał Don Ash, wciąż niesamowicie opanowany - Na mnie jej wrzaski nie robią wrażenia, a ona w ten sposób sobie szkodzi, bo ryzykuje utratą głosu, co byłoby niepowetowaną dla nas wszystkich stratą.
Spokój i złośliwość Don Asha drażnił kapitana Monastario, jednak dał on ręką znak siostrze, aby się uspokoiła i nie odzywała bez jego zgody, następnie spojrzał na aresztanta i rzekł:
- Don Ash, muszę pana poinformować, że ta złośliwość nie zdoła panu pomóc i nie uratuje pana przed stryczkiem, jeżeli jest pan rzeczywiście winien. A mam ku temu powody, aby uważać pana za winnego. Senior Pinkerton pana przejrzał.
- Aha, a więc to jednak tylko on zrobił? - zachichotał młody de La Vega.
- To nie ma żadnego znaczenia - odparł kapitan - My obaj, czy tylko on. Jakie to ma znaczenie? Senior Clemont skierował wobec pana poważne oskarżenia. Co pan na to?
- Gratuluję seniorowi Pinkertonowi inteligencji, ale nie rozumiem, dlaczego właśnie mnie posądza o bycie Zorro - powiedział z uśmiechem na twarzy Ash - To może mu nieco utrudnić starania o rękę mojej siostry.
Clemont spojrzał na niego gniewnie, jednak nic nie odpowiedział.
- Dość już tego dobrego! - wrzasnęła do brata Jessie - On najwyraźniej z nas sobie kpi! Chodź, przywiążmy go do pręgierza i wychłoszczmy aż do krwi! Albo wsadźmy w dyby na cały dzień! Wtedy na pewno będzie bardziej rozmowny!
- Nie lubię takich metod, ale chyba nie mamy innego wyjścia - rzekł kapitan - Trudno. Sam do tego doprowadziłeś, de La Vega.
- Panie komendancie! To już przesada! - zawołał oburzonym tonem Clemont - Przecież nie mamy żadnych dowodów na to, że Don Ash to Zorro!
- Jak go przyciśniemy, to się przyzna, a wtedy będziemy już mieli dowody! - odparła Jessie, chichocząc podle.
- Panie komendancie, proszę jej nie słuchać! - krzyknął Pinkerton - Jeżeli pan wychłoszcze seniora de La Vegę albo wsadzi go w dyby jak pospolitego bandytę, to narazi się pan całej jego rodzinie i wszystkim, którzy się z nimi przyjaźnią! A do tego przypominam, że Jego Ekscelencja gubernator bardzo lubi Don Josha. Czy to mądre tak ryzykować?
Monastario zawahał się. Czuł, że Ash może być winien, w końcu sam wielki detektyw Pinkerton był tego pewien. Jednak traktowanie go jak pospolitego draba nie było zbyt mądrym pomysłem. Gubernator lubił rodzinę de La Vega i oskarżanie ich bez dowodów samo w sobie było niemądre, a co dopiero torturowanie kogoś z tego rodu. W przypadku, gdyby okazało się, że ten młody człowiek jest niewinny, z całą pewnością kapitan mógłby się pożegnać ze swoją karierą, a może i z życiem. Ryzyko było zbyt duże, aby mógł je podjąć. Z drugiej wszakże strony, musiał się dowiedzieć prawdy, jako przedstawiciel prawa i jako miejscowy komendant. A do tego Zorro ostatnio upokorzył go i musiał go dopaść. Po prostu musiał to zrobić. Nawet wtedy, gdyby był zmuszony podpalić całą Alabastię.
Nagle na zewnątrz dało się słyszeć wystrzały z karabinów, a po nim głośne, dzikie okrzyki:
- Zorro! To Zorro!
- CO?! - krzyknął Monastario i wybiegł ze swego gabinetu na dziedziniec.
Jessie, Clemont oraz Ash zrobili to samo. Zauważyli wówczas, że w bramie garnizonu stoi czarny Pokemon koń, a na jego grzbiecie siedzi... Zorro we własnej osobie. Przestępca poderwał swego wierzchowca, aby stanął on na tylnych nogach, po czym pognał go przed siebie i uciekł.
- Szybko, za nim!!! Gonić go!!! - krzyczał sierżant Garcia, próbując zebrać żołnierzy, którzy ponownie próbowali strzelać do mściciela w masce, ale jakoś nie byli w stanie go trafić.
Chwilę później oddział wojska ruszył w pościg, a kapitan spojrzał z gniewem na Clemonta Pinkertona, który wyglądał na równie zdumionego tym zdarzeniem, co wszyscy w garnizonie, jeśli nie bardziej.
