środa, 10 stycznia 2018

Przygoda 086 cz. III

Przygoda LXXXVI

Mroczny Rycerz przybywa cz. III


Serena zjadła śniadanie z Ashem bardzo zadowolona, ale zauważyła, że on jest jakiś dziwnie przygnębiony, chociaż powodu takiego stanu rzeczy w żadnym razie nie umiała znaleźć. Czyżby zrobiła ona coś nie tak? A może wypowiedziała nieopatrznie jakieś słowo, które wywołało w nim bardzo niemiłe wspomnienia? Nie miała pojęcia. A może ona niechcący przypomniała mu o tym, że nie on ma on rodziców? Tak, to było bardzo możliwe. Ash Wayne był ostatecznie zawsze dosyć skrytym człowiekiem, a prócz tego także niezwykle taktownym. Wolałby umrzeć niż zranić jej uczucia, dlatego też, jeśli coś go bolało, to zwykle tłumił to w sobie. Pamiętała doskonale, że rzadko kiedy widziała go płaczącego i okazującego swój ból. Jak byli dziećmi, to zwykle ona płakała, a on pocieszał ją i podnosił na duchu w ciężkich chwilach. Tylko w wyjątkowych sytuacjach on pękał i płakał jej ramię wyrzucając sobie, że nie zrobił nic, aby pomóc rodzicom, choć przecież był tylko dzieckiem i co niby mógł zrobić? Choć praktycznie nie miałby sobie w tej sprawie nic do zarzucania, to niejeden raz w rozmowach z nią, kiedy mieszkał z jej rodziną, to wyrzucał sobie to wszystko.
- Mogłem przecież coś zrobić... Mogłem skoczyć na tego drania i spróbować go pokonać... A nie zrobiłem nic! Rozumiesz, Sereno? NIC! Pozwoliłem, aby on ich zabił na moich oczach! Jestem zwykłym tchórzem!
Tak właśnie mówił Ash, kiedy oboje byli dziećmi. To były jednak wyjątkowe chwile, gdyż już wtedy stawał się stopniowo coraz bardziej skryty, a z wiekiem to się pogłębiło. Serena czuła, iż między nią a jej dawnym przyjacielem z dzieciństwa jest jakiś mur, który ona bardzo chciała zburzyć, Wayne jednak nie pozwalał jej na to, pokazując wyraźnie, iż wpuścił ją poza ten mur, ale póki co nie na zawsze i czasami ona musi wracać do swego świata, który znajdował się poza jego murem, a on musi za nim pozostać. Prawdę mówiąc, nie rozumiała tego. Czyż nie była mu zawsze wsparciem oraz pomocą, kiedy on cierpiał po śmierci rodziców? Czyż nie była jego małą Różową Panienkę, którą nieraz się opiekował w ciężkich chwilach? Czyż nie mówili kiedyś sobie o wszystkich swoich tajemnicach i to nawet o tych najbardziej skrytych, których nigdy nikomu nie mówili, nawet rodzicom? To było naprawdę bardzo przykre, że jej ukochany zachowywał wobec niej teraz dystans. Chciała już powiedzieć Ashowi, że powinien się przed nią otworzyć, bo to pomoże nie tylko jemu, ale również i jej. Chciała mu wyjaśnić, że oboje poczują się dzięki temu lepiej, jednak ostatecznie z tego zrezygnowała, gdyż doszła do wniosku, iż nie ma prawa narzucać się Ashowi ze swoją pomocą. Jeśli on jej zechce, to sam o nią poprosi.
- Wiesz co, Ash... Może przyjechałbyś dzisiaj do mnie? Pokazałabym ci jak mieszkam i jakie zdjęcia robiłam do ostatniego magazynu?
Ash popatrzył na nią z uśmiechem i już miał coś odpowiedzieć, kiedy nagle zmienił zdanie i rzekł:
- W sumie, to dzisiaj chyba nie mogę... A nawet na pewno nie mogę... Muszę dzisiaj coś ważnego załatwić i to mi zajmie nieco czasu. Poza tym wiesz... Interesy firmy i inne takie.
- Rozumiem. A więc może jutro?
- Jutro? Nie ma sprawy.
Serena ucieszyła się, ale jednocześnie wydawało się jej bardzo dziwne to, że jej przyjaciel wyraźnie zmienił tak szybko zdanie. O co mu chodzi? Czyżby miał inną dziewczynę na boku i musiał sobie wszystko poukładać? W innej sytuacji Serenę by to zabolało, ale nie tak mocno, aby mu zrobić scenę, bo nie miałaby do tego żadnych praw, jednak po tym, co między nimi zaszło, zazdrość była u niej jak najbardziej na miejscu i nie zamierzała udawać, że wszystko jest w porządku. Jeśli on ma inną, to ciekawe, co teraz zamierza zrobić? Może z nią zerwać? Tak, to by było fair po tym, jak wczoraj dał nadzieję swojej przyjaciółce z dzieciństwa na coś więcej niż tylko przyjaźń. Jednak, jeśli nie zamierza zerwać znajomości z tamtą, to już ona mu pokaże, co sądzi o takim zachowaniu.
Takie właśnie myśli chodziły po głowie Sereny, lecz nie wyraziła ich głośno, bo jedynie uśmiechała się do niego delikatnie, a w swojej głowie już układała, co zrobi i w jaki sposób będzie go śledzić, żeby się dowiedzieć, co też Ash przed nią ukrywa. Z tego też powodu dość szybko zjadła śniadanie i potem wyszła, ale tylko po to, żeby wziąć do swego samochodu, a następnie z niego obserwować uważnie dom Asha.
Nie musiała długo czekać. Wayne dość szybko opuścił swoją willę, po czym powoli wsiadł do swego pojazdu i pojechał nim razem z Alfredem Oakiem.
- Bierze Alfreda? - zdziwiła się Serena - To chyba nie jedzie na żadną randkę. Chociaż... Lepiej to sprawdzę.
Jak postanowiła, tak zrobiła, więc już po chwili jechała w kierunku, w którym jechał również jej przyjaciel. Była ciekawa, dokąd on teraz się udał i w jakim celu. W myślach układała już sobie dokładnie, co mu powie, kiedy tylko przyłapie go z inną kobietą. Już Ash się od niej nasłucha, niech sobie nie myśli, drań jeden.
Jednakże to, co zobaczyła, zdecydowanie przerosło jej oczekiwania. Ash nie pojechał bowiem na spotkanie z kobietą, lecz na jakieś odludne miejsce w centrum miasta. To było skrzyżowanie ulic Baker i Sweeney. Kiedy tylko tam dojechał, to wysiadł z samochodu wraz z Alfredem, a następnie obaj poszli przed siebie. Serena ostrożnie ruszyła piechotą za nim, aby zobaczyć, co oni zrobią. Czy właśnie tutaj Ash ma spotkanie? A jeśli tak, to z kim?
Nagle panowie zatrzymali się, popatrzyli przez chwilę przed siebie, po czym Ash powoli wyjął spod płaszcza dwie czerwone róże owinięte w biały papier, a następnie delikatnie uklęknął i położył je ostrożnie na chodniku. Klęczał tak przez jakąś minutę, aż wreszcie powoli powstał, w milczeniu pomasował sobie palcami skronie i odszedł, a z nim Alfred. Serena szybko odskoczyła w bok, żeby obaj jej nie zauważyli, po czym odczekała, aż odjadą czując, że nie chce dłużej ich śledzić.
- Czemu on tutaj przyjechał? - zapytała sama siebie - Co takiego się zdarzyło w tym miejscu, że on tak to przeżywa? A może... To właśnie tutaj... Nie, to chyba niemożliwe. Chociaż... Należy to sprawdzić! I już ja wiem, kto dla mnie to zrobi!

