Z jak zemsta cz. V
Po zakończeniu akcji ratunkowej, uciekinierzy dojechali bez trudu na ziemie rodu de La Vega, gdzie mieli obecnie swe obozowisko Indianie Siedzącego Cilana i Szarej Iris. Tam już czekali na nich Delia, Dawn, Bonnie, May oraz Pikachu i Piplup. Cała grupa bardzo ucieszyła się na widok swoich bliskich. Bonnie mocno uściskała Clemonta, gratulując mu jego odwagi oraz postawy.
- Nareszcie postąpiłeś mądrze, mój braciszku! - zaśmiała się radośnie i bardzo czule dziewczynka - Jestem z ciebie taka dumna!
- Tak, ja również - dodała Dawn z uśmiechem na twarzy - Wiesz, mój drogi... Muszę powiedzieć, że naprawdę mi zaimponowałeś.
- Nie mogłem postąpić inaczej - odpowiedział jej poważnie Clemont - Tam, gdzie dzieje się niegodziwość, tam ja muszę interweniować.
- Dokładnie tak, jak Zorro - dodała wesoło Delia.
- Prawdę mówiąc, to ma pani rację - rzekł detektyw, czując, iż te słowa, które kiedyś by mu ubliżały, teraz odbierał jako komplement - Przyznaję, że pomyliłem się, co do niego. Nie jest on wcale wichrzycielem, jak mi się wydawało, ani też nie jest zwykłym bandytą. Myliłem się również, co do gubernatora. Sądziłem, że jest to szlachetny człowiek, a tymczasem to zwyczajnym nędznik. Wie doskonale, co się tu wyprawia i nie tylko mu to nie przeszkadza, ale wręcz on to pochwala.
Po tych słowach, Clemont podszedł do Dawn i dodał:
- Cóż... Często się mylę w wielu sprawach, ale ostatecznie przecież nikt nie jest nieomylny. Mam nadzieję, że otrzymam od pani wybaczenie, senorita.
- Już je otrzymałeś - uśmiechnęła się dziewczyna.
Zaraz potem objęła mocno detektywa za szyję i pocałowała go zachłannie w usta. Młodzieniec był tym zdumiony, ale oddał jej pocałunek.
- Dawn! - zawołała oburzona donna Delia - To nie wypada!
- Och, daj spokój - zaśmiała się Iris - Tutaj chcesz się przejmować takimi sprawami jak dobre maniery?
- No właśnie - poparł ją Siedzący Cilan, podchodząc do nich - Tutaj możemy swobodnie mówić o tym, o czym tylko chcemy i nie musimy się wcale krępować konwenansami, czy też jak wy to tam nazywacie.
- Może masz rację - stwierdziła Delia.
- Zgadzam się z tobą - uśmiechnęła się Grace, a następnie spojrzała na swoją córkę - Kochanie... Jeżeli chcesz mi coś powiedzieć, to możesz to uczynić teraz.
- Dobrze, mamo - odpowiedziała jej uradowana Serena, po czym wzięła czule Zorro za rękę - Chciałabym wam oznajmić, że to jest właśnie ten oto cudowny mężczyzna, który zdobył moje serce.
- A to jest człowiek, który zdobył moje serce - dodała Bonnie, łapiąc dłonią dłoń Małego Zorro.
Don Josh uśmiechnął się delikatnie, widząc to wszystko.
- Zatem widzę, że będziemy mieli aż trzy wesela naraz - powiedział - Wielka szkoda, iż mój syn dostanie kosza od ciebie, Sereno. Ano właśnie... Gdzie on teraz jest? Gdzie jest Ash?
- Tutaj, ojcze - rzekł Zorro.
Po tych słowach, zrzucił on z głowy sombrero, pod którym miał dużą, czarną chustę z otworami na oczy, zasłaniającą mu górną połowę twarzy. Następnie zdjął ją i odsłonił wszystkim górną część swojej fizjonomii. Blask księżyca i pochodni padł na jego oblicze, odkrywając je przed wszystkimi.
- ASH! - krzyknęli wszyscy wokół.
- Ash, synku! To naprawdę ty?! - zdziwił się Josh.
- Dokładnie tak, ojcze - odpowiedział z zawadiackim uśmiechem na twarzy jego syn - Tak, to właśnie ja. Don Ash de La Vega lub też, jak może wolicie Zorro. Nieważne, jak mnie będziesz nazywać, bo jestem w końcu jednym i drugim.
- A więc jednak to byłeś ty - powiedział Clemont - Miałem rację, od samego początku miałem rację.
- Tak, ale na szczęście nie zdołałeś mi tego udowodnić - uśmiechnął się do niego figlarnie Ash.
- Więc to ty jesteś Zorro? - zdziwiła się Serena.
- Tak, właśnie ja. Cieszysz się? - zapytał ją Ash.
Senorita Pulido fuknęła wówczas z gniewem i obróciła się do niego plecami, krzyżując przy tym ręce na piersi.
- Jesteś wrednym kłamcą! - zawołała po chwili.
- Słucham? - spytał zdumiony Zorro.
- Myślisz może teraz, że po tym wszystkim skoczę ci w ramiona i będę twoja już na zawsze?! Mylisz się zatem, jeśli tak uważasz!
Ash patrzył zdziwiony na Serenę, która to nagle zaczęła chichotać, po czym zwróciła ponownie wzrok w jego stronę i rzekła:
- Oczywiście, że się cieszę! Ash, ty nawet nie wiesz, jaka to dla mnie radość wiedzieć, iż nie jesteś takim głupim lalusiem, jakiego udawałeś, ale tym samym, kochanym Ashem, którego pamiętam z dzieciństwa.
Następnie objęła go bardzo mocno i już po chwili oboje złączyli swoje usta w pocałunku prawdziwej miłości.
- A kim jest wobec tego Mały Zorro? - spytała Bonnie.
Bandyta stojący obok niej również zdjął kapelusz i maskę, po czym ukazał swoją twarz.