- Nic z tego nie rozumiem. Przecież Zorro stoi tu obok nas! A może to Mały Zorro? - mówił zrozpaczonym głosem.
- Mały Zorro to przecież dzieciak! Czy on ci wyglądał na dziecko, ty głąbie?! - warknęła na niego Jessie - Jesteś idiotą, a nie detektywem!
- Najwyraźniej ona ma rację - powiedział James Monastario - Przez ciebie aresztowałem niewinnego człowieka, Pinkerton!
Następnie spojrzał na Asha i dodał smutnym tonem:
- Mam wielką nadzieję, że zechce mi pan wybaczyć to aresztowanie, senior de La Vega. To karygodne, iż mogło paść na kogoś takiego jak pan jakiekolwiek podejrzenie. Oczywiście rozumie pan chyba, że było to spowodowane wyłącznie głupim błędem naszego jakże genialnego detektywa.
To mówiąc, spojrzał z wściekłością na Clemonta Pinkertona, który spuścił na dół głowę w geście przeprosin.
- Ależ naturalnie - uśmiechnął się Don Ash - W końcu pomyłki każdemu się zdarzają, nieprawdaż?

***


Don Ash powrócił do domu oczyszczony ze wszystkich kierowanych wobec niego zarzutów. Z kolei kapitan i pani porucznik byli wściekli. Czuli, że ośmieszyli się, a wszystko to z powodu nazbyt wielkiej pewności siebie Clemonta Pinkertona. Monastario stracił już do niego całkowicie zaufanie i postanowił sobie, że więcej nie będzie się go w niczym słuchał.
Clemont Pinkerton także nie miał powodu do zadowolenia Załamany chodził po hacjendzie de La Vegów, którzy tylko z powodu rozkazu Jego Ekscelencji, aby go u siebie ugościli, a także sympatii do panny Bonnie nie wyprosili go jeszcze ze swojego domu. Jednakże większość domowników bynajmniej nie kryła oburzenia, a już szczególnie senorita Dawn, która odtąd mijała Clemonta z marsową miną na twarzy. Jej Piplup również go nie oszczędzał, piszcząc nieraz gniewnie w kierunku młodzieńca, okazując mu wyraźnie swoją niechęć. Także i Bonnie dawała bratu do zrozumienia, że ośmieszył się tylko i uraził ich gospodarzy, a do tego stracił teraz wszelkie nadzieję na zdobycie ręki panny de La Vega. Clemont doskonale o tym wiedział, jednak nie miał pojęcia, w jaki sposób mógłby to naprawić.
Sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza, kiedy dwa dni po opisanych wydarzeniach James Monastario przysłał swoich żołnierzy, aby aresztowali oni donnę Pulido i jej córkę pod zarzutem pomagania wyjętemu spod prawa bandycie Zorro. Oczywiście wszyscy w mieście doskonale wiedzieli, jakie są prawdziwe powody postępowania kapitana, ale nikt nie mógł nic na to poradzić.
Don Josh de La Vega wiedział, że nie może całej tej sprawy pozostawić bez działania.
- Mam już tego wszystkiego dość! - krzyknął mężczyzna, uderzając pięścią w stół - Ten człowiek zdecydowanie posunął się za daleko! Musimy mu się wreszcie przeciwstawić!
- Ojcze, nie sądzę, aby to był najlepszy pomysł - rzekł Don Ash - Sam jestem oburzony aresztowaniem mojej narzeczonej, ale przecież oficjalnym buntem nic nie zyskamy.
- Nie licząc kłopotów - wtrącił Maxymiliano.
- Oni mają rację - zauważyła donna Delia, patrząc uważnie na męża - Chyba nie sądzisz, że buntem ocalisz Grace i Serenę?
- Najlepiej będzie napisać do Jego Ekscelencji skargę na kapitana - powiedział Don Ash.
- Mój brat dziś wyjątkowo się nie myli - zauważyła nieco zadziornie Dawn - Przecież nazwisko de La Vega wciąż jeszcze w tym świecie coś znaczy. Ojcze, wykorzystajmy to w taki sposób, aby nie łamać prawa. Inaczej gubernator oraz pan komendant zniszczą nas!
- Właśnie, ojcze! - dodał Ash - Napiszmy do gubernatora! Wykorzystajmy to, że nam wciąż ufa i uważa za przyjaciół! Nie marnujmy tego bezmyślną brawurą! Zniszczmy komendanta rękami Jego Ekscelencji!