***


Alexa siedziała w swoim mieszkaniu, odsypiając wczorajszą imprezę i robiąc robiąc sobie o poranku kompres z mokrej chusteczki. Nie wypiła zbyt wiele, ale i tak miała kaca. Taki był już jej los. Mogła ona wypić bardzo mało, a mimo tego zawsze bolała ją rano głowa. Na szczęście, miała wsparcie swojego Helioptile’a, który opiekował się i pomagał jej zmagać się z tym bólem.
- Mówię ci, przyjacielu... Naprawdę więcej nie tykam alkoholu. Po nim tylko głowa mi nawala. Jak to dobrze, że mam dzisiaj wolne, bo inaczej to chyba bym zwariowała w pracy. A tutaj mam ciszę i spokój.
Nagle zadźwięczał telefon. Alexa Knox przycisnęła mocniej chusteczkę do swego czoła, głośno przy tym jęcząc.
- Boże kochany! Czego ci ludzi chcą ode mnie?! Sami mi dali wolne! Więc o co chodzi? A może to nie z redakcji? Podaj mi, proszę, telefon.
Helioptile z wesołym piskiem szybko wykonał polecenie, a gdy już to zrobił, to Alexa nacisnęła palcem przycisk rozmowy i powiedziała:
- Słucham? Tu Knox!
- Alexa? Musisz coś dla mnie zrobić - odezwał się w słuchawce dobrze jej znany głos.
- Serena? A co się stało? Czemu dzwonisz o tej porze?
- Jesteś chora? - spytała z troską panna Vale.
- Nie, skacowana... Mów, o co chodzi, skoro już dzwonisz.
- Potrzebuję pewnej przysługi od ciebie.
- Wiesz, że możesz mnie prosić, o co tylko zechcesz, maleńka. No, nie jestem wszechmocna, ale co mogę, to zrobię.
- Doskonale. Sprawdź mi, bardzo proszę, skrzyżowanie ulic Baker i Sweeney, dobrze?
- A co się tam stało?
- Właśnie tego chcę się dowiedzieć. Podejrzewam jakąś grubszą aferę, która miała miejsce właśnie na tym skrzyżowaniu. Muszę wiedzieć, co to była za afera i kiedy dokładnie to się wydarzyło. I przede wszystkim, czy ma to coś wspólnego z Ashem Waynem.
- Waynem? A co on ma do tego?
- Gdybym wiedziała, to bym do ciebie nie dzwoniła i nie zawracała ci głowy. No, to jak? Pomożesz mi?
- Pomogę, ale mogłabyś...
- Dziękuję ci, kochana! Masz u mnie przysługę!
Po tych słowach, Serena rozłączyła się.
Alexa odłożyła telefon na stolik obok siebie, mrucząc gniewnie pod nosem.
- Super... Po prostu cudownie... Nawet na urlopie muszę pracować. Ale czego się nie robi dla przyjaciół, co nie?
Helioptile zapiszczał delikatnie na znak, że w pełni się z nią zgadza.

***


Domino zanim zasnęła, długo rozmyślała w nocy nad tym wszystkim, co jej powiedział Joker. Chociaż to była dosyć pokrętna logika, to nie mogła odmówić jej pewnej słuszności. Widziała ona wyraźnie, co się działo za murami Azyl Arkham i wiedziała też doskonale, że ta sytuacja już nie ulegnie zmianie na lepsze. Zdawała ona sobie także sprawę z tego, iż nie ma na tym świecie żadnej sprawiedliwości, a już na pewno nie wtedy, kiedy żyją w Gotham tacy ludzie jak Giovanni. Policja nie umiała się za niego wziąć, więc ktoś inny powinien to zrobić. Tylko kto? Może taki Batman? Chociaż nie... On jakoś umiał sprać bandytów grasujących po ulicach, ale nie taką szychę jak Giovanni. O nie! Na takiego drania jak on, potrzeba naprawdę poważnego przeciwnika. Może więc Joker byłby w stanie go pokonać? Ale jeżeli nawet zabije on Giovanniego, to co dalej? Wróci zaraz potem do Azyl Arkham, a ona sama za pomoc mu w ucieczce trafi do więzienia lub co gorsza, wyląduje tu jako pacjentka, a tego nie chciała.
Z drugiej strony Joker nie zasługiwał na życie w takim miejscu. On jako człowiek na tym świecie w pełni ją rozumiał i podzielał jej zdanie na temat tego, co się dzieje w mieście i w ogóle w sprawie sprawiedliwości, która jest niestety bardzo pokręcona, a prawdę mówiąc, to chyba wcale jej nie ma. Bo jak niby ma istnieć, kiedy prawo tutaj pozwala żyć takim łajdakom jak Giovanni, a ludzie w Azyl Arkham nie są wcale leczeni i nikt o nich nie dba, ponieważ są wyrzutkami społeczeństwa i takimi mają też pozostać do końca swoich dni? Co to jest niby za sprawiedliwość, która pozwala ojcom pijakom znęcać się nad swoimi dziećmi i żonami, zamiast uziemić takich drani i to raz na zawsze? O jakiej sprawiedliwości może tu być mowa, kiedy dzieje się tutaj tyle zbrodni, a policja nie robi nic, aby im przeszkodzić?
W tym świecie panuje bałagan i nie ma w nim sprawiedliwości. Co zatem powinno się zrobić, aby temu zapobiec? Ciekawe, jaką też Joker na to znajdzie odpowiedź. Domino musi go koniecznie o to zapytać. Może jego filozofia nie jest wcale taka szalona, jak się jej chwilami wydaje i być może właśnie w niej znajduje się prawdziwe wybawienie?
Jak postanowiła, tak zrobiła i następnego dnia, gdy tylko upewniła się, że ma taką możliwość i nikt jej nie obserwuje, to zadowolona poszła do celi Jokera. Z pomocą wiernej Chansey otworzyła drzwi i poprosiła, aby pokemonka czekała na nią do chwili, gdy będzie chciała wyjść i w razie czego dała jej znać, że ktoś idzie - ktoś, kogo powinna się obawiać. Gdy już tylko znalazła się sam na sam ze swoim pacjentem, to powiedziała:
- Myślałam wiele nad tym, o czym mi mówiłeś.
- Poważnie? - uśmiechnął się do niej Joker - To bardzo interesujące.
- Niby co takiego?
- To, że taka blond piękność jak ty umie myśleć.
Następnie bandyta parsknął śmiechem i to dość głośnym. Domino popatrzyła na niego nieco urażonym wzrokiem, ale bardzo szybko uznała, iż jej zachowanie wcale nie potwierdza tego, że ona umie myśleć. Wręcz przeciwnie, przecież jej ślepa wiara w to, iż lekarze pracujący w Arkham naprawdę pragną pomóc swoim pacjentom, w świetle tego wszystkiego, co tutaj widziała i usłyszała dowodziło, jak bardzo była naiwna.
- Nie jestem pewna, czy aby nie masz racji - powiedziała do niego bardzo smutnym głosem - Ostatnio przekonuję się o tym, jak bardzo jestem głupia.
- Nigdy nie jest za późno na to, aby zmądrzeć.
- Poważnie? A w jaki sposób powinnam to zrobić?
- Wypowiadając wojnę temu, co nienawidzisz najbardziej na świecie, a jak już dobrze, a najbardziej to chyba nienawidzisz fałszu, prawda?
- Tak, masz rację. Tego właśnie najbardziej nienawidzę. No i jeszcze też niesprawiedliwości.
- Moja droga... Świat zawsze był niesprawiedliwy - stwierdził Joker - Wiesz, co jest jedyne na nim sprawiedliwe? Chaos.
- Naprawdę?
- O tak! - bandyta patrzył na lekarką niezwykle uważnym wzrokiem - Chaos jest jedyną sprawiedliwością na tym świecie. Myślisz może, że na świecie obecnie panuje chaos? O nie! Panuje na nim niesprawiedliwość i oligarchia bogatych! Ci, co mają pieniądze, mają wszystko. Ci, co nie mają pieniędzy, nie mają niczego. Ci, co są bogaci, dyktują tutaj prawa. Ci, co są średnio zamożni lub biedni nie dyktują niczego poza swoimi nekrologami. Oto cała prawda. Chaos wyrównuje w prawach bogatych i biednych, dlatego właśnie jest on sprawiedliwy. Dzięki niemu, ludzie nie czują się pokrzywdzeni, bo chaos nie zna ani prawa, ani nawet sprawiedliwości takiej, jakie ono dyktuje. Więc cóż... Jeżeli chcesz zaprowadzić porządek w tym świecie, musisz najpierw wyrzec się wszelkiego porządku. Chaos pozwoli ci się zemścić za krzywdy poniesione przez innych ludzi. Możesz być bezpieczna, bo nie będzie wtedy takich ludzi jak pracownicy Azyl Arkham. Tylko chaos zapewni ci wieczny spokój.
Popatrzył na nią uważnie i uśmiechnął się wesoło, po czym poprawił sobie lekko dłonią swoje zielone włosy, mówiąc:
- Gdybyśmy tak oboje mogli zaprowadzić prawdziwy chaos w tym mieście, to byśmy mogli zniszczyć wszystkich, którzy nas skrzywdzili bez obaw, że ktoś nas aresztuje lub umieści tutaj.
Następnie podszedł do Domino i zaczął mówić niemalże szeptem:
- Powiedz... Nie chciałabyś się zemścić na tatusiu za to, jak traktował ciebie i twoją matkę? Nie chciałabyś wyrównać rachunków z każdym, kto cię skrzywdził i złamał zasady, w których cię wychowano?
- Chciałabym... Ale jak ja mam to zrobić?
- Ja wiedziałbym, jak...
- Więc powiedz.
- Najpierw mnie stąd uwolnij.
- Wiesz, że nie mogę.
- Ja wiem, że możesz... Kochana moja, ty możesz osiągnąć wszystko, jeżeli tylko chcesz. Zastanów się więc...
Domino wpatrywała się w niego uważnie i nie wiedziała, co też powinna mu odpowiedzieć, więc milczała.

***


Następnego dnia ordynator Azyl Arkham niespodziewanie wezwał do siebie Domino, a gdy ta zjawiła się w jego gabinecie, powiedział do niej:
- Wiesz, moja droga Domino... Wiele myślałem nad tym wszystkim, o czym mi opowiadałaś.
- O czym konkretnie? - spytała lekarka.
- O tym, że w tym miejscu nie dba się o wyleczenie pacjentów. Przemyślałem to sobie i doszedłem do wniosku, iż masz absolutną rację.
- Mówisz poważnie? - zdziwiła się Domino.
- Ależ oczywiście - rzekł z uśmiechem ordynator - Uważam, że trzeba zacząć terapię leczniczą dla tych, którzy jej szczególnie potrzebują.
- Poważnie?
- O tak! I znam nawet bardzo skuteczne metody działania, jakie w tym celu powinniśmy podjąć i dziwi mnie, że wcześniej tego nie zrobiłem.
- Jakie to metody?
- Chodź, a sama zobaczysz.
Po tych słowach mężczyzna, wstał i zaprowadził lekarkę do łaźni, w której to dwa Chansey trzymały skrępowanego mocno kaftanem bezpieczeństwa Jokera. Na jego widok, Domino jęknęła przerażona, a ordynator uśmiechnął się lekko.
- Postanowiłem dziś, moja droga, wypróbować nasze najbardziej skuteczne metody lecznice. Zastanawiałem się tylko, kto mógłby nam posłużyć za pierwszą osobę, która by je mogła otrzymać. Po długim namyśle uznałem, że wypróbujemy je na twoim przyjacielu. Wiem o tym, że bardzo się ostatnio z nim spoufalasz i z jakiegoś powodu, którego nie potrafię pojąć, zależy ci na jego wyzdrowieniu. Tak więc myślę sobie, iż docenisz moje starania.
Dziewczyna nie wiedziała, co ma odpowiedzieć i czego ma się spodziewać od ordynatora. Ten zaś, bardzo z siebie zadowolony, wysłał stojącego tuż obok niego Wigglytuffa, aby przyniósł mu armatkę wodną. Gdy już ją miał, ten nastawił ją na strzelanie gorącą wodą, po czym zaczął uderzać jej strumieniem prosto w Jokera, który zaczął wrzeszczeć z bólu.
- Przestań! To go boli! - krzyknęła przerażona tym widokiem Domino.
- Dobre musi boleć - uśmiechnął się do niej podle ordynator - Takie są prawa każdego leczenia.
Następnie popatrzył na Jokera i zapytał:
- Może wolisz zimną, kolego? Proszę bardzo!
Chwilę później ustawił wodę na to, aby była zimna i jej strumieniem trafił w Jokera, śmiejąc się przy tym.
- I co? Przyjemnie ci, świrze?!
- Przestań! Przecież w ten sposób mu nie pomagasz! - krzyknęła Domino, próbując odciągnąć ordynatora od armatki.
Lekarz odepchnął ją jednak od siebie i krzyknął:
- Spokojnie, kochanie... Ty będziesz następna... Wiem dobrze, jakie rozmowy ze sobą prowadzicie! Wiem, do czego on cię namawia! Myślałaś sobie, że się tego nie dowiem, co?! Myślałaś, że ukryjesz to przede mną?! Ale dość już tego! Dosyć tego! Wyleczę was oboje z tych waszych chorych pomysłów. Raz na zawsze!
Domino popatrzyła przerażona na ordynatora, po czym rozejrzała się dookoła szukając czegoś, czy mogłaby zadać mu cios. Bo chciała go uderzyć. Chciała mu zrobić krzywdę. Tak jak on krzywdził jej jedynego przyjaciela! Chciała uratować Jokera i wiedziała, że musi to zrobić, choćby świat miał się po tym zawalić. Jeżeli miała dotąd wątpliwości, czy słusznie Joker namawiał ją do buntu i pomocy mu, to straciła je w tej właśnie chwili.
W końcu zauważyła leżący na jednym ze stojących obok stolików narzędzia chirurgiczne. Wśród nich był skalpel. Niewiele myśląc, złapała go mocno i zanim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać, wbiła go z całej siły prosto w serce ordynatora. Ten zaś jęknął przerażony, nie spodziewając się czegoś takiego. Spojrzał zdumiony na Domino, po czym jęknął:
- Co ty zrobiłaś... ty głupia...
Nie dokończył, gdyż padł martwy na ziemię. Chansey i Wigglytuff patrzyli na to wszystko przerażeni nie wiedząc, co mają zrobić. Domino tymczasem podbiegła do Jokera i zaczęła go rozwiązywać.
- Spokojnie, kochany... On już cię nigdy nie skrzywdzi - powiedziała do niego czułym tonem.
- Kochany? - zdziwił się Joker - Więc jednak uciekniesz ze mną? Bo przecież chyba nie zostaniesz tutaj po tym, co zrobiłaś?
- Nie! Żadne z nas nie zostanie tu ani chwili dłużej! Musimy jak najszybciej opuścić to miejsce - odpowiedziała mu Domino.
- I zaprowadzić własną sprawiedliwość na tym świecie.
- Ale jak chcesz to zrobić?
- Najpierw musimy zdobyć władzę, a ja już wiem, w jaki sposób się do tego zabrać, kochanie...
- Jak?
- Zaufaj mi, najdroższa. Zaufaj mi, a nie pożałujesz tego.
- Ufam ci, mój kochany.
Następnie oboje pocałowali się namiętnie w usta, czując wtedy, że oto właśnie rozpoczyna się ich nowe życie. Zaraz potem, objęli się i wyszli z sali. Pokemony, które w końcu ocknęły się z transu, rzuciły się na nich, aby ich powstrzymać, ale z Jokerem oraz jego partnerką nie miały najmniejszych szans. Kilka silnych ciosów wystarczyło, aby padły nieprzytomni na podłogę. Droga do wolności stała przed zakochaną parą szaleńców otworem.

***


Giovanni siedział zadowolony przy biurku, głaszcząc swojego Persiana, kiedy nagle usłyszał telefon. Zaintrygowany odebrał słuchawkę i powiedział:
- Słucham? Tu Giovanni.
- Proszę pana... Mam niedobre wieści - odezwał się głos porucznika Surge’a - Kevin Napier uciekł z Azyl Arkham.
- CO?!
Mafioso wrzasnął głośno i niechcący uderzył ręką swojego Pokemona, który zeskoczył mu z kolan, fucząc przy tym gniewnie.
- To, co mówię, proszę pana. On i jakaś młoda lekarka. Zabili ordynatora i uciekli. Obawiam się, że oboje zechcą się na panu zemścić za... Sam pan rozumie.
- Doskonale rozumiem. Kevin Napier to świr i do tego niebezpieczny. Trzeba było załatwić mu eutanazję, kiedy jeszcze była ku temu okazja. Jeżeli go dopadnę, to tym razem nie popełnię błędu i osobiście go zabiję.
- To może być trudniejsze niż pan myśli.
- Być może. Podobnie, jak zabicie mnie - powiedział Giovanni, uśmiechając się podle - Dziękuję ci za cynk, Surge. Jednak dla własnego dobra zadbaj o to, aby ten koleś mnie nie tknął. Wiesz przecież dobrze, co to dla ciebie oznacza, jeśli on mnie zabije, prawda?
- Jak najbardziej.
- Nasze wspólne interesy się wtedy skończą.
- Wiem o tym, proszę pana.
- A więc do dzieła.
Po zakończeniu tej rozmowy, Giovanni odłożył powoli słuchawkę na widełki i wezwał szefa swojej ochrony.
- Przekaż swoim ludziom, żeby pilnowali wszystkich wejść do tego budynku. Nie wolno im zejść z posterunku ani na chwilę, chyba, że będą mieli zastępstwo. Niech mają się na baczności i jak tylko zobaczą tego świra Kevina Napiera, to dla własnego dobra lepiej by było, żeby strzelali tak, aby go zabić. Rozumiesz?
- Tak, proszę pana - odparł szef ochrony.
- Doskonale - uśmiechnął się do niego mafioso - Im szybciej pozbędziemy się tego świra, tym lepiej.
Kiedy jego bodyguard wyszedł, Giovanni zaczął się na poważnie niepokoić. Wiedział doskonale, iż Kevin Napier, nazywający teraz sam siebie Jokerem, może w każdej chwili tu przybyć. Mafioso wolał być na to przygotowany, choć miał on obawy, że może mu się to nie udać. Dlatego liczył na porucznika Surge’a. Przecież ten człowiek jak dotąd bardzo skutecznie dbał o to, aby ten nadgorliwy narwaniec, prokurator Gary Dent nie wpadł na jego trop, a jeżeli do takiego tropu dochodziło, to ktoś życzliwy zawsze go niszczył, podobnie zresztą jak wszelkie zdobyte w tym kierunku dowody. Liczył więc na to, że teraz również Surge dopilnuje tego, aby nie spadł mu włos z głowy. Dla własnej dobra, lepiej by było, gdyby tego dopilnował.
Nagle ponownie zadzwonił telefon. Giovanni odebrał go i usłyszał w nim głos swojej sekretarki.
- Proszę pana... Pan prokurator Gary Dent jest tutaj i chce z panem mówić.
- Co?! On?! Chce ze mną rozmawiać? Ciekawe, o czym.
- Mam go wpuścić?
- Tak, wpuść go.


Chwilę później, do gabinetu mafiosa wszedł prokurator okręgowy.
- Panie Giovanni... Mam dla pana nieprzyjemne wieści, chociaż być może już pan o nich wie.
- Nie wiem, o czym pan mówi.
- O tym.
Po tych słowach, Gary Dent rzucił na biurko mężczyzny gazetę, w której na pierwszym stronie widniał napisany ogromnymi literami napis: „KEVIN NAPIER UCIEKA Z ARKHAM AZYL“.
Giovanni udawał obojętność wobec tego, co właśnie przeczytał i powiedział ponurym tonem:
- No proszę... A więc ten świr jest na wolności. A pan się boi, że zechce mnie wykończyć?
- Dokładnie tak.
- Ale właściwie, to dlaczego miałby to zrobić? Przecież ja mu nigdy nic złego nie zrobiłem.
Prokurator parsknął z kpiną, gdy to usłyszał.
- Doprawdy? A sprawa tych chemikaliów w firmie Axis? Przecież obaj dobrze wiemy, że wystawił pan nam wtedy Kevina Napiera po to, aby odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia.
- Naprawdę? Nic o tym nie wiem - odparł bezczelnie mafioso.
- Panie Giovanni - Dent nie tracił zimnej krwi - Rozumiem doskonale, że mi się pan tutaj nie przyzna do tego, że jest pan mordercą i zbrodniarzem, ale przecież nie jest pan głupi. Ci pańscy ochroniarze pana nie obronią, gdy tylko ten świr się tu zjawi. A zjawi się, jestem tego pewien. Skoro uciekł z Arkham, to co to dla niego, wkraść się tutaj i pana wykończyć?
- Więc co mi pan proponuje?
- Proponuję panu, żebyśmy współpracowali ze sobą. Możemy złapać Napiera i dzięki temu ocalić pana życie.
- A w zamian czego pan chce ode mnie, panie prokuratorze?
- Żeby złożył pan zeznania przeciwko niemu.
- I tym samym, przyznał się do pańskich zarzutów wobec mnie?
- Zapewniam pana, że policja da panu ochronę, ale tylko w zamian za to, że przyzna się pan do winy, a potem został świadkiem w procesie przeciwko swoim wspólnikom, z którymi obecnie prowadzi pan interesy.
- Przykro mi, ale muszę panu odmówić - odparł na to Giovanni - Ja z nikim nie prowadzę interesów, które byłyby nielegalne. Ja jestem uczciwym obywatelem i nie zamierzam przyznawać się do czegoś, czego nie zrobiłem.
- Czy to pana ostateczna odpowiedź? - zapytał Dent zawiedzionym tonem.
- Innej pan ode mnie nie otrzyma, panie prokuratorze - odparł na to Giovanni, uśmiechając się podle - A teraz niech pan będzie na tyle uprzejmy, żeby dać mi spokój. A co do Napiera, to może się pan nie martwić. Sam sobie z nim poradzę.
Prokurator popatrzył groźnie na mafiosa i widząc, że niczego tutaj nie zyska, wysyczał ze złością przez zęby:
- Będziesz tego żałował, Giovanni. Jeszcze będziesz żałować, że odrzuciłeś tę propozycję. Ale wtedy będzie już za późno, bo ty zginiesz, a twoje imperium runie jak domek z kart.
Po tych słowach, urzędnik sprawiedliwości ruszył ku wyjściu. Zanim jednak opuścił gabinet, odwrócił się do swojego rozmówcy i dodał:
- Oczywiście, proszę nie mieć o mnie błędnego mniemania. To mi wcale nie przeszkadza, że Joker zamierza pana wysłać na tamten świat. Ale obchodzi mnie spokój i porządek w tym mieście. Nie mam ochoty patrzeć na wojny gangów, a coś mi mówi, że kiedy pana zabraknie, to do niej dojdzie.
- Niech się pan o to nie boi - odpowiedział mu Giovanni, zapalając cygaro - Temu miastu to nie zagraża. Bo ja nie zginę. Ja jestem niepokonany.
Gary Dent popatrzył na mafiosa z kpiną i odparł:
- Pycha zawsze krąży przed upadkiem, panie Giovanni. Jeszcze się pan o tym przekona na własnej skórze.
Następnie prokurator nacisnął klamkę, otworzył drzwi i wyszedł z gabinetu największego mafiosa w Gotham, który nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie stracił ostatnią szansę na ratunek.

***


Gary Dent opuścił gabinet Giovanniego zawiedziony jego postawą, choć tak prawdę mówiąc, to nie spodziewał się on, że zdoła jakoś przekonać tego łajdaka do współpracy. Czy może raczej należałoby powiedzieć, iż nie miał wielkich nadziei na to, że uda mu się to osiągnąć, ale uważał również, iż należy spróbować tego dokonać. Teraz jednak musiał przyznać, że była to tylko i wyłącznie strata czasu. Ten człowiek naprawdę bał się o swoje życie, ale niestety nie do tego stopnia, aby można było go przekonać do współpracy z policją i prokuraturą.
Giovanni tymczasem był nad wyraz rozwścieczony bezczelną (jego zdaniem) propozycją, którą właśnie otrzymał i pomstował w duchu na człowieka, który mu ją zaproponował, mówiąc sam do siebie:
- Niech no tylko rozprawię się z tym świrem, Napierem, a na kolejny ogień pójdzie ten nasz kochany pan prokurator. I lepiej, żeby ten kretyn Surge odnalazł Napiera i go zabił, bo inaczej obaj szybko udadzą się na spotkanie ze Stwórcą.
Mafioso jeszcze przez chwilę się zastanawiał nad tym, co właśnie zaszło, po czym zajął się swoimi sprawami, ale nie mógł się praktycznie na niczym skupić, ponieważ jego myśli trzymały się głównie osoby Jokera, a także jego tajemniczej pomocniczki. Giovanniego ciekawiło, kim ona dokładniej była, a także dlaczego tak bardzo zainteresowała się tym żałosnym wariatem? Być może, zechce zmienić ona szefa, kiedy Giovanni zaproponuje jej o wiele bardziej korzystną ofertę? Kto wie? Trzeba spróbować, a wszystkiego się dowiemy, pomyślał. Jeśli się zgodzi, to może mi pomóc w 
A jeśli nie, to dołączy do Napiera w piekle szybciej, niż by sobie planowała.
Takie oto właśnie plany miał szef mafii w mieście Gotham na temat swoich ewentualnych zabójców. Planował również wiele innych spraw, a do tego jeszcze zajmował się wszystkim, czym zawsze się zwykle zajmował, aż w końcu uznał, że już dość tego na dzisiaj postanowił iść spać. Było już blisko północy, kiedy bardzo z siebie zadowolony, przebrał się w piżamę i powoli położył do łóżka.
Nie wiedział, jak długo spał, ale sny przez ten czas miał zdecydowanie bardzo nieprzyjemne. W nich goniła go banda clownów i ich Pokemonów. Wreszcie go dopadła i przywiązała do wielkiego, drewnianego koła, które zaczęli obracać, po czym zaczęli to koło obracać, jednocześnie rzucając w nie nożami. Sen był tak przerażający, głównie przez niesamowitą bliskość tych noży, którymi to w niego ciskano. Przerażony bandzior obudził się i rozejrzał dookoła siebie. Na szczęście leżał w swoim wygodnym łóżku cały i zdrowy.
- Uff... To był tylko sen – jęknął z ulgą, ocierając sobie dłonią pot z czoła - Zwyczajny koszmar.
- Koszmar dopiero się zacznie, kochasiu - usłyszał nagle jakiś kobiecy głos.
Przerażony zapalił lampkę stojącą na nocnym stoliku i zauważył, że na jego łóżku siedzi po turecku jakaś wysoka, bardzo szczupła dziewczyna w obcisłym, stroju i błazeńskiej czapce z dzwoneczkami. Strój jej był z prawej strony czarny, a z lewej strony czerwony. Jej twarz zaś była tak mocno wysmarowana makijażem, że wyglądała niemal na białą.
- Domino Quinzel, jak mniemam? - zapytał Giovanni.
- Może kiedyś... - odparła kobieta - Teraz nazywam się Harley Quinn.
- Poważnie? - uśmiechnął się lekko bandyta - To całkiem ładne imię. Sama je wymyśliłaś?
- Nie... Wymyślił je dla mnie twój przyjaciel... Joker.
- Nie znam żadnego Jokera.
- Ależ znasz, choć może pod innym nazwiskiem. Muszę powiedzieć, że jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem, kolego. Wrobiłeś kiedyś biednego Kevina Napiera w swoje własne zbrodnie, a teraz kazałeś go zabić swoim ludziom, jeżeli tylko by go zobaczyli. Niestety, dla niego są oni zbyt kiepscy w te klocki.
Giovanni przez chwilę nie wiedział, co ma odpowiedzieć, ale w końcu rzekł:
- Nie wiem, ile ten świr ci płaci, ale jestem pewien, że go przebiję. Ile chcesz za pracę dla mnie?
- Nie jestem na sprzedaż - odpowiedziała Harley Quinn - Ja nie pracuję dla Jokera z przyczyn finansowych. Ja pracuję dla niego, gdyż go kocham... On jako jedyny mnie rozumie i wie doskonale o tym, że cały ten świat jest nienormalny, więc tylko ludzie nienormalni mogą w nim być szczęśliwi.
- Jest w tym wiele logiki, ale nie rozumiem, jak taka dziewczyna jak ty może kochać takie monstrum jak on?
Była lekarka złapała nagle Giovanniego za głowę i gwałtownie przyciągnęła ją do siebie, patrząc mu przy tym groźnie w oczy.
- Nigdy... nie nazywaj go tak... w mojej... obecności... Jasne?!
- No oczywiście... Nie widzę problemów - odpowiedział jej mafioso, lekko się przy tym uśmiechając, aby ją uspokoić.
Harley Quinn zadowolona puściła go, popatrzyła na niego i dodała:
- Doskonale... A teraz szykuj się.
- Na co mam się szykować?
- Na spotkanie ze Stwórcą.
- Zamierzasz mnie zabić?
- Ja nie... On to zrobi.
Następnie Harley nakierowała dłońmi głowę mężczyzny w kierunku drzwi, które gwałtownie się otworzyły i wówczas stanął w nich Joker. Miał na sobie taki sam strój, co podczas ostatniej wizyty u Giovanniego, ale prócz tego w jego klapę był zapięty biały kwiatek.


- To ty?! - zawołał przerażony Giovanni - Ochrona! Ochrona, do mnie!
- Nie ma sensu tak krzyczeć - uśmiechnął się z kpiną w głosie Joker - Twoja ochrona jest właśnie w krainie snów. Nie przyjdą tu, choćby bardzo tego chcieli.
Giovanni bez trudu zrozumiał, że jego sytuacja jest teraz beznadziejna. Ten szaleniec od dawna dyszał już żądzą zemsty, a więc nie ma szans, aby jakoś go przebłagać, chociaż może jednak dałoby się coś zrobić? Jakoś go omotać i zmusić do posłuszeństwa? Być może jest jeszcze jakaś szansa, aby się z tego wykaraskać. W każdym razie, należy spróbować.
- Kevin... Jokerze kochany... Ja naprawdę doskonale rozumiem twój gniew, mój przyjacielu. Jestem w stanie pojąć to, że masz do mnie żal za to wszystko, co między nami kiedyś tam zaszło. No, ale przecież, mój drogi, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, prawda? Co było, a nie jest, to nie pisze się w rejestr. Można jeszcze jakoś się chyba dogadać, prawda?
- Dogadać? - spytał ironicznie Joker, podchodząc do niego - Owszem, można. Ale wolę gadać z twoim trupem niż z tobą. On przynajmniej nie mówi tyle i nie skamle o litość.
- Kevin... Znaczy się... Jokerze... Naprawdę nie warto mnie zabijać. Uwierz mi, ja mogę dla ciebie zrobić więcej niż myślisz.
- Już coś dla mnie zrobiłeś. Wydałeś mnie policji i to przez ciebie przeżyłem trzy lata piekła w Azyl Arkham. Wiesz może, jak tam się traktuje takich ludzi jak ja? Wiesz, w jaki sposób?
- Mogę się tego jedynie domyślać - jęknął Giovanni - Ale naprawdę mogę też ci to wszystko jakoś wynagrodzić. Mogę sprawić, że twoje życie będzie ponownie pełne radości. Załatwię ci ułaskawienie oraz nową metę na mieście. Będziesz miał pensję ministra i wszystko, czego tylko zapragniesz.
- Oczywiście, że będę to wszystko miał, ale ja chcę czegoś więcej.
- Czego?
- Twojej głowy. I chociaż jest mi to tak nieco nie w smak, to oddam przysługę temu społeczeństwu, pozbywając się największego wrzodu, który je dręczy.
- A sam zostaniesz następnym wrzodem?
- Podziwiam twoją przenikliwość, mój przyjacielu. Harley, odsuń się... Nie chcę cię przypadkiem zranić.
Kobieta odskoczyła na bok, a Joker wyjął rewolwer i wymierzył go w stronę Giovanniego.
- Powiedz mi, przyjacielu... Tańczyłeś kiedyś z diabłem w świetle księżyca?
- Nie rozumiem tego pytania.
- I nie musisz... Uważam, że to jest ładne pytanie i zadałem je paru osobom, zanim trafiłem do Arkham. Jestem zdania, iż ono ładnie brzmi.
- Owszem, ma w sobie jakąś magię.
- Dokładnie... A ty masz w oczach strach. I wiesz co, stary? Ja tam nie wiem, co kobiety w tobie widzą, ponieważ ja widzę teraz w tobie tylko i wyłącznie tarczę strzelniczą. Jak sądzisz? Trafię w dziesiątkę?
I zanim Giovanni zdążył odpowiedzieć, padł strzał i otrzymał on kulę prosto w pierś. Chwilę później padł następny strzał, a zaraz po nich jeszcze kolejne. Podły mafioso upadł na pościel martwy, jednak Joker strzelił w niego jeszcze trzy razy i skończyła mu się amunicja. Dopiero wówczas uznał on, że jego przeciwnik jest już dostatecznie martwy i można mu odpuścić.
- Rachunki wyrównane - powiedział zadowolonym tonem szaleniec do swojej dziewczyny - A przynajmniej z jednym. Na kolejnych już niedługo przyjdzie kolej. Ciekawe, czy też będą skamleć o litość? Właściwie, to nawet przyjemniej by było na to popatrzeć. Ale wiesz co, Harley? Tak samo myślę, że najprzyjemniej byłoby się zmierzyć z naprawdę godnym nas obojga przeciwnikiem. Takim, który mógłby walczyć z nami jak równy z równym i miałby odwagę, aby patrzeć nam prosto w oczy, kiedy będziemy go zabijać. Tak, taki przeciwnik mi się marzy. Bo obawiam się, że ci, których zamierzam jeszcze wykończyć, tego mi nie dadzą. Będą umierać ze strachu i panikować, kiedy tylko im powiem, że ich zabiję.
- A może lepiej zabić ich, nie mówiąc im wprost, że zaraz zginą? - zapytała Harley Quinn - Ostatecznie, wtedy mają oni na twarzy wymalowane zdumienie. To daje bardziej przyjemny wyraz niż sam strach.
- Kochanie... Jesteś genialna! - zawołał radośnie Joker, ściskając mocno swoją dziewczynę - Tak właśnie zrobimy, Harley! Im bardziej on będą zaskoczeni, tym większą frajdę nam to sprawi! A przecież, o to przede wszystkim w życiu chodzi. Żeby mieć z niego frajdę!
Po tych słowach, Joker ryknął gromkim śmiechem, a następnie objął Harley i pocałował ją namiętnie w usta.

***


Dwa dni później Joker za pomocą swojego wiernego Jacoba (którego zdołał odnaleźć na jednej z dosyć ponurych ulic miasta) wezwał do siedziby Giovanniego wszystkich jego wspólników, czyli gangsterów tworzących z jego dawnym szefem prawdziwy syndykat zła. Joker na to spotkanie przygotował się w sposób specjalny smarując swoją twarz pomadą o kolorze ludzkiej skóry. Nie chciał bowiem, aby ludzie widzieli jego białą twarz, która (jego zdaniem) odbierała mu powagę, choć Harley próbowała mu wyjaśnić, iż jest to bezcelowe, ponieważ wszyscy z gazet doskonale wiedzieli, co spotkało Kevina Napiera. On jednak uparł się, aby zrobić swoje i pojawić się na spotkaniu tak ucharakteryzowanym, aby wyglądać jak przed wypadkiem. Uważał, że to doda mu dostojności.
- Przecież nie jestem już Kevinem Napierem, złotko. Już zapomniałaś? Jestem Joker, więc muszę się godnie zaprezentować.
Jego ukochana nie zamierzała się z nim sprzeczać, ale była nieco zła, iż nie chce on jej zabrać ze sobą na to spotkanie.
- Spokojnie, moja ukochana. Wkroczysz do akcji wtedy, kiedy przyjdzie na to pora. Dopiero wtedy, gdy dam ci znać, dobrze?
Kobieta przyjęła to do wiadomości i zaakceptowała jego decyzję. Joker więc poszedł sam na spotkanie ze wspólnikami Giovanniego. Wszyscy siedzieli właśnie przy stole i bardzo się zdziwili, kiedy tylko go zobaczyli. Nie sądzili przecież, iż ten obłąkaniec, do niedawna jeszcze zamknięty w Arkham Azyl, będzie chciał z nimi rozmawiać, jednak wysłuchali ze spokojem wszystkich jego uwag o tym, że Giovanni poważnie zachorował i balansuje on na krawędzi życia i śmierci, więc przekazał jemu, swemu najbardziej zaufanemu pracownikowi kierowanie firmą i wszystkimi interesami do czasu, aż poczuje się lepiej.
- I tak właśnie to wygląda, panowie - powiedział Joker na sam koniec swojej przemowy - Póki Giovanni nie wyzdrowieje, ja tu wszystkim rządzę. On nie czuje się na siłach, aby z wami rozmawiać, jednak upoważnił mnie do przedłużenia z wami umowy o dalszej współpracy.
- Dlaczego właśnie ciebie Giovanni wybrał na swojego zastępcę, a nie kogoś innego? - zapytał zdumiony jeden z gangsterów.
- Właśnie! I czemu się tak głupio uśmiechasz? - dodał drugi.
Joker popatrzył na niego doskonale wiedząc, iż chodzi o jego blizny.
- Bo mi dobrze na tym świecie... A poza tym, śmiech leczy. Gdyby Giovanni więcej się śmiał, to teraz nie byłby chory. A więc jak, moi panowie? Przedłużamy naszą umowę? Kontynuujemy współpracę?
- A jeśli odmówimy? - zapytał nagle ten sam bandzior, który pytał wcześniej o uśmiech Jokera.
- Drogi Tony! - zawołał przyjaznym tonem Joker - Przecież nikt z nas nie chce wojny, prawda? Jeżeli mi odmówisz, to powiem: „trudno“, uścisnę ci rękę i dodam: „do widzenia“.
- Naprawdę?
- O tak! Proszę... Oto moja ręka.
To mówiąc, Joker wyciągnął wesoło w kierunku gangstera swoją prawą dłoń. Zdumiony tym Tony podał mu swoją, ale ledwie to zrobił, a zauważył, iż Joker... nie ma prawej dłoni, gdyż ta została Tony’emu w ręku. Sam okaleczony zaczął się histerycznie śmiać, po czym wysunął z rękawa swoją prawdziwą rękę. Okazało się wtedy, że ta, która została w dłoni Tony’ego była jedynie sztuczna.
- Niezły żart, prawda? - zapytał Joker, zanosząc się śmiechem.
- Jesteś obłąkany - powiedział do niego gangster, odrzucając sztuczną rękę.
- A ty aż się cały gotujesz z gniewu, kochany - zachichotał szaleniec, po czym popchnął Tony’ego na jego fotel.
Wówczas z fotela wyskoczyły wielkie pasy, które to oplotły go niczym sznury i skrępowały mocno, po czym przez całe ciało gangstera przeszła ogromna dawka prądu. Zaledwie kilkanaście sekund później, na oczach przerażonych wspólników Giovanniego, ich kolega zamienił się w dymiący szkielet. Joker zaś patrzył na to wszystko zadowolony, zanosząc się przy tym gromkim śmiechem.
- Wasz przyjaciel Tony aż się zagotował z gniewu - chichotał podlec - Widać, że naprawdę złość piękności szkodzi. Zdrowiu zresztą także. A więc jak, koledzy? Czy chcecie podpisać ze mną umowę? Czy może wolicie skończyć tak, jak wasz dymiący się właśnie przyjaciel?
Gangsterzy złapali za broń, jednak wtedy Joker zagwizdał i do pokoju wpadła Harley Quinn ze sporym oddziałem ludzi ubranych na czarno. Mieli oni pistolety maszynowe, które wymierzyli we wspólników Giovanniego.
- A więc, przyjaciele? Jaka będzie wasza odpowiedź? - zapytał Joker.
- Nie mamy wyjścia - odpowiedział mu jeden z nich - Musimy przyjąć twoje warunki.
- I niech cię diabli wezmą - rzucił kolejny.
- Być może wezmą nas wszystkich - zachichotał szaleniec - A teraz wynocha mi stąd! Jazda! Widzimy się jutro podczas uroczystego podpisania umowy.
Gangsterom nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Bardzo szybko wstali ze swoich miejsc i po kolei wyszli z pomieszczenia, z ulgą opuszczając to miejsce.
- Mister Mime was odprowadzi - rzekł Joker i wskazał ręką na Pokemona przypominającego clowna, który stał przed drzwiami - A jutro w południe pragnę was zaprosić na uroczyste potwierdzenie kontynuacji umowy o naszej współpracy. Jeżeli się boicie, możecie na nie przyjść ze swoimi ochroniarzami. W zasadzie, to im nas więcej, tym weselej.
Gangsterzy nie wiedzieli, co mają na to odpowiedzieć, ale w końcu wyszli za Pokemonem, który pokazał im drogę. Harley Quinn natomiast wyprowadziła ludzi swojego szefa i Joker został sam na sam z węglącym się wciąż trupem Tony’ego.
- Wiesz, twoi kumple nie są źli, tylko strasznie uparci - powiedział do niego szaleniec - Może im damy czas do namysłu? Nie? Rozwalić ich od razu? W sumie to masz nawet rację. Tylko nam zawadzają. A ich ludzie i tak będą nam posłuszni w obawie o swoje nędzne żywoty. Dodatkowo, w ten sposób nie będziemy musieli dzielić się zyskami ani władzą. Tak! To jest odpowiednie wyjście z sytuacji. Wiesz co, Tony? Strasznie jesteś krwiożerczy. Jak to dobrze, że jesteś trupem, bo inaczej kazałbym cię zabić.
Następnie Joker ryknął śmiechem, patrząc na zwłoki gangstera i dodał, nie przestając się śmiać:
- Jak to dobrze, że jesteś trupem!

***


Zgodnie z zapowiedzią Jokera, następnego dnia odbyło się podpisanie umowy o kontynuacji dalszej współpracy pomiędzy Giovannim oraz jego wspólnikami. Co prawda Giovanni już od trzech dni był trupem, ale tego gangsterzy wiedzieć nie mogli, gdyż Joker i Harley zachowali to w tajemnicy przed wszystkimi, słusznie uważając, że lepiej będzie jeszcze nikomu nic na ten temat nie mówić.
Tak czy inaczej, syndykat zbrodni miał kontynuować swoją działalność, aby łatwiej przeciwstawić się policji i prokuratorowi Dentowi. Porucznik Surge ze swej strony zapewnił kilku wspólników Giovanniego (kiedy ci do niego zadzwonili), że wszystko jest w porządku i będzie on dalej w miarę swoich możliwości ochraniać ich działalność, oczywiście nie za darmo. W tej sytuacji bandyci przybyli spokojni pomimo tego, iż poprzedniego dnia na ich oczach jeden z nich został usmażony prądem. Nie zamierzali się jednak tym przejmować, gdyż przynajmniej było mniej ludzi do podziału podczas przewidywanych zysków. Joker, co prawda nie budził ich zaufania i to nawet najmniejszego, jednak uznali, iż można będzie wykorzystać jego wpływy, aby osiągnąć własne korzyści, a potem oczywiście się go pozbędą, gdy tylko przestanie im być potrzebny. Tak właśnie zrobią.
Dlatego całkiem spokojni przybyli oni do jednej z fabryk kierowanych przez Giovanniego. Tam w głównej hali stał wielki stół nakryty dla wielu osób. Siedział już przy nim Joker razem z Harley Quinn, oboje bardzo z siebie zadowoleni. Ten pierwszy ponownie miał na twarzy makijaż imitujący prawdziwy kolor skóry.
- Witajcie, moi kochani! - zawołał radośnie - Miło mi was znowu widzieć! Naprawdę bardzo mi miło. Za chwilę zaproszę was wszystkich na poczęstunek, ale najpierw obowiązki.
- I słusznie - zgodził się jeden z gangsterów - Najpierw obowiązki, a potem przyjemność. Chodźmy więc podpisać umowę.
- Doskonale! - zawołał Joker, klaszcząc wesoło w dłonie - Zapraszam panów do sąsiedniego pokoju. Wasi ochroniarze niech sobie teraz zjedzą coś razem z moją ukochaną...
To mówiąc, pocałował on dłoń Harley Quinn.
- Nie potrwa to długo. Umowa nie jest wcale długa i bardzo szybko będziecie mogli ją przeczytać i podpisać.
- Oczywiście uważnie ją przeczytamy, aby wiedzieć, czy nas nie oszukujesz - rzekł kolejny bandyta.
- Proszę bardzo... Ja nie mam nic przeciwko temu - uśmiechnął się do nich zadowolony Joker - Chodźcie, panowie... Pora na nas.
Gangsterzy popatrzyli na niego nieco podejrzliwie, ale w końcu poszli za nim do osobnego pokoju, zostawiając w głównej hali swych ochroniarzy.
- Panowie, siadajcie wszyscy - rzekła Harley Quinn, uśmiechając się wesoło do owych ochroniarzy - Jedzcie. Dla wszystkich starczy jedzenia.
Ledwie bandyci usiedli, a już za chwilę rozległ się głośny huk wystrzałów z pistoletów maszynowych, dobiegający z sąsiedniego pokoju. Zebrani w pokoju od razu z przerażeniem spojrzeli na Harley, która to jednak, najspokojniej w świecie popijała sobie herbatę i sprawiła wrażenie obojętnej na to, co słyszy.
- Co tu się dzieje? - spytał jeden z gangsterów.
- Pewnie ktoś teraz ogląda „Ojca chrzestnego“ w telewizji - odparła kobieta, uśmiechając się przy tym ironicznie.
Chwilę później z pokoju wyszedł Joker w towarzystwie Jacoba i kilku swoich ludzi uzbrojonych w pistolety maszynowe. Z ich luf leciał jeszcze niewielki dym.
- Panowie... Nie musicie wstawać - rzucił szaleniec, uśmiechając się przy tym w sposób, który podkreślał, że jest z siebie bardzo zadowolony - Chciałem wam tylko powiedzieć, że umowa nadal jest aktualna. Kto z nami, dobrze. Kto nie chce, droga wolna.
Bandyci wpatrywali się w niego uważnie nie wiedząc, ani co mają zrobić, ani co mają powiedzieć. Byli po prostu przerażeni. Zaś Joker mówił dalej:
- Nie chciałbym wyjść w waszych oczach na jakiegoś mordercę. Po prostu od samego początku świata każdym imperium, wojskowym czy finansowym, rządziła jednostka. Rozumiecie? Zawsze rządził jeden... Zawsze... I tak już zostanie.
Po tych słowach, Joker usiadł u szczytu stołu, a następnie zaczął powoli jeść, uśmiechając się podle:
- Na co czekacie, kochani? Jedzcie! To wszystko jest dla was.
- Przynajmniej nie musimy się dzielić z tamtymi - zaśmiał się Harley Quinn, pokazując palcem pokój, w którym przed chwilą zabito wspólników Giovanniego - Tylko nie wiem, co my zrobimy z tymi tam?
- Kochanie moje, odrobina pomysłowości i na pewno razem coś wymyślimy - stwierdził spokojnym tonem Joker - A może tak sprzedamy ich na czarnym rynku jako szwajcarski ser?
- O! To jest dobre! - zaśmiała się jego dziewczyna - A może lepiej by tak ich sprzedać do portu jako kotwice? W końcu teraz tak są nafaszerowani ołowiem, że pójdą na dno bez trudu.
- O! To jest po prostu genialne! - zachichotał Joker z ustami pełnymi krewetek - Jesteś wprost niesamowicie genialna, moje kochanie! Gratuluję ci pomysłowości!
Następnie pocałował ją mocno w usta i zaśmiał się radośnie, po czym bardzo zadowolony popatrzył na ochroniarzy gangsterów, którzy właśnie zostali zmuszeni do zostania jego ludźmi. Ci zaś ze strachem patrzyli na usługujące im Pokemony (w tym też wiernego portiera Mister Mime’a), jak podają im przekąski, które to z trudem zaczynali jeść, jakby obawiając się, że są zatrute. Oczywiście nie były, ale tego nie wiedzieli i nie zyskali takiej pewności, nawet wtedy, gdy jakąś godzinę po posiłku czuli, iż wszystko z nimi w porządku. Nie wiedzieli też, co mieli myśleć o tym, co się stało. Wiedzieli jednak jedno. Od teraz wszystko miało się zmienić w tym mieście.


C.D.N.



8 komentarzy:

  1. Od ostatniego spotkania z Sereną, Ash stał się bardziej skryty i zamknięty w sobie, czemu trudno się dziwić, skoro nie miał komu się zwierzać. Poza tym zawsze chciał uchodzić za silnego, dlatego trudno się dziwić, że tak tłumił w sobie emocje, ale czasem brały one nad nim górę, skoro płakał nieraz przy Serenie, która mówiła mu, że płacz nie jest żadnym powodem do wstydu. Do tego on obwiniał się o to, że nie zrobił nic, aby powstrzymać Kevina przed zabiciem jego rodziców. A Alexa ma słabą głowę do alkoholu, skoro wypiła tylko trochę i ma kaca, ale widać naprawdę polubiła Serenę, skoro już ją uważa za swoją przyjaciółkę, choć ledwo się znają. I ciekaw jestem, dlaczego Ash zostawił róże na skrzyżowaniu dwóch ulic. Czyżby to rzeczywiście było miejsce śmierci jego rodziców?

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tyle, że Domino, podobnie jak Ty, nienawidzi fałszu i pragnie sprawiedliwości, ale to, że zabiła człowieka z zimną krwią, świadczy o tym, że jest bezwzględna i niebezpieczna. Ten ordynator to był podły drań, skoro znęcał się nad swoimi pacjentami, a ona pokochała Jokera i nie mogła znieść tego widoku, więc nie wytrzymała i go zabiła, choć wcale tego nie pożałowała. A przez Jokera pewnie stanie się taką samą psychopatką, jak on. Szkoda mi jej, bo to mogła być naprawdę dobra dziewczyna, ale pozwoliła się tak zmanipulować temu szaleńcowi, który pewnie ją podle wykorzysta. Chyba, że naprawdę się w niej zakocha. W końcu wszystko jest możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Joker szybko się rozprawił z Giovannim. A szkoda, bo liczyłem tu na jakieś tortury ze strony tego szaleńca, a on tymczasem po prostu go zastrzelił i po sprawie. Ale widać, że doskonale dogaduje się ze swoją ukochaną, która stała się tak samo szalona jak on. Aż tak ją zmanipulował i przekabacił na swoją stronę, wmawiając jej swoje chore poglądy, że zaczęła się identycznie zachowywać, tak bardzo się do niego upodabniając. A wszystko przez to, że był on pierwszym człowiekiem, który okazał jej zainteresowanie i zrozumienie, których zawsze jej brakowało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że naprawdę zadziwiasz mnie tym, że tak potrafiłeś opisać podłości dokonywane przez Jokera i Harley z tego względu, iż dobrze wiem, jak bardzo gardzisz takimi postaciami. A mimo to potrafisz o nich pisać, choć wiem, że oni na pewno za to wszystko zostaną ukarani śmiercią. Ale to są naprawdę straszni i bezduszni zbrodniarze, którzy zasługują tylko na śmierć, bo stanowią zbyt wielkie zagrożenie dla społeczeństwa. Są tak bezwzględni i niebezpieczni, że to jest naprawdę przerażające. Joker jest psycholem, ale ma w sobie coś z geniusza. Domino też jest inteligentna i właśnie przez to są jeszcze bardziej nieobliczalni. Pozbyli się wspólników Giovanniego, bo Joker doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że oni mogą stanowić dla niego zagrożenie, dlatego uznał, że najlepiej będzie ich pozabijać i wziąć sprawy w swoje ręce.

    OdpowiedzUsuń

  5. Serena w tym odcinku przechodzi ciekawą ewolucję: od zakochanej dziewczyny, przez podejrzliwą (i ludzką w swojej zazdrości) partnerkę, aż po zdeterminowaną poszukiwaczkę prawdy. Jej podejrzenia o „inną kobietę” dodają tekstowi obyczajowego realizmu, który świetnie kontrastuje z dramatem, jaki rozgrywa się na jej oczach.Wprowadzenie postaci pobocznych jest strzałem w dziesiątkę. Alfred Oak to genialne połączenie postaci Alfreda Pennywortha z profesorem Oakiem, co idealnie spaja oba uniwersa. No i jeszcze Alexa Knox, postać dziennikarki wprowadza do historii upragniony element humorystyczny (motyw kaca i zepsutego poranka). Dialog między nią a Sereną jest naturalny, dynamiczny i wnosi do opowiadania powiew świeżości.
    Styl, język i dynamika też są rewelacyjne. Tekst utrzymuje dobre, równe tempo. Przejście od intymnego śniadania, przez śledztwo samochodowe, aż po dynamiczną rozmowę telefoniczną, nie pozwala czytelnikowi na nudę. Styl jest lekki, a emocje bohaterów – od rozpaczy po irytację – są łatwo wyczuwalne.
    A potem mamy powrót do historii Harley Quinn. Muszę przyznać, że jej przemiana jest opisana tak, że aż ciarki przechodzą, a jednocześnie wszystko jest wiarygodne i przekonująco prawdziwe. Kolejna scena z jej udziałem, to fascynujący, mroczny i niesamowicie klimatyczny fragment! Doskonale oddaje psychologiczny mechanizm manipulacji, jakiej Joker dopuszcza się na Domino, stopniowo burząc jej dotychczasowy światopogląd i sącząc w jej umysł swoją toksyczną, anarchistyczną filozofię. Scena ta silnie rezonuje z dynamiką klasycznej relacji Jokera z Harley Quinn (dr Harleen Quinzel), jednak dzięki postaci Domino i jej unikalnej motywacji (osobista trauma z ojcem i nienawiść do Giovanniego) historia zyskuje własną, świeżą tożsamość.
    Krucha psychika Domino jest tu kluczem do jej przemiany. Świetnie opisałeś jej proces myślowy. Domino przechodzi kryzys wartości – widzi hipokryzję Arkham, bezsilność Batmana wobec elitarnych przestępców (Giovanni) i systemową niesprawiedliwość. Ta bezbronność emocjonalna czyni ją idealnym celem. Jej poczucie winy i naiwności sprawia, że szuka u Jokera aprobaty.
    Logika chaosu jako „sprawiedliwości” i monolog Jokera o chaosie jako jedynym prawdziwym korektorze nierówności społecznych są genialnymi zabiegami. Ten monolog brzmi niemal identycznie jak jego słynna mowa z filmu "Mroczny Rycerz" (Heath Ledger), gdzie chaos był opisywany jako „sprawiedliwy” (ang. fair). Argument, że chaos zrównuje bogatych i biednych, trafia prosto w frustrację Domino. To uderzenie w czuły punkt: Joker to mistrzowski manipulator. Zamiast mówić o abstrakcyjnych pojęciach, na koniec schodzi do poziomu osobistego – wspomina o jej ojcu i krzywdach matki. Przejście do szeptu i fizyczne zbliżenie się do Domino potęguje intymność i osaczenie.
    Konstrukcja napięcia i fabuły jest idealna. Dynamiczny dialog: Rozmowa toczy się w świetnym tempie. Joker najpierw ją bawi (śmiech z „myślącej blondynki”), potem udaje mentora, by na końcu postawić twarde żądanie: „Najpierw mnie stąd uwolnij”. Jeszcze jest pielęgniarka Pokemon jako wspólniczka: Wprowadzenie postaci „wiernej pielęgniarki”, która stoi na czatach, to świetny zabieg. Pokazuje, że Domino już zaczęła przekraczać granice prawa i moralności, zanim jeszcze podjęła ostateczną decyzję o ucieczce.
    Co będzie dalej? Muszę koniecznie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Narodziny szaleństwa i krwawy pakt - recenzja sceny buntu w azylu.
    Ten fragment to niezwykle intensywna, brutalna i emocjonalna sekwencja, która stanowi punkt zwrotny w historii bohaterów. Autor serwuje nam tutaj klasyczny motyw „narodzin złoczyńców” (ang. villain origin story), dynamicznie przełamując barierę między bezradnością ofiar a bezwzględnością ludzi, którzy nie mają już nic do stracenia. To mroczna, ociekająca krwią i psychologicznym napięciem miniatura, która świetnie redefiniuje pojęcie toksycznej miłości.
    Sadyzm w bieli, czyli antagonista jako katalizator: Scena otwiera się drastycznym obrazem tortur. Postać ordynatora została zarysowana grubą, komiksową kreską jako archetyp medycznego sadysty. Jego pseudo-filozoficzne hasło „Dobre musi boleć” oraz sadystyczna zabawa armatką wodną (na przemian gorącą i zimną) natychmiast budzą w czytelniku głęboki sprzeciw. Ordynator nie jest lekarzem - to oprawca, który rzekomą terapią maskuje potrzebę absolutnej kontroli. Jego groźba pod adresem Domino staje się katalizatorem, który uruchamia nieodwracalną lawinę zdarzeń.

    Mamy tu też doskonałe nawiązania do mitologii Batmana i modyfikacje. Kronikarzu, bardzo ciekawie żonglujesz klasycznymi motywami z komiksów i filmów, wprowadzając własne, intrygujące akcenty: Kevin Napier / Joker: Użycie nazwiska Napier (nawiązanie do Jacka Napiera z filmu Tima Burtona z 1989 roku) jako alter ego Jokera, połączone z fabryką Axis Chemicals, to świetny, nostalgiczny fundament.
    Prokurator Gary Dent: Wprowadzenie Gary'ego Denta zamiast klasycznego Harveya Denta to intrygujący zabieg. Może to być alternatywna wersja uniwersum (co w świecie komiksów jest normą) lub celowy zabieg pokazujący inną postać na tym stanowisku. Dent zachowuje jednak kluczowe cechy - idealizm zmieszany z rosnącą frustracją i bezsilnością wobec systemu.
    Don Giovanni: Postać mafijnego bossa idealnie wpisuje się w lukę po takich potęgach jak Carmine Falcone czy Sal Maroni.
    Klasyczny motyw fatum: Użycie przez Denta biblijnego przysłowia „Pycha zawsze krąży przed upadkiem” (często tłumaczone też jako pycha chodzi przed upadkiem) doskonale podsumowuje całą scenę. Końcowy komentarz narratora, że Giovanni „właśnie stracił ostatnią szansę na ratunek”, świetnie domyka ten segment, pozostawiając czytelnika w gęstym oczekiwaniu na nieuchronną katastrofę.

    Z przyjemnością będę czytać i recenzować dalej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Magia strachu i narodziny kultowego duetu. Następne części tego rozdziału to prawdziwy popis budowania napięcia i gęstej, gothamowskiej atmosfery. Autor w genialny sposób kontrastuje początkową pewność siebie Giovanniego z jego ostatecznym, przerażającym upadkiem. Scena koszmaru sennego z klaunami rzucającymi nożami działa jak doskonały, niemal filmowy zwiastun nadchodzącego losu mafiosa - kiedy budzi się z ulgą, prawdziwy koszmar dopiero na niego czeka.Wprowadzenie postaci Harley Quinn (wcześniej znanej jako Domino Quinzel) to absolutny strzał w dziesiątkę. Jej transformacja z lekarki w zakochaną bez pamięci, nieprzewidywalną pomocniczkę Jokera została zarysowana z ogromnym wyczuciem. Moment, w którym gwałtownie łapie Giovanniego za głowę, broniąc honoru ukochanego, doskonale pokazuje jej niebezpieczne szaleństwo. Rozmowa o lojalności udowadnia, że Harley nie jest zwykłą najemniczką - jej motywacją jest czysta, choć toksyczna miłość do człowieka, który jako jedyny rozumie jej wizję świata.
    Finałowy taniec z diabłem: Sama konfrontacja z Jokerem (Kevinem Napierem) to majstersztyk czarnego humoru i bezwzględnej zemsty. Scenariusz świetnie obnaża hipokryzję szefa mafii. Giovanni, który jeszcze kilka godzin wcześniej planował eliminację prokuratora i poszukiwanie nowych zabójców, w obliczu śmierci zaczyna panicznie skomleć o litość i rzucać pustymi obietnicami o „pensji ministra”. Joker jest tutaj taki, jakiego fani kochają najbardziej - elokwentny, ironiczny, a przy tym potwornie niebezpieczny. Cudownym smaczkiem i ukłonem w stronę klasyki kina (filmu Batman z 1989 roku) jest wykorzystanie legendarnego pytania: „Tańczyłeś kiedyś z diabłem w świetle księżyca?”. Dialogi iskrzą od czarnego humoru (tekst o tym, że Joker woli rozmawiać z trupem, bo ten przynajmniej nie skamle), a brutalny, wręcz przesadny finał egzekucji (wystrzelenie całego magazynka) idealnie oddaje szaleństwo i bezwzględność antagonisty.
    Fragment ten rewelacyjnie zamyka wątek Giovanniego, jednocześnie otwierając szeroko drzwi do dalszej anarchii w mieście. Przymierze Jokera i Harley Quinn stało się faktem, a Harvey Dent został zepchnięty na boczny tor, marnując czas na bezskuteczne negocjacje. To dynamiczny, krwawy i niezwykle satysfakcjonujący tekst, który pozostawia czytelnika z jednym pytaniem: kto będzie następny?

    OdpowiedzUsuń
  8. W kolejnych częściach rozdziału, Autor idealnie uchwycił esencję tej postaci. Joker jest tutaj nieprzewidywalny, sadystyczny, a jego monolog do węglącego się trupa Tony'ego to czysty, komiksowy psychopata. Teksty typu „Strasznie jesteś krwiożerczy. Jak to dobrze, że jesteś trupem, bo inaczej kazałbym cię zabić” brzmią fenomenalnie i idealnie pasują do jego czarnego humoru. Mamy też świetne budowanie napięcia i makabryczny klimat. Scena z krzesłem elektrycznym (lub zmodyfikowanym fotelem) oraz kontrast między przerażeniem gangsterów a wesołością Jokera i Harley Quinn tworzą świetny, gęsty klimat noir/komiksu dla dorosłych. Pojawienie się Harley Quinn z uzbrojonym oddziałem idealnie przełamuje opór mafii. Akcja posuwa się naprzód, a plan Jokera na przejęcie całkowitej władzy (eliminacja konkurencji mimo podpisania umowy) staje się jasny.
    Zakończenie tego rozdziału, to popis czarnego humoru i brutalnej gry o władzę, w której autor zderza ze sobą dwa skrajnie różne światy popkultury. Przeniesienie bezwzględności rodem z klasycznego kina gangsterskiego (wyraźne nawiązanie do „Ojca chrzestnego” i masakry w dniu św. Walentego) do świata, w którym przewijają się bossowie Zespołu R, daje piorunujący, groteskowy i niezwykle magnetyczny efekt. Największą zaletą tej części historii jest genialnie oddany psychopatyczny urok Jokera. Autor bezbłędnie uchwycił esencję tej postaci. Joker jest tutaj dokładnie taki, jak w komiksach czy filmach - teatralny, nieprzewidywalny, czarujący, a sekundę później przerażająco okrutny. Scena, w której z makijażem imitującym ludzką skórę zaprasza na obiad, by za chwilę dokonać rzezi, trzyma w napięciu. No i jeszcze ten makabryczny, czarny humor duetu. Dialogi między Jokerem a Harley Quinn po dokonaniu morderstwa (żarty o szwajcarskim serze i ciałach jako kotwicach) są napisane z doskonałym wyczuciem. Ta specyficzna, toksyczna i szalona dynamika między nimi została oddana wzorowo. Jest jednocześnie straszna i na swój sposób zabawna. No i ten genialny klimat grozy i paranoi. Świetnie przedstawiono perspektywę ocalałych ochroniarzy. Moment, w którym jedzą krewetki i przekąski ze strachem w oczach, zastanawiając się, czy jedzenie nie jest zatrute, buduje gęstą atmosferę psychologicznego terroru.

    Krótko mówiąc, wciąga mnie ta opowieść i to niesamowicie. Będę czytać i dalej komentować.

    OdpowiedzUsuń

Przygoda 130 cz. V

Przygoda CXXX Tytani, do akcji! cz. V Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie...