środa, 20 grudnia 2017

Rozdział 003 cz. III

Przygoda III

Zatańcz ze mną cz. III


Nie zwlekając, ruszyliśmy szybko za nim. Po drodze pomyślałam sobie, jak niezwykłe relacje mają ze sobą Ash i jego Pikachu. W końcu obaj tak doskonale się umieją dogadać pomimo dzielącej ich bariery językowej. Ash zawsze rozumie to, co mówi do niego Pikachu, chociaż ten porozumiewa się wyłącznie w swoim własnym języku, ewentualnie czasem w języku migowym, którym włada w sposób perfekcyjny, o czym sami mieliśmy okazję się przekonać. To naprawdę wielkie dokonanie, pomyślałam sobie. Ash i Pikachu to prawdziwie zgrany duet. Ja sama miałam nadzieję stworzyć tak doskonałe relacje z Fennekinem. Ano właśnie, mój biedny Fennekin. Moje myśli krążyły wtedy również wokół niego. Zastanawiałam się, czy jeszcze go zobaczę, czy też ci złodzieje już na zawsze mi go zabrali?
Wbiegliśmy po schodach na samą górę. Helioptile i Pikachu prowadzili nas. Chwilę później nasza grupa wpadła do jakiegoś wielkiego, pustego pomieszczenia, w którym zastaliśmy mężczyznę i kobietę zajętych jakimś podejrzanym zajęciem. Od razu rozpoznaliśmy w nich naszych szatniarzy otoczonych całą masą rzeczy należących do wszystkich uczestników konkursu tańca. Najwidoczniej wyciągali z nich pokeballe, aby potem z nimi uciec.
- Co się tu dzieje?! - krzyknęła Jenny groźnym głosem - Co wy robicie z tymi wszystkimi pokeballami?
- I kim wy w ogóle jesteście?! - dodałam, starając się brzmieć równie groźnie, co pani porucznik.
Złodzieje na nasz widok najpierw się przerazili, ale już za chwilę odzyskali humor. Stanęli przed nami w groźnych pozach, aby potem zrzucić z siebie stroje szatniarzy, pod którymi mieli białe stroje z dużą literą R wyszytą czerwoną nitką.
- Te dwie niecnoty tanecznym krokiem... - zaczęła mówić kobieta.
- Przynoszą kłopoty, które wychodzą wam bokiem - dokończył mężczyzna.
Potem oboje zaczęli deklamować wiersz, który wszyscy już dobrze znaliśmy.
- By uchronić świat od dewastacji...
- By zjednoczyć wszystkie ludy naszej nacji...
- Miłości i prawdzie nie przyznać racji...
- By gwiazd dosięgnąć, będziemy walczyć.
- Jessie!
- James!
- Zespół R tanecznie walczy w służbie zła!
- Więc poddaj się lub do tanecznej walki z nami stań!
- Miau! To fakt! - wrzasnął Pokemon Meowth, czyli trzeci członek Zespołu R, który wyskoczył nagle nie wiadomo skąd.
- Zespół R! No tak! Mogłem się tego spodziewać! Tylko wy mogliście uknuć taką intrygę! - wrzasnął wściekle Ash.
- Bla bla bla... Będziesz nas tu teraz moralizował, głąbie?! - spytał złośliwym tonem James.
- Powinieneś był wiedzieć, że tam, gdzie jest twój Pikachu, tam też jesteśmy i my - dodała równie złośliwie Jessie.
- To fakt! I teraz twój Pikachu sam wpakował nam się w ręce, za co jesteśmy ci serdecznie wdzięczni! - dokończył Meowth, ostrząc sobie swoje pazury.
- Nie liczcie na to, że oddam wam mojego Pikachu! - krzyknął Ash.
- Dość tego gadania! Poddajcie się, a będziecie mieli sprawiedliwy proces! - zawołała porucznik Jenny.
- I oddajcie mojego Fennekina! - dodałam groźnym tonem.
- I inne skradzione Pokemony! - krzyknęła oburzona Bonnie.
- De-de-ne! - pisnął Dedenne.
- Te wasze głąbowate teksty już mnie nieco nudzą, wiesz? - mruknęła Jessie znudzonym tonem - Moglibyście zmienić repertuar.
- Tak jak wy? - zapytał z wściekłością w głosie Ash - Kiedyś tylko kradliście, a teraz jeszcze zabijacie?
- Nie rozumiem, o czym do mnie mówisz - zdziwił się James.
- Niby kogo żeśmy zabili? - zapytał równie zdumiony Meowth.
- Próbowaliście zamordować Amy, jedną z uczestniczek konkursu! - krzyknął Clemont z wściekłością - Przez was walczy ona teraz o życie!
- Nakryła was, jak kradliście pokeballe, dlatego wmówiliście jej, że to tylko żart, ale dla pewności, że nikomu nie powie o tym, co widziała, postanowiliście ją uciszyć!
To mówiąc, skierowałam swój palec groźnie w kierunku Zespołu R.
- Hola, hola, głąbinko! Chyba trochę za daleko się posuwasz! - zawołał nieco zmieszanym głosem Meowth.
- Zespół R może i kradnie, ale nigdy nie plami sobie rąk zabijaniem - dodał James równie zmieszany, co jego kompan.
- Przyznajemy, że ta mądrala nakryła nas na gorącym uczynku, ale przecież nie zabilibyśmy jej z tego powodu - powiedział Meowth.
- Powiedzieliśmy jej, że chcemy tylko podmienić pokeballe ich właścicielom, że to ma być żart i dała nam spokój - dokończył wyznanie James.
- Dosyć tego tłumaczenia! - wrzasnęła na nich Jessie - Nie macie nic innego do roboty, tylko tłumaczyć się tym głąbom z tego, co robimy?!


James i Meowth nieco się wzdrygnęli słysząc jej wrzask.
- Ale my tylko wyjaśniamy, że nigdy nikogo nie zabiliśmy - wyjaśnił jej na spokojnie James.
- Właśnie. Musimy dbać o nasz wizerunek - dodał Meowth - Image Zespół R musi wszak pozostać nieskalany.
- Też sobie chwilę na to znaleźliście! Bierzmy Pokemony i wynośmy się stąd! - wrzasnęła już naprawdę rozjuszona Jessie.
- To samo mówiłem ci dwie godziny temu, kiedy rozpoczął się ten przeklęty konkurs! - zawołał wyraźnie bardzo rozzłoszczony zachowaniem swojej koleżanki James - Mówiłem ci, bierzmy co mamy i chodu, ale nie! Ty musiałaś się uprzeć, żeby tu zostać i spróbować złapać Pikachu!
- Bo Pikachu jest naszą przepustką do wiecznej sławy! Wiesz o tym tak samo dobrze, jak ja! - odkrzyknęła mu Jessie.
- Ale zostawanie tutaj oraz narażanie się na aresztowanie było najgłupszym pomysłem, jaki kiedykolwiek przyszedł ci do głowy! - odpowiedział jej James.
- Odezwał się myśliciel od siedmiu boleści!
- Przynajmniej ja nie wrzeszczę na innych, tak jak co poniektórzy!
- Do kogo niby pijesz, co?!
- A do ciebie, ty wrzeszcząca wariatko!
- Co proszę?! Wariatko! Ja ci zaraz dam wariatkę!
- Co ty niby możesz mi dać?!
- Mogę ci dać w zęby i zaraz z wielką chęcią to zrobię!
- Żebym ci ja nie dał zaraz w zęby!
- Tylko spróbuj, gamoniu!
- Gamoniu?! W takim razie en garde!
I zanim się zorientowaliśmy, Jessie i James skoczyli na siebie nawzajem, po czym zaczęli się zaciekle okładać pięściami. Meowth obserwował to wszystko z politowaniem w oczach. Przez chwilę próbował on jakoś rozdzielić walczących, ale skończyło się na tym, że sam tylko oberwał. Wykorzystując tę sytuację Ash i Clemont podbiegli do worka, w który to Zespół R zapakował wszystkie skradzione pokeballe i uciekli z nim do nas. Meowth jednak zobaczył, co się dzieje i stanął naprzeciwko nich z wysuniętymi pazurami.
- Hej, głąby?! Wybieracie się gdzieś z naszymi Pokemonami?
- Owszem i to daleko od ciebie! - odpowiedział mu Ash i zanim Meowth się zorientował, mój chłopak zaaplikował mu mocnego kopniaka w brzuch.
Pokemon złodziej poleciał lotem koszącym na ścianę, w którą uderzył z całej siły. Obolały opadł na podłogę mrucząc:
- To nie jest mój szczęśliwy dzień.
Tymczasem Ash i Clemont prędko podbiegli do nas z pokeballami, natomiast ja znalazłam wśród nich swój pokeball i wypuściłam z niego Fennekina.
- Hej, wy dwa tłumoki! Przestańcie się wreszcie bić! Te głąby zabrały nasze Pokemony! - wrzasnął Meowth do Jessie i Jamesa, odzyskując nagle siły.
Słysząc słowa swego kompana, pozostali członkowie tego złodziejskiego trio natychmiast przerwali bójkę i spojrzeli na nas groźnie.
- Co to niby ma znaczyć?! - krzyknęła groźnie Jessie!
- Nikt nie może nam ukraść naszych kradzionych Pokemonów! To jest już po prostu chamstwo! - dodał wściekły James.
- Nie wolno okradać złodziei! To nie fair! - zawołał Meowth stając obok nich.
Zespół R chciał już wypuścić swoje Pokemony i stanąć z nami do walki, ale nie zdążyli tego zrobić, gdyż my już wypuściliśmy swoje stworki do walki.
- Fennekin! Atak Żarem! - krzyknęłam do mego Pokemona.
Fennekin wykonał polecenie i po chwili nasi przeciwnicy byli cali w sadzy.
- Pikachu! Eletrokula! - zawołał Ash.
- Dedenne! Elektryczny Szok! - dodała Bonnie.
Pikachu i Dedenne zaatakowali naszych przeciwników, którzy oszołomieni poprzednim atakiem nawet nie zdążyli zrobić uniku.
- Chespin! Dzikie Pnącza! - krzyknął Clemont do swego Pokemona, którego w międzyczasie zdążył wypuścić z pokeballa.
Chespin zaatakował więc Zespół R pnączami. Cios, którym im zadał, był tak mocny, że trzej złodziejaszkowi wylecieli lotem koszącym przez okno, po czym zniknęli nam z oczu.
- I znowu kolejna porażka! - krzyknął James.
- Kto pisze te historie?! - załkała Jessie.
- Pewnie ktoś, kto nas nie lubi! - dodał załamanym tonem Meowth.
- Zespół R znowu błysnął! - wrzasnęli już wszyscy troje.
- Udało się nam! - zawołał wesoło Ash - Odzyskaliśmy Pokemony.
- Pi-pika-chu! - pisnął Pikachu, machając bojowo łapką.
- Ale ci troje znowu uniknęli sprawiedliwości - rzekła Jenny smutnym tonem - Tak bardzo chciałabym ich w końcu złapać.
- Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, aby to było możliwe - odparł jej Ash - Ta trójka to niezłe cwaniaki. Parę razy już siedzieli w więzieniu, ale za każdym razem z niego uciekali.
- Mimo wszystko chciałabym ich kiedyś móc przymknąć. Ich oraz tego ich szefa, Giuseppe Giovanniego. Drań jest mi naprawdę solą w oku. Popełnia liczne przestępstwa, a mimo to nadal pozostaje bezkarny.
- Jeszcze go kiedyś dopadniesz, zobaczysz - rzekła Alexa, kładąc lekko Jenny dłoń na ramieniu - Będzie dobrze, jestem tego pewna.
- Najważniejsze jest to, że odzyskaliśmy wszystkie skradzione Pokemony - powiedziałam, wskazując dłonią na worek z pokeballami - Chodźmy teraz je oddać ich właścicielom.
- Słusznie. Cieszmy się z tego, co mamy - rzekła nieco przekonana naszymi słowami Jenny.