- O nie, moi kochani! - zawołał Don Josh, patrząc uważnie na swoje dzieci - W tej sprawie nie możemy liczyć na pomoc gubernatora. Przecież ten człowiek ufa kapitanowi i jestem tego pewien, że wszystkie skargi na niego odbierze inaczej niż powinien, a jeżeli nawet w nie uwierzy, to i tak potem Monastario wszystko obróci na swoją korzyść. O nie! Tym razem muszę postąpić wbrew prawu! W nocy zbiorę naszą służbę i włamiemy się do garnizonu, aby odbić donnę Pulido i jej córkę.
- Ojcze, to przecież niebezpieczne! A co będzie, jeżeli cię złapią?! - zapytała przerażona Dawn.
- Właśnie, ojcze! Co wtedy? - jęknął Ash.
Don Josh spojrzał na niego poważnym wzrokiem i rzekł:
- Czasami prawdziwy mężczyzna musi myśleć o innych, a nie o sobie. Może kiedyś i ty to zrozumiesz, mój chłopcze.
Następnie nakazał on żonie, córce i żeńskiej części służby, aby jeszcze tego samego dnia opuścili oni hacjendę.
- Musicie jechać do Szarej Iris, twojej siostry - zwrócił się do swojej żony pan de La Vega.
Jego małżonka bowiem była z pochodzenia Indianką, chociaż jej cera wcale na to nie wskazywała. Delia swego czasu została znaleziona ranna przez Don Josha na prerii. Mężczyzna zakochał się w niej i to od pierwszego wejrzenia, dlatego też poprosił ją o rękę. Delia wyraziła na to zgodę, ale pod warunkiem, że jej młodsza siostra Szara Iris oraz jej mąż Siedzący Cilan będą mogli spokojnie przebywać na ich ziemiach i swobodnie tam polować na zwierzynę. Don Josh bez najmniejszego wahania wyraził na to zgodę, tak bardzo kochał swoją żonę. Teraz zaś uznał, że decyzja podjęta przez niego w przeszłości się może przydać i Indianie ukryją jego rodzinę na czas akcji.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wrócicie tu niedługo. Jeśli nie, to będziecie musieli trzymać się z daleka od tego domu, bo nie będziecie tu już mieli powrotu.
- Ojcze, ja chcę walczyć u twego boku! - zawołała Dawn, a jej Piplup pisnął bojowo.
Don Josh pogłaskał czule dziewczynę po głowie.
- Przykro mi, kochanie, ale walka to nie jest coś dla kobiet. Wielka szkoda, że twój brat nie ma w sobie tyle odwagi, co ty.
Ashowi zrobiło się bardzo przykro, gdy to usłyszał, ale nie odezwał się, tylko spojrzał na Maxymiliano, odnajdując w jego wzroku zrozumienie i wyrozumiałość wobec swojej postawy, którą to jego przybrany brat podzielał. Obaj przejmowali się tym, co spotka ich ojca, jeżeli zrealizuje swój szalony plan. Wiedzieli i to aż za dobrze, że ten pomysł nie ma najmniejszych szans na powodzenia, a Don Josh tę swoją brawurę, niegodną swego wieku, może przypłacić życiem. Nie mieli jednak pojęcia, jak mogą go od tego odwieźć, a do tego czuli, że cokolwiek by teraz mu nie powiedzieli, nic by to nie zmieniło. On już postanowił i musi zrealizować swój plan, gdyż honor był dla niego ważniejszy od życia.
Don Josh de La Vega tymczasem wezwał męską część służby i zaczął z nimi ustalać plan akcji. Do narady przyłączył się również Clemont, który oświadczył, że z wielką przyjemnością pomoże on de La Vedze w planowanej przez niego akcji. Zachowanie kapitana wzbudziło bowiem jego oburzenie i nie zamierzał wcale tego ukrywać. Don Josh nie wiedział, czy powinien mu zaufać, ale ostatecznie wyraził zgodę na jego udział w akcji, chociaż dodał, że będzie miał go na oku i gdyby tak ich nowy sojusznik zechciał ich zdradzić, to on, głowa rodu de La Vega pierwszy wpakuje mu kulę w łeb. Clemont Pinkerton przyjął jednak te słowa z pokorą, gdyż czuł, że zasłużył sobie na nie swoją dotychczasową postawą i wierzył, iż udziałem w tej akcji udowodni, jak bardzo wiele zmieniło się, w ciągu ostatnich dwóch dni, w jego sposobie pojmowania tego, co jest dobre, a co złe.

