wtorek, 5 lutego 2019

Przygoda 120 cz. IV

Przygoda CXX

Najpotężniejszy wróg cz. IV


Uzupełnienie pamiętników Sereny - opowieść Asha c.d:
Powoli i bardzo ostrożnie, rozglądając się z uwagą na wszystkie strony (z obawy, że niebezpieczeństwo może nam wyskoczyć znienacka na głowy) dotarliśmy do ogromnej sali, która najwyraźniej była przygotowana dla nas. Zgodnie z obietnicą naszego gospodarza czekał tutaj ogromny stół wręcz suto zastawiony i to tak bardzo, że aż ślinka nam ciekła z ust na sam widok tych wszystkich pyszności. A sporo ich tam było: gorące frytki, skrzydełka w panierce, ciepłe bułeczki oraz tosty z dżemem, że już o kilku deserach nie wspomnę.
- O ja cię piko! - zawołała Dawn - To wszystko dla nas?
- Najwyraźniej tak - powiedział tata z zachwytem w głosie - Ależ to wszystko apetycznie wygląda.
- No, nie ma to tamto! Nasz drogi gospodarz się postarał - stwierdziłem wesoło i spojrzałem na tatę i Dawn - Wiecie co? Szkoda, żeby to wszystko się miało zmarnować.
- Słusznie mówisz, synu. Trzeba koniecznie te wszystkie przysmaki odpowiednio spożytkować i ja już dobrze wiem, jak się za to zabierzemy - powiedział tata.
- Ale czy zmieścimy to wszystko w brzuchach? - spytała Dawn.
- Ja na pewno zmieszczę - rzuciłem wesoło.
Moja siostra przybrała zgryźliwy ton i rzuciła:
- W to nie wątpię. Założę się, że bez trudu zjadłbyś to wszystko sam i jeszcze by ci zostało miejsce na miętówkę do poprawy oddechu.
- Raczej pozostawcie sobie miejsce na Rapacholin - zażartował sobie nasz tata.
- Tak, przyda się na pewno - zachichotała Dawn - Ciekawi mnie tylko, co będzie dalej i jakie niebezpieczeństwa na nas czekają.
- Jak się najesz, to się dowiesz - stwierdził wesoło tata i powoli zasiadł do stołu.
- Pewnie masz rację, tato - powiedziała moja siostra - Ale szczerze, to wszystko wygląda tak trochę teatralnie.
- Co masz na myśli, córcia?
- No, to wszystko. Ten stół i tę całą resztę. Brakuje tu tylko jeszcze gadającego świecznika i zaraz zaśpiewa nam „Gościem bądź“.
Parsknąłem śmiechem i nie wiedzieć czemu nagle naszła mnie ochota na wygłupy, dlatego zacząłem śpiewać:

Gościem bądź! Gościem bądź!
Sprawdź obsługę naszą, siądź!
Weź serwetkę. My w ukłonach
Wokół się będziemy giąć.

Zupa dnia, z ostryg sos.
Służyć tutaj to nasz los.
To jest pyszne, jeśli raczysz
Skosztuj, uwierz! Spytaj naczyń.

Śpiewać chcą, tańczą w takt.
To, panienko Francja wszak.
Pani obiad wyśmienity - sama sądź.

Więc sięgnij po menu,
Rzuć na okiem i...
I gościem bądź!
Gościem bądź! Gościem bądź!

Dawn i tata śmiali się do rozpuku z moich wygłupów, a do tego tata zaczął głośno klaskać, po czym przerwał mój występ słowami:
- Brawo, synu. Brawo! Ale teraz lepiej pozwól już do stołu, bo inaczej jeszcze wszystko ci wystygnie.
- Ale ja jeszcze nie skończyłem występu - powiedziałem wesoło.
- Spokojnie, jeszcze zdążysz to zrobić, ale po obiedzie. A teraz siadaj i jedz. Ty także, Dawn. Później sobie pośpiewamy.
- Coś mi mówi, że później już raczej nie będziemy mieli na to czasu - zauważyła Dawn, siadając wraz ze mną do stołu.
- Słuchajcie, może przy okazji wypuścimy swoje Pokemony, żeby też się pożywiły? - zaproponował tata.


Propozycja bardzo się nam spodobała, dlatego też posłuchaliśmy jej i wypuściliśmy z pokeballi swoje stworki. To znaczy zrobiliśmy to ja i Dawn, ponieważ tata akurat nie miał przy sobie żadnego Pokemona. Moja siostra zaś z kolei wzięła ze sobą tylko Piplupa i Buneary, ja zaś wziąłem za radą Maćka kilka Pokemonów i to tych silniejszych, a każdy z nich teraz chciał coś zjeść i wszystkie skorzystały z okazji, że mogą to zrobić.
Zaczęliśmy więc jeść i przy okazji też wysłuchaliśmy opowieści, którą nasz drogi gospodarz przedstawił Serenie. Mieliśmy możliwość ją usłyszeć dzięki laleczkom od Latias, które mieliśmy ja i moja narzeczona, a na które rzucił czar Maciek. Dzięki temu czarowi wysłuchaliśmy opowieści, a z niej dowiedzieliśmy się bardzo wiele o osobie przyjaciela Mewtwo i jeszcze przy okazji odkryliśmy także kilka ciekawych faktów o jego planach wobec naszych osób. A brzmiały one dosyć groźnie, trzeba to przyznać.
- Ciekawe tylko, na czym będą polegać te próby? - zapytała Dawn, gdy opowieść dobiegła końca.
- I ciekawe, czy zdołamy je przejść? - dodał tata.
- Cokolwiek by to nie było, to musimy sobie jakoś z nimi poradzić - powiedziałem stanowczym tonem - Przecież od tego zależy los Sereny i być może nas wszystkich.
- A może nawet i całego świata - dodała Dawn - Ale właściwie to dla nas nie pierwszy raz. Ile to już razy ratowaliśmy świat lub jego dużą część?
- Sporo razy i pewnie jeszcze nieraz to zrobimy - odpowiedziałem jej wesoło - Prawda, Pikachu?
- Pika-pika-chu! - zapiszczał wesoło Pikachu.
Chwilę później mój wierny przyjaciel zaczął strzyc uszami i zaczął z uwagą rozglądać się dookoła, po czym zapiszczał z niepokojem.
- Co się dzieje, stary? - zapytałam przerażony.
Piplup i Buneary także zapiszczeli z niepokojem, również z wielką uwagą rozglądając się dookoła siebie.
- Coś nie tak, kochani? - spytała Dawn.
Pozostałe Pokemony też zaczęły z wielkim niepokojem strzyc uszami i z uwagą rozglądać się dookoła jakby czując, że z jakiegoś kąta wyskoczy na nas niebezpieczeństwo. Chwilę później otoczyła nas jakaś ogromna mgła, która bardzo szybko opanowała cały pokój, a do tego jeszcze sprawiła, iż nagle stało się jakoś dziwnie zimno.
- Co się dzieje? - jęknęła przerażona Dawn.
- Chyba właśnie rozpoczęły się próby - odpowiedział tata.
Szybko położyłem dłoń na szpadzie, a Pikachu podskoczył i zjawił się przy stole tuż przede mną, aby mnie wesprzeć, gdyby nastąpiła walka. Ta jednak chwilowo nie następowała, a zamiast tego stało się coś, czego nikt z nas się nie spodziewał.
- Ash - usłyszałem dobrze mi znany kobiecy głos.
- Mama? - zapytałem zdumiony.
Chwilę później z mgły wyłoniła się powoli postać mojej mamy. Dłoń zaciskająca rękojeść mojej szpady lekko opadła, a moje serce zabiło bardzo mocno ze zdumienia.
- Co tutaj robisz, mamo? - spytałem zdumiony.
- Raczej powiedz mi, co ty tutaj robisz - odpowiedziała mi mama - I to jeszcze z tą dwójką.
To mówiąc wskazała dłonią na tatę i Dawn.
- Co ja tu robię? Szukam Sereny, a oni mi pomagają.
Mama pokręciła przecząco głową i odparła ponuro:
- Tylko marnujesz swój czas. Nie ocalisz Sereny. Ona uciekła z własnej woli, bo po prostu cię nie chce. A tych dwoje tutaj doskonale o tym wie i jeszcze ją kryje.
Jej słowa były po prostu przerażające. Nie żebym wierzył w te brednie, które ona wypowiadała, ale przerażało mnie to, że w ogóle je mówi. To było do niej niepodobne.
- To nieprawda! - zawołała oburzonym głosem Dawn - Serena nigdy by tego nie zrobiła!
- A co ty niby wiesz o niej? - spytała moja mama - I niby co ty wiesz o miłości? Przecież ty nikogo nie kochasz.
- To kłamstwo!
- To prawda - powiedziała mama i zwróciła się do mnie - Czy ty nie widzisz oczywistych faktów, mój synu? Ona zawsze zazdrościła ci talentów i sławy, bo nie dorasta ci do pięt i to ją irytuje!
- Mylisz się - odpowiedziałem.
- Doprawdy? - zapytała moja mama dość ironicznym tonem - A może zaprzeczy temu, że zazdrości ci sławy i umiejętności? Może zaprzeczy, że z tego powodu wpakowała jakiś czas temu Clemonta w kłopoty i to przez nią stał się kaleką?
Dawn załamana spuściła głowę w dół i nic nie powiedziała.
- To prawda? - spytałem przygnębiony - Zazdrościsz mi tego, że jestem sławny?
- Czasami rzeczywiście ci tego zazdroszczę - odpowiedziała ponuro Dawn, lekko opuszczając przy tym głowę w dół - Ale to tylko czasami, tak jak wtedy, gdy postrzelili Clemonta.
- Widzisz sam - powiedziała moja mama - Ta głupia dziewucha tylko potrafi ci zazdrościć i pakować wszystkich w kłopoty. Ona wcale nie potrafi kochać. Twój ojciec zresztą także.
- To nieprawda! - zawołał tata - Ja kocham moje dzieci!
- Ty?! Też coś - odezwał się nagle głos Johanny Seroni, której postać także wynurzyła się z mgły - Ty nie potrafisz być ojcem! Porzucasz swoje rodziny za każdym razem, gdy tylko masz ku temu okazję. Porzuciłeś Delię i porzuciłeś mnie! Porzuciłeś też swoje dzieci! Jesteś nic nie wart!
- To nieprawda! - zawołała wściekle Dawn - Mylicie się! Tata bardzo nas kocha!
- Kocha? Dobre sobie - odpowiedziała złośliwie Johanna Seroni - W co ty wierzysz, córeczko? W garbate aniołki? Przecież twój drogi ojciec to zwykły śmieć! A łazi za wami i pomaga wam tylko i wyłącznie dlatego, że chce się pokazać całemu światu od lepszej strony. To wszystko jest tylko na pokaz.
- Dręczą go wyrzuty sumienia i dlatego tutaj jest. Gdyby nie sumienie, to z pewnością by go tu nie było - dodała moja mama.
Tata już chciał coś powiedzieć, ale ona rzuciła podle:
- Zaprzeczysz może temu, że masz wyrzuty sumienia? Że nie dają ci one żyć?
- Nie zaprzeczam, bo to prawda - odpowiedział tata ponuro - Wciąż dręczą mnie wyrzuty sumienia z tego powodu, co zrobiłem.
- A więc tylko z ich powodu nam pomagasz? - zapytała Dawn.
- Skądże! - rzekł tata - Ja robię to dlatego, że was kocham, choć przy okazji chcę naprawić swoje błędy i robię to jak tylko mogę najczęściej.
Przez chwilę ogarnęły mnie wątpliwości, czy tata mówi prawdę i czy to rzeczywiście miłość ojcowska jest jego motorem działania. Dawn zaś, chociaż nic nie mówiła, to też wyraźnie była ogarnięta przez wątpliwości. A do tego obie kobiety potęgowały te obawy swoimi słowami.
- Twój ojciec nigdy cię nie chciał, już zapomniałeś? - spytała mama - Przecież sam ci to powiedział i to prosto w twarz.
- Z twoich narodzin też się nie ucieszył - dodała Johanna podle.
- Uciekał zawsze od obowiązków.
- Nie potrafi naprawdę kochać.
- A jeśli już kocha, to bardziej Dawn niż ciebie - rzuciła po chwili moja mama.
Spojrzałem na nią zdumiony jej słowami, a ta kontynuowała:
- Bo zobacz sam. Od ciebie odszedł od razu, ledwie tylko się urodziłeś, a z Dawn został przez trzy lata i był dla niej ojcem. Wobec ciebie nie zdobył się nawet na tyle. Do tego z nią potrafił się kontaktować. Z tobą jakoś nie. Ją kochał, jeśli oczywiście to rzeczywiście potrafi, a ciebie nie. Ta głupia dziewucha zabrała ci ojca, a ty ją traktujesz jak ukochaną siostrę.


- A ty pozwalasz na to, aby twój brat we wszystkim był pierwszy przed tobą - powiedziała Johanna do córki - We wszystkim cię przerasta i jeszcze podle się tym chlubi. Dlaczego więc teraz tu z nim jesteś? Po co chcesz go wspierać? Przecież on zawsze sobie radzi i gardzi twoją pomocą.
- To nieprawda, Dawn! - zawołałem - Jesteś moją ukochaną siostrą i bardzo cię kocham! Bardzo doceniam twoją pomoc!
- Jaką pomoc? - odpowiedziała ponuro Dawn - Przecież jestem tylko kiepskim pomocnikiem. Nigdy sama nie rozwiązałam żadnej zagadki!
- To bez znaczenia!
- Nie dla mnie! To prawda, że zawsze będę w twoim cieniu, a tobie to przecież na rękę, prawda?
- Dawn, jak możesz? - jęknąłem z rozpaczy.
- Córeczko, nie słuchaj tego! - zawołał ojciec - Ash cię kocha i ja cię kocham!
- Twój ojciec woli swoją kobietę niż ciebie - rzuciła Johanna - A twój brat wybrałby zawsze Serenę, gdyby musiał wybierać między wami. To ona jest dla niego najważniejsza. Zaprzeczysz temu, Ash?
Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Bo przecież to była prawda, że Serena była obecnie dla mnie najważniejsza na świecie i przez to wszystkie inne osoby zeszły na dalszy plan, w tym także i moja siostra.
- Widzisz? Nawet nie zaprzecza - mówiła Johanna do swojej córki - Co ty dla niego znaczysz? Albo co znaczysz dla swego ojca? Zawsze będziesz tylko siostrą sławnego detektywa i córką tego kiepskiego geniusza, który wykazał się jako śledczy, ale jako ojciec już nie. Co ty przy nich znaczysz? Daj sobie więc spokój i odejdź! Zacznij żyć własnym życiem!
- Słyszysz, co ona mówi? - spytała moja mama - Chce wpoić w ciebie poczucie winy! Chce, żebyś teraz poczuł się gorszy niż jesteś! A jesteś wart bardzo wiele! Pokaż to! Jeśli chcesz ratować swoją ukochaną, to idź ratuj ją sam! Pokaż, żeś Sherlock Ash!
- Słyszałaś, córeczko? - zapytała podle Johanna - Twój brat wcale cię nie potrzebuje. On nikogo nie potrzebuje. Wracaj lepiej do domu, dopóki jeszcze możesz. Ten sobek nie jest wart twoich starań.
- Nie słuchajcie ich, dzieci! - zawołał przerażony ojciec - Nie dajcie się oszukać! Oboje jesteście tyle samo warci! I oboje jesteście sobie potrzebni! Potrzebujecie się nawzajem!
- To ty ich potrzebujesz - powiedziała moja mama - Tylko dzięki nim zdołasz pokonać dręczące cię sumienie.
- Tylko dlatego z nimi jesteś - dodała bezlitośnie pani Seroni - Po to, żeby zagłuszyć sumienie!
Ja i Dawn, odkąd tylko naprawiliśmy swoje relacje z ojcem nigdy nie pomyśleliśmy o nim w taki sposób. Teraz jednak przez chwilę, gdy tylko zobaczyliśmy przygnębienie malujące się na jego twarzy poczuliśmy przez chwilę poważne wątpliwości w tej sprawie. Czyżby rzeczywiście te zjawy miały rację oskarżając ojca o takie rzeczy? Czyżby naprawdę chciał tylko zagłuszyć wyrzuty sumienia? Jakoś trudno nam było w to uwierzyć, jednak wątpliwości na twarzy ojca sprawiły, że przez chwilę straciliśmy pewność wobec jego intencji.
- Widzisz? Twoje własne dzieci wątpią w twoje słowa - odezwała się kolejna osoba, która zjawiła się niespodziewanie.
Tą osobą była Cindy Armstrong, która zjawiła się nie wiadomo skąd. Stanęła ona tuż obok mojej mamy i Johanny i patrząc podłym wzrokiem w naszą stronę powiedziała:
- Zobacz sam, Josh, jak bardzo kochają cię twoje dzieci. Widzisz, jakie mają do ciebie zaufanie? Twój syn i twoja córka bez trudu wierzą w to, co opowiadają o tobie ich matki. Gdyby cię kochały, to nigdy by sobie na to nie pozwoliły. A one bez trudu przyjęły wszystkie kłamstwa na twój temat.
- To przecież jest prawda! - zawołała moja mama.
- Wasz ojciec was porzucił, bo tak było mu wygodnie, a teraz próbuje udawać przed wami idealnego tatusia - dodała pani Seroni.
- Widzisz, co te baby wygadują? - spytała Cindy Armstrong - A twoje dzieci bez trudu im w to wierzą. Mój biedaku, twoje dzieci bez trudu się od ciebie odwracają w potrzebie. Dlaczego więc jeszcze tutaj z nimi jesteś? Lepiej wracaj do domu. One nie zasługują na takiego ojca jak ty.
Chwilę później cała ta okropna trójka zaczęła nawzajem przerzucać się w zarzutach skierowanych do każdej z naszych osób. Trwało to przez jakiś czas i żadne z nas już nie wiedziało, co powinno teraz zrobić. W końcu Pikachu jako pierwszy stracił cierpliwość i wystrzelił piorunem w kierunku całej trójki kobiet. Gdy to zrobił, to stało się coś dziwnego. Mianowicie żadna z kobiet nie ucierpiała od tego ataku w najmniejszy nawet sposób. Więcej powiem, wyglądały tylko na wkurzone, ale w żadnym razie nie na porażone prądem.
- Widzieliście to?! - zawołał tata z przerażeniem i zarazem też wyraźną satysfakcją - Tak coś czułem, że z nimi jest coś nie tak! To nie są prawdziwe osoby! To są jakieś duchy! Zjawy! Widma!
Prawdę mówiąc podejrzewałem coś podobnego, ale nie miałem żadnej pewności, że tak właśnie jest, dlatego też nic nie mówiłem. Poza tym te tajemnicze istoty wywoływały w umyśle moim oraz Dawn ogromne obawy swoimi słowami i podejrzewam, że robiąc to korzystały z jakiś mocy, aby łatwiej zaszczepić w naszych umysłach wszystkie wątpliwości wobec siebie nawzajem, a już zwłaszcza wobec naszego ojca. Teraz jednak, po okrzyku taty poczułem, jakby ciężar spadł z mojej piersi, a we mnie wstąpiły nowe siły. Dawn chyba też to poczuła, bo krzyknęła:
- Idźcie precz! Nie jesteście prawdziwe! Wszystko, co tu mówicie, to podłe kłamstwa! To znaczy, może nie tyle kłamstwa, ale...
- Wynocha stąd, wy parszywe jędze! - wrzasnął ojciec widząc, że moja siostra wyraźnie zaczyna znowu tracić siły i pewność siebie - Nie zdołacie nas skłócić! Wynoście się stąd! Precz!
Wszystkie stojące przy nas Pokemony zaczęły naraz ciskać w te trzy parszywe baby swoimi mocami, co wywołało lekkie zamieszanie w naszych oczach, bo przez chwilę nie widzieliśmy, co się dzieje. Uległo to zmianie dopiero wtedy, gdy już przerwały swój atak i okazało się, że po kobietach nie ma ani śladu.
- Zniknęły - powiedziała Dawn.
- Tak, ale mogą tu zaraz wrócić - odparł tata - Ja takie baby znam. Jak raz się uczepią, to tak łatwo nie odpuszczą.
- Rozumiem, że mówisz to z własnego doświadczenia, tato? - rzuciłem żartem.
- Powiedzmy - zachichotał lekko tata, ale szybko spoważniał - I chcę, żebyście wiedzieli, że ja to wszystko, co dla was robię, to robię dlatego, że was kocham. To prawda, czuję wciąż wyrzuty sumienia z powodu tego, iż tak długo nie było mnie w waszym życiu. Chcę to naprawić, ale to nie jest jedyny powód, dla którego tu jestem. Przede wszystkim jestem tutaj dlatego, że was kocham.
- Ja też chciałabym coś wyjaśnić - powiedziała Dawn - Braciszku, to prawda, że czasami zazdroszczę ci tego, że to przede wszystkim o tobie te wszystkie gazety się rozpisują i to ciebie wszyscy chwalą. Często też mówią o Serenie, ale głównie o tobie, a o reszcie drużyny jakoś bardzo rzadko. To jest dość dołujące chwilami, jednak dobrze wiem, że zasługujesz na swoją sławę. A poza tym nie robisz tego, co robisz dla sławy, ale po to, żeby tego zła mniej było na świecie.
Wzruszyły mnie jej słowa i dlatego nie pozostając dłużny szybko jej odpowiedziałem (zgodnie zresztą z prawdą):
- Siostrzyczko, a ja chcę, żebyś wiedziała, że bez ciebie i reszty mojej drużyny nie radziłbym sobie tak dobrze jako detektyw. Ja to może i jestem dobry działając solo, ale działając z drużyną jestem o wiele lepszy.
Spojrzał potem na tatę i dodałem:
- Byłem kiedyś bardzo zły na ciebie za to, jak się zachowywałeś, ale widzę wyraźnie, że się zmieniłeś i się starasz i że ci zależy na mnie i na Dawn. Dlatego chcę, żebyś zawsze już był takim tatą jak teraz.
- Bo taki jak teraz, to jesteś najlepszym tatą na świecie - dodała moja siostrzyczka.
- Och, dzieci - ojciec objął nas oboje i powiedział: - Bardzo się cieszę, że to mówicie. Wasze słowa wiele dla mnie znaczą. I cieszę się z tego, jak wspaniałe mam dzieci. Bycie waszym ojcem to dla mnie zaszczyt.
Jego słowa sprawiły wielką przyjemność mnie i Dawn, zaś wszelkie obawy i wątpliwości, jakie przez moce tych trzech wiedźm nas opętały, od razu odeszły w niepamięć.