- Maxymiliano?! - krzyknęli wszyscy wokół niego.
- Tak, to ja - uśmiechnął się chłopiec - Gdy Ash powrócił ze studiów okazało się, że jest zupełnie inny niż w dzieciństwie. Wzbudził tym moje podejrzenia, więc zacząłem go śledzić i co odkryłem? Że jego zachowanie to tylko pozory, aby ukryć działalność Zorro. Wyznałem zatem Ashowi, co wiem i w tej sytuacji musiał mnie on wtajemniczyć w swoje plany. Ja zaś zacząłem mu pomagać jako Mały Zorro. Aby być bardziej przekonujący udawałem, że spadłem z konia i doznałem po tym takiego szoku, iż zacząłem przez to unikać dawnych ulubionych zabaw, a stałem się bibliofilem z nosem w książkach i noszącym wielkie okulary, żeby polepszyć sobie wzrok, który rzekomo uszkodziłem przez zbyt intensywne czytanie.
- Pikachu jako jedyny wiedział o naszej maskaradzie - powiedział Don Ash, głaszcząc po łebku swego wiernego Pokemona - On również zaczął udawać kogoś, kim nie jest. Udawał głuchego. Dzięki temu mógł on wejść wszędzie i słuchać wszystkiego wiedząc, że ludzie nie będą go wcale traktować jak zagrożenie i będą swobodnie przy nim rozmawiać. Prawda, mały?
- Pika-pika! Pika-chu! - zapiszczał Pikachu.
Słysząc te wyjaśnienia, Don Josh parsknął śmiechem.
- Tak się cieszę, mój synu, że nie jesteś wcale takim głupcem i leniem, jakiego przed nami udawałeś.
- Mnie również to cieszy - dodała Delia.
- I mnie także - rzekła Grace - Dzięki temu mogę dotrzymać danego słowa i wydać moją córkę za syna mojej serdecznej przyjaciółki.
- Dokładnie tak - zachichotała Serena - Ale chwileczkę! Coś nadal nie daje mi spokoju! Skoro Ash to Zorro, to kto wtedy pojawił się w bramie koszar jako on, aby dać mu alibi?
- Myślę, że znam odpowiedź na to pytanie - rzekł wesoło Clemont, po czym spojrzał na Dawn.
Dziewczyna zachichotała delikatnie, niczym dziecko przyłapane na psocie, po czym rzekła:
- Tak, to byłam ja.
Teraz nawet Ash był zdumiony tym, co właśnie wyszło na jaw.
- Ty, siostrzyczko?
- Oczywiście - uśmiechnęła się Dawn - Domyślałam się już od dawna, kim jesteś, ale nie miałam na to dowodów. A kiedy zostałeś aresztowany, to zażądałam od Maxymiliano prawdy. On mi ją powiedział i dodał, że chce cię ratować, ale ja miałam lepszy pomysł. Przebrałam się za ciebie i na twoim koniu pokazałam się żołnierzom w stroju Zorro. Wszyscy w garnizonie zobaczyli wtedy, że jest Zorro i jesteś ty. Dzięki temu cię wypuścili.
- Och, siostrzyczko! - Ash objął mocno dziewczynę i uściskał ją serdecznie - Zaszczyt przynosi mi to, że mamy wspólnych rodziców!
- Dziękuję ci, Dawn - dodała radośnie Serena, również ją ściskając - Ocaliłaś mojego przyszłego męża.
- Z kolei mój przyszły mąż pomógł ocalić ciebie - zachichotała Dawn - Sądzę więc, że jesteśmy kwita.
- My tak, ale ktoś jeszcze jest nam coś winien - powiedział Ash, puszczając siostrę z objęć i patrząc uważnie na horyzont - Gubernator Giovanni. Dopóki jest on na stanowisku, nigdy ten kraj nie zazna spokoju.
- Musimy go więc obalić! - zawołał Maxymiliano bojowym tonem.
- Obalimy, ale z głową - odpowiedział mu przybrany brat - I zrobimy to tak, jak przystało na obrońców regionu Kanto. Ze sprytem i elegancją.
Następnie młody de La Vega spojrzał poważnie na zainteresowanych tym, co mówi bliskich i z wielką dokładnością wyłożył im każdy szczegół planu, który to właśnie przyszedł mu do głowy.
***
Kilka dni później miała miejsce kolejna brawurowa akcja Zorro oraz Małego Zorro, którzy z pomocą miejscowych Indian napadli na konwój z pieniędzmi na podatki dla gubernatora. Bandyci bez żadnego trudu zabrali je żołnierzom, którzy załamani powrócili do kapitana Jamesa Monastario, składając mu raport ze swojej porażki. Ten zaś napisał o wszystkim Jego Ekscelencji. Oburzony tym wszystkim Giovanni postanowił przyjechać osobiście do Alabastii, żeby wyjaśnić tę sprawę i dopilnować ukarania winnych.
Po tym, jak wysiadł ze statku, gubernator ulokował się w karocy i pojechał w kierunku miasta. Eskortował go duży oddział żołnierzy dowodzony przez sierżanta Garcię, który czuł się z tego powodu niezwykle zaszczycony. Nie ujechali jednak daleko, gdy nagle napadli na nich Indianie dowodzeni przez Siedzącego Cilana i Szarą Iris. Wyskoczyli oni nie wiadomo skąd, po czym osaczyli urzędnika, mierząc do jego ludzi z łuków, a także zdobytych na żołnierzach muszkietów.
- Poddajcie się! Nie macie szans! - zawołała Szara Iris.
- Nie warto ginąć za Jego Ekscelencję, przyjaciele - dodał złośliwie Siedzący Cilan, podjeżdżając wraz z żoną do karocy.
Sierżant Garcia w pierwszej chwili chciał rzucić się na przeciwników, jednak zmienił zdanie uznając, że mają oni rację i nie warto ginąć za urzędnika, który zdziera podatki z biednych ludzi, a do tego też pozwala takim ludziom jak kapitan Monastario tyranizować mieszkańców Alabastii. Dlatego ostatecznie rzucił on broń na ziemię i podniósł ręce do góry. Żołnierze poszli za jego przykładem, a już po chwili otoczyli ich Indianie, którzy zmusili cały konwój, aby pojechał z nimi oraz gubernatorem do hacjendy de La Vegów.
- Wysiadamy! - zawołała Szara Iris, otwierając drzwiczki od karocy i mierząc do Ekscelencji z pistoletu.
Mężczyzna wcale nie palił się do wykonania tego polecenia, ale widząc, że nie ma innego wyjścia, wysiadł z pojazdu, po czym wszedł do środka hacjendy. Tam powitali go Don Josh de La Vega z małżonką.
- O! No proszę! Widzę, że mamy gości i to jeszcze nie byle jakich - zaśmiał się Don Josh.
- Zaszczyt to dla nas niemały. Witamy, Ekscelencjo - dodała ironicznie jego żona, wykonując złośliwą parodię dygnięcia.
Gubernator zacisnął zęby ze złości, gdy ich zobaczył.
- A więc kapitan James Monastario miał co do was rację. Jesteście nędznymi zdrajcami!
- Wręcz przeciwnie, Ekscelencjo - powiedział Don Josh - My jesteśmy ludźmi prawymi, w przeciwieństwie do pana.
- Dokładnie tak, jaśnie panie - dodał Clemont, wchodząc do pokoju razem z Bonnie - Nawiasem mówiąc, to przykro nam, że musieliśmy tu pana sprowadzić w taki sposób, ale nie było innego wyjścia.
- Czasami naprawdę cel uświęca środki, o czym zresztą pan chyba doskonale wie - zaśmiał się Zorro, również wchodząc do pokoju.
Za nim wszedł Mały Zorro z zadowoloną miną na twarzy.
- No proszę, proszę... Zebranie wszystkich bandytów oraz zdrajców w jednym miejscu - mruknął szyderczo Giovanni - Czego ode mnie chcecie?
- Mamy do pana jedynie kilka próśb - odrzekł na to Zorro - Spełni je pan, a my natychmiast pana wypuścimy.
- Domyślałem się tego. Wszyscy bandyci zawsze mają jakieś żądania od osób, które porywają. Mówcie zatem... Co to za żądania?
- Po pierwsze natychmiast poda się pan do dymisji - rzekł Clemont.
- Nigdy! - zawołał Giovanni oburzonym tonem.
Zebrani nie przejęli się jego krzykiem.
- Po drugie mianuje pan swoim następcą Don Josha de La Vegę - mówił dalej detektyw Pinkerton.
- Po trzecie wyjedzie pan do Kalos i już nigdy więcej tu nie wróci! - zawołał Mały Zorro.
- A niby dlaczego miałbym spełnić wasze żądania? - zapytał gubernator, nie kryjąc swego oburzenia - Nie przywykłem przyjmować ultimatum od zdrajców, a już na pewno nie od bandytów, a widzę tu jednych i drugich.
- Tym razem będzie pan musiał przyjąć - rzekła szyderczo Bonnie.
- W przeciwnym wypadku Jego Królewska Mość dowie się o tym, że fałszuje pan wszystkie raporty do niego na temat podatków czerpanych z Alabastii - dodał złowieszczo jej brat.
Giovanni zrobił przerażoną minę, kiedy to usłyszał.
- Skąd o tym wiesz?
- Nie docenia mnie pan, Ekscelencjo - zaśmiał się Clemont Pinkerton - Mam swoje dojścia. Ostatecznie nie bez powodu jestem przecież detektywem. Posiadam dokumenty ukazujące pańską prawdziwą działalność podatkową. Jego Królewska Mość z pewnością bardzo się ucieszy, gdy tylko się z nimi zapozna.
Po tych słowach, Clemont Pinkerton, mając wciąż wymalowany na twarzy ironiczny uśmiech, pomachał gubernatorowi plikiem papierów przed nosem.
- Poznaje je pan, Ekscelencjo?
Mężczyzna nie musiał na to pytanie odpowiadać. Było aż nadto oczywiste, że je doskonale zna.
- Tak też myślałem - powiedział detektyw, uśmiechając się szeroko - A zatem zapraszam do biurka. Ma pan teraz parę dokumentów do napisania i podpisania.
- Proszę nie utrudniać. Nie chcemy pana pozbawiać głowy, chociaż pan na to zasłużył - rzekł złośliwie Mały Zorro i dodał śmiertelnie poważnie: - Za wszystko, co pan zrobił, moglibyśmy pana powiesić na najbliższej gałęzi i zapewniam pana, że nie obciążyłoby to wcale naszych sumień. Ale my nie jesteśmy mściwi. Zamiast pana zabić, wolimy pana przekonać do współpracy.
- Na razie wolimy pana przekonywać - zaznaczył Zorro - A więc proszę się zastanowić i podjąć decyzję jak najszybciej, póki jeszcze chcemy współpracować.
Giovanni westchnął głęboko. Rozumiał doskonale, że nie ma wyboru i musi przyjąć warunki swoich porywaczy. W przypadku odmowy zabiliby go, nie miał co do tego wątpliwości. W przypadku współpracy straci wiele, ale będzie żyć, a to jest najważniejsze. Nie zastanawiając się zatem zbyt długo, zasiadł przy biurku i zaczął pisać. Już po chwili miał gotowy akt swojej dymisji z pełnym uzasadnieniem, jak również wniosek do Jego Królewskiej Mości, aby nowym gubernatorem został Don Josh de La Vega.
- To jeszcze nie koniec - powiedział Zorro - Jeszcze coś.
Po tych słowach, podsunął on gubernatorowi zapisany już papier z miejscem na podpis.