***


Gdy plan Don Josha został już ustalony, to Ash z Delią, Dawn, May, Bonnie, Maxymiliano oraz większością służby pojechał na tereny zamieszkałe przez Indian dowodzonych przez wodza Siedzącego Cilana oraz jego żonę Szarą Iris. Oboje bez zbędnych pytań przyjęli uciekinierów u siebie, a już zwłaszcza małżonka wodza była uradowana tym, że może ponownie zobaczyć siostrę, której to dawno już nie miała okazji widzieć. Bała się tylko, że jej szwagier wpadnie w nie lada kłopoty, jeśli zechce przeprowadzić zaplanowaną przez siebie akcję ratunkową. Wiedziała jednak, że go od niej nie odwiedzie i że trzeba coś zrobić w sytuacji, która właśnie wynikła, dlatego postanowiła mu nie przeszkadzać ani nie wyrażać swojej opinii w tej sprawie.
W tym samym czasie Don Josh z seniorem Clemontem Pinkerton i kilkoma najwierniejszymi służącymi z hacjendy pojechali do garnizonu z nastaniem nocy, po czym zakradli się powoli pod mur i rozejrzeli uważnie dookoła. Nikogo tam nie było widać, więc wszystko wydawało się być w porządku.
- Coś tu za cicho - powiedział Pinkerton - Nie jestem pewien, czy to aby nie podstęp.
- Och, daj spokój! Przecież oni nie wiedzą, że tu przybędziemy - odparł na to pewnym siebie tonem Don Josh.
- Nie byłbym tego taki pewien - stwierdził niepewnym tonem detektyw.
- Możesz więc zawrócić, jeśli się boisz - warknął w jego stronę de La Vega.
Clemont nie zamierzał zawracać, czując, że gdyby to zrobił, nigdy nie mógłby spojrzeć ani Dawn, ani tym bardziej donnie Delii w oczy, a do tego też paliłby go wstyd, który nie dałby mu już nigdy spokoju. Dlatego też pozostał i pomógł Don Joshowi wspiąć się na mur koszar. Sam zaś chwilę potem wskoczył tam za nim, po czym wciągnął kolejno dwóch służących. Pozostali stanęli na czatach, aby w razie czego zaalarmować swojego pana, że zbliża się niebezpieczeństwo.
De La Vega i jego wierni pomocnicy powoli zeskoczyli ostrożnie z murów i podbiegli szybko do aresztu. Przy celi spał strażnik. Zabranie mu kluczy nie było wcale trudne.
- Spokojnie, moje panie. Zaraz was stąd zabierzemy - powiedział Don Josh z uśmiechem na twarzy.
Grace i Serena patrzyły na niego przerażonym wzrokiem. Wcale nie cieszyły się na widok swoich wybawców.
- Don Josh! Proszę szybko stąd uciekać! - jęknęła donna Grace Pulido - Nie powinien pan tu być.
- Powinienem tu być i jestem - odrzekł jej mężczyzna.
- Senor de La Vega, proszę uciekać. Tu nie jest bezpiecznie - dodała bardzo przejętym tonem Serena.
Mężczyzna zlekceważył ostrzeżenia, po czym bardzo szybko otworzył drzwi kluczami i wyprowadził obie kobiety.
- Dobrze, a teraz uciekajmy! - rzekł Clemont.
- Nie ruszać się!
Ciszę rozdarł nienawistny głos komendanta Jamesa Monastario i pojedynczy wystrzał. Jakąś chwilę później na dziedzińcu koszar zaroiło się od żołnierzy, którzy otoczyli spiskowców. Don Josh, Clemont i służący podnieśli powoli ręce do góry. Zauważyli wówczas podchodzących do nich kapitana Jamesa i porucznik Jessie. Ta ostatnia prowadziła na muszce pozostałych służących Don Josha de La Vegi związanych oraz zakneblowanych.
- No proszę, proszę... A kogo my tu mamy? - powiedziała złośliwie kobieta - Przyznasz chyba, drogi bracie, że takich gości się tu nie spodziewaliśmy.
- Co racja, to racja - odrzekł z uśmiechem kapitan - Spodziewałem się raczej tego bandyty Zorro. Mimo wszystko zasadzka jednak na coś się nam przydała.
Następnie spojrzał na Don Josha, zmierzył go z kpiną w oczach i rzekł:
- Dziwię ci się, de La Vega. Naprawdę bardzo ci się dziwię. Na stare lata takie numery? Pogratulować ci energii.
- Ty nędzny łotrze! - warknął na niego Don Josh.