***





- Zaraz, Ash! Chcesz nam powiedzieć, że to nie Zespół R zaatakował Amy? - zapytał Clemont, kiedy wracaliśmy już do domu.
- To na pewno nie byli oni - powiedział Ash kiwając przecząco głową - Sam zresztą słyszałeś, co powiedzieli. Oni nie zabijają. Kradną, to prawda, ale nigdy nie brudzą sobie rąk morderstwem. To nie w ich stylu.
- Może zmienili styl pracy? - zapytałam z wątpliwością w głosie - W końcu wszystkiego się można po nich spodziewać.
- No właśnie. Ja bym im tam nie ufała - dodałam nieco przemądrzałym tonem Bonnie.
- Ja im też nie ufam, ale sądzę, że w tym wypadku powiedzieli nam prawdę - rzekł wyjaśniającym tonem Ash - Naprawdę nie sądzę, żeby mogli kogoś zabić.
- W takim razie kto chciał zabić Amy? I po co? - zapytałam, nic już z tego nie rozumiejąc.
- Porucznik Jenny poprowadzi dalej śledztwo w tej sprawie - wyjaśnił mi Ash - Na pewno znajdzie prawdziwego sprawcę. Jestem tego pewien.
- Szkoda, że Sherlock Ash tym razem poniósł porażkę - powiedziała smutnym tonem Bonnie.
- Pika-chu - mruknął równie przygnębiony Pikachu.
Ash uśmiechnął się do nich pocieszająco.
- Nie przejmujcie się. Nie zawsze można zwyciężać. A i nie każdą zagadkę da się rozwiązać tylko w jeden dzień. Muszę się z tym oswoić, nic więcej. Nie będzie to łatwe, ale dam sobie radę.
To mówiąc, Ash wyjął z kieszeni spodni chusteczkę, żeby otrzeć nią sobie pot z czoła. Ledwie to zrobił, a z kieszeni wypadło mu coś na ziemię. Podniosłam ten przedmiot i zauważyłam wówczas, że to jakieś zdjęcie.
- Co to jest? - zapytałam zaintrygowana.
- Co? Ach, to! - zaśmiał się Ash biorąc ode mnie fotografię - To jakieś zdjęcie. Wypadło Jennifer, kiedy upuściła torebkę. Chciałem jej oddać, ale zniknęła potem i nie mogłem jej znaleźć. Oddam to innym razem.
- Mogę chwilkę na nie zerknąć?
- Jasne.
Ash podał mi zdjęcie i przyjrzałam mu się bardzo uważnie. Bonnie i Clemont również na nie spojrzeli.
- To chyba Amy, prawda? - zapytał Clemont.
- I jej chłopak, Thomas - dodała Bonnie.
- I jeszcze Jennifer. Widać, że cała ta trójka przyjaźni się ze sobą i to już od bardzo dawna - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
To mówiąc, oddałam zdjęcie Ashowi, który natychmiast schował je sobie do kieszeni.
- Kto mógł to zrobić? Przecież podobno wszyscy ją kochają - spytała Bonnie.
- De-de-ne? - zapiszczał w swoim języku Dedenne.
- Nie wiem. Ale porucznik Jenny dojdzie do tego, na pewno. To bardzo dobra policjantka i wspaniały śledczy - powiedział z lekką goryczą w głosie Ash - A ta sprawa najwidoczniej mnie przerasta i raczej nic w tym dziwnego. To już nie jest szukanie zaginionych ciastek ani skradzionych notatek. Tutaj nie mamy motywu, o który moglibyśmy się zaczepić. Żadnego motywu. Ale mniejsza z tym. To już nie jest nasza sprawa.
- Moim zdaniem, za szybko chcesz to rozwiązać - powiedział Clemont - Takie śledztwa potrafią przecież trwać nawet wiele dni. Nie rozwiążesz każdej sprawy w parę godzin.
Ash machnął lekceważąco ręką.
- Zostawmy to już policji. My zaś chodźmy na kolację. Najwyższy czas coś zjeść.

***


Następnego dnia rano, gdy zeszliśmy wszyscy na śniadanie, Ash stał oparty o  ścianę kuchni, pogrążony we własnych myślach. Widać ta nierozwiązana zagadka dalej go gnębiła. Jego oczy wskazywały na to, że nie spał przez większą część nocy, próbując ułożyć jakieś logiczne wnioski z tego, co widział i słyszał. Niestety mina, jaka mu zdobiła twarz wskazywała wyraźnie, że z tych starań nic nie wyszło. Podeszłam więc do niego i położyłam mu dłoń na ramieniu.
- Ash, uśmiechnij się, proszę.
Chłopak spełnił moją prośbę, ale widać było, że robi to tylko dlatego, że go o to poprosiłam. Zdecydowanie nie miał on nastroju do uśmiechania się, jednak ja nie zamierzałam odpuścić.
- Siadaj! Zamartwianie się nic ci nie da, Ash. Sam powiedziałeś, że porucznik Jenny rozwiążę tę sprawę. Ty już zrobiłeś, co mogłeś.
- Może masz rację... Może masz rację - odpowiedział smutnym głosem Ash i zasiadł do stołu.
Chwilę później, zaczęliśmy wszyscy jeść śniadanie. Ash jadł jednak powoli i w milczeniu. Widać było wyraźnie, że nierozwiązanie tej zagadki stało mu kością w gardle. Dręczyła go ta sprawa i czuł się z tym okropnie.
- Ash, a co ty tak wolno jesz, synku? Nie smakuje ci może? - zapytała Delia Ketchum z troską w głosie.
- Przeciwnie, mamo. Bardzo mi smakuje - odpowiedział jej nieco obojętnym głosem Ash - Ale po prostu... Po prostu dręczy mnie ciągle ta sprawa z wczoraj.
- Rozumiem cię, synku. Naprawdę, bardzo dobrze cię rozumiem, ale przecież zamartwianiem się nikomu nie pomożesz - powiedziała.
- Już mu to mówiłam - wtrąciłam się do rozmowy - Ale niestety, on nie chce mnie słuchać.
- Ash rzadko kiedy lubi kogoś słuchać - zaśmiała się lekko Delia.
- To widać - popatrzyłam wymownie na mojego chłopaka.
Ash jednak zlekceważył ten docinek i bardzo powoli żuł swoje śniadanie, zaś ja spojrzałam na Delię, mówiąc:
- Pyszne to śniadanie. Wspaniała ta jajecznica. Twoje dzieło, Clemont?
- O nie! Ja jedynie pomagałem pani Ketchum w kuchni. Przepis na to dzieło sztuki kulinarnej był jej dziełem - odpowiedział mój przyjaciel.
- Owszem, ale nie jest on w ogóle mojego autorstwa - pospieszyła szybko z wyjaśnieniami Delia - Dostałam go od mojej ex-przyjaciółki.
- Dlaczego ex? - zdziwiły mnie jej słowa.
- Ponieważ nie jesteśmy już przyjaciółkami - odpowiedziała mi pani Ketchum - Pokłóciłyśmy się i odtąd już nie utrzymujemy ze sobą kontaktu, choć ja chciałam odnowić dawną znajomość, ale cóż z tego, skoro ona tego nie chce?
- A o co wam poszło? - zapytała się Bonnie.
- No, a o co może pójść dwóm nastolatkom? Jak zwykle o chłopaka. On wolał mnie, nie ją, a ona nie umiała mi tego darować - zaśmiała się Delia Ketchum, pijąc powoli kawę - Ale cóż... Potem chłopak i tak mnie zostawił, a ja poznałam ojca Asha, ale to już inna historia. A moja przyjaciółka okazała się nie być prawdziwą, bo do dziś ma o tamtego kolesia do mnie pretensje.
Nagle z moim ukochanym coś się stało. Na dźwięk słów matki podniósł nagle głowę, zaś na jego twarzy zawitał nagle tajemniczy uśmiech. Chwilę później, Ash zerwał się dziko z krzesła i ruszył biegiem po schodach, pędząc na górę do swego pokoju. Wierny Pikachu pognał za nim.
- A jemu co się stało? - zdziwiła się Bonnie.
- Może to przez wzmiankę o jego ojcu? - zasugerowała Delia - Bardzo nie lubi, żeby poruszać przy nim ten temat.
Ash tymczasem spędził chwilę w swoim pokoju, po czym zbiegł do nas na dół w stroju Sherlocka Holmesa. Podobny strój, ale w miniaturowej wersji, miał na sobie Pikachu.
- Czemu się przebrałeś? - zapytałam widząc, co się dzieje.
- Mam swoje powody - odpowiedział mi Ash, a na jego twarzy wciąż widniał tajemniczy uśmiech.
- Ja chyba znam ten uśmieszek - zachichotał Clemont.
- Ja także - powiedziałam, również się uśmiechając - Niech no zgadnę, Ash. Rozwiązałeś zagadkę?
- Dokładnie tak.
- A więc? Kto zaatakował Amy? - zapytała zaintrygowanym tonem Bonnie.
- No właśnie, Ash! Kto jest winny? - dodałam równie ciekawa, co moja mała przyjaciółka.
- Powiem wam, gdy będę miał dowody w ręku.
- A kiedy je będziesz miał? - zapytałam.
- Myślę, że już za chwilę. Sereno, będziesz mi potrzebna!
Nieco mnie zdziwił oraz lekko oburzył jego rozkazujący ton, ale zbyt byłam przejęta tym wszystkim, co się działo wokół mnie, abym miała się przeciwstawiać jego decyzji. Zeskoczyłam więc z krzesła, wsadzając sobie jeszcze do ust resztę kanapki, którą właśnie jadłam, po czym pobiegłam za Ashem. Mój ukochany zaś pocałował w policzek swoją mamę i zawołał:
- Dziękuję ci, mamo! Dziękuję ci!
- Ale za co, synku? Za co mi dziękujesz? - zapytała zdumiona Delia Ketchum.
- Za to, że dzięki tobie rozwiązałem tę zagadkę - zaśmiał się wesoło Ash.
- Dzięki mnie?
- Dokładnie tak.
- Nie rozumiem, synku.
- Nic nie szkodzi. Ważne, że ja zacząłem wszystko rozumieć.
Ash uśmiechnął się do mnie i dodał:
- Wiesz, Sereno? Mam najlepszą mamę na świecie!
To mówiąc, wybiegł szybko z domu i zrobił to bardzo wesołym krokiem, a ja ruszyłam za nim, podniecona i z mocno bijącym w piersiach sercem.
- Musimy biec, póki sprawa jest ciepła! - zawołał Ash.
- Za to obiad będzie zimny, jak się na niego spóźnicie - odpowiedziała mu z delikatnym politowaniem w głosie Delia Ketchum.