***


Gdy już wszyscy jakimś cudem ochłonęliśmy po tej jakże przerażającej przygodzie, to stwierdziliśmy, że dosyć będzie tego dobrego i trzeba ruszać w drogę, bo przecież Serena na nas czeka, a my nie mogliśmy jej zawieść. Trochę się jednak lękaliśmy tego, jakie teraz próby przygotował dla nas Maciek, bo ta pierwsza (o ile rzeczywiście była próbą, o których wspominał nasz gospodarz) była po prostu przerażająca.
- Aż się boję pomyśleć, co ten wariat tym razem dla nas uszykował - powiedziała Dawn, a jej Piplup zaćwierkał niespokojnie.
- Daj spokój, on przecież nie jest wariatem - stwierdziłem, choć tak prawdę mówiąc, to sam sobie w tej sprawie nie wierzyłem.
- Och, naprawdę? - zakpiła sobie moja siostra - A niby jak nazwiesz to, co się właśnie stało? To się da nazwać tylko w jeden sposób: dzieło wariata!
- Przestań, przecież Mewtwo mu ufa, a on nie zadaje się z wariatami, którzy mogą zagrozić jego przyjaciołom.
- Być może Mewtwo nie wie o nim wszystkiego.
- Wie dość, żeby mu zaufać, a skoro on mu ufa, to mnie to wystarczy.
Pikachu i tata poparli mnie w tej sprawie, zaś Dawn (choć wciąż miała poważne wątpliwości) zaakceptowała tę decyzję. Poza tym czy mieliśmy teraz jakiś wybór? Nawet jeśli Maciek rzeczywiście był groźny i zagrażał nam, to przecież musieliśmy zrobić to, czego od nas oczekiwał, bo w końcu tutaj chodziło o życie Sereny. A prócz tego co mieliśmy zrobić? Wycofać się? To nie było w stylu rodu Ketchumów, dlatego też od razu odrzuciliśmy taką opcję.
Przełknęliśmy więc jeszcze tylko kilka kęsów i przygotowaliśmy się do dalszych prób, jakie dla nas uszykował Maciek. Oczywiście musiałem znów schować Pikachu do pokeballa, tak jak to było wcześniej ustalone, ale mój wierny druh jakoś to przeżył i nie robił z tego powodu tragedii, choć z całą pewnością nie mógł się wtedy doczekać chwili, aż opuści ciasną poke-kulę, aby już nigdy do niej nie wrócić.
Gdy już wszyscy byliśmy gotowi do dalszych prób, to usłyszeliśmy tak gdzieś zza ściany głos naszego gospodarza, który bardzo spokojnym tonem oznajmił nam:
- Gratuluję wam przejścia pierwszej próby. Przeczuwałem, że sobie z nią poradzicie. Oby tylko kolejne próby okazywały się nie być dla was zbyt trudne.
- A co takiego uszykowałeś dla nas tym razem? - zapytała Dawn, która jak już wspominałem, niezbyt dowierzała Maćkowi (zwłaszcza po tej próbie zaaplikowanej całej naszej trójce).
- Trzy próby, po jednej dla każdego z was - odpowiedział jej głos.
Mojej siostrze zdecydowanie te słowa się nie spodobały.
- Jak to? A więc mamy jeszcze wszyscy przejść trzy próby dla twojego widzimisię?!
- Nie wy wszyscy, tylko każde z was przejdzie jeszcze jedną próbę - sprecyzował Maciek - I nie jest to żadne moje widzimisię, tylko wszystko, co jest konieczne do osiągnięcia celu, jaki mi przyświeca.
- Wiem, pokonanie Zła! Znamy to już na pamięć - powiedziała Dawn już nieco spokojniej - Ale ta pierwsza próba była po prostu straszna!
- A czego się spodziewałaś? Głaskania po główce?
- Nie, ale czegoś, co będzie mniej przerażające.
- Zapewniam cię, że jeszcze wiele razy zetkniesz się w życiu z czymś, co będzie jeszcze bardziej przerażające niż ta próba. A to wszystko, co teraz robicie ma swój sens i jeszcze dzisiaj go poznacie. Już znacie prawdę, ale nie znacie jej w pełni. Gdy jednak dotrzecie do samego szczytu wieży, rzecz jasna przechodząc przez wszystkie próby, to wtedy wszystko zrozumiecie.
- Czemu nie wyjaśnisz nam wszystkiego teraz? - zapytałem.
- Wszystko musi mieć swój właściwy czas, wiedza również - odparł Maciek - Gdy dotrzecie do szczytu wieży, wtedy wszystkie pytania zyskają odpowiedzi, obiecuję wam to.
Po tym, jak straszna była pierwsza próba, którą musieliśmy przejść każde z nas bało się o to, co się teraz stanie i jaką próbę uszykuje Maciek tym razem, a jak dobrze wiadomo, taki brak wiedzy oraz niepewność wcale nie zachęca do działania, wręcz przeciwnie, raczej do nich zniechęca. Ale ród Ketchumów już tak ma, że jeśli powiedział „A“, to powie także „B“ i dokończy to, co się już zaczął. Przecież ojciec powrócił do mnie i Dawn, aby stać się prawdziwym ojcem oraz dokończyć to, co rozpoczął dając nam życie. Ja zaś wygrałem tytuł Mistrza Pokemon, chociaż w chwili, gdy to robiłem jakoś już nie miałem tak wielkiej ochoty do posiadania go, jaką miałem wcześniej. Dawn z kolei powróciła do mojej drużyny, aby wraz z nią dokończyć wszystkie jeszcze nie zamknięte sprawy, a potem rozpocząć nowe życie, wolne od wszelkich tajemnic rujnujących nasze relacje. A więc wobec tego teraz też musieliśmy wszyscy dokończyć całą tę sprawę i ocalić Serenę, zwłaszcza, że każde z nas kochało ją w ten czy inny sposób, a już na pewno ja. Dlatego wszelkie ryzyko nic dla mnie nie znaczyło, kiedy w grę wchodziła jej osoba, zaś ojciec i Dawn postanowili mi pomóc bez względu na wszystko.
- A więc ruszajcie, przyjaciele - rzekł po chwili głos Maćka - Pora już ruszać w drogę. Wasze próby na was czekają.
Po tych słowach tuż przed nami ukazały się aż trzy wyjścia z pokoju, w którym się znajdowaliśmy, zaś to wyjście, przez które weszliśmy do środka jakoś tajemniczo zniknęły.
- Trzy wyjścia? - zdziwiła się Dawn - Co to oznacza?
Zbyt dobrze to wiedziałem.
- Chyba każde z nas musi teraz iść samo.
Tata i Dawn spojrzeli na mnie przerażeni moimi słowami, chociaż z pewnością wyciągnęli podobne wnioski z tej sytuacji.
- Mamy iść osobno? - spytał tata.
- Nie zostawimy cię, braciszku! - zawołała moja siostra.
- Każde z was musi iść samo przez swój tunel - rzekł ponownie głos - Spokojnie, nie stanie się wam tam krzywda. Zaufajcie mi.
- Trudno jest zaufać komuś, kto poddaje nas takim próbom - rzekł mój tata - Ale jeśli tak trzeba...
- Zapewniam was, że trzeba - odpowiedział głos - A więc ruszajcie.
- Dobrze, Maciek - powiedziałem - Zrobimy, jak każesz. Ale każde z nas weźmie któregoś z moich Pokemonów.
- Zezwalam.
- Doskonale. Dawn, weźmiesz ze sobą Butterfree oraz Greninję! Tato, ty weź Staraptora i Krokodile’a! Ja wezmę Charizarda i oczywiście Pikachu, choć oczywiście on odbędzie tę podróż w pokeballu, ale skoro tak trzeba, to trudno.
- Ale przecież w ten sposób ty będziesz miał tylko jednego Pokemona do ochrony! - zawołała przerażona Dawn - Może weź chociaż Piplupa ode mnie? Albo jego i Buneary?
Spojrzałem na oba stworki mojej siostry, popiskujące w bojowy sposób i powiedziałem:
- Dobrze, wezmę Piplupa. Przyda się typ wodny u mego boku. Ale już chodźmy i dłużej nie zwlekajmy!
To mówiąc powoli skierowałem swe kroki w kierunku jednego z trzech przejść, a Charizard i Piplup powoli ruszyli za mną.
- Uważaj na siebie, synu! - zawołał tata.
Dawn objęła mnie mocno i powiedziała czule:
- Bądź ostrożny, braciszku.
- Ty też bądź ostrożna, siostrzyczko - odpowiedziałem jej i delikatnie pocałowałem ją w czoło.
Spojrzałem na tatę i dodałem:
- Ty także bądź ostrożny, tato. Oboje bądźcie.
Wypuściłem z objęć Dawn, westchnąłem i powoli wyszedłem przez swoje przejście, a Piplup i Charizard ruszyli za mną.

***


Powoli przeszedłem przez wejście, które natychmiast zniknęło, ledwie tylko znalazłem się po jego drugiej stronie. Przed sobą zobaczyłem spory pokój, a w nim opartego o ścianę młodzieńca, który wpatrywał się we mnie z uwagą. Ów młodzieniec był chyba w moim wieku, a do tego był nawet podobny z wyglądu do mnie. Miał czarne włosy, brązowe oczy i niewielki nos, zaś jego ubranie stanowiła bluza w biało-czarne pasy idące pionowo, niebieskie dżinsy i czerwono-białe adidasy.
- Kim jesteś? - zapytałem.
- Jestem Red - odpowiedział nieznajomy.
Piplup i Charizard wydali z siebie odgłosy oznaczające, że nie ufają temu komuś, kimkolwiek on jest, co sprawiło, że i ja nabrałem obaw wobec jego osoby.
- A ty nie musisz mi się przedstawiać. Dobrze wiem, kim jesteś - rzekł po krótkiej chwili Red - Jesteś Ash Ketchum, Mistrz Pokemon i detektyw.
- Skąd wiesz, kim ja jestem? - zapytałem.
Red parsknął śmiechem, gdy to usłyszał.
- Proszę cię, przyjacielu. Czy koniecznie trzeba cię znać osobiście, aby to wiedzieć? Jesteś sławną osobą, a wieści o twoich czynach dotarły także i do tej części świata, w której ja mieszkam. A więc chyba mam możliwość wiedzieć, kim jesteś?
Zabrzmiało to dość sensownie, dlatego powiedziałem:
- Pewnie masz rację.
- Mam rację w jeszcze większej liczbie spraw i już wkrótce się o tym przekonasz - odparł Red i uśmiechnął się ironicznie - Przyszedłeś tutaj po swoją ukochaną, prawda?
- Zgadza się.
- Którą porwał i sprowadził tutaj Mattia?
- Jeśli chodzi ci o Maćka, to tak.
- Tak, o niego mi chodzi. Maciek vel Mattia, istota jakże tajemnicza i bardzo przerażająca, posiadająca wielkie moce otrzymane od istoty zwanej w tym świecie Złem.
- Znam jego historię. Sam mi ją opowiedział, chociaż nie tyle mnie, co mojej narzeczonej, ale i tak ją znam.
- Och, poważnie? - zapytał z kpiną w głosie Red - Jesteś całkowicie pewien, że znasz całą prawdę? A skąd wiesz, że to wszystko, co powiedział ci Mattia jest choć w połowie prawdą?
- Wierzę mu. Po prostu mu wierzę.
Red zarechotał podle i wtedy poczułem, że zdecydowanie go nie lubię i raczej nie polubię.
- Wierzysz mu. Tak po prostu mu wierzysz. Kolesiowi, który wypuścił wiedźmę Morganę, choć przecież mógł ją zabić i nikt z was nie miałby mu tego za złe. Gościowi, który porwał twoją narzeczoną i sprowadził was tutaj po to, aby cała wasza trójka stała się pionkami w jego grze. Osobie, która przez cały ten czas pomagała wam w sekrecie, nie chcąc ani przez chwilę się ujawnić. Rzeczywiście, taki ktoś zasługuje na zaufanie jak mało kto.
Spojrzałem na Reda dość podejrzliwie, gdyż jego wiedza (a raczej jej nadmiar) była dość podejrzliwa.
- Ty bardzo dużo wiesz. Może nawet zbyt dużo.
- Wiem o wiele więcej - rzekł Red i powoli zaczął do mnie podchodzić - Wiem dobrze, co Mattia wyprawiał przez te wszystkie lata i jakich zbrodni się dopuścił.
- Zbrodni? - zdziwiłem się.
Red widząc moje zdumienia zachichotał podle i rzekł:
- Ach! Jak widzę gość wszystkiego ci o sobie nie powiedział. Dlaczego mnie to nie dziwi? Być może dlatego, że to jest bardzo do niego podobne, opowiadać innym tylko tę część prawdy, która mu odpowiada?
- A ty? Jaką część prawdy ty mi opowiadasz, jeśli w ogóle mówisz mi prawdę?
- Ja mówię ci prawdę, a którą jej część? Być może tę, której twój drogi przyjaciel tak się wstydzi, że za nic nie chce się do niej przyznać, bo gdyby to zrobił, to straciłby w waszych oczach?
- O czym ty mówisz?
- O tym, co ci umyka.
- A co mi niby umyka?
- Prawda, przyjacielu. Prawda ci umyka - Red stał już teraz tuż przede mną i mówił dalej: - A gdybym ci powiedział, że swego czasu twój drogi przyjaciel Mattia zniszczył całe miasto i wybił jego mieszkańców, którzy nigdy go osobiście nie skrzywdzili?
Ta wiadomość była wręcz przerażająca i trudno mi było tak po prostu w nią uwierzyć, dlatego powiedziałem:
- Nie wierzę ci.
Red ponownie parsknął śmiechem i rzekł:
- Ash, to sama prawda. Zresztą zapytaj o to Mattię, jeśli tylko będziesz miał okazję go spotkać. Zobaczymy, czy zaprzeczy.
Red był niesamowicie pewny siebie i dlatego przez chwilę poczułem poważne wątpliwości wobec intencji Maćka, a mój rozmówca wykorzystał to przeciwko mnie, dalej sącząc w moje uszy swój jad.
- Widzisz sam, że chociaż to szokujące, to jednak wcale nie jest takie niemożliwe. Zrozum, ufasz zwykłemu ludobójcy.
- To niemożliwe. Mewtwo musiałby o tym wiedzieć.
- Mewtwo? Przecież to taki sam skryty ludobójca, co Mattia.
- Mylisz się. Mewtwo nigdy nie zabija.
- Teraz już nie, ale wcześniej przecież zabił i to wielu ludzi. Wybił całe laboratorium profesora Fuji i jego samego także posłał na tamten świat. To twoim zdaniem co było?
- Mewtwo już za to odpokutował i teraz jest moim przyjacielem.
- Ach, przyjacielem - zachichotał ponownie Red i dodał podle: - A czy przyjaciele też odwiedzają się tylko z okazji świąt i nigdy częściej? Czy tak postępują? A te wszystkie tajemnice i sekrety? Po co one? Abyście dalej mieli do niego zaufanie, bo przecież, gdybyście znali całą prawdę, to nigdy byście się nie zadawali z kimś takim, jak on.
- Mewtwo jest naszym prawdziwym przyjacielem, więc mu ufamy.
- W sprawie Matti także?
- Także.
- No cóż, to jak widać sprawa jest kiepska - zachichotał podle Red - Bo jak widać w twojej naturze leży chyba ufanie każdemu, zwłaszcza kumplom o podejrzanej osobowości.
- Mewtwo wcale jej nie ma!
- Skoro chcesz w to wierzyć, to już twoja sprawa. Ale mam dla ciebie pewną propozycję.
- Jaką?
- Daj sobie lepiej spokój ze spełnianiem kaprysów Matti. Pozostaw go swojemu losowi i odejdź stąd, a ja sam uwolnię Serenę i przyprowadzę ją do ciebie i razem opuścicie tę wyspę.
- A mój ojciec i moja siostra?
- Oni wrócą do domu razem z wami.
- A Mattia?
- On sam wybrał swój los. Teraz pora, żebyś ty wybrał swój. No, to jak będzie?
Przez chwilę naprawdę bardzo się wahałem i nie wiedziałem, co mam zrobić. Słowa Reda bardzo mnie przeraziły. Czułem, że ten gość mówi mi prawdę, ale też nie wiedziałem, czy mówi ją w całości. Poza tym nie znałem motywów Matti. Nie miałem pojęcia, dlaczego on tak postąpił i zniszczył to miasto, o którym mówił Red. A może to miasto na to zasłużyło? Może tak trzeba było postąpić? Być może prawda wcale nie jest tak oczywista, jak się wydawała? Spojrzałem na Piplupa i Charizarda, oczekując od nich jakieś rady. Ich fizjonomie wyrażały obawy i lęk o moje życie, ale też pewność, że z pewnością wybiorę właściwą drogę. Tylko która droga była właściwa?
Wyjąłem z kieszeni laleczkę od Latias w kształcie postaci Sereny i spojrzałem na nią, zastanawiając się, jaką decyzję ona by podjęła. Miałem też nadzieję, że może ją zobaczę lub przynajmniej usłyszę, ale tak się nie stało. Zamiast tego widziałem jedynie laleczkę wyglądającą jak szmaciana wersja mojej ukochanej. I tak wpatrując się w nią wreszcie zrozumiałem, co muszę zrobić.
- Wybacz, ale sam pójdę po Serenę i sam ocenię, czy Matti należy ufać, czy też nie - powiedziałem do Reda.
Schowałem laleczkę do kieszeni i powoli ruszyłem przed siebie, a oba towarzyszące mi Pokemony poszły za mną.
- Ty durniu! - krzyknął ze wściekłością Red - Pożałujesz jeszcze swojej decyzji! Pożałujesz tego, że byłeś tak głupi i nie posłuchałeś mądrzejszych od siebie! Ty i twoja ukochana zginiecie!
Piplup nie wytrzymał nerwowo tego wszystkiego. Odwrócił się prędko i strzelił w Reda strumieniem wody. Ten jednak praktycznie nie wyrządził mu prawie żadnej szkody. Gość wciąż tam stał i wpatrywał się w nas ze złością. Charizard zaryczał i zaatakował go ogniem, a wówczas wielki słup z płomieni otoczył Reda, a kiedy opadł, to jego już nie było. Oczywiście dobrze wiedziałem, dlaczego tak się stało.
- To była kolejna zjawa - powiedziałem do Pikachu i Charizarda - I coś mi mówi, że właśnie przeszliśmy przez przeznaczoną dla mnie próbę. Jak sądzicie?
Moi towarzysze wydali z siebie przyjazne dźwięki, co wskazywało na to, że też tak uważają.