- Spokojnie, mój drogi przyjacielu. Nie ma co się złościć. Za naiwność trzeba płacić - odparł kapitan, po czym spojrzał na Clemonta - No, a ty, nędzny głupcze, stanąłeś teraz po stronie naszych wrogów? Tego się po tobie nie spodziewałem.
- A ja po tobie nie spodziewałem się, że będziesz aż taką kanalią, aby więzić niewinne kobiety! - zawołał Clemont - Gubernator o wszystkim się dowie!
Kapitan i pani porucznik ryknęli śmiechem.
- Ty głupcze! - rechotał Monastario - Czy ty jeszcze niczego nie rozumiesz? Wszystko, co robię, czynię wyłącznie z upoważnienia Jego Ekscelencji! Tak, to on chce, żebym tak postępował. Mam utrzymywać tu porządek i zamierzam to zrobić, choćby siłą. Jemu zaś to odpowiada do czasu, dopóki ma pełną kieszeń.
Clemont spojrzał na komendanta gniewnym wzrokiem, następnie zaś pokręcił załamany głową. Nie mógł uwierzyć w to, że był aż taki głupi, aby kiedykolwiek wierzyć w dobre intencje gubernatora Giovanniego.
- Przygotowaliśmy szubienicę dla tego łotra Zorro i jego wspólnika - zaśmiała się Jessie - Ale dzisiaj powiesimy na niej kogoś innego.
- O, to nic nie szkodzi. Ważne, że będzie ich dwóch - powiedział James - A na tamtych kolej przyjdzie później.
- Na razie przyszła kolej na ciebie, łotrze! - zawołał nagle czyiś dobrze znany wszystkim głos.


Kapitan spojrzał w górę i zauważył, że na dachu jego garnizonu stoi Zorro. Niedaleko niego stał Mały Zorro z pistoletami w dłoniach.
- Poddajcie się, jesteście otoczeni! - zawołał chłopiec.
Żołnierze ryknęli śmiechem, gdy to usłyszeli.
- My otoczeni? - zachichotała Jessie - A niby przez kogo? Przez was dwóch?
- O nie... Przez nich - zaśmiał się Mały Zorro.
Pani porucznik i jej żołnierze rzucili wzrokiem na boki. Zauważyli wówczas, że na murach garnizonu stoją Indianie z łukami w dłoniach, z których to mierzyli w ich stronę. Część Indian zaś wbiegła na dziedziniec i otoczyła ludzi kapitana Monastario, którym nawet przez myśl nie przeszła walka w takiej sytuacji, a już na pewno nie bez rozkazu dowódcy, a ten rozkaz chwilowo nie następował.
- Co?! Ale jak?! - zawołała zdumiona Jessie.
- Ty nigdy nie doceniałaś Indian, prawda? - zachichotała Indianka z wielkimi, fioletowymi włosami, która wyraźnie dowodziła tą grupą.
Była to Szara Iris. Na jej policzkach widniały barwy wojenne, a jej usta były ułożone w złośliwy, pełen zadowolenia uśmiech.
- Zapomniałaś chyba, że umiemy wręcz bezszelestnie się poruszać po każdym terenie? - zapytała złośliwym głosem Indianka - Podczas, kiedy wy zajmowaliście się moim szwagrem, to moi ludzie osaczyli was i czekali tylko na okazję do ataku. Wielka szkoda, że zdjęliście straże z murów, aby zastawić tę waszą zasadzkę. To was zgubiło.
- Jesteście w pułapce - powiedział Zorro - Jeżeli nie rzucicie broni, to zostanie naszpikowani strzałami. Co wolicie?
Sierżant Garcia jako pierwszy rzucił broń na ziemię. Inni żołnierze jeden po drugim zrobili to samo, po czym zostali związani oraz zakneblowani, zaś złapani przez nich służących szybko oswobodzono.
- No brawo, Zorro... Brawo... Przechytrzyłeś mnie - powiedział kapitan James Monastario, zaciskając zęby z wściekłości - Gratuluję ci. Co teraz ze mną zrobisz? Zabijesz mnie?
- Nie, ale muszę ponownie wymierzyć ci karę za to, co zrobiłeś - rzekł Zorro, zeskakując zwinnie z dachu na ziemię - Ale tym razem dam ci szansę na honorowe załatwienie tej sprawy. Dobądź szpady i walcz!
To mówiąc sam złapał za broń i stanął się w pozycji bojowej. Kapitan uczynił to samo, po czym natarł na swego przeciwnika zaciekle i groźnie. Ten jednak bez większych trudności odpierał jego ataki. Spokojnie oraz bez zbędnego pośpiechu parował każdy cios Jamesa, jednocześnie uśmiechając się do niego złośliwie, czym prowokował swego przeciwnika do jeszcze bardziej zażartego ataku, który tylko osłabiał komendanta, pozbawiając go szybciej sił.