- Ponieważ pańska dymisja jeszcze nie dotarła do Jego Królewskiej Mości, to może pan nadal wydawać polecenia tu, w Kanto, a te muszą być wykonane - rzekł zamaskowany bandyta - A więc proszę wydać, zanim pan odejdzie, kilka poleceń. To tutaj, to jest nakaz aresztowania kapitana Jamesa Monastario za nadużywanie powierzonej mu władzy, jak również wykorzystywanie jej do swoich prywatnych celów.
Gubernator podpisał rozkaz.
- A tu mamy kolejny nakaz aresztowania, dla porucznik Jessie Monastario za współudział w przestępstwach brata - rzekł po chwili Zorro.
Ekscelencja podpisał również i ten dokument.
- Doskonale. A tu jest nominacja na nowego komendanta wojsk w Alabastii - mówił dalej bandyta - W rubryce, jak sam pan widzi, widnieje nazwisko sierżanta Meowtha Garcii. Myślę, że doskonale nadaje się on na to stanowisko.
Giovanni nic nie powiedział, a jedynie podpisał podsunięty mu dokument.
- No i jeszcze jedna rzecz - Zorro był bezlitosny - Tu jest nominacja sierżanta Meowtha Garcii na kapitana armii Jego Królewskiej Mości. W końcu komendant musi mieć porządny stopień wojskowy, mam rację?
Wszyscy byli tego samego zdania.
Po wyżej opisanych wydarzeniach, Don Josh de La Vega oraz cała reszta spiskowców wezwała do pokoju sierżanta Meowtha Garcię. Ten był niesamowicie zdumiony, gdy zobaczył Zorro i Małego Zorro. Zdumienie jego znacznie wzrosło, gdy tylko się dowiedział, jakie to pisma właśnie podpisał gubernator. Ponieważ jednak ich treść bardzo mu odpowiadała, szybko przestał zadawać jakiekolwiek pytania i zasalutował Don Joshowi de La Vedze, mówiąc:
- Z ogromną i prawdziwą przyjemnością wykonam ostatnie polecenia Jego Ekscelencji i mam też nadzieję, że to rzeczywiście pan, drogi Don Josh, zostanie nowym gubernatorem.
Następnie odebrał nakazy aresztowania oraz swoje dwie nominacje, po czym pojechał szybko do koszar, gdzie nie bez satysfakcji dokonał aresztowania kapitana Jamesa Monastario i porucznik Jessie Monastario. Oboje z miejsca trafili do lochu, gdzie mieli oczekiwać na proces sądowy. Żołnierze w koszarach, widząc na obu nakazach aresztowania podpis Jego Ekscelencji, nawet nie pomyśleli o tym, aby bronić swoich dowódców. Poza tym, większość z nich i tak miała już dość rządów rodzeństwa.
Giovanni powrócił do domu przysięgając zemstę ludziom, którzy to zmusili go do dymisji. Los jednak nigdy nie pozwolił mu jej wywrzeć. Ponieważ dał przed wyjazdem słowo honoru, że nie cofnie dymisji, którą Don Josh i Zorro wysłali natychmiast Jego Królewskiej Mości, musiał się do niej publicznie przyznać i do tego jeszcze zatwierdzić de La Vegę jako swojego proponowanego następcę. Król Kalos nie miał oczywiście pojęcia, czemu jego urzędnik nagle podejmuje decyzję o dymisji, ale uszanował ją oraz rekomendację Don Josha na nowego gubernatora. Ojciec Asha został więc urzędnikiem państwowym. Z tego też względu musiał od czasu do czasu wyjeżdżać do Kalos z raportem do króla, jednak po jego złożeniu, szybko powracał w rodzinne strony, aby spędzać czas z rodziną i lepiej zarządzać podległymi mu ziemiami. Jego Królewska Mość nie mógł się nacieszyć widząc sumienność oraz niezwykłą bystrość swojego nowego gubernatora, więc przestał żałować, że Giovanni podał się do dymisji. Jedyne, co go dziwiło to fakt, iż Don Josh ułaskawił tych banitów Zorro i Małego Zorro, jednak nie wnikał w tę sprawę, ponieważ miał dość własnych problemów na głowie.
Pieniądze z podatków, przejęte przez Zorro i Indian, ponieważ były aż nadto zawyżone, zostały zwrócone ludziom, którym je zabrano. Rozdawał je osobiście zamaskowany banita w towarzystwie swego wiernego pomocnika, Małego Zorro. Obaj jeszcze tego samego dnia zostali ułaskawieni przez nowego gubernatora. Oczywiście nikt (poza osobami wtajemniczonymi) nie miał pojęcia o tym, że Zorro to Don Ash de La Vega, a Mały Zorro to jego przybrany brat Maxymiliano. Ten fakt pozostał tajemnicą dla mieszkańców Alabastii.
Nieco później Don Ash stanął na ślubnym kobiercu razem z senoritą Sereną Pulido, która z prawdziwą przyjemnością została jego żoną. Ślubu udzielił im ojciec Gary. Tego samego dnia pobrali się Clemont Pinkerton oraz Dawn de La Vega, zaś Maxymiliano i Bonnie zostali zaręczeni. Ash obiecał swoim bliskim, że już nigdy więcej nie będzie przebierał się za Zorro, o ile oczywiście nie zajdzie taka potrzeba. Serena wyraziła wówczas zdanie, że nie chce, aby Zorro był światu kiedykolwiek potrzebny, gdyż ona woli go mieć dla siebie, jednak jeżeli znowu będzie on musiał zadziałać, to niech się nie waha. W końcu ona kocha swojego męża także dlatego, że jest on tym słynnym, zamaskowanym mścicielem krzywd i obrońcą pokrzywdzonych.