***


Ash podbiegł prędko do najbliższego telefonu, po czym zadzwonił z niego do Thomasa, chłopaka Amy. Chłopak po chwili ukazał się na ekranie aparatu, przez który rozmawialiśmy.
- Witaj, Thomas. Słuchaj, mam do ciebie takie jedno, małe pytanko - zaczął bezceremonialnie Ash.
- O co ci znowu chodzi? Czemu dzwonisz? Czyżbyś już znalazł tego drania, który zaatakował Amy? - zapytał chłopak.
- Owszem, ale żeby mieć już całkowitą pewność, musisz mi odpowiedzieć na jedno, niezwykle ważne pytanie.
Thomas wyglądał na osobę co najmniej mocno zdumioną tym, co się działo, jednak nie przyszło mu nawet do głowy, aby zaprotestować.
- No dobrze, pytaj. Jeśli ma to wam pomóc...
- To nam bardzo pomoże - przerwał mu wywód Ash - Powiedz mi, czy zanim zakochałeś się w Amy, to kochałeś się w Jennifer?
- W Jennifer? A skąd ty niby wiesz...
- To nie ma znaczenia. Odpowiadaj! Tak czy nie?
- Tak. Podobaliśmy się sobie nawzajem, ale potem ona miała wypadek.
- Wypadek? - zapytałam zdumiona.
- Owszem. Obie z Amy występowały w balecie, ale Jennifer miała wypadek i złamała nogę. Od tego czasu nie mogła już tańczyć, jej kontuzja była zbyt mocno. Stała się wówczas osobą opryskliwą, bardzo niemiłą oraz trudną w obyciu.
- Czy wtedy zwróciłeś uczucia w kierunku Amy? - spytałam, rozumiejąc już powoli, do czego zmierza ta rozmowa.
- Tak, to prawda. Ale skąd wiesz...
- To nie ma znaczenia! Dziękuję ci, Thomas. To wszystko.
Ash odłożył słuchawkę, a obraz na ekranie zniknął. Mój ukochany natomiast spojrzał na mnie uważnie.
- Już wszystko wiem! Teraz tylko zadzwonimy do porucznik Jenny i biegiem do szpitala.
Popatrzyłam na Asha lekko poirytowaną tą jego tajemniczością.
- Powiesz mi wreszcie, o co w tym wszystkim chodzi?!
- Powiem, ale na miejscu - odpowiedział mi Ash, po czym chwycił szybko za słuchawkę i zadzwonił do porucznik Jenny.
- Oczywiście, a my musimy czekać - mruknęłam lekko poirytowana.
- Spokojnie, Serenko. Nie będziesz żałować - powiedział Ash, wybierając na klawiaturze telefonu numer do Jenny.
- A założymy się? - rzuciłam złośliwie.

***


Jennifer siedziała na krześle w szpitalnym korytarzu, niedaleko sali, w której umieszczono Amy. Dziewczyna płakała.
- Co się dzieje? Wyrzuty sumienia nie dają ci żyć, co? - zapytał Ash, powoli podchodząc do niej.
Dziewczyna podniosła szybko głowę i spojrzała na niego bardzo zdumionym wzrokiem.
- O czym ty mówisz? - zapytała.
- Weź nie udawaj. Te twoje krokodyle łzy nie zdołają mnie oszukać tak, jak oszukały innych - mówił dalej Ash głosem mrocznym oraz groźnym - Jakbyś nie podcinała obcasów w butach Amy, to nie miałabyś teraz powodów do płaczu.
- Co proszę? O czym ty mówisz? - warknęła doń Jennifer.
- Poza tym nie płaczesz tyle nad nią, co nad sobą samą. Dręczą cię wyrzuty sumienia i nie wiesz, jak sobie z tym poradzić. Wiesz, że gdyby nie te wszystkie okoliczności, to byłoby mi ciebie żal?
Jennifer patrzyła na mego chłopaka jak na wariata, ja natomiast przez chwilę nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony chciałam ufać Ashowi, ale z drugiej strony miałam obawy, co będzie, jeśli on się myli w swoich domysłach? A co, jeżeli przez niego pójdzie do więzienia niewinna osoba? Nigdy bym mu tego nie darowała.
Tymczasem Ash mówił dalej:
- Od początku cię podejrzewałem. Twój żal z powodu wypadku koleżanki był tak wielki, że musiał być przesadzony.
- Przesadzony? Nie rozumiem, o co ci w ogóle chodzi - powiedziała Jennifer oburzonym tonem.
- Teraz też grasz i powiem ci, że robisz to o wiele lepiej niż podczas naszej poprzedniej rozmowy. Niestety, nic ci z tego nie przyjdzie. Wiem już wszystko.
- Co ty niby wiesz, Ketchum?
- Wszystko. Wiem dobrze, że to ty podcięłaś pilnikiem obcasy w bucie Amy. Podejrzewałem cię od samego początku. Nie wiedziałem tylko, po co to zrobiłaś. Ale po rozmowie z Thomasem już wszystko zrozumiałem.
- Thomasem? A co ten głupek może o tym wiedzieć?! - głos Jennifer stał się nagle bardzo arogancki - Nie umiał nawet ustrzec swojej dziewczyny przed tym wypadkiem!
- Przed wypadkiem, który to ty spowodowałaś! - zawołałam, wtrącając się po raz pierwszy do rozmowy.
Zaczęłam już wierzyć Ashowi w jego podejrzenia wobec dziewczyny.
Jennifer tymczasem spojrzała na mnie groźnie i zawołała:
- Odbiło ci? Jesteś tak samo stuknięta, jak ten twój chłopak!
- Nie wydaje mi się - powiedział spokojnym tonem Ash - Ani ja, ani Serena nie jesteśmy stuknięci, w przeciwieństwie do ciebie. Powiedz mi, jak podła oraz okrutna może być dziewczyna, która to udaje przyjaźń do drugiej dziewczyny, a potem najbardziej bezceremonialnie wbija jej nóż w plecy?
- Oszalałeś! - warknęła Jennifer - Nie chcę tego słuchać. Pójdę sobie.
- Zostaniesz tutaj! - Ash zatarasował jej drogę swoją osobą - Wyjaśnimy sobie teraz kilka kwestii.
- Zejdź mi z drogi, Ketchum! Zejdź mi z drogi, bo wezwę policję!
- Proszę bardzo, wezwij ją. A wtedy ona aresztuje cię za to, co zrobiłaś swojej przyjaciółce, Amy.
- Nikt ci w to nie uwierzy! To, co mówisz, to brednie!
- Brednie, tak? - zakpił sobie Ash - Brednią jest to wszystko, co się stało? A ja już wiem, co tu się stało. Wiem. Na wskutek rozporządzenia uczestnicy konkursu tanecznego zostawiali swoje rzeczy osobiste w szatni. Widzowie oglądający pokaz nie musieli tego robić. Każda para zabrała ze sobą jako osobę towarzyszącą jedną lub dwie osoby. Amy i Thomas zabrali ciebie.
- To prawda, ale co to ma do rzeczy? - odburknęła Jennifer.
- Ponieważ byłaś tylko widzem zachowałaś swoje rzeczy osobiste przy sobie, w tym swoją torebkę. Ukryłaś w niej pilnik. Kiedy rozpoczęły się tańce, wyszłaś na chwilę do toalety, tak jak wcześniej zrobiła to Amy. Zabrałaś ze sobą jeden jej but. Poszło ci to tym łatwiej, że gdy wszyscy tancerze czekali na swoją kolej, to pozdejmowali buty, aby ich nogi mogły chociaż trochę odpocząć. Dobrze o tym wiedziałaś, jak też i o tym, że będziesz miałaś szansę. Podejrzewam, iż chciałaś podciąć jej obcas u niej w domu, ale to ci się nie udało, dlatego zrobiłaś to podczas występu. Dużo ryzykowałaś, bo przecież w każdej chwili ktoś mógł cię zauważyć, jak zabierasz ten but. Ale na twoje szczęście, nikt tego nie zrobił. Wszyscy byli zajęci obserwowaniem pokazów tanecznych. A ty poszłaś do toalety z butem Amy, który schowałaś sobie pod kiecką. Następnie podcięłaś w nim obcas, wyrzuciłaś pilnik do kosza na śmieci (oczywiście ścierając z niego odcisków palców), a potem wróciłaś jak gdyby nigdy nic na salę. Tam natomiast odłożyłaś but na jego miejsce i ponownie usiadłaś na widowni. Ryzykowne, ale udało ci się.


Jennifer spojrzała uważnie na Asha i z kpiną w głosie powiedziała:
- Piękna bajeczka, Ketchum. Gratuluję ci chłopaka, Sereno. Ma wielki talent. Powinien pisać książki. Ale obawiam się, że nikogo nie przekona twoja historia, ty żałosny chłopaczku.
Jej głos był po prostu irytujący. Miałam ochotę zmazać jej z twarzy ten głupi uśmieszek, ale nie wiedziałam, jak to zrobić. Na szczęście Ash zachował stoicki spokój, gdyż w przeciwieństwie do mnie dobrze wiedział, co należy robić w takiej chwili.
- Owszem, piękna bajeczka, ale niestety zgodna z prawdą, na co mam dowód.
- Niby jaki?
- A taki!
To mówiąc, Ash wyjął z kieszeni zdjęcie, które poprzedniego dnia wypadło z kieszeni Jennifer.
- Proszę. Poznajesz to może? Na tym zdjęciu jesteś ty z Amy oraz Thomasem. Przyjaźniliście się już w dzieciństwie, prawda?
- Tak, to prawda. Skąd to masz? - zdziwiła się Jennifer.
- Wypadło ci wczoraj z torebki. Nie miałem okazji oddać ci go z powrotem - wyjaśnił jej detektyw.
 - Teraz już masz okazję. Oddawaj!
Jennifer wyciągnęła rękę w jego stronę, ale Ash szybko cofnął swoją dłoń ze zdjęciem i zaśmiał się złośliwie.
- To bardzo piękna fotografia. Pokazuje ona naprawdę wielką przyjaźń trójki nastolatków. Pokazuje również coś jeszcze... Pokazuje mi ogromną nienawiść, jaką żywisz do Amy.
- Nienawiść? - zapytałam zdumiona.
Ash pokazał mi zdjęcie i powiedział z uśmiechem:
- Nie widziałem tego od początku. Właściwie trudno dostrzec to uczucie na pierwszy rzut oka. Bardzo trudno. Ale zwróciłem na nie uwagę podczas rozmowy z moją mamą przy śniadaniu. Pamiętasz to, Sereno? Moja mama wspominała nam dziś o swojej przyjaciółce oraz o tym, dlaczego obie straciły ze sobą kontakt.
- Przez chłopaka - powiedziałam.
- Właśnie. Ten sam powód stał się przyczyną sporu pomiędzy Jennifer a Amy. Widać to wyraźnie na tym zdjęciu. Jak się tak dobrze przyjrzeć, to widać na nim nienawiść, jaką Jennifer żywi do Amy, jak również zazdrość o Thomasa.
To mówiąc, Ash spojrzał na naszą podejrzaną.
- Czy nie mam racji, Jennifer? - pytał dalej mój ukochany - Czy to nie dlatego zaatakowałaś wczoraj Amy?
Dziewczyna milczała, a detektyw mówił dalej:
- Powód stary jak świat. Zazdrość o chłopaka. Jakże płytkie i powtarzalne w życiu ludzkim uczucie. Płytkie oraz niezwykle żałosne.
- To nie prawda! Moje powody były zupełnie inne! - krzyknęła nagle Jennifer i popatrzyła na nas groźnym wzrokiem - Miłość do Thomasa to jest tylko jeden z powodów! Ja tej dziewuchy po prostu nienawidzę! Rozumiecie mnie?! Nienawidzę jej jak nikogo na świecie!
- Ale dlaczego?! Dlaczego? Co ona ci takiego złego zrobiła, poza odbiciem ci Thomasa, oczywiście? - zapytałam zdumiona jej zachowaniem.
Jeśli miałam wtedy jeszcze jakieś wątpliwości, czy Jennifer rzeczywiście jest winna, to te wątpliwości rozwiały się po tym ataku złości ze strony dziewczyny.
- Odbicie Thomasa to był kolejny cios, który od niej otrzymałam! - krzyknęła Jennifer, a w jej oczach pojawiły się łzy - Wcześniej zrobiła mi inne świństwo!
- Jakie? - spytałam spokojnym tonem.
Jennifer popatrzyła najpierw na mnie, potem na Asha, następnie powiedziała zrozpaczonym głosem:
- Wiecie, że ja też kiedyś tańczyłam? Byłam w balecie razem z Amy. A potem miał miejsce ten wypadek... Nie! To nie był wypadek! To było celowo ukartowane! Amy wiedziała, że jestem lepsza od niej i zazdrościła mi! Bała się, że przeze mnie straci swoją pozycję w balecie! Dlatego właśnie podczas jednej próby celowo nie złapała mnie wtedy, kiedy skoczyłam w jej stronę. Robiliśmy próby do „Jeziora łabędziego“. Amy miała mnie złapać, ale zamiast tego, niby całkiem przypadkowo, mnie upuściła. Przez nią złamałam sobie nogę i nie mogłam już więcej tańczyć. A ona wgryzła się bezczelnie na moje miejsce! Do tego jeszcze zabrała mi Thomasa! Mojego Thomasa! Darowałam jej to wszystko ze względu na dawną przyjaźń, ale teraz przebrała się miarka! Ona wystąpiła w tym żałosnym konkursie tanecznym razem z Thomasem. A na dodatek jeszcze, oni zabrali mnie tam ze sobą. Zabrali ze sobą, żebym podziwiała to, czego ja już robić nie mogę! Amy chciała mnie w ten sposób znowu skrzywdzić! Ale nie pozwoliłam jej na to! O nie! Ukarałam ją teraz za to wszystko, co mi zrobiła! Ukarałam ją i jestem z tego dumna! Nie chciałam jednak, aby uderzyła się w głowę! Nie chciałam tego! Ja chciałam jedynie, żeby ta jędza złamała sobie nogę tak jak ja wcześniej. Chciałam, żeby cierpiała podobnie jak ja cierpię! Chciałam, aby wiedziała, jak to jest!
Ash i ja patrzyliśmy na nią bardzo uważnie, nic nie mówiąc. Wszystko było już jasne. To Jennifer zaatakowała Amy. To ona była winna jej tragedii, a do tego jeszcze sama się czuła pokrzywdzona. Żadne z nas nie wiedziało, co powiedzieć, w końcu jednak ja przerwałam milczenie:
- Twoja przyjaciółka leży teraz w szpitalu i walczy o życie, a ty uważasz się za jej ofiarę?!
- Nie znacie jej! Nie wiecie, jaka ona jest fałszywa i podła! - zaczęła krzyczeć Jennifer - Ale ja to wiem! Dobrze wiem, że ona wtedy celowo mnie upuściła, abym sobie złamała nogę! Żebym ja już nie mogła więcej tańczyć. Nazywacie to, co ja zrobiłam zbrodnią?! Nie! Ja tylko odpłaciłam jej pięknym za nadobne! Zasłużyła sobie na to, wiedźma! To nie była zemsta, ale sprawiedliwość! Oko za oko!
- Opowiesz to wszystko sędziemu na procesie. Może jego przekonają twoje argumenty, bo nas one jakoś nie przekonują - powiedział Ash mrocznym głosem i odszedł w kąt.
Za nim stała porucznik Jenny, na której twarzy malowała się grobowa mina.
- Jennifer... Jesteś aresztowana za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu swojej przyjaciółki, Amy - powiedziała policjantka.


Już po chwili, delikwentka została skuta kajdankami przez porucznik Jenny. Następnie dzielna policjantka podała nam obojgu dłonie na znak szacunku.
- Gratuluję wam. Ashu, Sereno... Spisaliście się dzielnie. Ja na pewno bym szukała jej jeszcze bardzo długo, jeżeli w ogóle bym ją znalazła - powiedziała pani porucznik.
- Ja sam bym jej nie rozpracował, gdyby nie to zdjęcie - odpowiedział jej Ash i spojrzał na mnie - Naprawdę, Sereno. Gdyby Jennifer nie nosiła ze sobą wszędzie tego zdjęcia, byłaby wolna.
- Nie wiem tylko, po co je nosiła? - zapytałam zdumiona.
- Ja również nie mam pojęcia - rzekł Ash - Może miała z nim związane jakieś uczucia? Albo z jego pomocą potęgowała w sobie nienawiść? Sam już nie wiem. Faktem jednak jest, że gdyby nie ono, to nie rozwiązałbym tej sprawy.
- Gdyby nie to zdjęcie i nie rozmowa z twoją mamą, która naprowadziła cię na trop - dodałam dowcipnym tonem.
- Fakt. Wracając musimy kupić jakieś pudełko czekoladek. Mama je uwielbia.
- Słusznie, Ash - zgodziła się porucznik Jenny i zasalutowała nam - No, ale ja już się muszę zbierać. Mam przestępcę do przesłuchania.
To mówiąc, wyszła z sali, wyprowadzając ze sobą Jennifer.
My zaś zagadaliśmy pielęgniarkę, od której dowiedzieliśmy się, że stan Amy się poprawia i niedługo powróci ona do zdrowia, ale nigdy już nie będzie mogła tańczyć. Intryga jej przyjaciółki zebrała więc swoje owoce.
- Ash, czy myślisz, że Amy naprawdę celowo upuściła wtedy Jennifer, żeby pozbyć się jej z baletu? - zapytałam, gdy już wracaliśmy do domu.
- Nie wiem. Możliwe, że tak. Ale nawet jeżeli to prawda, to Amy nigdy nam tego nie powie. Nie przyzna się przecież do czegoś, co jest jawnym przestępstwem - odpowiedział mi ponuro Ash.
- Tak, masz rację - powiedziałam, kiwając ponuro głową - A tak nawiasem mówiąc szkoda, że przyjaźnie kończą się w taki sposób.
- Nie wszystkie - rzekł mój chłopak detektyw mentorskim tonem - Ja bym powiedział, że prawdziwa przyjaźń nigdy się nie kończy. A ta, która się kończy, nigdy tak naprawdę się nie zaczęła.
- Może masz rację, Ash... Może masz rację...

***


- Chciałabym wam serdecznie kogoś przedstawić - powiedziała uroczystym tonem Ingrid na otwarcie balu - Z powodu wypadku jednej z uczestniczek naszego konkursu, jego rozstrzygnięcie ostatecznie się nie odbyło. Pomimo to wybraliśmy króla i królową balu. Myślę, że wszyscy uszanujecie nasz wybór. Są to bowiem pewien chłopak oraz pewna dziewczyna, którzy w błyskotliwy sposób rozwiązali zagadkę sprawy zamachu na Amy. Powitajmy ich wszyscy bardzo gorąco. Oto Ash Ketchum i Serena Evans!
To mówiąc, skierowała swoją dłoń w naszą stronę. Światło reflektora również na nas wówczas padło, zaś ja spłonęłam rumieńcem, czego na całe szczęście nikt nie zauważył.
Oboje stanęliśmy na szczycie schodów, ubrani w stroje balowe. Ja miałam na sobie piękną, różowo-fioletową suknię, zaś Ash strój szlachcica z XVII wieku. Otrzymał go od pewnego młodego reżysera amatora imieniem Luke, w którego filmie kiedyś zagrał. Miało to miejsce podczas jego podróży po regionie Unova, kiedy wędrował z Iris i Cilanem. Cała ta wesoła trójka została zatrudniona przez Luke’a do gry w jego amatorskiej, choć naprawdę bardzo ciekawej produkcji. Ash zagrał tam Rycerza Pokemon, który ma za zadanie chronić księżniczkę (grała ją należąca do reżysera Zorua) przed groźnym piratem (Cilan), a przy okazji trenuje pod okiem Smoczej Mistrzyni (Iris). Sama fabuła brzmiała zachęcająco i miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła obejrzeć ten film.
Podsumowując, Ash był w tym stroju niesamowicie przystojny.
- Ash... Czy to naprawdę się dzieje, czy tylko nam się śni? - spytałam mojego chłopaka, gdy już zaczęliśmy schodzić po schodach.
- Może to nam się śni, a może jednak dzieje naprawdę - odpowiedział mi dość enigmatycznie Ash, prowadząc mnie pod ramię - Ale czy to ważne? Ważne jest to, że to wszystko ma miejsce i że to jest nasz wieczór. Cieszmy się nim.
Uśmiechnęłam się do niego radośnie. Wokół nas zaś stali wszyscy nasi bliscy przyjaciele. Delia, Clemont, Bonnie, Jenny, Alexa, Brock, Tracey i profesor Oak. Wszyscy w strojach balowych, wszyscy uśmiechnięci i radośni. Wszyscy bardzo dumni z naszych poczynań. Wszyscy oklaskiwali nas głośno, a gdy rozpoczęły się tańce, otoczyli nas kręgiem, abyśmy mogli zatańczyć pierwszy taniec balu. Żeby było jeszcze zabawniej, puścili nam do tego tańca piosenkę „The time of my live“, którą wszak oboje tańczyliśmy podczas konkursu.
Tak, Ash miał rację. To był nasz wieczór i zamierzałam się nim cieszyć.


KONIEC







Przygoda 003 cz. II

Przygoda III

Zatańcz ze mną cz. II





Pół godziny później ja, Ash, Clemont i Bonnie byliśmy w budynku, w którym miał się odbyć konkurs taneczny.
- Wy też chcecie wziąć w nim udział? - zapytałam moich przyjaciół, kiedy wchodziliśmy do środka.
- W żadnym razie. My jesteśmy tu tylko jako obserwatorzy - odparł Clemont.
- Całkowicie bezstronni obserwatorzy - dodała wesołym tonem Bonnie - Poza tym mój brat nie umie tańczyć.
- O, przepraszam cię bardzo! Niby skąd taka teoria? - zapytał młody Meyer, patrząc groźnie na siostrę.
- A niby stąd, braciszku, że jakoś nigdy nie widziałam cię z żadną dziewczyną w romantycznej sytuacji! - odpowiedziała mu dziewczynka.
- I to jest dla ciebie dowód?
- Owszem, bo taniec to tańczenie z kimś, a najczęściej to jest taniec chłopaka z dziewczyną. A ty przecież nie masz dziewczyny, więc nie musisz umieć tańczyć. Wniosek? Nie umiesz tańczyć.
- Dość interesująca logika - zaśmiałam się, słysząc słowa Bonnie.
- I brzmi dość prawdziwie - dodał Ash.
- To, że ja nie mam dziewczyny, wcale nie oznacza, że nie umiem tańczyć - rzekł na to Clemont - Po prostu nie mam z kim tańczyć i nic poza tym.
- Możesz zawsze tańczyć z siostrą - zasugerowałam.
- Ale ona jest dużo niższa ode mnie, dlatego też ewentualny taniec z nią byłby matematycznie nieprecyzyjny - rzekł na to nasz wynalazca.
- Matematycznie nieprecyzyjny? - zdziwiłam się.
- No jasne! Zwykła wymówka, żeby się nie przyznać do tego, że nie umie się tańczyć - mruknęła złośliwym tonem Bonnie.


Rozmowę przerwało nam wejście do szatni, gdzie przywitali nas mężczyzna i kobieta, szatniarze. Ubrani byli w takie typowe stroje pracowników tego budynku, a także czapki z daszkiem i okulary. Ledwie nas zobaczyli, a zaraz się serdecznie uśmiechnęli. Może nawet zbyt serdecznie.
- Witamy szanownych państwa na konkursie tańca - powiedziała uniżonym tonem kobieta - Mamy nadzieję, że będziecie się pysznie bawić.
- My również mamy taką nadzieję - odpowiedział jej Ash - Prawda, Pikachu?
- Pika-chu! - zapiszczał radośnie Pokemon.
- Życzymy powodzenia i wygranej - powiedziała ponownie kobieta - Prosimy jednak o zostawienie bagaży oraz pokeballi w szatni.
- Dlaczego? - zdziwiłam się słysząc te słowa.
- Takie są tu przepisy - pospieszył nam z odpowiedzią mężczyzna - Wszyscy uczestnicy konkursu muszą zostawić tutaj rzeczy osobiste, które odbiorą potem, gdy już konkurs dobiegnie końca.
- No cóż... Skoro takie są przepisy - powiedział Ash i spojrzał na mnie.
- To nie będziemy się im sprzeciwiać - dokończyłam jego myśl.
- Słusznie.
Ash oddał więc swój plecak do szatni. Ja to samo zrobiłam ze swoim.
- Tylko proszę uważać. W tym plecaku mam pokeball ze swoim Pokemonem - powiedziałam do kobiety.
- Proszę się nie martwić, panienko. Panienki plecak oraz jego zawartość są w bezpiecznych rękach - odrzekła na to kobieta, ponownie się do mnie uśmiechając.
Kiedy ja i Ash oddaliśmy swoje plecaki szatniarzom, otrzymaliśmy od nich numerki identyfikacyjne. 
- Czy panicz pozwoli, że wezmę pańskiego Pikachu?! - zaoferował się nam mężczyzna szatniarz, wyciągając ręce w kierunku Pokemona.
- O nie, dziękuję! Pikachu idzie ze mną - nie zgodził się na to Ash, a Pikachu poparł go w swoim własnym języku.
- Ale przecież Pokemony nie mogą brać udziału w tych zawodach. Takie są przepisy! - zawołał nieco oburzonym tonem mężczyzna.
- Toteż nie będzie brał w nim udziału, a jedynie siedział na ławce dla widzów i mi kibicował - wyjaśnił mu Ash, po czym wziął mnie za rękę - Chodźmy, Sereno. Pora już na nas.
Szatniarze nie byli zachwyceni jego decyzją, jednak musieli odpuścić. Chcieli jeszcze wziąć plecak Clemonta i torbę z Dedenne Bonnie, ale nasi przyjaciele nie zgodzili się na to.
- Ale przecież przepisy... - zaczęła kobieta, ale Bonnie jej przerwała.
- Przepisy mówią o uczestnikach konkursu, a my nimi nie jesteśmy. Ja i mój brat będziemy jedynie obserwować - powiedziała dziewczynka.
- I kibicować - dodał Clemont.
- To też.
Szatniarze jeszcze przez chwilę oponowali, jednak nic im to nie dało i musieli ustąpić, ponieważ do szatni weszli inni uczestnicy konkursu, więc trzeba było się nimi zająć. Cała nasza czwórka natomiast wkroczyła do środka ogromnej sali, w której miały się odbyć zawody. Wszystko było już w niej przygotowane. Te pary tancerzy, które już przyszły, trenowały przed występem, z kolei inne rozmawiały z ludźmi, którzy przyszli podziwiać ich popisy taneczne.
- Niesamowite! Jaka wielka ta sala! - zawołał Ash zachwyconym głosem.
- Zgadza się! I jaka piękna! - dodałam, rozglądając się dookoła.
- Spójrzcie tylko na te wszystkie pary! - rzekł Clemont - Będziecie mieli sporą konkurencję.
- Tym lepiej! - zawołał wesołym tonem Ash - Dobre zwycięstwo musi zostać przez nas wywalczone. Co to za frajda wygrać walkowerem?
- Też fakt - powiedziała Bonnie.
- Tak! Słusznie mówisz, Ash! - odezwał się nagle za naszymi plecami czyiś znajomy głos.
Odwróciliśmy się natychmiast i wówczas naszym oczom ukazała się wysoka postać w czarno-różowej bluzce dresowej oraz szarych dżinsach. Na jej ramieniu spoczywał Helioptile.
- Witajcie, moi kochani! Miło was znowu widzieć. Stęskniłam się za wami! - powiedziała owa postać.
- Cześć, Alexa! Nie spodziewałem się ciebie tutaj spotkać! - zawołał wesoło Ash.
- Pika-pika! - zapiszczał uradowany Pikachu.
- Ani my! - dodałam równie uradowana, co zaskoczona.
- Co ty tu robisz? - zapytała Bonnie.


- Prowadzę właśnie reportaż w tej okolicy i dowiedziałam się, że moja dobra znajoma tutaj mieszka, więc postanowiłam ją odwiedzić - wyjaśniła nam Alexa - Widzicie tę wysoką brunetkę w pół-okularach? To właśnie ona. Nazywa się Ingrid i zasiada w jury tego konkursu.
Spojrzeliśmy w kierunku, który wskazała nam dłonią Alexa i rzeczywiście zobaczyliśmy osobę, o której mówiła. Osoba ta miała długie, czarne włosy, zielone oczy i ładną, różową sukienkę na sobie. Obok niej siedział młody mężczyzna w wieku około trzydziestu lat. Miał brązowe włosy i ciemno-brązowe oczy. Ubrany zaś był w dżinsową kurtkę i szare spodnie.
- Ten mężczyzna zaś to Jack. On również siedzi w jury - wyjaśniła nam Alexa zanim jeszcze zdążyliśmy zapytać.
- Jest bardzo przystojny! - zachichotała wesoło Bonnie.
- Tak, niczego sobie - zgodziła się z nią Alexa.
- Alexa, widzę wyraźnie, że przy stole dla jury są trzy miejsca, ale zajęte są tylko dwa - powiedział Ash, uważnie się przyglądając miejscu dla sędziów - Kto jest trzecim sędzią?
- Ja.
Spojrzeliśmy zdumieni na Alexę, gdy usłyszeliśmy jej słowa. W końcu czego jak czego, ale takiej odpowiedzi, to my się nie spodziewaliśmy. Była ona dla nas prawdziwą niespodzianką.
- Ty? Ty jesteś w jury? - zdziwiłam się.
- Tak - odpowiedziała mi z uśmiechem Alexa - Ingrid poprosiła mnie, żebym zasiadała razem z nią w jury, a ja nie potrafiłam jej odmówić. Ale nie liczcie na to, proszę, że po znajomości uznam wasze zwycięstwo. Będziecie musieli je sobie wywalczyć.
- To oczywiste! - zawołał bojowym tonem Ash, a Pikachu wesoło zapiszczał, zeskakując z jego ramienia.
- Nie może inaczej być! - dodałam radośnie.
- Wierzę, że dacie radę. No, a teraz wybaczcie mi, muszę zająć się swoimi obowiązkami. Z całego serca jednak życzę wam wygranej.
Alexa uśmiechnęła się do nas i podbiegła wesoło do Jacka i Ingrid, po czym zaczęła z nimi rozmawiać.
Clemont z Bonnie i Pikachu usiedli na ławkach dla gości, których było bardzo dużo. Najwidoczniej wielu ludzi chciało zobaczyć konkurs taneczny.
- Masz tremę? - zapytał mnie Ash.
- Nie. Tylko mnie trochę ściska w brzuchu - odpowiedziałam.
- Mnie również. Ale damy sobie radę, jestem pewien.
- Zgadzam się z tobą, Ash.
Ingrid wstała ze swojego miejsca i wzięła do ręki mikrofon, po czym zaczęła mówić:
- Mieszańcy Alabastii, a także wy, drodzy przyjezdni! Bardzo się cieszymy, że możemy was powitać na dorocznym konkursie tanecznym. Dzisiaj jedna z par tancerzy, których będziemy mieli zaraz zaszczyt podziwiać, zostanie ogłoszona mistrzem i mistrzynią tańca towarzyskiego. Prócz tego otrzymają oni tytuł króla i królowej balu, na którym wszyscy uczestnicy będą mogli pokazać swoje taneczne układy. A zatem, jak widzicie w naszym konkursie wszyscy coś wygrywają, ale tylko niektórzy wygrywają więcej niż pozostali. Ten oto konkurs ma nam pomóc wybrać króla i królową przyszłego letniego balu, więc jeżeli chcecie nosić korony, to dajcie z siebie wszystko.
- Ma w sobie dużo zapału - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Tak, to fakt - dodał Ash - Widać, że bardzo poważnie podchodzi do tego, że zasiada w jury.
- To chyba dobrze, prawda?
- To bardzo dobrze!
Nagle przemowę Ingrid przerwało dość niespodziewane wydarzenie. Bonnie zeskoczyła ze swej ławki i podbiegła do dziewczyny.
- Ingrid... Przepraszam na chwilę... - powiedziała i kiedy ta spojrzała na nią, dziewczynka uklękła na kolana i zawołała: - Proszę, zaopiekuj się moim bratem! Jesteś tą jedyną!
Ingrid spojrzała na Bonnie bardzo zdumionym wzrokiem, natomiast Clemont wyskoczył przerażony ze swojej ławki i krzyknął:
- Bonnie! Milion razy ci już mówiłem, żebyś tak nie robiła!
- Mój brat jest bardzo nieśmiały i poza tym w ogóle nie umie tańczyć, więc uważam, że będziesz dla niego idealną żoną.
- Słucham? Ja? Żoną?! - zdziwiła się Ingrid.
- Matko kochana! Co za upokorzenie! - jęknął Clemont.
Już po chwili ramię Aipoma wysunęło się z plecaka wynalazcy, a następnie złapało mocno Bonnie za kołnierz i podniosło ją wysoko w górę. Młody Meyer opuścił zaś głowę w dół i załamany odszedł na swoje miejsce, zabierając za sobą siostrzyczkę.
- Jakie to upokarzające! - jęczał chłopak.
- Obiecaj, że przemyślisz moją propozycję! - wołała Bonnie do Ingrid, która jeszcze przez chwilę wpatrywała się w nią zdumionym wzrokiem.



- No dobrze, a zatem wracajmy do konkursu - powiedziała Ingrid tak, jakby nic się nie stało - Zasady konkursu są bardzo proste. Każda para musi zatańczyć do wybranej przez siebie piosenki. Ta zaś para, która zatańczy najpiękniejszy taniec, zostanie uznana królem i królową balu. Zaczynamy od pary numer jeden.
Wyżej wymieniona para wyszła od razu na parkiet i zaczęła tańczyć. Pozostali uczestnicy, w tym nasza dwójka czekali na swoją kolej. Aby oczekiwanie było przyjemniejsze, to wszyscy zdjęliśmy z nóg buty, żeby nasze stopy mogły nieco odpocząć i zaczerpnąć energii przed przyszłym tańcem. Podobno to skutkowało. Gdybym tylko wiedziała, jak przerażające będą konsekwencje tego czynu, nigdy nie dopuściłabym do tego, aby tak się stało. Niestety, wtedy jakoś nie umiałam przepowiadać przyszłości, a prawdę mówiąc, dzisiaj też tego nie potrafię, dlatego oczywiście nie miałam nic przeciwko, żebyśmy przed tańcem wszyscy zdjęli buty i położyli je swobodnie na podłodze, obok nas.

***


Kiedy wreszcie nadeszła nasza kolej, chwyciłam bardzo czule Asha za rękę i uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Teraz pora na nas - powiedziałam.
- Tak, to nasza kolej - uśmiechnął się do mnie delikatnie Ash - Jesteś gotowa, Sereno?
- Tak. Tylko nadal się denerwuję.
- Ja również. Ale nie bój się. Damy sobie radę.
- Wierzysz w to?
Mój chłopak zachichotał wesoło i powiedział uroczo:
- Hej, Różowa Panienko! Nigdy się nie poddawaj, tylko walcz!
Nie mogłam się oprzeć pokusie i delikatnie parsknęłam śmiechem, gdy tylko usłyszałam te słowa. Wciąż pamiętałam, jak przed laty po raz pierwszy tak właśnie do mnie powiedział. Ash nadal potrafił mnie tymi słowami podnieść na duchu. Posiadał jakiś naprawdę niesamowity dar, który to sprawiał. Nie wiem, jak się ten dar nazywa, ale jedno jest pewne, był wspaniały.
- Och, Ash. Ty to naprawdę masz w sobie całą masę energii - powiedziałam wesołym tonem.
- Nie inaczej, Serenko. Dzięki tej energii umiem zawsze pokonywać wszelkie przeszkody - odpowiedział radośnie mój luby.
- Trzymam cię za słowo, że tak jest! - zaśmiałam się.
- Chodźmy więc! Damy czadu!
- Się wie, no nie?
Oboje założyliśmy buty i wyszliśmy na parkiet, wcześniej wybierając sobie jako piosenkę utwór „The time of my live“. Następnie objęliśmy się bardzo czule i zaczęliśmy tańczyć. Piosenka była rytmiczna, ale też i romantyczna, taki również był nasz taniec. Mimo obaw, dość szybko złapaliśmy wspólny rytm, który porwał nas w tany.
- Pamiętaj tylko, czego cię uczyłam! - powiedziałam do Asha, gdy zaczęliśmy tańczyć - Zapomnij o tym wszystkim, co nas otacza. O tych wszystkich ludziach wokół nas. Ich nie ma. Jesteśmy tylko my dwoje.
- My dwoje i muzyka, w której rytmie się poruszamy - odpowiedział mi mój chłopak.
Oboje tańczyliśmy ze sobą, pogrążając się radośnie w rytmie piosenki. Nie umiem tego wszystkiego opisać. To było coś wprost wspaniałego! Coś radosnego i niesamowicie cudownego. Serce mi biło jak szalone, a całe me ciało przechodziły przyjemne dreszcze, kiedy razem z Ashem niczym dwa okręty sunęliśmy przez morze parkietu w rytmie muzyki. W rytmie naszej miłości.
Gdy taniec się skończył, wszyscy zaczęli nas oklaskiwać, a najgłośniej chyba klaskali Clemont, Bonnie i Alexa. Pikachu i Dedenne zaś słodko i bardzo wesoło piszczeli, okazując w ten sposób swój entuzjazm. Wzruszona uśmiechnęłam się do ludzi wokół nas, po czym ja i Ash, wciąż trzymając się czule za ręce, złożyliśmy publiczności głęboki ukłon.
- Gratulacje dla pary Asha i Sereny! - zawołała wesołym głosem Ingrid - To był wspaniały taniec. Nagrodźmy ich gromkimi brawami! A potem poprosimy na parkiet ostatnią parę.
Brawa dla nas wybuchły jeszcze mocniej. Ja i Ash ukłoniliśmy się ponownie widowni, po czym usiedliśmy na ławce obok Clemonta i Bonnie. W drodze na to miejsce mijaliśmy ostatnią parę tancerzy, która miała wystąpić w tym programie. Niechcący usłyszeliśmy wówczas fragment ich rozmowy.
- Dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć? - zapytał chłopak swoją partnerkę do tańca.
- Bo nie mogę. Przecież wszystko w ten sposób zepsuję! - odpowiedziała mu dziewczyna, która miała z nim tańczyć.
- Przecież mówiłaś, że to tylko żart!
- No i właśnie dlatego, że to żart, nie mogę ci powiedzieć. Żart jest śmieszny tylko wtedy, kiedy nie znamy wcześniej jego szczegółów.
- Ale proszę cię...
- To ja cię proszę, nie rozmawiajmy już o tym.
Rozmowa ta bardzo mnie zdziwiła, podobnie zresztą jak Asha. Szybko jednak oboje o niej zapomnieliśmy i usiedliśmy na ławce obok Clemonta i Bonnie.
- I jak nam poszło? - zapytałam z zainteresowaniem.
- Byliście wspaniali! - zawołała Bonnie z entuzjazmem w głosie.
- Niesamowicie! Tańczyliście po prostu cudownie! - dodał Clemont, również bardzo zachwycony.
- A ty jak sądzisz, Pikachu? Byliśmy dobrzy? - zapytał Ash.
- Pika-chu! - zapiszczał Pokemon, podnosząc wesoło łapkę w górę.
- De-de-ne! - pisnął radośnie Dedenne.
- Czyli byliśmy - uśmiechnął się Ash i spojrzał na mnie czułym wzrokiem - Zobaczysz, wygramy ten konkurs. A nawet jeżeli go nie wygramy, to i tak zawsze weźmiemy udział w balu.
- Fakt, to zawsze coś - odpowiedziałam wesoło memu chłopakowi.
- Cicho! Teraz tańczy ostatnia para - uciszyła nas Bonnie.
Przerwaliśmy więc rozmowę i zaczęliśmy obserwować ostatnią parę, która to tańczyła w ramach konkursu. Musiałam im to przyznać, ci dwoje byli wspaniałymi tancerzami. Gdy ich obserwowałam, to przez chwilę bałam się, że wygibasy, jakie dawaliśmy z Ashem są zdecydowanie za słabe, aby zachwycić nimi jury, zwłaszcza w porównaniu z tańcem ostatniej pary.
Moje jednak myśli przerwało nagle niespodziewane wydarzenie. Na naszych oczach tańcząca właśnie dziewczyna potknęła się i upadła głową na posadzkę. Wszyscy przerażeni zerwaliśmy się ze swoich miejsc. Ash wraz z Pikachu jako pierwsi dobiegli do tancerki.
- Boże drogi! Co się stało?! Co się dzieje?! - lamentował partner dziewczyny, załamując ręce - Ja ją tylko lekko przekręciłem w tańcu. Nie chciałem, żeby stała się jej krzywda.
- Spokojnie! Wszyscy dobrze wiemy, że to nie twoja wina! - zawołała Alexa, podbiegając do niego - Ash, co z nią?
Chłopak sprawdził dziewczynie puls. Na szczęście wiedział, jak to się robi, więc mógł tego dokonać.
- Żyje! - zawołał.
- Na pewno? - zapytała Ingrid, która właśnie stała obok Alexy.
- Pika-pika? - pisnął Pikachu.
- Wyczuwam puls, ale bardzo słaby. Trzeba jak najszybciej wezwać pomoc - odpowiedział im Ash.
- No, nie stójcie tak! Niech ktoś wreszcie wezwie pogotowie! - wrzasnęłam oburzona zachowaniem widzów, którzy zamiast coś zrobić, lamentowali.
Clemont jako pierwszy ocknął się z transu. Przedarł się przez tłum, dobiegł do ściany, gdzie stał aparat telefoniczny, po czym zadzwonił.

***


- Siostro Joy! Czy ona wyjdzie z tego? - zapytał pielęgniarkę tancerz, którego partnerkę właśnie zabierała karetka.
- Mam nadzieję, że tak - odpowiedziała mu smutno pielęgniarka, wraz ze swą Chansey umieszczali ranną dziewczynę na noszach, a potem do karetki - Uderzyła się mocno w głowę, ale szybko wezwano pomoc. Podziękujcie za to temu chłopcu.
To mówiąc, wskazała na Clemonta, który lekko się zarumienił.
- Ale przecież to nic takiego - powiedział - Każdy na moim miejscu z całą pewnością zrobiłby to samo.
- To właśnie mój brat. Dzielny i bardzo skromny! - zawołała wesoło Bonnie dumnym tonem.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy siostra Joy wsiadła już do karetki, zaś ta ruszyła w kierunku najbliższego szpitala. Była więc nadzieja, że dziewczyna wyjdzie z tego. W głębi serce modliłam się, aby nic poważnego się mojej rywalce nie stało.
Tymczasem Ash razem z Alexą oglądali uważnie jeden z butów, który miała na sobie ranna tancerka.
- Siostra Joy zabrała już dziewczynę. Powinno być z nią wszystko dobrze - powiedziałam podchodząc do nich - A wy co tak oglądacie ten but?
Ash obserwował nad wyraz uważnie wyżej wskazany przedmiot przez swoje szkło powiększające, a po dłuższej obserwacji powiedział:
- Interesujące. Widzisz, Alexa? To chyba nie jest coś normalnego, nie sądzisz?
- Rzeczywiście - odpowiedziała mu dziennikarka, oglądając but.
- O czym wy mówicie? - zapytałam - Co nie jest normalne?
Ash pokazał mi przedmiot, który go tak zaintrygował.
- Widzisz? Oto przyczyna całej tragedii. Obcas od tego buta pękł u podstawy i odleciał, wskutek czego tancerka upadła na podłogę w czasie tańca.
- No i co? - zapytałam zaintrygowana tym, co mój chłopak mówił.
- No i to, że ten obcas nie powinien tak po prostu sobie odpaść. Chyba, że się mylę.
Detektyw spojrzał pytająco na Alexę.
- Nie mylisz się, Ash - odpowiedziała dziennikarka - Obcasy w takich butach są mocowane bardzo mocno. Podczas tańca nie mógłby on tak po prostu odlecieć.
- Zgadza się. Znam się na butach i w ogóle znam się na ubraniach - wtrąciłam się do rozmowy - Ale co to wszystko oznacza?
Spojrzałam uważnie na nich oboje.
- Nie... Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że...
- Ten obcas został odcięty, Sereno - dokończył moją myśl Ash.
- I to nie byle czym, ale pilnikiem - rzekła Alexa biorąc do ręki but - Mogę się jednak mylić, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie.
Popatrzyłam mojemu chłopakowi w oczy.
- Boże... Chcecie powiedzieć, że...
- Że to wcale nie był wypadek - rzekł Ash śmiertelnie poważnym tonem - To był celowo zaplanowany atak na tę tancerkę.
Alexa złapała za rękę Ingrid, która właśnie przechodziła obok niej.
- Musimy wezwać policję - powiedziała.
- Dlaczego? - zapytała Ingrid - Do zwykłego wypadku?
- To nie był wypadek. To był zamach na życie tej dziewczyny.
Ingrid zamurowało, podobnie jak mnie chwilę wcześniej.
- O nie! Tylko nie to! - zawołała przerażonym głosem - Alexo, to przecież niemożliwe!
- Obawiam się, że to prawda - powiedziała Alexa i położyła dłoń na ramieniu Ingrid - Musisz wezwać policję.
- Dobrze, Alexo. Już to robię.