Wszyscy patrzyli na ten pojedynek przerażeni, a już zwłaszcza Serena, która dzielnie kibicowała swojemu ukochanemu mając nadzieję, że wygra on tę walkę, wiedząc doskonale, czym im grozi jego porażka.
Pojedynek tymczasem trwał dalej i stawał się coraz bardziej zaciekły, gdyż kapitan nie zamierzał ustąpić. Atakował on zaciekle Zorro, którymi to chwilami z trudem odpierał jego ciosy. Ale dzielny, zamaskowany bandyta dowiódł, dlaczego krążą pogłoski, że jest wręcz doskonałym szermierzem, gdyż pomimo umiejętności kapitana w sztuce władania biała bronią, zdołał wytrącić mu szpadę z dłoni.
- Powinienem cię zabić za to wszystko, co zrobiłeś, ale nie jestem taki, jak ty, więc poprzestanę jedynie na tym...
To mówiąc, przerzucił szybko szpadę do lewej dłoni i uderzył prawą pięścią kapitana między oczy. Ten upadł zemdlony na ziemię, zaś Zorro chwycił ponownie swoją broń prawą dłonią i wyciął nią na ubraniu swego podłego przeciwnika dużą literę Z.
- Wolę nie plamić sobie rąk twoją krwią, łajdaku!
Jessie, widząc porażkę swojego brata, krzyknęła w furii niczym ranny zwierz, po czym rozerwała swe więzy, dobyła z cholewy buta nóż i cisnęła nim w Zorro.
- Zorro, uważaj! - krzyknęła przerażona Serena.
W tej samej właśnie chwili padł strzał. To Mały Zorro prędko strzelił w nóż, zmieniając dzięki temu kierunek jego lotu i zmuszając go do upadku na ziemię. Następnie młody bandyta zeskoczył z dachu, podbiegł do Jessie i powiedział:
- Mamusia cię nie uczyła, że nie należy bawić się nożami?
Pani porucznik wściekła rzuciła się na niego, jednak bandyta skoczył w bok, przez co nie zdołała go schwytać. Wówczas złapała za leżącą na ziemi szpadę brata i próbowała nią ciąć Małego Zorro, ale ten zręcznie unikał jej ciosów, pokazując przy tym złośliwie swej przeciwniczce język. W końcu przeskoczył zwinnie nad jej głową, a gdy upadła na ziemię, bezskutecznie próbując go dosięgnąć, dobył szpady i trzema szybkimi cięciami wyciął na tylnej części spodni pani porucznik literę Z. Zrobił to prędko i sprawnie, nie naruszając jednak skóry swojej ofiary, bo podobnie jak jego dorosły przyjaciel, brzydził się biciem kobiet, nawet tak okrutnych jak ta oto podła kreatura. I chociaż ręce go świerzbiały, wolał nie łamać swoich zasad, co nie oznaczało, że nie mógł zostawić jej pamiątki na mundurze.
- Nigdy nie lubiłem kobiet noszących spodnie - zaśmiał się złośliwie Mały Zorro.
Następnie schował szpadę do pochwy i zawołał:
- Lepiej już stąd chodźmy. Obawiam się, że nadużyliśmy nieco gościnności pana kapitana i jego siostry.
- Zgadzam się z tobą, amigo. Ruszajmy więc! - zaśmiał się rozbawiony całą tą walką Zorro, po czym podszedł on do Sereny i wziął ją za rękę - Czy zechcesz z nami pojechać, senorita?
- Nawet gdybym miała wybór jechać gdzie indziej, to za żadne skarby bym tam nie pojechała - odpowiedziała mu czule dziewczyna.


C.D.N.








8 komentarzy:

  1. Ash i Max wiele ryzykowali, ukazując się wybrankom swego serca w przebraniach, bo przecież nie mogli mieć pewności co do tego, że one ich nie wydadzą, tym bardziej że przecież Bonnie nie spodobało się zuchwałe postępowanie Maxa, choć tak naprawdę z pewnością czuje się zachwycona tym, że tak mu się spodobała. A Serena zakochała się w Zorru, choć w ogóle go nie zna i nie wie nawet jak wygląda, przynajmniej teoretycznie, ale zakochała się w jego odwadze, która przypomina jej dawnego Asha, który tak jej imponował, choć gdyby nadal taki był, to z pewnością nie skierowałaby swoich uczuć ku komuś innemu, bo właśnie męstwo i odwaga najbardziej jej imponują, dlatego nie potrafiłaby być z kimś, kto byłby pozbawiony tych cech, które ona tak bardzo podziwia.