***


Pamiętniki Sereny c.d:
Oglądałam w lustrze zmagania Asha, jego ojca i siostry z widmami, a potem rozmowę mego ukochanego z widmem Reda, który na całe szczęście nie zdołał go skusić do porzucenia misji, co zresztą było raczej łatwe do przewidzenia. Byłam pewna, że tak właśnie się stanie, choć oczywiście nie zmniejszało to obaw, iż jednak będzie inaczej. Dlatego odetchnęłam z ulgą, kiedy już było po wszystkim i Ash przeszedł swoją próbę.
- Wiedziałem, że mu się uda - powiedział po chwili Maciek.
- Ja także - odpowiedziałam - Jemu zawsze się wszystko udaje.
- Teraz mówisz jak Bonnie.
Parsknęłam śmiechem, gdy to usłyszałam i odparłam:
- W tej sprawie całkowicie się z nią zgadzam.
Spojrzałam na Maćka i zaraz spoważniałam, gdy przypomniało mi się coś, co usłyszałam w wypowiedzi Reda, a co nie dawało mi spokoju.
- A o co chodzi z tym miastem, które podobno zniszczyłeś? To jakieś bajki, prawda?
Maciek posmutniał, gdy tylko o tym wspomniałam, a ja bardzo szybko pojęłam, co jest tego przyczyną.
- Czyli to prawda?
- Sereno, nie widziałaś tego miasta i nie wiesz, co jego mieszkańcy robili. Zniszczenie go było z mojej strony przysługą wobec ludzkości.
- Czyli to prawda? Zniszczyłeś to miasto?
- Tak, ale miałem bardzo ważny powód, aby to zrobić.
- Ale jaki? Jaki można mieć powód, żeby postąpić w taki sposób?
- Najpierw sama zobacz, a potem oceniaj.
Po tych słowach Maciek wskazał na lustro, w którym to jeszcze przed chwilą oglądałam zmagania Asha z Redem.
- Spójrz tutaj, a wszystko zrozumiesz.
Zrobiłam tak, jak kazał i już po chwili w tafli lustra ujrzałam piękne, średniej wielkości miasto. Mogłoby się wydawać, że znajdują się w czasach średniowiecza, ale z tego, co powiedział Ashowi Red, w tym świecie śmiało mogłyby rozgrywać się losy bohaterów Tolkiena bądź też bohaterów bajki pod tytułem „Lochy i Smoki”, którą to oglądałam w dzieciństwie. A zatem innymi słowy ów świat był połączeniem średniowiecza oraz magii. Co za tym idzie istnieli tam, oprócz ludzi wszystkie charakterystyczne dla takich światów rasy. Mieszkańcami owego miasta w większości byli ludzie. Jak zdążyłam się przekonać, niezwykle przyjaźni i życzliwi, szczególnie wobec przybyszów z różnych stron. Domy były naprawdę zadbane, znajdowały się tu różne zakłady rzemieślnicze, zajazdy, gospody itd. W wizji zobaczyłam też, jak Maciek przybywa do tego miasta wraz z spotkaną wcześniej grupą kupców. Wśród nich byli również rodzice z małymi dziećmi: chłopcem i dziewczynką. Wszyscy zatrzymali się w zajeździe, którego gospodarz był niezwykle uprzejmy. Nagle jednak obraz się urwał i zobaczyłam owe miasto nocą. Potem ujrzałam, jak Maciek w swojej mrocznej formie unosi się nad miastem i nagle w dłoniach zaczyna formować jakąś kulę energii okraszoną iskrami. Następnie rzucił ją z wściekłością w sam środek miasta, po czym nastąpiła gwałtowna eksplozja. Energia wybuchu utworzyła ogromną falę, która dosłownie rozniosą miasto w pył. Gdy opadł kurz, to nie zostało po nim dosłownie nic. Ten widok byłby naprawdę niezwykły w filmie, jednak to się wydarzyło naprawdę. W innym świecie, ale naprawdę.
- Maciek, jak ty mogłeś?! - krzyknęłam roztrzęsiona - Zniszczyłeś to miasteczko i zabiłeś wszystkich jego mieszkańców! Red miał rację! Jesteś potworem!
- Od początku nie chciałem, żebyś widziała tę scenę, bo jest naprawdę okrutna, ale wiedziałem, że nie odpuścisz mi, dopóki się nie dowiesz całej prawdy i dlatego ci ją ukazałem. Ale jeszcze nie zobaczyłaś wszystkiego.
- Widziałam już dość, aby wiedzieć, kim naprawdę jesteś!
- Zrozum, ja musiałem zniszczyć to miasto.
- Jak to musiałeś?
- Zapewniam cię, Sereno, że żadnej z towarzyszących mi osób nic się nie stało. Ale miasto i jego mieszkańcy musieli zostać zniszczeni, inaczej zabiliby tych kupców.
- Jak to zabili? Przecież byli wobec nich naprawdę przyjaźni, zresztą do wszystkich tacy byli.
- Zobacz sobie więc, kim naprawdę byli, a wtedy wszystko zrozumiesz - odparł Maciek.
Ponownie popatrzyłam w kryształ i akcja wróciła do momentu pobytu w zajeździe. Gdy tylko zapadł wieczór, dwoje dzieciaków chciało wymknąć się na chwilę, żeby obejrzeć sobie miasto, jednak kiedy doszli do okazałej fontanny, wtedy zaczepił ich jeden człowiek. Chociaż był miły, to dzieci nie chciały z nim rozmawiać i zamierzały natychmiast wracać go łóżek. Wtedy ów człowiek zarechotał bardzo nieprzyjemnie i zaczął się zmieniać. Gdy już skończył, to okazał się być wręcz przerażającym stworem, będącym jakby krzyżówką człowieka i jaszczura, dodatkowo wyposażony w parę wielkich, błoniastych skrzydeł. Palce miał zakończone ostrymi szponami, a z długich kłów ciekł jad, który opadając na ziemię syczał. Dzieci bardzo się przeraziły i zaczęły uciekać, wzywając pomocy, jednak z okolicznych domów zaczęły wychodzić bardzo podobne stwory, co oznaczało, że ratunku nie można się było spodziewać.
- O mój Boże! Co to za kreatury?! - jęknęłam.
- Zmiennokształtni lub ludzie-kameleony, jak kto woli - wyjaśnił mi bardzo ponuro Maciek - To wyjątkowo bezwzględne i podłe bestie.
- Czy one chciały zjeść te dzieci?
- Gorzej, Sereno. Te potwory stworzyły to pozornie piękne miasteczko jako istny raj dla zmęczonych podróżników. Nocą zaś, kiedy ci zasypiali, owe stwory zabijały ich. Dorosłych zjadały, a ich majątki i towary dzieliły między sobą, ale duża część szła dla ich wodza, który mieszał w zamku na skraju miasta.
- To potworne. A co robiły  z dziećmi? - spytałam zaniepokojona.
- W mieście znajdowała się spora świątynia poświęcona ich bogu. Jako ofiary żądał on niewinnych dzieci, niezależnie od ich rasy czy pochodzenia.
Przerażona tymi informacjami ponownie spojrzałam w zwierciadło, chcąc zobaczyć, co się stanie z tą dwójka maluchów. Wtedy zobaczyłam, że te potwory otoczyły dzieci i chciała je zabrać do swojej świątyni, jednak nagle drogę zastąpił im Maciek. Siłą woli odepchnął on te kreatury i zabrał dzieci ze sobą. Potwory zaczęły ich gonić, jednak Maciek wystrzelił w ich kierunku kilka błyskawic, co ich zatrzymało. Następnie dotarł do zajazdu. Gospodarz, który również przybrał prawdziwy wygląd już chciał zabrać się za swoich gości, ale Maciek cisnął w niego sporą kulą ognia i stwór szybko zamienił się w kupkę popiołu. Potem zaś, obudziwszy wszystkich kupców Maciek zabrał ich razem, po czym teleportował się z nimi dość daleko od owego miasta. Pokrótce wyjaśnił im całą sytuację i każąc ludziom na siebie poczekać zniknął. Ponowie zobaczyłam scenę, jak Maciek zbiera energię, żeby zniszczyć miasto. Oczywiście część stworów ruszyła w jego stronę, aby go zabić, ale daremny był ich trud. Znów ujrzałam scenę unicestwienia miasta, tym razem jednak w pełni rozumiałam dlaczego Maciek to zrobił. Ono było śmiertelną pułapką dla każdego, kto się w nie zapuścił i odważył się spędzić w nim noc.
- Przepraszam cię bardzo - powiedziałam ponuro - Teraz już wszystko rozumiem. Miałeś rację, Maćku. Zniszczenie tego miasta było rzeczywiście przysługą oddaną ludzkości.
- Sama więc widzisz, że bardzo wiele spraw wcale nie jest takich, jakie się nam wydają - odparł Maciek, lekko się przy tym uśmiechając.
- Oj tak. Bardzo wiele - westchnęłam głęboko.

***


Uzupełnienie pamiętników Sereny - opowieść Dawn:
Gdy już Ash zniknął za pierwszymi z trzech drzwi, to i ja tata zaraz ruszyliśmy w jego ślady, oczywiście każde swoimi wrotami - ja jednymi, a tata drugimi.
- Spokojnie, córcia. Wszystko będzie dobrze - powiedział do mnie tata, zanim się rozdzieliliśmy - Spotkamy się już niedługo, na końcu tej drogi, cokolwiek oczywiście tam jest.
- Obawiam się, że cokolwiek to jest, to się nam może nie spodobać - odpowiedziałam tacie.
- Ale chyba i tak tam pójdziemy, prawda?
- Jakie chyba, tato? Na pewno!
Tata zachichotał i bardzo wesoło poczochrał mnie po głowie, mówiąc:
- A więc do zobaczenia po drugiej stronie drogi.
- Cokolwiek na niej się znajduje.
- Właśnie.
Po tych słowach tata wyszedł z pokoju przez swoje drzwi, a ja zaraz wyszłam przez swoje drzwi i znalazłam się w jakieś dość dziwacznej sali, podobnej do tej, z której wyszłam, tylko trochę innej. Właściwie różnice między nimi były minimalne, dlatego nie zwróciłam na nie większej uwagi, tylko zaraz ruszyłam w kierunku drzwi, które zobaczyłam na końcu sali, a towarzyszący mi Buneary, Butterfree i Greninja szli tuż obok mnie.
- Jesteś pewna, że chcesz przez nie przejść? - usłyszałam nagle za sobą czyjś dobrze mi znany głos.
Obejrzałam się za siebie i zauważyłam nagle Paula opartego o ścianę i patrzącego w moim kierunku. Jego twarz zdobił jak zwykle podły, a także bardzo ironiczny uśmieszek, który znałam aż za dobrze.
- Paul? - zapytałam ze zdumieniem - Co ty tu robisz?
- Próbuję cię odwieźć od popełnienia największego błędu w twoim życiu, czyli poświęcania się dla twojego brata, po raz kolejny zresztą.
- Nigdy nie musiałam niczego poświęcać dla mojego brata, choć gdyby było trzeba, to bez wahania...
- Nigdy? - przerwał mi ironicznie Paul - A twoja kariera w branży koordynatorów? Czy nie porzuciłaś jej dla Asha?
- Nie. Porzuciłam ją dlatego, że sama tak chciałam, bo takie życie mi nie odpowiadało. Bo sama tak wybrałam i koniec pieśni.
Paul zachichotał podle i powiedział:
- Oczywiście, ale jakoś twój brat nie zrezygnował z kariery dla ciebie. To bardzo ciekawe, że on ze sławy nie musiał rezygnować, a ty tak.
- Z niczego nie musiałam rezygnować. Wybrałam takie życie i dobrze mi z nim.
- Ależ oczywiście. Skoro chcesz w to wierzyć.
Spojrzałam na niego bardzo poirytowana. Dobrze wiedziałam, że nie powinnam się była zatrzymywać, tylko iść przed siebie i nie zwracać wcale uwagi na słowa tego głupka, ale jakoś nie potrafiłam tego zrobić.
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz? - zapytałam poirytowana - Od zawsze traktowałeś mnie jak powietrze, a jeśli zwracałeś na mnie uwagę, to tylko po to, aby mi jakoś dokuczyć. A teraz co? Nagle przejmujesz się moim losem?
- Oczywiście - odpowiedział wesoło Paul - Czy twoim zdaniem bycie złośliwym wobec kogoś odbiera nam prawo do tego, aby na tym kimś nam zależało?
Pytanie było całkiem sensowne, ale też jakoś wcale mi nie pasowało do Paula. Wcale a wcale.
- Przecież ty nie dbasz o nikogo prócz siebie - powiedziałam ze złością - Sam kiedyś bezczelnie się do tego przyznałeś. Kłamałeś wtedy?
- Wtedy powiedziałem ci prawdę, ale skąd wiesz, że to była prawda już na zawsze? Bez możliwości zmiany?
Niezbyt chciało mi się wierzyć w jego słowa, lecz mimo to słuchałam ich z uwagą, będąc ciekawą, jak ta rozmowa się dalej potoczy.
- I co? Chcesz powiedzieć, że nagle się zmieniłeś i zaczęło ci na mnie zależeć?
- Tak, bo posiadasz w sobie talenty, których wcześniej w tobie nie dostrzegałem. Szkoda by było tak po prostu je zmarnować.
- A jak ja twoim zdaniem je marnuję?
- Robiąc za popychadło swojego brata.
- Ja nie jestem jego popychadłem, tylko członkiem jego drużyny.
- Tak i wiecznie pozostającym w cieniu swojego starszego brata. Gdy tylko piszą w gazetach o waszych sukcesach, to zawsze wymieniają Asha i Serenę. Was rzadko wspominają. A ciebie to już szczególnie.
- I co? Ciebie to tak martwi?
- Niewykorzystane talenty zawsze mnie martwią. Tak już mam.
- W to już jestem w stanie uwierzyć. Ale co ja niby twoim zdaniem powinnam zrobić?
- Odejść stąd i zająć się sobą i swoim życiem.
- I co? Mam tak po prostu zostawić ojca i brata z ich misją?
- To misja Asha, nie twoja. Ty tu jesteś tylko na przyczepkę, Dawn. I już zawsze tak będzie. Wielki Sherlock Ash będzie zgarniać całą sławę oraz poklask tłumów, a o jego siostrze wszyscy łatwo zapomną, jeżeli w ogóle o niej usłyszą.
- Słyszeli o mnie. Cała nasza drużyna została odznaczona!
- Tak, ale tylko raz! A ile razy odznaczono Asha i Serenę? I ile razy jeszcze ich odznaczą? Pamięć o nich przetrwa wieki, a o tobie? Kto będzie pamiętał, gdy już wszyscy, których znasz odejdą?


Przez chwilę nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć, bo te słowa były naprawdę przerażające i jakże prawdziwe. Rzeczywiście, tak właśnie mogło się stać. Po wielu latach o Ashu i Serenie wszyscy będą słyszeć, a o mnie nikt. To ich osoby będą zawsze sławne, o mnie albo nikt będzie pamiętał, albo czasami sobie ktoś przypomni, ale to się szybko zmieni. Jako detektyw będą tylko siostrą Sherlocka Asha i zarazem jednym z kilku pomocników, bez których drużyna mogłaby się obejść. Już od jakiegoś czasu takie myśli chodziły po głowie, ale zwykle panowałam nad nimi dobrze wiedząc, jak często głupia ambicja prowadzi do problemów. Serena była tego najlepszym przykładem. Tylko, że ona nigdy nie musiała żyć w cieniu mojego brata, a ja chyba byłam już na to skazana. Właściwie, to przez długi czas praktycznie wcale mi to nie przeszkadzało, ale od jakiegoś czasu to się powoli zaczęło zmieniać. Nie wiem, dlaczego, czy to przez okres dojrzewania, czy też po prostu z powodu odznaczenia przez burmistrza poczułam w sobie przypływ ambicji? Sama nie wiem. Tak czy siak po wypadku Clemonta przestało mi tak bardzo zależeć na sławie, ale czasami to się we mnie odzywało. A teraz zrobiło to dwa razy. Pierwszy raz przy poprzedniej próbie, a drugi raz teraz. Rzecz jasna dobrze wiedziałam, że to wszystko, co przeżywam jest tylko próbą wystosowaną wobec mnie, ale i tak czułam się dość kiepsko. Dobrze wiedziałam, co się stało, gdy ostatnio uległam takiej chęci wybicia się przed swojego brata i nie chciałam tego powtarzać, ale podobno ludzka ambicja potrafi wypierać nawet zdrowy rozsądek. I teraz również się tak działo, a w każdym razie przez chwilę.
Paul tymczasem krążył wokół mnie niczym sęp wokół padliny i lekko przy tym mrucząc uśmiechał się, a potem powiedział:
- Widzisz więc sama, że po twojej głowie krąży cała masa wątpliwości, czy dobrze postępujesz. To bardzo dobry znak, bo to oznacza, że jeszcze potrafisz myśleć. A to z kolei znaczy, że jest dla ciebie nadzieja. Możesz wyrwać się z cienia swojego brata, jeśli tylko będziesz miała dość sił, aby to zrobić. Czy wystarczy ci na to odwagi?
Ponieważ milczałam, Paul dalej atakował mnie swoim jadem.
- Pomyśl tylko, możesz osiągnąć wszystko i stać się kimś, jeśli tylko zechcesz. Koniec z rolą podrzędnego pomocnika, a sama będziesz sławna. Przebijesz swojego brata i wszyscy zapamiętają twoje imię. Dawn Seroni, sławna na cały świat pani detektyw lub kto tylko zechcesz.
- Ja nie potrafię rozwiązywać zagadek.
- Możesz potrafić, jeśli tylko zechcesz. Więcej wiary w siebie, a mniej polegania na swoim bracie.
Zastanawiałam się przez chwilę nad jego słowami i nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Z jednej strony doświadczenie i zdrowy rozsądek kazały mi stąd uciekać i dać sobie spokój, ale też z drugiej strony bardzo chciałam poczuć się ważna i być kimś. Słowa Paula zatem wydawały mi się bardzo kuszące i dlatego wahałam się, co mam zrobić.
- A co z Ashem? - spytałam po chwili.
- On sam sobie da radę. Jakoś dotąd zawsze to robił, więc czemu teraz miałby tego nie zrobić?
Spojrzałam na towarzyszące mi trzy dzielne Pokemony i wtedy sobie przypomniałam, że dwa z nich dał mi Ash, a on zawsze porządnym starszym bratem. Dał mi dwa swoje stworki do ochrony, aby mnie strzegły. Co by teraz powiedział, gdyby zobaczył, że się waham, czy iść dalej i wesprzeć go o tym, czy też może odejść i zostawić go samemu sobie? Ash nigdy nie miał takich wątpliwości, a więc ja też nie powinnam ich mieć. Poza tym jestem Ketchum, a przecież każdy Ketchum zawsze walczy do końca i nie porzuca przyjaciół w potrzebie, a tym bardziej rodziny. Poza zdrajcami, takimi jak ojciec taty wszyscy Ketchumowie walczą do końca o to, co słuszne. Mogą popełniać błędy, ale zawsze jakoś je naprawią i w końcu zrobią to, co zrobić należy. Ja też jestem przecież Ketchumem, chociaż noszę inne nazwisko, ale po ojcu zawsze byłam Ketchum, więc wiedziałam, co powinnam zrobić.
- Wybacz, Paul, ale nie zostawię ojca i brata. Nie teraz i nie dzisiaj.
Paul popatrzył na mnie z kpiną, prychnął pogardliwie i powiedział:
- Głupia jak zawsze. Widzę, że nic się nie zmieniłaś. Wielka szkoda. Miałaś przed sobą obiecującą karierę.
- Tę mogę zrobić zawsze, ale gdybym teraz odeszła, to już na zawsze straciłabym honor.
- Ty i ten twój honor. Jesteś bardzo naiwna, jeśli sądzisz, że twój brat by postąpił tak, jak ty teraz.
- To się mylisz. Mój brat mnie kocha i wspiera.
- Twój brat dba tylko o siebie i tę swoją dziewuchę! - krzyknął Paul i złapał mnie za ramię - Weź się ocknij, bo inaczej do końca życia będziesz żyć w jego cieniu!
- Puść mnie! - warknęłam z gniewem.
- Muszę cię ocalić, choćby wbrew twojej woli!
- Puszczaj mnie!
- Wybacz, ale to dla twojego dobra.
- Sama zadecyduję, co jest dla mnie dobre!
- Ty nie wiesz, co jest dla ciebie dobre.
- A ty to niby wiesz?!
- Owszem, wiem.
Paul zacisnął mocniej palce na moim ramieniu, aż poczułam na nim jego paznokcie. Lekko pisnęłam z bólu i próbowałam się jakoś wyrwać, ale nie zdołałam tego zrobić, gdyż gość zbyt mocno mnie trzymał.
- Puść mnie, Paul! - zawołałam.
- Jeszcze kiedyś mi za to podziękujesz - odparł złośliwie Paul.
Buneary zapiszczała ze złości i skoczyła na niego, atakując go swoją mocą. Chłopak ze złością puścił mnie i zaczął się osłaniać przed jej atakami, ale nie trwało to długo, bo szybko ją z siebie zrzucił, ogłuszając biedaczkę uderzeniem pięści między oczy.
- Buneary! - krzyknęłam przerażona.
Prędko do niej podbiegłam i sprawdziłam, co jej jest. Na szczęście nic złego jej się nie stało, była tylko lekko oszołomiona. Widać Paul posiadał mocną pięść. Nie miał jednak szans użyć jej znowu, ponieważ Butterfree i Greninja go zaatakowali. Ten pierwszy strzelił mu w twarz usypiającym proszkiem, zaś drugi uderzył go z kopa i odrzucił daleko od siebie. Potem cisnął w niego shurikenem, ale ten przeszedł przez Paula na wylot i uderzył w ścianę za nim, robiąc przy tym sporo huku i dymu. Gdy już się uspokoiło, to drań zniknął.
- Hej! A on gdzie?! - zawołałam zdumiona.
Spojrzałam na towarzyszące mi Pokemony i poczułam, że chyba nie chcę znać odpowiedzi.
- Lepiej już stąd chodźmy - powiedziałam do nich - A przy okazji, dziękuję wam. Bez was byłoby po mnie.
Stworki zapiszczały lekko zawstydzone tym komplementem, a ja czule się uśmiechnęłam i już całkowicie spokojna przeszłam przez drzwi, którymi wyszłabym o wiele wcześniej, gdyby Paul się nie wtrącił. O ile to był Paul, w co poważnie wątpiłam.

***


Pamiętniki Sereny c.d:
- Czy udało im się?
- Tak, Sereno - Maciek był naprawdę zadowolony - Właśnie pokonali ostatnią przeszkodę.
- Ash! - pomyślałam w sercu, nie kryjąc przy tym swojego wzruszenia - Ukochany mój, udało ci się. Ash! Dawn! Josh! Wszystkim wam się udało! A więc idźcie więc dalej! Czekam na was!
- Tak, Sereno, oni pokonali wszystkie trudności. A teraz rozpocznie się walka, która wreszcie zakończy tę historię. Zanim to jednak nastąpi, to chcę cię jeszcze prosić o drobną przysługę.
- Mów, proszę - odparłam - Co mogę dla ciebie zrobić?
- Po pierwsze, teraz musisz wspierać Asha w taki sam sposób, jak to robiłaś podczas jego walk o Odznaki w Kalos, a zwłaszcza podczas starć z Violą, Grantem i Korriną.
- Rozumiem, ale to nie będzie trudne, bo podczas naszej rozmowy cały czas to robiłam. I teraz też nie przestanę tego robić - powiedziałam wesoło.
- Wiem i wierz mi, miało to wpływ na te wyzwania, podobnie jak i na walkę, którą obaj stoczymy. A propos walki, to jest jeszcze jedna rzecz.
- Co takiego?
- Chciałbym, żebyście wtedy, gdy będziecie mieli wraz z Ashem zadać mi ostateczny cios, nie wahali się. Po prostu to zróbcie. Im szybciej, tym lepiej dla wszystkich, zwłaszcza dla mnie.
- Maciek, ale czy ty wiesz, o co nas prosisz? Przecież ja ci tu nie mogę obiecać, że bez wahania cię zabijemy.
- Sereno, proszę cię - odpowiedział Maciek spokojnym, ale i smutnym głosem - Dla mnie to będzie jedyny ratunek. Uwolnicie wasz świat od Zła i jednocześnie uwolnicie mnie. A ja chcę tylko jednego: znów być z Natalie. Chcę odzyskać moją ukochaną. Nie dbam o życie w tym świecie, gdyż bez niej nie potrafię żyć. Proszę cię, Sereno, obiecaj mi to w swoim imieniu, a Ash, gdy go poproszę, niech obieca w swoim.
Patrzyłam tak przez chwilę na Maćka i przez głowę przeleciały mi te wszystkie informacje i zdarzenia, które mi opowiedział i ukazał. To było oczywiste, że jako przybysz z innego świata mocno zawiódł się na naszym, a do tego jeszcze stracił swoją ukochaną, swój wielki skarb, a wraz z nią też chęć do życia. Kierując się zaś raczej platoniczny uczuciem do mnie robił wszystko, abym była szczęśliwa. Wspierał mnie po cichu, obserwował mnie i Asha, a przy okazji ratował nas z opresji. Strzegł nas i pilnował, aby nic nie zniszczyło naszego szczęścia. Był więc naszym przyjacielem. Po tym wszystkim, co zrobił dla nas dobrego teraz chciał tylko jednego. Był gotów poświęcić swoje życie, żeby pokonać Zło, lecz to Ash i ja mieliśmy mu je odebrać. Pokonamy Negaforce’a, ale też zabijemy przyjaciela. Jeżeli jednak to jedyne wyjście, a dzięki temu on odzyska swoją ukochaną i spokój ducha, to czy powinniśmy się wahać w tej sprawie? To naprawdę trudna decyzja, lecz naprawdę współczułam Maćkowi i rozumiałam go. Sama raz sądziłam, że utraciła Asha na zawsze i chciałam się zabić, ale na całe szczęście mnie uratowano i jak się okazało Ash żyje. Ale Natalie naprawdę nie żyła, a dla Maćka była całym światem, całym życiem.
- Dobrze - powiedziałam smutno - Jeżeli naprawdę to jedyne wyjście, to choć jest to strasznie trudne, obiecuję ci, że się nie zawaham.
- Spokojnie, Sereno, gdy ta chwila nadejdzie, to ty i Ash nie będziecie myśleć o tym, że kogoś zabijacie.
- Jak to?
- Zobaczysz - odparł Maciek - Zobaczysz, gdy ta chwila nadejdzie. A tymczasem muszę cię przeprosić.
- Za co chcesz mnie przeprosić?
Maciek znów przybrał mroczną postać i zaczął emanować mroczna aurą. W jego rękach pojawiła się jakaś niebieskawa energia.
- Na czas pierwszej fazy mojej walki z Ashem muszę umieścić cię w tej energetycznej pułapce. Nie bój się, nie zrobi ci krzywdy, jednak Ash będzie miał dodatkową motywację do tego, aby mnie pokonać.
Energia przeleciała w moją stronę, po czym uwięziła mnie w świecącej błękitnawej, przezroczystej kuli. Gdy dotknęłam ścianki wydawała się być elastyczna i miękka. Jak balon, czy piłka.
- Hej! Czy to naprawdę jest konieczne? Czuję się jak złota rybka w akwarium! - zawołałam do Maćka.
- Spokojnie, Sereno, to nie potrwa długo. Najpierw ja i Ash stoczymy bitwę Pokemon dwa na dwa. Gdy tylko Ash mnie pokona, ta bańka zniknie i będziesz wolna. Potem razem z Joshem i Dawn będziesz oglądać dalszą część walki, a kiedy Ash będzie miał mi zadać ostatni cios, podejdziesz do niego i skończycie dzieło.
- No dobrze, niech więc tak będzie.
- Ash i pozostali są już za tymi drzwiami. Czas więc, żeby odbyła się finałowa walka.
Z jednej strony cieszyłam się, że Ash i reszta szczęśliwie przeszli już wszystkie próby, ale z drugiej strony byłam przerażona, bo nie wiedziałam, jak zakończy się ta przygoda i czy kiedy nadejdzie na to pora, to Ash i ja będziemy mieli dość siły, żeby zrobić to, o co prosił Maciek? Już wkrótce miałam okazję się przekonać, jak zakończy się ta walka. Być może zabrzmi to nieco patetycznie i dość głupio, ale poczułam wtedy, że już za chwilę Ash stoczy walkę swojego życia i to jeszcze z najpotężniejszym ze wszystkich swoich dotychczasowych wrogów.


C.D.N

wtorek, 22 stycznia 2019

Przygoda 120 cz. III

Przygoda CXX

Najpotężniejszy wróg cz. III


Pamiętniki Sereny c.d:
Gdy Maciek wrócił, to spojrzał na mnie wyraźnie bardzo zadowolony, uśmiechając się przy tym.
- Ash i pozostali weszli do wieży - powiedział - Teraz rozpoczną ucztę, po której nastąpi seria wyzwań, a po ich pokonaniu dotrą tutaj.
- Powiedz mi, proszę, na czym polegają te wyzwania?
- Chodzi w nich przede wszystkim o to, żeby każde z nich starło się ze swoją przeszłością. Te najsmutniejsze wspomnienia wciąż stanowią cierń w ich sercu. Na co dzień tego nie widać, lecz tak jest w istocie.
- Chyba cię rozumiem - zawołałam - Chcesz, aby walcząc z nimi na zawsze pozbyli się bólu z nim związanego, mam rację?
- Tak, Sereno - opowiedział Maciek z uśmiechem na twarzy - Dzięki temu ich serca będą wolne od owych cierpień i staną się silniejsze. Chcę, żeby cała trójka uwolniła się od owych wspomnień oraz wykrzesała z siebie całą swoją siłę duchową.
- I jak rozumiem to pomoże im ostatecznie pokonać Negaforce’a.
- Tak, dobrze rozumiesz, Sereno - odparł Maciek zadowolony - Dzięki temu ten potwór wreszcie będzie pokonany. Gdy Ash i jego towarzysze tu dotrą, to będą mieli odpowiednie przygotowanie.
- A dlaczego ja nie przechodzę podobnych prób? - zapytałam nieco zaskoczona.
- Nie musisz tego robić, bo twoje relacje z Ashem są już odpowiednio czyste i przygotowane na tę próbę. Poza tym dla ciebie mam inną rolę.
- A niby jaką? Mam może spełniać funkcję przekaźnika informacji? - spytałam śmiejąc się przy tym, lekko ściskając laleczkę od Latias.
- To coś o wiele więcej, Sereno - odpowiedział Maciek - Chcę, żebyś wysłuchała mojej historii, czy może raczej mojej spowiedzi - dodał smutnym tonem.
- Spowiedzi? Co masz na myśli?
- Jak ci już mówiłem, będę musiał walczyć z Ashem. Obaj stoczymy ze sobą pojedynek, ale na śmierć i życie.
- A o tym mi nie mówiłeś - odparłam przerażona - Czyli jak dobrze rozumiem, jeden z was musi zginąć?
- Tak i tym, który zginie muszę być ja.
Szczerze mówiąc, to tego się nie spodziewałam. OK. Zgadzam się, że trzeba zniszczyć Negaforce’a, jakoś zdołałam oswoić się z informacjami, które Maciek przedstawił mi do tej pory. Ale nie mogłam zaakceptować tak po prostu tego, że w wspomnianej walce Ash ma go zwyczajnie zabić.
- Widzę, Sereno, że nie podoba ci się ta informacja - rzekł Maciek - Pozwól więc wyjaśnić mi do końca tę sytuację.
- Byłabym ci wdzięczna, gdybyś to zrobił, co jednak nadal nie zmienia faktu, że nie podoba mi się ten pomysł.
- Wiem, jednak to jest jedyny sposób na pokonanie Negaforce’a. Ash musi mnie pokonać w pojedynku, potem natomiast oboje musicie mi zadać ostateczny cios.
- Oboje? To znaczy, że oboje mamy cię zabić?
- Macie zniszczyć Zło, Sereno. Niestety, to jedyny sposób na pozbycie się tego potwora, a to wszystko przez to, że jest on uwięziony w moim ciele. Oboje pokonacie tego strasznego potwora i uwolnicie od niego wasz świat. Dla mnie nie będzie to zabójstwo, lecz wybawienie. Bez Natalie i tak nie chcę żyć, zresztą nawet nie umiałbym.
Sytuacja jaką przedstawił Maciek faktycznie była niezwykle trudna i skomplikowana. Bo o ile pokonanie tak wielkiego wcielenia Zła, jakim jest Negaforce uważać można za bardzo szlachetny, a wręcz obowiązkowy czyn dla takich detektywów jak Ash i ja, to już powiązane z tym zabicie kogoś, nawet w pojedynku jest czymś niezbyt przyjemnym. Tym bardziej, że ten ktoś był naszym przyjacielem. Bo przecież, jakby nie patrzeć, to mimo całej tej tajemnicy, wielu zagadkowych i dziwnych spraw, Maciek udowodnił, że nim jest. W końcu wizje, jakie ukazał mnie i Ashowi bardzo przyczyniły się do rozwoju naszego związku. Tak więc Maciek wspólnie z Chronosem oraz Mew bardzo przyczynili się do tego, ja i Ash jesteśmy razem.
- Twoje rozważania Sereno są słuszne, chociaż jeszcze jedna kwestia mocno wpłynęła na szczęście twoje i Asha - powiedział Maciek, lekko się przy tym uśmiechając.
- Ech! Niemal zapomniałam, że umiesz czytać w myślach. Wybacz, ale to dla mnie trochę krepujące, bo przecież istnieje jeszcze na tym świecie coś takiego jak prywatność - odparłam nieco oburzona.
- Bardzo cię przepraszam, Sereno - rzekł Maciek - Możesz jednak być spokojna, bo nie odczytuję tych myśli, które chciałabyś zachować dla Siebie i ewentualnie Asha. Szanuję twoją prywatność.
- Och, to bardzo dobrze, bo już chciałam przestać myśleć w ogóle - odpowiedziałam mu dość żartobliwie - Podobno blondynki nie mają z tym problemu.
- Wiem dobrze, że sobie żartujesz, jednak prawda jest taka, że kolor włosów wcale nie ma wpływu na to, czy ktoś jest mądry, czy też bezmyślny. Ale z pewnością sama doskonale to wiesz, dlatego też przejdźmy w końcu do właściwej kwestii naszych rozmów.
- Zgoda - przytaknęłam - Ale powiedz mi, proszę, co miałeś na myśli mówiąc, że coś jeszcze miało wpływ na związek mój i Asha?
- To bardzo proste i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, Sereno - odparł Maciek z uśmiechem na twarzy.
- Jeżeli chodzi ci o to, że to my sami wpłynęliśmy na swoje wspólne życie, to tak, zdaję sobie z tego sprawę. O to ci chodzi?
- Dokładnie o to, Sereno. Wasze wzajemne relacje, przeżyte przygody wspólnie spędzone chwile coraz mocniej zbliżały was do siebie. W sumie wasz związek mógł się zacząć dużo wcześniej, lecz nieśmiałość oraz obawy przed niewłaściwym odebraniem uczuć drugiej strony stały temu bardzo na przeszkodzie.
- Tak oraz moja głupia kariera artystki - dodałam smutno - Gdybym nie bawiła się w te bzdury, tylko bardziej skupiła na walce o uczucia Asha, to szybciej zostalibyśmy parą.
- To prawda, choć powiem ci też, że ten epizod artystyczny jednak przysłużył się twojemu szczęściu. Jak doskonale wiesz, Ash dzięki temu zrozumiał, ile znaczy dla niego ta prawdziwa Serena, którą przestałaś być z powodu świata sławy.
- Wiem o tym aż za dobrze - przyznałam poważnie - I pamiętam, co mi wtedy ukazałeś. Teraz już rozumiem, że wszystko to mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Mogłabym być z Ashem i jednocześnie nie robić przy tym z siebie nigdy gwiazdeczki sceny.
- Ale wtedy nie miałabyś okazji rozwinąć swego talentu. A uwierz mi, posiadasz ogromny talent.
- To miłe, że tak uważasz, ale skutki tej drogi były bardzo poważne.
- Tak, ale ja pomogłem ci dokonać właściwego wyboru. A swój talent możesz wykorzystywać zgodnie z swymi ideałami - odparł Maciek - Ale to twój inny talent zajmuje tutaj kluczową rolę.
- Masz na myśli talent detektywistyczny? Umiejętność walki ze złem?
- Dokładnie tak, Sereno. Zgadza się - potwierdził Maciek - Wspólnie z Ashem przeszliście długą drogę. Jeszcze w Kalos walczyliście z Zespołem R, kłusownikiem Dolanem i innymi przestępcami. W Kanto zaś mieliście okazję o wiele lepiej rozwinąć wszystkie te umiejętności, które wcześniej zaprezentowaliście.
- Tak, tyle tylko że to Ash posiada te główne cechy, ja zaś mu tylko pomagam. Chociaż też sporo się nauczyłam od czasu przybycia do Kanto i coraz częściej umiem sama dochodzić do właściwych wniosków. Ale wciąż muszę się jeszcze wiele nauczyć.
- Słuszna postawa, Sereno. Tylko głupiec uważa, że umie już wszystko i nie ma takiej wiedzy, której by już nie posiadał. Natomiast ty, Ash i wasi przyjaciele wciąż uważacie, iż musicie jeszcze się wiele nauczyć. Dlatego też ciągle się rozwijacie. Teraz zaś czeka was najtrudniejsza walka. Walka z najpotężniejszym możliwym wrogiem.
Te słowa może i zabrzmiały nieco patetycznie, lecz były całkowicie zgodne z prawdą. Mieliśmy już wszak okazję poznać moc Zła/Negaforce’a oraz długo walczyć z skutkami jego machinacji. Zatem twierdzenie Maćka wydawało mi się jak najbardziej prawdziwe. Zresztą kto lepiej niż on poznał moc Zła?


- Maciek, powiedz mi, jak doszło do tego, że spotkałeś Zło? Bardzo chciałabym to wiedzieć, a także to, jak wyglądały losy twoje i Natalie.
- Dobrze. Czas, abyś poznała całą prawdę o mnie. Dowiesz się też, jak doszło do przecięcia się naszych losów. Spójrz więc w ten kryształ.
Po tych słowach lustro zaczęło świecić i falować, a następnie zaczęły się ukazywać na nim obrazy. Dzięki temu mogłam poznać historię Maćka, i zrozumieć jego zachowanie i działania.
Najpierw zobaczyłam pustą przestrzeń, w której znajdowały się dwie świetliste istoty.
- To ja i Natalie w chwili, w której opuściliśmy nasz świat - wyjaśnił Maciek - Przestrzeń, z której pochodzimy, to otchłań między-wymiarowa. Z niej można dostać się do różnych światów, jak również ich alternatywnych wersji. Możliwości jest bardzo wiele.
- A wy trafiliście akurat do naszego świata. Czy coś was tu konkretnie przyciągnęło, czy to był przypadkowy wybór? - spytałam zaciekawiona.
- W sumie jedno i drugie. Z jednej strony przypadkowo wybraliśmy tę konkretną rzeczywistość świata Pokemonów, z drugiej zaś tak coś czuliśmy w sercach, że akurat tę rzeczywistość warto zwiedzić.
- Rozumiem, a powiedz mi, w jaki sposób przybraliście ludzką postać? Tak po prostu stworzyliście sobie ciała?
- Owszem, mogliśmy tak postąpić. Wtedy bylibyśmy ucieleśnieniem naszej rasy w tym świecie. Ale oboje postanowiliśmy zrobić coś innego. Coś, na co nikt jeszcze z nas się nie odważył. Chcieliśmy urodzić się w tym świecie.
- Urodzić się? Tak jak ludzie?
- Dokładnie tak, Sereno - przytaknął Maciek - Zaczęliśmy więc szukać ludzi, którzy mogliby zostać naszymi rodzicami. Chcieliśmy, aby ich serca zareagowały na nasz głos. I w końcu się udało.
Obraz zmienił się, teraz widziałam dwie pary rozmawiające ze sobą na podwórku prze dwoma, dosyć uroczymi domami, znajdującymi się opodal lasu. Zobaczyłam też lokalizację owych domów: zbudowano je kawałek od średniej wielkości miasta, blisko jednak lasu i w ogóle ładnego krajobrazu.
- Miejsca, które tu widzisz, znajdują się w północnych Włoszech. Dość blisko z nich do Alp. Zaś miasto tu ukazane jest ważne dla mojej opowieści. Tu działa się ta część mojej historii, która zakończyła się tragedią.
- Śmiercią Natalie - dodałam cicho z wyraźnym smutkiem
- Tak - odparł krótko Maciek, z trudem powstrzymując łzy.
Obraz się przybliżył i mogłam teraz zobaczyć twarze oglądanych osób. Pierwszą parą byli młody mężczyzna raczej średniego wzrostu, o urodzie typowego Włocha. Dość przystojnego, choć w jego oczach dostrzegłam coś, co budziło pewną niechęć. Obok niego stała tak około osiemnastoletnia dziewczyna o blond włosach i uśmiechniętej twarzy, która wydawała mi się dziwnie znajoma. Z kolei drugą parę tworzyli chłopak o czarnych włosach, też na oko osiemnastoletni, oraz młoda dziewczyna, będąca dość urodziwą Włoszką. Wydawała się niezwykle delikatna, miała jednak bardzo pogodną naturę i łagodny uśmiech. Jej chłopak również wydawał mi się znajomy, lecz za nic nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Widzę, Sereno, że rozpoznajesz dwie z przedstawionych tutaj osób - rzekł Maciek, odbierając moje myśli.
- Owszem, ta blondynka oraz ten brunet wydają mi się znajomi. Tylko nie wiem, skąd mogę znać te osoby. Przecież pokazujesz mi je pierwszy raz.
- A mimo to znasz je Sereno. Poznałaś tych dwoje w... Łebie.
Łeba! Zaraz, czy to możliwe?! Przecież jedyna para, pasująca do tego opisu, która miałam okazję poznać to...
- Kasia i Filip? - zawołałam zdumiona - Czy to możliwe, żeby to byli oni?
- Dokładnie tak, Sereno - potwierdził Maciek - Tych dwoje młodych ludzi, którzy wydali ci się tak znajomi, to właśnie Kasia z Filipem. Teraz są małżeństwem i mają córeczkę Sarę.
Patrzyłam zdumiona to na wizję z kryształu, to znowu na Maćka. W końcu jednak zdumienie powoli zaczęło ustępować zrozumieniu i pojęłam wreszcie, dlaczego Kasia tak zareagowała na widok Maćka w Łebie. Tylko czemu go nie poznała? Przecież powinna rozpoznać swojego syna.


- W tych czasach oboje mięli jednak innych partnerów - opowiadał mi dalej Maciek - Co prawda oboje znali się już od bardzo dawna, bo aż z podstawówki i oboje się przyjaźnili, lecz kiedy ja i Natalie przyszliśmy na ten świat, to oboje byli w związku małżeńskim z kimś innym.
- Rozumiem. I to ich wybraliście na swoich rodziców?
- Tak, zarówno Kasia, jak i Filip z żoną chcieli bardzo mieć dzieci. Ich serca były pełne miłości, która mogliby obdarzyć nawet sporą gromadkę dzieci, lecz oni pragnęli mieć choć jedno, więc ja i Natalie spełniliśmy ich życzenie. Kasia i żona Filipa zaszły w ciążę, a po dziewięciu miesiącach urodziły dzieci. W tym samym momencie, co do sekundy.
- Jak widzę nawet w naszym świecie podtrzymaliście swoje piękne zwyczaje - zauważyłam z uśmiechem.
- Tak i zachowaliśmy wiele naszych cech charakteru, co wyszło wraz z wiekiem. Przede wszystkim oboje chcieliśmy być zawsze blisko siebie i jak najwięcej czasu spędzać razem.
- Rozumiem - odparłam - A co było dalej?
- Niestety, wtedy miały miejsce pierwsze tragedie: moja matkę porzucił mąż. Uparcie twierdził, że nie jestem jego synem. W ogóle nie chciał mieć dziecka i w końcu odszedł. Moja mam nigdy już go widziała.
- Boże to straszne! Podły łajdak! Jak można porzucić swoje dziecko przez jakieś głupie widzimisię?!
- A jednak można, kiedy się jest nędzną szują - odpowiedział Maciek beznamiętnym głosem - Pod tym względem widzę podobieństwo Asha do mnie, z tą wszakże różnicą, że jego ojciec miał inne powody, dla których porzucił rodzinę. Nie był jednak złym człowiekiem, bo kochał swego syna i w końcu dorósł do roli ojca. Konsekwentnie podjął walkę o odzyskanie uczuć swych dzieci i udało mu się. Od tego czasu już nigdy ich nie zawiódł.
- Twój za to cię zawiódł - powiedziałam smutno.
- Tak i dostał potem od losu to, na co zasłużył. Żona Filipa zaś wręcz przeciwnie.
- A co się z nią stało?
- Poród był dla niej bardzo męczący. Wydanie na świat dziecka tak ją wyczerpało, że niestety zmarła. Jej serce jednak kochało córkę i umierała szczęśliwa wiedząc, iż jej dziecko żyje i jest zdrowe.
Słuchając tego wszystkiego czułam, jak mi się serce kraje.
- To jest naprawdę smutna historia. Ale powiedz mi, proszę, jak dalej potoczyły się wasze losy?
- Moja mama i Filip nadal mieszkali w swoich domach, ale samotnym rodzicom było naprawdę ciężko i dlatego oboje pomagali sobie nawzajem. Ich przyjaźń szybko rozwinęła się w bardzo głęboką więź, która niedługo przerodziła się miłość.
- Gdy ich poznałam okazali się być bardzo szczęśliwym małżeństwem, a owocem tego jest Sara. Więc ona jest twoją siostrą. Twoją i Natalie.
- Tak, Sereno. Dlatego też, gdy zobaczyłem, że ty i Ash wybieracie się do Łeby, to postanowiłem też tam zajrzeć. To tam Filip i Kasia ostatecznie zamieszkali. W kraju swoich przodków. A przy okazji muszę ci powiedzieć, że mając zdolność bilokacji mogę śmiało obserwować i ciebie z Ashem, jak i ich. Dzięki temu wyczułem grożące Sarze niebezpieczeństwo.
- I to ty pomogłeś Ashowi wtedy, kiedy znalazł się pod wodą? To ty sprawiłeś, że nie udusił się przebywając w niej tak długo.
- Dokładnie tak. Widząc, że Ash i ratownik ruszyli na pomoc Sarze i mojej mamie, nie chciałem się jeszcze ujawniać. Niemniej dyskretnie swoją mocą pomogłem Ashowi, jednocześnie spłoszyłem też sługusów Morgany.
- A podczas kolejnej akcji uratowałeś mnie przed Morganą. Ona była całkowicie bezsilna wobec ciebie - powiedziałam zdumiona - Czy twoja moc jest aż tak wielka?
- Moc, którą otrzymałem od Negaforce’a jest jeszcze większa. Jest o wiele potężniejsza i straszniejsza, niż można sobie wyobrazić. Ale celowo ograniczam jej użycie do minimum.
- Morgana była naprawdę przerażona, gdy jej użyłeś.
- Tak, bo jako istota nadprzyrodzona widziała mnie w pełnym, że się tak wyrażę majestacie. Zrozumiała, że mogę ją zniszczyć i to bez problemu, więc nie próbowała nawet się bronić.
- Ale powiedz mi, dlaczego puściłeś ją wolno? Przecież może zrobić jeszcze wiele złego w służbie swojego mistrza. A właśnie, wiesz może, kim on jest?
- Tak, poznałem już jego tożsamość - potwierdził Maciek - To jeden z waszych starych przeciwników, który cudem przeżył. Morgana odnalazła go umierającego i spodobał jej się. Dlatego też ocaliła mu życie, a on zdobył jej miłość.
- Nie powiesz mi chyba, że tak podła i ohydna kreatura jak Morgana może kogoś kochać? - spytałam, nie mogąc w to uwierzyć.
- A jednak, nawet taka wiedźma poznała smak miłości. I tak nawiasem  mówiąc, to ją kiedyś zgubi - dodał Maciek tajemniczo.
- Jak to? - spytałam, wciąż nie rozumiejąc.
- Wiem dobrze, co może zrobić ta podła kreatura, ale mimo to puściłem ją wolno, bo spotka ją gorszy koniec aniżeli ten, który ja bym jej zgotował. Gorszy w jej rozumieniu i zarazem adekwatny do jej zbrodni.
- Ale przecież ona nadal może pozbawiać energii niewinnych istot, aby nakarmić swego mistrza.
- Wiem o tym, ale zanim ją puściłem, posłałem za nią widmo, które mi służy. Ma ono dopilnować, aby wiedźma już nigdy nikogo nie zabiła swymi sztuczkami. Może pobierać energię, ale nie tyle, żeby kogoś zabić. Inaczej moje widmo zrobi z nią porządek. Morgana ma dość oleju w głowie, aby nie ryzykować. Moje widmo jest zbyt silne, by je okiełznała swoimi czarami
- No, ale ile to jeszcze może trwać i kiedy nareszcie nadejdzie kres dla tej wiedźmy?
- Kiedy znów staniecie z nią do walki - odpowiedział Maciek - To jest niestety konieczne, gdyż wtedy i tylko wtedy zakończycie pewną wciąż nie rozwiązaną sprawę. Wy ją zaczęliście i wy musicie ją skończyć.
- Ech! Nadal mówisz zagadkami, a przecież miałeś dziś mówić jasno - westchnęłam niezadowolona.
- Przepraszam cię, Sereno, ale ta sprawa należy bardziej do was niż do mnie. Zająłem się Morganą dlatego, że zagrażałam Sarze, dzieciom Adeli i Nicka oraz tobie, a także dlatego, iż nikt inny nie mógł wam wtedy pomóc, nawet Ash. Ale widziałem przyszłość tej wiedźmy i jasno z niej wynika, że to wy zakończycie jej działalność. Ponieważ jednak życie groziło Sarze i tobie  to była moja osobista sprawa.
- Niech ci będzie, muszę zadowolić się tą odpowiedzią - powiedziałam - Ale proszę, kontynuuj swą historię. Chciałaby wiedzieć, jak dalej toczyły się losy twoje i Natalie.
- Jak mówiłem Kasia i Filip pomagali sobie nawzajem w codziennych sprawach, mu zaś wychowywaliśmy się wspólnie. Tak zatem więź naszej czwórki rozwijała się bardzo szybko. Ale choć moja mama i Filip mieli się ku sobie, to jednak nie chcieli się jeszcze wtedy pobrać.
- Rozumiem i co było dalej?
- Ja i Natalie dorastaliśmy w tamtych stronach, oczywiście cały wolny czas spędzając razem. Dziwnie się czuliśmy, kiedy byliśmy osobno. Muszę też tu dodać pewną ważną rzecz.
- Co takiego? - spytałam zaciekawiona.
- Otóż, kiedy już narodziliśmy się w tym świecie, to nasza prawdziwa tożsamość nam się zatarła. Czasem jednak w czasie snu odzywał się do nas głos, który teraz wiem, że pochodził od naszych rodaków.
- A co wam mówił?
- To, co słyszą wszyscy ludzie opuszczający nasz świat: „Pamiętajcie, możecie wrócić wtedy, kiedy tego zapragniecie. Tu zawsze jest wasz dom”. To jest właściwie takie specjalne błogosławieństwo, mające nam zapewnić szczęśliwy powrót.
- Rozumiem, to brzmi ciekawie. A jak długo trwają wasze podróże?
- Cóż, nie mamy określonego limitu czasu. Możemy więc przebywać w odwiedzanym świecie tak długo, jak długo tylko chcemy, a potem możemy wrócić.
- Wasz świat jest naprawdę wspaniały - powiedziałam rozmarzona -  Chciałabym móc go zobaczyć choć przez chwilę.
- No cóż... Z całą pewnością spodobałby się tobie, Ashowi i waszym przyjaciołom. Ale nawet tu jest pewien haczyk, a nawet dwa.
- Spodziewałam się tego - zaśmiałam się - W takich sytuacjach zawsze jest jakieś „ale“. A jakie konkretnie jest tutaj?
- Po pierwsze, aby ktoś, kto nie należy do nasze rasy mógł odwiedzić nasz świat, musi dostać pozwolenie od naszych władców. Oczywiście, jak już dostanie rekomendację od nas, to nie ma problemu. A po drugie, to wam nasz świat bardzo szybko by się znudził. Tam nie dzieją się takie niezwykłe przygody. Brak zła ma swoją cenę.
- Ale krótka wizyta w raju byłaby naprawdę przyjemną chwilą. Ale przepraszam, bo znów zmieniła nieco temat.
- Nie szkodzi - odparł Maciek z uśmiechem - Przecież obiecałem ci odpowiedzi na twoje pytania.
- Zgadza się, ale powiedz mi, proszę, co było dalej? I czym się tam zajmowaliście, w tym naszym świecie?
- Razem z Natalie chodziliśmy do oczywiście szkoły, a potem liceum. Natalie była uzdolnioną rysowniczką oraz malarką. Jej dzieła wyglądały jak prawdziwe postacie, a na jej rysunkach wszystko tętniło życiem. Co prawda najczęściej specjalizowała się w czerni i bieli, a rzadziej w kolorze, jednak jej obrazy były piękne. Często też towarzyszyła ojcu w muzeum.
- A czym się zajmował?
- Był kustoszem w muzeum, z wykształcenia jest historykiem sztuki. Obecnie jest dyrektorem muzeum i galerii sztuki w Łebie.
- Czyli nadal poświęca się swojej pasji. Natalie zaś odziedziczyła po nim zainteresowania.
- Owszem, jednak Filip uważał, że sam słabo maluje. Moim zdaniem zaniżał swoje umiejętności, jednak bardzo doceniał talent Natalie i wspierał ją. Podobnie zresztą jak ja.
- Chciałabym móc zobaczyć jej prace.
- Niestety, to niemożliwe.
- Dlaczego?
- Jej najcenniejsze rysunki przepadły, zniszczone w pożarze muzeum w owym mieście.
- To straszne! - zawołałam - Jak to się stało?
- To był pierwszy cios, jaki nas wtedy spotkał, ale jednocześnie po tym wydarzeniu ja i Natalie zostaliśmy parą.
- To nie byliście nią od początku? Mówiłeś przecież, że jesteście razem od chwili narodzin.
- Tak, to prawda, ale przecież w tym świecie nasza tożsamość, jak ci to już mówiłem nam się zatarła. Mimo to cały czas nas do siebie ciągnęło, lecz nie wiedzieliśmy jeszcze czemu. Gdy jednak skończyliśmy szesnaście lat, czyli niedługo po tym pożarze, wreszcie to zrozumieliśmy.
- Rozumiem, czyli wasze uczucie dojrzewało w czasie tak, jak u mnie i Asha. W każdym razie podobnie.
- Coś w tym stylu - rzekł Maciek - Od początku wychowywaliśmy się razem i prawie zawsze spędzaliśmy czas we dwoje. Czuliśmy się ze sobą dobrze, zaś osobno nieswojo. A z wiekiem dojrzewania, przyszła i miłość.


- A powiedz, czym ty się zajmowałeś?
- Ja, poza chodzeniem do szkoły oczywiście, pomagałem mojej mamie w jej sklepie. Mama była, a właściwie to nadal jest złotnikiem. Tak więc nie tylko sprzedaje biżuterię, ale i sama ją wyrabia. Ma prawdziwy talent. Ja zaś jej pomagałem i z czasem sam stałem się dobrym złotnikiem. Moja mama twierdziła nawet, że byłem świetny, co było bardzo miłe.
- Ależ to wspaniale! - zawołałam zachwycona - Ja uwielbiam piękną biżuterię! Co prawda miło jest ją dostawać, ale samo oglądanie też sprawia mi dużą frajdę. Szkoda, że nie miałam okazji odwiedzić sklepu twoje mamy, ani zobaczyć jej wyrobów.
- Jeszcze nic straconego, zapraszam ponownie do Łeby. Tam mama prowadzi swój nowy sklep. Oprócz tradycyjnych wyrobów ze złota i srebra są tam także wyroby z bursztynu. Zaś tamten sklep we Włoszech, to mama zlikwidowała przed wyjazdem, bo już nigdy tam nie wróci.
- Rozumiem, tyle bolesnych wspomnień...
- Owszem, tyle tylko, że ani ona, ani Filip nie pamiętają mnie ani też Natalie.
- Nie pamiętają? - te dwa słowa zdumiały mnie bardziej niż wszystkie dotychczasowe informacje - Ale jak to? Usunąłeś im wspomnienia swoją mocą?
- Tak, bo nie chciałem, żeby cierpieli oni po śmierci Natalie i moim... Zniknięciu. Usunąłem z pamięci wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek nas znali, wszelkie wspomnienia dotyczące naszych osób.
- Naprawdę nie wiem, co o tym sądzić.
- Cóż... To było bardzo trudne, ale nie chciałem, aby moja mama i Filip cierpieli po stracie swoich dzieci. Nie zasługiwali na to, w życiu mieli już dość zmartwień, więc usuwając im wspomnienia o mnie i Natalie chciałem oszczędzić im obojgu cierpień. W końcu mogli też spełnić swoje pragnienie i pobrali się. Mają też cudowną córeczkę Sarę. Siostrzyczkę moją i Natalie - dodał czułym głosem Maciek.
- Ale jak widać twoje czyszczenie pamięci nie było takie doskonałe - zauważyłam - Kasia wyczuła w tobie kogoś bliskiego, Filip zaś wyczuł tego kogoś we mnie. Teraz już rozumiem, czemu patrząc na mnie czuł się bardzo dziwnie. Bo przypominam mu córkę, o której jego serce nie zapomniało.
- To prawda, Sereno. Serc prawdziwie kochających rodziców nie da się tak łatwo zwieść. Ale cóż, tak już widać musi być.
- Kasia długo nie mogła zapomnieć o chwili, w której cię widziała, jak nas minąłeś wtedy w Łebie. Gdy rozmawialiśmy z nią i Filipem, to wyraziła nadzieję, że jeszcze cię zobaczy.
- Wiem o tym, ale niestety, to niemożliwe. Po walce, którą dziś stoczę z Ashem moje życie w tym świecie się skończy. Wtedy też ponownie złączę się z Natalie i prawdopodobnie wrócimy do domu.
- Hmm... Teraz ja ci coś powiem. Ja dobrze wiem, że taki jest ze mnie jasnowidz, jak ze Snorlaxa baletnica - uśmiechnęłam się lekko - Ale w świecie Pokemonów nieraz zdarzają się rzeczy, na które nigdzie indziej nie można liczyć. Więc kto wie, czy ty i Natalie jeszcze nie zaznacie szczęścia w tym świecie.
Maciek spojrzał na mnie zdumiony, po czym uśmiechnął się lekko, a w jego oczach pojawiły się delikatne iskierki.
- To byłoby naprawdę wspaniałe Sereno. Teraz, gdy znaleźliśmy takich ludzi jak ty, Ash i wasi wierni przyjaciele, to chcielibyśmy tu zostać dłużej. Spełnilibyśmy też nasze dawne marzenia. Ale cóż... Przekonamy się, co też przewidział dla nas los. Teraz wróćmy jednak do mojej opowieści.
Ponownie zamieniłam się w słuch i poznawałam coraz to nowe oraz coraz to bardziej ciekawe informacje odnośnie przeszłości Maćka. Okazało się, że on i Natalie wiele czasu spędzali w okolicznych lasach w pobliżu swych domów. Muszę przyznać, że ta okolica była naprawdę piękna. Poza tym znajdowała się tam łąka, podobna do tej, którą zobaczyłam w swoim śnie. Ponadto w lesie przepływał mały strumień, w którym Maciek i Natalie jako dzieci lubili się pluskać. W sumie nie różnili się zbytnio od innych dzieci, poza pewnymi chwilami. Mianowicie były momenty, kiedy to oboje, lekko przytuleni, bądź trzymając się za ręce wpatrywali się w dal. Mieli też taki dziwny wzrok, jakby próbowali coś wypatrzeć.
- Często w takich chwilach jak ta rodzice bardzo się o nas niepokoili - wyjaśnił Maciek - Dziwili się, czemu to robimy. Swoją drogą sami również nie umieliśmy sobie tego wyjaśnić. Teraz jednak już wiem, co to znaczyło.
- A co takiego to było? Bo bez urazy, ale to faktycznie wyglądało dość niepokojąco.
- Teraz już wiem, że po prostu staraliśmy się spojrzeć w przyszłość. Chcieliśmy wiedzieć, co nas czeka. Wtedy jednak za nić nie umieliśmy tego wyjaśnić.
- A mieliście jakiś znajomych lub przyjaciół?
- To jest właśnie najgorsza część naszej przeszłości - odrzekł Maciek smutno - Niemal od początku inne dzieci uważały nas za dziwaków. Starali się nas unikać, a my nie wiedzieliśmy, dlaczego tak jest. Gdy byliśmy już nastolatkami, to też traktowano nas jak odmieńców. Nie interesowaliśmy się światem sław, celebrytów ani tym bardziej codzienną rywalizacją o bycie popularnym nastolatkiem w szkole.
- To trochę brzmi jak schemat tych kiczowatych, amerykańskich seriali o nastolatkach. Albo komedii o podobnej tematyce.
- Te jednak oparte są na faktach, bo w szkołach to jest na porządku dziennym. Komedie traktują to jednak z przymrużeniem oka, zaś wszelacy nieudacznicy, odmieńcy itp. na końcu takich filmów doczekują się zawsze szczęśliwego zakończenia. Dramaty bardziej odzwierciedlają rzeczywistość, ponieważ tam źli zwykle są górą, wyżywają się na innych i często pozostają bezkarni.
- Wiem, to naprawdę smutne - westchnęłam - Jaka szkoda, że tak mało się robi, aby to zmienić.
- Niestety, to prawda, a miejsce, w którym mieszkaliśmy ja i Natalie, to miało wyjątkowo zepsutą młodzież. Jak się później okazało, to Negaforce podsycał ich złą naturę, karmiąc się negatywnymi uczuciami.
- To on przebywał w tym mieście?
- Niedaleko - wyjaśnił Maciek - W pobliżu miasta znajdowały się takie ponure ruiny. Nie wiadomo dokładnie czego, ani z jakich czasów. Nikt tam jednak nie chodził, wszyscy się ich bali. To tam przebywał Negafoce, ale do tego jeszcze dojdę.
- Dobrze, a powiedz mi proszę, skoro nie mieliście przyjaciół, to jak spędzaliście czas?
- W sumie jak inne dzieciaki. Bawiliśmy się na dworze, oglądaliśmy bajki i filmy, czytaliśmy książki...
- A mieliście jakieś ulubione?
- Owszem - odparł Maciek - Kilka, ale najmocniej polubiliśmy historię zawartą w „Silmarilionie” Tolkiena.
- Czytałam tę książkę. Jest napisana poważnym oraz dość podniosłym stylem, choć nie każdemu może ona przypaść do gustu. Sama książka jest jednak bardzo ciekawa - przyznałam.
- Tak, ale nam szczególnie przypadła do gustu jedna historia - rzekł Maciek - Historia o Berenie i Luthien.
- Dobrze ją pamiętam - powiedziałam z uśmiechem na twarzy - Była ona bardzo romantyczna, smutna i radosna zarazem. Jednocześnie wiele się w niej działo. Ale z tego co pamiętam oboje na końcu byli razem.
- Tak, a ja i Natalie uwielbialiśmy najbardziej tę historię. W sumie, to przypomina trochę naszą historię.
- A powiedz mi jeszcze, jakie też filmy czy bajki lubiliście oglądać?
- W sumie to podobne, co ty i Ash. Wiele z nich przypadło nam do gustu i to pod różnymi względami. Bardzo często oglądaliśmy też anime, jak wspomniana już „Czarodziejka z Księżyca” ale także i inne. Przy okazji powiem ci, że w tych anime, to bardzo często lubiłem postaci antagonistów, zwłaszcza tych, którzy mieli w sobie odrobinę dobra. Ale nie sądziłem, że skończę kiedyś jako jeden z nich.
- A jakich antagonistów masz na myśli? - spytałam zdumiona - Choć oglądałam różne anime, to chyba kojarzą tylko jednego złoczyńcę, który by pasował do tego schematu. Mianowicie królową Beryl.
- To nie o nią mi chodzi - zaprzeczył Maciek - Chodzi o inną postać, która pochodzi z anime „Magiczni Wojownicy”.
- Hmm, chyba nie kojarzę. Przypomnisz mi, o czym to było?
Maciek pokrótce wyjaśnił mi, o czym była fabuła tego anime i kim byli jego bohaterowie.
- Już sobie je przypominam, ale tak się składa, że jakoś nigdy mi ono nie przypadło do gustu. Nie lubiłam za bardzo głównych bohaterów, poza tym widziałam tylko jeden, może dwa odcinki, jak walczyli oni z jakimś magiem ubranym w czerwone szaty.
- To właśnie jego mam na myśli, Sereno - powiedział Maciek - Rezo Czerwony Kapłan był tym wrogiem, do którego losów upodobniły się moje.
- On też sprzedał duszę demonowi w zamian za magiczne moce?
- Niezupełnie. Ani on, ani ja nie sprzedaliśmy duszy. Rezo urodził się z ogromnym talentem magicznym, ale był niewidomy od samego początku. Chciał za wszelką cenę odzyskać wzrok i wskutek tego z bohatera stał się złoczyńcą. Gdy udało mu się wreszcie otworzyć oczy, okazało się że w nich uwięziony był król demonów.
- A jak było z tobą? - spytałam, mocno zaintrygowana tym tematem.
- A ja po śmierci Natalie ofiarowałem swoje ciało jako mieszkanie dla Zła w zamian za siłę niezbędną do jej pomszczenia. Ciało na mieszkanie oraz mój gniew jako pokarm. Ale od początku zarzekłem, że duszy mu nie oddam. Zło przystało na umowę, jednak zastrzegło sobie, iż jeżeli nie będę go karmić, to kiedy tylko będę próbował wrócić do swojego prawdziwego wyglądu ono będzie zadawać mi cierpienie.
- Boże, to jest straszne! I ty zawarłeś układ z tym monstrum?! Za taką cenę?!
Byłam naprawdę przerażona tym, co usłyszałam.
- Nie miałem innego wyjścia. Moja wiara w sprawiedliwość została ostatecznie zniszczona. Uznałem więc, że miarka się już przebrała. Ale do tego jeszcze dojdę.
- No dobrze, to powiedz mi, jak wyglądało wasze życie w tamtych stronach, gdy zaczęliście czuć do siebie miłość. Bo mówiłeś, że długi czas tego nie rozumieliście.
- Zgadza się - potwierdził Maciek - Jak ci mówiłem, nasza prawdziwa tożsamość się nam zatarła, jednak nasze naturalne cechy już nie. Staraliśmy się żyć jak inne dzieciaki, a potem jak inne nastolatki, oczywiście mając własne zainteresowania. Rówieśnicy zaś albo nas unikali, albo też szydzili z nas tak jawnie, jaki i skrycie.
- Ech, to jest naprawdę okropne - przyznałam - Takie szykany tylko dlatego, że ktoś ma inne zainteresowania, a nie daj Boże nie interesuje się tym, co kręci resztę!
- Otóż to, Sereno - przytaknął Maciek - Oczywiście znaleźli się tacy, którym nie podobały się relacje, jakie miałem z Natalie.


W krysztale zauważyłam sylwetki dwojga nastolatków, bez wątpienia najpopularniejszych w szkole, którzy mieli swoje grono zwolenników, a do tego znęcali się nad słabszymi. Dziewczyna na pierwszy rzut oka wydawała się urodziwa, lecz z zachowania widać było wyraźnie, że to pusta laleczka. Na widok tej dziewuchy od razu przez myśl przeszły mi bardzo przykre wspomnienia z czasów Wystaw Pokemon. Sama też byłam na dobrej drodze do stania się taką pustą lalką. Z kolei chłopak wydawać by się mógł typem playboya, przystojnym oraz wysportowanym, który może mieć wręcz każdą dziewczynę, jednak prócz tego był także zarozumiały, chamski i bezczelny. Zauważyłam, że Maciek ukazując mi tych dwoje miał niezwykle gniewną minę. W jego dotąd spokojnych i bardzo przyjaznych oczach dostrzegłam nagle zimną nienawiść, ale także łzy smutku i bólu.
- Czy to przez nich zginęła Natalie? - przez przypadek powiedziałam na głos swoje myśli.
- Tak, to przez nich. Przez te bogate, zepsute szczeniaki z wpływowych rodzin.
- Maciek, jeśli aż tak bardzo bolą cię te wspomnienia, to nie musisz mi wcale ich ukazywać - powiedziałam łagodnie - Po co jeszcze mocniej masz cierpieć rozdrapując swoje rany?
- Muszę ci to pokazać, Sereno. Obiecałem ci opowiedzieć całą moją historię - odparł Maciek - A do bólu, to już przywykłem. Zresztą ta dwójka zapłaciła za swoje zbrodnie.
- Zabiłeś ich?
- Tak - odparł Maciek takim tonem, jakby to było coś oczywistego - Ale nie od razu. Najpierw zrobiłem im to, co Zodiakowi. Ukazałem im ich najgorszy koszmar, ludzie których prześladowali, teraz byli ich oprawcami. A za nimi szło moje widmo, przed którym nie było już ucieczki. W końcu, przytrzymywani przez swoje ofiary, padali ofiarą mojego widma. Potem zaś zmiażdżyłem im gardła, przez co przenieśli się do wnętrza swego koszmaru. Nigdy się już od niego nie uwolnią, a Zodiak po śmierci do nich dołączy.
- Boże, to naprawdę straszne! - jęknęłam przerażona - Oglądając, jak rzucasz czar na Zodiaka poczułam się tak, jakbym oglądała horror. Ale nie wyjaśniłeś mi, co się wtedy naprawdę stało.
- No cóż... Ja sam wymyśliłem taką subtelną metodę karania swoich wrogów. Wszyscy zwolennicy owej parki też meczą się z tym horrorem, ale u nich skończy się po śmierci. Może szybciej, jeśli tylko moja lekcja trwale zmieni ich na lepsze.
- A co się dzieję z resztą tych, którzy sobie szydzili z ciebie i Natalie?
- Byli obecni, kiedy rozprawiałem się z mordercami. Zmusiłem ich, przytrzymując siłą woli, żeby poparzyli sobie na mój pokaz. Jednocześnie i oni zostali dotknięci klątwą, ale ich nie zabiłem. Żyją, choć siedzą obecnie w szpitalu psychiatrycznym, podobnie jak Zodiak.
- Ale jak w ogóle do tego doszło? Co ich skłoniło, żeby zabić Natalie?
- Powiem krótko, przed naszymi szesnastymi urodzinami miały miejsce dwa wydarzenia: konkurs malarski oraz pewna sprytna intryga tych dwojga. Oczywiście sprytna to była ona tylko w ich mniemaniu.
- Na czym ona polegała?
- Korzystając z okazji, chcieli pogadać z nami z osobna. Już wcześniej próbowali różnych sztuczek, żeby nas skłócić i jednocześnie też zabawić się naszym kosztem.
- A jak wy z sobie z tym poradziliście?
- Pomimo zatarcia naszych prawdziwych świadomości wciąż mieliśmy swoje zdolności. Umieliśmy więc porozumiewać się głosem serc i znaliśmy jednocześnie myśli innych ludzi, te prawdziwe myśli. Poza tym ufaliśmy sobie nawzajem i dla Natalie byłem jedynym prawdziwym przyjacielem i wzajemnie. Nieraz, kiedy wściekało mnie to, że Natalie płacze przez tych drani, bardzo chciałem zrobić z nimi porządek.
- Ale Natalie nie chciała, żebyś tego zrobił, prawda? - domyśliłam się - Nie chciała, żebyś stał się do nich podobny, mam rację?
- To prawda, Sereno. To sama prawda. Ja zaś nigdy nie chciałem, żeby Natalie płakała przeze mnie, więc zawsze słuchałem jej prośby. Aż w końcu spotkał ją bardzo bolesny cios, przez który płakała naprawdę mocno.
- Czy ma to jakiś związek z tym konkursem malarskim, o którym przed chwilą mówiłeś? - spytałam.
- Zgadza się. Natalie bardzo chciała wziąć w nim udział, w czym ja zresztą ją dopingowałem i wspierałem. Widziałem nawet jej szkice, poza jednym. Bo ten miał być niespodzianką dla mnie i nie był przeznaczony na konkurs.
- Niech zgadnę, ktoś je zniszczył?
- Zgadza się.
- I to była pewnie ta dziewucha z tym chłopakiem?
- Owszem, bo jak się okazało ona, czyli Franceska za nic nie chciała, aby którakolwiek dziewczyna była w czymś lepsza od niej. Sama uchodziła za niezłą malarkę, jednak jej prace za nic nie mogły się równać z dziełami Natalie.
- To mi trochę przypomina moją rywalizację z Shauną oraz Miette w Wystawach - zauważyłam.
- Masz trochę racji, Sereno, ale Shauna i Miette nie były nigdy aż tak zepsute ani tak bezwzględne jak ta podła jędza. Owszem, Shauna raz uśpiła twojego Fennekina, aby móc z tobą wygrać, ale nigdy nie chciałaby zrobić żadnej gorszej krzywdy ani tobie, ani twoim Pokemonom. Zresztą, kiedy się z nią pojednałaś, to szczerze żałowała swoich błędów.
- Tak uważasz? - zamyśliła się - Ale w sumie, skoro umiesz rozpoznać prawdziwe myśli, to pewnie masz rację.
- Owszem, mam ją! Zresztą teraz Shauna już nie stosuje nieuczciwych sztuczek i naprawdę zależy jej na twoje przyjaźni. Miette z kolei nigdy nie była całkowicie zła. Owszem, z zewnątrz bywa wredna i potrafi ostro zajść z skórę, ale w gruncie rzeczy ma dobre serce. Raz uknuła intrygę przeciw tobie, lecz orientując się, co tak naprawdę robi, poczuła wyrzuty sumienia i udało się jej naprawić swoje błędy.
- Co nie przeszkodziło jej ponownie mnie podpuścić przed Konkursem Piękności w Alabastii, że już nie wspomnę o złośliwościach pod adresem Misty. Wobec niej zachowała się wtedy wyjątkowo paskudnie. Choć potem również naprawiła swoje błędy.
- To prawda i obecnie darzy cię ona prawdziwą przyjaźni, natomiast Franceska i Giovanni...
- Giovanni?! - krzyknęłam zdumiona - Chcesz mi powiedzieć, że ten chłopak miał na imię tak, jak... Jak najgorszy wróg Asha?
- Cóż za ironia losu, nie sądzisz? - rzekł Maciek - Ale we Włoszech to jest dość powszechne imię, tak jak w Polsce jego odpowiednik, czyli Jan.
- Normalnie wierzyć się nie chce - pokręciłam zdumiona głową - Ale powiedz mi, jak ta dwójka zniszczyła prace Natalie?
- Spowodowali pożar w miejscu, w którym odbywał się konkurs, czyli muzeum, w którym pracował Filip.
- Boże, to potworne - pisnęłam przerażona - I to wszystko z powodu urażonej ambicji?! Przecież w tym pożarze mogło zginąć wielu ludzi!
- Na szczęście nikt wtedy nie ucierpiał, w każdym razie nie fizycznie. Ale wszystkie dzieła sztuki i prace konkursowe spłonęły. Natalie natomiast była załamana, ale z innego powodu niż spalenie jej rysunków. Bo chociaż zniszczenie tych prac mocno ją zabolało, to jednak spłonięcie ukochanego muzeum jej ojca było dla niej o wiele gorsze.
- A co z tymi podłymi podpalaczami?
- Wtedy nie udowodniono im winy, bo nikt nie doszedł do tego, kto spowodował ten pożar. Oficjalnie zaś stwierdzono, że był to wypadek. Ale ja później dowiedziałem się prawdy.
- Jak poradziliście sobie z tą tragedią?
- Cóż... Jako, że muzeum to własność państwowa, a ojciec Natalie nie ponosił winy za ów wypadek, to dostał jakąś inną posadę. Ja zaś usiłowałem pocieszyć Natalie, która wówczas sama szukała mojej bliskości. A kiedy obchodziliśmy swoje szesnaste urodziny, to w końcu oboje zrozumieliśmy co naprawdę do siebie czujemy.
- Czy wtedy może...? - spytałam nieśmiało, mając oczywiście na myśli coś niegrzecznego.
- Wtedy jeszcze nie - odparł Maciek z uśmiechem - Ale po pewnym czasie postanowiliśmy się pobawić w to, co oboje lubiliśmy robić jeszcze jako dzieci. Wtedy zawsze na koniec całowaliśmy się w policzek, ale tym razem oboje pocałowaliśmy się w usta.
- I wtedy zrozumieliście łączące was uczucie?
- Tak i już oficjalnie zostaliśmy parą, choć tak w praktyce, to cały czas nią byliśmy.
- Rozumiem, czyli w tych kwestiach dość długo byliście nieświadomi, zupełnie jak dzieci. Kochaliście się bezwarunkowo, choć oboje jeszcze nie rozwijaliście romantycznej miłości, zgadza się?
- Tak, Sereno - przytaknął Maciek - Ale muszę ci powiedzieć, że mimo wszystko nie różnimy się w pewnych kwestiach od was, ludzi. W swoich prawdziwych wcieleniach bardzo dużo czasu spędzamy na tych sprawach. Choć oczywiście robimy to bez żadnych dzikich czy fantastycznych, jak wy to mówicie, pomysłów.
- Oj, jakie my tam niby mamy pomysły?! - zapytałam tak pro forma, doskonale jednak wiedząc, o czym on mówi, co wywołało na moje twarzy lekki rumieniec.
- Dobrze wiesz, Sereno - odparł Maciek - Skoro zaś byłaś ciekawa, to powiem ci, że ja i Natalie zrobiliśmy to. Z tym, że w na nasze siedemnaste urodziny, a nie w szesnaste, jak ty i Ash.
- Być może nie powinnam o to pytać, bo to raczej jest wasza prywatna sprawa, ale...
- Było po prostu wspaniale - odpowiedział Maciek dość rozmarzonym głosem - Ale niestety, nazajutrz rozegrała się wspomniana już przeze mnie tragedia.


- Boże, to okropne! - zawołałam - Czyli, kiedy naprawdę poczuliście pełnię szczęścia, to wtedy nagle los zadał wam tak straszliwe cierpienie. To naprawdę niesprawiedliwe!
- Owszem i to nawet bardzo niesprawiedliwe, ale jak się przekonałem, także dość normalne w tym świecie. Zresztą ty i Ash chyba doskonale o tym wiecie, prawda? Ile razy miłe chwile przerywały wam smutne wydarzenia?
- Niestety, życie detektywa jest pełne przygód oraz niespodziewanych zdarzeń. Zresztą podczas naszej podróży trenerów Pokemon w Kalos było podobnie.
- Tak, to cecha wspólna zarówno dla trenerów, jak i detektywów takich jak wy. Nie musicie na siłę szukać przygód, te zawsze same was znajdą. Dzięki za wszystko temu życie jest ciekawsze, ale to ma swoją cenę.
- Jak chyba wszystko w tym świecie - westchnęłam - Ale chociaż lubię przygody, a dzięki Ashowi także i rozwiązywanie zagadek, to nie mam nic przeciwko małej chwili spokoju. Zresztą Ash także czasem ma dość wręcz nadmiaru spraw do rozwiązania i nic w tym dziwnego, zwłaszcza, kiedy się miało do czynienia z takim psychopatą jak Zodiak.
- Albo też bandziorem, który ciężko postrzelił Clementa, prawda? Ash długo zmagał się z wątpliwościami czy powinien kontynuować swoją misję, skoro życie jego bliskich i przyjaciół zostało przez nią zagrożone.
- To sama prawda, choć wszyscy chcieliśmy go jakoś przekonać, aby dalej był detektywem. Dopiero po przygodzie w Łebie Ash przełamał swoje obawy. Powiedz, pomogłeś mu swoją magią rozwiać wątpliwości?
- Nie musiałem - odparł Maciek z uśmiechem na twarzy - Wszystkie te wydarzenia skłoniły Asha do poważnych refleksji, a także do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Ja z kolei jedynie powiedziałem mu, co myślę na ten temat. Pomogłem nieco komu innemu, choć bardzo delikatnie.
- A komu? - spytałam zaciekawiona.
- Seiyemu i Shizuku. Dobrze wiedziałem, co ich smuci oraz doskonale przecież rozumiem ich ból. Zatem delikatnie złagodziłem ich cierpienie i pozwoliłem, żeby już całkiem naturalnie rozwinęła się ich więź. Nadmiar bólu nie zagłuszał ich rozsądku oraz nie zamykał ich serc na nowe uczucie.
- Czyli nie wpłynąłeś na nich, aby poczuli coś do siebie? - zapytałam, gdyż chciałam się upewnić, że dobrze myślę.
- Nie. Jak ci już mówiłem, ja nie chcę u nikogo sztucznie pobudzać uczuć. Seiyi i Shizuku sami zaczęli się do siebie przywiązywać. Wspólne smutki, zainteresowania, język, no i oczywiście przygoda przeżyta z wami - dodał Maciek z uśmiechem - To ostatecznie zbliżyło ich do siebie. Zresztą sama byłaś świadkiem tego, jak oboje przeszli do celebracji swego związku.
Tutaj mrugnął okiem porozumiewawczo.
- No cóż... Owszem, ale nie myśl sobie, proszę, że ja lubię podglądać zakochanych czy coś - powiedziałam nieco zawstydzona.
- Spokojnie, wiem dobrze, że nie. A wracając do rzeczy, to ja i Natalie przeżyliśmy cudowną chwilę, zanim miał odegrać się dramat.
Zauważyłam, że mówiąc o tym Maciek jęknął lekko z bólu, po czym z trudem łapiąc oddech powrócił do swojej opowieści. Gdy ją snuł, to powoli zaczęłam poznawać wszystkie fakty i cała historia zaczęła nabierać więcej sensu. Z opowieści Maćka wynikało, że kiedy on i Natalie obchodzili swoje urodziny, to Kasia i Filip obchodzili rocznicę swojego związku. Nie byli co prawda małżeństwem, bo choć tyle lat byli już parą i żona Filipa nie żyła, to jednak oboje nie wzięli ślubu. Kasia wciąż była bowiem mężatką, a jako katoliczka nie mogła wziąć ślubu kościelnego, a taki właśnie chcieli wziąć z Filipem. Z otrzymaniem kościelnego rozwodu były jakieś tam problemy, chociaż Kasia mogła go otrzymać, a jej wciąż żyjący mąż nie. Te wszystkie komplikacje jednak nie niszczyły szczęścia Kasi i Filipa, którzy mimo iż wierzący katolicy, nie byli jakimiś tam fanatykami, ściśle trzymającymi się absurdalnych reguł. Zatem nic nie niszczyło ich szczęścia. Maciek i Natalie mieli przyjęcie z okazji siedemnastych urodzin, może trochę skromne, bo choć nie było zbyt wielu gości, to jednak widać było, że są szczęśliwi. Pod wieczór namówili rodziców, aby teraz oni mogli świętować swoją rocznicę. Kasia i Filip w końcu ulegli i wybrali się na kolację oraz kina. Zaś Maciek i Natalie przeżyli swoją pierwszą cudowna chwilę i to w taki sposób, w jaki to sobie oboje wymarzyli. Z oczywistych powodów Maciek nie pokazał mi szczegółów. Niemniej przypomniałam sobie wtedy pierwszy raz mój i Asha. To było coś naprawdę cudownego i wyjątkowego. Chociaż, jak pamiętacie nasze przygody, to prawdę mówiąc pierwszy raz przeżyliśmy aż dwa razy. Drugi „pierwszy raz“ miał miejsce wtedy, kiedy to Ash wskutek starcia z Zespołem R stracił pamięć. Mimo trudności nasza miłość wcale na tym nie ucierpiała. Dzięki moim staraniom oraz wspólnie spędzonym chwilom Ash zakochał się we mnie na nowo. I wtedy też wyraził chęć poślubienia mojej osoby. Gdy zaś odzyskał wspomnienia z radością potwierdził swoje słowa. I teraz, kiedy już miało dojść do realizacji tamtej obietnicy, oboje wzięliśmy udział w tak niesamowitej przygodzie, z jaką nie mieliśmy dotychczas do czynienia.
A wracając do opowieści Maćka, to po powrocie do domu Kasia i Filip zastali swoje dzieci śpiące razem nago, oczywiście przykryte kołdrą. Oboje jednak spodziewali się tego, więc nie zaniepokoiło ich to. Poza tym dobrze wiedzieli, że ich dzieci są dojrzałe i na pewno nie zrobią żadnego głupstwa. Widok zaś był naprawdę piękny: Natalie tuliła się słodko do Maćka, a ten obejmował ją czule, jakby chciał ją chronić. Potem jednak zobaczyłam, jak doszło do owej tragedii, która zniszczyła ich szczęście. Poznałam też kulisy intrygi, jaką przeciw nim uknuli Francesca i Giovanni. A były to naprawdę zepsute osoby, nie liczący się z innymi egoiści. Każde z nich miało o sobie ogromne mniemanie i uważało, że może mieć każda osobę przeciwnej płci. Francesca zraniła niejednego chłopaka, który dla niej był jedynie zabawką. Giovanni zaś wykorzystywał wiele naiwnych dziewczyny, które zmieniał jak rękawiczki, ale w końcu trafiła kosa na kamień. Kiedy oboje próbowali swych sił z Maćkiem i Natalie, to okazało się, że ci nie dali się nabrać na ich sztuczki. Jako, że ich umiejętność czytania ludzkich serc była u nich aktywna pomimo przybrania ludzkiej tożsamości, przejrzeli prawdziwy cel swych adwersarzy. Dla tych zarozumialców to było straszne upokorzenie i  nie mogli go puścić płazem. Chcieli się odegrać. Ponad to Francesca wciąż była zazdrosna o talent malarski Natalie. To ona zresztą odpowiadała za podpalenie muzeum. W dniu, w którym Maciek i Natalie mieli spotkać się przed kinem, do którego wybierali się na długo oczekiwany film, rozegrał się dramat. Giovanni i Francesca wracali z imprezki u swoich znajomych, oczywiście prowadząc samochód pod wpływem. Nie tylko alkoholu, lecz i narkotyków.
- Tego dnia ja i Natalie popełniliśmy wręcz ogromny błąd - powiedział Maciek - Jako, że oboje mieliśmy dla siebie prezent niespodziankę z okazji urodzin, postanowiliśmy sobie go wręczyć dopiero pod kinem. Dlatego też udaliśmy się tam osobno.
- I chyba już domyślam się, co się wydarzyło - powiedziałam smutno.
- Dokładnie to, Sereno - odpowiedział mi Maciek ze łzami w oczach, jednocześnie krzywiąc się z bólu - Potrącili moją ukochaną i to jeszcze na pasach! A ja przyszedłem tam zbyt późno, aby jej pomóc lub zginąć razem z nią.
- Czy widziałeś, jak to się stało?
- Tak, lecz byłem za daleko, aby móc zareagować lub też zobaczyć, kto za tym stoi. Natalie mi jednak to powiedziała, bo kiedy do niej dobiegłem, to jeszcze żyła.
Maciek z trudem powstrzymywał łzy oraz swój ból, który zmusił go do padnięcia na kolana. Patrzyłam na niego z współczuciem, sama roniąc przy tym łzy. To naprawdę okrutne, że szczęście dwojga szczerze kochających się osób zostało przerwane tak okrutnie. Oboje zaznali w życiu cierpienia, podobnie jak ich rodzice, lecz mimo to umieli odnaleźć radość. Ale teraz zły los ponownie pokazał na co go stać i to niezwykle brutalnie.
- Umarła mi na rękach, Sereno! - zawołał Maciek, wciąż roniąc łzy - Chciałem zabrać Natalie do szpitala, ale było za późno. Jej obrażenia były zbyt mocne. Myślałem wtedy, że sam umrę. Z bólu, rozpaczy i bezsilności. Ostatkiem sił powiedziała, że mnie kocha i...
Maciek w końcu odrzucił pozory spokoju i dał upust swojej rozpaczy. Patrzyłam na to, sama roniąc łzy i szczerze mu współczując. Los był wobec niego i Natalie okrutny. Podobnie jak i te kreatury odpowiadające za śmierć Natalie. Bo żeby urażona duma doprowadzali do czegoś takiego? Nie mogło mi się to mieścić w głowie. Choć tak właściwie z drugiej strony podobnie okrutną sadystką była Domino, więc byłam w stanie sobie wyobrazić kogoś równie podłego, co ona.


- Masz trochę racji, Sereno - powiedział Maciek, odzyskując spokój - Porównanie do Domino jest całkiem dobre, chociaż ona przecież nigdy nie była pod wpływem Zła.
- A Francesca i Giovanni byli, ponad to w grę weszły używki.
- Zgadza się, dzięki temu te potwory poczuły odwagę, żeby to zrobić. Choć ich pierwotny cel był inny.
- To znaczy jaki, chcieli potrącić was oboje?
- O nie, Sereno, gorzej - zaprzeczył Maciek - Chcieli potrącić Natalie tak, żeby została kaleką.
- Boże! To naprawdę okropne! - pisnęłam przerażona - Ale skąd o tym wiesz?
- Kiedy już ich dopadłem, to bez trudu wyczytałem to z ich serc. To jeszcze bardziej wzmocniło moją furię.
- Miałeś już wtedy moc od Negaforce’a? - spytałam zaciekawiona.
- Wtedy jeszcze nie i chociaż początkowo się przestraszyli, to jednak potem odparli, że takiemu dziwakowi jak ja nikt nie uwierzy, oni zaś mają wpływowych rodziców: ojciec Francesci był szefem policji, a Giovanniego burmistrzem, więc nic im nie grozi.
- Jakie to ohydne kreatury! Wiesz co? Po tym, co mi powiedziałeś i po tym, co zobaczyłam w twoim lustrze w ogóle mi ich nie żal.
- Zasłużyli na karę, ale potrzebowałem większej siły, aby ich w pełni ukarać. Wtedy też przypomniałem sobie miejscowe legendy o przeklętych ruinach. Udałem się tam.
- I tak spotkałeś Negaforce’a, prawda?
- Tak, ale nie od razu. Musiałem trzykrotnie go wzywać, aż w końcu się ukazał. Gdy to zrobił, to obaj zawarliśmy umowę, o której ci mówiłem.
- I wtedy poszedłeś dokonać zemsty - powiedziałam smutno.
- Tak. Ci dranie byli właśnie na kolejnej imprezie i to wraz ze swoimi poplecznikami. Dopadłem więc ich wszystkich naraz.
Zobaczyłam w krysztale tę scenę, bardzo mocno przypominającą moja przygodę z Zodiakiem, jednak na o wiele większą skalę, bo i bohaterów tej akcji było więcej. Poza tym w tej scenie rodem z horroru, to postać jakże demonicznego chłopaka była protagonistą, natomiast te wszystkie nastolatki potworami. Widziałam, jak Maciek siłą woli cisną wszystkich, przykuwając ich do ściany i zmusza, aby patrzyli na ten piekielny pokaz. Potem podszedł do swych wrogów, chwycił oboje za gardła i siłą sprawił, że chcąc nie chcąc musieli spojrzeć mu w oczy. Wówczas rzucił na nich tę sama klątwę, co na Zodiaka, a zaraz po tym zmiażdżył im gardła. Przedtem jednak przez chwilę zobaczyli, z kim mają do czynienia. Pozostali zaś, kiedy Maciek wyszedł zwijali się z bólu ze strachu. Po czymś takim nie dziwię się, że wylądowali w psychiatryku, ale tak prawdę mówiąc, to bydlaki zasłużyli sobie na ten los swoim postępowaniem, zwłaszcza Francesca i Giovanni.
- A co zrobiłeś potem, kiedy dokonałeś już swojej zemsty? - spytałam po chwili.
- Udałem się do domu - wyjaśnił Maciek - Rodzice bardzo się martwili, że Natalie i ja nie wróciliśmy i chcieli zawiadomić policję. Właśnie wtedy użyłem swojej magii i wyczyściłem im pamięć, wymazując z nich wszelkie wspomnienia odnośnie naszych osób. Podobnie jak i innym ludziom, którzy nas znali.
- A co zrobiłeś z ciałem Natalie?
- Pochowałem je w miejscu, które jedynie my dwoje znaliśmy i które kojarzyło się nam z najpiękniejszymi chwilami w naszym życiu. Jest tam samotny krzyż, lecz nie ma na nim żadnego imienia. I to tam też spotkałem Mewtwo.
- To tam się spotkaliście? W ogóle cały czas mnie ciekawi, jak wy obaj się poznaliście.
- Już ci to mówię, Sereno - odparł Maciek - Przez śmierć Natalie i uwięzione we mnie Zło nie wiedziałem, co ma z sobą zrobić. Nie potrafiłem zebrać myśli, jednak w końcu postanowiłem sprawdzić jak wielka jest moc, którą otrzymałem.
- W jaki sposób?
- Udałem się do innego świata - wyjaśnił Maciek - Negaforce może podróżować swobodnie pomiędzy wymiarami. Tam też dałem pełen upust swego bólu po stracie Natalie, jednak tych scen ci nie pokarzę.
- Dlaczego? Są aż tak straszne?
- Owszem, mogą ci się nie spodobać. Niemniej w końcu wróciłem do tego wymiaru. Odwiedziłem grób Natalie i niestety, ponownie dałem upust swemu cierpienia. I wtedy zorientowałem się, że nie jestem sam. Kiedy się odwróciłem, to zobaczyłem Mewtwo.
- A skąd on się tam wziął?
- Jak wiesz, Mewtwo dużo podróżuje po świecie. Podobnie zresztą jak Mew, ale obaj nie ograniczają się tylko do regionów zamieszkałych przez Pokemony. Jak się okazało, Mewtwo wyczuł całą mroczną energię, którą z siebie wyrzucałem w napadach rozpaczy i chciał się przekonać, co lub kto za tym stoi.
- Czy wtedy może doszło do walki między wami?
- Nie - zaprzeczył Maciek - Obaj byliśmy zdumieni swoją obecnością i podczas rozmowy opowiedzieliśmy sobie nasze historie. Okazało się wtedy, że bardzo wiele nas łączy i dlatego też szybko nawiązaliśmy porozumienie. Mewtwo wyznał mi, że już od jakiegoś czasu poszukuje pewnego groźnego Pokemona, który może poważnie zaszkodzić światu.
- Malamara  - syknęłam ze złością - Ten łajdak naprawdę zrobił wiele złego i jeszcze więcej mógłby zrobić, tylko my mu przeszkodziliśmy.
- Tak, a po swojej drugiej porażce w Kalos zmienił miejsce działania. Mewtwo zaś cały czas go poszukiwał. Podejrzewał, że być może opuścił regiony. Gdy zaś wyczuł mroczną energię sądził, iż to może on knuje nową intrygę. I tak trafił na mnie.


Zobaczyłam w lustrze, jak wyglądało ich pierwsze spotkanie i jak obaj zawarli porozumienie. A podczas tej rozmowy, w wyniku której Maciek wyznał swój problem z Negaforce’m, Mewtwo polecił mu Asha jako osobę, która może mu pomóc. Jak dobrze wiecie, on sam był niegdyś zły, co było zasługą przede wszystkim Giovanniego, a także towarzyszących mu zbirów. Mewtwo był przekonany, że wszyscy ludzie są tacy i dlatego też należy ich zniszczyć. Pokemony zaś uznał za ludzkich niewolników, których zastąpić miały klony wyhodowane przez niego, jednak w skutek szaleńczej walki, w którą wmieszał się też Ash, Mewtwo przekonał się, że był w błędzie. Przy kolejnym zaś spotkaniu, Ash uratował mu życie, kiedy Giovanni ponownie chciał włączyć go w szeregi swojej organizacji, w wyniku czego Mewtwo był ciężko ranny. Ale z pomocą Asha i niezwykłej wody odzyskał siły. Od tego czasu Mewtwo podróżował po świecie i pomagał ludziom podobnym Ashowi, którzy kochają Pokemony i nieraz ryzykują dla nich życie. Tak więc, skoro Ash zdołał pomóc Mewtwo rozprawić się z wewnętrznym złem, to możliwe, że pomoże on także i Maćkowi. Chłopakowi spodobał się ten pomysł, więc zdecydował się odnaleźć Asha, poznać go i w odpowiednim momencie poprosić o pomoc. Zobowiązał się też pomóc Mewtwo, kiedy ten będzie poszukiwał Malamara.
- Dowiedziałem się, że Ash przebywa w Kalos, więc się tam udałem. Odnalazłem go w mieście Coumarine.
- W Coumarine? Więc już wtedy zacząłeś nas obserwować? - spytałam zdumiona.
- Wtedy was znalazłem i widziałem, jak Ash zbiera pokejagody. Dzięki twojej radzie uznał on, że taki prezent, dany od szczerego serca najbardziej ucieszy jego Pokemony. A mając tak silną więź ze swoim trenerem lubią one wiele rzeczy, które on sam lubi.
- Cóż... Przyznam ci się, iż zaskoczyło mnie wtedy trochę, że Ash tak nagle gdzieś pobiegł, ale pod Drzewem Przyrzeczeń wszystko się wyjaśniło.
- Otóż to, Sereno - odpowiedział Maciek - Dla mnie też wszystko stało się jasne. Wtedy moja nadzieja zamieniła się w pewność. Wiedziałem już, że Mewtwo wskazał mi właściwą drogę ratunku.
- Tak?
- Tak, Sereno, bo widziałem jego wielką miłość do Pokemonów, kiedy zaś wkroczył Zespół R, to mogłem się przekonać, jak skutecznie i bardzo konsekwentnie walczy ze złem i jeszcze jedno.
- Co takiego? - spytałam, chociaż tak prawdę mówiąc, domyślałam się tego ostatniego powodu.
- I zobaczyłem ciebie, Sereno. Pierwsze, co poczułem, to szok. Byłem naprawdę zdumiony widząc twarz mojej ukochanej, te jej cudowne oczy i radosny uśmiech, które miała twoja osoba.
- To miłe, że tak mówisz, nawet jeśli uważasz tak tylko przez wzgląd na moje podobieństwo do Natalie. No, a skoro już przy tym jesteśmy, to zastanawia mnie jedna rzecz.
- Słucham cię, Sereno - odparł Maciek.
- Skoro uznałeś, że tak mocno przypominam Natalie i to nie tylko z wyglądu, ale i zapewne z pewnych cech charakteru, to mogło ci przyjść do głowy, aby samemu się o mnie starać, prawda? A jednak tego nie zrobiłeś. Nie żebym tego żałowała, bo przecież kocham Asha nad życie i to on jest chłopakiem moich marzeń i nie zamieniłaby go na nikogo, ale po prostu jestem ciekawa, dlaczego postąpiłeś inaczej.
- Rozumiem, o co ci chodzi, Sereno - powiedział Maciek - Zauważyłaś już wcześniej moje podobieństwo pod pewnymi względami do Arlekina, więc zastanawiałaś się czy i w tej kwestii też tak jest.
- Otóż to - potwierdziłam -  Twoja historia, pomijając oczywiście wątki nadprzyrodzone, bardzo przypomina losy Kevina. A jak wiesz, on starał się mnie zdobyć, bo przypominałam mu jego zmarłą Renę.
- Cóż... Kevin to dość kontrowersyjna dla mnie osoba. Z jednej strony współczuję mu z powodu życiowych tragedii, ale jego egoizm i uparta chęć zniszczenia twojego szczęścia potrafiły doprowadzić do szału.
- Ty chciałeś, żebym była szczęśliwa, ale miałeś w tym też swój cel. Inny niż on, ale zawsze.
- Cóż... To prawda, z tym, że dużo później dowiedziałem się w jaki sposób uczucie twoje i Asha może mi pomóc. Dokładniej wtedy, gdy oboje wyznaliście sobie miłość.
- A przedtem, co tobą kierowało? - spytałam zaciekawiona.
- Gdy cię zobaczyłem, to byłem naprawdę zdumiony, ale zrozumiałem od razu, że ty wcale nie jesteś moją Natalie. Niemniej jako, że byłaś bliską przyjaciółka Asha, to był ważny powód, aby i ciebie obserwować. Chciałem poznać was oboje.
- I wtedy wyczułeś uczucie, jakie żywiłam do Asha, prawda?
- Tak oraz to, jakie on żywi do ciebie. Wierz mi lub nie, Sereno, ale Ash już wtedy czuł do ciebie coś więcej, niż tylko przyjaźń.
- Naprawdę? - trochę zdumiała mnie ta informacja, ale również bardzo ucieszyła.
- Cóż... Prawdę mówiąc, to Ash dość szybko był tobą zauroczony, choć długo nie był świadom swoich uczuć. Ze względu na swoje rozstanie z Dawn i wciąż przykrymi wspomnieniami z rozstaniem z Misty miał pewne obawy przed zaangażowaniem się uczuciowo, jednak już wtedy cię kochał, Sereno.
- Rozumiem, oboje czuliśmy do siebie to samo, ale baliśmy się ujawnić uczucia, w obawie przed odrzuceniem.
- To prawda, ale ja bardzo nie chciałem, żebyś cierpiała w ten sposób. Widok ciebie płaczącej tuż po pierwszej wystawie tym bardziej mnie w tym umocnił.
- Nie chcę tego wspominać - powiedziałam bardzo cicho - Ja wtedy popełniłam ogromny błąd, starając się na siłę być kimś innym. Wcześniej udawałam twardzielkę, ale kiedy tylko zostałam sama, to nie wytrzymałam.
- Wiem, Sereno, czułem twój ból. Twoje łzy tak mocno przypominały mi łzy Natalie. Dlatego też nie mogłem zostawić tego w ten sposób. Bardzo chciałem ci jakoś dyskretnie pomoc i sprawić, żebyś była szczęśliwa.
- Naprawdę? - odparłam bardzo zdumiona - Przyznaję, że wciąż mnie zaskakujesz. A jak to zrobiłeś?
- Zajrzałem w głąb twojego serca. Byłem bardzo ciekaw, co jest twoim największym marzeniem i szybko odkryłem, że wcale nie było nim zostanie Królową Kalos, ale...
- Bycie dziewczyną Asha, jego ukochaną - szepnęłam cicho.
- Otóż to, ale jak wiesz ja wcale nie chciałem ingerować w tę sferę, to znaczy nie chciałem sztucznie pobudzać waszego uczucia. Obserwowałem was dalej.
- Więc wiesz już, jak wyglądały nasze losy i ile głupstw popełniłam bawiąc się w artystkę. Co prawda ludzie byli szczęśliwi z moich występów, ale ja zbyt mocna wciągnęłam się w rywalizację. To mogło mnie zniszczyć.
- Ale nie zniszczyło, z kolei Ash zrobił to, co powinien. Powiedział ci szczerze, co o tym myśli. Dał też do zrozumienia, jak tęskni za ta dawną, prawdziwą Sereną.
- To prawda - przytaknęłam - Zdanie Asha zawsze liczyło się dla mnie najmocniej. Wtedy było boleśnie prawdziwe, ale był to głos jego serca. A moje na niego odpowiedziało. Co prawda chciałam się jeszcze odegrać na Shaunie, ale coraz mniej czułam chęć kontynuowania kariery. Czułam, że muszę walczyć o swoje prawdziwe marzenie, jednak wciąż jeszcze męczyły mnie wątpliwości.


- I wtedy przed Finałem Wystaw zjawiłem się ja i ukazałem ci dwie wizje przyszłości - powiedział Maciek - Drogę kariery i drogę miłości.
- Dokładnie, lecz ostatecznie, jak mówiłeś to Ash pomógł mi podjąć właściwa decyzję, a później ja jemu.
- Tak, z tym, że kiedy ukazywałem wizje tobie, to jeszcze wtedy nie wiedziałem, iż to wasze uczucie będzie kluczem do pokonania Negaforce’a. Chciałem po prostu, żebyś była szczęśliwa. Początkowo moją chęć pomocy kierowało twoje podobieństwo do Natalie. Widząc cię zarówno szczęśliwą, jak i płacząca, to tak, jakbym widział ją. A ja zawsze chciałem, żeby Natalie była szczęśliwa.
- A więc pomogłeś mi wtedy tylko po to, żebym ja także wreszcie była szczęśliwa? - spytałam czując w sercu przyjemne ciepło.
- Tak, a skoro już dobrze wiedziałem, dzięki komu jesteś szczęśliwa, to łatwiej mi to przyszło. A właściwie to wam obojgu, bo to przecież głównie jest wasza zasługa. Tak czy siak z czasem zwróciłem uwagę na samą ciebie, to czym różnisz się od Natalie i w moim sercu narodziło się pewne uczucie do ciebie. Inne i bez pożądania, bo pełna miłością darzę wyłącznie Natalie.
- To naprawdę piękne i romantyczne i miło jest mieć przyjaciela, nawet wielbiciela, który nie chce mnie zdobyć wbrew twej woli, ale za to chce, żebym była szczęśliwa. Jesteś pierwszym takim, na którego trafiłam. Choć i tak pierwszego poznałam Asha, moja prawdziwą miłość.
- Cóż... To dlatego los w sprawie wielbicieli nie był dla ciebie łaskawy, Sereno - stwierdził Maciek - Ceną za te jedyną i spełnioną miłość był brak naprawdę wartościowych wielbicieli.
- Nie żałuje tego wcale - odparłam z uśmiechem - Jak mówiłam, Asha nigdy nie zamieniłaby na nikogo innego, bo to przecież dzięki niemu jestem naprawdę szczęśliwa. A co do wielbicieli, to cóż...
- Kilku ich tam jednak miałaś - odparł Maciek - I każdy z nich na swój sposób cię podziwiał, ale...
- Błagam, o kim my tu mówimy? - westchnęłam - Kto był niby moim wielbicielem? Ten zabawny grubasek Tierno? Albo Trevor, któremu mój nowy styl spodobał się tak samo, jak jego kumplowi? Choć on przynajmniej nie zachowywał się jak Brock na widok ładnych dziewczyn, ale trudno mi go nazwać wielbicielem. A więc kto nim niby był? Arlekin? Jakoś wobec niego to ja mam mieszane uczucia, zresztą sam dobrze wiesz, jak wyglądały nasze zmagania, lecz na koniec zachował się i zginął jak bohater. Teraz jest razem ze swoją Reną. Cary Grenet? Zwykły psychopata i prześladowca.
- Był jeszcze Calem - przypomniał Maciek.
- Ach! On zawiódł mnie najmocniej! - odparłam cierpko - Był drugim po Ashu chłopakiem, z którym bardzo miło spędziłam czas w dzieciństwie. Wspomnienie o nim były dla mnie bardzo miłe i czasami czułam na myśl o nim ciepło w sercu, choć i tak o Ashu zawsze myślałam najmocniej. A kiedy spotkałam Calema po latach, to co się okazało?
- Że jest oszustem i przestępcą - dokończył Maciek - Chciał tylko tego, żebyś zapewniła mu alibi podczas jednej akcji, na szczęście nieudanej.
- Tak, a ja głupia myślałam, że on naprawdę mnie lubi. Że nim także kierował jakiś sentyment czy coś w ten deseń, kiedy wyruszał wraz ze mną po ten kamień dla profesora Sycamore’a. A on wobec mnie zachował się jak ostatni drań. A ja wywołałam tylko zazdrość u Asha, z czym później źle się czułam. Calem to zwykły łajdak i tyle.
- Cóż, Sereno... Być może zaskoczy cię to, co teraz powiem, ale Calem rzeczywiście podczas spotkania z tobą kierował się sentymentem do ciebie oraz dawnych wspomnień. Widząc cię już dorosłą, widząc twoją urodę i jak się zmieniłaś przez te lata naprawdę poczuł do ciebie sympatię.
- Naprawdę? - byłam nieco zdumiona - Ale nie przeszkodziło mu to w zachowaniu się wobec mnie, Asha i profesora Sycamore’a jak zwykła szuja.
- To prawda, Calem w pewnym momencie dokonał złego wyboru, ale przecież nie zatracił wszystkich pozytywnych cech z dawnych czasów. Kto wie, może jeszcze miło cię zaskoczy? Oczywiście oboje będziecie nadal po przeciwnych stronach, ale być może wówczas już nie będziesz czuć wobec niego takiej urazy, jaką czujesz teraz.
- Mówisz to, bo widziałeś przyszłość? - spytałam zaciekawiona.
- Trochę tak, ale też i dlatego, że podczas wspomnianej przez ciebie przygody przyjrzałem się i Calemowi. Czy przypadkiem nie chce zrobić ci jakieś krzywdy albo zniszczyć twojego szczęścia z Ashem.
- Rozumiem, ale póki co jakoś nie specjalnie chce mi się o nim myśleć. Zobaczymy więc, co pokaże przyszłość.
- Zgadza się i powróćmy też do właściwej opowieści - podjął Maciek.
- Super! A więc powiedz mi, kiedy wreszcie się zorientowałeś w tym, że miłość moja i Ash może pokonać Zło?
- Na krótko przed ukazaniem wizji Ashowi - odparł Maciek - Czułem, że jestem bardzo bliski znalezienia rozwiązania, ale to Mewtwo pomógł mi dojść do sedna.
- W jaki sposób?
- Powiedział mi, że zmarli wiedzą więcej niż żywi i być może Natalie w zaświatach dowiedziała się tego, jaki jest sposób pokonania Negaforce’a. Powiedział, że może się tam udać i z nią porozmawiać.
- I Natalie wiedziała, jak to zrobić, zgadza się?
- Tak, ponad to dowiedziała się też, że to Negaforce odpowiada za jej śmierć. Co prawda tylko pośrednio, ale zawsze. Powiedziała też, że to my nierozważnie sprowokowaliśmy go, aby nas zniszczył.
- Ale w jaki sposób? - spytałam ciekawa i jednocześnie przerażona.
- Oboje mieliśmy raz nieostrożność zwiedzać miejsce, w których się ukrywał. Wiesz, te ruiny. Co prawda oboje byliśmy tam za dnia i to niezbyt długo, ale byliśmy tam, oboje zakochani i szczęśliwi. W dodatku jeszcze to miejsce, choć ponure i tajemnicze, wydało się nam całkiem romantyczne. I cóż... Okazaliśmy sobie nawzajem uczucie i niestety, to tak wkurzyło Zło.
- Dlatego on postanowił skazić serca waszych prześladowców jeszcze bardziej i w efekcie zachęcić ich do popełnienia zbrodni - dokończyłam.
- Dokładnie tak, Sereno, a potem ja popełniłem drugi błąd i zadałem się z tym potworem - powiedział Maciek smutno - Ale byłem zdruzgotany i wtedy wydawało mi się, że nie mam innego wyboru. Oczywiście nigdy nie wykorzystywałem swojej mocy przeciw dobrym ludziom. Jedynie przeciw takim, jak nasi prześladowcy lub jeszcze gorszym.
- Widziałam, jak załatwiłeś Zodiaka i rozprawiłeś się z Morganą. To było naprawdę straszne, ale mimo to nie czułam strachu. Jak to możliwe?
- To bardzo proste - odparł Maciek - Tak pokierowałem mocą i aurą, aby wywoływać strach jedynie u złych ludzi. Dobre osoby nie czują leku, a jedynie silny niepokój. Chociaż moja rasa posiada taką naturalną cechę, ja ją jedynie wzmocniłem.
- Mimo wszystko czułam się jak w jakimś horrorze, ale ocaliłeś mnie i to dwukrotnie. Prócz tego pomogłeś Ashowi uratować Sarę i uwolnić mnie od upiora Kali. I pomimo chwili słabości ocaliłeś nas oboje przed samym Negaforce’m - podsumowałam jego dokonania - Jak na kogoś opętanego przez Zło, to całkiem niezły wynik.
- Tak i cały czas was obserwowałem. Od Coumarine trzy lata temu, aż do teraz. Pilnowałem, żeby żadne niespodziewane zdarzenie nie zniszczyło waszego szczęścia.
- Ale jak mówiłeś, nie robiłeś tego tylko dlatego, że my mieliśmy cię uwolnić od Zła. Kierowałeś się też uczuciem do mnie.
- Owszem, a także szacunkiem do Asha - odparł Maciek - Wiem, jak wyglądało jego życie i jak ciężko pracował na to, aby stać się prawdziwym bohaterem. Bo przecież jest nim, choć tak naprawdę nigdy nie chciał zajść aż tak daleko. A jednak walka ze złem jest jego przeznaczeniem. Ale jego bezinteresowna miłość do Pokemonów, a także troska o przyjaciół też ma tu ogromne znaczenie. I wreszcie fakt, że uczynił cię naprawdę szczęśliwą.
- To prawda - powiedziałam rozmarzonym głosem - Ash zmienił moje życie na lepsze, dzięki niemu czuję się naprawdę szczęśliwa. I chciałam dać szczęście Ashowi. Pokochał mnie tak mocno, jak ja jego, pomimo tego, że długo nie mogłam pozbyć się swoich kompleksów.


- Powiem ci coś, co cię może zaskoczy, Sereno, ale takie są fakty: Ash w ogóle lub też prawie w ogóle nie widział twoich kompleksów. Co prawda widział niektóre twoje wady, tak jak i ty jego, ale nie przywiązywał do nich większej wagi lub starał ci się pomóc je przezwyciężyć.
- Naprawdę? - spytałam zdumiona - Ja wiem, że czasem Ash zdawał się być nieco nieświadomy w niektórych sprawach, ale...
- A jednak, Sereno - powiedział Maciek z uśmiechem - Ash głównie zwracał uwagę na fakt, że go wspierasz. Do tego zawsze interesowały go twoje pomysły (zaimponowałaś mu swoją sporą wiedzą na temat wyścigów Rhyhornów) i podziwiał twoje umiejętności. Ponad to wręcz uwielbia twoje łakocie, a już zwłaszcza Pokeptysie, chociaż one powinny smakować tylko Pokemonom. Ale te twojej roboty mu smakowały! Zawsze, kiedy walczył o Odznaki albo później rozwiązywał zagadki chciał, abyś była u jego boku. A kiedy wpadaliście w Kalos w kłopoty, to zawsze chciał najpierw ratować ciebie.
- To prawda, było i jest dokładnie tak, jak mówisz. Czyli, że przez ten cały czas Ash też mnie kochał, tak jak ja jego, ale z powodów, o których już mówiliśmy wyszło tak, jak wyszło. Ale i tak wszystko dobrze się skończyło.
- Tak i mimo różnych przeciwności losu wasz związek trwał i rozwijał się coraz mocniej, choć było sporo momentów, kiedy się o was, a zwłaszcza o ciebie martwiłem.
- W jakich konkretnie? - spytałam.
- Choćby w trakcie twojego ostatniego kuszenia światem sławy, gdy o mały włos wasz związek się nie rozpadł, a co gorsza ty omal nie zginęłaś, bo przecież zostałaś wtedy postrzelona.
- Wiem, o czym mówisz. Najpierw chciałam ostatecznie zapomnieć o swoich kompleksach i dałam się oszukać temu psychopacie Cary’emu. A później przez moja zazdrość o znajomość Asha ze Scarlett wyszły kolejne kłopoty. A przecież Ash był mi wierny, tylko oczywiście ja nie okazałam mu właściwego zaufania.
- Wszyscy popełniamy błędy, Sereno, a ty okazałaś się mądra osobą, bo wyciągnęłaś należyte wnioski ze swoich błędów, zaś te wszystkie próby umocniły waszą miłość. Teraz jest ona już wystarczająco silna, aby pokonać Zło i usunąć je z tego świata raz na zawsze.
- Ale Ash i jego rodzina muszą przejść próby, o których mi mówiłeś - zdziwiłam się.
- Tak, bo Ash, żeby pokonać mnie w walce musi wykorzenić z serca ostatnie ciernie. To wciąż obecne smutki, jakie kiedyś wycierpiał za sprawa ojca i siostry, choć jak wiemy nie zrobili tego z premedytacją. Ich więź musi być nieskazitelna, aby Ash miał dość siły duchowej, żeby mnie pokonać.
Nagle Maciek uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach pojawiły się radosne iskierki.
- Co się dzieje? Czy to Ash i jego towarzysze?
- Tak. Właśnie skończyli ucztę, którą dla nich uszykowałem i zabierają się do przejścia przez próby.
- Czy słyszeli wszystko, o czym rozmawialiśmy?
- Tak, dzięki laleczkom od Latias i dzięki mojej drobnej ingerencji w tę sprawę. Teraz zaś nadejdzie czas próby.
- Jak to będzie wyglądać?
- Sama zaraz zobaczysz, Sereno. Spójrz w zwierciadło, a zobaczysz wszystko bez trudu.
Skierowałam więc uważnie wzrok w kierunku lustra z kryształu, na którym ukazał się obraz wielkiej sali przypominającej jakby salę balową ze średniowiecznego zamku. W tym oto pomieszczeniu znajdowali się Ash, Dawn i ich ojciec. Cała trójka stała i uważnie się rozglądała dookoła siebie.
- Co oni robią? - zapytałam.
- Rozpoczęła się godzina próby - odpowiedział Maciek - I pora, aby ją rozpoczęli. Tylko jeszcze nie wiedzą, co mają robić.
- Ale ty im zaraz powiesz?
- Oczywiście, że im powiem. W swoim czasie.
Lekko parsknęłam śmiechem, kiedy usłyszałam jego słowa. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się takiej odpowiedzi ze strony Maćka.


C.D.N

Przygoda 130 cz. V

Przygoda CXXX Tytani, do akcji! cz. V Drużyna Młodych Tytanów, trzymając mocno kciuki za swojego lidera i po cichu modląc się, aby Slade nie...