Los sprawił jednak, że Zorro bywał jeszcze potrzebny, ponieważ w Alabastii od czasu do czasu znów pojawiali się najróżniejsi niegodziwcy, których należało pokonać. Wówczas przybywał z pomocą dzielny pogromca zła. Co ciekawe, tym razem obok niego działał nie tylko wierny Mały Zorro, ale również dwóch nowych zamaskowanych osobników w czerni, którzy też całkiem sprawnie posługiwali się bronią. Nikt (poza rzecz jasna, wtajemniczonymi) nie miał jednak pojęcia, że tymi dodatkowymi pomocnikami są Serena oraz Dawn. Nowością i zmianą na lepsze było to, że teraz Zorro już nikt nie ścigał, bo miał on poparcie gubernatora oraz komendanta Garcii w swojej działalności.
Bohaterskie czyny Zorro były tematem wielu pieśni. Jedną z nich stworzył Maxymiliano, którą to czasami śpiewał przygrywając na gitarze swojej ukochanej Bonnie, gdy opowiadał jej nowe przygody swojego przyjaciela. Piosenka ta szła tak:
Na koniu tak czarnym jak noc
Pojawia się nagle jak piorun,
A błysk jego szpady niezwykłą ma moc.
To Zorro! To jego znak!
Ci, którzy gnębią biednych
Drżą na samą myśl,
Że Zorro znajdzie ich, że nie daruje im
Łez ludzkich, bólu i krzywd.
Gdzieś w starej Alabastii
Zorro kryjówkę ma swą.
Mściciel tam o walce śni,
A nocą zwalcza zło.
Ci, którzy poznali go,
Czekają z nadzieją na cud.
Wierzą, że zjawi się
Czarny obrońca ich
I wyda walkę złu.
Pamiętniki Sereny c.d:
Kręcenie filmu nie było łatwe, zwłaszcza z powodu Jessie, która co jakiś czas narzekała na swoją rolę, jak i na inne sprawy. Jej koledzy nie uważali, aby ten film był zły, ich role z kolei im nawet odpowiadały, więc Jessie ostatecznie też w końcu dawała sobie spokój z krytyką wychodząc z założenia, że dobry aktor nawet na tle chłamu może się wybić.
Kręcenie filmu nieco utrudniał nam fakt, że Ash i Damian musieli chodzić na treningi drużyny Dzikie Pokemony, do której należeli. Zespół ów planował wygrać w ostatni dzień zawodów (który notabene był również ostatnim dniem lata) mecz przeciwko innej drużynie - a konkretnie w tym roku była to drużyna z Azurii. Ash z Damianem musieli zatem lecieć na trening swojej drużyny, a potem z boiska szybko pod prysznic i od razu do nas, na plan filmowy. Z tego też powodu byliśmy wszyscy zalatani, ale dzięki wynalazkowi Clemonta nie musieliśmy się uczyć na pamięć tekstów (a w każdym razie nie wszystkich), ponieważ zawsze mogliśmy je usłyszeć w uchu, kiedy tylko mieliśmy je wymówić. Oczywiście nie oznaczało to, że nie mieliśmy problemów z wymówieniem każdego tekstu, przez co musieliśmy parę razy dublować daną scenę, ale warto było, ponieważ po tygodniu oraz jeszcze kilku dniach film był już gotowy. Luke zdążył go nakręcić przed konkursem, w którym chciał wziąć udział.
- Jestem pewien, że to będzie hit - powiedział z uśmiechem na twarzy nasz przyjaciel - Wszyscy naprawdę się postaraliście, a nie mówię tu tylko o aktorach, ale też o osobach odpowiedzialnych za makijaż oraz za fryzurę.
Mówił tutaj o mnie, bo przecież byłam na planie nie tylko aktorką, ale także i główną kosmetyczką i stylistką, jak również o fryzjerze Rene, który chętnie nas czekał na dawny styl, abyśmy wyglądali realistycznie podczas kręcenia filmu.
- Muszę też podziękować miejscowemu teatrowi za użyczenie mi kostiumów niezbędnych do dokonania mojej filmowej produkcji - mówił Luke - Jestem bardzo zadowolony z efektów naszej wspólnej pracy i wierzę, że zostaną one docenione przez krytyków.
Oczywiście wszyscy byliśmy tego zdania, nawet Jessie, choć ta miała pewne wątpliwości, że poza jej osobą ktokolwiek inny zostanie na ekranie dostrzeżony przez krytyków. Tak czy inaczej, Zespół R niezwykle się nam przydał i otrzymał od Luke’a należną im zapłatę, którą oczywiście przyjęli. James oraz Meowth po odebraniu swojego zarobku z miejsca chcieli nas okraść z naszych Pokemonów, ale Jessie wybiła im to z głowy (dosłownie) uważając, iż takie zachowanie nie przystoi aktorom.
- Pokemony możemy ukraść innym razem. Teraz lepiej cieszmy się z owoców naszej ciężkiej pracy - powiedziała poważnym tonem - No, a poza tym artyści nie okradają się nawzajem.
James i Meowth, nie chcąc się z nią kłócić, przystali na to i poszli sobie swoją stroną, kiedy film został już nakręcony. Mieliśmy dzięki temu większy powód do radości, ponieważ nie musieliśmy się z nimi użerać, a przynajmniej na razie.
Nasza radość była tym większa, że Dzikie Pokemony wygrały mecz, a po nim przybyli do restauracji „U Delii“, aby świętować swój sukces. Dziennikarze robili im zdjęcia, a najwięcej przodowały im w tym Alexa oraz Cindy Armstrong (które przyjechały specjalnie w tym celu do Alabastii).
- To będzie dopiero coś - powiedziała uradowana Alexa - Ash, będziesz miał wspaniałą reklamę.
- Ja tam nie grałem dla reklamy - uśmiechnął się mój chłopak - Ja po prostu robiłem to dla zabawy. Prawda, stary?
- Pika-pika-chu! - zapiszczał wesoło jego starter.
- No, ale odrobina reklamy na pewno ci nie zaszkodzi - zaśmiała się Cindy Armstrong - A prócz tego dzięki filmowi Luke’a, będziesz jeszcze bardziej sławny.
- Jesteś aktorem, braciszku! - pisnęła radośnie Taylor, przytulając się mocno do mojego chłopaka.
Śmiałam się do rozpuku, widząc ten jakże uroczy widok. Zwłaszcza, że sobie przypomniałam, jak jakiś czas córka Cindy wręcz nie cierpiała Asha, będąc bardzo na niego zła, że jego tata chce „ukraść” jej mamę. Ostatnimi czasy jednak zmieniła do niego nastawienie i to jeszcze o 180 stopni, zwłaszcza po tym, jak Ash ocalił jej życie, gdy przez własną głupotę wpadła do wody i o mało nie utonęła. No cóż, są takie przypadki na świecie.
Film Luke’a (wbrew przewidywaniom Jessie oraz złośliwościom ze strony Iris) zrobił furorę na konkursie i spodobał się nie tylko jurorom, ale i krytykom, którzy uznali, że nasz przyjaciel ma wielki potencjał i znowu zaczyna się wybijać ponad przeciętność. Mówili „Oby tak dalej“, a także zachęcali go do nakręcenia kolejnych podobnych filmów.
Luke zadowolony i dumny z wygranej, przyjechał do nas ze swoją produkcją i wynajął salę projekcyjną w miejscowym kinie, aby wyświetlić w nim swój film. Oczywiście, na ten seans przybyła cała nasza ekipa filmowa, aby móc podziwiać swoją pracę. Zmontowana w rewelacyjny, dwugodzinny film była ona naprawdę niezwykle przyjemnym seansem. Rzecz jasna, nasz przyjaciel nie omieszkał dodać kilka melodii ze znanych produkcji filmowych o Zorro, jak choćby melodię z tego kultowego wręcz serialu Disneya - leciała ona kilka razy w tle, zaś w napisach początkowych filmu, kiedy to widzimy odtwórców głównych ról, leciała muzyka z czołówki serialu „Zorro“ z lat 1990-1992, która to, moim zdaniem, doskonale tutaj pasowała i świetnie oddawała klimat filmu.
Gdy projekcja dobiegła końca, z widowni posypała się wręcz burza oklasków, jak najbardziej zresztą zasłużonych. Wszyscy razem skandowaliśmy imię Luke’a, chwaliliśmy go, a wielu wzięło od niego autograf, nie mówiąc już o tym, że prócz tego chwaliliśmy umiejętności artystyczne naszego przyjaciela. Ten zaś tylko się rumienił i zaznaczał, że bez nas by mu się nigdy to nie udało.
Potem odbyła się wielka zabawa zorganizowana przez Delię Ketchum w jej restauracji. Przybyliśmy na nią wszyscy ogromnym tłumem, aby móc świętować nasz wielki sukces. Zjawili się na niej też nasi przyjaciele, którzy nie brali udziału w kręceniu filmu, ale przybyli na jego seans do Alabastii. Mówię tu oczywiście o Johnie Scribblera, Maggie Ravenshop, Lionelu, Miette, Cindy Armstrong, Taylor oraz Alexie. Każde z nich było zachwycone filmem i nie mogło się go nachwalić, a już najwięcej robiła to Maggie, co jakoś wcale mnie nie zdziwiło, w końcu to była ekranizacja jej opowiadania i to udana ekranizacja. Dziwne by było, gdyby się jej ona nie podobała, prawda? Zwłaszcza, że nakręcono ją naprawdę bardzo dobrze.
Zabawa została uczczona występami artystycznymi. Pierwszym z nich był duet Lionela i Miette, którzy zaśpiewali pewną piosenką z serialu znanego w tych stronach, z których pochodził John Scribbler. Pieśń ta została nieco przerobiona, aby pasowała do mojego chłopaka, a po przeróbce szła tak:
Gdy arszeniku czujesz w zupie smak,
Gdy brylantowej kolii w sejfie brak,
Gdy nagle znika żona twa lub mąż,
A w wannie pełza jadowity wąż.
Za oknem cień, stłuczone pryska szkło
I trach, trach! Trup pada! No to co?
To wszystko minie, będzie znów tip top.
Prywatny nasz detektyw zwęszył trop.
Ash Ketchum zna swój fach i trud.
Wnet wszystko gra. Tres bien, sehr gut.
Ash Kechtum na kłopoty
Ma zawsze środek złoty.
Czego się martwisz, co ty?
Proste to jak drut!
Ash Ketchum na kłopoty
Ma zawsze środek złoty.
Weźmie się do roboty, zrobi cud!
Gdy pachnie kokainą żony szal,
Gdy rusza mąż z dziewczyną w siną dal,
Gdy facet w białych getrach ostrzy nóż
Lub sączy jad w pąsowych kolce róż.
Gdy zegarowa bomba sieje śmierć...
Bach! Bach! I znika tony złota ćwierć.
Ty nic się tym nie przejmuj, gwizdać fiuuu!
Życz przyjemnego mnie i sobie snu!
Bo przecież...
Ash Ketchum zna swój fach i trud.
Wnet wszystko gra. Tres bien, sehr gut.
Rzecz cała w wielkim skrócie:
Zabili go i uciekł,
Więc kiwa palcem w bucie
W tył i w bok i w przód.
Rzecz cała w wielkim skrócie:
Zabili go i uciekł,
Więc kiwa palcem w bucie
W tył i w przód.
Unova, Kanto, Kalos, Sinnoh, Johto, Hoenn.
Przestępcę wziąć za mordę - jego cel.
Sherlocka dziedzic i Poirota syn.
Armia nie sprosta mu państwowych glin.
Choćbyś niewinny był i nie miał skaz.
Znajdzie poszlaki nasz dedukcji as.
Choćbyś był czysty jak panieńska łza,
Nie masz alibi - strzeż się go jak psa!
Ash Ketchum to detektyw nasz.
Nie będzie bandzior pluł mu w twarz.
Ash Ketchum na kłopoty
Ma zawsze środek złoty.
Czego się martwisz, co ty?
W końcu Asha znasz.
Rzecz cała w wielkim skrócie:
Zabili go i uciekł.
Włożył papucie i znów pełni straż.
Piosenka ta spodobała się nam wszystkim, dlatego też zasłużenie zdobyła ona uznanie w postaci całej burzy oklasków.
- A teraz wystąpią przed wami w piosence własnego autorstwa Ash Ketchum i Serena Evans, gwiazdy tego wspaniałego filmu, który to dzisiaj mieliśmy wszyscy przyjemność oglądać! - zapowiedziała następny występ Melody.
Byliśmy z Ashem ogromnie zdumieni tą zapowiedzią, bo przecież wcale nie planowaliśmy występu, ale Dawn i Iris, nie pytając nas o zdanie, wypchnęły nas na scenę, więc poszliśmy.
- Ale co mamy zaśpiewać? - zapytałam.
- To! - zaśmiała się nasza przyjaciółka i pokazała nam tekst.
Były to słowa wiersza, który to ja i Ash napisaliśmy nie tak dawno podczas naszego pobytu na Wyspach Oranżowych. Okazało się, że nasi przyjaciele zdołali skomponować do niego piękną muzykę i w ten sposób powstała nowa, rewelacyjna piosenka zespołu The Brock Stones. Piosenka ta miała być, jak się później o tym dowiedziałam, gotowa na moje urodziny, ale członkowie zespołu spóźnili się nieco i dokończyli ją już po nich, jednak lepiej późno niż wcale.
- Nasz wiersz - powiedział uradowany Ash, gdy zrozumiał, co mamy śpiewać.
- Ale my nie znamy tekstu na pamięć! - zawołałam.
- Spokojnie, kochani. Wyświetlimy go wam! - odpowiedziała wesoło Melody i spojrzała na May, która siedziała przy laptopie.
Następnie Tracey włączył rzutnik i na ustawionej w tym celu tablicy ukazał się tekst piosenki z podziałem na role. Chwilę później zespół zaczął grać. A my? Co mogliśmy zrobić? Oczywiście śpiewać.
ASH:
Przygoda czeka, to nowy dzień.
JA:
Nowe wyzwanie przed nami gdzieś.
ASH:
Odnajdźmy wspólnie je.
RAZEM:
We dwoje nam uda się.
ASH:
Takie proste to wszystko jest.
JA:
Do celu przyjaźń prowadzi cię.
ASH:
Na wsparcie możesz liczyć.
RAZEM:
Silniejsze zdobądź szczyty.
Przed siebie idę znów, z przyjacielem swym.
Cokolwiek niesie los, zmierzymy się z tym.
JA:
Zawsze będę...
ASH:
Tam, gdzie ty.
RAZEM:
To przeznaczeniem mym.
Piosenka leciała dalej, a my bawiliśmy się znakomicie, śpiewając dalej:
ASH:
To jest pewne, więc uwierz w to.
JA:
Razem mamy potężną moc.
ASH:
Nic nie pokona nas.
RAZEM:
Odważnie idźmy w świat.
Przed siebie idę znów, z przyjacielem swym.
Cokolwiek niesie los, zmierzymy się z tym.
JA:
Zawsze będę...
ASH:
Tam, gdzie ty.
RAZEM:
To przeznaczeniem mym.
Przeznaczeniem mym.
ASH:
Uuu-uuu! Wspieram ciebie.
JA:
Uuu-uuu! Wspierasz mnie.
ASH:
Dajesz mi siłę.
JA:
Ja zamierzam chronić cię.
RAZEM:
Uuu-uuu! Gdy masz kłopoty...
JA:
Uuu-uuu! Gdy walczyć masz...
ASH:
Uuu-uuu! Ja dam ci siłę...
JA:
Bo teraz jest nasz czas!
RAZEM:
Przed siebie idę znów, z przyjacielem swym.
Cokolwiek niesie los, zmierzymy się z tym.
JA:
Zawsze będę...
ASH:
Tam, gdzie ty.
JA:
Żeby spełnić nasze piękne sny.
RAZEM:
To przeznaczeniem mym.
Po zakończeniu piosenki otrzymaliśmy burzę oklasków, która chyba w pełni nam się zasłużyła, zwłaszcza, że przecież musieliśmy improwizować. Spojrzeliśmy na Brocka i resztę zespołu, którzy śmiali się do nas wesoło. Ich humor udzielił się i nam, więc również wybuchliśmy bardzo radosnym śmiechem. Bo tego dnia trudno się było nie cieszyć.
KONIEC











A jednak Ash i Max w końcu postanowili wyznać swoim bliskim, że to oni są poszukiwanymi przestępcami, co wszystkich zdumiało i zachwyciło, bo przecież nikt się tego nie spodziewał, poza Dawn, która zaczynała się domyślać. Serena przekonała się, że jej ukochany w rzeczywistości jest taki, jak dawniej, dlatego nie potrafiła się na niego gniewać za czynione przez niego podchody. Ale brakuje mi tu zaskoczenia Bonnie osobą Maxa, bo przecież ona również nie spodziewała się, że to on okaże się być jej ukochanym xD I dobrze, że Clemont w końcu dowiedział się, jaki tak naprawdę jest Giovanni, bo dzięki temu nie będzie żałował tego, że przeszedł na stronę Asha i jego bliskich. A James i Jessie znowu dostali wciry za swoje podłe postępowanie. :)
OdpowiedzUsuńNo powiem Ci, że zaskoczyłeś mnie tym zakończeniem, bo myślałem że Giovanni zginie, a on tymczasem został jedynie zmuszony podać się do dymisji i wyjechać do Kalos, dzięki czemu w dotychczas zarządzanej przez niego kolonii zapanowała sprawiedliwość. Nowym gubernatorem został dobry i sumienny Don Josh, dzięki czemu ludziom dobrze się wiodło, a Zorro zyskał dwóch nowych pomocników w osobach dzielnych i uroczych kobiet. :) Do tego James i Jessie odpowiedzieli za swoje podłe czyny, bo z pewnością po aresztowaniu trafili do więzienia, a miejsce Jamesa zajął poczciwy sierżant Garcia. I wszystko dobrze się skończyło. :)
OdpowiedzUsuńPo dotarciu na ziemie państwa de la Vega następuje oficjalne ujawnienie tożsamości zamaskowanego bandyty. Okazuje się, że jest nim... Ash, a Małym Zorro okazuje się być Maxymiliano. :) W sumie tego właśnie się spodziewałam, ale mniejsza o to. :) Niemniej jednak Ash okazuje się być tym, w którym od dawna skrycie podkochiwała się Serena, której ujawnienie tożsamości ukochanego bardzo odpowiada, a Don Josh ponownie może być dumny z syna. :) Dodatkowo należy wspomnieć, że podczas aresztowania Asha na koniu wjechała Dawn jako Zorro, by zapewnić swojemu bratu alibi i niejako uratować mu życie. Niejako w nagrodę za to zyskuje ona rękę i serce Clemonta Pinkertona, za którego później wychodzi za mąż podczas podwójnego ślubu wraz z Don Ashem i Sereną. :)
OdpowiedzUsuńKilka dni po ślubie dochodzi do kolejnej brawurowej akcji w wykonaniu Zorro i Małego Zorro, którzy z pomocą miejscowych Indian napadają na konwój z pieniędzmi na podatki dla gubernatora. Bandyci bez żadnego trudu zabierają je żołnierzom, którzy załamani wracają do kapitana Monastario. Ten zaś pisze o wszystkim gubernatorowi. Oburzony tym wszystkim Giovanni postanawia przyjechać osobiście do Alabastii, żeby wyjaśnić tę sprawę i dopilnować ukarania winnych. Jednak po drodze i on zostaje napadnięty przez zbrojną ekipę Indian, którzy zabierają ich do hacjendy de la Vegów. Tam Giovanni zostaje oskarżony o fałszowanie raportów do Jego Królewskiej Mości i zostaje zmuszony do dymisji oraz mianowania nowym gubernatorem Don Josha, a dowódcą wojska sierżanta Meowth Garcię, który od tej pory ma również stopień kapitana. :) Koniec końców, pieniądze z podatków zostają zwrócone ich właścicielom, Don Josh zostaje nowym gubernatorem i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. :)
Film nakręcony przez Luke'a zyskuje naprawdę ogromną popularność w Pokewood. Z tej okazji (oraz z okazji publicznej projekcji filmu) zostaje zorganizowana zabawa w restauracji "U Delii", gdzie jak zauważyłam zostają zaśpiewane dwie piosenki: pierwsza to przeróbka czołówki z serialu "Na kłopoty Bednarski" (aż zaczęłam nucić czytając ten tekst) śpiewana przez Lionela i Miette, a druga, śpiewana przez Asha i Serenę, nie jest mi bliżej znana, jednak jest bardzo ładna. :) I tym oto pozytywnym akcentem kończymy. :)
Opowiadanie podobało mi się i to bardzo. :) Często akcja zapierała dech w piersiach i trzymała w napięciu, więc było warto poświęcić na lekturę tej historii swój czas. :)
Ogólna ocena: 10000000000000000000000000000000000/10 :)
Jaka miła końcówka.
OdpowiedzUsuńTo siostra Diego się przebrała za Zorro i go wtedy uratowała z wiezienia?
Podobało mnie się to, że w czasie akcji Zorro skorzystał z pomocy Indian.
Rozbawiło mnie zaś to, jak Mały Zorro powiedział, że nigdy nie lubił kobiet noszących spodnie i zostawił swój znak na nietykalnym tyłku tej wiedźmy :)
I widzę znowu nawiązanie do serialu, do tej sceny w wiezieniu jak Lupina chciała wtedy zabić Zorro nożem, ale sierżant Garcia ją wtedy powstrzymał.
Ciekawa jestem, co będzie dalej, bo to chyba nie koniec?
Na pewno pojawią się jakieś komplikacje, bo za różowo być nie może.
I Alejandro jest super odmalowany, dokładnie taki sam jak w serialu, stary, ale głupi z tymi swoimi akcjami.
Wiadomo, że to jeszcze nie koniec. Ale został Ci do przeczytanie jedynie ostatni rozdział tej opowieści, który ją całkowicie kończy. Jestem ciekaw, co o nim powiesz :)
UsuńMówisz, że podoba Ci się pomysł z Indianami? I jak siostrzyczka de La Vegi dała mu alibi przebrana za Zorro? Pomyślałem, że energiczna i dzielna siostrzyczka po prostu musi mu pomóc. I bardzo taka akcja do niej pasuje :)
He he he. Ja także jakoś nie przepadam za tym, że kobiety noszą spodnie. Niby wiem, że wygodniejsze one są dla nich itd. Ale jakoś niekiedy są zbyt męskie i nieraz nawet zbyt agresywne. Jessie jest tego najlepszym dowodem :)
Owszem, dałem małe nawiązanie do serialu z uratowaniem Zorro życia, gdy wróg próbuje go ugodzić nożem od tyłu.
Alejandro właśnie wzorowałem na serialu, bo tam był w średnim wieku i już za stary na pewne ekscesy, a mimo to krew gorąco i jeszcze rączki go świerzbiały do takich zwariowanych akcji i to niekiedy dość bezmyślnych.
I wszystko dobrze się skończyło.
OdpowiedzUsuńWidzę nawiązanie zarówno do książki, jak i do Znaku Zorro z niezapomnianym Tyronem Powerem, bo i w filmie i książce ojciec Diego został nowym gubernatorem.
Detektyw już przeszedł na dobrą stronę mocy.
I ta piosenka na zakończenie, ten dreszczyk. Nie chce się z nimi rozstawać, już tęsknie za Zorro, taki to już czar niektórych historii i wyjątkowych bohaterów.