    OdpowiedzUsuń
  2. James to żałosny tchórz i dupa wołowa. W ogóle nie nadaje się na oficera, tak samo jak jego siostra, która potrafi tylko ze wszystkich drwić i ich obrażać. Oboje są siebie warci. Żałosne kreatury. Problem w tym, że Clemont zdołał się domyślić prawdziwej tożsamości Zorra, bo zauważył, że on pojawił się wtedy, gdy Ash zniknął. I pewnie zwrócił też uwagę na nagłe zniknięcie Maxa. Mewoth z pewnością nie jest zachwycony tym, że James kazał mu aresztować kogoś, kogo uważa za swojego przyjaciela, bo przecież zawsze się z Ashem dobrze dogadywał i nigdy by nie przypuszczał, że kiedykolwiek przyjdzie mu go aresztować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem naprawdę ciekaw, kim okazał się wybawca Asha przebrany za Zorro, skoro jego wzrost wskazywał na to, iż nie był to Max. A Jessie jest gorsza od swego brata, bo jest okrutna i brutalna, podczas gdy on nie ucieka się do takiej przemocy, jaką ona stosuje. Dawn jest odważna, skoro byłaby gotowa na odbicie Sereny i jej matki, jednak don Josh obawia się, że by ją stracił, dlatego nie pozwala jej wziąć udziału w planowanym przedsięwzięciu, tym bardziej że ona pewnie nie umie walczyć. Ash sprawia wrażenie, że również tego nie potrafi, choć w rzeczywistości jest doskonałym szermierzem, podobnie jak Max, po którym też nikt nie spodziewałby się waleczności, skoro udają takich nieogarów xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Któregoś wieczora do pokoju Sereny Pulido wpada zamaskowany bandyta o imieniu Zorro, w którym to dziewczyna skrycie się podkochuje. Mężczyzna jako podarunek zostawia jej różę oraz słodki pocałunek, a dziewczyna w zamian wyznaje mu swoje uczucia. W tym samym czasie Mały Zorro robi dokładnie to samo z panną Bonnie, po czym wraz ze swoim przyjacielem ucieka z hacjendy de la Vegów, obiecując swojej damie obecność na zabawie następnego dnia. :)
    Na rzeczonej zabawie Serena bawi się wraz z Ashem, któremu nawet nieźle wychodzi taniec. Gdy chłopak odchodzi, by przynieść swojej partnerce napój, podchodzi do niej kapitan Monastario i próbuje poprosić ją do tańca, czemu Serena zdecydowanie odmawia. Jednak kapitan nie ustaje w swoich wysiłkach i nawet siłą (mimo oporu) próbuje zmusić dziewczynę, by z nim zatańczyła. Na jej szczęście na zabawę wpada Zorro wraz ze swoim kompanem, który broni Sereny przed kapitanem. Oszałamia mężczyznę i podczas jego nieprzytomności tańczy z Sereną flamenco, to samo robi Mały Zorro z Bonnie, na co chce brutalne zareagować Clemont, jednak powstrzymuje go przed tym Dawn, która prosi go do tańca, co ostatecznie powstrzymuje mężczyznę przed jakimkolwiek działaniem.
    Po całym tańcu do Sereny wraca Ash, a następnego dnia kapitan Monastario na podstawie doniesień Clemonta postanawia aresztować Asha, wcześniej decydując o aresztowaniu donny Pulido i jej córki Sereny pod dowolnym zarzutem, jak choćby na przykład kolaborowanie z Zorro. Mimo protestów dochodzi do aresztowania Asha pod zarzutem bycia Zorro, jednak podczas przesłuchania chłopaka pojawia się... Zorro na koniu, który ucieka. Ash zostaje uwolniony, jednak jego ojciec jest na tyle wściekły, że nie ma zamiaru puścić tego kapitanowi płazem. Dodatkowo informacja o aresztowaniu donny Pulido i jej córki wywołuje w nim decyzję o uwolnieniu kobiet z więzienia. Jest świadom tego, że sam temu nie podoła, dlatego posyła Asha po ciotkę indiankę zwaną Szarą Iris, by ta udzieliła im pomocy.