***


Porucznik Jenny przyjechała szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Widocznie potraktowała zgłoszenie bardzo poważnie (na szczęście). Ledwie jednak weszła na salę, a zauważyła nas. Uśmiechnęła się i skierowana swoje kroki w naszą stronę.
- Ash! Serena! Jak miło was znowu widzieć - rzekła głosem radosnym, ale też zaprawionym smutkiem - Choć szkoda, że w takich okolicznościach.
- No właśnie - potwierdziłam jej słowa smutnym tonem - Bardzo to przykre okoliczności.
- I znowu się spotykamy na miejscu zbrodni - zachichotała delikatnie Jenny, chociaż zdecydowanie ani jej, ani nikomu z nas nie było teraz do śmiechu.
- Otóż to. Chyba już taki nasz los - zaśmiał się lekko Ash, choć on również nie miał nastroju do żartów.
- No cóż... Tak to z tym losem bywa. Jest on niekiedy strasznie przewrotny - powiedziała filozoficznie Jenny - Ale mniejsza z tym. Co my tu mamy?
- Prawdopodobnie próbę zamordowania jednej dziewczyny - odpowiedział jej policjant obserwujący miejsce zbrodni - Ten but stał się przyczyną tragedii.
Jenny podeszła do niego, wzięła do ręki but i zaczęła go oglądać.
- Obawiamy się, że ktoś celowo podciął pilnikiem lub nożem obcas tego buta - powiedziała Alexa stojąca obok niej.
Policjantka przyjrzała się uważnie butowi, po czym powiedziała:
- Macie niestety rację. Ten but został podpiłowany i to najprawdopodobniej pilnikiem. Raczej małych rozmiarów, ale za to wystarczająco mocnym, aby odciąć nim obcas od reszty buta. 
- Czyli ktoś chciał, aby dziewczyna się przewróciła? - zapytał Ash.
- Nie inaczej, drogi chłopcze. Nie inaczej - odpowiedziała porucznik Jenny - To wyraźny zamach, a to oznacza, że muszę wkroczyć do akcji.
Po tych słowach, policjantka zwróciła się do Ingrid.
- Proszę zamknąć całe to pomieszczenie. Nikomu nie wolno opuszczać tego miejsca dopóki nie przesłuchamy wszystkich świadków oraz ich nie przeszukamy. Może sprawca nadal ma przy sobie narzędzie zbrodni.
- Szczerze mówiąc nie liczyłbym na to - powiedział Ash.
- No właśnie! Jeżeli jest mądry, to już dawno się go pozbył - dodał Clemont.
- Poza tym, ktoś przecież mógł podpiłować but jeszcze przed przyjściem tutaj - zauważył mój luby.
- To bardzo możliwe, ale mimo wszystko ludzi przeszukać nie zaszkodzi - odpowiedziała na to Jenny - Pani Ingrid, proszę oznajmić wszystkim, że nikomu nie wolno stąd wyjść aż do odwołania.
- No dobrze, pani porucznik. Już to robię - odpowiedziała jej Ingrid i poszła wykonać polecenie.
- To może być trudne. Tu jest cała masa ludzi. Oprócz tancerzy jest też wielu widzów - powiedział Jasper, członek jury.
- Wobec tego pomożemy przesłuchać wszystkich podejrzanych! - zawołałam radosnym tonem i spojrzałam na mego chłopaka, szukając w jego oczach aprobaty.
Na całe szczęście ją znalazłam.
- Czytasz w moich myślach, Sereno! - zawołał bojowo Ash, zaciskając dłoń w pięść - To jest sprawa dla Sherlocka Asha!
- I jego wspaniałych pomocników! - zawołałam wesoło - Z doktorem Sereną Watson na czele!
- Pika-pika! - zapiszczał bojowo Pikachu, skacząc zwinnie na ramię swojemu trenerowi.
- Nie inaczej! - dodała radośnie Bonnie.
- Jesteśmy chętni do pomocy - rzekł Clemont.
- Na mnie również możecie liczyć. Jako dziennikarka dość dobrze wiem, jak zadawać ludziom pytania - zaoferowała swoją pomoc Alexa.
- Świetnie! - uśmiechnęła się do nas porucznik Jenny - Im nas więcej, tym weselej, jak to mówią. A więc do dzieła! Moi policjanci zaś przeszukają cały teren. Jeżeli sprawca wyrzucił narzędzie zbrodni, co jest więcej niż pewne, to na pewno gdzieś tu musi być.
Bardzo szybko podzieliliśmy się na pary i zaczęliśmy przesłuchiwać ludzi. Ja poszłam w parze z Ashem, Clemont z Bonnie, Alexa z Ingrid, Jenny dobrała sobie do pomocy jednego z policjantów, a pozostali funkcjonariusze zaczęli poszukiwać narzędzia zbrodni, więc śledztwo ruszyło pełną parą.


Narzędzie zbrodni dość szybko znaleziono. Było w koszu na śmieci i zgodnie z przewidywaniami, narzędziem tym był pilnik. Niestety, nie było na nim widać odcisków palców.
- Sprawca musiał używać rękawiczek. Oczywiście - westchnęła Jenny - Musi to być ktoś miejscowy. Tylko taki ktoś wie, jakie zwyczaje panują tutaj podczas konkursów. Wiedzą, że ich uczestnicy przed wystąpieniem zawsze choć na chwilę zdejmują buty, aby stopy nabrały więcej siły do tańca. Z tego też powodu zawsze kładą tu ciepłe maty, żeby ludzie nie siedzieli boso na zimnych płytkach.
- Wiem, zauważyliśmy - powiedziałam - Ale czemu ktoś ryzykował i podciął but tutaj? Nie lepiej było zrobić to w domu?
- Może nie znał ofiary tak dobrze, żeby u niej bywać? - zasugerował Clemont.
- Albo ją zna, ale zabrakło mu okazji i dlatego zaryzykował działanie tutaj - dodał Ash.
- Pika-pika-chu! - poparł go Pikachu.
- Ktokolwiek to był, musi to być ktoś z Alabastii lub po prostu bardzo dobrze obeznany w zasadach konkursu - zauważyła Jenny - Wiedział, że będzie tutaj miał okazję zadziałać i to zrobił.
Po tym jakże ważnym dla śledztwa odkryciu, zaczęliśmy jeszcze intensywniej przesłuchiwać podejrzanych. Ale niestety, zgodnie z naszymi przewidywaniami, przesłuchanie tak dużej ilości ludzi było zdecydowanie zadaniem męczącym oraz żmudnym. Co gorsza, nie przyniosło nam ono żadnych efektów. Aż do chwili, gdy ja i Ash przesłuchiwaliśmy partnera do tańca tej zranionej dziewczyny.
- Czy możesz nam coś powiedzieć o tej dziewczynie? - zapytał Ash tonem policyjnego śledczego.
- Ma na imię Amy i jest moją dziewczyną - odpowiedział mu chłopak - Ja jestem Thomas. Amy i ja jesteśmy ze sobą od pół roku.
- Czyli, że Amy była twoją partnerką nie tylko w tańcu, ale również w życiu prywatnym? - zapytałam.
- Dokładnie tak - odpowiedział Thomas i załamany potarł sobie dłonią oczy - Trudno mi sobie nadal to wszystko uświadomić. Amy jest w szpitalu i walczy o życie... A ja nie mogę nic zrobić, aby jej pomóc.
- Wręcz przeciwnie, możesz coś zrobić - przerwał jego lament Ash - Możesz przestać gadać od rzeczy i skupić się na odpowiadaniu na nasze pytanie.
Ash wypowiedział te słowa może nieco za ostro, ale ostatecznie musieliśmy wydobyć zeznania z tego chłopaka, a jego rozpacz wcale nam tego nie ułatwiała. Poza tym widziałam wyraźnie, że mój luby również mocno przeżył wydarzenie, którego właśnie byliśmy świadkami, dlatego mogły ponieść go nerwy.
- Przepraszam, nie powinienem był się rozklejać - powiedział chłopak i otarł sobie oczy od łez - Ale naprawdę nie wiem, co ja wam mogę powiedzieć w tej sprawie. Amy była strasznie szczęśliwa na samą myśl o tym konkursie. Tylko o nim myślała. Szykowała się na niego już od dłuższego czasu. Ćwiczyliśmy taniec w każdej wolnej chwili. Nie wiem nawet, kto mógłby chcieć jej zrobić coś takiego.
- Czyli nikogo nie podejrzewasz? - zapytałam patrząc na niego.
- Niestety nie. Wszyscy ją lubili. Niby dlaczego ktoś miałby jej chcieć zrobić coś takiego?
- Nie mamy pojęcia i dlatego prowadzimy śledztwo - odpowiedział mu Ash - Skoro nie wiesz, kto mógłby chcieć ją skrzywdzić, to możesz chociaż powiedzieć coś innego?
- Oczywiście. Ale co konkretnie?
- Czy jest na tej sali jeszcze ktoś, kto zna dobrze twoją dziewczynę?
- Tak, jej przyjaciółka! Jest tutaj. Szatynka w brązowej sukience. O! Właśnie tam idzie!
To mówiąc, Thomas wskazał palcem jedną z dziewczyn, której jeszcze nie zdążyliśmy przesłuchać. Oboje z Ashem podeszliśmy do niej, po czym zaczęliśmy zadawać jej te same pytania, co chłopakowi Amy. Ale niestety Jennifer, bo takie było imię dziewczyny, zdecydowanie nic nie wiedziała w tej sprawie.
- Bardzo mi przykro, ale cały czas byłam na widowni i obserwowałam tańce wszystkich par. Nie widziałam nic, co by mogło zwrócić moją uwagę.
- Naprawdę nic? - zapytałam zdumiona.
Byłam po prostu załamana. Nikt nic nie wiedział w tej sprawie, co oznaczało, że to będzie chyba najtrudniejsze śledztwo w całej karierze Sherlocka Asha (która notabene dopiero się zaczynała).
- Nic, naprawdę nic - odpowiedziała nam Jennifer - Amy to moja najlepsza przyjaciółka. Ten, kto ją tak załatwił jest po prostu potworem w ludzkiej skórze.
- I nie wiesz, kto by chciał zrobić krzywdę Amy? - pytał dalej Sherlock Ash.
- Nie! Nie mam pojęcia. Przecież wszyscy ją przecież kochali. To taka dobra i wrażliwa dziewczyna, a do tego jeszcze niesamowicie utalentowana - mówiła dalej Jennifer - Tak wspaniale tańczyła. To znaczy tańczy... Chociaż... Pewnie po tym wypadku już nie będzie tańczyć.
To mówiąc, dziewczyna wyjęła szybko z torebki, którą trzymała pod pachą, chusteczkę i zaczęła sobie nią wycierać oczy. Kiedy chciała ją ponownie schować, torebka wypadła jej z ręki i wyrzuciła z siebie całą swoją zawartość. Jennifer załamana skoczyła w pościg za swoimi rzeczami, które potoczyły się po posadzce. Ash uklęknął obok niej i zaczął jej w tym pomagać.
- Dziękuję ci, ale nie musisz tego robić. Naprawdę nie musisz - mamrotała Jennifer, pakując niezgrabnie do torebki swoje rzeczy.
Kiedy skończyła już to robić, podniosła się z podłogi i powiedziała:
- Bardzo mi przykro, że nie mogę wam pomóc.
- Nam również jest przykro - powiedziałam, gdy dziewczyna zniknęła z pola naszego widzenia - To jest po prostu żałosne! Tylu świadków i nikt nic nie widział! Normalnie sytuacja jak w jakimś kiepskim filmie!
To mówiąc, wściekła cisnęłam swój kapelusz na podłogę.
- Tyle tylko, że to się dzieje naprawdę - powiedział Ash smutnym tonem - Ale trudno. Może naszym przyjaciołom lepiej poszło.
Niestety, Clemont i Bonnie też niczego nie odkryli. Alexa i Ingrid również. Co do Jenny i jej policjantów, to już nawet szkoda było mówić. Poza znalezionym pilnikiem odnotowali kompletną porażkę.
- Nikt nic nie widział, nikt nie chciał skrzywdzić Amy, ale jednak ktoś to zrobił, a my nie wiemy kto! - jęknęła załamanym tonem porucznik Jenny.
- Ktoś przecież musiał to zrobić - powiedziała Alexa rozkładając bezradnie ręce - Tylko kto?
- Najwyraźniej ktoś bardzo sprytny - rzekła Ingrid - Ktoś musiał mieć jakąś niechęć do Amy i chciał ją zniszczyć w taki właśnie sposób.
- Tylko dlaczego nikt nic nie widział? - zdziwiłam się - Tylu ludzi i nikt nic nie zauważył?
- To akurat ma sens - powiedział nagle Ash.
- Co masz na myśli? - zapytałam.
- Widzisz, w tłumie nikt nie wypatrzy pojedynczego człowieka. To znaczy, można to oczywiście zrobić, ale jest to niezwykle trudne. A im większy jest tłum, tym trudniej jest tego dokonać - wyjaśnił mi Ash.
- Pika-pika! - zgodził się z nim Pikachu, piszcząc smętnie.
- Tak. Obawiam się, że on ma rację - powiedziała Jenny - Nasz sprawca jest o wiele sprytniejszy niż sądziliśmy. Skrył się sprytnie w tłumie pomiędzy zupełnie niewinnymi obywatelami.
- To prawda - rzekł smutnym tonem Clemont - Stoimy w martwym punkcie.
- Nie! Ja nie wierzę, żeby nic się nie dało zrobić! Ash na pewno coś wymyśli! Ash jest przecież genialny! - zawołała nagle bojowym tonem Bonnie, podskakując przy tym w miejscu.
- De-ne-ne! - zgodził się z nią Dedenne, machając przy tym łapkami.


Mój chłopak uśmiechnął się do nich delikatnie i powiedział:
- Przykro mi, Bonnie, ale obawiam się, że tym razem Sherlock Ash będzie musiał ogłosić swoją porażkę.
- Nie wierzę! Przecież na pewno coś wymyślisz! - pisnęła Bonnie.
- No właśnie. Potrzebujesz jedynie więcej czasu - dodałam, kładąc mu dłoń na ramieniu w ramach pocieszenia.
Chłopak uśmiechnął się do niej i powiedział:
- Dziękuję ci, Serenko. I dziękuję wam wszystkim. Cieszę się, że we mnie wierzycie. Obawiam się jednak, że tym razem...
- Przepraszam na chwilę...
Powoli zbliżył się do nas Thomas.
- To ty, Thomas? O co chodzi? - zapytał Ash zdumiony jego widokiem.
- Chodzi o to, że pytaliście mnie, czy coś tutaj nie wydało mi się podejrzane.
- No właśnie - powiedziałam podchodząc do niego - A więc jak? Coś ci się wydało podejrzane?
- To może nic nie znaczy, ale widzicie... Coś wzbudziło moje podejrzenia. Coś, co się tutaj wydarzyło - mówił Thomas.
- A co konkretnie? - zapytała Jenny.
- Widzicie... Gdy tańczyły poprzednie pary, Amy wyszła na chwilę do toalety. Wróciła dopiero po kwadransie i mówiła, że widziała coś dziwnego.
- Co? Co widziała? - zaczęliśmy jednocześnie wszyscy o to pytać.
- Nie wiem, nie chciała mi powiedzieć - Thomas bezradnie rozłożył ręce - Powiedziała jedynie, że chodzi o jakiś żart, który się nie uda, jeżeli mi opowie jego szczegóły.
Ledwie to powiedział, a od razu przypomniałam sobie tę dziwaczną rozmowę, którą przypadkiem usłyszeliśmy, gdy ja i Ash opuszczaliśmy parkiet. W tej chwili nabrała ona wreszcie jakiegoś sensu.
- Na pewno nic ci nie powiedziała? - pytał Ash.
- Coś powiedziała - odpowiedział mu Thomas - Powiedziała, że to szatniarze ten żart szykują. Ale nie chciała powiedzieć, o co chodzi.
- Szatniarze, mówisz? - zapytała porucznik Jenny - No, to już my sobie z nimi pożartujemy! Gdzie oni są?
- Pewnie w szatni. Chodźmy ich przesłuchać! - odpowiedziała Ingrid.
- Chodźmy zatem! - zawołał Ash.
- Pika-pika! - zapiszczał Pikachu.
Niewiele myśląc, ruszyliśmy wszyscy razem w kierunku szatni. Właściwie, mówiąc „wszyscy“, mam tu na myśli siebie, Asha, Clemonta, Bonnie, Jenny oraz Alexę. Udzielam wam małego wyjaśnienia po to, żeby nie było później żadnych niedomówień w moich pamiętnikach. Liczę na to, że jeżeli jednak takowe zajdą, to wówczas moi ewentualni czytelnicy nie będą mi mieli tego za złe.
Ale do rzeczy. Pobiegliśmy więc całą naszą szóstką do szatni, ale niestety nie zastaliśmy w tym miejscu nikogo. Nie było tam już dwójki szatniarzy, ani też, ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, nie było też naszych rzeczy. Wszystkie plecaki, kurtki, czapki, a co najważniejsze wszystkie pokeballe pozostawione tutaj przez uczestników konkursu zniknęły.
- Co tu się stało? - zapytała Jenny rozglądając się zdumiona po szatni - Kto zabrał wszystkie rzeczy uczestników konkursu?
- Ci szatniarze! Tylko oni mogli to zrobić! - zawołał Ash, zaciskając wściekle dłoń w pięść - Ale ja im tego nie daruję. Para złodziejaszków! Zapłacą mi za to!
- Ale po co mieliby kraść kurtki i plecaki uczestników konkursu? To przecież nie ma sensu! - zdziwiła się Bonnie.
- De-de-ne! - zapiszczał jej mały Dedenne.
Ash spojrzał na dziewczynkę i powiedział:
- Nie o plecaki ani kurtki tu chodzi. Chodzi tutaj o to, co było w tych kurtkach i w tych plecakach.
- A co tam było? - zapytał Clemont.
Ja jednak już się zaczęłam wszystkiego domyślać, dlatego zaraz pospieszyłam z odpowiedzią:
- Pokeballe! W plecakach były pokeballe! Niektórzy zaś mieli je w schowane kieszeniach kurtek!
- Dokładnie tak! - zawołał Ash wściekłym głosem - Ci szatniarze to są zwykli złodzieje!
- Nie mogli uciec daleko! Musimy ich złapać! - krzyknęła Alexa.
- Szukajmy ich zatem! - Jenny chwyciła za krótkofalówkę - Halo! Tu Jenny! Sierżancie! Każcie natychmiast otoczyć cały budynek! Nikt nie ma prawa z niego wyjść ani też do niego wejść! Aż do odwołania! No i szukajcie szatniarzy! To są złodzieje Pokemonów! Mają oni ze sobą rzeczy skradzione uczestnikom konkursu!
- Tak jest, pani porucznik. Przyjąłem i wykonuję! - odpowiedział jej głos z krótkofalówki.
- Mogli już dawno stąd uciec - powiedziałam załamanym głosem, ponieważ właśnie sobie uświadomiłam, że ta kradzież oznacza, iż mogę więcej nie zobaczyć mojego Fennekina, którego pokeball pozostał w moim plecaku, a ten przecież też został skradziony.
- Nie wydaje mi się - odpowiedziała mi Jenny - Zamiast biadolić, to lepiej ich szukajmy. Jeśli są nadal w budynku, to nie uciekną.
Nagle Pikachu zeskoczył z ramienia Asha i zaczął piszczeć, pokazując łapką schody.
- Co się stało, Pikachu? - zapytał jego trener.
Pokemon zaczął mu nagle coś pokazywać na migi, dodając przy tym słowa wypowiedziane w swoim własnym języku. Ash uśmiechnął się do stworka, gdyż najwidoczniej zrozumiał wszystko, co on do niego mówi, po czym zwrócił się do nas i powiedział:
- Pikachu mówi mi, że jego zdaniem złodzieje musieli stąd uciec całkiem niedawno i z całą pewnością pobiegli tymi schodami na górę.
- Skąd ta pewność? A jeżeli on się myli? - spytała nieco sceptycznym tonem Alexa.
Wówczas z jej ramienia zeskoczył Helioptile i zaczął węszyć po całej szatni, a następnie wskoczył na schody wydając z siebie radosne piski.
- Co on mówi? - zapytałam.
- Pewnie chce, żebyśmy za nim poszli - powiedział Ash i spojrzał na swego Pokemona - Zapytaj, czy o to mu chodzi.
Pikachu spełnił polecenie swojego trenera i zapytał o to Pokemona Alexy, następnie jego odpowiedź przekazał Ashowi na migi.
- Pikachu mówi, że Helioptile chce, abyśmy za nim poszli. Twierdzi, że czuje zapach tych złodziei.
- Helioptile ma bardzo dobry węch - wyjaśniła Alexa - Skoro ich czuje, to z łatwością ich złapiemy.
- Nie ma co gadać, ruszajmy! - zawołał Ash bojowym tonem i ruszył biegiem po schodach tu za Pikachu i Helioptilem.


C.D.N.




Przygoda 130 cz. V

Przygoda CXXX Tytani, do akcji! cz. V Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie...