Przygoda LXXXVI
Mroczny Rycerz przybywa cz. I
Opowiadanie dedykuję Lokiemu27 oraz Arsenowi, którzy najbardziej lubią Batmana i zainspirowali mnie do stworzenia tego dzieła.
Pamiętniki Sereny:
- Muszę ci powiedzieć, że te święta są po prostu cudowne - powiedział Ash, rozsiadając się wygodnie na kanapie tuż obok mnie.
- Oczywiście, bo spędzamy je w naszym wesołym gronie - odparłam na to z uśmiechem na twarzy - Święta w samotności to nie święta.
- Właśnie - poparła mnie Maggie Ravenshop - Tak się cieszę, że mój brat dał się namówić na przyjazd tutaj.
- Długo go musieliśmy namawiać, ale w końcu wyraził zgodę - dodał John Scribbler wesołym tonem.
- Bardzo mi przykro, jeżeli was uraziłem tym długim odmawianiem, ale taki już jestem... Lepiej mi jest w mojej samotni niż w towarzystwie ludzi - odparł na to Thomas Ravenshop.
- Dobrze znam to uczucie, stary. Czasami człowiek musi spędzić czas jedynie w swoim własnym towarzystwie. Swoim i swoich własnych myśli - rzekł na to Ash ze zrozumieniem w głosie.
- Pika-pika-chu! - zapiszczał potwierdzająco Pikachu.
- Wydaje mi się jednak, że potem tym milej jest wyrwać się z tej samotności i pójść porozmawiać z przyjaciółmi – zauważyłam.
- To już zależy od człowieka - stwierdził Thomas - Nie zrozumcie mnie źle, kochani. Ja naprawdę bardzo was wszystkich lubię i szanuję. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi, jacy mogliby mi się trafić, ale musicie zrozumieć, że niestety taki już jestem. Outsider ze mnie i tyle. Taki już jestem i takiego trzeba mnie akceptować, a jeśli nie chcą, to wolna droga. Ja nikogo siłą przy sobie nie trzymam.
- Braciszku, czy ty musisz tak drastycznie podchodzić do tej sprawy? - spytała Maggie, dotykając delikatnie jego ramienia.
Thomas spojrzał na nią uważnie, westchnął głęboko i powiedział:
- Masz rację, siostrzyczko... Może jestem zbyt radykalny w swoich ocenach, ale przynajmniej jestem szczery wobec innych.
- Szczerość jest bardzo pożyteczną cechą, jednak nie należy z nią przesadzać - powiedział John Scribbler.
- A tutaj się z tobą nie zgadzam, przyjacielu - odparł Ravenshop - Nie mogę przyznać ci rację, ponieważ dla mnie szczerość jest najważniejszą i podstawową cechą każdej relacji międzyludzkiej.
- We wszystkim trzeba odnaleźć umiar, a już chyba zwłaszcza w szczerości - zauważyła jego siostra - Nie można przesadzać w mówieniu prawdy ludziom.
- Człowiek, który jest fair wobec innych, nie ma powodu, aby się bać prawdy - zauważył jej brat.
- Słuchajcie, może lepiej zmieńmy temat? - zaproponowałam - Święta tego roku są naprawdę bardzo przyjemne i wcale nie tak chłodne, jak to przepowiadano.
- Przepowiednie rzadko się spełniają - stwierdził Thomas.
- Nie powiedziałbym - odparł Ash - Jeżeli chodzi o mnie, to muszę wam się przyznać, że miałem kilka razy okazję się przekonać, że przepowiednie niekiedy się sprawdzają i to w stu procentach.
Ravenshop parsknął śmiechem. Widać nie do końca wierzył w jego słowa.
- Może mi jeszcze powiesz, że widziałeś Świętego Mikołaja?
- A i owszem. Widziałem go.
Thomas popatrzył uważnie na mojego chłopaka, jakby ten robił sobie z niego żarty. Potem jednak się zorientował, że Ash jest niezwykle poważny.
- Nie no... Ty tak na serio?
- Mówię poważnie. Naprawdę go widziałem.
Spojrzałem wówczas na mojego ukochanego bardzo zaintrygowana.
- Poważnie? Nic mi nigdy o tym nie mówiłeś.
- Bo nie było nigdy okazji - odpowiedział Ash, uśmiechając się do mnie - Tak czy siak naprawdę go poznałem i to podczas mojej pierwszej podróży po świecie. Brock i Misty mogą to potwierdzić.
- I naprawdę ma on fabrykę zabawek? - spytał John Scribbler.
- Ma, ale nie prowadzą mu jej elfy, ale Jynxy - odparł mój luby.
- Poważnie?
- Mówię zupełnie poważnie. Ale Święty Mikołaj wspominał nam o tym, że to była tylko jedna z jego fabryk, a ma on ich kilka, więc cóż... Może jedną z nich prowadzą elfy, kto wie?
- Ciekawe... To naprawdę ciekawe - rzekł Scribbler wyraźnie zaintrygowany - Naprawdę interesujące. A jakie Pokemony ciągną jego sanie?
- Zaprzęgu nie widzieliśmy, ale być może to są renifery, jak w każdym filmie. Tak czy siak rozwozi prezenty, a przynajmniej je produkuje.
- A propos prezentów, mam tutaj dla was nowy prezent - odezwała się nagle Maggie Ravenshop i wyjęła z plecaka plik kartek spiętych ze sobą w jeden plik - Proszę... Poczytajcie sobie.
- Co to? Nowe opowiadanie? - spytałam, biorąc od niej jej dzieło.
- Oczywiście.
- Maggie je pisze wręcz hurtowo - zaśmiał się wesoło Scribbler - Ale tak czy siak poczytajcie je sobie. Powinno się wam spodobać.
- Poprzednie było super, chociaż nie rozumiem, czemu ja właśnie grałem tam rolę Scrooge’a - zachichotał Ash.
- W sumie, to ja sama nie wiem, dlaczego właśnie ciebie do tej roli wybrałam - odparła Maggie - Po prostu uznałam, że doskonale nadajesz się do odegrania tej postaci, ale nie pytaj mnie o przyczyny takiej decyzji, bo sama jej nie znam.
- I moim zdaniem doskonale ci to wyszło - stwierdziłam - A jaką teraz rolę wyznaczyłaś mojemu chłopakowi?
Spojrzałam na kartki i zawołałam:
- O! No proszę! „Mroczny Rycerz przybywa“. Ciekawe... A więc tym razem historyjka o Batmanie?
- Clemontowi się to na pewno spodoba - powiedział mój chłopak - On jako dziecko po prostu kochał komiksy o Batmanie.
- Musimy więc dać mu je do przeczytania, kiedy już sami się zapoznamy z tą lekturą - stwierdziłam wesoło.
- Ja to zrobię z wielką przyjemnością - rzekł Ash - A więc do lektury!
- Właśnie! Im szybciej to przeczytacie, tym szybciej ocenicie - Maggie wręcz nie mogła się doczekać poznania naszej oceny.
Z tego też powodu nie kazaliśmy jej długo czekać. Razem z Ashem i Pikachu poszliśmy do osobnego pokoju, gdzie padliśmy wygodnie na nasze łóżko, a zaraz potem pogrążyliśmy się w lekturze.
***
Opowiadanie Maggie Ravenshop:
Czarnowłosy chłopiec o jasno-brązowych oczach, ubrany w czerwono-żółtą koszulkę i niebieskie spodenki szedł powoli z latarką w dłoni, oświetlając nią w niewielki sposób ciemności panujące w jaskini.
- Spokojnie, Sereno... Wszystko będzie dobrze - rzekł uspokajającym tonem do dziewczynki, która szła obok niego.
Była to urocza istotka o jasno-niebieskich oczach i włosach barwy dojrzałego miodu, ubrana w różową sukienkę, różowe buciki oraz słomkowy kapelusz. Stała ona tuż za Ashem i trzymała go mocno za ramiona, rozglądając się ze strachem dookoła siebie, jakby spodziewała się, że z każdego rogu nagle wyskoczy na nią jakieś niebezpieczeństwo.
- Tu jest strasznie, Ash - jęknęła dziewczynka - Boję się.
- Spokojnie, Sereno - odpowiedział jej z czułym uśmiechem na twarzy przyjaciel - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Wyjdziemy z tego.
Dzieciaki włóczyły się po okolicy i zwiedzały ją sobie do czasy, kiedy nagle ziemia zapadła im się spod stopami. Nie wiedzieli bowiem o tym, że trafili oni na tereny starej kopalni, do której teraz wpadli. Na całe szczęście, mały Ash miał przy sobie latarkę i z jej pomocą powoli zaczął szukać wyjścia.
- Ja się boję, Ash... - jęknęła dziewczynka.
- Spokojnie, Serenko. Spokojnie - chłopiec próbował jakoś pocieszyć swoją małą przyjaciółkę - Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Nie musisz się niczego obawiać.
Nagle coś zaszeleściło tuż za nimi.
- No chyba, że tego! - dodał zaniepokojony.
- Co to było?! - pisnęła przerażona dziewczynka.
Ash szybko się odwrócił i zobaczył, że w ich stronę leci właśnie całe stado Pokemonów nietoperzy.
- AAAAAIIII! - pisnęła przerażona Serena, schylając mocno głowę.
- Spokojnie, Sereno! - zawołał jej przyjaciel, osłaniając ją - To są tylko Zubaty i Noibaty. One nas nie skrzywdzą.
Rzeczywiście, nietoperze przeleciały nad nimi, nie robiąc im przy tym żadnej krzywdy. Pomimo tego, dziewczynka zasłoniła sobie głowę dłońmi, zaś chłopiec osłonił ją najmocniej, jak to było możliwe. W końcu nietoperze przeleciały, a oni byli już bezpieczni.
- Spokojnie, Sereno... To tylko nietoperze - rzekł Ash spokojnym tonem - To tylko nietoperze.
- Tak się bałam... - pisnęła Serena i jeszcze mocniej wtuliła się ona w swojego wybawcę.
Ten zaś spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem na twarzy i pogłaskał powoli palcem jej policzek.
- Będzie dobrze, zobaczysz. Będzie dobrze. Znajdziemy stąd wyjście, Sereno.
- Ale którędy mamy iść? - spytała dziewczynka.
Ash rozejrzał się dookoła i pomyślał przez chwilę.
- Nietoperze wylatują z jaskiń na łowy. Musi się już robić ciemno albo już jest ciemno. Idźmy za nimi... One nas stąd wyprowadzą.
Następnie złapał dziewczynkę za rękę i oboje pognali w kierunku, w którym zniknęły Zubaty i Noibaty. Trwało to dobre kilkanaście minut, zanim zgodnie z przewidywaniami Asha, znaleźli się przed wejściem do kopalni.
- Jesteśmy, Sereno! Udało nam się! - zawołał radośnie chłopiec.
- Tak, Ash! Udało się nam! - pisnęła wesoło Serena.
Następnie objęła mocno chłopca za szyję i zaczęła zachłannie całować go po całej twarzy.
- Jesteś dla mnie taki dobry, taki kochany, Ash! - wołała, ściskając go czule i bardzo mocno.
- A dla kogo mam być dobry i kochany? - zaśmiał się Ash - W końcu jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
- Właśnie... Jesteśmy przyjaciółmi. I zawsze nimi będziemy, prawda, Ash?
- Prawda, Sereno.
- To dobrze…
Chłopiec rozejrzał się dookoła i powiedział:
- Słońce zaszło. Za niedługo będzie całkowicie ciemno. Powinniśmy już iść.
- Masz rację - pokiwała głową dziewuszka - Chodźmy już.
Następnie wzięła ona przyjaciela za rękę i radośnie poszła z nim przed siebie.
- Nie boisz się nietoperzy? - spytała Serena, kiedy już szli w kierunku domu Asha.
- Nie, nie boję się - odparł chłopiec - Znaczy, kiedyś się ich bałem, ale teraz... One są bardzo ładne... I takie odważne…
- Odważne?
- Tak... Bo żyją nocą... Mama mi opowiadała, że mama Zubat czy też mama Noibat umieją bronić odważnie swoich dzieci... Tak, jak ludzie.
- Naprawdę?
- Tak... One w sumie atakują tylko wtedy, gdy bronią rodziny i swego domu.
- Ciekawe…
- Bardzo ciekawe, Sereno. I dlatego ja się nie boję nietoperzy, bo one nie chcą mnie skrzywdzić, a nie chcą tego zrobić, bo ja nie chcę ich skrzywdzić. Ale kiedyś się ich bałem.
- Naprawdę?
- Tak, ale potem mama mi wyjaśniła, że niepotrzebnie się ich boję, bo one są bardzo dobre i jeśli atakują, to bronią bliskich.
- Tak, jak ty bronisz mnie.
- Właśnie, Sereno. Dokładnie tak samo - odpowiedział wesoło Ash, obejmując mocno dziewczynkę.
***
Kilkanaście lat później w mieście Gotham, w jednej z najbardziej ponurych i przerażających zarazem uliczek, które uczciwi obywatele omijają zwykle szerokim łukiem, gdy wieczór już powoli zaczął przemieniać się w noc, pojawił się pewien mężczyzna w prochowcu. Był to człowiek postawny, mający dwa metry wzrostu, złote włosy i delikatny zarost na twarzy. Jego miedziane oczy błyszczały groźnie w jasnym blasku księżyca. Wyjął on papierosa i zapalił go, rozglądając się uważnie dookoła siebie.
- No proszę... Psinka przyszła po swoją karmę i jak zwykle, jest punktualna - usłyszał nagle dobrze sobie znany głos.
Człowiek w prochowcu obejrzał się szybko za siebie i zauważył wówczas, że podchodzi do niego jakiś mężczyznę po trzydziestce, lekko otyły, o jasnych oczach i brązowych włosach. Miał on czarne ubranie i kapelusz tego samego koloru.
- Witaj, Surge - powiedział mężczyzna.
- Witaj, Kevin - rzekł z pogardą w głosie człowiek nazwany Surgem.
Jego rozmówca wyjął nagle z kieszeni płaszcza pękatą kopertę i rzucił mu ją, a Surge zwinnym ruchem rąk złapał ją w obie dłonie.
- Przyniosłem ci coś na ząb, psinko - rzekł nie bez złośliwości Kevin.
- Krzycz jeszcze głośniej. Może wszyscy cię usłyszą - warknął na niego Surge gniewnym tonem.
- Coś taki nerwowy, poruczniku?
- Sam powinieneś być nerwowy, Napier. Wasza sytuacja wcale nie rysuje się najlepiej, zwłaszcza ostatnio.
- Wiem o tym. Ten nowy prokurator generalny, Gary Dent... Bardzo mi się nie podoba. Podobno kumpluje się z tym waszym nowym gliniarzem... Jak mu tam? Gordonem?
- Tak, porucznik Clemont Gordon... Obaj chodzili do jednej szkoły i kumplują się od dawna. Są jak dwa wrzody na siedzeniu, ale spokojnie. Ci dwaj to już mój problem. Ja się nimi zajmę.
Kevin Napier popatrzył na niego w sposób co najmniej szyderczy.
- Twój problem jest naszym problemem. Zwłaszcza wtedy, jeśli go nie umiesz należycie rozwiązać.
- Słuchaj no, koleś... - warknął na niego porucznik Surge - Odpowiadam tylko przed Giovannim, nie przed tobą! Nie zamierzam ci się z niczego tłumaczyć!
- Poważnie? Surge... Pomyśl lepiej o przyszłości, dobra?
- O jakiej przyszłości? Może o takiej, w której ty przejmiesz władzę nad tym miastem? - prychnął pogardliwie porucznik - Nie myśl nawet o tym. Ty jesteś na to zbyt mały, a Giovanni zbyt potężny. A poza tym, ty nie masz przyszłości, Kevin. Jesteś zwykłym świrem i twój szef doskonale o tym wie.
- Nie pyskuj się, Surge - warknął na niego rozzłoszczony Napier, łapiąc go za poły płaszcza - Nie wiesz, że nie gryzie się ręki, która cię karmi?
Chwilę później popchnął go on prosto na najbliższą ścianę. Surge z wrażenia aż wypuścił cygaro z ust. Szybko jednak odzyskał animusz i złapał za rewolwer, ale wtedy zewsząd wyskoczyli ludzie Napiera z bronią w ręku, którą natychmiast wymierzyli w porucznika.
- Lepiej się zastanów - rzekł Kevin - Nie zdążysz pociągnąć za spust, zanim oni zrobią z ciebie miazgę. I nikt nie będzie po tobie płakał. Jesteś tylko brudnym gliną... Zwykłym śmieciem, którego utrzymujemy z własnej kieszeni, aby robił to, co mu każemy. Nie lubię, wiesz o tym, ale toleruję, bo Giovanni tego sobie życzy. Ale jeśli zaczniesz mi bruździć, to nagle to miasto może się okazać, że to miasto się zrobiło za małe dla nas dwóch.
Surge zrozumiał, że nie ma szans z tyloma przeciwnikami i schował broń do kieszeni, na co jego rozmówca zareagował szerokim uśmiechem.
- Widzisz? - powiedział złośliwie - Stać cię na rozsądną decyzję.
Porucznik popatrzył groźnie na Napiera i wysyczał przez zęby:
- Kiedyś się doigrasz, kanalio.
- Być może - odparł na to Kevin - Ale póki co, to zmiataj stąd i lepiej załatw tę sprawę z tymi wrzodami jak należy, bo zamiast cię karmić, po prostu cię uśpimy, piesku. Rozumiesz?
Po tych słowach, Kevin Napier powoli odszedł w swoją stronę, a za nim udali się jego ludzie.
***
W siedzibie Giovanniego, największego gangstera w mieście Gotham, trwała właśnie narada. Nikczemny mafioso oraz szefowie pomniejszych gangów, którzy chcieli wchodzić z nim w układy, rozmawiali wspólnie na temat tego, co ostatnio się dzieje w tej okolicy. Szefowie gangów nie ukrywali, że bardzo chętnie wejdą w układy z Giovannim i przyjmą jego propozycję całkowitej współpracy, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy pozbędzie się on zagrożenia ze strony Gary’ego Denta oraz Clemonta Gordona. Pierwszy z nich, jako nowy prokurator zapowiedział wszakże jasno, iż zamierza bezwzględnie zwalczać wszelką przestępczość, a już zwłaszcza tę zorganizowaną. Z kolei drugi z nich, będący nowym zastępcą szefa policji był jednym z tych nieprzekupnych, których nie można pozyskać ani pieniędzmi, ani też strachem. Dodatkowo obaj byli przyjaciółmi z dawnych lat i ich współpraca w celu wyplenienia przestępczości z Gotham wydawała się być jak najbardziej realna i jeżeli wziąć pod uwagę ich nieposzlakowaną opinię, zapowiadała nadejście dla tych wszystkich, którzy zajmują się nielegalną działalnością, bardzo ciężkie czasy.
- Ci dwaj ludzie są nam solą w oku - rzekł jeden z szefów gangów z Gotham - Musimy się ich pozbyć, a szczególnie tego prokuratora.
- Po co? - spytał Giovanni.
Mężczyzna siedział w fotelu i głaskał powoli swojego Persiana, patrząc przy tym uważnie na swoich rozmówców, którzy musieli przyznać, iż szef półświatka przestępczego miasta Gotham budzi respekt już samym swoim wyglądem. Był on w końcu wysoki, miał czarne włosy i oczy podobnej barwy oraz pomarańczowy garnitur i brązowe buty. Jego wygląd oraz sposób zachowywania się wskazywały aż nadto wyraźnie, że jest człowiekiem nie tylko bystrym, ale też dystyngowanym i pozbawionym wszelkich obaw, co do swojego istnienia na rynku przestępczym.
- Jeśli zabijemy jednego prokuratora, przyjdą kolejni i może jeszcze gorsi niż ten - uśmiechnął się do nich wesoło Giovanni - Musimy więc podejść do niego w sposób profesjonalny. On chce mieć kogoś na pożarcie, natomiast ja pragnę mieć święty spokój. Możemy przecież połączył jedno z drugim.
- Niby w jaki sposób? - spytał kolejny gangster.
- Spokojnie... - uśmiechnął się do niego Giovanni, nadal głaszcząc swojego Persiana - To już moje zmartwienie, jak ja to załatwię. Wy nie musicie się niczego obawiać.
- Powiedzieliśmy panu wyraźnie... Nie podpiszemy ugody i nie rozpoczniemy z panem współpracy, dopóki ten drań Dent wciąż węszy wokół pana - rzekł kolejny bandzior.
- Zrozumiałem - odrzekł na to mafioso - I możecie być panowie pewni tego, że spełnię panów oczekiwania i wkrótce już podpiszemy umowę, a wówczas, gdy to się stanie, nasza współpraca zatrzęsie całym miastem. A póki co, uważam naszą konferencję za zakończoną. Dziękuję panom za przybycie. Już niedługo przekażę wam radosną nowinę o kolejnym spotkaniu oraz o tym, że ten żałosny gryzipiórek Dent nie będzie nam więcej przeszkadzał, bo zajmie się czymś innym. Podobnie jak jego serdeczny kolega z policji.
Wraz z tymi słowami, konferencja została zakończona i wszyscy gangsterzy zaczęli kolejno wychodzić z sali. Giovanni wyszedł jako ostatni i od razu poszedł do swojego gabinetu, w którym siedział właśnie jego zastępca oraz prawa ręka, Kevin Napier, bawiący się wesoło talią kart.
- I co powiedzieli? - spytał swego szefa, gdy tylko go zobaczył.
- To żałosne przygłupy - odpowiedział mu Giovanni, siadając w fotelu i dalej głaszcząc swego Persiana - Żadni z nich wizjonerzy. Żaden z nich nie umie patrzeć w przyszłość. Ale i oni nam się jeszcze przydadzą.
- Słusznie, szefie. A w każdym razie ich ludzie oraz ich pieniądze - zaśmiał się złośliwie Napier.
- Tak, to prawda... Niestety, mamy większy problem niż brak zdecydowania tych durni.
- Wiem. Tym problemem jest Gary Dent, a także ten jego kumpel ze studiów, porucznik Clemont Gordon. Ale spokojnie, zajmę się nimi.
- To zbyteczne... Jak już mówiłem tym prymitywom, zabicie tych gości tylko nasili niechęć wobec nas i pokaże opinii publicznej, że jest coś na rzeczy w tych wszystkich oskarżeniach, które wobec nas są kierowane.
- Więc co robimy?
Giovanni westchnął głęboko udając, iż się zastanawia.
- Nie wiem... Ten drań Dent dzisiaj ogłosił wszem i wobec, że zamierza się wziąć porządnie za sprawdzanie miejsc podejrzanych o przynależność do naszej organizacji. Boję się, że może on nas powiązać z chemikaliami firmy Axis.
- Najlepszym wyjściem byłoby zniszczenie wszelkich dowodów - powiedział Napier, dalej bawiąc się kartami.
- Dobry pomysł, ale jak to zrobić?
- Wyślij tam kogoś. Niech upozoruje włamanie i zniszczy wszelkie dowody twojej działalności, a potem powiemy, że to wina jakiegoś szpiega przemysłowego.
Giovanni radośnie klasnął w dłonie, gdy to usłyszał.
- Jesteś po prostu wielki, Kevin! To jest doskonały pomysł! I dlatego właśnie to ty poprowadzisz akcję w fabryce Axis.
- Ja? - zdziwił się Napier.
W dłoni mężczyzny właśnie znajdowała się jego ulubiona karta, czyli Joker, symbol żartów i kawałów.
- Chyba nie mówisz poważnie - powiedział Kevin.
- Mówię najzupełniej poważnie, przyjacielu - uśmiechnął się podle Giovanni, odkładając Persiana na biurko i podchodząc do swojego zastępcy, który z szacunku do niego wstał ze swego miejsca - To może zrobić tylko zaufana osoba, a nie mam nikogo bardziej zaufanego od ciebie, mojego numeru 1.
- Może jednak ktoś inny to zrobi? Tam są trujące opary.
- Chyba taki drobiazg nie przeszkodzi komuś tak genialnemu jak ty, prawda?
Napier uśmiechnął się dowcipnie.
- Masz rację. Nie przeszkodzi mi. Kiedy mam tam iść?
- Najlepiej od razu. Im szybciej zadziałamy, tym lepiej.
Kevin Napier popatrzył uważnie na swojego szefa, jakby próbował odnaleźć w jego oczach jakiś podstęp. Ponieważ go nie odnalazł, powoli nałożył kapelusz na głowę i zapytał:
- Niech tak będzie. Idę. Ilu mam wziąć ludzi?
- Ilu zechcesz, byle niezbyt wielu. Nie możemy rzucać się w oczy.
Napier już ruszył ku wyjściu gdy Giovanni go zatrzymał.
- Zaczekaj... Nie zapomnij zabrać swojej szczęśliwej talii kart.
Bandyta uśmiechnął się złośliwie i wziął ją od szefa, po czym schował ją do kieszeni i wyszedł z gabinetu.
- Żałosny pokurcz - powiedział Giovanni do Persiana - Myśli, że nie wiem o tym, iż zamierza mnie obalić i przejąć po mnie władzę w tym mieście? Zresztą, wcale mu się nie dziwię. Na jego miejscu również bym to planował. Ale na swoje nieszczęście Kevin nie jest na moim miejscu, ale na swoim własnym. A wiesz, co to oznacza, prawda, kotku?
- Miau! - zamiauczał ponuro Persian.
- Tak też myślałem - zaśmiał się podle Giovanni.
Następnie usiadł przy biurku i sięgnął po telefon, bardzo z siebie zadowolony. Zaraz potem wybrał numer, mrucząc przy tym:
- Och, biedny Kevinie... Obawiam się, że szczęście właśnie cię opuściło i to już na zawsze.
Chwilę później usłyszał w słuchawce głos.
- Policja, w czym mogę pomóc?
- Proszę z porucznikiem Surgem.
***
W gabinecie prokuratora generalnego Gotham City, Gary’ego Denta siedział właśnie on sam, a także jego przyjaciel z dawnych lat, porucznik Clemont Gordon. Ten drugi był wysokim, młodym mężczyzną o blond włosach. Posiadał niebieskie oczy i poważny nos, na którym były mocno osadzone okulary. Sprawiał wrażenie raczej niepozornego chucherka w przeciwieństwie do swojego rozmówcy, którym był wysoki i młody mężczyzna o brązowych włosach i oczach tej samej barwy, którymi potrafił patrzeć na rozmówcę niezwykle męskim spojrzeniem.
- Wiesz, Clemont, że zamontowałem podsłuch w telefonie Surge’a, prawda? - spytał Dent.
- Tak, jak najbardziej - odpowiedział mu Gordon - Podejrzewasz, że ten koleś siedzi w kieszeni Giovanniego.
- Ja tego nie podejrzewam, przyjacielu... Ja to wiem - odpowiedział mu Dent stanowczym tonem - Ale niestety... Brakuje mi na to jakichkolwiek dowodów.
- Dlatego zamontowałeś mu w telefonie podsłuch?
- Dokładnie tak... Ale obawiam się, że drań jest za cwany na to, aby się dać złapać na taką tanią sztuczkę. Posłuchaj tylko, jak brzmi rozmowa, którą nagrałem chwilę temu, zanim tu przyszedłeś.
To mówiąc, wskazał ręką na laptopa, którego miał na biurku.
- Jak dobrze wiesz, ludzie odpowiedzialni za podsłuch na bieżąco nagrywają każdą rozmowę i potem wysyłają ją do mnie na maila. Posłuchaj zatem, co właśnie dla mnie nagrali.
Nacisnął kilka przycisków i z laptopa poleciało nagranie.
- Tak, słucham? Kto mówi?
- Mówi pewien życzliwy obywatel.
- To głos Giovanniego! - zawołał Gordon.
- Tak, ale niestety dość zmieniony. W sądzie nie będzie to żadnym dowodem przeciwko niemu - odparł Gary Dent i pokazał palcem na usta, żeby policjant nie przeszkadzał.
- W czym mogę panu pomóc? - odezwał się na nagraniu głos Surge’a.
- W fabryce Axis, tak za jakąś godzinę dojdzie do napadu - ponownie odezwał się głos Giovanniego - Będzie brał w nim udział sam Kevin Napier. To jest bardzo groźny przestępca, a ja, jako uczciwy obywatel zapewne nie muszę panu mówić, panie poruczniku, że tego łotra należy złapać, prawda?
- Oczywiście, proszę pana. Ale czy jest pan pewien tych informacji?
- Jak najbardziej - rzekł Giovanni - Uważam więc, że powinien pan wiedzieć, że ma pan okazję schwytać tego łotra.
- Dobrze pan uważa... Zaraz się tym zajmę.
- Doskonale... Proszę jednak bardzo uważać... On i jego ludzie na pewno będą uzbrojeni i będą mieli przy sobie groźne Pokemony.
- My też je będziemy mieć.
- To dobrze... Mam nadzieję, że panu pomogłem, poruczniku.
- Jak najbardziej mi pan pomógł.
- I proszę uważać na Napiera. Szkoda by było, gdyby tak przypadkiem zginął on podczas akcji. Wtedy przecież nie mógłby już wszystkiego, co wie powiedzieć w sądzie, nieprawdaż?
- Tak... Zdecydowanie to byłby kłopot. Dziękuję panu za te informacje i życzę miłego wieczoru.
Rozmowa się zakończyła.
- No i co o tym powiesz? - zapytał Dent Gordona.
- A to podła gadzina! - zawołał wściekle Clemont - Ten drań chce wykończyć Napiera i to rękami Surge’a!
- Właśnie tak - zgodził się z nim Gary - Jeśli to zrobi, to wtedy Kevin Napier nie stanie przed sądem i nie będzie mógł zeznawać przeciwko niemu, a o to temu łajdakowi chodzi. Założę się, że drań chce rzucić nam go na żer. Chce, żeby zginął podczas próby ucieczki i cała wina za matactwa z chemikaliami Axis spadła tylko na niego, pozostawiając Giovanniego z nieskazitelną opinią.
- Musimy go powstrzymać! To nagranie jest dowodem w sprawie!
- Mylisz się, przyjacielu. To nagranie nie dowodzi niczego.
- Jak to?! Przecież Giovanni wyraźnie w nim sugeruje, że porucznik Surge ma zabić Napiera! A Surge to zrobi, bo od dawna siedzi w kieszeni Giovanniego, za co już dawno byśmy go posadzili, gdybyśmy umieli to udowodnić.
- No właśnie, przyjacielu. A my dowodów wciąż nie mamy?
- A to nagranie? Giovanni mówi w nim jasno, że oczekuje od Surge’a zabicia Napiera podczas akcji.
- To my wiemy, ale obawiam się, że sądu to nie przekona. Przecież ten drań nie mówi wprost, że Surge ma zabić Napiera, prawda?
- No nie...
- Właśnie... W ten sposób go nie złapiemy. Musimy inaczej podejść do całej sprawy.
- Rozumiem... Mam jechać do tej fabryki?
- Tak i to szybko, zanim ten łajdak Surge wszystko zepsuje!
Clemont Gordon wstał szybko z krzesła i założył na siebie płaszcz i kapelusz.
- Możesz na mnie liczyć! Już tam jadę!
Obaj panowie nie wiedzieli jednak, że całą ich rozmowę usłyszał ktoś, kogo o to nie podejrzeli. Ktoś, kto bynajmniej nie należał do żadnej grupy przestępczej, a za cel obrał sobie zniszczenie owych grup. Tak samo jak prokurator Dent założył u Giovanniego podsłuch, tak oto ten tajemniczy osobnik założył kiedyś w gabinecie prokuratora swój własny podsłuch, aby wiedzieć coś niecoś na temat policyjnych akcji. Nie miał jednak bynajmniej złych zamiarów, a jego cele były jak najbardziej szlachetne. A o akcjach policyjnych chciał wiedzieć, ponieważ zamierzał wspierać je na każdy możliwy dla siebie sposób. A nie tak dawno odkrył wreszcie, jak ma to zrobić i dlatego czuł, że musi wreszcie swoje plany wprowadzić w czym i zacząć pomagać miejscowej policji.
- Spokojnie, panowie - powiedział do siebie w myślach - Nie musicie walczyć sami ze złem w tym mieście.
***
Przed fabryką Axis stał właśnie spory oddział policjantów, którymi dowodził porucznik Surge’a. Ubrany był on w zwykłe, cywilne ubranie oraz w prochowiec i szary kapelusz.
- Przyjrzyjcie mu się bardzo uważnie, chłopcy - powiedział do swoich ludzi, pokazując im zdjęcia Kevina Napiera.
Ci wpatrywali się w nie bardzo uważnie.
- Zapamiętajcie go sobie i strzelajcie tak, żeby zabić. Rozumiemy się?
- Tak jest, panie poruczniku - powiedział jeden z nich.
- Doskonale... A więc idziemy!
Następnie weszli do fabryki, w której to ludzie Napiera właśnie buszowali w najlepsze. Oglądali bardzo dokładnie wszystkie szuflady i szafki, ale ich głównym celem był ogromny sejf stojący w gabinecie dyrektora. Kevin patrzył na nich ze spokojem i delikatnym uśmiechem na twarzy, nie spodziewając się jeszcze tego, co zaraz miało nastąpić.
- Dobra, Kevin! Ustąpiło! - zawołał Jacob, zaufany człowiek Napiera i jego dawny kumpel spod celi.
Ich ludzie właśnie rozpruli sejf palnikiem, a potem otworzyli go, ale ku ich ogromnemu zdumieniu niczego tam nie było. Żadnych papierów, akt ani nic z tych rzeczy, tylko kilka opróżnionych teczek.
- Szefie! Ta puszka jest pusta! - zawołał jeden z pomagierów.
- Co tu się dzieje?! - dodał drugi.
Po raz pierwszy tej nocy, Napier zaczął poważnie się niepokoić.
- Ktoś nas wsypał, chłopcy... Uważajcie... Wychodzimy stąd, ale ostrożnie.
Chwilę później wyszli z gabinetu i skierowali się ku wyjściu, ale tam czekał już na nich oddział policji ze swymi Pokemonami.
- Stać, policja! - krzyknął Surge.
Napier złapał za broń i strzelił w jego kierunku, ale chybił, po czym zaczął szybko uciekać. Jego ludzie z Jacobem na czele otworzyli ogień do policjantów i wypuścili z pokeballi swoje Pokemony, które natychmiast rzuciły się na stworki stróżów prawa, przez co doszło do walki i ostrej wymiany ognia.
- Surge... Ta parszywa gnida - powiedział sam do siebie Napier, uciekając po terenie fabryki - Przyszedł mnie zabić... Założę się, że Giovanni go tutaj przysłał. Już ja im obu pokażę! Niech no tylko dorwę ich w swoje ręce!
Jego myśli chwilę później skupiły się jednak na czymś zupełnie innym niż zemsta, bo zauważył, że wszędzie po fabryce kręcili się policjanci i wyjście z tego miejsca było bardzo trudne, jeżeli nie niemożliwe, lecz Kevin Napier nie z takich pułapek wychodził już obronną ręką, więc i z tej się wydostanie.
- Szukać mi go, chłopcy! Szukać go! - krzyczał porucznik Surge na swoich ludzi, zachęcając ich do działania.
Nagle główne wejście do fabryki się otworzyło i wparował przez nie nowy oddział policjantów, dowodzonych przez porucznika Gordona.
- Chryste, człowieku! A co ty tutaj robisz? Wszystko mi popsujesz! - zawołał rozjuszony Surge.
- Zamknij się, Surge! - warknął na niego Clemont Gordon, podchodząc bliżej - Przejmuję dowodzenie nad akcją!
- Nie masz prawa!
- Mam wszelkie prawa, a ty lepiej się módl, żeby po tym wszystkim nie trafić do paki, bo już ja się o to postaram, abyś stracił za to odznakę, ty skorumpowany łajdaku!
Następnie złapał za wielką tubę, którą miał w ręku i krzyknął:
- Słuchajcie mnie teraz uważnie! Mówi porucznik Gordon! Weźcie żywcem Napiera! Ostrzegam was wszystkich, że kto strzeli do Kevina Napiera, ten odpowie przede mną! Rozumiemy się?! Możecie go ewentualnie lekko zranić, ale nie wolno wam go zabić! Chcę go żywego!
Surge zaklął pod nosem. Wiedział doskonale, że żywy Napier, to tylko same problemy i nie tylko dla niego, ale też i dla Giovanniego. Nie mógł więc pozwolić na to, aby ten łajdak opuścił budynek, chyba że jako trup. Skoro jednak jego ludzie mieli rozkaz nie zabijać Napiera, to on sam to zrobi. Korzystając zatem z tego, że nikt na niego nie patrzy, szybko ruszył w pościg za Kevinem.
Tymczasem Napier i kilku jego ludzi, którzy jakoś wyrwali się z policyjnego ostrzału, próbowali wymknąć się z fabryki. Nagle jednak stało się coś, czego nikt z nich nie spodziewał. Przed jednym z bandytów wyrósł bardzo wysoki człowiek w czarnym stroju, będącym czymś w rodzaju zbroi. Z ramion zwisała mu dość długa peleryna, a na głowie miał jakiś dziwaczny hełm z odstającymi uszami, a także sporym otworem na usta i dwoma mniejszymi na oczy. Wyglądał jak skrzyżowanie człowieka z nietoperzem.
- Kim jesteś?! - krzyknął bandyta.
- Sprawiedliwością - powiedział nieznajomy.
Bandyta strzelił do niego, ale ten uchylił się i wykonał bardzo zwinny ruch, po którym ściął go w nogach i powalił na ziemię. Następnie skoczył na niego i związał mu ręce. Chwilę później, bardzo z siebie zadowolony, ruszył w kierunku następnego bandyty, który też próbował przed nim uciec, a następnie znokautował go kilkoma ciosami pięści. To samo zrobił z dwoma kolejnymi bandytami.
Następnych przestępców, którzy wyrwali się policji, zaatakowało nagle jakieś dziwne, małe stworzenie ubrane na czarno. Miało ono taki sam strój, co tajemniczy napastnik, lecz wyglądało na Pokemona. Atakowało zwinnie i szybko, zadając raz za razem ciosy długim ogonem, którym to wręcz ścinało przestępców z nóg.
Porucznik Gordon zauważył to stworzenie i jęknął:
- Co to jest, na Boga?!
Szybko jednak przestał się tym przejmować, gdy zauważył biegnącego gdzieś Surge’a. Biegł on dokładnie w tę samą stronę, co przedtem Napier. Gordon szybko domyślił się, co łajdak chce zrobić, dlatego szybko pognał za nim, aby mu w tym przeszkodzić.
Tymczasem Kevin Napier próbował uciec z fabryki, ale ciągle na jego drodze stawali policjanci. Strzelił do kilku z nich, żadnego z nich jednak nie trafiając, po czym zmienił szybko kierunek swojej ucieczki, gdy nagle zauważył, że przed nim stoi tajemniczy nieznajomy cały ubrany na czarno. Jego strój przypominał coś na kształt stroju nietoperza. Osobnik ten wyskoczył tuż przed Napierem i złapał go za kołnierz, po czym podniósł w górę.
- O Jezu! - wrzasnął przerażony Kevin.
Rzadko kiedy coś mogło przerazić tego nędznika.
- Hej, ty! Nietoperz! - usłyszeli nagle obaj jakiś głos dobiegający ich z niższej części hali.
Spojrzeli obaj w dół i zauważyli porucznika Gordona, do którego to właśnie mierzył z pistoletu długowłosy i cały ubrany na szaro mężczyzna, wyglądający jak jakiś podstarzały hipis.
- Puść go, bo zabiję Gordona! - krzyknął bandyta.
Niedaleko stał porucznik Surge, który jednak nie zamierzał ratować swojego kolegi. Nieznajomy ubrany na czarno doskonale wiedział, co to oznacza: ten drań musiał być w zmowie z bandytami i dlatego nie robił nic, żeby im przeszkodzić. Wiedział więc, że jeśli nie puści Napiera, to wtedy porucznik Gordon zginie, a tego przecież nie chciał, dlatego też postawił on przestępcę na podłodze.
Napier uśmiechnął się do niego ironicznie.
- Fajny kostium - powiedział - Mamusia ci go uszyła?
Następnie złapał za broń, którą chwilę wcześniej upuścił i wymierzał ją w człowieka nietoperza, jednak ten zniknął mu z oczu.
- Jacob, a gdzie ten dziwoląg?! - zawołał.
- Nieważne! Wiejemy stąd! - krzyknął hipis, powoli się wycofując, jednak nie przestając przy tym mierzyć w Gordona - Kevin, pryskamy!
Surge patrzył na to wszystko niechętnym wzrokiem, po czym ostrożnie zaczął wyjmować broń z kieszeni, aby zastrzelić Kevina Napiera. Ten jednak był od niego szybszy i wymierzył w skorumpowanego policjanta swój rewolwer.
- Surge... Pomyśl o przyszłości! - zawołał i strzelił.
Porucznik jęknął z bólu trafiony kulą, uderzył o jakiś kocioł, po czym opadł nieprzytomny na podłogę.
- Jednego śmiecia mniej - mruknął Napier i ruszył przed siebie.
Nie uszedł jednak daleko, ponieważ po chwili wpadł na człowieka nietoperza, który znów zagrodził mu drogę.
- Znowu ty?! Jesteś namolny! - wrzasnął Kevin.
Wściekły strzelił ze swej broni do nieznajomego, ale wtedy, z jakiegoś kąta wyskoczyła niewielka postać ubrana w dokładnie takim sam kostium nietoperza, co tajemniczy napastnik, tylko w wersji miniaturowej. Postać ta jednym, zwinnym ruchem ogona, odbiła pocisk wycelowany w człowieka nietoperza. Kula trafiła w jeden z kotłów, po czym rykoszetem odbiła się od niego i uderzyła Napiera prosto w twarz. Ten wrzasnął z bólu, złapał się dłońmi za zranioną część ciała, po czym niebezpiecznie przechylił się przez barierkę, po czym z krzykiem poleciał w dół. W ostatniej chwili, ktoś jednak powstrzymał jego lot. Tym kimś był tajemniczy człowiek w stroju nietoperza, który to złapał Napiera mocno za nogi, po czym z wielkim trudem wciągnął na podwyższenie, na którym obaj stali.
- Dziękuję ci, koleś... - jęknął Napier, ocierając sobie dłońmi z twarzy krew - Jeszcze trochę i byłoby po mnie.
- Nie dziękuj... Nie zrobiłem tego z miłosierdzia. Musisz stanąć przed sądem - odpowiedział mu nieznajomy.
- Przed sądem? - zachichotał Kevin - Twoje niedoczekanie!
Następnie wyrwał nóż zza pasa i rzucił się z nim na swego wybawcę. Wziął go z zaskoczenie, dlatego początkowo powalił przeciwnika na ziemię, a następnie próbował przebić mu gardło nożem. Jednak człowiek nietoperz nie zamierzał się poddawać i namacał nogami brzuch przeciwnika, po czym zadał silny cios. Napier został odrzucony do tyłu, a następnie ponownie przeleciał przez barierkę, lecz tym razem nikt go nie złapał na czas, a on z krzykiem spadł w dół prosto do wielkiej kadzi z chemikaliami. Rozległ się głośny plusk, po którym bandyta zniknął w tym ogromnym naczyniu.
- Niech to szlag! - krzyknął Gordon, patrząc na to wszystko - A już go prawie mieliśmy!
Surge tymczasem powoli podniósł się z ziemi i zaczął sobie masować obolałą pierś. Gdyby nie kamizelka kuloodporna, którą miał na sobie, to już by nie żył. Widział wszystko doskonale i uśmiechnął się zachwycony. A więc, swoje zadanie wykonał. Kevin Napier zginął i jego szef jest już bezpieczny. A wszystko dzięki tajemniczemu wybawcy w masce, który chwilę później zniknął z fabryki wraz ze swym małym pomocnikiem.
***
Następnego dnia w gazecie Giovanni przeczytał o akcji policyjnej w fabryce Axis. Jak wynikało z artykułu, prawie wszyscy bandyci biorący w niej udział albo zginęli, albo też zostali aresztowani. Uciekł jedynie Jacob, zaś sam Kevin Napier wpadł do ogromnej kadzi z chemikaliami i utopił się w niej, a wszystko to przez jakiegoś samozwańczego stróża prawa w stroju nietoperza, który zamierzał bawić się w pomaganie policji.
- Doskonale! - zachichotał uradowany mężczyzna, czytając o tym wszystkim - Sam bym tego lepiej nie zaplanował. Wszystko poszło doskonale.
Po przeczytaniu gazety, zamówił sobie obiad, który miała mu przynieść jego sekretarka. Następnie stanął przed oknem i popatrzył przez nie ponuro.
- Miasto Gotham... Nawet nie wiesz, że już jesteś moje...
Nagle usłyszał, że drzwi do jego pokoju otwierają się delikatnie, zaś siedzący dotąd spokojnie Persian syczy groźnie.
- Co ci się stało, kotku? - spytał Giovanni, odwracając się przodem do drzwi.
Oczekiwał, że stanie w nich jego sekretarka z wózkiem, na którym znajdować się będą ciastka i kawa, jednak zamiast niej stanął w nich jakiś podejrzany osobnik w kapeluszu rzucającym rondem cień na jego twarz i w wielkim, szarym płaszczu zakrywającym szczelnie resztę ubrania.
- Kim jesteś?! - zawołał Giovanni.
- To ja... kotku - odpowiedział mu jakiś bardzo ironiczny głos, który mafioso natychmiast rozpoznał.
- Kevin?! - jęknął zdumiony i zarazem przerażony Giovanni - To ty żyjesz?! A mówili, że…
- Utopiłem się? Tak ci powiedzieli? Nieładnie... - powiedział Kevin, powoli podchodząc do swego szefa - Ty też postąpiłeś bardzo nieładnie... Wrobiłeś mnie, żeby móc uratować własny tyłek. Mnie, swojego najbardziej zaufanego człowieka!
- Chyba oszalałeś - zachichotał Giovanni, podchodząc do biurka.
Chwilę później nacisnął on guzik znajdujący się tuż pod blatem stołu. Guzik wzywający ochronę.
Tymczasem Kevin Napier powoli wyjął z kieszeni pistolet i wymierzył go w swego szefa.
- Nawet nie próbuj! - zawołał do niego mafioso - Jeśli mnie zabijesz, to tylko pogorszysz swoją sytuację! Rozumiesz, co ci mówię?! Beze mnie zginiesz na tym świecie!
- Poważnie? - zakpił sobie Kevin Napier - Nie sądzę. Widzisz, przyjacielu... Już raz umarłem. To wyzwala. Wiesz... Można by to nawet uznać za terapię.
Giovanni wiedział, że jeszcze chwila i zginie, dlatego postanowił za wszelką cenę grać na czas, aż jego ochrona przybędzie mu z pomocą.
- Słuchaj, Kevin... Może się jakoś dogadamy? Chcesz może większy udział w zyskach? A może wakacje na mój koszt? Wiesz, że tutaj jesteś już spalony i dlatego nie możesz się pokazać ludziom na oczy. Przecież wszyscy tu myślą, że umarłeś... I powinni dalej tak myśleć. Załatwię ci jakąś ładną tropikalną wysepkę z dobrym klimatem... Osiądziesz tam sobie i będziesz już do końca życia szczęśliwy…
- Ja już jestem szczęśliwy, Giovanni.
- Kevin... Posłuchaj mnie…
- Kevin? Kevin nie żyje, mój przyjacielu. Zobacz sam...
Po tych słowach, Napier zdjął powoli kapelusz i podniósł lekko głowę. Jego rozmówca wówczas zauważył, że Kevin miał zielone włosy i białą twarz, którą to szpeciły blizny imitujące uśmiech. Usta natomiast miał krwistoczerwone. Sprawiał wrażenie clowna wymalowanego w mocny sposób przed występem.
- Nie ma już Kevina Napiera, przyjacielu... Jestem Joker... I jak sam widzisz, jestem teraz dużo szczęśliwszy, a także stale się uśmiecham. Pięknie mnie załatwili chirurdzy, co nie?
Człowiek nazywający siebie Jokerem zachichotał podle, po czym rzekł:
- Jacob mnie znalazł w tej fabryce, kiedy policja już sobie pojechała i zabrał mnie do jakiegoś pokątnego konowała, który ocalił mi gębę, ale zrobił to w taki oto sposób, jaki widzisz. Pięknie, co? Musisz przyznać, że gość ma talent. Dzięki niemu już zawsze będę uśmiechnięty. Czyż to nie cudowne?
Następnie wymierzył pistolet w Giovanniego, mówiąc:
- Tobie po śmierci zafunduję taki sam uśmiech. Będziesz dzięki temu leżeć w trumnie bardzo zadowolony, obiecuję ci to.
Wtem na Jokera skoczyli ochroniarze Giovanniego, którzy po cichu zaszli go od tyłu i obezwładnili.
Gdy tylko to się stało, mafioso natychmiast odzyskał animusz.
- Ty to naprawdę jesteś żałosny, Kevin - powiedział nie bez kpiny w głosie dawny pracodawca Napiera - Ty naprawdę sądziłeś, że można mnie tak po prostu zabić? Jestem niepokonany!
- Mamy go zabić, szefie? - spytał jeden z ochroniarzy.
- Nie... Załatwimy mu lepszą karę... - odpowiedział Giovanni, podle się przy tym uśmiechając - Zadzwońcie do Azyl Arkham... Powiedzcie, że szykuje im się nowy pacjent. Niech trzymają go w odosobnieniu.
Ochroniarze wyprowadzili Jokera, który niespodziewanie zaczął się dziko i histerycznie śmiać oraz krzyczeć:
- Jeszcze cię dorwę, Giovanni! Jeszcze cię dorwę i wtedy to ja będę rządził tym miastem! Zobaczysz! Będę nim rządził na wieki!
Giovanni patrzył z mściwą satysfakcją, jak ochrona wyprowadza z gabinetu jego dawnego zastępcę.
- Ty naprawdę zawsze byłeś żałosny, Kevin - powiedział, siadając w fotelu i nalewając sobie whisky.
Następnie spojrzał zadowolony na swojego kota i gdy ten podszedł do niego, delikatnie pogłaskał go za uszami.
- Och, kotku - powiedział mafioso zadowolonym tonem - Czy ci głupcy nigdy się niczego nie nauczą? Nie widzą tego, że jestem nie do zdarcia? Ani policja, ani konkurencja mnie nie wykończą. Jestem niepokonany.
Zachwycony z tego, co powiedział, głaskał dalej swego pupila i nie mając ani cienia niepokoju o swoją przyszłość, która jednak, wbrew jego oczekiwaniom, tak naprawdę wcale nie rysowała się tak kolorowo, jak to sobie wyobrażał.
***
Od tych wydarzeń, minęły trzy lata. Clemont Gordon i Gary Dent nie zdołali niczego dowieść ani Giovanniemu, ani Surge’owi, dlatego też na wszelkie możliwe sposoby próbowali oni utrudnić im życie i niweczyć ich nielegalne interesy, co nawet nieźle im się udawało. Jednak ku swojej ogromnej wściekłości odkryli, że zawsze w ich ręce wpadali jedynie pośrednicy czy inni pojedynczy ludzie, którzy nie mogli w żaden sposób swoimi zeznaniami pomóc im wykończyć te dwie gnidy, na które polowali.
Pomimo tego, w mieście Gotham panował względny spokój, jednak nie tylko dzięki działaniu policji, ale również i dzięki tajemniczemu człowiekowi w stroju nietoperza, który skutecznie pomagał stróżom prawa w walce z wszelkiego rodzaju przestępczością. Oczywiście robił to nieoficjalnie, ponieważ porucznik Gordon i prokurator Dent nie byli wobec niego pozytywnie nastawieni.
- To jest tylko jakiś głupi samozwańczy obrońca sprawiedliwości i nikt więcej - stwierdził Gary Dent - Nawet jeśli chce dobrze, to w rzeczywistości tylko nam szkodzi. Przecież to właśnie przez niego straciliśmy Napiera, który siedzi teraz w Azyl Arkham i nie może składać wiarygodnych zeznań przeciwko Giovanniemu.
Clemont Gordon miał zdecydowanie bardziej pozytywne zdanie na temat tego tajemniczego człowieka nietoperza, o którym właśnie rozmawiali, jednak też miał do niego żal o akcję w fabryce Axis, którą niechcący pokrzyżował ich plany. Mimo wszystko był również na swój sposób wdzięczny bohaterowi w masce za to, że ten nie dopuścił do jego śmierci, dlatego miał mieszane uczucia względem osoby tego samozwańczego obrońcy sprawiedliwości. Podziwiał go i czuł, że lubi, ale był też zgodny ze stwierdzeniem, iż ten osobnik swoją działalnością szkodzi im, choćby w ten sposób, że robi z nich idiotów, którzy potrzebują pomocy gościa w masce i z peleryną, bo sami nie umieją złapać żadnego bandyty.
Tak czy inaczej, działalność człowieka nietoperza stawała się coraz bardziej intensywna, a głośno się o nim stało najbardziej wtedy, kiedy pewnego dnia dwóch bandytów napadło na młode małżeństwo spacerujące sobie po mieście wraz ze swoim dziesięcioletnim synkiem. Obrabowali ich, a do tego jeden z bandziorów postrzelił groźnie ojca dziecka. Na całe szczęście, mężczyzna wyszedł z tego cało i przeżył, ale i tak sam ten uczynek wzbudził przerażenie u ludzi. Także nikogo nie zasmucił fakt, że jakąś godzinę po tej strasznej napaści znaleziono obu bandytów ciężko poranionych, przy czym jeden z nich już nie żył (to był właśnie ten, który strzelał). Zgodnie z zeznaniami złożonymi przez tego, który przeżył, cała sytuacja wyglądała następująco:
Obaj bandyci uciekli z miejsca przestępstwa po dokonaniu napaści, po czym schronili się oni w bezpiecznym miejscu, którym był dach jednego z budynków mieszkalnych. Tam zaś przeszli do dzielenia się łupem.
- Masz! Twoja działka - powiedział do swego kumpla ten, który strzelał - Coś taki przerażony?
- Nie lubię takich miejsc - odpowiedział ten drugi - Zwłaszcza po tym, co spotkało Harry’ego.
- Przecież Harry się upił i skoczył z dachu.
- Mówią, że dopadł go ten człowiek nietoperz…
- Bzdura!
- Tak? To dlaczego w jego ciele nie było krwi?
- Bo się rozprysła na chodniku i ścianach.
- Tak uważasz? Ja mam jednak pietra.
- Jak masz pietra, to nie trzeba było tu ze mną przychodzić.
- Niepotrzebnie strzeliłeś do tego faceta. Musiałeś to zrobić?
- Zamknij gębę, jeśli chcesz swoją dolę!
Nagle usłyszeli za sobą jakiś dziwny dźwięk, jak ktoś machnął groźnie jakimś materiałem. Bandyci szybko odwrócili się za siebie i zauważyli, że stoi przed nimi człowiek nietoperz. Z jego zwisały przyczepione do nich długie, czarne skrzydła, które lekko powiewały na wietrze, natomiast on sam sprawiał wrażenie wampira.
- To on! To ten nietoperz! - wrzasnął bandyta, który miał wątpliwości co do słuszności strzelania do ojca chłopca.
Jego kompan nie miał już takich obaw. Szybko złapał za broń i wymierzył ją w kierunku napastnika. Ten jednak cisnął w jego kierunku jakimś przedmiotem, przypominającym czarny bumerang i wytrącił mu nim rewolwer z dłoni. Następnie podskoczył do bandziora, złapał go za poły jego koszuli i warknął:
- O mało dzisiaj nie zabiłeś człowieka!
- Stawiał mi się, więc go postraszyłem! - warknął na niego bandyta.
- Poważnie? To teraz ja cię przestraszę! - odpowiedział człowiek w masce.
Następnie bez najmniejszych skrupułów, zakręcił ostro łotrem w powietrzu i wyrzucił go w przepaść. Bandyta runął w dół na ziemię. Jego kumpel zaś zaczął piszczeć ze strachu, kiedy człowiek nietoperz złapał go nagle brutalnie za koszulę, a następnie podniósł w górę w taki sposób, że ten zawisł nad przepaścią.
- Błagam! Nie zabijaj mnie! - wrzeszczał bandzior - Ja nie chciałem, żeby on strzelał! Nie chciałem tego!
- Jednak nie powstrzymałeś go! - warknął nietoperz.
- Nie mogłem... Bałem się... Błagam, nie zabijaj mnie.
Człowiek w stroju nietoperza popatrzył na niego groźnie, jakby zastanawiał się przez chwilę nad tym, co powinien zrobić. W końcu powiedział:
- Nie zabiję cię, ale musisz w zamian coś dla mnie zrobić.
- Co takiego?
- Opowiesz o mnie swoim kumplom. Chcę, żeby się mnie bali równie mocno jak ty.
- A ktoś ty?
- Jestem Batman, Mroczny Rycerz miasta Gotham. Powiedz swoim kumplom, aby się mnie bali, bo skończą jak twój wspólnik. Zapamiętałeś to sobie?
- Tak, panie Batmanie…
- Doskonale.
Następnie Batman dziko rzucił bandytę na dach, po czym rozłożył skrzydła i zniknął w mroku nocy. Bandzior przerażony zaczął wrzeszczeć ze strachu, robiąc przy tym tyle hałasu, że policja bardzo szybko się zjawiła zwabiona tym rwetesem i aresztowała go, a następnie zabrała do szpitala, aby tam otrząsnął się z szoku, jakiego doznał. Jego kumpel z kolei skończył w kostnicy.
- Znowu atak tego świra w masce - rzekł policjant do prowadzącego tę sprawę porucznika Surge’a - Ale tym razem wreszcie się przedstawił. Ciekawe, dlaczego to zrobił. Jak pan sądzi?
- Może nie podobało mu się, że w gazetach dziennikarze nazywają go hrabią Draculą? - spytał ironicznie Surge - A zresztą, mogło go tu wcale nie być. Jak dla mnie, to ci kolesie byli pijani i sami się poszarpali o łupy.
- Tak mamy napisać w raporcie do komisarza?
- Jeszcze się zastanowię.
Chwilę później, porucznik Surge zauważył podchodzącą do nich jakąś młodą dziewczynę o brązowych włosach spiętych w fantazyjną fryzurę. Miała ona zielone oczy, czarno-beżową bluzkę i szare dżinsy, a na jej ramieniu wygodnie spoczywał Helioptile.
- Chryste! Knox tu przylazła! - jęknął Surge - Dlaczego właśnie ona?!
Alexandra Knox, nazywana pieszczotliwie Alexą, nie cieszyła się najlepszą opinią u porucznika i prawdę mówiąc... U nikogo. Lubiła wsadzać swój nos tam, gdzie nikt jej o to nie prosił i lubiła nadawać dziwaczne ksywki różnym ludziom. Samego Batmana nazwała niedawno hrabią Draculą po Jasnej Stronie Mocy. Być może właśnie dlatego postanowił się on w końcu przedstawić, aby na przyszłość uniknąć takich sytuacji.
- Znowu atak Draculi? - spytała dziennikarka wesołym tonem - To już chyba ósmy w tym miesiącu. Od trzech lat atakuje poszukiwanych przez was bandziorów, a wy nic z tym nie robicie. Może jest wam to na rękę, co? Choć podobno sam szef policji założył nietoperzowi teczkę, czy to prawda?
Następnie dziennikarka podsunęła lekko dyktafon pod nos Surge’owi. Ten zaś niechętnie odsunął od siebie sprzęt ręką i powiedział:
- Przykro mi, Alexa... Ale oni się po prostu poślizgnęli. Byli pijani i mieli zwidy o tym całym Batmanie. To wszystko w tym temacie.
- A co dokładniej widzieli?
- Nieważne. Poza tym, po przyjacielsku ci radzę... Nie pisz o tym. To ci już do reszty zepsuje opinię.
Knox nie przejęła się jego słowami. Zamiast tego zachichotała wesoło, jak dziecko po odkryciu tajemnicy swej koleżanki i powiedziała:
- A może jednak coś powiesz mi o tej sprawie, poruczniku? Mówią, że ten nietoperz jest nieśmiertelny i że pije ludzką krew. Mówią też, iż pracuje dla was i wysyłacie go tam, gdzie sami nie dajecie sobie rady.
- A ja ci mówią, że jesteś idiotką! - warknął na nią porucznik Surge, coraz bardziej poirytowany - Możesz mnie zacytować w swoim porannym artykule.
Zamierzał już odejść, kiedy nagle Alexa zawołała:
- Nie obrażaj mnie, Surge! Myślisz może, że nie wiem, iż siedzisz w kieszeni Giovanniego?!
Porucznik popatrzył na nią z kpiną w oczach i zapytał:
- Naprawdę? Wiesz o tym?
- O tak! Wiem doskonale o twoich powiązaniach z tym draniem. Płaci ci on sporo za to, abyś chronił jego tyłek. Ile dokładniej ci płaci? Odkładasz sobie kasę od niego jako dodatek do emerytury?
Surge powoli zapalił cygaro i zachichotał złośliwie:
- Ciekawe hipotezy... A masz na ich potwierdzenie jakiś dowód? No, masz?
Popatrzył na nią przez chwilę i powiedział:
- Tak też myślałem. Gadaj więc sobie zdrów.
Następnie chuchnął jej dymem z cygara prosto w twarz, wywołując kaszel w niej i w jej Pokemonie.
- Gdybym miała na ciebie jakiekolwiek dowody, to już byś siedział, draniu... I to razem ze swoim szefem - warknęła Knox.
- Gdybyś je miała, to już byś dawno nie żyła, Alexa... Leżałabyś sobie teraz w trumnie, a te dowody spłonęłyby w piecu Giovanniego. Dlatego ciesz się z tego, że ich nie masz. Giovanni nie jest człowiekiem, z którego można tak po prostu stroić sobie żarty. Pamiętaj o tym.
Zaraz potem bardzo zadowolony, wyjął z ust cygaro i wsadził je do pyszczka jej Helioptile’a.
- Masz nagrodę za bystrość! A teraz spadaj.
Po tych słowach, porucznik odszedł, zaś Helioptile wypluł cygaro i zaczął głośno kaszleć. Alexa pogłaskała go czule po główce, mówiąc:
- Spokojnie... Jeszcze dorwiemy drania... Jego i Giovanniego. Obiecuję ci to. A wtedy nasze imiona staną się sławne na cały świat.
C.D.N.











Widzę tu pewną przygodę, którą Ash i Serena przeżyli w dzieciństwie. Serena była wtedy strachliwa, ale Ash już wówczas wykazywał się dużą odwagą, inteligencją i pomysłowością, a także troskliwością i empatią, za którą Serena tak go pokochała. A Surge to z pewnością szpieg Giovanniego w policji, który o wszystkim mu donosi przez Kevina, ale obaj wyraźnie za sobą nie przepadają. A Clemont w tej historii jest policjantem. Ciekawie się rozpoczyna ta historia. :)
OdpowiedzUsuńZastępca Giovanniego chce się go pozbyć, by zająć jego miejsce na czele przestępczej organizacji. On jednak zdołał go przejrzeć i postanowił zastawić na niego pułapkę za pomocą policji, którą w cwany sposób zaalarmował o jego poczynaniach, żeby go ujęto, a najlepiej zabito. Skoro Surge w rzeczywistości jest szpiegiem Giovanniego, więc zapewne będzie wolał się pozbyć Kevina zamiast go aresztować, skoro on wie po czyjej stronie tak naprawdę stoi i mógłby go wydać, wpędzając w poważne kłopoty. Clemont z kolei wydaje się niepozorny, ale z pewnością okaże się świetnym policjantem.
OdpowiedzUsuńJestem ciekaw, czy Kevin rzeczywiście zginął wpadając do tego kotła z chemikaliami i czy zaatakowałby Batmana po tym, jak on ocalił mu życie, gdyby nie powiedział mu, że zrobił to po to, by go aresztowano. Jestem też ciekaw, jak w tej historii wygląda sytuacja rodzinna Asha i Sereny. Czy też pojawią się w niej ich rodzice i ewentualne rodzeństwo. :) Ogólnie pojawienie się Batmana i jego walecznego Pokemona było ogromnym szokiem zarówno dla policjantów, jak i bandytów. On zjawił się po to, aby dopomóc policji w pochwyceniu tych nędzników. Ciekawe czy uda im się jakichś dorwać i czy Surge zostanie zdemaskowany.
OdpowiedzUsuńOsobiście uważam, że przestępcy służący Giovanniemu to skończeni idioci, którzy nie potrafią dostrzec tego, że on ma ich wszystkich głęboko gdzieś, jako że wcale się nie przejął tym, że wysłani przez niego ludzie zginęli bądź też zostali aresztowani przez policję. Był tylko uradowany faktem, że Kevin zginął. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego Kevin został oszpecony przez chirurga. Po co on mu zrobił szramy na twarzy, żeby wyglądał tak, jakby się wiecznie uśmiechał niczym Gwynplaine? Rozumiem to, że on zapewne był cały poparzony po wpadnięciu do rżących substancji, więc pewnie miał przez to oszpecone całe ciało, ale nie rozumiem dlaczego ten chirurg oszpecił go jeszcze bardziej. A Giovanni postąpił bardzo głupio, skoro postanowił zamknąć go w zakładzie dla obłąkanych, zamiast go zabić, bo przecież on może stamtąd uciec i co wtedy? A Ash jako Batman w tej historii zabija zbrodniarzy z zimną krwią, skoro zrzucił jednego z nich z dachu wysokiego budynku. Z drugim postąpiłby tak samo, gdyby nie zaczął go błagać o litość. Do tego jeszcze pojawiła się wścibska i irytująca dziennikarka Alexa, która drażni Surge'a podejrzeniami o współpracę z Giovannim. Myślę, że nie ona jedna podejrzewa go o zdradę i bycie wtyczką Giovanniego. A jej Pokemon to odpowiednik jakiego zwierzęcia?
OdpowiedzUsuńTak właściwie, to chirurg nie chciał Kevina oszpecić. Po prostu zwyczajnie Kevin musiał pójść do pokątnego chirurga, bo do szpitala nie poszedł, gdyż jako poszukiwany przestępca zostałby łatwo wydany policji. Poszedł więc do jakiegoś pokątnego lekarzyny, który operował go na szybko i dlatego go przez głupotę oszpecił. A z tym Gwynplainem trafiłeś doskonale, bo pomysł na postać Jokera w komiksach o Batmanie pojawił się właśnie po tym, jak twórcy obejrzeli ekranizację powieści Victora Hugo "CZŁOWIEK ŚMIECHU". A jeśli chodzi o Batmana, to rzadko kiedy zabija, czasami po prostu inaczej nie można, choć stara się tego nie robić. A Pokemon Alexy to odpowiednik agawy kołnierzastej, takiej jaszczurki.
UsuńWszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi, zwanemu dr Agbazarą, wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość, pomagając mi przywrócić mego kochanka, który zerwał ze mną Cztery miesiące temu, ale teraz ze mną przy pomocy dr Agbazary, wielkiego zaklęcia miłosnego odlewnik. Wszystkim dzięki niemu możesz również skontaktować się z nim o pomoc, jeśli potrzebujesz go w czasach kłopotów poprzez: ( agbazara@gmail.com ) możesz również Whatsapp na ten numer ( +2348104102662 )
OdpowiedzUsuńZaczyna się tu bardzo ciekawe opowiadanie. Mamy tu gęsty, klasyczny klimat kina noir, bezwzględnych, skorumpowanych gliniarzy z GCPD i misternie utkaną intrygę. No i widzę tu pewne nawiązania do przygód Zorro. Nic zresztą dziwnego, skoro Batman to w pewnym sensie potomek Zorro. Mściciel w masce był wszak inspiracją dla twórców Batmana.
OdpowiedzUsuńWprowadzenie Człowieka-Nietoperza wyszło rewelacyjnie. Wejście tej postaci do fabryki totalnie zmienia dynamikę sił. Opis jego zbroi, peleryny i hełmu buduje świetny, komiksowy klimat (trochę jak klasyczny Batman w świecie noir), a scena walki na podwyższeniu i rykoszet kuli trzymają w napięciu do ostatniej sekundy. Mamy tu też konflikt w policji: starcie charakterów i autorytetów między skorumpowanym Surge'em, a stojącym na straży prawa porucznikiem Gordonem (Clemontem) dodaje fabule głębi polityczno-kryminalnej. Świetnie też ukazana przemiana Napiera w Jokera, największego wroga Batmana. Szkoda, że mu nie wyszła ta zemsta na Giovannim, ale coś mi mówi, że to jeszcze nie koniec. Swoją drogą, scenka z próbą zabicia bossa mafii też świetna. Przejście od sielankowego nastroju Giovanniego (chichot nad gazetą, zamawianie obiadu) do nagłego zagrożenia jest bardzo udane. Syczący kot jako klasyczny zwiastun niebezpieczeństwa działa bezbłędnie.
No i oczywiście ciekawa rozmowa skorumpowanego gliniarza z dziennikarką Alexą. Ona wie, że koleś jest umoczony i jeszcze nic nie może mu udowodnić. Ale przyjdzie kryska na matyska, jestem tego pewna. A Batman wypadł rewelacyjnie. Zwłaszcza to "Chcę, żebyś opowiedział o mnie swoim kumplom". To naprawdę wywołuje ciarki na plecach. U mnie oczywiście te pozytywne.