    Podczas próby uwolnienia donny Pulido zostaje przyłapany przez kapitana Monastario i jego ludzi. Przychodzą im z pomocą Indianie, którzy otaczają zamek kapitana. Dociera tu również Zorro, który staje do pojedynku z kapitanem, oczywiście go pokonując, po czym wraz z donną Pulido i jej córką odjeżdża z tego przeklętego miejsca. :)
    Robi się coraz ciekawiej. W ostatnim odcinku spodziewam się ujawnienia tożsamości Zorro. :) A opowiadanie jak do tej pory podoba mi się i to bardzo. :)
    Ogólna ocena: 100000000000000000000000000000000000000/10 :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ta pierwsza scena to nie nawiązanie do Znaku Zorro z Tyrone Powerem ?
    Tam też była róża i pamiętam, że Lolita nakładała na siebie szlafrok.
    Nie wiem, jak ten Zorro to robi, ten złodziej, że kradnie serce każdej damy.
    Jest taki niesamowicie szarmancki, czarujący, uwodzicielski, pewny siebie, ale nie zarozumiały, męski, a zarazem taki wrażliwy, delikatny i czuły, że żadna nie może mu się oprzeć.
    Ależ kapitan zrobił się chamowaty, nigdy wcześniej taki nie był, ale Zorro jak zwykle dał mu porządną nauczkę.
    Detektyw się chyba zakochał i dobrze, może zajęty miłością, przestanie myśleć o schwytaniu Zorro.
    I co będzie dalej ?
    Kapitan na pewno nie daruje upokorzenia, jakiego doznał publicznie, w czasie zabawy.
    Nie kocha senioraty, ale będzie go bolała zraniona miłość własna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właściwie, to bardziej nawiązanie do oryginalnej powieści, kiedy Lolita miała sjestę i Zorro ją wtedy odwiedził i wyznawał jej miłość. Nieco też nawiązałem do bajki z 2002 roku, która jest najwierniejszą adaptacją oryginalnej książki. I tam też Zorro idąc w zaloty do ukochanej dał jej różę. Wtedy, jak pisałem to opowiadanie, jeszcze nie znałem filmu z 1940 roku, ale możliwe, że nieświadomie do niego nawiązałem :)
      Właśnie, Zorro to potrafi skraść serce każdej damy i wcale nie trudno w to uwierzyć :) Choć w kilku wersjach bywał takim nieco Casanovą, choćby w tej polskiej trzytomowej książce "ZORRO - JEŹDZIEC W MASCE", zalecał się do dwóch naraz, ale ostatecznie poślubił trzecią, która jako jedyna nie gardziła nim jako Diego i poznała się na nim, łatwo domyślając się, że jego zachowanie jest tylko i wyłącznie grą :)
      Detektyw rzeczywiście jest poważny zakochany w siostrze naszego bohatera i miłość sprawia, że nieco odciąga go to od jego pracy, a w każdym razie na pewno zmusza go do tego, aby patrzył na pewne sprawy inaczej :)
      Oj tak, kapitan nie daruje takiej zniewagi. Miłość własna jest silnym uczuciem i on nie puści płazem takiej zniewagi. Także to jeszcze nie koniec.

      Usuń
  6. Aresztowanie seniorat to nawiązanie do o książki prawda ?
    Pamiętam, że tam było coś takiego, że Lolita i jej matka siedziały w wierzeniu za karę, bo Lolita odrzuciła chamskie zaloty kapitana.
    Nienawidzę tej baby za to, że uderzyła Diego i chciała go torturować, co za małpa.
    Jest mi przykro i jestem zła, że detektyw wydał Diego, miałam nadzieję, że może jednak tego nie zrobi.
    Ciekawy wątek z Indianami.
    Ale najciekawsze dla mnie, kto się przebrał za Zorro ?
    Kto jest drugim Zorro i ukrywa się za maską i skąd wiedział, żeby przybyć w tym właśnie momencie.
    Bardzo mnie ten drugi Zorro zaskoczył i zaintrygował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, to właśnie nawiązanie do książki, kiedy kapitan Ramon z pobudek osobistych tak właśnie postąpił. I przy okazji też chyba liczył na to, że złapie Zorro.
      No widzisz, dlatego właśnie Jessie jest idealną pomocnicą naszego kapitana i tak jak i on dostanie za swoje. Możesz być pewna.
      Detektyw mimo wszystko jest tym, kim jest i musi wykonać swoje zadanie. A prócz tego jeszcze chciał w ten sposób ratować panie Pulido. I liczył na to, że w ten sposób kapitan zostawi je w spokoju. No i cóż... Niestety, pomylił się.
      Dobre pytanie i jestem ciekaw, co powiesz na wyjaśnienie tej zagadki :)

      Usuń

Przygoda 130 cz. V

Przygoda CXXX Tytani, do akcji! cz. V Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie...